Choinkowe propozycje

Choinkowe propozycje

Czas najwyższy na choinkowe propozycje Bałwochwalicy Jednej!!!

Dałam już wyraz temu, co myślę o książkowych prezentach. Mimo wszystko, będę obstawać za tym, by takie upominki czynić. Sobie i komu się tylko da! Były już mikołajkowe propozycje, wcześniej sezonowe (zimowewiosenneletniejesienne), podyktowane tym, co w mijającym roku pojawiło się na polskim rynku. Dlatego teraz znów będzie inaczej, tak jak w tamtym roku, bardziej uniwersalnie. Poniższa lista propozycji to ciąg dalszy listy zeszłorocznej.

Proponuję dzieła, które – oczywiście według Bałwochwalicy Jednej – po prostu warto czytać, znać (nie tylko miłośnikom literatury, czy tak zwanym molom książkowym), do których warto stale wracać, by odkrywać je na nowo, które warto mieć w swoim domu, mieszkaniu, na swojej półce. Bo po prostu wzbogacają. Dlatego są idealne na prezent dla każdego!!!

Pozycji tym razem jest 12 – tyle ile według moich obliczeń 😉 miesięcy w roku 2018 – zatem na każdy miesiąc nowego roku (bo to już tuż, tuż) wykwintna strawa dla ducha. Cóż za uczta!? Z tej obfitości można więc wybrać (można też nie wybierać i zakupić komplet) wspaniały prezent dla kogoś albo dla siebie.

Kolejność alfabetyczna:

  1. 451 stopni Fahrenheita – Ray Bradbury.
  2. Czarodziejska góra – Thomas Mann.
  3. Doktor Faustus – Thomas Mann.
  4. Folwark zwierzęcy – Georg Orwell.
  5. Paragraf 22 – Joseph Heller.
  6. Portret damy – Henry James.
  7. Przeminęło z wiatrem – Margaret Mitchell.
  8. Sklepy cynamonowe – Bruno Schulz.
  9. Ulisses – James Joyce.
  10. W poszukiwaniu straconego czasu – Marcel Proust.
  11. Władca much – William Golding.
  12. Zabić drozda – Harper Lee.

Ekscytujących Świąt Bożego Narodzenia!!!

Ps. Oczywiście lista nie ma w sobie za grosz obiektywności, jest subiektywna i to baaardzo subiektywna, mimo że wygląda nieco jak kanon (jeśli coś takiego jeszcze istnieje 🙄 ). Ta lista, to cała ja  😉 !!!

Podsumowanie miesiąca – listopad 2017

Podsumowanie miesiąca - listopadCzas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Listopad: jeden z dotkliwszych wrzodów na dwunastnicy roku.

 – Julian Tuwim Jarmark rymów

Julian Tuwim jak zwykle celnie trafił. Oddał istotę, charakter tego najmroczniejszego miesiąca w roku. Na szczęście, jak wszystko, przeminął i mam nieco wytchnienia od stęchłych, zgniłych, zawilgoconych, ołowianych dni… Kiedy to jesień pokazuje swe najgorsze oblicze. Kiedy to spleen przygniata. Owszem, inne miesiące nie są wcale od tego wolne, ale mają atuty, które dewaluują wszystko co złe, listopad zaś takowych nie ma. Przynajmniej ja ich nie dostrzegam. Może kiedyś…

Wraz z początkiem listopada myśli się o końcu… Końcu roku między innymi. Bo to przecież przedostatni miesiąc roku, który jest, który wraz ze swym początkiem tyle obiecał… Później jakby o wszystkim zapomniał. I jeszcze nie dociera, że już za chwil kilka znów dane nam będzie sięgać nieba, bo na razie trzeba było jakoś przetrwać! A są na to idealne sposoby! Czapka wełniana, kaszmirowy szal, kolorowe mitenki, kubek gorącej herbaty z imbirem, cytryną i miodem, muzyka otulająca i książka pochłaniająca na zmianę z filmem takowym.

Książki:

Jaki był listopad książkowo? Ekscytujący i pobudzający!

Listopad to kolejny miesiąc należący do Jesiennego Rozkładu Jazdy, w którym obok klasyki, która oczywiście zajmuje miejsce honorowe, jest sporo nowości, głównie tych wczorajszych i przedwczorajszych. Margaret Atwood zaś wśród nazwisk autorów jesienią przeze mnie czytanych wiedzie prym.

Niestety, na klasykę w listopadzie nie było ochoty. Atwood zahipnotyzowała i chciało się tylko jej twórczości. O ile Burza. Czarci pomiot – powieść ta powstała z okazji przypadającego w 2016 roku 400-lecia śmierci Shakespeare. Brytyjski wydawca Hogarth Press zaprosił wówczas do współpracy znanych pisarzy i powierzył im opowiedzenie na nowo najbardziej znanych dzieł dramaturga. Owocem tych działań jest kolekcja współczesnych powieści. W Polsce książki ukazują się nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego pod szyldem PROJEKT SZEKSPIR – nie uważam za najlepszą powieść kanadyjskiej autorki, choć czas nad nią spędzony uznaję za czystą przyjemność i ciekawą przygodę, o tyle starsza jej powieść Grace i Grace z każdą kolejną stroną wciągała coraz bardziej w mroki umysłu i świat XIX wieku. Natomiast drugi tom trylogii MaddAddamRok Potopu – przyniósł i tym razem to, czego od literatury między innymi oczekuję – ukłucia, które nie daje spokoju.

Nadeszła jednak w końcu ochota na odmianę… Okoliczności sprzyjały temu. O Julianie Barnesie dużo ostatnio się mówiło… Jego powieść Zgiełk czasu została książką roku 2017 kwartalnika „Książki”. Stał się od „dziś” znany! A przecież znany jest od roku 1992, kiedy to Papuga Flauberta ukazała się na polskim rynku… Warto sięgnąć po Papugę, także Poczucie kresu, ja tymczasem postanowiłam sprawdzić Zgiełk!!! A że to opowieść o twórcy, to z ochotą zasiadłam do tej niewielkiej książeczki. Niewielkiej, ale jak się szybko okazało wielkiego kalibru. Kunszt treści i formy.

Do Sztuki powieści chyba nikogo przekonywać nie trzeba. Zbiór wywiadów z pisarkami dość długo czekał u mnie na swoją kolej. Aż nadszedł listopad – idealny czas na taką lekturę! Uczta najwyższej klasy!

Zatem:

  • Czarci pomiot – Margaret Atwood.
  • Grace i Grace – Margaret Atwood.
  • Rok Potopu – Margaret Atwood.
  • Sztuka powieści. Wywiady z pisarkami z „The Paris Review”.
  • Zgiełk czasu – Julian Barnes.

Tak więc, listopad był książkowym miesiącem. Literatura dostarczyła mi moc zachwytów, doznań estetycznych, intelektualnych, emocjonalnych i to na najwyższym poziomie!

Muzyka:

Listopada nie da się przetrwać bez muzyki. Potrzeba jednak dźwięków szczególnych, takich, które dotrą do najbardziej ukrytych zakamarków. I znalazłam na ten czas idealną. W oczekiwaniu na premierę nowej płyty, sięgnęłam po starą:

  • Selmasongs – Björk.

A później już tylko nową się raczyłam!!!

  • Utopia – Björk.

Otulająca, elektryzująca, pobudzająca, wciągająca, hipnotyzująca…

Podsumowując – listopad roku 2017 był miesiącem bardzo bogatym w doznania estetyczne. Zabrakło wprawdzie filmów, bo nie było wewnętrznego na nie zapotrzebowania, ale książki i muzyka pozwoliły dotknąć światów odległych, pięknych, okrutnych, fantazmatycznych.

Mikołajkowe propozycje

Mikołajkowe propozycjeCzas najwyższy na mikołajkowe propozycje Bałwochwalicy Jednej!!!

Nadchodzi czas prezentów!!! Najbliższa okazja już wkrótce – 6 grudnia! Dobry więc to moment na przygotowanie się do rajdu po sklepach w celu zakupienia mikołajkowych prezentów!

Najpierw jednak plany należy poczynić! Co i komu!!! Zajrzeć do portfela i oszacować swe możliwości!

Czy książka to dobry wybór na prezent? Być może już wiesz, że moje podejście do tej sprawy jest dość skomplikowane. Zacytuję samą siebie 😉 :

Jak książka może być najlepszym rodzajem prezentu dla kogoś, kto nie czyta? Dla jednej strony problemem będzie wybranie czegoś odpowiedniego, dla drugiej zaś – co z upominkiem takim począć? Bo z pewnością dla antymola książkowy podarek, jaki by nie był, nie będzie trafiony.

Jak książka może być najlepszym rodzajem prezentu dla mola książkowego? Dla jednej strony problemem będzie wybranie czegoś odpowiedniego, bo przecież on wszystko już przeczytał, dla drugiej zaś – co począć z upominkiem, który, jaki by nie był, nie będzie trafiony, bo albo już to czytał, albo takich książek nie czyta?[1]

I dalej:

No, jest pewna ewentualność! A nawet dwie!! Mól książkowy może albo ogłosić wszem i wobec listę tytułów, których jeszcze pożąda, albo… kupić sobie sam prezent książkowy!!! Wówczas książka jest idealnym upominkiem na każdą okazję i bez okazji!!![2]

Mimo wszystko zachęcam do ryzyka, do eksperymentu… A nuż trafimy! Antymól odkryje w sobie bałwochwalcę literatury, a mól trafi na temat godny eksploracji!!!

Poza tym, książka to prezent najtańszy!!! Cóż można dziś kupić poniżej pięćdziesięciu złotych?

Zatem nie pozostaje nic innego jak tylko przejść do konkretów!

Dla tych, co lubią czasem zamilknąć, by oddać głos innym:
  • 15 stuleci. Rozmowa z Wilhelmem Sasnalem – Jakub Banasiak.
  • Jak oni pracują? Rozmowy o pracy, pasji i codziennych sprawach polskich twórców – Agata Napiórska.
  • Jaka piękna iluzja. Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską – Magdalena Tulli.
  • Jest życie po końcu świata – Kos-Krauze Joanna, Pawlicka Aleksandra.
  • Poza napisanym – Jarosław Czechowicz.
Dla tych, którzy lubią się biczować:
  • Drwale – Annie Proulx.
  • Ludzie na drzewach – Hanya Yanagihara.
  • Trylogia Margaret Atwood – Oryks i Derkacz, Rok potopu, MaddAddam.
  • Yoro – Marina Perezagua.
  • Zapiski z Rakki. Ucieczka z Państwa Islamskiego – Samir.
Dla podglądaczy, ciekawskich, wścibskich:
  • Frida Kahlo prywatnie – Suzanne Barbezat.
  • Geniusz – A. Scott Berg.
  • Gombrowicz. Ja geniusz (t. 1-2) – Klementyna Suchanow.
  • Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie – Joanna Kuciel-Frydryszak.
  • Jerzy Andrzejewski. Przyczynek do biografii prywatnej – Anna Demadre-Synoradzka.
  • Konwicki. Cudzoziemiec tranzytowy – Lidia Sadkowska-Mokkas.
  • Lem. Życie nie z tej ziemi – Wojciech Orliński.
  • Podboje Boya. Tadeusz Żeleński: kobieciarz czy feminista? – Jarosław Molenda.
  • Tu byłem. Tony Halik – Mirosław Wlekły.
  • Van Gogh. Życie – Naifeh Steven, White Smith Gregory.
  • Warszawa literacka w okresie międzywojennym – Piotr Łopuszański.
  • Wyspiański. Dopóki starczy życia – Monika Śliwińska.
Dla amatorów archaicznej sztuki epistolograficznej:
  • Tylko mnie pogłaszcz… Listy do Haliny Poświatowskiej – Ireneusz Morawski, Mariola Pryzwan.
  • Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego – oprac. Anna Król.
  • Zgubiłem okulary. Listy z lat 1947-1962 – Wanda Broniewska, Władysław Broniewski.
Dla fetyszystów:
  • Książka. Najpotężniejszy przedmiot naszych czasów – Keith Houston.
Dla snobów:
  • Duszny kraj – Bob Dylan.
  • Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki – Colson Whitehead.
  • Twórczość Kazuo Ishiguro – Pejzaż w kolorze sepii, Malarz świata ułudy, Okruchy dnia jako (U schyłku dnia), Niepocieszony, Kiedy byliśmy sierotami, Nie opuszczaj mnie, Nokturny, Pogrzebany olbrzym.
  • Wchodzi koń do baru – Dawid Grosman.
Dla tych, co czytają tylko te książki, które obejrzeć można:
  • Grace i Grace – Margaret Atwood.
  • Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki – Colson Whitehead.
  • Na pokuszenie – Thomas Cullinan.
  • Opowieść podręcznej – Margaret Atwood.
  • Patrick Melrose (tom 1-2) – Edward St. Aubyn.
Dla buntowników:
  • Listy do młodego kontestatora – Christopher Hitchens.
  • Trzymajmy się! Życiowe rady dla starych i młodych – Magdalena Samozwaniec.
Dla wielbicieli pięknych umysłów:
  • Sztuka powieści. Wywiady z pisarkami z „The Paris Review”.
Dla amatorów rzeczy osobliwych:
  • Historia moich zębów – Valeria Luiselli.
Dla amatorów eksperymentów językowych:
  • Jankeski fajter – Aura Xilonen.
Dla podkochujących się w polskich pisarzach:
  • Czarna – Wojciech Kuczok.
  • Exodus – Łukasz Orbitowski.
  • Jak zawsze – Zygmunt Miłoszewski.
  • Miłość – Ignacy Karpowicz.
  • Tylko Lola – Jarosław Kamiński.
Dla bukinistów:
  • Złodzieje książek – Matthew Pearl.
Dla takich, jak Bałwochwalica Jedna 😉 – kręcących wiecznie nosem, szukających wiatru w polu:
  • Córka – Elena Ferrante.
  • Kołysanka – Leïla Slimani.
  • Księga nocnych kobiet – Marlon James.
  • Ministerstwo niezrównanego szczęścia – Arundhati Roy.
  • Nie mówcie, że nie mamy niczego – Madeleine Thien.
  • Niksy – Nathan Hill.
  • Pamięć – Peter Nadas.
  • Rudowłosa – Pamuk Orhan.
  • Świat w płomieniach – Siri Hustvedt.
  • Tęsknota – Gaël Faye.
  • To, co możliwe – Elizabeth Strout.
  • Zapach mężczyzny – Agneta Pleijel.
  • Zgiełk czasu – Julian Barnes.

No i co? Widzisz tu coś dla swoich bliskich? A może dla siebie? Daj znać! 

Ekscytujących Mikołajek!!!

Ps. 1. Tytuły mogłabym dopisywać i dopisywać, ale lista ma Ci pomóc dokonać wyboru, a nie ten wybór utrudnić, poprzestałam więc na kilku. Jeśli Ci jednak mało, to odsyłam do list z sezonowymi (zimowymi, wiosennymi, letnimi, jesiennymi) propozycjami czytelniczymi.

Ps. 2. Tytuły kategorii oczywiście traktuj z przymrużeniem oka, bo są dość surrealistyczne 😉 !


[1]Bałwochwalica Jedna, Mikołajkowe propozycje, opublikowano 20.11.2016, http://balwochwalnia.pl/2016/11/20/mikolajkowe-propozycje/, dostęp 23.11.2017.

[2]Ibidem.

Dokąd zmierzamy? „Ludzie na drzewach” – Hanya Yanagihara

Ludzie na drzewachTytuł – Ludzie na drzewach

Autor – Hanya Yanagihara

Tłumacz – Jolanta Kozak

Wydawnictwo – WAB

Rok – 2017

  • DLA KOGO – dla fanów Hanyi Yanagihary i współczesnej literatury amerykańskiej, dla amatorów antropologii, dla ignorantów
  • PO CO – by zrewidować swoje przekonania, by pojąć, zrozumieć
  • MOJA OCENA – 6/6
Uroki debiutów

Debiuty literackie mają swój niepowtarzalny urok. Te pierwsze utwory, które twórcy decydują się puścić w świat są zawsze wielką niewiadomą, zagadką. Oczekiwania odbiorców są w istocie żadne, choć jednocześnie, paradoksalnie, nadzieje zawsze spore. Gdy debiuty okazują się porażką, nikt się nie dziwi i wszyscy wybaczają, puszczają w niepamięć, gdy zaś okazują się wybitnym osiągnięciem, zachwytom nie ma końca i pamięć o tym jest wiecznie żywa.

Z pewnością, jeśli chcemy delektować się literaturą tu i teraz, nie należy zaczynać od debiutu danego twórcy, gdyż możemy zrazić się skutecznie i już nie mieć ochoty sięgnąć po inne dzieła tegoż autora. Jeśli jednak chcemy na literaturę spojrzeć nieco szerzej, jak na proces, to debiut jest tu jednym z istotniejszych ogniw.

Powieść Ludzie na drzewach Hanya Yanagihara*, debiut właśnie, z pewnością gdyby ukazała się na polskim rynku jako pierwsza powieść amerykańskiej autorki pewno przeszłaby bez echa. Ale stało się inaczej. Najpierw ukazała się druga powieść w dorobku pisarki, która stała się ogromnym sukcesem. Wydawca dopiero po tym zdecydował się na wydanie wspomnianego debiutu.  Poszedł za ciosem, wykalkulował, że jaki by ten debiut nie był, przyniesie z pewnością zysk.

Ja okazałam się modelowym czytelnikiem. Małe życie było dla mnie doświadczeniem nieprawdopodobny, więc oczywiste, że gdy tylko dotarła do mnie pogłoska o wydaniu drugiej (choć faktycznie pierwszej) powieści Hanya Yanagihary, zaczęłam zacierać ręce.

Dżungla życia

Bez oczekiwań

Mając świadomość, że Ludzie… to debiut, nie miałam wygórowanych oczekiwań. Na szczęście. Dzięki temu nie doświadczyłam rozczarowania, dzięki temu mogłam docenić, poczuć intensywność i wagę.

Wprawdzie z niespełna pięciuset stron wyrzuciłabym przynajmniej ze trzysta, bo przyznam, że znużeniem i irytacją napawała lektura środkowej – zasadniczej – części powieści, to reszta kłuła dotkliwie (zredukowanie do opowiadania, byłoby genialnym posunięciem), co podczas aktu czytania jest dla mnie jednym z cenniejszych doznań.

Temat i problematyka rewelacyjne, świat przedstawiony, bohaterowie też, również forma, język, konstrukcja. Realizacji przedsięwzięcia, poza nużącym fragmentem, inni twórcy mogą pozazdrościć. Ale po kolei…

Forma

Inspiracją dla autorki powieści był niejaki Daniel Carleton Gajdusek – amerykański wirusolog i pediatra, noblista w dziedzinie fizjologii i medycyny, opiekun kilkadziesięciorga dzieci sprowadzonych z wysp Pacyfiku, oskarżony przez jedno z nich o molestowanie seksualne i u schyłku życia skazany za pedofilię, po odbyciu krótkiej kary (doszło do ugody) zaszył się w Europie (Francja, Holandia, Norwegia) i pisał pamiętniki[1].

Powieść (fabularyzowana biografia zniesławionego badacza) jest swego rodzaju połączeniem biografii z autobiografią amerykańskiego naukowca, niejakiego Abrahama Nortona Periny, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny, ojca ponad czterdzieściorga adoptowanych z Mikronezji dzieci, który, w wyniku oskarżenia przez jedno z nich o molestowanie seksualne, został skazany na dwadzieścia cztery miesiące więzienia za przestępstwa seksualne na nieletnich. Jest też przy tym swego rodzaju powieścią szkatułkową.

Treść

Otóż niejaki Ronald Kubodera, współpracownik badacza, przyjaciel, który święcie wierzy, że Perina jest niewinny, postanowił zdać sprawozdanie z zaistniałej sytuacji i w ten sposób przywrócić nobliście dobre imię. By swą relację uzupełnić i udowodnić, że ma rację, nakłonił przebywającego w więzieniu badacza do spisania wspomnień, które ukażą prawdę. Kubodera, po dokonanej przez siebie redakcji notatek Periny, włączył je do swojej relacji wraz z kilkoma doniesieniami prasowymi. Zdania Kubodery stanowią wstęp i w istocie zakończenie powieści, meritum zaś wspomnienia Nortona, które zostały opatrzone rozległymi przypisami Ronalda. To sprawia, że odbiorca może ulec złudzeniu, że ma do czynienia nie z fikcją, ale z czystą prawdą, gdyż przypisy te mają charakter wręcz naukowego opracowania.

Jednak ingerencja Kubodery w tekst noblisty nie jest tylko wyjaśnieniem czy komentarzem na marginesie, jest czymś znacznie poważniejszym. W istocie jest manipulacją – Kubodera próbuje chronić naukowca – usuwa niektóre fragmenty, uznając je za nieistotne czy przestawia chociażby kolejność wspomnień Periny, zmieniając w ten sposób cały wydźwięk jego relacji. Zatem nie poprzestaje na byciu redaktorem, staje się wręcz cenzorem.

Co ważniejsze?

Jaka jest prawda? Czy noblista był katem swych dzieci, czy może stał się ofiarą swych podopiecznych? Ale czy ta prawda jest tu najistotniejsza? Z punktu widzenia czytelnika, dla którego fabuła jest podstawą, jest najważniejsza, to tak. I tu takowy odbiorca z pewnością się nie zawiedzie, gdyż autorka będzie trzymać go do samego końca w napięciu, nie da mu nawet na chwilę odetchnąć. Jednak z punktu widzenia tych czytelników, dla których ważniejsza jest wymowa utworu, to z pewnością owa prawda zejdzie na drugi plan. Jaka jest więc ta wymowa Ludzi na drzewach?

Dziś        

Z relacji Kubodery poznajemy teraźniejszość, natomiast z relacji Periny całą przeszłość.

Autorka zaczyna snuć swą historię od końca. Już pierwsze strony powieści odsłaniają przed odbiorcami kwestie zdawałoby się zasadnicze. Kubodera w swej relacji już na początku podaje informacje, które dla fabuły pozornie są najistotniejsze – dotyczą one czasu teraźniejszego i stanowią niejako puentę powieści.

Wczoraj

Cała reszta, poza zakończeniem, które jak już wspomniałam w istocie należy do Kubodery, to opowieść Periny, będąca retrospekcją, która stanowi fundament historii, nakreśla całe tło, okoliczności zaistniałej sytuacji. Dzięki niej poznajemy dzieciństwo głównego bohatera, jego dom, rodzinę – rodziców, brata, ciotkę, później czas studiów, dalej wyprawę w tropiki, adopcje dzieci, rozwój kariery badacza i głośny jego upadek. Ale to nie wszystko. Poznajemy tu nie tylko sumę faktów zewnętrznych, ale też to, co skrywa się pod nią – osobowość głównego bohatera, jego naturę, odbiór rzeczywistość w której żył, której doświadczał.

Ta zasadnicza część powieści – meritum – jest intrygująca i wciągająca, ale też i nużąca, również wiarygodna i przekonująca, ale też jak z powieści przygodowej, z której człowiek dawno wyrósł. Przyznam, że, te podobno najciekawsze fragmenty – iście antropologiczne – które obrazują dżunglę, jej dzikość, jej naturę, faunę, florę, klimat, jej mieszkańców, ich język, tradycję, obrzędy, zachowania i zwyczaje, były dla mnie sporym wyzwaniem. Choć wręcz kunsztowne, namacalne, szczegółowe, wyczerpujące wywoływały nie tylko znużenie, ale i irytację, bo skutecznie zniechęcały do lektury i, co istotniejsze, usypiały czujność.

Bohater

Dla mnie najciekawsze było to, co poza tym. A poza tym był on – główny bohater, Abraham Nortona Perina. I tu ukazuje się autorka znana z Małego życia. Właśnie tu ujawnia się ten charakterystyczny dla Yanagihary bohater – postać intrygująca, bo niejednoznaczna, skomplikowana wielce. Stosunek odbiorcy do niego jest ambiwalentny, wywołuje on konsternację, wprawia w zakłopotanie, bo nie pozwala na jednoznaczne oceny. Dostrzegamy deficyty jego osobowości i nie wiemy czy go lubimy, współczujemy mu czy może wzbudza w nas niesmak i wstręt. Niedostępny i nieodgadniony „jest […] wymodelowany […] na wzór Adriana Leverkühna”[2]. To „[…] człowiek o wybitnych zdolnościach i zasługach, podziwiany przez otoczenie, lecz zarazem skonfliktowany z nim, mający jednoznacznie negatywną opinię o swoich bliźnich i zupełnie samotny w życiu pozazawodowym”[3].

Kreacja wspomnień

Wspomnienia ze swej natury nie są obiektywne, są kreacją autora, w której jego bohater – on sam – jest postacią wyidealizowaną. Tu jednak jego wykreowany portret jest jakby pozbawiony tego subiektywizmu wybielającego, choć oczywiście nie jest obiektywny, gdyż w przypadku pamiętnika zawsze mamy do czynienia tylko z kreacją. Perina ze swych wspomnień to człowiek, który wymyka się jednoznacznym sądom. Jest fascynujący, przenikliwy, nieprzeciętny, dumny, chłodny, zdystansowany, zblazowany, arogancki, z jednej strony ujmujący i pociągający, z drugiej odpychający, antypatyczny i niepokojący.

Błyskotliwy, zdolny, inteligentny absolwent medycyny na Harvardzie, za nic mając sztukę, naukę zaś za pewnik i wręcz przedmiot kultu, znudzony otoczeniem i lekceważący je, obojętny na rzeczywistość, bez pomysłu na siebie, za to z ogromnymi ambicjami, nie wiedząc co ze sobą począć, oczekując zaś rzeczy wielkich, wręcz irracjonalnie przeczuwając predestynowanie swoje do odkryć przełomowych dla ludzkości, poszukując sposobu na życie, skorzystał z okazji i wyruszył w nieznany nikomu świat.

Podróż ta okazała się punktem zwrotnym w życiu zawodowym początkującego badacza. Stworzyła nie tylko możliwość przeżycia fascynującej przygody, ale też wybicia się na polu naukowy. Z tych możliwości Norton skorzystał. Pobyt w tym niezbadanym do tej pory świecie spełnił jego wygórowane ambicje. Podczas tej ekspedycji, której celem było przeprowadzenie przez ekipę antropologa Paula Tallenta badań na nierozpoznanym do tej pory plemieniu, Perina, mimochodem, jakby niechcący, przypadkowo odkrył coś, co przyniosło mu Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny – sposób na nieśmiertelność!

Dżungla pochłaniała Perinę z każdym kolejnym krokiem, aż wciągnęła go bez reszty. Jakby w amoku, nie analizując konsekwencji, podążał jedynie za wzmożonym głodem wiedzy. Wydaje się, że chęć poznania, a raczej wewnętrzny przymus poznania, który okazał się fatalny, napędzał Nortona znacznie bardziej niż kariera, sława czy uznanie.

Nauki zgubny kult

I tu pojawia się jedna z dwóch dla mnie najistotniejszych kwestii powieście Ludzi na drzewach – ów przedmiot kultu, czyli nauka!

Efekty działań Periny przyćmiły dokonania antropologiczne pozostałych uczestników ekspedycji. Oni obserwowali życie codzienne plemiennej społeczności, on zaś wziął pod lupę tych, których z jej wykluczono – starych umysłem, młodych ciałem. Perina nie spoczął póki nie odkrył tego, co „zarażało długowiecznością”[4]. Dżungla stała się dla ambitnego, wygłodniałego badacza własną pracownią laboratoryjną, w której nie miał sobie równych. Był głuchy na wszelkie napominania, sugestie innych, że jego działania są niszczycielskie, że posuwa się za daleko, że musi się cofnąć, bo przekroczy granice, których przekroczyć nie można, bo w ten sposób doprowadzi do zmian nieodwracalnych, bo degradujących, dewastujących świat dotąd nietknięty, bo skaże zamieszkujące wyspę plemiona, te pierwotne ludy na zagładę.

Ludzie nauki, których Perina uosabia, jawią się tu jako pasożyty, które żerują na innych, na bezbronnych,  którzy są gotowi na wszystko, byleby tylko zdobyć dowód, by móc przeprowadzić badania, by wziąć pod lupę materiał zgromadzony z wielkim trudem i poświęceniem.

Ich ciekawość i fascynacja nieznanym, głód poznania, wiedzy w istocie, paradoksalnie, ograniczają ich, sprawiają, że ich horyzont zacieśnia się, perspektywa zawęża. Działają niczym w amoku, pozbawieni racjonalności, nie zważają na konsekwencje, byleby dojść do wyznaczonego celu, w myśl idei, że uświęca on środki.

Nienasycenie

Takie działania doprowadziły ludzkość tu – do miejsca, w którym teraz się znajduje. Dokąd ją zaprowadzą?

Jak daleko człowiek może się posunąć w imię nauki, w imię wyższych celów? Jak daleko może się posunąć, zaspokajając swoje potrzeby? Jak wysoką cenę jest w stanie ponieść za bycie pięknym, młodym, zdrowym i bogatym? Jakie wielkie koszty jest w stanie ponieść? Czy zabawa w Boga warta jest „gry”?

Yanagihara swoją debiutancką powieścią wpisuje się w nurt twórczości, która wytrąca odbiorców z błogostanu. Margaret Atwood, jedna z przedstawicielek takiej właśnie literatury, roztacza przed czytelnikami postapokaliptyczne wizje świata i zastanawia się między innymi do czego mogą prowadzić na przykład eksperymenty z inżynierią genetyczną, Annie Proulx zaś widmo katastrofy ekologicznej, do której prowadzi bezmyślne, egoistyczne czerpanie z zasobów naturalnych Ziemi. Przykładów jest wiele…

Nauka, która jest jednym z rodzajów wiedzy ludzkiej i pod względem poznawczym wydaje się być wiedzą najlepszą, najbardziej adekwatnie opisującą rzeczywistość[5], jawi się tu jako ta, która wyzwala w człowieku najdziksze instynkty, która odziera człowieka z jego istoty, zaprzecza jego człowieczeństwu. Bo idąc coraz dalej w cywilizacyjnym rozwoju ludzkości, człowiek, paradoksalnie, cofa się w swym ucywilizowaniu.  

„Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych”[6]

Ta naukowa wyprawa okazała się punktem zwrotnym nie tylko w życiu zawodowym początkującego badacza. Naznaczyła też jego życie prywatne. Już na zawsze. W tym dziewiczym świecie zrodziła się jego „niesłabnąca miłość do dzieci”[7]. W rezultacie, „jakby za podszeptem kaprysu” (s. 354), na przestrzeni prawie trzydziestu lat, sprowadził do USA i adoptował czterdzieścioro troje dzieci, zapewniając im dostatni byt i edukację. Było to jego „odpowiedzią na błagania tubylców” (s. 23) i co doprowadziło go do ruiny.

Dopiero w jednym z ostatnich rozdziałów w tej szczegółowej retrospekcji Periny, pojawiły się dzieci, które zdominowały życie badacza. Lgnęły one do młodego człowieka, który, mimo że był pochłonięty sprawami wielkiej wagi, to znajdował dla nich czas, poświęcał im uwagę. W końcu spełniło sie jego marzenie „o układaniu w łóżku śpiącego malucha” (s. 354). Odkrywając, że tysiące dzieci jest porzuconych zaczął je sprowadzać do Stanów. Z każdej kolejnej wyprawy w tropiki wracał, ku swemu zaskoczeniu jak przyznawał, z kolejnym dzieckiem. „To mnie uszczęśliwi. Wypełni moje życie” (s. 355) – tłumaczył sobie za każdym razem.

Po latach, Perina w wyniku oskarżenia przez jedno z adoptowanych dzieci o molestowanie seksualne, został aresztowany i wkrótce skazany na dwa lata więzienia.

Nielojalna i dwulicowa ludzkość

Postawienie zarzutów wywołało lawinę „zdrad byłych przyjaciół” (s. 15) i współpracowników Nortona. Odwrócono się od noblisty natychmiast, nie czekając na wyrok. Pozostali ledwie dotrwali do jego ogłoszenia. Tuż po nim także się ulotnili. Brat bliźniak noblisty od samego początku stał po stronie oskarżyciela.

Jedynie Kubodera pozostał wierny. I uparcie tłumaczył Perinę, przypominał – „jego humanitaryzm, inteligencję, niezwykłość” (s. 15), „że to, co poprzedziło ostatnie dwa lata [czyli czas od oskarżenia – komentarz BJ], ma nieporównywanie większą wagę niż to, co działo się lub nie działo przez kilka krótkich miesięcy” (s. 25).

I tu pojawia się druga istotna kwestia powieście Ludzi na drzewach – bycie ponad!

Usprawiedliwianie przez Kubodera badacza, tłumaczenie, że nie ma znaczenie jaka jest prawda, gdyż to, co zrobił on dla dobra tej „nielojalnej i dwulicowej […] ludzkości” (s. 15), a także dla tych wyrwanych z nędzy dzieci jest najistotniejsze i bezcenne, każe się zadać sobie kilka ważnych pytań.

Czy wybitnym jednostkom wolno więcej? Czy stoją oni ponad prawem? Czy wobec prawa jedni są równi, a drudzy równiejsi?

Być przyzwoitym

Daniel Carleton Gajdusek i Roman Polański – to przykłady wybitnych jednostek, które dopuściły się przestępstwa, a mimo to, nie tylko wymiar sprawiedliwości okazał się dla nich łaskawy, ale i środowisko (przyznam, że wypowiedzi niektórych twórców, biorących w obronę reżysera, były żenujące, napawały mnie niesmakiem i wręcz grozą – Krzysztof Krauze delikatnie tę postawę okręślił, mówiąc, że „zagalopowano się”[8]).

By przyznać nagrodę za wybitne osiągnięcia, od wybitnych jednostek, owszem, nie wymaga się, by byli przyzwoitymi ludźmi (w ten sposób odpowiadano na opinie, które kwestionowały honorowanie Nagrodą Nobla takich osób jak Gajdusk)[9], ale od każdego oczekuje się, by był przyzwoitym człowiekiem.

Ludzie na drzewach to powieść szokująca i fascynująca. Choć rozmywa się to podczas lektury (może na szczęście), to wraz z końcem opowieści o zniesławionym naukowcu, odczuwamy jej ciężar. Yanagihara pokazuje prawdę o człowieku. Zawstydzającą i upokarzającą. Pokazuje jego zepsucie, wyrachowanie i okrucieństwo, jego egoizm, i co najgorsze, bezmyślność i ignorancję. Jego poczucie wyższości wobec słabszych i bezkarności wobec świata, który podbija.

* Tytuł oryginalny – The People in the Trees, rok pierwszego wydania – 2013, rok pierwszego wydania polskiego – 2017.


[1] Zob. Geniusz i chłopcy (film dokumentalny) –  reż. Bosse Lindquist, Szwecja, 2009, Tomasz Walat, Daniel Carleton Gajdusek: noblista skazany za pedofilię, opublikowano 10.10.2017, http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1504996,1,daniel-carleton-gajdusek-noblista-skazany-za-pedofilie.read,

[2]Paweł Majewski, Powieść antropologiczna. O „Ludziach na drzewach” Hanyi Yanagihary, opublikowano  19.09.2017, http://kulturaliberalna.pl/2017/09/19/powiesc-antropologiczna-o-ludziach-na-drzewach-hanyi-yanagihary/?gclid=EAIaIQobChMIxd7g2amo1wIVGIuyCh0C1gYNEAAYASAAEgJlZPD_BwE, dostęp 16.11.2017.

[3] Ibidem.

[4] Kinga Dunin, Seks lepszy od nieśmiertelności, opublikowano 27.09.2017, http://krytykapolityczna.pl/kultura/czytaj-dalej/kinga-dunin-czyta/seks-lepszy-od-niesmiertelnosci/, dostęp 16.11.2017.

[5] Hasło, nauka, https://pl.wikipedia.org/wiki/Nauka, dostęp 16.11.2017.

[6] George Orwell, Folwark zwierzęcy,

[7] Hanya Yanagihara, Ludzie na drzewach, Warszawa 2017, s. 23. Z tego tomu pochodzą dalsze cytaty. Numery stron podano bezpośrednio po cytowanym fragmencie.

[8] Filmowcy zagalopowali się w obronie Polańskiego, opublikowano 30.09.2009, https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/filmowcy-zagalopowali-sie-w-obronie-polanskiego,110591.html,

[9] Walat, op., cit.

Podsumowanie miesiąca – październik 2017

Podsumowanie miesiąca - październikCzas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Jakże się cieszę, że żyję na świecie, w którym istnieje październik! Jakież to byłoby okropne, gdyby natychmiast po wrześniu następował listopad!

 – Lucy Maud Montgomery Ania z Zielonego Wzgórza

Październik dobiegł końca! Wraz z jego początkiem nastała jesień na dobre. Choć trzeba przyznać, że jej październikowe oblicze w mojej krainie było całkiem przyjemne. Potrafię to docenić, mimo że jestem z tych, co, delikatnie mówiąc, nie są wielbicielami tej pory roku. Tak więc jesień w pełni! Niekiedy pięknej jak z bajki, niekiedy zaś jak z koszmaru. Nastanie czasu zimowego sprzyja, jakby nie było, odbiorcom literatury, filmu, ogólnie sztuki. Raz, że dużo się dzieje, dwa, że dłuższe wieczory, trzy, nastroje…

Jaki był październik książkowo, filmowo, muzycznie? Ekscytujący i pobudzający!

Wydarzenie:

Takie iście Bałwochwalniane:

  • Pulitzery, Bookery… – krok w rozwoju Bałwochwalni, nowy cykl not poświęconych książkom, które uhonorowano tymi prestiżowymi nagrodami literackimi.
Książki:

Październik to miesiąc należący do Jesiennego Rozkładu Jazdy, w którym obok klasyki, która oczywiście zajmuje miejsce honorowe, jest sporo nowości, głównie tych wczorajszych i przedwczorajszych. Margaret Atwood zaś wśród nazwisk autorów jesienią czytanych wiedzie prym.

Październikowy Rozkład Jazdy zrealizowany został, uwaga, w stu procentach!!!

Powieści najnowsze, wyczekiwane przez wszystkich, wywołały wiele emocji, nie zawsze jednak pozytywnych. Jedna z nich, nad którą niektórzy się zachwycają, rozczarowała. Ale po prostu nie należę do wielbicieli twórczości autorki Białych zębów, choć zawsze czekam na jej kolejną powieść i zawsze mam nadzieję, że znajdę tym razem klucz do tej twórczości. Niestety, i tym razem się nie udało. Chyba czas najwyższy odpuścić… Druga, debiut autorki, której powieść Małe życie stała się dla mnie nieprawdopodobnym doświadczeniem, okazała się mocną książką, ale jak to z debiutami często bywa, stanowi przede wszystkim zapowiedź tego, co dopiero przyszłość przynieść miała (Małe życie). Za to powieść wyżej wspomnianej autorki, nowość nieco starsza, z roku 2004, będąca pierwszym tom em trylogii, przyniosła to, czego od literatury między innymi oczekuję – kłucia, które nie daje spokoju.

Nowości nowe i stare:

  • Swing Time – Zadie Smith.
  • Ludzie na drzewach – Hanya Yanagihara.
  • Oryks i Derkacz – Margaret Atwood.

Klasyka literatury amerykańskiej, dobrze znana, znów zachwycała, delektowałam się więc każdym słowem, zdaniem, dialogiem – to była wielka uczta:

  • Paragraf 22 – Joseph Heller.

Klasyka zaś literatury polskiej nieoczekiwanie okazała się bardzo à propos:

  • Mała apokalipsa – Tadeusz Konwicki.

Zatem, książkowo październik był bardzo urozmaicony. Nie zabrakło rozczarowań, ale i zachwytów, doznań estetycznych, intelektualnych, emocjonalnych na najwyższym poziomie!

Film:

Październik był miesiącem pod znakiem filmu!!! Obrazów było kilka, ale jeden pozbawił resztę wartości, atrakcyjności, uroku:

Film z tych dźgających dotkliwie, dotykających spraw pozornie odległych, a jednak pokazujących naszą małość.

MUST SEE!!!

Muzyka:
  • Angus & Julia Stone.

Otulająca, elektryzująca, pobudzająca, wciągająca, hipnotyzująca…

Podsumowując – październik roku 2017 był miesiącem bogatym i bardzo urozmaiconym. Książki, te z klasyki były z najwyższej półki, zachwyciły i wywołały niedosyt, bo po takiej lekturze człowiek pragnie już tylko takich lotów  najwyższych, jedna z gorących nowości nie obeszła mnie, druga ukuła i rozochociła, bo sygnalizuje, że przyszłość przyniesie coś naprawdę istotnego. Powieść zaś z nowości nieco starszych to dziś MUST READ!!! A muzyka… no cóż, tylko popłynąć!