Pierwsze urodziny Bałwochwalni

Pierwsze urodziny Bałwochwalni

Bałwochwalnia dziś – 8 września – świętuje!!!

Dokładnie rok temu nastąpiło jej otwarcie! Uchyliła swe skromne wrota i zaprosiła w swe progi! Bałwochwalnia dziś obchodzi rok swego istnienia!!!

1 rok, 4 pory roku, 4 kwartały, 12 miesięcy, 52 tygodnie, 365 dni, 8760 godzin, 525 600 minut, 31 536 000 sekund!!! Aż i tylko!!!

Ruszyła machina

Kilka not, kilka refleksji, kilka ruchów w mediach społecznościowych – to wszystko jakby dopiero ruszało, jakby dopiero się zaczynało. Z jednej strony trudno uwierzyć, że jest i funkcjonuje, że działa po prostu, z drugiej zaś machina ta rozkręca się baaardzo powoli, nie tak szybko jakby się chciało, niekiedy nie z takim efektem jakiego człowiek by oczekiwał czy pragnął.

Bałwochwalica Jedna, założycielka, twórczyni tego wirtualnego miejsca, nie miała pojęcia z czym prowadzenie bloga literackiego się wiąże, co to w istocie znaczy! Naiwnie myślała, że polegać to będzie tylko na czytaniu i pisaniu. Szybko, jeszcze przed publikacją pierwszej noty, przekonała się, że choć czytanie i pisanie jest podstawą takiego miejsca jakim jest Bałwochwalnia, to cała reszta wymaga nakładu ogromnej pracy i znajomości rzeczy dotąd jej obcych i nie do pojęcia.

Będąc Zosią Samosią, musiała przejść ekspresowy kurs życia w świecie wirtualnym. Niepewnie i jak dziecko we mgle stawiała w nim pierwsze kroki. Uczyła się tego enigmatycznego języka, którym posługują się uczestnicy tej jakże egzotycznej rzeczywistości.

Powoli, krok za krokiem, kroczyła do przodu. Niestety, też błądziła, myliła się, schodziła na manowce. Nieraz utknęła na dobre, nieraz nie potrafiła pokonać przeszkody, która pojawiła się przed nią w najmniej spodziewanym momencie. Przysparzało jej to wielu zmartwień, niepokoiło i rodziło złość, gniew, frustrację i co najgorsze poczucie zwątpienia. Chwil, które wywoływały uśmiech czy radość było niewiele.

Mimo to BJ nie poddała się! Nie zamknęła Bałwochwalni na cztery spusty. Bo wiedziała czego chce, wiedziała co jest jej celem i wiedziała, że upór, wytrwałość i cierpliwość to cnoty, którymi musi się tu wykazać, gdyż widziała, że pomimo tych wszystkich niepowodzeń, upadków, stania w miejscu i też niekiedy niestety cofania się (na poziomach wszelakich – technicznym, merytorycznym, wizerunkowym i każdym innym), jej wizja krystalizuje się! Nabiera, choć bardzo powoli, ale jednak, realnych kształtów.

Nie będzie więc fajerwerków, piętrowego tortu, lejącego się strumieniami szampana, konfetti ani miliona prezentów. Ani statystyk 😉 (liczniki dopiero przed zainstalowane zostały)!!! Nie pora na to, na to czas odpowiedni dopiero nadejdzie.

Zapowiada natomiast harówkę, której efektem będzie realizacja tego, do czego BJ zobowiązała się w słowie wstępnym podczas otwarcia Bałwochwalni – realizacji konceptu, misji!

Podziękowania należą się ogromne!

Bałwochwalcom literatury i kultury, którzy motywują i inspirują, wszystkim Wspierwaczom, którzy otuchy dodają na co dzień i od święta. Wasza obecność jest nie do przecenienia. BJ choć jest osobą mentalnie dość niezależną, to obejść bez innych się nie może! Potrzebuje towarzystwa, by móc po prostu oddychać.

Zatem, DZIĘKUJĘ!!! Tobie, Tobie i Tobie!

Jednak ten rok działalności Bałwochwalni należy jakoś zaakcentować! Przypieczętować! Dosłownie!!!

Letnie propozycje

Letnie propozycjeCzas najwyższy na letnie propozycje Bałwochwalicy Jednej!!!

Lato, wakacje, słońce… Radość, śmiech, zabawa, beztroska, lekkość, nicnierobienie… Nadszedł ten czas. Co wcale nie znaczy, że człowiek oddał mózg do przechowalni. I nie myśli. I chce tylko pławić się w rozrywce odmóżdżającej. Ignorując cały wszechświat. W ten lekkomyślny okres w roku, zmysły są przecież szczególnie wyczulone. Odbiera się wszystko z większą intensywnością. Wręcz cierpi się na nadwrażliwość. I niekiedy odczuwa się głód, który musi być zaspokojony jak najszybciej, bo w innym wypadku nie dotrwa się do światu.

Nadejście nowej pory roku, to doskonały czas na przyjrzenie się temu, co w trawie piszczy i poczynienia jakichś planów, przedsięwzięć, by dobrze spożytkować czas, energię, wykorzystać potencjał, który akurat latem jest niemały.

Oczywiście, jak zawsze zestawienie jest jak zawsze bardzo subiektywne, według indywidualnych upodobań Bałwochwalicy Jednej. I tym razem też nie znajdziesz tu ani kryminałów, ani horrorów, gdyż poszukiwania wciąż tropią nieco inne gatunki. Mam jednak nadzieję, że niniejsze propozycje przypadną Ci do gustu.

I. LITERATURA

Publikacje sezonu

Ta część zestawienia zwykle obejmuje publikacje, które ukażą się danego sezonu. Tym razem sytuacja jest wyjątkowa. Wszystkie zapowiedzi blakły przy dwóch propozycjach wydawnictwa Czarne (jedna z nich to będzie koedycja z Agorą, drugiej współwydawcą będzie Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza) – na które niestety przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać (pierwsza ukaże się z początkiem sierpnia, druga z końcem września)! Proponuję więc „nie zaśmiecać” sobie czasu, głowy i ducha innymi nowościami, tylko czekać i przygotowywać się mentalnie i intelektualnie na te wyczekiwane w gruncie rzeczy latami biografie jednych z największych polskich pisarzy:

  • Lem. Życie nie z tej ziemi – Wojciech Orliński.
  • Gombrowicz. Ja geniusz (t. 1-2) – Klementyna Suchanow.
Z przeszłości tej bliskiej, nieco dalszej i całkiem odległej

Druga część propozycji lekturowych obejmuje publikacje, które ukazały się już jakiś czas temu. Niektóre całkiem niedawno, inne kilka lat wcześniej, a jeszcze inne są sprzed dekad. Dlaczego znalazły się w zestawieniu? Choćby dlatego, że warte są poświęcenia im letnich chwil, bo albo dają przyjemność i doskonale wpisują się w klimat duszno-słoneczno-parny lata, albo otwierają drzwi umysłu i serca!

Bo szkoda przegapić:
  • 15 stuleci. Rozmowa z Wilhelmem Sasnalem – Jakub Banasiak.
  • Agonia dźwięków – Jaume Cabré.
  • Burza. Czarci pomiot – Margaret Atwood.
  • Głośniej niż śnieg – Stefan Hertmans.
  • Jak oni pracują? Rozmowy o pracy, pasji i codziennych sprawach polskich twórców – Agata Napiórska.
  • Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki – Colson Whitehead.
  • Koniec samotności – Benedict Wells.
  • Król węży – Jeff Zentner.
  • Lśnij, morze Edenu – Andrés Ibáńez.
  • O matko! – Alejandro Palomas.
  • Opowieść podręcznej – Margaret Atwood.
  • Oto jestem – Jonathan Safran Foer.
  • Patrick Melrose (tom 1) – Edward St. Aubyn.
  • Sznurówki – Domenico Starone.
  • Sztuka powieści. Wywiady z pisarkami z „The Paris Review”.
  • Tam – Natasza Goerke.
  • Tęsknota – Gaël Faye.
  • Trylogia Margaret Atwood:
    • Oryks i Derkacz – tom 1;
    • Rok potopu – tom 2;
    • MaddAddam – tom 3.
  • Urodzić dziecko – Kristina Sandberg.
  • Wchodzi koń do baru – Dawid Grosman.
Bo lato:
  • Lolita – Vladimir Nabokov.
  • Dom duchów – Isabel Allende.
  • Nieznośna lekkość bytu – Milan Kundera.
  • Zabić drozda – Harper Lee.
  • Miłość w czasach zarazy – Gabriel García Márquez.
  • Raj tuż za rogiem – Mario Vargas Llosa.
  • Szklany klosz – Sylvia Plath.
  • Dziewczyny – Emma Cline.
  • Przekleństwa niewinności – Jeffrey Eugenides.
  • W drodze – Jack Kerouac.
  • Pasja życia – Irving Stone.
Bo zawsze warto:
  • Wykłady o Don Kichocie – Vladimir Nabokov.
  • Wykłady o literaturze – Vladimir Nabokov.
  • Wykłady o literaturze rosyjskiej – Vladimir Nabokov
Bo uniwersalne, choć sprzed wielu lat, na tu i teraz:
  • Twórczość Stanisława Lema.
  • Twórczość Witolda Gombrowicza.

II. FILM

Z teraźniejszości i przyszłości najbliższej

Ta część zestawienia obejmuje filmy, które swoją premierę w polskich kinach będą miały tego lata. Znalazłam kilka (no może więcej niż kilka 😉 ) obiecujących propozycji! Tylko do kina chadzać…

Czerwiec
  • Miłość aż po ślub – reż. Reem Kherici, Francja, 2107.
  • Old Fashioned – reż. Rik Swartzwelder, USA, 2014.
  • Lady M. – reż. William Oldroyd, Wielka Brytania, 2016
  • Aquarius – reż. Kleber Mendonça Filho, Brazylia, 2016.
  • Facet do wymiany – reż. Guillaume Canet, Francja, 2017.
Lipiec
  • Enklawa – reż. Goran Radovanovic, Niemcy, Serbia, 2015.
  • Mężczyzna imieniem Ove – reż. Hannes Holm, Szwecja, 2015.
  • Czym chata bogata! – reż. Philippe de Chauveron, Francja, 2017.
  • Olli Mäki. Najszczęśliwszy dzień jego życia – reż. Juho Kuosmanen, Finlandia, Niemcy, Szwecja, 2016.
  • Paryż może poczekać – reż. Eleanor Coppola, USA, 2016.
  • Sława – reż. Kristina Grozeva, Grecja, Bułgaria, 2016.
  • Wilde Maus – reż. Josef Hader, Austria, Niemcy, 2017.
Sierpień
  • Piękne dni – reż. Wim Wenders, Francja, Niemcy, 2016.
  • Franz – reż. François Ozon, Francja, Niemcy, 2016.
  • Paryż na bosaka – reż. Dominique Abel, Belgia, Francja, 2016.
  • Obdarowani – reż. Marc Webb, USA, 2017.
  • Królewicz Olch – reż. Kuba Czekaj, Polska, 2016.
  • Podwójny kochanek – reż. François Ozon, Francja, 2017.
  • Dwie kobiety – reż. Martin Provost, Francja, 2017.
Wrzesień
  • Na pokuszenie – reż. Sofia Coppola, USA, 2017.
  • Tulipanowa gorączka – reż. Justin Chadwick, USA, Wielka Brytania, 2017.
  • American Assassin – reż. Michael Cuesta, USA, 2017.
  • Powiernik królowej – reż. Stephen Frears, Wielka Brytania, 2017.
Z przeszłości tej bliskiej, nieco dalszej i całkiem odległej

Druga część propozycji obejmuje filmy, które miały swoją premierę już jakiś czas temu. Niektóre całkiem niedawno, inne kilka lat wcześniej, a jeszcze inne są sprzed dekad. Dlaczego znalazły się w zestawieniu? Powtórzę, choćby dlatego, że warte są poświęcenia im letnich chwil, bo albo dają przyjemność i doskonale wpisują się w klimat duszno-słoneczno-parny lata, albo otwierają drzwi umysłu i serca!

  • American Honey – reż. Andrea Arnold, USA, Wielka Brytania, 2016.
  • Arizona dream – reż. Emir Kusturica, Francja, USA, 1993.
  • C.R.A.Z.Y. – reż. Jean-Marc Vallée, Kanada, 2005.
  • Hair – reż. Miloš Forman, USA, Niemcy, 1979.
  • Kalifornia – reż. Marina Person, Brazylia, 2015.
  • Malena – reż. Giuseppe Tornatore, USA, Włochy, 2000.
  • Marzyciele – reż. Bernardo Bertolucci, Francja, Wielka Brytania, Włochy, 2003.
  • Million Dollar Hotel – reż. Wim Wenders, Niemcy, USA, Wielka Brytania, 2000.
  • Nauka spadania – reż. Pascal Chaumeil, Niemcy, Wielka Brytania, 2004.
  • Nieustające wakacje – reż. Jim Jarmusch, USA, 1980.
  • Przekleństwa niewinności – reż. Sofia Coppola, USA, 1999.
  • Rzymska opowieść – reż. Bernardo Bertolucci, Wielka Brytania, Włochy, 1998.
  • Spotkanie w Palermo – reż. Wim Wenders, Francja, Niemcy, Włochy, 2008.
  • Ukryte pragnienia – reż. Bernardo Bertolucci, Francja, Wielka Brytania, Włochy, 1996.
  • Zapach kobiety – reż. Martin Brest, USA, 1992.
  • Życie Adeli – Rozdział 1 i 2 – reż. Abdellatif Kechiche, Belgia, Francja, Hiszpania, 2013.

III. MUZYKA

Propozycje muzyczne trącą myszką 😉 , ale jak można latem obyć się bez takich kawałków jak Summertime czy Space Oddity??? No jak??? Nie można!!! Zatem:

Jenis Joplin, David Bowie, Joy Division, Iggy Pop, The Cure!!!!!!!!!!!!

IV. WYDARZENIA

Co nieco zestawiłam, by nie uszło uwadze…

Wydarzenia literackie, filmowe, muzyczne:
  • Big Book Festival – 23-25 czerwca, Warszawa.
  • Open’er Festival – 28 czerwca – 01 lipca, Gdynia.
  • Międzynarodowy Festiwal Filmowy Sopot Film Festival – 8-16 lipca, Sopot.
  • Transatlantyk Festival – 14-21 lipca, Łódź.
  • Festiwal Filmowy w Locarno – 2-12 sierpnia.
  • Międzynarodowy Festiwal Filmowy T-Mobile Nowe Horyzonty – 3-13 sierpnia, Wrocław.
  • OFF Festival – 4-6 sierpnia, Katowice.
  • XXIII Przystanek Woodstock – 3-5 sierpnia, Kostrzyn nad Odrą.
  • Stolica Języka Polskiego – 6-12 sierpnia, Szczebrzeszyn.
  • Literacki Sopot – 17-20 sierpnia.
  • NON-FICTION. Festiwal – 25-27 sierpnia, Kraków.
  • Miedzianka Fest – 25-27 sierpnia.
  • Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji – 30 sierpnia – 9 września.
  • Dni Nagrody Literackiej „Gdynia” – 31 sierpnia – 2 września.
  • Nagroda Literacka „Gdynia” – 2 września.
  • Narodowe Czytanie 2017 – Wesele Stanisława Wyspiańskiego – 2 września.
  • Festiwal „Opętani Literaturą” – 2-10 września, Radom, Wsola.
  • Nagroda Literacka im. Gombrowicza – 10 września.
  • Nagroda Literacka „Nike”  ogłoszenie finalistów – 5 września.
  • Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Toronto – 7-17 września.
  • The Man Booker Prize – ogłoszenie krótkiej listy nominowanych – 13 września.
  • Festiwal Filmowy w Gdyni – 18-23 września.
  • Międzynarodowy Festiwal Filmowy w San Sebastian – 22-30 września.
Inne:
  • Międzynarodowy Dzień Pomocy Ofiarom Tortur – 26 czerwca.
  • Dzień bez Telefonu Komórkowego – 15 lipca.
  • Międzynarodowy Dzień Nelsona Mandeli – 18 lipca.
  • Dzień Włóczykija – 23 lipca.
  • Międzynarodowy Dzień Przyjaźni – 30 lipca.
  • Międzynarodowy Dzień Osób Leworęcznych – 13 sierpnia.
  • Dzień Pozytywnie Zakręconych – 17 sierpnia.
  • Światowy Dzień Optymisty – 21 sierpnia.
  • Międzynarodowy Dzień Pamięci o Handlu Niewolnikami i jego Zniesieniu – 23 sierpnia.
  • Dzień Blogów – 31 sierpnia.
  • Dzień Dobrych Wiadomości – 8 września.
  • Dzień Marzyciela – 8 września.
  • Międzynarodowy Dzień Pokoju – 21 września.

V. PLANY LETNIE BAŁWOCHWALICY JEDNEJ

Lato nadeszło!!! Zdążyłam się do niego porządnie przygotować. Zdołałam poczynić takie plany czytelnicze, że ho ho 😉 :

  • Literatura amerykańska (klasyka) x 3:
    • Grona gniewu – John Steinbeck;
    • Portret damy – Henry James;
    • Przeminęło z wiatrem – Margaret Mitchell.
  • Literatura polska (klasyka) x 3:
    • Chłopi – Władysław Reymont;
    • LalkaBolesław Prus;
    • Noce i dnie – Maria Dąbrowska.
  • Inne – ile się da 😉 !

Jak widzisz wszystko zgodnie z noworocznym postanowieniem – powrót do klasyki!!!

Ekscytującego lata!!!

Podsumowanie miesiąca – kwiecień 2017

Podsumowanie miesiąca - kwiecień

Czas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Kwiecień to właściwie pierwszy iście wiosenny miesiąc. W tym roku niestety tylko kalendarzowo. Pogodowo było, delikatnie mówiąc, jesiennie, należało więc sobie znaleźć sposób na przetrwanie. A filmy to całkiem niezła alternatywa.

I tak, mój kwiecień był miesiącem filmowy. Mało tego, zdaniem Balwochwalicy Jednej był to czas baaardzo dobrych filmów. Co zaś do książek, to wyczerpałam limit wiosenny z zakresu literatury nazwijmy to umownie faktu. Uczta intelektualna była pierwszej klasy. Sięgnęłam też po pewną nowość… Debiut literacki autorki, pod urokiem której znalazłam się przy okazji jej innej powieści. Przez trzy tygodnie próbowałam dobrnąć do końca pierwszej części… Ile będzie trwało dobrnięcie do końca całości?

Wydarzenia:

Chyba muszę zmienić nieco formułę tych podsumowujących not… Bo co miesiąc w tym miejscu odnotowuję odejście kogoś, kto odgrywał w świecie kultury niemałą rolę. I tym razem, niestety, nie będzie inaczej:

  • Śmierć Zdzisława Pietrasika – krytyka filmowego i teatralnego, skromnej wielkiej osobowość bez następców. Wciąż w pamięci mam jego głos…
Książki:

Kwiecień spędziłam w towarzystwie nieprawdopodobnie inspirującym, co pozwoliło wejść w ten wiosenny sezon z głową pełną myśli nie byle jakich. Zakulisowy świat największych i ich zakulisowe refleksje sprawiają, że człowiek czuje, że żyje na jednym z najlepszych światów. Lista krótka, ale na lata:

  • Dobrze się myśli literaturą – Ryszard Koziołek.
  • Eseje wybrane – Virginia Woolf.
  • Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie – Anna Król.
  • Sztuka powieści. Wywiady z pisarzami z „The Paris Review”.

Polecać te publikacje będę do znudzenia 😉 !

Fabuł zabrakło? Właściwie tak, choć nie taki był plan. Bo sięgnęłam też po pewną obiecującą nowość:

  • Arkadia – Lauren Groff.

Jak wspomniałam zdołałam dobrnąć, zaznaczę, że z wielkim trudem, do końca pierwszej części. Wahając się przy tym kilka raz, czy nie dać sobie spokoju. Ta debiutancka powieść autorki Fatum i furii (której entuzjastką jestem) rozczarowuje… Na razie przynajmniej. Liczę jednak, wciąż uparcie, że może w którymś momencie coś się odmieni, dlatego dalej mam ją pod ręką.

Film:

Tu istny szał 😉 !!! Efekt zarzucenia praktyk serialowych 😉 i głodu. Kolejność alfabetyczna:

  • American Honey – reż. Andrea Arnold, USA, Wielka Brytania, 2106.
  • Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie – reż. Paolo Genovese, Włochy, 2106.
  • Junction 48 – reż. Udi Aloni, Niemcy, USA, Izrael.
  • Komuna – reż. Thomas Vinterbegr, Dania, Holandia, Szwecja, 2106.
  • London Town – reż. Derrick Borte, USA, 2106.
  • Nuestros amaners – reż. Miguel Ángel Lamata, Hiszpania, 2016.
  • Odmienne stany moralności – reż. Matthew Ryan Hoge, USA, 2003.
  • Rosalie Blum – reż. Julien Rappeneau, Francja, 2015.
  • Tallulah – reż. Sian Heder, USA, 2016.

Polecam wszystkie wymienione tytuły! Ze wskazaniem… Mnie zachwyciły dwa obrazy – Dobrze się kłamie i Rosalie. Pierwszy z nich przegadany (moja ulubiona kategoria filmów) pokazuje naszą hipokryzję, to jak bardzo jesteśmy zniewoleni mentalnie przez innych lub jak sami siebie zakładamy kajdany. Drugi, który powstał na podstawie komiksu Camille Jourdy, jest istną ucztą dla oka. Też dla ducha, bo pokazuje, że nie potrzeba za wiele, by pięknie było!

A co do reszty, to opowieść z księgarnią w tle – co może być atutem sporym, a w tym przypadku nie jedynym – daje Nuestros amaners. No i jeszcze American Honey – film, który wymaga cierpliwości i czasu. Nie jest to film dobry, żeby nie powiedzieć nawet, że to film po prostu zły, ale duszne zdjęcia skąpanych w słońcu tańczących ciał w rytm pobudzającej, ale dość sennie płynącej muzyki sprawiły, że poczułam się po seansie beztrosko i lekko.

Muzyka:

Wymagałam tym razem dźwięków utrzymujących wysoki poziom adrenaliny było więc tym razem bardzo à propos (choć przyznam, że to zupełnie nie moja bajka 😉 ):

  • American Honey (Original Motion Picture Soundtrack) – Various Artists.

Podsumowując – kwiecień 2017 był rewelacyjnym czasem. Dającym poczucie przyjemności i radości na wielu poziomach. Dlatego polecam Ci wszystko co znalazło się w powyższym zestawieniu! Sprawdź natychmiast!

Dzień Książki – życie bez książek jest możliwe/ życie bez książek jest niemożliwe*

Światowy Dzień Książki

Poeta to na pewno ktoś

Słuchajcie głosu poety

Choćby ten głos

był cienki jak włos

Jak jeden włos Julietty

Jeśli się zerwie włosek ten

to nasza nudna kula

upadnie w ciemność

Czy ja wiem

albo się zbłąka w chmurach

Słyszycie Czasem wisi coś

na jednym włosku wisi

Dziś włoskiem tym poety głos

Słyszycie

Ktoś tam słyszy**

Hymnu czas

Od dziś powyższy wiersz – Włosek poety Tadeusza Różewicza – nie jest zwykłym wierszem. Jest uroczystą pieśnią pochwalną, światowym hymnem książki UNESCO, autorstwa dwóch polskich twórców, poety – Tadeusza Różewicza i kompozytora – Jana Kantego Pawluśkiewicza. Przyznam, że duma mnie rozpiera, bo że z Polski, ale też dlatego, że odkąd poznałam List do ludożerców Różewicz jest moim ulubionym poetą, stale, niezmiennie, wiecznie, i odkąd poznałam Szaloną lokomotywę, to pokochałam Pawluśkiewicza (który był współtwórcą musicalu wraz z Markiem Grechutą, w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego, na motywach utworu Witkacego) również miłością bezdenną. Dlatego też wybór tych właśnie twórców na autorów hymnu książki jest mi szczególnie bliski.

Dzień Literatury

Światowy Dzień Książki to dla mnie po prostu Dzień Literatury. Bo, powiem za Ryszardem Koziołkiem, „Mam skłonność do przyznawania literaturze rangi najważniejszego składnika kultury. Nic w tym dziwnego, w moim fachu to zawodowa powinność, niczym wiara księdza. Nie wystarcza mi jednak wypełnianie misji, która łączy się z moją profesją. Jestem notorycznym poszukiwaczem dowodów, że literatura to konieczność mówiącego człowieka, który w trosce o biologiczny i społeczny byt musi ulepszać swoją mowę, czyli czytać oraz tworzyć metafory i opowieści”[1].

Dlatego dziś pozwolę sobie na refleksję na temat istoty i sensu…

Istota

Dla Koziołka, jak zauważa Łukasz Żurek, literatura jest rodzajem laboratorium, w którym przeprowadza się podczas lektury eksperymenty egzystencjalne, emocjonalne oraz polityczno-społeczne. „Dzięki niej intensyfikujemy nasze doświadczenie rzeczywistości, uprzytamniamy sobie naszą jednostkowość, przestajemy się gapić i zaczynamy zauważać życie. Jak to jednak w laboratorium bywa, czasem połączenie jednego składnika z drugim doprowadza do sytuacji niekontrolowanych, do wybuchu. […] Co ważne, zdaniem Koziołka tych ciemnych afektów pojawiających się przy lekturze nie sposób usunąć, bo wówczas nie bylibyśmy zdolni do przeżywania literatury, do przejmowania się nią i do ćwiczenia się we wspomnianych eksperymentach”[2].

Życie a egzystencja

O egzystencjalnej wadze literatury mówił też już Michał Paweł Markowski w swojej książce Życie na miarę literatury[3], która jest manifestem, wyrażeniem poglądów badacza na temat literatury, jej sensu, źródeł, celów oraz na temat życia i egzystencji. Bo autor tych dwóch pojęć nie traktuje synonimicznie. Nie tylko je różnicuje, ale i wartościuje.

Życie według Markowskiego jest bytowaniem wyznaczanym przez biologię ciała i okoliczności. Życie samo w sobie nie ma sensu. Egzystencja zaś jest „spożytkowaniem” życia, nadawaniem znaczeń[4]. Literatura jest sposobem radzenia sobie ze światem, zatem jest wyrazem egzystencji. Niczym Marksistowskie opium dla mas… Tak, dla Markowskiego literatura jest środkiem uśmierzającym, który umożliwia być w świecie. Ona to nadaje temu byciu sens. Badacz, tak jak Augustyn twierdził, że czytanie jest czynnością sensotwórczą, uważa, że życie bez literatury po prostu nie ma sensu.

O kolejnych bałwochwalców literatury nie trudno. Dla Grzegorza Jankowicza fundamentem świata jest właśnie literatura.

Myślimy to tym, co przeczytaliśmy. Wyobrażamy sobie świat, do którego zostaliśmy zaproszeni. Nadajemy mu kształt. Meblujemy go po swojemu. Przy tym cały czas poruszamy się w naszej rzeczywistości, która wygląda już jednak nieco inaczej, a przynajmniej inaczej nam się jawi. Zaszła bowiem zmiana: najpierw w nas – dzięki literaturze, a potem w świecie – za naszą sprawą.

I wtedy budzi się w nas potrzeba rozmowy. Jest to potrzeba tak silna, tak intensywnie odczuwana, że nie sposób jej zignorować. Czytanie powoduje, że chcemy rozmawiać o literaturze i o reszcie świata, przy czym resztę należy tu rozumieć dosłownie: jako coś, co zostaje, gdy odejmiemy od rzeczywistości jej istotną część, gdy usuniemy spod niej fundament, na którym się wspiera. Tak, tak, właśnie to chcę powiedzieć: fundamentem świata jest według mnie literatura[5].

Dać szansę

Zrobiło się bardzo poważnie. Śmiertelnie poważnie. Ale przecież nie o błahostkę chodzi. Chodzi o coś najcenniejszego co mamy. Chodzi o nasze życie, więc o sprawę najcięższej wagi. Co oczywiście wcale nie znaczy, że nie może być lżej. To jednak pokazuje, uświadamia, że czytanie – obcowanie z literaturą – jest czynnością mającą ogromną moc sprawczą, mającą imponujący na człowieka wpływ, oddziałującą na jego egzystencję w sposób wręcz zadziwiający, nawet jeśli jest tylko codzienną przyjemnością, bo przecież, jak twierdziła Wisława Szymborska „czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła”, oczywiście pod warunkiem, że damy literaturze, a przede wszystkim sobie szansę.

Literacka prawda

Można do sprawy podejść tak jak Julian Barnes, który, odpowiadając niejako na pytanie Sartre’a Czym jest literatura?[6], stwierdził, że literatura to „[…] najlepszy sposób mówienia prawdy; literatura to proces budowania wielkich, pięknych, dobrze uporządkowanych kłamstw, które mówią więcej prawdy niż dowolne zestawienie faktów. Poza tym literatura jest wieloma rzeczami, takimi jak zachwyt, zabawa, język; jest również zadziwiająco intymnym sposobem komunikowania się z ludźmi, których nigdy się nie spotka”[7].

Podczas czytania, Virginię Woolf zewnętrzny świat w ogóle nie obchodził, dla niej książka „jakby wcale nie była książką, lecz częścią […] pejzażu, jakby to, co czytam, nie zostało wydrukowane, oprawione czy zszyte, ale stanowiło wytwór drzew, pól i upału letniego dnia, jakby było powietrzem, które w pogodne poranki opływa obrysy przedmiotów”[8]. W jednym ze swych esejów wyznała:

[…] jeśli zamykam książkę, to dlatego, że nasyciłam już umysł, nie dlatego, że wyczerpałam skarbnicę[9].

Książki mogą też być, jak dla dziewczyn z bloga Niespodziegadki, „[…] ulubionym środkiem lokomocji. Te niepozorne, papierowe samolociki pozwalają nie tylko na podróże w czasie i przestrzeni, ale także na zaglądanie w głąb ludzkich umysłów i patrzenie na świat cudzymi oczami”[10].

Podsumowując, można powiedzieć, że czytać po prostu warto, bo gdy „się ktoś zaczyta, zawsze się czegoś nauczy, albo zapomni o tym, co mu dolega, albo zaśnie – w każdym razie wygra…” jak rzekł Henryk Sienkiewicz. Ale…

Mądre czytanie

Koziołek nie ubolewa nad polskim nieczytaniem (które kolejny raz potwierdziły wyniki badań Biblioteki Narodowej za rok 2016), bo wie, że literatury po prostu nic nie zastąpi, tylko ubolewa nad brakiem wspólnoty czytania[11], ja natomiast ubolewam nad czytaniem jako takim, bo jestem entuzjastką czytania mądrego, żarliwego a nie naiwnego, po prostu jestem propagatorką bycia świadomym czytelnikiem.

„Zindywidualizowana, monadyczna i nomadyczna lektura”[12], jako nowy sposób lektury, bardzo mi odpowiada, pozwala iść swoją drogą, ale niech ta droga nie będzie przypadkowa, pozbawiona znaczeń, niech nie będzie trywialna i nic nie warta! Niech przyświeca nam tu szalona myśl Magdaleny Samozwaniec:

Dobra książka to rodzaj alkoholu – też idzie do głowy.

*Parafraza fragmentu wiersza Tadeusza Różewicza Bez z tomu Płaskorzeźba z 1991 roku.

**Tadeusz Różewicz, Włosek poety, w, Uśmiechy, Wrocław 1955.


[1] Ryszard Koziołek, Dobrze się myśli literaturą, Wołowiec 2016, s. 7.

[2] Łukasz Żurek, Praktyka filologiczna. Wokół książki „Dobrze się myśli literaturą” Ryszarda Koziołka, http://kulturaliberalna.pl/2016/02/16/lukasz-zurek-recenzja-dobrze-sie-mysli-literatura-ryszard-koziolek/, dostęp 22.04.2017.

[3] Michał Paweł Markowski, Życie na miarę literatury, Kraków 2009.

[4] Jolanta Prochowicz, Literatura a sens życia, „Znak” 2010, nr 658, http://www.miesiecznik.znak.com.pl/6592010jolanta-prochowiczliteratura-a-sens-zycia/, dostęp 22.04.2017.

[5] Grzegorz Jankowicz, Życie na poczytaniu. Rozmowy o literaturze i reszcie świata, Wrocław 2016.

[6] Jean-Paul Sartre, Czym jest literatura? Wybór szkiców krytycznoliterackich, Warszawa 1968.

[7] Sztuka powieści. Wywiady z pisarzami z „The Paris Review”, Wrocław 2016, s. 48.

[8] Virginia Woolf, Eseje wybrane, Kraków 2015, s. 8.

[9] Ibidem, s. 18.

[10] Niespodziegadki, http://niespodziegadki.pl/o-nas/, dostęp 22.04.2016.

[11] Koziołek, op. cit., s. 18.

[12] Ibidem.

Garść refleksji – o sprawach okołoksiążkowych

Garść refleksji - o sprawach okołoksiążkowychDziś garść refleksji Bałwochwalicy Jednej o tym i o tamtym!

Kanon lektur, biblioteki, księgarnie, cena książki to tematy, o których ostatnio dużo się mówi. I są to zagadnienia od lat mi bliskie. Dlatego teraz, niejako sprowokowana, postanowiłam dać upust swoim myślom na ten temat.

Cena książki

Zacznę od końca. Tu wszystko zależy od punktu siedzenia i racjonalności myślenia. Można dodać, że też od zasobności sakwy i stosunku do mamony. Niestety, trudno dojść do jakiegoś konsensusu. Jeden chce jak najtaniej kupić, drugi jak najdrożej sprzedać. Czy przy tym konflikcie interesów możliwe jest porozumienie? Odrobina dobrej woli i…

Słowa te piszę z pozycji rozkroku. Bo jestem czytelnikiem, a raczej molem książkowym i zbieraczem książek, ale także w pewnym sensie twórcą. Ten rozkrok nie jest wygodną pozycją. Z jednej strony chcę wydać jak najmniej, a z drugiej zarobić jak najwięcej. Czy to musi się wykluczać? Może trochę zrozumienia wystarczy i racjonalności myślenia?

Punk widzenia czytelnika jest jasny i widoczny dla każdego. Sprawa nie jest natomiast tak wyraźna jeśli chodzi o twórców. Kto ma na uwadze proces powstawania książki? Droga od jej napisania do sprzedaży jest bardzo długa. Po drodze zaś sztab ludzi (autor, wydawca, redaktor, korektor, ilustrator, projektant, grafik, drukarz, sprzedawca itp., itd.) zaangażowanych, by trafia w końcu w ręce czytelnika… Czy więc biorąc to pod uwagę i wydając około 50 złotych na książkę, powiemy, że to dużo? Porównajmy tę cenę z cenami innych towarów. Czy jest wygórowana? Nie sądzę, że ktoś w tym momencie powie TAK. Dajmy więc żyć każdemu, podajmy sobie ręce i miejmy na uwadze, że działamy przecież we wspólnym interesie, że dbamy o wspólne dobro!

Czytelnikom, którzy książki nie tylko czytają, ale i je zbierają, czyli takim jak ja, pozostaje nieco się zreflektować, bo nikt ich/ nas nie chce okraść, i wyrobić sobie nawyk mądrego kupowania! By mania posiadania prymu nie wiodła. By dać sobie czas, przemyśleć, zanalizować i z całej masy wybrać perełkę.

Księgarnie

W związku z powyższym, przechodząc płynnie do kolejnego zagadnienia – księgarń – postuluję rozważyć możliwość wybierania tych skrupulatnie przez nas wybranych rarytasów w małych księgarniach, zwanych kameralnymi, w których często właściciel jest sprzedawcą, a każdy sprzedawca najczęściej znawcą. Wydawanie pieniędzy na owe perełki, na coś czego naprawdę pożądamy, w takim miejscu, w takich okolicznościach przyrody jest czystą przyjemnością. Stanowi ucztę dla ducha i też dla ciała, bo zapewnia niektórym chleb.

Biblioteki

Dużo mówi się też o bibliotekach, niestety w kontekście ich likwidacji. Kwestia zasobów bibliotecznych też jest pretekstem do głoszenia opinii, iż biblioteka nie ma racji bytu.

Zżymam się zawsze, gdy słyszę jak ktoś narzeka, że nie ma w bibliotece nowości (jeśli już są, to w śladowych ilościach). Jakim sposobem, jakim cudem mają być? Nowości dziś są takie, jutro inne… Nie ma możliwości, by którąś bibliotekę było stać finansowo i powierzchniowo, choćby w niewielkim nawet stopniu, na dotrzymanie kroku zalewowi wydawniczemu!!! Musi wybierać z całej masy i mieć na uwadze, że masy tej z każdym dniem tylko przybywa. Mało tego, masy w większości wątpliwej wartości, o której jutro już nikt nie będzie pamiętał.

Nowości są w księgarniach, w bibliotekach zaś teksty, które przetrwały próbę czasu i są często już nie do nabycia. Wydawnictwa zajmują się zwykle wydawaniem tego, co jeszcze nie ujrzało światła dziennego, nie wznawiają wielu dzieł, które dziś możemy znaleźć albo w antykwariacie, albo na regale u wujka czy dziadka, albo w bibliotece właśnie. A że stare, że zniszczone, to co? Najważniejsze, że są i że możemy z nich skorzystać. Czy robienie miejsca na bibliotecznej półce na nowości o wartości w najlepszym wypadku chwilowej nie przeczy istocie biblioteki?

Kanon lektur

I jeszcze jedno. Ważne, jeśli nie najważniejsze – kanon lektur czyli podstawa programowa! Nie chodzi mi tu o to jaka będzie, ani o to jaka jest, ale o zastanowienie się czym w ogóle być powinna… Do refleksji tej nie skłoniło mnie ostatnie zamieszanie w związku z reformą oświaty, ale zasłyszana opinia, według której winę za niski poziom czytelnictwa w Polsce ponoszą listy lektur z podstawy programowej (nie tej czy tamtej, ogólnie), to, że zamiast „fajnych” pozycji, po które uczniowie z chęcią by sięgali, jest niezrozumiała klasyka literatury polskiej z elementami klasyki literatury powszechnej, bo rolą szkoły nie może być zadręczanie i zniechęcanie kolejnych pokoleń do książek, tylko ukazanie przyjemności z czytania. Hm…

Sprawa nie wydaje mi się aż tak prosta! Ryszard Koziołek jest zdania, że nie w kanonie leży „przyczyna rozczarowania rolą szkoły w kreowaniu społeczeństwa czytelników”, tylko w marginalizowaniu czytania literatury – tego czasochłonnego procesu. „Uniwersytet skoncentrował się na produkcji wiedzy o literaturze i nowych narzędzi teoretycznych. A szkoła skupia się więc na pragmatycznej funkcji przygotowania do egzaminu. W efekcie czytanie jawi się jako luksus dla emerytów i bezrobotnych”[1].

Celem lekcji języka polskiego jest znajomość polskiej tradycji literackiej z elementami europejskiej i kontekstów kulturowych! Oprócz tego, oczywiście też, bez dwóch zdań, wyrabianie gustów, poczucia smaku estetycznego i właśnie nawyku czytania, zaszczepianie miłości do literatury.

To jednak, nawet zdaniem Koziołka, który jest entuzjastą nie tylko literatury popularnej, ale i  „zindywidualizowanego, monadycznego i nomadycznego”[2] czytania, na pewnej podstawie, czyli na podstawie pewnego zestawu tekstów klasycznych, uznanych za wzór, zestawu tekstów kultury podstawowych dla danego kręgu kulturowego, czyli dzieł tak zwanego kanonu, a nie na podstawie tekstów popularnych. 

I na straży tego, wydaje mi się, musi stać szkoła. To wydaje mi się jej misją. I tego chyba nie może zmienić żadna reforma oświaty, to chyba musi uwzględniać każda podstawa programowa, każdy nauczyciel, od którego najwięcej zależy (poza rodzicami), od jego predyspozycji, umiejętności, od tego jaką metodę sobie wybierze, jak bardzo się zaangażuje, ile z siebie da, by cele w zakresie wiedzy, umiejętności, postaw osiągnąć…

Tyle, choć długo by można jeszcze mówić…


[1] Ryszard Koziołek, Milena Rachid Chehab, Do czego służy kanon lektur szkolnych, „Gazeta Wyborcza”, opublikowano 05.12.2014, http://wyborcza.pl/1,75410,16145447,Do_czego_sluzy_kanon_lektur_szkolnych.html, dostęp 14,04.2017.

[2] Ibidem.