Dzisiaj wy, jutro my. „Ptaki śpiewają w Kigali” – Joanna Kos-Krauze, Krzysztof Krauze

Ptaki śpiewają w Kigali
Ptaki śpiewają w Kigali, fragment plakatu

Ptaki śpiewają w Kigali – reż. Joanna Kos-Krauze, Krzysztof Krauze, Polska, 2017

  • DLA KOGO – dla tych, którym przyszłość naszego świata nie jest obojętna, którzy sięgają głębiej, dalej, poza horyzont
  • PO CO – by się zastanowić, zreflektować i nie ignorować
  • MOJA OCENA – 8/6
Bezwzględność natury

Natura jest okrutna. Człowiek doświadcza rzeczy niewyobrażalnych, jego świat się zapada, kończy, umiera, a natura przechodzi nad tym do porządku dziennego. Ptaki znów zaczynają śpiewać. To okrucieństwo natury, które zadaje dodatkowy ból ignorowaniem naszej egzystencji, niesie jednak nadzieję – po końcu świata życie jest[1].

Refleksja nad kondycją człowieka i świata

Okoliczności

Obawiałam się, że okoliczności jakie towarzyszą filmowi Ptaki śpiewają w Kigali w pewien sposób wymuszają uznanie dla najnowszego obrazu małżeństwa Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze. Z ulgą więc wyszłam z kina, gdyż dostałam więcej niż miałam nadzieję dostać.

Ptaki śpiewają w Kigali to ostatni film Krzysztofa Krauze i jednocześnie samodzielny debiut reżyserski Joanny Kos-Krauze[2]. Sytuacja więc niecodzienna. Joanna Kos-Krauze zawsze była, jednak zawsze krok z tyłu. Tym razem jednak role się zmieniły. Tym razem to ona stanęła na pierwszej linii frontu. Musiała.

Film powstawał przez wiele lat. Okoliczności dramatycznie się zmieniały (w 2014 roku zmarł Krzysztof Krauze, a w 2016 Krzysztof Ptak, jeden z operatorów). Istniała więc obawa, że obraz będzie niespójny i rwany. Nic z tych rzeczy. Prawdę mówiąc nieco mi wstyd, że podawałam w wątpliwość kunszt reżyserki, która film dokończyła i w istocie zrealizowała, że nie ufałam jej intuicji i talentowi. Dramatyczne okoliczności być może miały wpływ (choćby nieuświadomiony) na klimat powstałego obrazu, z pewnością zaś przyczyniły się do powstania dzieła odmiennego od dotychczasowych dokonań Krauzów. To oczywiste. Powstał film Joanny Kos-Krauze. Mądry, subtelny, ważny.

Symbol bezczynności

Ludobójstwo w Rwandzie, trwające około stu dni, od 6 kwietnia roku 1994 do lipca, podczas którego ludność Hutu dokonała rzezi na swych sąsiadach, braciach z plemienia Tutsi, które zapisało się w historii świata jako symbol jednej z największych porażek ONZ, wyrzut sumienia państw Zachodu, które nie zrobiły nic, by zapobiec eskalacji zbrodni, wstydliwy symbol bezczynności świata, które „zaowocowało” ponad milionem ofiar, też wzrostem populacji sępów, wyginięciem pozostałych gatunków ptaków oraz przeraźliwą ciszą jest punktem wyjścia, źródłem obrazu, z którego wypływa opowieść indywidualna, a przy tym bardzo uniwersalna i bardzo à propos.

Tam nie chciano swoich, tu obcych

Polska badaczka (Jowita Budnik), ornitolog, w latach dziewięćdziesiątych badała w Rwandzie wraz z tamtejszymi naukowcami spadek populacji sępów. Anna stała się świadkiem ludobójstwa, podczas którego zginęli ci, u których mieszkała, z którymi żyła i pracowała. Wkrótce uciekła z tego kraju utopionego w ludzkiej krwi i powróciła do Polski. Nie przyjechała jednak sama. Wraz z nią przybyła córka przyjaciół z plemienia Tutsi – Claudin (Eliane Umuhire), którą Anna ocaliła z zagłady – przemyciła w swym aucie, przekraczając granicę Rwandy i umożliwiła jej przyjazd do swojej wolnej ojczyzny.

W Polsce, z dala od piekła, które ludzie ludziom zgotowali, kobiety mogły odetchnąć, gdyż tutaj brat nie stał nad bratem z maczetą. Niestety, nie tylko demony niedawnej przeszłości spokój uniemożliwiały. Tam nie chciano swoich, tu obcych.

Bohaterkami filmu są te dwie kobiety – wielowymiarowe postacie, które los zetknął ze sobą w miarę spokojnej jeszcze wówczas Afryce. Podczas rzezi, Claudin postawiła Annę niejako pod ścianą, przed faktem dokonanym. Obie więc, skazane na siebie, ruszyły ku lepszemu. Łączy je wspólna niewyobrażalna tragedia. Trauma, której zaznały umożliwia im trwać razem, paradoksalnie jednak też dzieli je, bo przypomina o koszmarze czasu minionego i nie pozwala im egzystować we wspólnej teraźniejszości.

Kobiety są sobie najbliższe, łączy je głęboka być może nawet nieuświadomiona więź, choć jedna drugiej nie może znieść, mają do siebie nawzajem pretensje, jedna drugą oskarża bardziej gestem niż słowem, bo słowa w istocie zostają niewypowiedziane. Ich relacja jest trudna, gwałtowna, pełna napięć i emocji.

Trzeba przyznać, że od bohaterek dzieli widza dystans, który jest nie do pokonania. Kobiety są wycofane, zamknięte w swoim świecie, nie dopuszczają widza do siebie. Jest on skazany więc na domysły, przypuszczenia, jego wiedza na temat ich rzeczywistości jest znikoma. Sprowadzony został do roli podglądacza. Zza węgła więc obserwuje je i przysłuchuje się ich oszczędnym, wymuszonym niejako rozmowom.

Zabiegi formalne

Specyficzne kadrowanie, zza pleców, fragmentaryczne odsłanianie świata przedstawionego, jego bohaterów, przyglądanie się im i podsłuchiwanie ich przez szparę w drzwiach, czy sceny rozgrywające się w ogóle poza kadrem, statyczność ujęć, długość wyciszonych scen, uwydatniają tragizm, traumę, którą kobiety przeżyły, z którą wciąż się zmagają. Wszelkie te formalne rozwiązania, poza tym, że są ciekawe artystycznie, to nie są sztuką dla sztuki, służą czemuś znacznie poważniejszemu i istotniejszemu – nadają odpowiedniego ciężaru sprawom, którym Krauze poświęciła swój film.

Inny

Pamięć sprawia, że życie w bezpiecznej Polsce jest niemożliwe. To jednak nie wszystko. Pojawia się tu też inna kwestia, która utrudnia im iść przed siebie – brak przygotowania państwa i społeczeństwa (wrogość wobec innych) na przyjęcie uchodźców. Dwa dialogi – Anny z pracownikiem ośrodka dla uchodźców i Claudin z policją – doskonale to obrazują. I choć sprawa dotyczy czasu minionego, to równie dobrze możemy odnieść to do naszego teraz. Dlatego między innymi film opowiadający o przeszłości, okazuje się tak bardzo aktualny.

Status uchodźcy

Claudin jest uchodźcą z kraju ogarniętego wojną. Udało jej się uciec spod topora kata. Trafiła do bezpiecznego świata, do którego jednak wcale trafić nie chciała, bo przecież uchodźcą nigdy nie jest się z wyboru, uchodźca przecież jest zmuszony do opuszczenia swojego kraju przez okoliczności, które są od niego niezależne[3]. Chciała przeżyć, ale mogła niestety tylko poza swoją ojczyzną.

Bezpieczny kraj, jaki by nie był, nie mógł być spełnieniem marzeń, gdyż był światem obcym, w którym uchodźca, po traumatycznych doświadczeniach, niewyobrażalnym cierpieniu, wyrwany ze swojej rzeczywistości, oderwany od swoich bliskich, od tego co znał, co kochał, czuje się jak obywatel trzeciej kategorii, inny, zbędny, pozbawiony racji bytu, obcy, wrogi. Nie ma swojej rodziny, nie rozumie języka, którym mówią wszyscy wkoło, nie ma swojego miejsca, dachu nad głową, nie ma dokąd iść, ani co ze sobą zrobić. Trwa w zawieszeniu, ogarnia go marazm. Nie może poczuć się bezpiecznie, mimo że oprawcy nie czają się za rogiem. Nie jest w stanie przystosować się, odnaleźć w nowych warunkach, w nowej rzeczywistości. Zrozumiałe więc i usprawiedliwione wydaje się jego zachowanie – nieprzyjemne, agresywne, wrogie, pełne frustracji.

Profetyzm

Film wpisuje się w nasze dzisiaj. Ten kontekst nie był zamierzony, samo życie go dopisało. Teraźniejszość pokazuje, że nie tylko Polska, ale i cała Europa wciąż nie są gotowe na przyjęcie obcych, którzy zmieniają oblicze tej części świata. Ryszard Kapuściński podkreślał, że spotkanie z Innym będzie wyzwaniem XXI wieku[4], że wiek XXI będzie wiekiem Innego. Nie musieliśmy długo czekać, by się przekonać, że miał rację. Inny jest istotnym problemem kulturowym dzisiejszej Europy, ale i etycznym każdego pojedynczego człowieka[5]. Reporter przypominał, że stosunki z Innymi mogą przybrać różną formę – ich efektem może być konflikt, izolacja bądź wymiana i dialog. Od nas, przynajmniej na tym podstawowym poziomie, zależy jakie efekty przyniesie spotkanie z Innym w najbliższej przyszłości.

Przyszłość nasza

Historia ludzkości pokazuje, że człowiek niczego się nie nauczył, bo piekło na ziemi nieustannie się powtarza, w różnym czasie i w różnej przestrzeni… – zagłada Żydów, rzeź Tutsi w Rwandzie, masowe mordy dokonane przez Czerwonych Khmerów w Kambodży czy tragedia Ormian w Imperium Osmańskim, Sudan Południowy, Syria, Birma…[6]. Co więc nas czeka?

Joanna Kos-Krauze zwraca uwagę, że ludobójstwa na poziomie emocji nie sposób pojąć, zrozumieć, rozłożyć na czynniki pierwsze, ale już na poziomie procesów społecznych, ekonomicznych, politycznych, prawnych tak. Bo do ludobójstwa nie dochodzi z dnia na dzień. Ono zawsze jest skrupulatnie przygotowywane i, zdaniem twórców filmu, zaczyna się od słów. Zaniża się samoocenę, wprowadza wpisy w dowodach, rozdaje paski, przegrupowuje, szykuje się psychicznie świadków i morderców. Należy więc bacznie obserwować to, co wokół nas się dzieje i takie sygnały wyłapywać[7].

Poszukiwanie nauczyciela i mistrza

W Ptakach… opowieść zaczyna się tam, gdzie zwykle się kończy. Nie zobaczymy więc samego ludobójstwa, rozlewu krwi, maczet w ruchu. Nie otrzymamy też analizy konfliktu, złożoności procesów, które doprowadziły do zagłady. Zobaczymy zaś to, co następuje później – życie po końcu świata, psychiczne tego konsekwencje. Rzeź jest tu przeszłością. Jednak przeszłością, której nie da się zapomnieć, od której nie można uciec. Bo pozostawia po sobie nie tylko ból, ale i pustkę, której nic nie zdoła wypełnić. I w filmie najistotniejszy jest człowiek poszczególny, który z tej masakry ocalał, który widział „człowieka który był jeden/ występny i cnotliwy”[8], który po końcu świata szuka „nauczyciela i mistrza”[9], by „przywrócił […] wzrok słuch i mowę”[10], by jeszcze raz nazwał „rzeczy i pojęcia”, by oddzielił „światło od ciemności”[11].

Doskonała symbioza

Film nie jest łatwy w odbiorze nie tylko ze względu na treść, ale i ze względu na formę, która treść uzupełnia. Tu treść i forma istnieją w doskonałej symbiozie. To film niespieszny, minimalistyczny, wyciszony, subtelny, ze szczątkową fabułą, pozornie pozbawionym akcji, z długimi statycznymi ujęciami, licznymi niedopowiedzeniami, ukrytymi znaczeniami. To kino psychologiczne, w którym wszystko rozgrywa się w wymiarze psychiczny, w którym spojrzenia i gesty mówią najwięcej.

Istotność obrazu

Obraz jest bardzo refleksyjny i poetycki, co nie przeszkadza mu też być filmem wręcz publicystycznym. Z pewnością nie jest dla masowego widza, ale jego udział na wielu międzynarodowych festiwalach dowodzi, że to bardzo istotny dziś film, bo niewątpliwie jest efektem głębokiej refleksji nad współczesnością, nad kondycją dzisiejszego człowieka.


[1] Joanna Kos-Krauze, Aleksandra Pawlicka, Jest życie po końcu świata, Kraków 2017.

[2] Bartosz Staszczyszyn, Joanna Kos-Krauze, opublikowane 12.11.2013, http://culture.pl/pl/tworca/joanna-kos-krauze, dostęp 30.10.2017.

[3] Aleksandra Nowak, Wywiad: Joanna Kos-Krauze, opublikowano 17.09.2017, http://www.entertheroom.pl/life/22-wywiady/7363-wywiad-joanna-kos-krauze, dostęp 30.10.2017.

[4] Ryszard Kapuściński, Ten Inny, Kraków 2006.

[5] Katarzyna Stelmach, Ryszard Kapuściński – „Ten Inny” – recenzja, opublikowano 19.01.2007, https://histmag.org/Ryszard-Kapuscinski-Ten-Inny-recenzja-880, dostęp 30.10.2017.

[6] Barbara Hollender, Reżyserka Joanna Kos-Krauze mówi Barbarze Hollender o przesłaniu filmu „Ptaki śpiewają w Kigali” i pożegnaniu męża, opublikowano 18.09.2017, http://www.entertheroom.pl/life/22-wywiady/7363-wywiad-joanna-kos-krauze, dostęp 30.10.2017.

[7] Ibidem.

[8] Tadeusza Różewicza, Ocalony, w, Niepokój, Kraków 1947.

[9] Ibidem.

[10] Ibidem.

[11] Ibidem.