Baśń o ludziach z Nowego Jorku. „Poniedziałkowe dzieci” – Patti Smith

Poniedziałkowe dzieciTytuł – Poniedziałkowe dzieci

Autor – Patti Smith

Tłumaczenie – Robert Sudół

Wydawnictwo – Czarne

Rok – 2012

  • DLA KOGO – dla wrażliwców i nadwrażliwców; dla fanów Roberta Mappelthorpe’a i Patti Smith; dla wielbicieli fotografii, muzyki, sztuki, kultury amerykańskiej i nie tylko; dla tych, którzy chcą się na to wszystko otworzyć
  • PO CO – by żyć głębiej, prawdziwiej, pełniej, intensywniej, barwniej
  • MOJA OCENA – 6/6
Potrzeby czytelnika poszczególnego

Wydawnictwo Czarne niewątpliwie należy do jednego z ciekawszych wydawnictw w Polsce, a ich „Seria Amerykańska” wychodzi moim potrzebom naprzeciw:

W „Serii Amerykańskiej” ukazują się książki opisujące kulturę i historię Stanów Zjednoczonych, biografie buntowników, awangardowych artystów, opowieści o miejscach i czasach, w których powstawał mit wolnej i niepokornej Ameryki[1].

I w tej właśnie serii ukazały się książki Patti Smith. Jedna z nich, Pociąg linii M, całkiem niedawno i nota na jej temat pojawiła się w cyklu Błyski, druga zaś już jakiś czas temu, w 2012 roku. I o ile Pociąg zrobił na mnie wrażenie z pewnymi jednak zastrzeżeniami, o tyle druga publikacja ze wspomnianych nie zrodziła żadnego „ale”.

Mowa o książce Poniedziałkowe dzieci*, która, choć przeczytana tuż po ujrzeniu polskiego światła dziennego, więc kilka lat temu, to wciąż jest obecna w moim świecie. Dlatego postanowiłam poświęcić jej nieco miejsca w Bałwochwalni.

Poniedziałkowa córka

Smith to jedna z ważniejszych postaci amerykańskiej sceny muzycznej, słuchana przeze mnie wciąż, bez przerwy, stale, niezmiennie, a w istocie kultury amerykańskiej w ogóle. Wręcz symbol Ameryki, jej ikona, jej ucieleśnienie. Choć dziś nieco w cieniu, bo teraz kulturą rządzą jednak inne prawa, prym wiodą inne priorytety, to wciąż nie do zdetronizowania.

Byłam sceptyczna wobec tej publikacji, bo z zasady jestem w ogóle nieufna wobec tego typu rzeczy. Obawiam się zawsze, że takie działania podyktowane są egotyzmem czy po prostu chęcią zysku. Szybko jednak, już po kilku stronach, przekonałam się, że nie jest to proza „gwiazdy” znanej tylko z tego, że jest znana, czyli z niczego. To proza wrażliwego i utalentowanego naocznego świadka i uczestnika pewnych wydarzeń, który ten tekst musiał popełnić!

Poniedziałkowe jawią się jako naturalna kolej rzeczy. Ta książka musiała być powołana do życia, musiała się ukazać. Inaczej wydaje się, że pozostałaby luka w dziejach kultury. Bo jest to opowieść o życiu dwojga młodych ludzi w pewnym czasie i pewnej przestrzeni, będąca dokumentem, dowodem na ich istnienie, ale też na istnienie takiego, a nie innego świata. Dziś ukazującego się jako fikcja wręcz, fantazmat, jako niemożliwość, utopia, senne marzenie, baśń, coś z pogranicza jawy i snu. Możliwość tylko dla pokoleń młodzieży niedzisiejszej.

Poniedziałkowe to autobiograficzna proza Smith, opowiadająca w gruncie rzeczy o inicjacji dwojga młodych ludzi – „poniedziałkowych dzieci” – w wielkim świecie Nowego Jorku. To Patti Smith i Robert Mapplethorpe, dwoje przyjaciół i kochanków, towarzyszy i współlokatorów, są właśnie bohaterami tego kawałka amerykańskiej historii. Mimo że jest to opowieść bardzo intymna, to daje nam ogląd znacznie szerszy – panoramę tamtego czasu i miejsca – i to sprawia, że proza ta, tak bardzo wciąga.

Poniedziałkowe dzieci

Bohaterami są dwie ikony amerykańskiej kultury – Patti Smith (1946-) – amerykańska wokalistka, autorka piosenek i poetka, gwiazda rocka, ikona undergroundu, która wniosła do punk rocka feministyczny i intelektualny punkt widzenia; uważana za jedną z najważniejszych kobiet w historii rocka[2] – oraz Robert Mapplethorpe (1946-1989) – amerykański fotograf, jeden z najbardziej znanych i kontrowersyjnych artystów XX wieku, osobowość nowojorskiej bohemy i gejowska ikony, którego specjalnością były wielkoformatowe wystylizowane czarno-białe portrety, zdjęcia kwiatów oraz męskie akty; zmarły na AIDS[3].

Smith opowiada ich historię w chwili, gdy szczyt nie był jeszcze osiągnięty, gdy dopiero im majaczył, w przeddzień sławy zatem. A mówiąc wprost, gdy byli jeszcze w zasadzie dzieciakami, więc u zarania siebie – w chwili narodzin tych mentalnych. Zatem na naszych oczach rodzą się artyści. Widzimy więc jak szukają swego miejsca na ziemi, siebie, swej tożsamości, tego kim naprawdę są, własnej drogi, sposobu wyrażenia siebie, jak dochodzą do bycia tym, kim w końcu się stali.

Obserwujemy ich jak są jeszcze dzieciakami, „Jasiem i Małgosią”[4] „z klanu Piotrusia Pana, którzy ruszyli w ciemny las”[5]. Patti, dwudziestoletnia dziewczyna marząca o byciu artystką, opuściła prowincję rodzinnych stron i wyruszyła do mekki bohemy artystycznej – Nowego Jorku – szukać szczęścia. Tam przypadkiem poznała dwudziestoletniego chłopaka. Szybko okazało się, że połączył ich nie przypadek, ale że połączyło ich coś znacznie ważniejszego, mistycznego wręcz, bo przeznaczenie.

Bliźniacze dusze

Nie mieli nic poza marzeniami. I chyba odwagą, może naiwną, ale jeśli nawet taką, to niezbędną, by mogli iść naprzód. Byli bardzo zdeterminowani. Wiedzieli czego chcą, wiedzieli, że chcą tworzyć, że chcą być artystami. Czuli, że są do tego powołani. Choć na precyzyjniejsze tego określenie zdobyć się nie umieli, bo zwyczajnie jeszcze nie wiedzieli. Ich poczynania w tym kierunku nie przypominały jednak dążenia po przysłowiowych trupach do upragnionego celu, były raczej celebracją codzienności, której oboje nadawali artystyczny entourage.

Od tamtego pozornie przypadkowego spotkania, razem, te dwie bliźniacze dusze, bez grosza, o androgynicznej urodzie, identyczni niemalże, jak dwie krople wody, romantyczni „piękni dwudziestoletni” w nieoczywisty sposób, zachwycający jednakże, włóczyli się po mieście, w dekoracjach wnętrz artystycznej cyganerii i undergroundowych klubów, wśród największych nie tylko tamtego czasu, zagubieni, jak dzieci we mgle, jakby spóźnieni w przyjściu na świat prawie o sto lat, jakby rodem z XIX wieku, poszukujący i za nic nie chcący dorosnąć, chcący wciąż być naiwnymi ludźmi, pełnymi miłości, nadziei, wiary, ufności i marzeń.

Zakochani w sobie, namiętni, przez lata stale razem, choć później już osobno. Bo z czasem, gdy znaleźli swoją drogę w świecie sztuki, swoich mężów i kochanków, fizycznie odlegli, mentalnie jednak wciąż najbliżej jak tylko można.

Spełnienie obietnicy

Smith napisała tę autobiograficzną książkę, ten podwójny portret, po dwudziestu latach od śmierci przyjaciela (Mapplethorpe zmarł w 1989, a książka ukazała się w 2010 roku). Spełniła w ten sposób daną mu obietnicę. I niewątpliwie jest to hołd przyjacielowi złożony. To elegia, „list miłosny, to pieśń pożegnalna, nekrolog”[6], to „refleksyjne i kronikarskie” pożegnanie[7]. Hagiografia! – padł w jednym z artykułów zarzut[8]. Być może, ale czy coś w tym złego? Owszem, brak jest obiektywizmu, ale nie możemy go oczekiwać w przypadku autobiograficznej prozy. Mowa przecież o towarzyszu życia, kochanku, przyjacielu, a nie obcym artyście, którego poczynania śledzi się z odpowiedniego dystansu.

Oryginalny tytuł tej prozy brzmi Just Kids (zwykłe dzieciaki), polski odmienny, ale jakże sugestywny. Bohaterowie tej opowieści urodzili się w pierwszym dniu tygodnia w tym samym roku, w kilkutygodniowym odstępie. Można więc przyjąć, że to już ich naznaczyło, przeznaczyło sobie.

Trzy portrety

Poniedziałkowe dzieci to opowieść składająca się jakby z trzech wątków. Pierwszy to portret relacji dwóch osób  Patti i Roberta, bardzo trudnych, nietypowych, ekscytujących, bo dotyczących ludzi nietuzinkowych, wewnętrznie pogmatwanych, niejednoznacznych, wrażliwych i utalentowanych, którzy od życia pragnęli więcej niż inni, którzy inspirowali siebie na wzajem, pobudzali do życia; to portret niekonwencjonalnego związku kobiety z mężczyzną, który wówczas zmagał się ze swoją seksualnością, który odkrywał właśnie swój homoseksualizm. Drugi to portret bohemy artystycznej, składającej się z największych – Allena Ginsberga, Janis Joplin, Boba Dylana. Trzeci zaś to obraz Nowego Jorku lat 60. i 70. XX wieku, w którym było wówczas jak w tyglu. Te trzy wątki składają się na całość opowieści Smith, na którą możemy patrzeć z kilku różnych punktów widzenia, co pozwala nam zobaczyć znacznie więcej.

Pisarstwo Smith charakteryzuje się prostotą (choć oniryczną), która chyba pozwoliła oddać ducha tamtych czasów i tamtego świata, ducha pokolenia. Dzięki temu wchodzimy nie tylko w jej świat, nie tylko w jego świat, ale w świat tamtej epoki.

*Tytuł oryginalny – Just Kids, rok pierwszego wydania – 2010, rok pierwszego wydania polskiego – 2012.


[1] Oficjalna storna Wydawnictwa Czarne, https://czarne.com.pl/katalog/serie/amerykanska, dostęp 21.03.2017.

[2] Hasło, Patti Smith, https://pl.wikipedia.org/wiki/Patti_Smith, dostęp 21.03.2017.

[3] Hasło, Robert Mapplethorpe, https://pl.wikipedia.org/wiki/Robert_Mapplethorpe, dostęp 21.03.2017.

[4] Patti Smith, Poniedziałkowe dzieci, Wołowiec 2012, s. 270.

[5] Ibidem, s. 18.

[6] Karolina Sulej, „Poniedziałkowe dzieci”. Patti Smith spisała historię swojej miłości do Roberta Mapplethorpe’a i Nowego Jorku, opublikowane 20.09.2012, http://natemat.pl/32133,poniedzialkowe-dzieci-patti-smith-spisala-historie-swojej-milosci-do-roberta-mapplethorpe-a-i-nowego-jorku, dostęp 21.03.2017.

[7] Bartek Chaciński, Dzieci sztuki, opublikowano 04.09.2013, http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/1530025,1,recenzja-ksiazki-patti-smith-poniedzialkowe-dzieci.read, dostęp 24.03.2017.