Błyski 2

Błyski 2Julia Pietrucha – Parsley

Zdaje się, że późną wiosną ją odkryłam. Owszem, wcześniej wiedziałam, że takowa dziewczyna istnieje, ale jakoś nie miałam powodów, by śledzić jej działania. Aż któregoś dnia, z grającego w tle radia wydobyły się dźwięki, które przykuły moją uwagę. I nie mogłam dać wiary radiowej informacji, że właśnie wysłuchałam kawałka tejże dziewczyny – Juli Pietruchy! Byłam zaskoczona! Bo ktoś znany z rzeczy raczej mało wyszukanych, gdzieś po cichu, kątem, zrobił coś, co jest jedyne w swoim rodzaju. Coś oryginalnego, skromnego, mało komercyjnego, choć lekkiego i przyjemnego, co brzmi na wysokim poziomie, nie lokalnym, ale globalnym.

Zosia Samosia

Zaczęłam więc szukać informacji i moje oczy coraz szerzej otwierały się ze zdumienia. Swoją debiutancką płytę artystka wydała sama, na ukulele gra sama i zarejestrowane na płycie utwory są jej autorstwa. A wszystko w niecodzienny sposób promowane i sprzedawane. Płyta bowiem ukazała się w całości w serwisie YouTobe, a kupić ją można tylko na stronie artystki (autorka sama też płytę pakuje, adresuje i wysyła 😉 ).

Dzięki wspomnianemu serwisowi płyty namiętnie słuchałam całe lato. Jesienią zrobiłam sobie przerwę, zimą otrzymałam prezent – ową płytę Parsley. No i znów zdumnienie. Jestem estetą, więc na wszystko, chcąc nie chcąc, patrzę z tej pozycji i na widok podarowanej płyty oczy mi się zaśmiały. Samo opakowanie jest tak pięknym przedmiotem, że najchętniej po prostu nosiłbym je przy sobie, bo takimi właśnie rzeczami lubię się otaczać. Opakowanie zawiera w sobie książeczkę z… kolorowymi akwarelami męża artystki, z tekstami piosenek, napisanymi jakby odręcznie oraz ze wskazówkami jak stawiać pierwsze kroki w grze na ukulele i z chwytami do poszczególnych utworów na tenże instrument!

Istota

Płyta zawiera piętnaście kawałków. „Słychać tu różne muzyczne klimaty, od jazzu, przez kabaret a la Tiger Lillies i folk, po bałkańskie szaleństwa i brzmienia w stylu Motown z lat 60.”[1], mamy tu „[…] wzruszające Tonight ze smyczkami, taneczne Swing Boy i Ship of Fools w retro stylu czy nieco mroczne Growl It[2]. To wszystko jednak nie ma tu znaczenia, dlatego że płyta jest po prostu do słuchania, nie do analizowania. Wiem, pozbawiam ją w ten sposób czegoś, co ma istotne znaczenie, co może umieścić ją w kontekście, tak istotnym przecież, by móc przetrwać i zaistnieć, ale nie mogę się powstrzymać…

Tak, ta płyta jest do słuchania! Po prostu. Jest tym czym słuchanie muzyki być powinno – czystą wewnętrzną przyjemnością, czerpaniem radości z tu i teraz, uważnością, bez przeintelektualizowanej analizy. Czy to przy przyciszonych kawałkach, czy tych głośniejszych, pełnych energii chce się po prostu płynąć razem z docierającymi do nas dźwiękami. Lekko unosząc się nad ziemią, ze spokojem i radością z bycia po prostu. A ciało chce snuć się albo tańczyć. Ta muzyka „zakrzywia […] czasoprzestrzeń”[3].

Polecam gorąco! Daj się ponieść!

Ps. Moje ulubione kawałki to Growl It i Tonight  😛 !!!


[1] Wojciech Przylipiak, Z ukulele po Azji. Znakomita płyta Julii Pietruchy, opublikowano 06.05.2016, http://kultura.gazetaprawna.pl/artykuly/941361,julia-pietrucha-plyta-parsley-recenzja.html, dostęp 28.12.2016.

[2] Ibidem.

[3] Dorota Kutnik, Julia Pietrucha – Julia Parsley, opublikowano 28.04.2016, http://allaboutmusic.pl/julia-pietrucha-julia-parsley-2016-recenzja-doroty-kutnik/, dostęp 28.12.2016.