Zimowe propozycje

Zimowe propozycje

Czas najwyższy na zimowe propozycje Bałwochwalicy Jednej!!!

Wykaz jest jak zawsze bardzo subiektywny, według indywidualnych upodobań Bałwochwalicy Jednej. I tym razem nie znajdziesz tu ani kryminałów, ani horrorów, gdyż poszukiwania wciąż tropią nieco inne gatunki. Sporo natomiast jest literatury faktu.

Mam nadzieję, że niniejsze propozycje przypadną Ci do gustu.

Tę cykliczną notę poszerzyłam tym razem o nowy punkt. Na końcu znajdziesz zimowe plany autorki 😉 !

I. Z teraźniejszości i przyszłości najbliższej

Ta pierwsza część zestawienia obejmuje publikacje, które ukazały bądź ukażą się tej zimy.

  • Araf – Elif Şhafak – dla wielbicieli talentu pisarki.
  • Duszny kraj – Bob Dylan – pozycja obowiązkowa dla fanów kultury amerykańskiej, a w szczególności dla wielbicieli artysty, a także dla bacznych obserwatorów życia literackiego.
  • Jak podróżować z łososiem – Umberto Eco – dla fanów pisarza.
  • Jerzy Andrzejewski. Przyczynek do biografii prywatnej – Anna Demadre-Synoradzka – dla wielbicieli historii literatury polskiej i jej kontekstów.
  • Lady Day śpiewa bluesa – Billie Holiday, William Dufty – pozycja obowiązkowa dla fanów kultury amerykańskiej, a w szczególności dla wielbicieli artystki.
  • Polot nad niskimi sferami Miron Białoszewski – pozycja obowiązkowa dla wielbicieli literatury polskiej i jej kontekstów, a w szczególności dla wielbicieli poety.
  • Portret młodej wenecjanki – Jerzy Pilch – dla wielbicieli talentu pisarza.
  • Wysokie góry Portugalii – Yann Martel – dla wielbicieli talentu pisarza.
  • Zgubiłem okulary. Listy z lat 1947-1962 – Władysław Broniewski, Wanda Broniewska – pozycja obowiązkowa dla wielbicieli literatury polskiej i jej kontekstów, a w szczególności dla wielbicieli poety.

II. Z przeszłości tej bliskiej, nieco dalszej i całkiem odległej

Druga część propozycji obejmuje publikacje, które ukazały się już jakiś czas temu. Niektóre całkiem niedawno, inne kilka lat wcześniej, a jeszcze inne są sprzed dekad. Dlaczego znalazły się w zestawieniu? Choćby dlatego, że warte są poświęcenia im zimowych wieczorów. A wydawcy ostatnio temu też sprzyjają.

Bo szkoda przegapić:
  • Ból – Zeruya Shalev.
  • Fatum i furia – Lauren Groff.
  • Głód – Martin Caparros.
  • Historia pszczół – Maja Lunde.
  • Król – Szczepan Twardoch.
  • Najlepiej w życiu ma twój kot. Listy – Wisława Szymborska, Kornel Filipowicz.
  • Nieustanne tango – Leszek Gnoiński.
  • Piękno to bolesna rana – Eka Kurniawan.
  • Rzekomo fajna rzecz, której nigdy więcej nie zrobię. Eseje i rozważania – David Foster Wallace.
  • Syn – Philipp Meyer.
  • Sztuka powieści. Wywiady z pisarzami z The Paris Review”.
  • The Doors. Gdy ucichnie muzyka – Mick Wall.
  • Truman Capote – Gerard Clarke.
  • Wykluczeni – Artur Domosławski.
Bo rok Jane Austen:
  • Rozważna i romantyczna
  • Duma i uprzedzenie
  • Mansfield Park
  • Emma
  • Opactwo Northanger
  • Perswazje
Bo rok Josepha Conrada:
  • Twórczość Josepha Conrada.
Bo zawsze warto:
  • Cudzoziemka – Maria Kuncepiczowa.
  • Dziewczęta z Nowolipek – Pola Gojawiczyńska.
  • Martwe dusze – Nikołaj Gogol.
  • Siddhartha – Herman Hesse.
  • Sztuka kochania – Michalina Wisłocka.
Bo uniwersalne, choć sprzed lat, na tu i na teraz:
  • Buszujący w zbożu – Jerome David Salinger.
  • Wilk stepowy – Herman Hesse.

III. Zimowe plany Bałwochwalicy Jednej

Co ja będę zimą robić? A czytać oczywiście! Co? A proszę bardzo, oto lista! Uwzględniłam tylko te pozycje, które są już zgromadzone na półce i czekają cierpliwie na swoją kolej:

Ból – Zeruya Shalev.
Piękno to bolesna rana – Eka Kurniawan.
Chwile wolności. Dziennik 1915-1941 – Virginia Woolf.
Kroniki – Bob Dylan.
Virginia Woolf – Beatrice Masini.
Woody Allen. Biografia – David Evanier.
Ziarno i krew – Dariusz Rosiak.

Plus oczywiście bieżące 😉 😉 😉 !!!

Jak widzisz przewagę ma literatura faktu – zgodnie z noworocznym postanowieniem  .

W planach mam też powroty – realizacja następnego postanowienia noworocznego, które wiąże się z moim kolejnym niewyjawionym na forum. Otóż planuję oszczędzać na nowościach, by móc uzupełniać swoją własną osobistą biblioteczkę o dzieła, nazwijmy to umownie, klasyczne. Na początek te z literatury polskiej i amerykańskiej. I nimi to będę się tej zimy delektować.

Poza tym planuję też wróci do filmów, które swoimi korzeniami sięgają literatury i bujać się w rytm muzyki pięknej…

Ekscytującej zimy!!!

Rok 2017 – przyszłość

Rok 2017 - przyszłość

Czas na Bałwochwalicy Jednej myśli noworoczne!!!

Koniec roku jednego i początek następnego to dla mnie zawsze gorący czas. Podwijam rękawy zwykle najpóźniej już w połowie grudnia (w tym roku duuużo później, właściwie to dopiero zaczynam 😉 ) i zabieram się do roboty. Najpierw porządki w tym, co rok mijający po sobie pozostawił. Część idzie do kosza (nie ma co, trzeba być stanowczym i twardym), część na przysłowiowy strych (nie wiem po co, ale sentymentalna zawsze byłam, choć szczerze przyznam, że zaobserwowałam, iż z wiekiem tego sentymentalizmu nawet mi ubywa, NA SZCZĘŚCIE). Następnie krótkie podsumowanie, ale bez sankcji za poniesione porażki (może czas tę tradycję zmienić i zacząć ponosić konsekwencje za grzech zaniechania???). Później plany, postanowienia, życzenia!!!

Jako że w roku 2016 weszłam w rolę – Bałwochwalicy Jednej – założycielki Bałwochwalni – to i na tym polu swój rytuał staroroczno-noworoczny muszę odprawić. Zatem…

PLANY I POSTANOWIENIA NA ROK 2017

Rozwój Bałwochwalni (pod każdym względem)
Powrót do klasyki polskiej i powszechnej (w szczególności amerykańskiej
Powrót do literatury faktu
Czytać, oglądać, słuchać – delektować się, celebrować

ŻYCZENIA NA ROK 2017

Bałwochwalcom literatury życzę sporego kawałka podłogi, by móc ustawić na nim mnóstwo regałów z mnóstwem książek; worków pieniędzy, by było za co te książki kupić; wybitnych twórców, którzy te przedmioty pożądania powołają do życia; czujnych wydawców; nosa do wywąchania tego, co wartościowe; towarzystwa odpowiedniego, by móc zażarcie spierać się o to, co istotne.

Bałwochwalcom zaś życia w ogóle, a kultury szeroko pojętej w szczególności, doznań estetycznych i intelektualnych jak nigdy i lekkiego bytu – by, jak to było w piosence Jacquesa Brela z polskim tekstem Wojciecha Młynarskiego,„starzeć się nie doroślejąc”!

Na koniec jeszcze jedno…

PODZIĘKOWANIA

Dziękuję!!! Tobie, Tobie, Tobie i Tobie też!!!!!!!!!!!! Za to, że jesteś gościem Bałwochwalni!!!!!!!!!!!!!!! Mam nadzieję, że nim pozostaniesz i tak po cichu liczę, że może przyprowadzisz do niej swoich bliskich, swoich przyjaciół, by dołączyli do bałwochwalców literatury, kultury i życia w ogóle!!!

Ekscytującego roku 2017!!!

Ps. 1. Marta, która sobie leży i czyta, kreatywnie podeszła do noworocznych postanowień. Tak bardzo mi się to spodobało, że co nieco przemycę  😉 !

Ps. 2. Nie przepadam za wyzwaniami czytelniczymi, ale polecam uniwersalne wyzwanie Olgi z Wielkiego Buka! Jest naprawdę warte uwagi i podjęcia pałeczki, choćby na własny użytek (ja właśnie tak się zabawię)!

Podsumowanie roku 2016

Podsumowanie roku 2016

Czas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie roku!!!

Rok 2016 odchodzi do lamusa!!! Czas zatem na roczne podsumowanie. Spojrzałam więc wstecz, na rzeczy przeczytane, obejrzane, usłyszane, wydarzone i rozpoczęło się głosowanie… 😉

Na efekt nie trzeba było długo czekać. Werdykt był jednogłośny 😉 .

Oto bardzo subiektywne, podyktowane upodobaniami Bałwochwalicy Jednej, podsumowanie roku 2106!!!

LITERATURA

Wydarzenie roku 2016

Literacki Nobel dla Boba Dylana

Książka roku 2016

Małe życie – Hanya Yanagihara

FILM

Wydarzenie roku 2016

Śmierć Andrzeja Wajdy

Film roku 2016

Ostatnia rodzina – reż. Jan P. Matuszyński

MUZYKA

Wydarzenie roku 2016

Śmierć Davida Bowie

Płyta roku 2016

Skeleton Tree – Nick Cave & The Bad Seeds

Podsumowanie miesiąca – grudzień 2016

Podsumowanie miesiąca - grudzieńCzas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Nie ma mnogości tytułów, ale przecież nie o ilość tylko o jakoś chodzi 😉  , choć w przypadku filmu, to tak naprawdę niestety ani ilości nie ma, ani jakości – zdecydowanie to nie był filmowy miesiąc. Muzyka zaś była na najwyższym poziomie, choć bez zadęcia.

Co do wydarzenia, to cóż…

Wydarzenia:

Na początek cytat: „Niestety i w tym miesiącu zdarzyło się coś smutnego, co sprawi, że nic już nie będzie takie jak dawniej. Pocieszeniem musi być, że artyści żyją wiecznie!” – tymi słowami zaczęłam listopadowe podsumowanie, które nawiązywały także do podsumowania październikowego. Szybko okazało się, że są adekwatne też i w tym miesiącu. Niestety:

  • Śmierć Georga Michaela – jego twórczość to nie moja bajka, co nie zmienia faktu, iż odegrał w świecie popkultury niemała rolę i stał się jej ikoną, która właśnie odeszła.
Książki:

W tym miesiącu poległam 😉 . Nie zrealizowałam grudniowego harmonogramu lekturowego i tym samym nie zrealizowałam w 100% jesiennego rozkładu jazdy. Aj 🙁 🙁 🙁 . Źle mi z tym bardzo. Pokusa natychmiastowej lektury powieści Nino Haratischwili była po prostu silniejsza.

Grudzień to także czas świąteczno-noworocznych lektur i tu też nie wypadło to najlepiej. Plan był konkretny – coś odmiennego. Zwierał w sobie kryminał (nie jestem wielbicielką tego gatunku, więc rzadko po niego sięgam) i reportaż (od którego ostatnio odeszłam). Jeśli chodzi o kryminał, to chęci miałam ogromne, ale zdołałam przeczytać tylko sześćdziesiąt stron – no cóż, najwidoczniej to wciąż nie moja bajka! Za to wybrany powiedzmy reportaż (bo trudno tu o jednoznaczną klasyfikację), podyktowany chęcią bliższego poznania Gruzji (powieść Haratischwili do tego się przyczyniła) połknęłam z przyjemnością.

A konkretnie wyglądało to tak (kolejność alfabetyczna):

  • Gaumardżos! – Anna Dziewit-Meller, Marcin Meller.
  • Królowa śniegu – Michael Cunningham.
  • Mam na imię Lucy – Elizabeth Strout.
  • Ósme życie, tom 1-2 – Nino Haratischwili.

Ach, nie ma jak dobrze skrojona powieść w tradycyjny sposób! Polecam szczególnie!

Filmy:

Na filmy w tym miesiącu zabrakło natchnienia. Obejrzałam tylko dwa, które nie powaliły, ale czas był przyjemnie spędzony:

  • Smażone zielone pomidory – reż. Jon Avnet, USA, 1991.
  • Subtelność – reż. Christian Vincent, Francja, 2015.

Mam nadzieję, że dla filmu nadejdą lepsze czasy!

Muzyka:

Piękne dźwięki w tym miesiącu się sączyły (nota Błyski 2 ujawnia w czym rzecz). Jakie? Otóż:

  • Parsley – Julia Pietrucha.

Podsumowując – grudzień 2106 był cudny za sprawą jednej książki! Powieść gruzińskiej autorki przysłoniła całą resztę… Oby co miesiąc trafiała się taka perełka! 

Błyski – „Parsley” – Julia Pietrucha 

BłyskiParsley – Julia Pietrucha 

Zdaje się, że późną wiosną ją odkryłam. Owszem, wcześniej wiedziałam, że takowa dziewczyna istnieje, ale jakoś nie miałam powodów, by śledzić jej działania. Aż któregoś dnia, z grającego w tle radia wydobyły się dźwięki, które przykuły moją uwagę. I nie mogłam dać wiary radiowej informacji, że właśnie wysłuchałam kawałka tejże dziewczyny – Juli Pietruchy! Byłam zaskoczona! Bo ktoś znany z rzeczy raczej mało wyszukanych, gdzieś po cichu, kątem, zrobił coś, co jest jedyne w swoim rodzaju. Coś oryginalnego, skromnego, mało komercyjnego, choć lekkiego i przyjemnego, co brzmi na wysokim poziomie, nie lokalnym, ale globalnym.

Zosia Samosia

Zaczęłam więc szukać informacji i moje oczy coraz szerzej otwierały się ze zdumienia. Swoją debiutancką płytę artystka wydała sama, na ukulele gra sama i zarejestrowane na płycie utwory są jej autorstwa. A wszystko w niecodzienny sposób promowane i sprzedawane. Płyta bowiem ukazała się w całości w serwisie YouTobe, a kupić ją można tylko na stronie artystki (autorka sama też płytę pakuje, adresuje i wysyła 😉 ).

Dzięki wspomnianemu serwisowi płyty namiętnie słuchałam całe lato. Jesienią zrobiłam sobie przerwę, zimą otrzymałam prezent – ową płytę Parsley. No i znów zdumnienie. Jestem estetą, więc na wszystko, chcąc nie chcąc, patrzę z tej pozycji i na widok podarowanej płyty oczy mi się zaśmiały. Samo opakowanie jest tak pięknym przedmiotem, że najchętniej po prostu nosiłbym je przy sobie, bo takimi właśnie rzeczami lubię się otaczać. Opakowanie zawiera w sobie książeczkę z… kolorowymi akwarelami męża artystki, z tekstami piosenek, napisanymi jakby odręcznie oraz ze wskazówkami jak stawiać pierwsze kroki w grze na ukulele i z chwytami do poszczególnych utworów na tenże instrument!

Istota

Płyta zawiera piętnaście kawałków. „Słychać tu różne muzyczne klimaty, od jazzu, przez kabaret a la Tiger Lillies i folk, po bałkańskie szaleństwa i brzmienia w stylu Motown z lat 60.”[1], mamy tu „[…] wzruszające Tonight ze smyczkami, taneczne Swing Boy i Ship of Fools w retro stylu czy nieco mroczne Growl It[2]. To wszystko jednak nie ma tu znaczenia, dlatego że płyta jest po prostu do słuchania, nie do analizowania. Wiem, pozbawiam ją w ten sposób czegoś, co ma istotne znaczenie, co może umieścić ją w kontekście, tak istotnym przecież, by móc przetrwać i zaistnieć, ale nie mogę się powstrzymać…

Tak, ta płyta jest do słuchania! Po prostu. Jest tym czym słuchanie muzyki być powinno – czystą wewnętrzną przyjemnością, czerpaniem radości z tu i teraz, uważnością, bez przeintelektualizowanej analizy. Czy to przy przyciszonych kawałkach, czy tych głośniejszych, pełnych energii chce się po prostu płynąć razem z docierającymi do nas dźwiękami. Lekko unosząc się nad ziemią, ze spokojem i radością z bycia po prostu. A ciało chce snuć się albo tańczyć. Ta muzyka „zakrzywia […] czasoprzestrzeń”[3].

Polecam gorąco! Daj się ponieść!

Ps. Moje ulubione kawałki to Growl It i Tonight  😛 !!!


[1] Wojciech Przylipiak, Z ukulele po Azji. Znakomita płyta Julii Pietruchy, opublikowano 06.05.2016, http://kultura.gazetaprawna.pl/artykuly/941361,julia-pietrucha-plyta-parsley-recenzja.html, dostęp 28.12.2016.

[2] Ibidem.

[3] Dorota Kutnik, Julia Pietrucha – Julia Parsley, opublikowano 28.04.2016, http://allaboutmusic.pl/julia-pietrucha-julia-parsley-2016-recenzja-doroty-kutnik/, dostęp 28.12.2016.