„O dziewczynce, która bawiła się w Boga” – Dan Lungu

Powieść „O dziewczynce, która bawiła się w Boga” jednego z bardziej znanych współczesnych pisarzy rumuńskich, Dana Lungu, to wbrew temu co może sugerować tytuł, mało baśniowa baśń o świecie nam współczesnym.

To proza zaangażowana, psychologiczno-spełeczna, która ukazuje złożone zjawiska naszych czasów – zróżnicowany rozwój gospodarczy Europy, migrację zarobkową, eurosieroctwo.

Opowieść Lungu ukazuje rumuńską rodzinę, która po transformacji w kraju próbuje żyć w nowych warunkach. Próbuje się do nich dostosować, próbuje skorzystać z możliwości jakie te nowe warunki oferują. Słowem, to opowieść o rodzinie, która pragnęła jedynie godniejszej egzystencji.

Autor snuje swą opowieść poprzez dwugłosową relację matki i córki, które próbują przetrwać ten trudny czas. Czas zawieszenia, czas cichych, ale znaczących, bo zasadniczych przeobrażeń dla monad poszczególnych, w istocie czas utraty.

Poprzez tę podwójną narrację Lungu ukazuje sugestywnie i wiarygodnie dwie różne perspektywy. To dwa różne sposoby postrzegania rzeczywistości – przygniecionej odpowiedzialnością za rodzinę kobiety i kilkuletniej dziewczynki o bytującej na granicy fikcji i rzeczywistości. Wchodząc w dusze swych bohaterek, autor przybliża nam ich wewnętrzne światy, to, co w nich się wydarza, gdyż to, co najistotniejsze tam właśnie się rozgrywa.

Matka – emigrantka zarobkowa/ gastarbeiterka

Pewnego dnia, niespodziewanie, matka wyjeżdża do Włoch. Pozostawiając rodzinę, dwoje dzieci, męża i rodziców, Letycja wzięła sprawy w swoje ręce i zdecydowała się na emigrację zarobkową. Upatrywała w niej szansę poprawy materialnego bytu najbliższych, którzy próbują stawić czoła nowym, wymagającym czasom. Wyjazd niewątpliwie miał być także sposobem na uchronienie rodziny przed rozkładem, który coraz wyraźniej jawił się na horyzoncie.

Opieka nad starszą kobietą okazuje się pracą, której mogliby pozazdrościć inni migranci. Podopieczna jest sympatyczna, ceni i szanuje Letycję. Kulturalni pracodawcy zaś hojnie ją wynagradzają. To jednak nie daje radości, zadowolenia, satysfakcji. Szybko bowiem okazuje się, że do podniesienia egzystencji na wyższy poziom pieniądze nie wystarczają. W godnym życiu inne czynniki, te niematerialne, te właśnie, których emigracja zarobkowa pozbawia, odgrywają kluczową rolę.

Pieniądze i życzliwość pracodawców nie wynagradzają Letycji rozłąki z najbliższymi, opuszczenia rodzinnego kraju, wszelkich strat jakie poniosła. Fakt, że nie jest u siebie, wśród swoich, że nie czuje się swobodnie, że wypełniała ją pustka, tęsknota, samotność, świadomość zmarnowanych lat w biednej Rumunii, utraconego życia, braku perspektyw, pomyślnych rozwiązań uniemożliwiają życie godne człowieka. Kobieta czuje się upokorzonym, bezwartościowych człowiekiem. Rumunka żyjąca w obcym kraju dobrobytu, wśród pewnych siebie Włochów funkcjonuje jako człowiek gorszego gatunku, jako zacofana analfabetka, mimo że jest kobietą wykształconą.

Narracja Letycji, rumuńskiej kobiety, matki, żony, córki, to historia emigrantki zarobkowej/ gastarbeiterki, która w imię lepszej przyszłości postanowiła poświęcić teraźniejszość. Niestety, cudowne jutro oddala się z każdą chwilą, traci kontury, rozmywa się, przestaje w końcu być widoczne. I się trwa, wegetuje, pozbawionym nadziei na dobrobyt dnia następnego.

Córka – eurosierota

Dziewczynka, która bawiła się w Boga, Radusia, Włoszka tak zwana, gdyż jest córką tej, która wyemigrowała do Włoch, także musi stawić czoła nowej sytuacji. Jej dotychczasowy świat legł w gruzach wraz z wyjazdem matki. Nic nie rozumie z tego wszystkiego, nie jest jeszcze w stanie sobie tego racjonalnie wytłumaczyć, ale jako dziecko w istocie wie więcej, bo więcej czuje. Dziewczynka zamyka się w sobie, sama zmaga się ze swoimi rozterkami. Odcina się od życia dzieci z okolicy, by podążać własnymi ścieżkami. Ma swój świat i swój język, który pomaga pojąć jej po swojemu rzeczywistość, wytłumaczyć to co niezrozumiałe. Jej wrażliwość, jej bogate życie wewnętrzne, jej wybujała wyobraźnia okazują się zbawienne. Pozwalają bowiem na ucieczkę od rzeczywistości, której nie pojmuje, w której jest jej samotnie, źle i pusto. Pozwalają na ucieczkę w światy, gdzie wszystko jest możliwe.

Narracja Radusi, rumuńskiej dziewczynki, to historia eurosieroty, którą postawiono przed faktem, obiecując mannę z nieba. Niestety, paczki z Zachodu tylko na chwilę pozwalają zapomnieć o sieroctwie. Zapisany w pamięci portret matki staje się coraz bardziej abstrakcyjny, rysy blakną coraz bardziej z każdą rozmową telefoniczną. I się trwa, wegetuje, pozbawionym nadziei na beztroskie jutro.

Ci co wyjechali, ci co pozostali

Portrety głównych bohaterek uzupełniają postacie drugoplanowe. Istniejące jakby na marginesie powieści, wspominane jakby mimochodem, odgrywają znaczącą rolę. Pozwoliły bowiem na szerszą perspektywę, w istocie na portret nie monad poszczególnych, tylko środowisk. Poprzez portret Letycji autor odmalował obraz emigracji, zaś poprzez portret Radusi – eurosierot.

Zabiegi te pozwoliły odsłonić oblicza przede wszystkim rumuńskiej emigracji, ale i włoskich pracodawców z jednej strony, z drugiej zaś tych, którzy pozostali w Rumunii – małżonków, rodziców, a przede wszystkim dzieci.

Nasz wspólny świat

Autor poprzez jednostki, ich konkretne losy, egzystencje, słowem, poprzez szczegół pokazuje ogół – rzeczywistość nam współczesną, którą i my współtworzymy. Bo choć Lungu opowiada o rumuńskiej (migranci) i włoskiej (chlebodawcy) społeczności, to tak naprawdę nie ma to znaczenia, gdyż opowieść o polskiej (nie tylko jako migranci, ale i jako chlebodawcy) czy ukraińskiej byłaby identyczna. Mówi zatem o swoistym doświadczeniu wspólnym mieszkańców tej części świata (a może i nie tylko).

Kompetencje pisarza (z zawodu socjolog) i jego literacki talent sprawiają, że wyciszona opowieść ma ogromną moc oddziaływania. Zawstydza, pozbawia poczucia komfortu, otwiera oczy, uświadamia, odsłania utajone ludzkie oblicza, pyta o sprawy fundamentalne – o godność człowieka.

Tytuł – „O dziewczynce, która bawiła się w Boga

Autor – Dan Lungu

Tłumaczenie – Radosława Janowska-Lascar

Wydawnictwo – Amaltea

Seria – Proza Rumuńska

Rok – 2016

  • DLA KOGO – dla ignorantów, dla wrażliwców, dla amatorów literatury, kultury i historii Rumunii, dla zainteresowanych zjawiskami naszych czasów
  • PO CO – by się zreflektować, by poczuć
  • MOJA OCENA – 5/6

* Tytuł oryginalny – Fetița care se juca de-a Dumnezeu, rok pierwszego wydania – 2014, rok pierwszego wydania polskiego – 2016.

„Grona gniewu” – John Steinbeck

„Grona gniewu” to jedna z ważniejszych powieści Johna Steinbecka. To jednak nie wszystko. To bowiem jedna z ważniejszych powieści amerykańskich. Mało tego, to jedna z ważniejszych powieści literatury powszechnej.

Autor otrzymał za nią National Book Award i Nagrodę Pulitzera, ona to przyczyniła się także do przyznania mu Nagrody Nobla. Ta klasyka literatury, ta swoista odyseja czytana po osiemdziesięciu latach od ukazania się, jest dziełem na nasze dziś. Ta zaangażowana powieść, pozbawiona nowatorskich technik narracyjnych, napisana w konwencji naturalistycznej, odwołująca się do klasycznego motywu wędrówki, znakomicie pokazuje czym w istocie jest migracja – temat, który powraca jak echo – walką o godność.

„Porzućcie wszelką nadzieję…”

To opowieść o losach pewnej amerykańskiej rodziny, która wyruszyła w długą wędrówkę do Kalifornii. Niczym Odyseusz podążający do Itaki czy Mojżesz prowadzący lud Izraelitów do Ziemi Obiecanej.

Rodzina Joadów, należąca do najemnych farmerów, z powodów trudności finansowych musiała opuścić farmę w Oklahomie (bank zajął ziemię) i, skuszona wizją raju gdzie indziej, zaryzykować. Nie był to akt odwagi, gdyż wyboru nie miała. Z całym dobytkiem wyruszyła w podróż do Kalifornii, krainy rzekomego dobrobytu, która miała zapewnić jej pracę, byt i godność.

Utrata

Podróż okazuje się gehenną, a jej cel – „gaj pomarańczowy”, kraina mlekiem i miodem płynąc, niczym obrazki z ulotek – mrzonką. Bohaterowie wiele doświadczają i widzą podczas wędrówki pełnej bólu, cierpienia, okrucieństwa. Wędrówka ta odziera ich z resztek godności, pozbawia wiary w lepsze jutro, nadziei na przyszłość. Ziemi Obiecanej bowiem nie ma, a to z czym wyruszyli, po drodze, tracą.

Szosami ciągnęły jak mrówki tłumy wędrowców w poszukiwaniu pracy i chleba. Fermentowały w nich pierwsze zaczątki gniewu. (s. 420)

Tysiące mil ciągnęła się rzeka ludzi, swoista karawana wędrujących szosą 66 robotników, z których życie uchodziło, dosłownie i symbolicznie, z każdym świtem.

Wielki kryzys

Rodzina Joadów jest rodziną jedną z wielu, które stały się ofiarami tamtego czasu, tamtych okoliczności – wielkiego kryzysu ekonomicznego 1929-1933. Jego skutkiem była między innymi utrata pracy przez miliony ludzi. Kryzys szczególnie silnie odczuło właśnie rolnictwo. Zadłużonych farmerów, których nie było stać na spłacenie długów, wysiedlano.

Nie mając środków do życia, byli zmuszeni do opuszczenia rodzinnych stron i do migracji zarobkowej – udania się w podróż ku szczęściu – po lepszy byt.

Pogarszające się z każdym dniem warunki życia, pociągały za sobą rozkład w każdym sensie, dosłownym i symbolicznym, w każdej sferze – utrata ziemi, domu, wysiedlenie, wykorzenienie, odarcie z przeszłości, wyrwanie z tradycji, głód, rozpad rodziny i śmierć.

Ziemia była dla nich wszystkim. W ich myśleniu, ziemia i człowiek to jedno (znamy to doskonale z rodzimej literatury), bez niej nie jest on sobą. Jej utrata oznaczała jedno…

Sceny iście dantejskie działy się podczas tej wędrówki ludów czy w obozach, w których zatrzymywali się „poszukiwacze szczęścia”. W Kalifornii zaś okazało się, że na tych wycieńczonych fizycznie i duchowo migrantów nikt nie czeka, że nikt nie przyjmuje ich z otwartymi ramionami. Szybko zdali sobie sprawę, że dla tubylców są wrogami, tymi, którzy zagrażają ich bezpieczeństwu, którym należy pokazać gdzie ich miejsce.

Rozpacz, rozkład, wyzysk, ucisk, głodowe stawki, poniżenie, wrogość, upodlenie – pojęcia, które najlepiej oddają doświadczenia ludzi, którzy podjęli walkę o siebie, którzy chcieli tylko jednego – móc spokojnie i godnie żyć.

Klęska wyziera z oczu tych ludzi. Z oczu tych zgłodniałych wyziera rosnący gniew. W sercu ich wzbierają i dojrzewają grona gniewu – zapowiedź przyszłego winobrania.

Opowieść o nas

W „Gronach gniewu” autor brutalnie rozprawił się z narodowym etosem USA – American dream (eksploatowanym po wielokroć nie tylko przez literaturę, ale i film) – ideałami demokracji, równości, wolności. Pokazując z czym wiąże się kapitalizm (z tego powodu powieść była objęta zakazem rozpowszechniania, w bibliotekach była na na liście książek zakazanych, palono ją też publicznie w wielu miastach), uświadamiał, że nie jest to w istocie kraj dla biednych ludzi.

Podczas lektury odbiorca traci poczucie czasu i miejsca. Na obrazy rodem z początku XX wieku zza oceanu nakładają się obrazy, które ogląda tu i teraz, na początku wieku XXI w środku Europy – sunące karawany ludzi, którzy uciekają nie tylko przed wojną, ale także przed biedą, nędzą nie tylko fizyczną, ale i duchową, którzy pragną poprawić swój byt; obozy, płaczące dzieci, ludzi gotowych na wszystko, chyba tylko nie na pogardę bliźniego.

Ps. W 1940 roku John Ford nakręcił na podstawie powieści film z Henrym Fondą w jednej z głównych ról.

Tytuł – „Grona gniewu”

Autor – John Steinbeck

Tłumaczenie – Alfred Liebfeld

Wydawnictwo – Prószyński S-ka

Rok – 2012

  • DLA KOGO – dla koneserów klasyki literatury, literatury powszechnej, dla fanów literatury amerykańskiej, dla miłośników dobrej literatury po prostu, dla każdego, kto nie jest ignorantem, dla wrażliwych na ludzką krzywdę, dla zadających sobie pytania o współczesność
  • PO CO – by się zreflektować, by zrewidować swe przekonania
  • MOJA OCENA – poza oceną

*Wszystkie cytaty z dzieła pochodzą z tomu, Grona gniewu, John Steinbeck, Warszawa 2012.

** Tytuł oryginalny – The Grapes of Wrath, rok pierwszego wydania – 1939, rok pierwszego wydania polskiego – 1949.

„Pogarda” – Alberto Moravia

„Pogarda” Alberto Moravii – włoskiego prozaika, eseisty, dziennikarza, którego debiut literacki („Obojętni”) uchodzi za najgłośniejszy debiut w dziejach dwudziestowiecznej włoskiej literatury i za prekursorskie dzieło egzystencjalizmu – choć jest z roku 1954, to dotyka spraw, które i dziś spędzają sen z powiek co wrażliwszym duszom.

Lektura powieść obnaża z jednej strony jej anachroniczność, dekoracje bowiem nieco się zestarzały, co jednak nadaje jej retro sznytu, z drugiej zaś aktualność, która sprawia, że obcowanie z prozą Moravii ma poza szczególnym urokiem także ciężar, który nie pozostawia odbiorców obojętnymi.

Sztuka w dwóch aktach

„Pogarda” to powieść psychologiczno-obyczajowa, ale w istocie to rozpisany na kilka osób (właściwie na dwie, pozostałe można potraktować jako głosy zza), wyrwany z szerszego kontekstu, w którym tło ograniczono do niezbędnego minimum, kameralny dramat w dwóch aktach.

Głównym bohaterem powieści i jednocześnie jej narratorem jest Riccardo Molteni, młody, bez grosza przy duszy, krytyk teatralny. Egzystuje on u boku żony, będąc wiernym swym ideałom i marząc o karierze dramaturga.

Riccardo wraz z Emilią są małżeństwem od dwóch lat. Żyją szczęśliwie, choć skromnie w wynajmowanym pokoju. On, oddany mąż, wrażliwy artysta, intelektualista egzystujący w świecie wyższych wartości. Ona, oddana żona, stenotypistka twardo stąpająca po ziemi.

Pewnego dnia Riccardo otrzymuje intratną propozycję od wpływowego producenta filmowego – napisania scenariusza do jego najnowszego projektu. Propozycja jest sprzeczna z ambicjami młodego twórcy, który uważa, że racją i celem pracy scenarzysty są pieniądze, których kultu on nie wyznaje. Mimo to Riccardo podejmuje się tego komercyjnego zadania, gdyż zdaje sobie sprawę, że dzięki temu będzie mógł spełnić marzenia żony i zapewnić jej poziom życia jakiego nigdy nie zaznała.

Pogarda

Niestety, wraz z poprawą statusu materialnego małżonków nadchodzi kryzys małżeński. Riccardo zauważa, że Emilia, nieoczekiwanie, zaczyna coraz bardziej oddalać się od niego. Z czasem niechęć i narastająca wrogość przeradzają się tytułową pogardę…

Dlaczego?

Całość jest retrospekcją, rodzajem spowiedzi, relacją z dochodzenia do prawdy, monologiem wewnętrznym mężczyzny, który roztrząsa swój dramat. Próbuje on z perspektywy czasu dociec przyczyn i zrozumieć powody klęski swego małżeństwa – utraty miłości. Pogarda żony pozbawia go bowiem wszelkiego sensu. Analizuje więc, szuka przyczyn, próbuje zrozumieć, wyciągnąć wnioski, powziąć pewne decyzje. Targają nim sprzeczne emocje. Nęka żonę, która nie daje mu konkretnych, zadowalających odpowiedzi. Każda próba rozmowy przynosi mu tylko rozczarowanie i rozgoryczenie. Jeden z głosów zza (reżyser, z którym ma współpracować) podsuwa mu psychoanalityczną interpretację relacji Odyseusza i Penelopy, która choć niejako wszystko wyjaśnia, to niczego nie rozwiązuje. Wszystko na próżno, stało się…

Dramat monady poszczególnej

W tym studium psychologicznym autor obnaża dramat człowieka. Jego wewnętrzną pustkę, egzystencjalny niepokój, cierpienie, samotność, bierność, brak możliwości porozumienia. Pokazuje egzystencję w świecie, w którym dominuje pieniądz, w którym brak głębokich uczuć, gdzie stosunki międzyludzkie są nieautentyczne, a komunikacja z drugim człowiekiem okazuje się niemożliwa, gdyż język zamiast prowadzić do rozwiązania konfliktu, zaciemnia tylko obraz sprawy[1]. Czy nie brzmi to znajomo?

Na dziś

Twórczość Moravii to realistyczna proza psychologiczna, wyrastająca z powieści XIX wieku (linearna akcja, tradycyjna budowa, realistyczne opisy, rzeczowy język), „oparta na marksistowskiej krytyce kapitalizmu i freudowskiej interpretacji związków międzyludzkich”[2]. Faktem jednak jest, że tematy, które włoski prozaik podejmował – z jednej strony niedający satysfakcji przesyt, z drugiej ciągłe nienasycenie, poczucie braku, pustki, niespełnienia i nieprzystosowania, kryzys wszelkich wartości, kult pieniądza, rozpad relacji międzyludzkich, alienacja jednostki, samotność – i dziś wydają się nie tylko aktualne, ale i istotne[3].

Istota

Powieść wydaje się na wskroś realistyczna, ale zgodzić się trzeba z Anną Wasilewską, że nie chodzi tu o odwzorowanie świata. Chodzi o coś znacznie istotniejszego – o tworzenie egzystencjalnych modeli, paradygmatów zachowań[4].

Ps. Wiele utworów Moravii doczekało się ekranizacji. Na warsztat twórczość tę brali najwięksi – Bernard Bertolucci i Jean-Luc Godard. Ten ostatni w roku 1963 przeniósł na ekran „Pogardę” z Brigitte Bardot w jednej z głównych ról.

Tytuł – „Pogarda”

Autor – Alberto Moravia

Tłumaczenie – Zofia Ernstowa

Wydawnictwo – WAB

Seria – Nowy Kanon

Rok – 2014

  • DLA KOGO – dla wielbicieli literatury tropiącej meandry ludzkiej psychiki, dla tych, których nurtują odwieczne pytania istotne
  • PO CO – by poczuć ciężar egzystencji człowieka we wrogiej mu rzeczywistości
  • MOJA OCENA – 6/6

* Tytuł oryginalny – Il disprezzo, rok pierwszego wydania – 1954, rok pierwszego wydania polskiego – 1961.


[1] Anna Wasilewska, Przedmowa. Życie jako gra, w, Alberto Moravia, Pogarda, Warszawa, 2014.

[2] Piotr Kofta, Czarna energia i żądza pieniądza. „Pogarda” i „Konformista” Alberto Moravii, opublikowano 29.02.2014, https://kultura.gazetaprawna.pl/artykuly/850392,czarna-energia-i-zadza-pieniadza-pogarda-i-konformista-alberto-moravii.html, dostęp 27.02.2019.

[3] Ibidem.

[4] Wasilewska, op. cit.

„Berta Isla” – Javier Marías

Bohaterowie powieści „Berta Isla” – Berta Isla i Tomás Nevinson – poznali się jeszcze w szkole. Ona Hiszpanka, on pół Hiszpan, pół Anglik. Nie był to wybuch miłości, nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Dwójka pięknych, inteligentnych i pewnych siebie młodych ludzi racjonalnie podchodziła do kwestii życiowych. Po rozpatrzeniu wszelkich za i przeciw doszli do wniosku, że są dla siebie stworzeni. Długie rozłąki (on na studiach w Oksfordzie, później stale w służbowych rozjazdach, ona zakotwiczona w Madrycie) sprawiały, że w ich związku nie było miejsca na rutynę wywołującą frustracje, pretensje, żal, złość i w końcu schyłek wspólnego szczęścia.

Jednak pewnego dnia wyszło na jaw, że nic nie jest takie jak się wydawało… Niemożliwe stało się możliwe. Nieprawdopodobne stało się prawdopodobne.

Opowieść o niej, o nim, o nich

To opowieść o kobiecie i mężczyźnie. To opowieść o skomplikowanych relacjach dwojga ludzi, którym przyszło żyć w absurdalnej rzeczywistości.

To historia mężczyzny, który został naznaczony. Nie ukrył swych nadzwyczajnych zdolności, co nie uszło uwadze tych, którzy decydowali. Znalazł się w nieodpowiednim czasie i w nieodpowiednim miejscu i nie miał wyjścia – podpisał pakt z diabłem. I zaczęło się jego życie gdzie indziej, poza światem.

To opowieść kobiecie (głównie z jej punktu widzenia prowadzona jest narracja), współczesnej Penelopie, która w niepewności cierpliwie czekała na Odyseusza, który spod Troi latami wracał do domu. To historia kobiety żyjącej w drugiej połowie XX wieku w Madrycie, która teoretycznie miała wybór. Była młoda, piękna, inteligentna, ambitna, pewna siebie, mogła decydować jak chce żyć i z kim. I wybierała. Czas pokazał jednak, że tylko pozornie. Praktycznie nie miała wyjścia, żadnego pola manewru. Skazano ją na stan wiecznego oczekiwania, wiecznej niepewności, życia tylko w półprawdzie i jakby w półrealności.

Wyrafinowanie literackie

Najnowsza powieść Javiera Maríasa, poczytnego na całym świecie choć niezależnego wielce hiszpańskiego pisarza, to nietypowa proza szpiegowska. W istocie to coś znacznie więcej. Bowiem „Berta Isla” to dość wyrafinowana literacko powieść, będąca połączeniem prozy gatunkowej (szpiegowskiej, choć opowiedzianej od drugiej strony, na wspak, od kulis i psychologiczno-obyczajowej) z literaturą najwyższej próby. Mamy tu też liczne odniesieniami do literatury światowej (tu głównie T.S. Eliota, ale też Shakespearea, Balzaka i Dickensa), które pomagają bohaterom zmierzyć się z ich sytuacją, zanalizować i pojąć ich rzeczywistość.

Brak tu brawurowej akcji jak na powieść szpiegowską przystało, mimo to wiele się dzieje, choć nie na tym podstawowym, nawierzchniowym poziomie. Tempo jest nieco zwolnione za sprawą języka, który odgrywa u Maríasa niemałą rolę. Długie wywody spowalniają bieg wydarzeń, nadając im tym samym ciężkości.

Ciężar prozy Maríasa

„Berta Isla” to też opowieść, która boli. Uzmysławia bowiem brutalnie coś, o czym zapominamy albo co wypieramy, iż wiedziemy egzystencję pascalowskiej trzciny myślącej, co czyni z nas bohaterów na miarę tych mitologicznych (choć marne to pocieszenie) – mamy bowiem świadomość nie tylko beznadziejności sytuacji, ale i niemocy, by ten stan rzeczy zmienić.

Bo po pierwsze, wieczna wojna:

Pokój niestety zawsze jest tylko pozorny i przejściowy, taka maskarada. Naturalnym stanem świata jest wojna. Często otwarta, a jeśli nie, utajniona, pośrednia albo po prostu odłożona w czasie. […] Kiedy nie ma wojny, jest jej groźba, więc zdolni ludzie […] mogą utrzymywać ją w tej fazie, odsuwać, żeby pozostała tylko groźbą. Wiszącą, ale nie wybuchającą. […] I to właśnie oznacza interweniowanie w rzeczywistość […]. Umiarkowane. To jakby zatykać palcem dziurę i powstrzymywać potop… prowizorycznie. (s. 69-70)

Po drugie, brak możliwości wyboru:

Od kiedy to ludzie wybierają sobie życie? Przez wieku ludzkie losy były określone. Z minimalnymi wyjątkami, To norma, nie tragedia. […] Jaśnie pan nie wybrał sobie życia. Tak jak cała ludzkość jeszcze zupełnie do niedawana, a i teraz to czysta ułuda. […] Większość tkwi w swoim losie i żyje, nie zadając pytań albo dziękując za to, co im przypadło w udziale, taka jest norma; skupiają się na codziennych trudnościach i to im starcza. Brak wyboru to żadna kara, to standard. Wciąż tak jest w większej części świata […] mimo powszechnych złudzeń. (s. 528-529)

Po trzecie, brak możliwości wejrzenia w drugiego człowieka:

[…] każda istota ludzka tak została stworzona, że jest nieodgadnioną tajemnicą i zagadką dla innych istot ludzkich.

Kiedy wyjeżdżam do wielkiego miasta, mimo woli uderza mnie myśl, że każdy z tych ciemnych zamkniętych domów kryje swoją tajemnicę, że każde serce z tysięcy bijących serc jest poniekąd tajemnicą dla najbliższych mu serc. (s. 554-555)

Wyrafinowana uczta

Lektura powieści „Berta Isla” to uczta dla odbiorców. I to dla najwybredniejszych. Zaspokaja bowiem potrzeby wielu poziomów. Zatem dla każdego, co nie znaczy w tym przypadku, że dla nikogo!

Tytuł – „Berta Isla”

Autor – Javier Marías

Tłumaczenie – Tomasz Pindel

Wydawnictwo – Sonia Draga

Rok – 2018

  • DLA KOGO – dla każdego
  • PO CO – by pożyć życiem na granicy, by przypomnieć sobie na czym stoimy
  • MOJA OCENA – 5/6

*Wszystkie cytaty z dzieła pochodzą z tomu, Berta Isla, Katowice 2018.

** Tytuł oryginalny – Berta Isla, rok pierwszego wydania – 2017 , rok pierwszego wydania polskiego – 2018.

„Nasze małżeństwo” – Tayari Jones

Wydawnictwo Otwarte proponuje zacząć rok 2019 „Naszym małżeństwem” Tayari Jones (autorki u nas nieznanej) – powieścią, która znalazła się na długiej liście nominowanych do National Book Award 2018, którą poleca Barack Obama, chwali Oprah Winfrey, która rzekomo była swego czasu najgłośniejszą amerykańską powieścią, która podobno jest majstersztykiem, która podobno w karierze pisarskiej autorki jest dziełem przełomowym. Te jednak informacje nie wszystkich przekonają do powieści. Wabikiem też raczej nie będzie polski tytuł, w gruncie rzeczy niewiele mówiący. Obiecujący za to może wydawać się temat.

Można bowiem wnioskować, że to opowieść o małżeństwie Afroamerykanów, które musi stawić czoła amerykańskiej rzeczywistości nie tak pięknej jakby się mogło wydawać!

Niespełnienie

Czy rzeczywiście? Oryginalny tytuł („An American Marriage”) wyraźnie sugeruje z czym odbiorca będzie miał do czynienia, dookreśla kontekst. Polski natomiast, pozbawiony wiele mówiącego przymiotnika, sprawia, że powieść lawiruje w próżni. Ale właśnie ten polski tytuł, paradoksalnie, wydaje się bardziej adekwatny do tego, co niesie ze sobą treść powieści. Oryginalny zawiera obietnicę, której zawartość nie spełnia. Bo w istocie mamy do czynienia z jakimś tam małżeństwem, a czy jest ono amerykańskie, francuskie czy niemieckie nie odgrywa tu znaczącej roli.

Choć początek zwiastował coś zgoła innego, że owszem, będzie to powieść o małżeństwie, które zdarzyć się mogło tylko właśnie w USA – kraju-symbolu wolności i spełnionych marzeń, ale i co ważniejsze zakorzenionych głęboko konfliktów.

Było sobie małżeństwo

Fabułę można streścić w kilku zdaniach, nie zdradzając przy tym niczego i nie psując zabawy potencjalnym odbiorcom powieści. Małżeństwo z półtorarocznym stażem spędza noc w hotelu. Budzi ich brutalne wtargnięcie policji, która aresztuje młodego małżonka, oskarżając go o gwałt na starszej kobiecie. Wkrótce ten zostaje skazany na dwanaście lat więzienia. Po pięciu, oczyszczony ze stawianych mu zarzutów, wraca do domu, do żony.

Narracja prowadzona jest kilkugłosowo. Przede wszystkim z perspektywy męża i żony oraz sporadycznie ich przyjaciela. Sporo miejsca zajmują też listy, które małżonkowie piszą do siebie podczas rozłąki. I w nich to dzieje się najwięcej, w nich to dzieje się to, co najciekawsze, ale o tym za kilka zdań.

Obiecujący początek

Początek powieści to historia małżeństwa Afroamerykanów, którzy żyją w kraju szans i możliwości, ale też kraju, w którym podziały rasowe determinują ludzkie byty, w którym wciąż słychać echa wojny secesyjnej. Jednak z każdym kolejnym rozdziałem te kwestie schodzą na dalszy plan, rozmywając się i z czasem zanikając niemalże zupełnie. Niestety.

Studium małżeństwa

Dalej mamy już tylko, choć podkreślić należy, że ciekawie ujętą i przekonującą kontynuację opowieści o relacji dwojga ludzi. Swoiste studiu małżeństwa, a uszczegóławiając, rozpadu tej relacji. I ten rozpad najlepiej oddaje wspomniana korespondencja. Te epistolarne noty ukazują rosnącą z każdym kolejnym zdaniem odległość mentalną dzielącą tych dwojga, którzy do tej pory byli właściwie małżeństwem tylko teoretycznie, gdyż dopiero uczyli się być nim praktycznie.

Poszczególne rozdziały zaś sięgają źródeł bohaterów, opowiadają o ich pochodzeniu, rodzinie, też o ich wspólnych początkach. Oddają im też głos, dzięki czemu odbiorca może zbliżyć się na tyle, by mógł pojąć sposób ich rozumowania i postępowania, ich motywacje.

To niewątpliwie dobra proza. Wciągająca, którą czyta się wartko i z zainteresowaniem. Co pozostawia? Na pewno poczucie przyjemnie spędzonego czasu, ale niestety i niespełnienia, a może nawet rozczarowania.

Ps. Nota powstała przy współpracy z wydawnictwem Otwarte.

Tytuł – „Nasze małżeństwo”

Autor – Tayari Jones

Tłumaczenie – Aleksandra Wolnicka

Wydawnictwo – Otwarte

Rok – 2019

  • DLA KOGO – dla tych, których nurtują zawiłości relacji międzyludzkich, dla amatorów literatury amerykańskiej, dla koneserów literatury obyczajowej, psychologicznej, dla panien i kawalerów, dla żon i mężów, dla łowców nagród
  • PO CO – by przyjemnie spędzić czas, by się zastanowić
  • MOJA OCENA – 4/6

* Tytuł oryginalny – An American Marriage, rok pierwszego wydania – 2018 , rok pierwszego wydania polskiego – 2019.