Pożałowania godne. „Amatorki” – Elfriede Jeliniek

Tytuł – „Amatorki”

Autor – Elfriede Jelinek

Tłumaczenie – Anna Majkiewicz, Joanna Ziemska

Wydawnictwo – WAB

Rok – 2007

  • DLA KOGO – dla odważnych, dla odpornych, wytrwałych i cierpliwych, dla koneserów twórczości Elfriede Jelinek, dla wielbicieli literatury austriackiej czy szerzej niemieckojęzycznej, dla fanów literatury przełamującej konwencje, dla fanów po prostu dobrej literatury
  • PO CO – by żyć świadomiej
  • MOJA OCENA – 8/6
Sadyzm Jelinek

Elfriede Jelinek wie jak wywołać u odbiorcy wstręt do samego siebie. Nie dba o jego komfort psychiczny. Wydawać się nawet może, że jednym z celów jej pisarstwa jest właśnie tego komfortu czytelnika pozbawienie. W końcu jest specem od „demaskowania absurdalności stereotypów społecznych”[1]. „Amatorki” – powieść, uznawana za jedną z najważniejszych niemieckojęzycznych powieści nurtu feministycznego z lat siedemdziesiątych, literacki przełom w twórczości Jelinek (od niej zaczęła się popularności autorki) – są tego najlepszym przykładem.

Wobec powieści tej nikt nie pozostaje obojętny. Z pewnością zirytuje każdego. Przypuszczam, że połowa z tych, którzy sięgną po nią, nie dobrnie do końca. Drugiej połowie zaś, tej wytrwalszej, tej która przebrnie przez ten niewielki objętościowo tekst, nie dane będzie zaznać przyjemnej satysfakcji. Dane zaś będzie zaznać wstrząsu i co ważniejsze świadomości, okrutnej, bezwzględnej.

Twórczość austriackiej noblistki jest dla odważnych. Po doświadczeniu lektury prozy Jelinek nic nie jest już takie jak było wcześniej. Odbiorca patrzy w lustro i odwraca twarz, bo nie chce spojrzeć w oczy komuś tak małemu, pozbawionemu krzty godności, odartemu z tego wszystkiego, co sugerowało, że dumnie brzmi być człowiekiem.

Taka sobie opowieść o miłości

Choć mamy do czynienia z opowieścią o ludziach, którzy upatrują szczęścia w miłości – tematem więc wzniosłym, godnym liry największych, to ze wzniosłością powieść ta nie ma nic wspólnego. Wręcz przeciwnie. Leży na przeciwległym jej biegunie. „Amatorki” to bowiem proza, która odziera człowieka z fasady pozorów i odsłania najgorszą stronę rodzaju ludzkiego, opowieść o człowieku każdym (niezależnie od płci, statusu, zajmowanej pozycji w rodzinie, społeczeństwie) – o kimś pożałowania godnym, małym, odpychających, budzącym wstręt, pozbawionym szlachetności, czystości.

Amatorki życia, miłości i szczęścia

Opowieść Jelinek to historia dwóch młodych kobiet – amatorek życia, miłości i szczęścia – stojących u progu życia. Kobiety, choć marzą w istocie o tym samym – szczęściu, które zapewnić im może tylko mężczyzna – to nieco inaczej na owo szczęście się zapatrują. Jedna podporządkowuje się regułom patriarchalnego i kapitalistycznego porządku, druga stara się zachować wierność wyobrażeniom i na rzecz miłości rezygnuje z aspiracji zawodowych. Obie jednak stają się ofiarami panujących konwenansów oraz reguł narzuconych im przez społeczeństwo.

Bohaterki powieści są prostymi dziewczynami, wydawać by się mogło, że chcącym od życia nieco więcej, mającymi świadomość, że muszą wziąć sprawy w swoje ręce, jeśli nie chcą ugrzęznąć, jeśli nie chcą powielić losu większości kobiet z ich środowiska, które nie chcą biernie przyglądać się, jak życie przepływa im między palcami, jak ich egzystencja staje się wegetacją. Mają ambicje, marzenia. Wiedzą czego chcą i wiedzą jak ten cel osiągnąć. Mają świadomość, że jeśli „nie ma się teraźniejszości, trzeba zawczasu zadbać o przyszłość” (s. 9). Czy ta postawa jest godna pożałowania czy podziwu? Pozornie wydaje się, że uznania, jednak w istocie pożałowania, współczucia, litości nawet, gdyż kobiety te są istotami w pewien sposób upośledzonymi, których myślenie nie wykracza poza ramy wyznaczone im przez otaczającą rzeczywistość.

Być szczęśliwą

Brigitte, mieszkająca w mieście pracownica fabryki bielizny, pragnie lepszego życia – wyrwania się z biedy i porzucenia wycieńczającej pracy. Heinz, elektryk, który planuje założyć własną firmę, jawi się jej jako mężczyzna, który może spełnić jej marzenia – wygodne, dostatnie życie. Brigitte pragnie posiadać, zdobywać i mieć na własność. Postanawia więc zdobyć tegoż mężczyznę i być po prostu szczęśliwą.

Paula, mieszkanka wsi, także marzy o lepszym życiu – podobnie jak Brigitte pragnie wyrwać się ze środowiska, z którego się wywodzi, w którym nie widzi dla siebie miejsca. Postanawia więc nauczyć się krawiectwa – wbrew woli innych, którzy uważają, że powinna zostać sprzedawczynią, która po wyjściu za mąż stanie się gospodynią domową – bowiem w fachu upatruje szansę na odmianę losu. Porzuca jednak naukę, gdyż szczęście zaczęło jawić się jej za miedzą – w drwalu, mieszkańcu tej samej wioski. Erich objawił się Pauli jako ziszczenie jej marzeń – życia u boku ukochanego, które wzbudzi u innych zazdrość i podziw. Postanawia więc zdobyć tegoż mężczyznę i być po prostu szczęśliwą.

Wszystkie z ręką w nocniku

Kobiety wywodzące się z różnych środowisk, pozornie różne – Brigitte to racjonalistka, która wie na czym świat stoi, Paula zaś idealistka, która żyje w imię wartości wyższych – w istocie zaś są identyczne. Pozornie podążają zupełnie różnymi drogami, w istocie zaś ich życie wygląda bardzo podobnie. Mimo dzielących je różnic, efekt jest identyczny – obie poświęcają siebie i swoje życie mężczyźnie, mając mu do zaoferowania jedynie swoje ciało do eksploatacji – jedyną ich kartę przetargową.

W imię miłości

Kobiety działają w imię miłości. Tyle że nie tej romantycznej, czystej czy namiętnej – tu bowiem miłość to chęć posiadania, chęć wyrwania się z domu, otoczenia, możliwość posiadania domku, wyjazdu do Włoch, wyjścia do kina. Zatem bohaterki „Amatorek” działają w imię miłości wykalkulowanej, która staje się wręcz ich obsesją.

Miłość nie jest tu jednak celem samym w sobie, tylko środkiem do celu. Kobiety są zdeterminowane w swym działaniu. Brigitte ma świadomość, że zdobycie Heinza i „inwestycja” w niego, zapewni jej bezpieczną i dostatnią przyszłość. Paula natomiast jest przekonana, że Erich jest tym, czego kobiecie do szczęścia potrzeba.

Jelinek, opisując historie dwóch kobiet, pokazuje ich motywacje, strategie działania, które kryją się za pozornie niewinnym marzeniu o szczęściu, które zwą miłością. Owa miłość jest jednak tylko fasadą. W rzeczywistości chodzi o zapewnienie sobie odpowiedniego statusu społecznego, wyjście z biedy, porzucenie znienawidzonej pracy albo realizację stereotypowego myślenia – że miłość (jakakolwiek i do kogokolwiek) jest spełnieniem kobiety i jest warta złożenia na jej ołtarzu ofiar – niezależności i marzeń.

Boski on

Bez mężczyzny kobiety te nie istnieją.

na razie b. nie ma nic poza nazwiskiem, z biegiem historii dostanie nazwisko od heinza. to jest ważniejsze niż pieniądze i posiadanie, to dopiero przyniesie pieniądze i posiadanie. […] heinz w tym szczególnym wypadku oznacza życie. prawdziwe życie nie tylko oznacza heinza, ono nim naprawdę jest. poza heinzem nie ma nic, coś, co byłoby lepsze od heinza, jest dla bridgitte absolutnie nieosiągalne. czegoś, co byłoby gorsze od heinza, bridgitte mieć nie chce. brigitte rozpaczliwie broni się rękami i nogami przed degradacją. degradacja oznacza utratę heinza. (s. 10)

brigitte nie potrafi ze swojego życia zrobić czegoś lepszego, to lepsze ma przyjść z życia heinza. (s. 12)

Szczęście uosabia mężczyzna – jaki by nie był, bez względu na jego przymioty ciała i ducha, nawet jeśli budzi nienawiść i obrzydzenie. Mężczyzna jest tu lekiem na całe zło. Dla obu kobiet jest wybawicielem, dobroczyńcą, tym, który odmieni ich los, dzięki któremu mają szansę wyrwać się ze świata, który jest im przeznaczony.

Mężczyzna jest tu panem, który nadaje rytm rzeczywistości:

jeśli ktoś dysponuje losem, to mężczyzna. jeśli kogoś dotyka los, to kobietę. (s. 7)

Należy do lepszego gatunku, w przeciwieństwie do podległych mu kobiet.

dla kobiety to kres życia i początek rodzenia dzieci. kiedy mężczyźni pięknie mężnieją i zaczynają się starzeć, i raczą się alkoholem, który ma ich wzmocnić i uchronić przed rakiem, to ich żony całymi latami są w agonii, czasem tak długo, że nawet są obecne przy agonii własnych córek, z czasem nienawidzą córek i chcą jak najszybciej zobaczyć również ich śmierć, którą same kiedyś przeżyły, dlatego: córki trzeba wydawać za mąż. (s. 17)

Być kimś

Mężczyzna jest kimś, kobieta nikim i tylko dzięki niemu może stać się kimś. Nie tylko on jest tego świadomy, ale tę świadomość ma i reszta społeczeństwa, włącznie z kobietami, które poprzez nawet najdrobniejszy gest nie sprzeciwiają się takiemu stanowi rzeczy, nie buntują się, które nawet nie zastanawiają się nad tym faktem, tylko biernie się temu poddają, wypełniając sumiennie narzucaną im przez lata rolę.

Przełamując konwencje

Opowieść Jelinek przesiąknięta jest ironią i groteską. Autorka zaczyna sentymentalnym obrazkiem, by za chwilę zderzyć go z życiem ze świata Zoli czy innych naturalistów – odsłaniając rzeczywistość brudną, stęchłą, brutalną, wulgarną, bolesną, żałosną, pozbawioną słodyczy, lekkości. Ta, jakby nie było, opowieść o miłości daleka jest od konwencji, którą temat mógłby sugerować. Miłość nie oznacza tu bowiem wzniosłości, namiętności, uczuć wyższych, a jedynie instynkt, chuć, przedmiotowość, brutalność, wstręt.

W przypadku tej powieści forma odgrywa ogromną rolę. Nie tylko uwydatnia, podkreśla treści, ale je niejako tworzy. Zastosowany przez autorkę styl narracji – zdania krótkie, dopełniające się, pisane ciągiem, wyrzucane jakby z karabinu maszynowego, rwane, oszczędne, rygorystyczne, konkretne, precyzyjne, bezpośrednie, zapisane połamaną składnią, bez znaków interpunkcyjnych, z pominięciem wielkich liter, z licznymi powtórzeniami – który początkowo wydaje się nie do przełknięcia, w końcu nadaje rytm lekturze i wprowadza czytelnika w rodzaj transu, hipnozy, amoku, sprawiając, że lektura posuwa się do przodu coraz szybciej i szybciej, jak pociąg, który nabiera prędkości, sprawiając, że odbiorca zaczyna czytać jakby bez udziału woli, niemal automatycznie, choć w rzeczywistości nie bezmyślnie.

Żałosny byt

Autorka z dystansem i drwiną przygląda się swoim bohaterom i brutalnie odsłania ułudę w jakiej żyją – wszelkie ambicje i marzenia w istocie są żałosne. Ich poczynania tylko powielają zachowania, gesty, sposób myślenia głęboko w nich zakorzenione. Łudzą się, że coś od nich zależy. Człowiek okazuje się jednak marionetką pozbawioną woli, pogrążoną w niemocy, która jedynie odgrywa pewną narzuconą rolę. Nie ma najmniejszego pola manewru. Wszystko zostało w nim zakodowane, wszystko ma zapisane niczym w kodzie DNA – pozostaje tylko jedno – powielać, wypełniać schemat. Na wyjątkowość, niepowtarzalność, indywidualizm nie ma tu miejsca.

Ludzie ludziom

W powieści obnażone zostały patriarchalne zasady kierujące światem, a nawet szerzej – korzenie zła społecznego. Pokazując koszty systemu patriarchalnego, autorka pokazuje jednocześnie jakie mechanizmy i przekonania wspierają jego funkcjonowanie. Zakorzenione w samych kobietach, przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Jelinek wytyka wady społeczeństwa. Jego mentalność wytycza kobiecie drogę, którą ta musi podążać. Droga ta pozbawiona jest możliwości awansu społecznego poprzez pracę zawodową, wykształcenie. Kobieta musi być posłuszna rodzicom, mężowi, podlega także silnym wpływom środowiska, które jest wobec niej bezwzględne. Poza tym kobiety nie solidaryzują się ze sobą, są bowiem rywalkami, poniżenie jednej jest triumfem drugiej, klęska jednej jest zadośćuczynieniem dla drugiej za jej upodlenie.

Made in Elfriede Jelinek?

Czy wykreowana tu przez pisarkę wizja świata jest Jelinkowa czy obiektywna? Czy mamy do czynienia z pewną patologią – zaburzeniem powszechnych norm, czy z uniwersalną diagnozą społeczną?

Wizja ta jest okrutna, bezlitosna dla rodzaju ludzkiego. Naturalnie więc, niejako instynktownie, odbiorca przyjmuje postawę kontra. Nie zgadza się, nie przyjmuje tego, co mu serwuje Jelinek. Chce, by ta diagnoza była wymysłem, kreacją, zmyśleniem, subiektywną wizją kogoś, dla kogo literatura jest odzwierciedleniem stanów depresyjnych i lękowych człowieka, komu pisarstwo pozwala odreagować emocje, z którymi inaczej nie potrafi sobie poradzić (niejako upoważnia do tego sama autorka, mówiąc o tym otwarcie).

Obawiam się jednak, że taka postawa jest oszukiwaniem samego siebie. Nieświadomość jest wygodna. Łatwiej mieć autorkę za człowieka skupionego na własnym dramacie, w pewien sposób upośledzonego życiowo i egzystować, karmiąc się złudzeniami – wizją szlachetnych, czystych, niewinnych. To jednak do niczego nie prowadzi. Do ślepego zaułka jedynie. Jeśli jednak cenimy sobie bardziej życie świadome od komfortu psychicznego i spojrzymy na siebie i swoje otoczenie z dystansem, to szybko przekonamy się, że ta diagnoza jest autorstwa przenikliwego obserwatorka rzeczywistości, widzącego więcej, dalej i szerzej, który swą niewątpliwie przerysowaną wizją próbuje wyrwać z letargu.

* Tytuł oryginalny – Die Liebhaberinnen, rok pierwszego wydania – 1975, rok pierwszego wydania polskiego – 2005.


[1] Literacki Nobel dla Jelinek, opublikowano 07.10.2004, https://www.wprost.pl/kultura/68593/Literacki-Nobel-dla-Jelinek-aktl.html, dostęp 09.05.2108.