Mądrości hippisa. „Lot nad kukułczym gniazdem” – Ken Kesey

Lot nad kukułczym gniazdemTytuł – Lot nad kukułczym gniazdem

Autor – Ken Kesey

Tłumaczenie – Tomasz Mirkowicz

Wydawnictwo – Albatros

Rok – 2015

  • DLA KOGO – nie tylko dla koneserów; dla wrażliwców i buntowników, dla tych, którzy są zdania, że sztuka to nie letarg, ale świadomość; dla wielbicieli literatury i kultury amerykańskiej
  • PO CO – by zrozumieć, by wiedzieć, by żyć świadomiej, głębiej, mądrzej
  • MOJA OCENA – 10/6
Ocalić od zapomnienia

Misją Bałwochwalni jest między innymi ocalenie od zapomnienia dzieł, których zapomnieć nie można, bo wyrządzi się ludzkości krzywdę, której nic nie zdoła naprawić; dzieł, które powstały lata temu, dekady temu, wieki temu, których dziś się nie zauważa, bo przysłania je szczelnie gruba warstwa nie tylko kurzu. Postanowiłam więc je wywlec, bo warto, gdyż są to rzeczy bezcenne, które wzbogacają nas i naszą rzeczywistość. Dziś pierwsza nota z tych realizujących bałwochwalnianą misję.

Amerykańska przygoda

Wraz z rokiem 2017 postanowiłam wprowadzić w swój świat literacki porządek! Do tej pory panował wielki miszmasz, który wywoływał u mnie poczucie dyskomfortu. Przy pomocy skomplikowanych narzędzi 😉 opracowałam więc strategię na najbliższych dwanaście miesięcy. Być może już wiesz, że górę w roku 2017 bierze literatura amerykańska, choć właściwie szerzej, bo cała kultura amerykańska. Odgrzebuję więc dzieła nazwijmy to umownie klasyczne, które powstały za oceanem, by na nowo w nich się zatopić, niektóre też, by dopiero je odkryć. Przy tej okazji sięgam też po nowsze publikacje i te całkiem świeże.

Lot nad kukułczym gniazdem Kena Kesey’a* otwiera tę amerykańską przygodę 2017. Dlaczego akurat ta powieść? Przygotowując propozycje choinkowe postanowiłam sięgnąć po tytuły, które po prostu warto czytać, znać, do których warto wracać, które warto mieć w swojej biblioteczce, bo wzbogacają i są idealne na prezent dla każdego!!!

Lot znalazł się w tym zestawieniu, a że brakowało tej powieści na moim regale, to postanowiłam swą biblioteczkę bałwochwalnianą o to dzieło uzupełnić i przy okazji ponownie zatopić się w lekturę tej poruszającej historii.

Stary hippis prawdę ci powie

Jest to powieść z połowy XX wieku, odsłaniająca amerykańską rzeczywistość tamtego czasu. Ale szybko stała się dziełem kultowym wręcz i przekroczyła granice oceanu. Dziś jednak wydaje się nieco zapomniana, bo odległa w czasie i przestrzeni i czytana raczej przez koneserów. A szkoda, bo rzecz warta jest powszechnej wręcz uwagi i pamięci, gdyż należy do tych dzieł, które poruszają, budzą, uświadamiają!

Lot to kontestacyjna powieść Kan Kesey’a (1935-2001), beatnika i hippisa, znanego z dość nonkonformistycznego sposobu egzystowania, która ukazała się w 1962 roku i stała się najgłośniejszym utworem Kesey’a. Zyskała uznanie i czytelników, i krytyków, szybko stając się klasyczną pozycją amerykańskiej kontrkultury i wchodząc na stałe do klasyki literatury współczesnej.

Czytana przeze mnie lata temu, weszła też do mojego prywatnego kanonu, stojąc w jednym rzędzie z Procesem Kafki, Rokiem 1984 Orwella, Nowym wspaniałym światem Huxley’a, Dżumą Camusa czy dziełami Witkacego. I mogę śmiało powiedzieć, że to książka z tych, które miały wpływ na układ „klocków” w mojej głowie, na rodzaj mojej wrażliwości, na mój odbiór rzeczywistości. Teraz, po latach, gdy powróciłam do niej, znów czytałam ją z przejęciem. Znów wywarła na mnie tak silne wrażenie jak wtedy, za pierwszym razem. Wywołała też uczucie, eufemistycznie mówiąc, dyskomfortu. Bo wciąż jest tak bardzo aktualna. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jej uniwersalność dziś jeszcze bardziej uderza.

Lot nad Ameryką

Powieść Kesey’a zawiera treści znacznie przerastające jej nieskomplikowaną akcję.  

Narratorem i jednym z bohaterów powieści jest Indianin Wódz Bromden. To on opowiada zsubiektywizowaną historię Randle’a Patricka McMurphy’ego – w istocie głównego bohatera powieści.

Randle Patrick McMurphy

Na oddział dla umysłowo chorych przybywa na obserwację nowy pacjent – ów McMurphy – arogancki, pewny siebie szuler, zawadiaka, przestępca, anarchista, który symulując chorobę psychiczną, sądzi, że w ten sposób zdoła uchylić się od więzienia i ciężkiej pracy, słowem uważa, że w ten sposób uniknie kary. Szybko jednak przekonuje się, że szpital psychiatryczny pod rządami siostry Mildred Ratched nie jest miejscem, które może być przyjemną alternatywą.

Siostra miłosierdzia

Oddziałem kieruje pozornie miła w gruncie zaś rzeczy despotyczna siostra przełożona, która nie ma sobie równych we wprowadzaniu wojskowego drylu i udaremnia każdy ledwie zauważalny przejaw buntu. Jakikolwiek wyraz niesubordynacji przestaje mieć rację bytu, w obliczu wywieranej przez oddziałową presji przestaje po prostu mieć sens. Jej metody postępowania pozbawiają pacjentów najdrobniejszych przejawów wolności i indywidualności – podstawowych przejawów człowieczeństwa.

Wolność kontra system

McMurphy, ceniący sobie ponad wszystko szeroko pojętą wolność, postanawia nie dać się i tym samy pokazać współtowarzyszom niedoli, że nikt nie może ich pozbawiać podstawowych praw człowieka. Idzie więc na otwartą wojnę z oddziałową i jej systemem. Odnosi w tej walce zwycięstwo – rozsadza do środka oddział degradujący osobowość jednostki, ale cenę ponosi za to najwyższą – siostra oddziałowa zdążyła osiągnąć swój nadrzędny cel, zdążyła McMurphy’ego „wykastrować” – poddała go swoim zwyczajem zabiegowi lobotomii, którego celem była „redukcja procesów emocjonalnych, które zwykle towarzyszą procesom poznawczym – myślom i wspomnieniom”[1], a której efektem ubocznym była „utrata przez pacjenta poczucia ››ciągłości własnego ja‹‹, świadomości, że jest tą samą osobą, którą był wczoraj i będzie jutro”[2]. Zatem zdusiła w nim tym samym to, co dla człowieka najcenniejsze – jego godność. Mimo to, do McMurphy’ego będzie należało ostatnie słowo. To on zatriumfuje – nie da się systemowi, choć nie oznacza to wcale zbanalizowanego amerykańskiego happy endu.

Mechanizm idealny

Kesey odmalował w powieści obraz zamkniętego oddziału psychiatrycznego – sprawnie działającego mechanizmu, który oparty jest na żelaznych zasadach oddziałowej, regulujących każdy aspekt jego funkcjonowania. By reguły nie zostały złamane i granice przekroczone czuwa przełożona, która wypracowała sobie efektywny system, dzięki któremu wszystko działa jak w zegarku – tak jak trzeba, a wszyscy – włącznie z personelem, nawet tym teoretycznie wyżej postawionym w hierarchii, nie mówiąc już o pacjentach – tańczą tak jak im zagra. To ona, ten anioł miłosierdzia jak nazywają ją podopieczni, żelazną ręką sprawuje władzę wśród zniewolonych nie tylko fizycznie, ale i psychicznie, zastraszanych i otumanianych lekami pacjentów.

Mechanizm ten obnażony zostaje w chwili pojawienia się niepokornego pacjenta, który zakłóca porządek na sprawnie funkcjonującym oddziale, wyrywa ze szpitalnej codzienności do tej pory pogrążonych w apatii pacjentów. Wówczas ujawnia się prawdziwe oblicze tego mechanizmu – oblicze oprawcy manipulującego swymi ofiarami. Niestety, McMurphy będący symbolem walki z reżimem, symbolem buntu – a przecież w myśl teorii Albarta Camusa człowiek, by istnieć musi się buntować[3], a więc i symbolem życia, istnienia – został unicestwiony i przerobiony na symbol istoty wegetującej, pozbawionej woli, indywidualności, istoty nieistniejącej.

Bliska antyutopia

Lot to metafora świata – kombinatu, który „naprawia” ludzi, formując ich na istoty uległe, poddane i podobne do siebie. To alegoryczny obraz świata zniewolonego przez systemy i nie ma tu znaczenia przez jakie. Przez system wszelkiego rodzaju. Kesey serwuje nam więc uniwersalną opowieść o zniewolonej jednostce.

Powieść ta, za sprawą swej istoty – funkcjonowanie jednostki w jakimś systemie – mimo zmieniających się realiów, bez względu na czas i przestrzeń, jest wciąż aktualna, co po ponad pół wieku od jej ukazania się wywołuje poczucie wspomnianego dyskomfortu. Budzi niepokój, gdyż uświadamia, że i dziś tkwimy w systemie, który próbuje nas „urobić” – ograniczyć naszą wolność, pozbawić indywidualizmu, osobowości, by zatriumfowały unifikacja i uniformizacja, by wszystko uległo ujednoliceniu, w myśl obaw Witkacego, mającego na tym punkcie wręcz obsesję i też Gombrowicz, mówiącego o formie, o dorabianiu gęby czy upupianiu[4].

Natura człowieka

Kesey znakomicie pokazuje istotę człowieczeństwa. Głównym bohaterem jest McMurphy i to on jest siłą napędową powieści. Ale mamy tu też wielu bohaterów drugoplanowych – pacjentów, których autor nam przybliża, pokazując ich indywidualne losy i dramaty.

Na oddziale tworzą jednak zunifikowaną masę, społeczność, w której wszystko funkcjonuje bez zakłóceń. Mechanizm działa sprawnie, a jego poszczególne elementy – ludzie – są spokojni i szczęśliwi. Nie chcą zmian. Niewiele jednak potrzeba, by się ocknęli, by poczuli, że są istotami, którym przysługują prawa, których im odmówiono. Pojawienie się kogoś takiego jak McMurphy sprawia, że w tych wegetujących, bezwolnych istotach budzi się człowiek – to, co jest jego naturą.

Instynktownie wręcz poszliby za nim w ogień – za drobnym przejawem buntu, wolności, indywidualności, tego wszystkiego, co uosabia nowoprzybyły. Wystarczył impuls, który zburzył tę pozorną szczęśliwość, ten sztuczny spokój, który sprawił, że już nic nie było takie jak do tej pory. Pacjenci szpitala psychiatrycznego odzyskali dzięki niemu poczucie wolnej woli, własnej wartości i godności.

Forma

Warto też zwrócić uwagę na formę powieści, która ma tu zasadnicze znaczenie. Pełna jest stereotypowych obrazów, komiksowych wręcz bohaterów i komiksowej rzeczywistości oraz adekwatnego języka. Wszystko to służy na wskroś symbolicznej wymowie. Sprawia, że ujawniają się kwestie fundamentalne dla człowieka, dotykające jego istoty, jego egzystencji.

Lot „technicznie” jest łatwą i przyjemną lekturą. Brnięcie przez kolejne strony nie sprawia trudności, bawi nawet. Ale jeśli tylko na chwilę człowiek zatrzyma się i zastanowi, to dojrzy pełnię tej opowieści, a wówczas poczucie komfortu i lekkości zejdzie na drugi plan, gdyż inne kwestię okażą się ważniejsze.

Ps. 1. Tę kultową powieść wziął na warsztat kultowy już reżyser, powołując do życia dzieło, które szybko stało się równie kultowym filmemO tym już wkrótce w Bałwochwalni!

Ps. 2. Polecam kilka cytatów z tej kultowej powieści, one przemówią najlepiej.

*Tytuł oryginalny – One Flew Over the Cuckoo’s Nest, rok pierwszego wydania – 1962, rok pierwszego wydania polskiego – 1981.


[1] Hasło, lobotomiahttps://pl.wikipedia.org/wiki/Lobotomia, dostęp 26.02.2017.

[2] Ibidem.

[3] Albert Camus, Człowiek zbuntowany, Warszawa 2006.

[4] Problematyka między innymi dramatu Szewcy Stanisława Ignacego Witkiewicza i powieści Ferdydurke Witolda Gombrowicza.

Kartoteka 8

Kartoteka 8 - Kurt Vonnegut - przedstawiciel literatury amerykańskiej
Kurt Vonnegut, 1972*

Kurt Vonnegut

11 listopada 1922 – 11 kwietnia 2007

Amerykański pisarz, publicysta, czołowy twórca XX wieku, autor słynnych powieści – Rzeźnia numer pięć, Śniadanie mistrzów.


*WNET-TV/ PBS – eBay, front okładki, domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=38530410, dostęp 22.02.2017.

Ocalić od zapomnienia. „Mahatma Witkac” – Joanna Siedlecka

Mahatma WitkacTytuł – Mahatma Witkac

Autor – Joanna Siedlecka

Wydawnictwo – Prószyński i S-ka

Rok – 2005

  • DLA KOGO – dla zainteresowanych literaturą, sztuką i kulturą polską; dla wrażliwców; dla tych, którym wspólne dobro nie jest obojętne; dla ceniących pamięć, tradycję, przeszłość
  • PO CO – by mieć świadomość, by wiedzieć
  • MOJA OCENA – 6/6
Fakt

Dziś będzie krótko i konkretnie. Też nieco inaczej, gdyż książka, której ta nota jest poświęcona wyróżnia się spośród tych, które proponowałam do tej pory w Bałwochwalni. Różni się tym, że nie należy do literatury pięknej, tylko do literatury faktu.

Do tej publikacji wracałam kilkakrotnie. I wcale nie z zachwytu, a z potrzeby, nie tej wewnętrznej, a powiedzmy zawodowej. Słowem, przymus. I dobrze. Dzięki temu, za którymś tam razem, dane mi było odkryć jej wartość dodaną. Tę uniwersalną. Faktem jest, że pozycja ta, mająca przecież konkretny temat – Stanisław Ignacy Witkiewicz – jest popularna wśród zainteresowanych daną kwestią, czy to samym artystą, czy to historią literatury polskiej, historią sztuki polskiej, czy polską kulturą w ogóle, ale warto, by po nią też sięgnęli ci, których poszukiwania obejmują i inne tereny.

Odchodzi Mahatma Witkac

Książka ujrzała światło dzienne na początku lat dziewięćdziesiątych (w 1992). Od tamtej pory minęło więc sporo czasu i ukazały się kolejne jej wydania. To dobrze, bo… Do tego wkrótce dojdę.

Persony dobrze znane

Mahatma Witkac Joanny Siedleckiej – to wystarczy, by wiedzieć w czym rzecz. Bo i autorka i bohater książki to persony dobrze znane. I Witkacy, i Siedlecka są bohaterami na osobną notę. Ja jednak chcę pójść innym tropem, nie tak konkretnym.

Joanna Siedlecka, znana eseistka i reporterka, dekady temu postanowiła napisać książkę reporterską poświęconą pewnemu znanemu artyście, który zginął z początkiem końca… końca pewnej epoki – we wrześniu 1939 roku. Świadomie pomijam kim był ten „pewien znany artysta”, gdyż nie to jest tu istotne. Autorka chcąc przywołać jego świat udała się w podróż sentymentalną – do Polski sprzed II wojny światowej.

Podróż sentymentalna

Tę podróż Siedlecka oparła przede wszystkim na rozmowach z ludźmi, którzy owego artystę znali, którzy go jeszcze pamiętali. Nie byli to najbliżsi, gdyż ci już nie żyli, ale i im autorka oddała należny głos. Dostaliśmy tym sposobem, z subiektywnych i fragmentarycznych relacji, migawki z życia artysty. Mahatma to nie biografia przedstawiająca i analizująca kolejne etapy egzystencji twórcy Nienasycenia. To dotykanie chwil jego życia. Znający biografię artysty w gruncie rzeczy niczego nowego się nie dostają, a nieznający raczej poczują niedosyt, niezadowolenie albo zagubienie, gdyż nie otrzymają pełnego obrazu, a raczej obraz pełen białych plam. Nie wydaje mi się to jednak aż tak istotne. Gdyż otrzymaliśmy tym sposobem coś zgoła innego, coś według mnie bardziej istotnego i cennego.

Ocalić od zapomnienia

Świat Witkacego, owego pewnego znanego artysty, w istocie okazuje się pretekstem do opowiedzenia o czymś, na co nie możemy być obojętni, co, mając wartość największą, odchodzi w niebyt.

Mahatma to opowieść o świecie, którego właściwie już nie ma. Z różnych powodów, często nieuniknionych, ale też z powodu naszego ignoranctwa, głupoty, braku świadomości, samolubstwa, próżniactwa.

Każda kolejna rozmowa oddala nas od tamtego świata… Uświadamia, że to, czego wojenna pożoga nie zdołała zniszczyć, zniszczyły lata komunistyczne, a to, co ocalało profanuje wręcz teraz kapitalizm. I to najbardziej boli. Dzisiejsze pokolenie – nasze pokolenie – z wojną w sposób bezpośredni nie ma nic wspólnego, z komunizmem co najwyżej dzieciństwo. Ma więc usprawiedliwienie. Nie jest odpowiedzialne za przeszłość. Ale jest odpowiedzialne za teraźniejszość, za to, co dzieje się tu i teraz. I tu nie ma już usprawiedliwienia…

Najłatwiej zniszczyć, zapomnieć, odciąć się, ale co wówczas pozostanie? Kim wówczas będziemy?

Mahatma Witkac otwiera oczy! Jest „hymnem wzniesionym na cześć dawnego świata, zadeptanego przez wojnę i późniejszą sowiecką okupację. Lamentem nad śmiercią polskiej inteligencji i artystycznej bohemy. Płaczem po Zakopanym, magicznym niegdyś miejscu, wchłoniętym przez socrealistyczny kicz i szarość”[1].

Książka wywołuje dojmujący smutek, żal, sprawia, że boli. Uświadamia. Dlatego dobrze, że kolejne wydania się pojawiają. Może dzięki temu coś, choćby drobiazg, ocaleje…


[1] Michał Smyk, Mahatma Witkac. Joanna Siedlecka, Wydawnictwo MG 2014, opublikowano 11.12.2014, http://opetaniczytaniem.pl/recenzje/mahatma-witkac-joanna-siedlecka-wydawnictwo-mg-2014.html, dostęp 16.02.2017.

Kartoteka 7

Kartoteka 7 - Truman Capote - przedstawiciel literatury amerykańskiej
Truman Capote, 1959*

Truman Capote

30 września 1924 – 25 sierpnia 1984

Amerykański pisarz i scenarzysta, twórca drugiej połowy XX wieku, autor słynnej powieści Śniadanie u Tiffany’ego.


*Autor Roger Higgins – Library of Congress Prints and Photographs Division. New York World-Telegram and the Sun Newspaper Photograph Collection, zdjęcie pochodzi z zasobów Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych, oddziału Prints and Photographs Division i jest dostępne pod numerem cph.3c19337, domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=735547, dostęp 16.02.2017.

Walentynkowe propozycje*

Walentynkowe propozycje

Czas najwyższy na walentynkowe propozycje Bałwochwalicy Jednej!!!

Wkrótce dzień św. Walentego, zwany powszechnie Walentynkami bądź Dniem Zakochanych. Pasuje to święto do mnie jak przysłowiowa pięść do nosa, ale każda okazja jest dobra do okazania życzliwości drugiemu. Niech więc choć tego jednego dnia człowiek nie będzie człowiekowi wilkiem.

W Bałwochwalni postanowiłam też wyjść dacie naprzeciw! Tytuł notatki sugeruje, że będą to propozycje. Tak, będą propozycje, ale nie będzie to lista książek o miłości, bo szukając w pamięci czegoś à propos tylko powieści Jane Austen ewentualnie odpowiadałyby okolicznościom. Inne tytuły, które przychodzą mi do głowy, owszem są à propos, ale mogą raczej pobudzić do gestów dramatycznych. Podobnie ma się sprawa z filmem. Dzieła X muzy, które mogłabym ewentualnie na walentynkowej liście umieścić raczej nie dałyby nikomu radości i szczęścia, jednie mogłyby wprowadzić zamęt i wywołać wątpliwości 😉 . Dlatego lepiej, bym się przed tym powstrzymała.

Inne walentynkowe propozycje

Może już doczytała(e)ś się, że jestem osobą ceniącą sobie nad wyraz sztukę epistolarną… Wymierającą niestety, jeśli już nie wymarłą. Niestety, ja też listy piszę już bardzo rzadko, bo odpowiedzi przychodzą w innej formie – z duchem czasu, gdyż wszyscy jesteśmy już na szybką reakcję nastawieni, no a wymiana listów wymaga przecież czasu. Kto dziś tyle by czekał? Nie mogłam jednak tej praktyki zarzucić całkowicie, musiałam ją jakoś przemycić do teraźniejszości i kartki świąteczne, urodzinowe i wszelkiego innego rodzaju kartki wysyłam w ilościach hurtowych niemalże. By nadać temu odpowiedni sznyt wypisuję je piórem. No, nie gęsim i bez kałamarza, nieco bardziej współczesnym, ale też pięknym – o wartości ogromnej. Nie w sensie materialnym oczywiście, ale sentymentalnym! I w niniejszej nocie Walentynkowe idę tym właśnie tropem!

Sztuka epistolarna

Proponuję więc list!!! Będzie romantycznie, staroświecko i dziś jakże odmiennie. Mam nadzieję, że zdołam Cię pobudzić i zainspirować. Byś poczuł(a) moc i wyobraźnia Twoja pokonała wszelkie granice 😉 . I by Cię może poniosło…, a spod Twego pióra wyszły zdania, których nie powstydziliby się najwięksi epistolografowie, bo płynących z najgłębszych zakamarków Twojej duszy! Albo choć, jeśli będzie brakować Ci słów, byś wzią(ę)ł(a) przykład z Mr. Biga[1] i wyraził(a) za pomocą cudzych słów to, co sam(a) czujesz. Albo… byś choć poczuł(a) chęć do lektury jakiegoś zbioru listów[2]. Albo… Sam(a) coś wymyśl. Mam nadzieję, że poniższe akapity uwolnią Twoją kreatywność.

Nieco historii

Listy zawsze zyskiwały jako utwory artystyczne, wchodząc na stałe do dziejów literatury pięknej. Każda literatura narodowa ma swoich klasyków epistolografii. Autorami słynnych listów w literaturze francuskiej byli między innymi Rabelais, Racine, Pascal, Rousseau, Diderot, Wolter, Sand, Flaubert, Gide. W angielskiej Locke, Swift, Stern, Scott, Byron. W niemieckiej Lessing, Winckelmann, Goethe, Schiller, Mann, Kafka. W rosyjskiej Turgieniew, Dostojewski, Czechow, Majakowski. W polskiej Jan III Sobieski, Stanisław August, Krasicki, Naruszewicz, Trembecki, Słowacki, Krasiński, Żmichowska, Brzozowski, Iwaszkiewicz, Poświatowska. Można by wymieniać bez końca…

Przyznasz, że imponująco przedstawia się ta lista!?

Witkacowskie listopisanie

Jednym z moich ulubieńców wśród epistolografów jest Stanisław Ignacy Witkiewicz. Jest on autorem kilku tysięcy listów, mimo to nigdy za epistolografa w sensie literackim się nie uważał. Pisanie listów było jednak istotnym elementem jego egzystencji. Korespondencja była dla niego swego rodzaju rozmową istotną z innymi i była mu niezbędna, „[…] była dla niego […] znakiem istnienia, wyrazem potrzeby kontaktu z bliskimi – nic więcej”[3]. Tak więc była to działalność czysto pragmatyczna. I myśl, że owa korespondencja, prywatna, tak bardzo przecież intymna, mogłaby wpaść w obce ręce, a nie tylko poszczególny adresatów, przerażała twórcę.

Listy Witkacego pisane są językiem mówionym, dosadnym, emocjonalnym, z kolokwializmami, wulgaryzmami. Ton ironiczny mieszał z poważnym, żart z wyznaniem. Autor bawił się w swym listopisaniu słowem, językiem, także jego formalnymi elementami. Przekształcał ceremonialne formułki, powitania i zakończenia, konwencjonalne zwroty. Bywało, że stylizował swe listy na antyczne, apostolskie czy urzędowe. Adresatów obdarzał przeróżnymi przydomkami, sam też rozmaicie się podpisywał, nadając sobie tytuły, przezwiska, często autoironicznie, adekwatne do jego stanu psychicznego i duchowego. Wszystko to było elementem zabawy i eksperymentu.

Te listy nie są wyrafinowaną sztuką. Jednak poza istotnymi walorami faktograficznymi i dokumentacyjnymi korespondencja ta wyróżnia się i jest na tle polskiej tradycji epistolograficznej czymś osobnym.

Witkacy jest też autorem ogromnej ilości listów miłosnych[4]! Choć należy podkreślić, że  w tym przypadku określenie to brzmi dość osobliwie, gdyż te Witacowskie listy miłosne znacznie odbiegają od powszechnego wyobrażenia na temat tego rodzaju korespondencji!

Miłosne listy twórcy awangardowego

Listy autora Szewców do żony stanowią wielowątkową powieść epistolarną o charakterze autobiograficznym, są jednocześnie intymnym dziennikiem, zawierającym obraz życia artysty od chwili poznania Jadwigi do śmierci. Są też fascynującym romansem literackim i osobistą powieścią psychologiczną. Korespondencja ta, to też dokument psychologiczny. Adresatka jest tu zaufanym spowiednikiem, oddanym i tolerancyjnym przyjacielem, któremu można zwierzyć się z najwstydliwszych myśli.

Listy te były przeznaczone wyłącznie dla niej. Autor prosił o ich spalenie. Na szczęście dla nas Jadwiga tego nie uczyniła…

Tematy Witkacowskich listów do żony są rozmaite. To nie tylko wyznania, zwierzenia, ale z uwagi na myśl przewodnią noty, poprzestanę na tym właśnie aspekcie tej korespondencji.

Już na samym początku autor Pożegnania jesieni pisał do swej narzeczonej:

Bądź łaskawa zrobić to, co miałaś zamiar, tj. uważać się za moją narzeczoną i dążyć do popełnienia tego potwornego (wprost) szaleństwa: wyjścia za mnie za mąż między 20 a 25 IV. Ja ze swojej strony zrobię wszystko, aby Ci życie urozmaicić. (s. 13)

Coraz więcej widzę, że Ty właśnie jesteś moim najistotniejszym przeznaczeniem. Kiedy będziesz moją żoną (o Boże, Boże!!), mam nadzieję, że się trochę (tylko trochę) uspokoję i będę mógł jeszcze wydobyć z siebie trochę rzeczy istotnych […]. (s. 17)

Witkacy stale zapewniał wybrankę o swych uczuciach i wciąż obiecywał, że nigdy jej nie zostawi. Prosił, gdy byli z dala od siebie, by osamotniona się nie czuła, bo jego duch jest zawsze przy niej:

Ja Cię przecież ani na chwilę nie chciałem opuścić, tylko muszę dążyć do tego, aby nie zwariować, bo wtedy to już nic ze mnie nie będzie. (s. 181)

Przekonywał, że dla niej jest „”zrezygnowany” na wszystko” (s. 15) i dodawał:

Wiedz na pewno, że jestem do Ciebie piekielnie przywiązany i że zerwanie z Twojej strony byłoby dla mnie katastrofą. (s. 7)

Nietypowym wyznaniom nie było końca:

Podkochuję się w Tobie powoli, ale za to systematycznie. Jest metoda w tym obłędzie. (s. 18)

Między innymi zajęciami kocham Cię. (s. 36)

Muszę Ci oświadczyć oficjalnie, że Cię b. kocham […]. (s. 8)

A jednak Ciebie jedną kocham i od tego nie odstąpię. (s. 160)

I dalej:

[…] tłum na ulicy i ja mizdrzący się do b. ładnej nieznanej kobiety. Czemu nie byłaś w tłumie. (s. 196)

B. mi bez Ciebie źle. Zajrzałem do pustego pokoju i mało się nie rozpłakałem. (s. 197)

Wyznania miłości przeplatały się z wyrazami tęsknoty i cierpienia, bo kochał i rozpaczał, że żona jest tak daleko:

Możesz wierzyć czy [nie] – wierzyć – jest mi to obojętne. [Bardzo] mi smutno bez Ciebie. (s. 54)

B. tęsknię za Tobą i b. mi jest źle. Czyż wszyscy tak ciągle cierpią jak ja. Zaczyna to być zupełnie nudne. (s. 225)

Gdy pojawił się problemy w małżeństwie, pragnął jak najszybszego ich rozwiązania, by mogli być razem, bo tylko we wspólnym życiu, jak twierdził, mógł znaleźć oparcie duchowe:

[…] od b. dawna już nie kochałem Ciebie tak b. jak obecnie. (s. 199)

Musimy załatwić tę sprawę, bo inaczej będzie źle. Z Tobą jestem dużo pewniejszy życiowo i duchowo. (s. 201)

Potwornie Cię wprost kocham i tęsknię za Tobą. Nie masz pojęcia, jakie parszywe jest moje życie bez Ciebie. Tylko w związku z Tobą można wytrzymać tę pospolitość i marność egzystencji. (s. 203)

Nic nie mogę napisać prócz tego, że Cię kocham b. (s. 208)

I można tak cytować bez końca…

Listy Witkacego do żony są „olśniewającymi konceptami”[5], stanowią istotną rozmowę dwóch osób, które pragnęły żyć ze sobą, a którym trudno było pragnienie to ziścić. Korespondencja ta stała się dialogiem niezwykłych osobowości. Przybiera formę nieprawdopodobnej opowieści w wymiarze duchowej egzystencji dwójki bohaterów, których życie rozgrywa się na jej kartach.

Niestety, w przypadku tej korespondencji brakuje odpowiedzi adresatki. Nie przetrwały. Musimy więc zadowolić się jedną stroną dialogu, to jednak wystarczy, by uczta była entej klasy!

Teraz wszystko w Twoich rękach – piłeczka jest po Twojej stronie 😉 . Mam nadzieję, że natchnęłam Cię do działań osobliwych w XXI wieku. Albo, że choć zaciekawiłam…

Ekscytujących Walentynek!!!

*Zasadnicza część niniejszego tekstu jest oparta na publikacji Dominiki Spietelun 😉 – Witkacowskie muzy. Kobiety w egzystencji i dziele artysty, Kraków 2013.


[1] Seks w wielkim mieście, reż. Michael Patrick King, USA, 2008.

[2] Na przykład, Listy Miłosne Sławnych Ludzi, oprac. Bertold Merwin, Lwów-Poznań, 1922, Listy na wyczerpanym papierze, Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora, Warszawa 2010, Najlepiej w życiu ma twój kot. Listy, Kornel Filipowicz, Wisława Szymborska, Kraków 2016.

[3] Anna Micińska, Autoportret „Alcoforado”. O korespondencji Stanisława Ignacego Witkiewicza, w, Istnienie Poszczególne: Stanisław Ignacy Witkiewicz, oprac. Janusz Degler, Wrocław 2003, s. 269.

[4] Stanisław Ignacy Witkiewicz, Listy do żony, tom 1-4, Warszawa 2005-2012. Z tomu pierwszego pochodzą dalsze cytaty. Numery stron podano bezpośrednio po cytowanym fragmencie.

[5] Tomasz Bocheński, Idealne małżeństwo, w, Witkacy i reszta świata, Łódź 2010, s. 79.