Podsumowanie roku 2018

Czas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie roku!!!

Rok 2018 to już przeszłość!!! Zespół Bałwochwalnii w składzie jednoosobowym spojrzał więc wstecz na rzeczy przeczytane, obejrzane, usłyszane, wydarzone w ciągu ostatnich 365 dni i na efekt nie trzeba było długo czekać…

WYDARZENIA

Pod tą częścią zapewne podpisałoby się wiele osób, bo pewne rzeczy choć subiektywnie odbierane, to są doświadczeniem wspólnym.

Straty:

  • Odejście istotnych nie tylko dla świata kultury osobistości – Ursula K. Le Guin, Lidia Ostałowska, Dolores O’Riordan, Miloš Forman, Philip Roth, Joanna Kulmowa, Robert Brylewski, Kora, Tomasz Stańko, Edward Dwurnik, Bernardo Bertolucci, Ludmiła Aleksiejewa, Kazimierz Kutz, Amos Oz.
  • Koniec „Zeszytów Literackich”, kwartalnika, który ukazywał się od 1982 roku.
  • Zamknięcie „Dwutygodnika”, najpopularniejszego internetowego pisma o kulturze.

I to, co radość dało:

  • Złota Palma za reżyserię dla Pawła Pawlikowskiego za film Zimna wojna.
  • Międzynarodowa Nagroda Bookera dla Olgi Tokarczuk za powieść Bieguni.
LITERATURA, KINO, MUZYKA

Poniżej zestawiam (kolejność alfabetyczna) słowa, obrazy, dźwięki, które dostarczyły w roku 2018 najwięcej emocji, doznań, które zapisały się we mnie i towarzyszyły mi przez kolejne „grudnie, maje”.

Książki roku

  • Koala – Lukas Bärfuss, Wydawnictwo Ossolineum, 2017.
  • Lincoln w bardo – George Saunders, Wydawnictwo Znak, 2018.
  • Zapiski z domu wariatów – Christine Lavant, Wydawnictwo Ossolineum, 2017.

Filmy roku

  • Wieża. Jasny dzień – reż. Jagoda Szelc, Polska, 2017.
  • Zimna wojna – reż. Paweł Pawlikowski, Francja, Polska, Wielka Brytania, 2018.

Płyty roku

  • Przewijanie na podglądzie – Król, Agora, 2018.
  • Tam mi się nie chce – Mikromusic, Agora, 2017.

Podsumowując – rok 2018 to czas książek, słów, dźwięków, obrazów wyjątkowych, które w egzystencji BJ wyryły się, co znaczy, że pozostaną na długo.

Niestety, koniec roku to też czas wyrzutów sumienia, niespełnionych obietnic, niezrealizowanych planów… Ale o tym słowa teraz więcej nie rzeknę, by cieszyć się szklanką do połowy pełną, bo ta zawartość, to dobro i piękno, istotność i szlachetność.

Podsumowanie miesiąca – grudzień 2018

Podsumowanie miesiąca - grudzieńCzas na Bawłochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy/ Jeszcze któregoś rana odbijemy się od ściany/ Jeszcze wiosenne deszcze obudzą ruń zieloną/ Jeszcze zimowe śmiecie na ogniskach wiosny spłoną/ Jeszcze w zielone gramy, jeszcze wzrok nam się pali/ Jeszcze się nam pokłonią ci, co palcem wygrażali/ My możemy być w kłopocie, ale na rozpaczy dnie/ Jeszcze nie, długo nie […].

– Wojciech Młynarski Jeszcze w zielone gramy

Chyba stanie się tradycją, rozpoczynanie grudnia słowami Wojciecha Młynarskiego… Grudzień to taki dla mnie szczególny miesiąc! Feeria barw i fajerwerków, radości i śmiechu, już tylko krok dzieli od nowego, niosącego nadzieję na… nie wiadomo co, obietnicę, że góry będzie można przenosić, choć trudno pozbyć się myśli o schyłkowości, żalu za czasem, który nie chce się zatrzymać, za tym, że coś odchodzi, że coś się kończy. I w jednej chwili chcesz się radować, i w tej samej chwili czarna rozpacz ogarnia…

To czas rozliczeń, wyrzutów sumienia, niespełnionych obietnic, niezrealizowanych planów… Na szczęście szybko do człowieka dociera, że już za chwil kilka znów dane mu będzie sięgać nieba – bo idzie nowe, pełne niespodzianek, oczekiwań, nadziei, obietnic, planów, przedsięwzięć, postanowień, pewności, że nadejdzie piękniejsze, bogatsze, istotniejsze, że idzie czas spełnienia.

Wydarzenia
  • Kazimierz Kutz – 16 lutego 1929 – 18 grudnia 2018.
  • Amos Oz – 4 maja 1939 – 28 grudnia 2018.
Książki

Grudzień nie był czasem sprzyjającym lekturze. Chaos, który zagościł sprawił, że chwil na przyswajanie słów pisanych było niewiele.

  • Nasze małżeństwo – Tayari Jones – opowieść o relacji dwojga ludzi – swoiste studiu małżeństwa, a uszczegóławiając, jego rozpadu; dobra proza, wciągająca, pozostawiająca po sobie poczucie przyjemnie spędzonego czasu, ale i, niestety, niespełnienia.
  • Ostępy nocy – Djuna Barnes – kultowe dzieło modernizmu z roku 1936 w końcu ukazało się w języku polskim; tę szczególną publikację jeszcze doczytuję, a przede mną jej przetrawienie, domyślenie, tymczasem odsyłam do artykułu Olgi Byrskiej w „Małym Formacie”.

Był też audiobook (w interpretacji Laury Breszki):

  • Obsesyjna miłość – Elena Ferrante – debiut autorki Genialnej przyjaciółki (zekranizowany przez Maria Martonego w 1995 roku); historia kobiety, która usiłuje rozwikłać tajemnicę nie tylko życia, ale i śmierci swej matki; wnikliwa opowieść o relacjach dwóch kobiet skąpana we włoskim klimacie; nieco nużąca, ale zdradzająca pasję autorki i zapowiadająca to, co najlepsze w pisarstwie Ferrante.

Co uznaję za lekturę obowiązkową? Oczywiście bez dwóch zdań Ostępy nocy!!! Ukazanie się tej powieści w polski tłumaczeniu to niewątpliwie wydarzenie.

Film

Nie był to też miesiąc filmowy jeśli chodzi o mnogość tytułów, ale trafiłam na coś, co pozostało we mnie!

  • Moja szczęśliwa rodzina – reż. Nana Ekvtimishvili, Simon Groß, Francja, Gruzja, Niemcy, 2017 – historia żyjącej w gruzińskim patriarchalnym społeczeństwie kobiecie, która nie godzi się na zaistniały stan rzeczy i postanawia zawalczyć o siebie; nieoczywista, zaskakująca i wyciszona opowieść, która porusza i nakłania do refleksji.

Podsumowując – grudzień roku 2018 zapisze się w pamięci BJ pod hasłem amerykańskiej prozy prawie sprzed wieku – do odkrywania, do doświadczania.

Chciałoby się więcej bodźców, ale niekiedy nadchodzi czas, że umysł i dusza odwracają się tyłem i mówią: dość. I nie ma wyjścia, trzeba ten bunt przeczekać…

Podsumowanie miesiąca – październik-listopad 2018

Czas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Serię podsumowujących not czas zacząć.

Na początek kwestie zaległe. Te zestawiające październikowe i listopadowe doznania estetyczne. Zatem dziś znów podwójne wydanie!

Październik

Czas zabaw, eksperymentów…

[…] bo najciężej jest ruszyć. Nie dojść, ale ruszyć. Dać ten pierwszy krok. Bo ten pierwszy krok nie jest krokiem nóg, lecz serca. To serce najpierw rusza, a dopiero nogi za nim zaczynają iść. A na to nie tylko trzeba siły, ale i przeznaczenia, żeby przemóc serce i powiedzieć, to ruszam.

– Wiesław Myśliwski Widnokrąg

Książki
  • Psy rasy drobnych – Olga Hund, Korporacja Ha!art, 2018 – zbiór lapidarnych scen z życia kobiet na oddziale psychiatrycznym, widzianego oczami współuczestniczki zbiorowej apatii – rozbudza apetyt, ale niestety, pozostawia po sobie niedosyt i poczucie niespełnienia, ale chyba nie mogło być inaczej po doświadczeniu mistrzowskich Zapisków z domu wariatów Christine Lavant.
  • Seans w Domu Egipskim – Maryla Szymiczkowa (Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński), Znak, 2018 – trzeci tom z serii kryminałów retro o tropiącej zbrodnie profesorowej Szczupaczyńskiej – rok 1898, Kraków, zaćmienie księżyca, seans spirytystyczny w Domu Egipskim, w którym uczestniczą między innymi przybyły wcześniej do miasta Stanisław Przybyszewski, istny Szatan, i niezrównana profesorowa, której status zacnej żony profesora uniwersytetu nie zadowala, która tylko czeka, by przytrafiła się zbrodnia–zabawa pierwszej klasy, przynajmniej dla tych, którzy nie są koneserami gatunku!
  • Pierwszy bandzior – Miranda July, tł. Łukasz Buchalski, Pauza, 2018 – pozornie opowieść o zdesperowanej, sfrustrowanej i pełnej natręctw czterdziestolatce, w istocie zaś satyra na społeczeństwo najogólniej mówiąc – powieść nie dla każdego, dla otwartych na niekonwencjonalną grę, bo to powieść osobliwa, który wymaga od odbiorcy podporządkowanie się regułom wyznaczonym przez autorkę.
Film
  • Droga do szczęścia – reż. Sam Mendes, USA, Wielka Brytania, 2008, na podstawie powieści Richarda Yatesa Droga do szczęścia – opowieść o poczuciu niespełnienia i marzeniach, dzięki którym łapie się pion, niestety, tylko na chwilę, gdyż sen o nowym początku szybko okazuje się mrzonką – przejmujący film (ze wspaniałym aktorstwem) dla gotowych przyjąć okrutną prawdę, pozbawiający złudzeń tuż po tym jak zaaplikuje sporą dawkę nadziei na spełnienie.
Muzyka
  • Marginal – Pablopavo i Ludziki – Paweł Sołtys niczym wino… penetrując nowe rejony, dojrzewa i pozostaje sobą; wydając płytę d-y-s-k-o-t-e-k-o-w-ą, płytę vintage, zrobił to w taki sposób, że bez poczucia zażenowania można wkroczyć na parkiet albo zaszlochać, zasłuchać się, zadumać.

Listopad

Czas spleenu…

Andżelika wie, jak powinien myśleć normalny człowiek. Przez całe życie obserwowała swoje otoczenie i starannie układała w pamięci to, co mówią i robią inni. Próbowała ich potem naśladować, upodobniać się, ale jakoś nigdy się to nie udawało. Andżelika wie, że wypada lubić lato i nie cierpieć jesieni, ale i tak oddycha z ulgą za każdym razem, kiedy zaczyna się listopad.

– Majgull Axelsson Dom Augusty

Książki
  • Guwernantka – Vladimír Macura, tł. Olga Czernikow, Michał Kunik, Amaltea, 2018 – oparta na biografii czeskiego poety i filologa dwugłosowa historia relacji małżonków (on, podstarzały wdowiec, poeta, zacny profesor literatury słowiańskiej z gromadką dzieci, ona,młoda wykształcona i ambitna kobieta z głową pełną marzeń, której przyszło być w istocie guwernantką) na tle Wrocławia doby burzliwych czasów – przejmująca opowieść o mijaniu się, niezrozumieniu, zniewoleniu.
  • O dziewczynce, która bawiła się w Boga– Dan Lungu, tł. Radosława Janowska-Lascar, Amaltea, 2016 – wbrew temu, co może sugerować tytuł, to opowieść o zjawisku naszych czasów – o eurosieroctwie; dwugłosowa(matki i córki) opowieść o rumuńskiej rodzinie, którą dotknęła emigracja zarobkowa – bolesna publikacja, która demaskuje, zawstydza, kłuje, która pozbawia poczucia komfortu, wyrywa z samozadowolenia, oskarża, która otwiera oczy, uświadamia, która pyta o godność człowieka;  majstersztyk.
  • Chochoły – Wit Szostak, Powergraph, 2018 (I wydanie ukazało się w roku 2010 nakładem oficyny Lampa i Iskra Boża) –pierwsza część trylogii krakowskiej; historia wielopokoleniowej rodziny Chochołów, zamieszkującej krakowską kamienicę jest w istocie opowieścią o polskiej tożsamości, o nas –  zachwycająca, napisana pięknym językiem, nieco niedzisiejszym, proza, pełna ciągnących się w nieskończoność opisów, do celebracji.
Film
  • Bohemian Rhapsody – reż. Bryan Singer, USA, Wielka Brytania, 2018 – pełna zrozumienia, subtelności,wrażliwości opowieść o człowieku (monady poszczególnej – Freddie’ego Merkure’go, pochodzącym z Persji londyńczyku, który porwał tłumy), który nie mieścił się w schematach, który łamał tabu – opowieść nieco uładzona, z pominięciem tematów kontrowersyjnych, ale porywająca dla kogoś, kto nie był psychofanem zespołu i dla tych, których muzyka ma we władaniu.
Muzyka
  • Queen– podróż sentymentalna.
  • Mi – Tęskno – debiutancki album polskiego duetu (Hania Rani i Joanna Longić); hipnotyzująca, pełna fantazji,tęsknoty, melancholii, lekkości, minimalizmu muzyka, nienachalna, płynąca swoim nurtem, nieco pod prąd – dla tych, którzy mają ochotę zatracić się na kilka chwil w dźwiękach otulających.
  • Odyseja – Maja Kleszcz – nowa odsłona artystki, która słynie z odważnych wyborów; tym razem mamy do czynienia z eksperymentem z muzyką elektroniczną i popem – wciąż jednak to Maja Kleszcz,którą dobrze się zna, z Kapeli ze Wsi Warszawa, z incarNations czy z muzyki teatralnej.

Podsumowując – ech, cóż to był za czas… Pełen poszukiwań estetycznych, doznań tak różnych, że aż niemożliwych. Więcej o poszczególnych podróżach z czasem opowiem w osobnych notach. Proszę o cierpliwość, a będzie dane. Albo po prostu zaufaj i sięgnij po słowa, obrazy, dźwięki, o których wspomniałam powyżej.

Podsumowanie miesiąca – sierpień-wrzesień 2018

Czas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Dziś podwójne wydanie!

Sierpień

[…] Powietrze lepkie i gęste, wilgoć osiada na twarzach/ Ptak smętnie siedzi na drzewie, leniwie pióra wygładza/ […] A słońce wysoko, wysoko świeci pilotom w oczy/ Ogrzewa niestrudzenie zimne niebieskie przestrzenie

[…] Przez okno patrzę znużona, z tęsknotą myślę o burzy/ A słońce wysoko, wysoko świeci pilotom w oczy/ Ogrzewa niestrudzenie zimne niebieskie przestrzenie

– Kora Krakowski spleen

Niezapomniany czas. Lato, wakacje, słońca pod dostatkiem, bez deszczu, bez wiatru. Lekkość, radość, śmiech… Bo zaraz przyjdzie płakać, ale jeszcze nie teraz…

Książki

Sierpień BJ pod względem czytelniczym był pełen emocji, choć tytułów za wiele nie było. Pojawiła się tylko jedna tegoroczna nowość – bardzo mocny debiut flamandzkiej autorki. Resztę stanowiły nowości sprzed lat, niekiedy i dekad, które przetrwały próbę czasu (dwie z nich zdobyły prestiżowe nagrody literackie):

  • Kocie oko – Margaret Atwood, Wielka Litera, 2018 – o tej powieści jest już osobna nota, przypomnę więc tylko, że to historia o chłopczycy konfrontującej swe marzenia – o przyjaciółkach, sukienkach – z rzeczywistością, próbującej dostosować się do wymogów otoczenia, że to opowieść o traumie dzieciństwa i jego pokłosiu, o dojrzewaniu i poszukiwaniu własnej tożsamości, o bezwzględnych, wyrachowanych oprawcach, istnych diabłach wcielonych w pozornie urocze, dobrze wychowane dziewczynki, które zdeterminowały życie kobiety, które naznaczyły swoją obecnością całą jej przyszłość, której pamięć o przeszłości uniemożliwia bycie sobą.
  • Kroniki portowe – Annie Proulx, Rebis, 2007, tł. Paweł Kruk – kultowa powieść, która zdobyła Nagrodę Pulitzera i National Book Award, o której po latach przypomniano polskiemu czytelnikowi za sprawą nowego tłumaczenia (Jędrzeja Polaka), co zmusza niejako bałwochwalców literatury do skonfrontowania starego z nowym. Narracja powolna, senna, melancholijna. Bez brawury, bez fajerwerków. Powieść do celebrowania procesu lektury. Więcej o tej kultowej prozie wkrótce w osobnej nocie. Proszę o cierpliwość, a będzie dane. Albo po prostu zaufaj i sięgnij po książkę.
  • Poczucie kresu – Julian Barnes, Świat Książki, 2018 – powieść zaskakująca, kunsztowna, uhonorowana Nagrodą Bookera, która obnaża ludzką naturę, to z jaką łatwością, wręcz instynktownie, człowiek „przystosowuje” rzeczywistość do swoich oczekiwań i wyobrażeń dla tak zwanego świętego spokoju, obnaża naturę pamięci, to z jaką łatwością człowiek usuwa z niej to, co niewygodne. Więcej o tej istotnej prozie wkrótce w osobnej nocie. Proszę o cierpliwość, a będzie dane. Albo po prostu zaufaj i sięgnij po książkę.
  • Szpadel – Lize Spit, Marginesy, 2018 – bezwzględna i brutalna, a przy tym chłodna i zdystansowana opowieść o przyjaźni, zazdrości, zemście, o dorastaniu, okrutnym, kładącym się cieniem na całej przyszłości. Więcej o tej mocnej prozie wkrótce w osobnej nocie. Proszę o cierpliwość, a będzie dane. Albo po prostu zaufaj i sięgnij po książkę.

Sierpień BJ przemierzała uzbrojona w Szpadel, z Poczuciem kresu i Kocim okiem w kieszeni i te powieści uznaje za lektury warte uwagi. Barnes i Atwood w tych odsłonach cenni, zaś Spit swoim debiutem tylko rozbudza apetyt.

Kroniki portowe do czytania stale, wciąż. Bez pośpiechu, bez hałasu, bez jazgotu. Idealne na długie jesienno-zimowe wieczory, idealne, by się wyłączyć.

Film

To nie był czas filmowy, ale dwa obrazy, skrajnie różne, wejdą do prywatnego kanonu BJ:

  • Blue Jay – reż. Alex Lehmann, USA, 2016 – BJ rodzaj kina – czarno-biały, kameralny, oszczędny, przegadany, niespieszny, pozbawiony akcji, istna psychodrama na dwa głosy na temat spraw podstawowych i najistotniejszych.
  • Mamma Mia! Here We Go Again! – Ola Parker, USA, 2018 – lekki, zabawny, inteligentny, pełen werwy i optymizmu.

Blue Jay – must see!

Podsumowując – sierpień roku 2018 przeminął BJ wśród everymanów, zwyczajnych ludzi zmagających się z codziennością, która za nich nie chce być łaskawa. Wciąż wystawiani na próbę, muszą zawalczyć o sobie, by móc iść dalej. W towarzystwie zawsze raźniej i łatwiej…

Wrzesień

Jutro zaczyna się wrzesień. Boże! Opadła na mnie nagle daremność i przemijanie moich dni i chciałam zacząć krzyczeć w bezsilnej furii na beznadziejne, nieuniknione przemijanie sekund, dni i lat.

– Sylvia Plath Dzienniki 1950-1962

Wrzesień to taki przejściowy miesiąc, bo wprawdzie lato wciąż trwa, ale już jakby jesień. BJ potrzebowała kilku chwil, by się przestawić, oswoić, zaakceptować, polubić, poczuć w tym nowym nadchodzącym dobrze, jak u siebie. Potrzebowała więc czegoś mocnego! I znalazła coś takiego!

Książki

Wydawnictwa urządziły wrzesień bałwochwalcom literatury. BJ poprzestała na dwóch nowościach. Pierwsza zachwyciła, druga zmęczyła:

  • Lincoln w bardo – George Saunders, Znak, 2018 – wszelkie informacje, które wyjaśniają cóż to za dzieło nie zachęcały BJ. Nęcący był jednak fakt, że istotne jest tu „jak?”. BJ zasiadła więc i przepadła. W tym przypadku forma niesie treść. Lektura ta uświadamia czego brak w literaturze współczesnej (najnowszej), pomijając oczywiście literaturę gatunkową – metafizyki! Autor przekracza tu wszelakie granice! Literatury pięknej i użytkowej, rodzajów i gatunków literackich, i wreszcie (!!!) porządków, światów właśnie – znanego i nieznanego, racjonalizmu i duchowości. Więcej o tej wyjątkowej prozie wkrótce w osobnej nocie. Proszę o cierpliwość, a będzie dane. Albo po prostu zaufaj i sięgnij po książkę.
  • Widzi mi się – Zadie Smith – BJ zupełnie nie po drodze z tą twórczością. Starała się, podchodziła kilka razy. Z każdą książką Zadie Smith ma ten sam kłopot. Konsternację wywołały Białe zęby, Londyn NW też. Jedynie powieść O pięknie przekonała i zachwyciła, choć nie bez „ale”. Miała nadzieję, że Swing Time zachwyci bez „ale”. Niestety… Może więc najnowszy zbiór esejów? Spodobał się co prawda pomysł, by tom odczytać „jako pamiętnik, zapis autentycznych zdarzeń i nie mniej szczerych refleksji autorki nad nimi. Pamiętnik złożony z esejów pisanych przy różnej okazji i na różne tematy, ale z pewnością niebanalnych i nie udawanych”[1], ale niestety, nie wystarczył, by dobrnąć do końca. Nie tym razem! Może kiedyś wrócę.

BJ odsłuchała też znanej powieści w interpretacji Marcina Popczyńskiego:

  • Regulamin tłoczni win – John Irving, Prószyński i S-ka., 2015 – przejmująca opowieść o wchodzeniu w świat, które ukształtuje osobowość i pogląd na świat.

Co BJ uznaje za lekturę obowiązkową? Bez dwóch zdań Lincolna w Bardo!

Film

We wrześniu BJ udało się obejrzeć kilka filmów o wspólnym mianowniku – wszystkie bowiem tytuły dotykają literatury, niestety, nie było to kino porywające, zapadające w pamięć:

    • Księgarnia z marzeniami – reż. Isabel Coixet, Hiszpania, Niemcy, Wielka Brytania, 2017 – na podstawie powieści The Bookshop Penelope Fitzgerald; historia kobiety, która walczy z całym światem o swoje; niestety, film rozminął się zupełnie z oczekiwaniami i wyobrażeniami BJ, która spodziewała się pasji, emocji, namiętności, a dostała opowieść spod znaku angielskiej flegmy z urzekającymi zdjęciami.
    • Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek – reż. Mike Newell, Francja, USA, Wielka Brytania, 2018 – film na podstawie powieści Annie Barrows i Mary Ann Shaffer pod tym samym tytułem; sentymentalna opowieść o tym jak literatura może uchronić przed śmiercią, jak może przekonać i zbliżyć do siebie ludzi; niestety film nie oddaje ani ducha epoki, ani istoty sprawy.
  • Mary Shelley – reż. Haifaa Al-Mansour, USA, 2017 – opowieść o twórczyni powieści gotyckiej i prekursorce literatury fantastyczno-naukowej, o autorce Frankensteina; raczej dla amatorów opowieści melodramatycznych niż koneserów biografii.

Podsumowując – wrzesień roku 2018 Lincolnem stanął! Cóż to była za przygoda!? Raptem lektury dwa dni, a wrażeń estetycznych, emocji na tygodnie. Cała reszta przy tym zbladła. Z pewnością dzieło to znajdzie się w czołówce książek roku 2018. Dlatego – must read!

[1] Przemysław Poznański, Pamiętnik fascynacji. Zadie Smith, Widzi mi się, opublikowano 14.09.2018, https://zupelnieinnaopowiesc.com/2018/09/14/pamietnik-fascynacji-zadie-smith-widzi-mi-sie/, dostęp 03.10.2018.

Podsumowanie miesiąca – lipiec 2018

Podsumowanie miesiąca - lipiec

Czas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Nie radujesz się życiem? Nie cieszy cię, że możesz powiedzieć: to jestem ja, to jest moja ręka, moja noga, istnieję, naprawdę istnieję, żyję?! Nie sprawia ci to radości?!

– George Orwell Rok 1984

Niestety, ostatnie dni lipca przesłoniły wszystkie wcześniejsze. Bowiem świat polskiej kultury wielce zubożał…

Wydarzenia
  • Kora – 8 czerwca 1951 – 28 lipca 2018.
  • Tomasz Stańko – 11 lipca 1942 – 29 lipca 2018.

„Zwinął się Tomasz Stańko z ziemskiego padołu zaraz po Korze, jakby „poczekaj na mnie” zakrzyknął, jakby towarzystwa chciał jej dotrzymać. Poszli więc razem w ten weekend duszny i lepki. I już nie wrócą, choć będą przecież z nami do świata końca”[1].

Książki

W lipcu był czas na nowości wczorajsze i przedwczorajsze oraz na klasykę, powszechną i polską. Nowości nie przyniosły zbyt wielu uniesień ani estetycznych, ani intelektualnych na szczęście klasyka to zrekompensowała!!!

  • Grona gniewu – John Steinbeck – co jest cechą klasyki? Uniwersalność! A ta odyseja, za którą autor otrzymał National Book Award i Nagrodę Pulitzera, która przyczyniła się do przyznania mu Nagrody Nobla, jest bardzo na dziś. Powieść ta, pozbawiona nowatorskich technik narracyjnych, odwołująca się do klasycznego motywu wędrówki, znakomicie pokazuje czym w istocie jest emigracja – walką o godność. Więcej o tej przejmującej prozie będzie wkrótce w osobnej nocie. Proszę o cierpliwość, a będzie dane. Albo po prostu sięgnij po książkę.
  • Jedyna historia – Julian Barnes – cóż, jestem entuzjastką twórczości Barnesa. Za sprawą Poczucia kresu, Papugi Flauberta. Nawet i Zgiełku czasu, choć przyznam, że kontrowersje narosłe wokół polskiego tłumaczenia powieści wywołały niesmak, ale z tym autor przecież nie miał nic wspólnego. Czekałam więc na lekturę najnowszej powieści brytyjskiego pisarza z niecierpliwością. Pierwsze zdanie i konsternacja. Dalej zażenowanie. Niepokój, dokąd to zmierza? I powtarzanie sobie – spokojnie, nie ma obaw, przecież to Barnes! Jemu się ufa! Brnęłam więc, czekając na więcej, na coś, co pozwoli mi odetchnąć z ulgą. Jedyna historia to powieść inicjacyjna, to opowieść o dojrzewaniu, o miłości, ale tematem jest tu także opowieść sama w sobie, bo to opowieść o opowieści, co okazało się dla mnie sednem sprawy, którego się uczepiłam, by móc odetchnąć z ulgą. Gdybym bowiem poprzestała na samej fabule, na samej konwencjonalnej, prostej i przewidywalnej historii, to powieść rzuciłabym w kąt i Jedyna historia byłaby wielkim rozczarowaniem. Autor bowiem zajął się wyświechtaną kwestią, na temat której można wygłaszać już tylko truizmy i banały, puste frazesy. I z nich to właśnie pisarz zbudował swą opowieść. I tu moja cierpliwość by się skończyła. Nawet jeśli ta historia o miłości jest w jakiś sposób nietypowa, nawet jeśli to studium wielkiego uczucia, jego narodzin i upadku, nawet jeśli jest to opowieść z tłem, które odgrywa tu niebagatelną rolę (angielska prowincja w czasach sprzed rewolucji obyczajowej). Na szczęście autor na tym nie poprzestał. Na szczęście raz po raz puszcza do odbiorcy oko i wówczas fabuła schodzi na dalszy plan, by zrobić miejsce czemuś zgoła innemu, fundamentalnemu dla literatury. Bo przecież to Barnes twierdzi, że literatura to „[…] proces budowania wielkich, pięknych, dobrze uporządkowanych kłamstw, które mówią więcej prawdy niż dowolne zestawienie faktów”[2]. Zatem Jedyna historia to coś więcej niż konwencjonalne romansidło (podobno najpiękniejsza i najsmutniejsza opowieść miłosna XXI wieku[3]), ale znacznie mniej niż spodziewałabym się po Barnesie.
  • Nielegalny. Moje życie w RPA – Trevor Noah – lektura tejże publikacji wprawia w zdumienie, z każdym kolejnym zdaniem oczy otwierają się coraz szerzej, nawet przy znajomości tematu. Wyjaśnia bowiem coś, czego wyjaśnić się nie da, czego nie sposób pojąć, zrozumieć. A robi to w sposób szczególny – bez patosu, poprzez śmiech, kpinę. Poprzez prywatną historię autora, popularnego dziś telewizyjnego komika mieszkającego w USA, oglądamy realia życia osoby kolorowej, nielegalnej – owoc nieprawego związku czarnej matki i białego ojca (związki międzyrasowe były wówczas zakazane i karane) – w kraju segregacji rasowej, w czasie ostatnich lata apartheidu. Poznajemy absurdy życia w systemie zbudowanym przez białych osadników w RPA. To jednak nie wszystko, bowiem te wspomnienia to też opowieść o matce autora – o czarnej niepokornej kobiecie, która znała swoją wartość i wiedziała czego chce. Niewątpliwie ta autobiograficzna proza pokazuje nam kawał świata, naszego przecież, wspólnego, choć jakże odrębnego.
  • Przedwiośnie – Stefan Żeromski – ta powieść była i wciąż jest moją propozycją książki na tegoroczne lato, gdyż w ramach Narodowego Czytania 2018 to właśnie to dzieło czytamy – o „odradzającej się i odrodzonej Polsce”[4]. Ale to także powieść o buncie, o dojrzewaniu, poszukiwaniu. Dawno temu historia młodego Polaka, którego beztroskie życie wśród Ormian, Turków i Rosjan zburzyła rewolucja, wzbudzała we mnie wiele emocji. Do dziś z zainteresowaniem śledzę losy tego typu bohaterów – uwikłanych w dzieje świata, zaangażowanych, reagujących na bieżące wydarzenia. Więcej o tej prozie będzie wkrótce w osobnej nocie. Proszę o cierpliwość, a będzie dane. Albo po prostu sięgnij po książkę, odśwież, poznaj. Warto czytać polską klasykę!

Był też audiobook (w interpretacji Marii Seweryn):

  • Siła – Naomi Alderman – rozczarowanie roku 2018, niestety, bo oczekiwania były spore. Siła rażenia Opowieści podręcznej Margaret Atwood, odświeżona sukcesem serialu, rozbudziła apetyt – stale podsycany akcją „Metoo”, bieżącymi wydarzeniami z kręgu kultury i show-biznesu, o których informacje docierają niemalże każdego dnia, walką o rzeczywiste równouprawnienie kobiet – na eksplorowanie tematu, pogłębioną (?) nad nim refleksję. Alderman, brytyjska gwiazda młodego pokolenia powieściopisarzy, zaproponowała powieść wpisującą się w ten trend. I poszło… Powieść Siła została okrzyknięta jedną z najważniejszych książek 2017 roku, za którą głowę dają znani, cenieni… Bo bezkompromisowa, niepokojąca, szokująca, odważna, zmuszająca do zrewidowania dotychczasowych poglądów, intelektualne wyzwanie! Rzekomo! Jakże więc nie mieć wobec niej oczekiwań? Niestety, wszystko (i bohaterowie, i wizja, i globalna rewolucja) jest tu uproszczone, potraktowane stereotypowo, pełne oczywistości, pozbawione pogłębionej refleksji i psychologii postaci (to raczej wydmuszki, niż bohaterowie z krwi i kości). Opowieść jest szczątkowa, fragmentaryczna, bez wnikania pod skórę, pełna truizmów. Pierwsze akapity kazały mi „uczepić się” konwencji komiksowej, bym nie zakończyła swych zmagań, bym brnęła dalej. Bo faktem jest, że z Siłą męczyłam się, walczyłam i nieco łatwiej było mi przebrnąć przez tę opowieść, mając świadomość, że wspomniana konwencja ma swoje prawa. I chyba tylko to tę powieść ratuje.

Co uznaję za lekturę obowiązkową? Oczywiście, bez dwóch zdań Grona gniewu!!! Polecam także autobiografię Nielegalny, publikację przybliżającą nam zniuansowany świat czarnego lądu.

Serial

Po mundialowym maratonie należało znaleźć sobie coś, co wypełni powstałą pustkę 😉 Uznałam, że serial będzie najlepszym remedium!  I udało się!

  • Elementary – amerykański serial telewizyjny nadawany od 2012 roku, stworzony przez Roba Doherty na podstawie dzieł Arthura Conana Doyle’a o Sherlocku Holmesie, 5 sezonów, każdy po 24 odcinki – nie jestem entuzjastką powstałych ekranizacji prozy Doyle’a (poza serialem Dr House, którego bohater, wzorowany na Holmesie, nie tylko zajmuje się arcyciekawymi przypadkami chorobowymi, ale i rozwiązuje związane z nimi zagadki – Holmes na miarę naszych czasów), ale serial Elementary wciągnął mnie na dobre. Miejsce akcji – Nowy York, stara kamienica, czas akcji – XXI wiek, bohater – niejaki Sherlock Holmes, detektyw, konsultant nowojorskiej policji, aspołeczny narkoman i geniusz oraz doktor Watson – kobieta (!!!), Joan, a nie John, była chirurg, trenerka trzeźwości, na którą główny bohater zostaje niejako skazany (zatrudniona została przez wpływowego ojca detektywa, który jest właścicielem zamieszkiwanej przez Holmesa kamienicy). Większość odcinków nie jest ze sobą powiązana, każdy epizod przedstawia śledztwo nad inną sprawą. Jednak nie fabuła ujęła mnie, ale główny bohater. Sherlock Holmes odbiega tu nieco od wizerunku zapisanego w zbiorowej świadomości – flegmatycznego dżentelmena, dystyngowanego, grającego na skrzypcach, którego bronią jest cięta riposta. Był już podobno Holmes na miarę bohatera XXI wieku (???) – Sherlock Holmes, reż. Guy Ritchie, Niemcy, USA, 2009 i Sherlock Holmes: Gra cieni, USA, 2011 – działał on jednak w dekoracjach XIX wieku (ma to oczywiście swój urok) co w połączeniu z, jak na superprodukcję przystało, teledyskowym montażem, niekończącymi się efektami specjalnymi i bohaterem, który nigdy jakimś cudem nie ginie, przyniosło efekt… dla koneserów. Kino akcji plus staroświecka wiktoriańska baśń plus estetyka reżysera – nie dla mnie. Zaś Holmes (nowy stary) z brytyjskiego serialu Sherlock (emitowany od 2010), działający już pełną parą w wieku XXI (detektyw ma swoją stronę internetową, a jego wierny towarzysz nie pisze dziennika tylko prowadzi blog), choć znacznie mi bliższy, jest przerysowany, teatralny wielce. Zbyt ekspansywny, zaborczy. Tu natomiast wszystko zagrało. Elemenatry to alternatywna historia genialnego detektywa na miarę XXI wieku w dekoracjach XXI wieku, pozbawiona karkołomnych zestawień, zderzeń. Nawet pozornie kontrowersyjny pomysł jak doktor Watson w spódnicy okazał się naturalny, oczywisty i trafiony, gdyż wprowadza dodatkowy efekt – podtekst erotyczne, który niewątpliwie jest tu atutem. Holmes w tym wydaniu to postać charyzmatyczna przy całej swej nieprzystępności i niezwykle barwna. To człowiek dwojakiej natury, pedantyczny oryginał, ekscentryk, elegancki dziwak, powściągliwy, wycofany, niedostępny, bezlitośnie szczery, opryskliwy, cyniczny, sarkastyczny, małostkowy, złośliwy, neurotyczny, nadpobudliwy, nieprzewidywalny, narcystyczny, wyobcowany ze społeczeństwa, z którym nie umie znaleźć wspólnego języka, otoczenie ma więc za nic („ludzie to otyłe melepety”), mizogin nad mizoginami, a przy tym genialny narkoman, piekielnie inteligentny, atrakcyjny, z wyostrzonymi zmysłami, z ponadprzeciętnymi umiejętnościami dedukcyjnymi, głodny wiedzy i poznania, odkrywający najgłębsze tajemnice ludzkiej natury, łaknący za wszelką cenę wniknąć pod skórę (istny Sherlock Doyle’a i doktor House w jednym). Poza tym, to bardzo dobry serial detektywistyczny, dopracowany w każdym szczególe.

Podsumowując – lipiec roku 2018 zapisze się w pamięci BJ „duszno, lepko i śmiertelnie”! „Żaden dzień się nie powtórzy” można zaśpiewać za Korą, powtórzyć za Szymborską czy zakrzyknąć za Heraklitem – panta rhei.


[1] Mike Urbaniak, opublikowano 31.07.2018, Klejnoty rodowe, https://www.vogue.pl/a/klejnoty-rodowe, dostęp 02.08.2018.

[2] Sztuka powieści. Wywiady z pisarzami z „The Paris Review”, Wrocław 2016, s. 48.

[3] Juliusz Kurkiewicz, Najpiękniejsza powieść o miłości napisana w XXI w., czyli „Jedyna historia” Juliana Barnesa. Uwierz i poczuj, opublikowano 24.04.2018, http://wyborcza.pl/ksiazki/7,154165,23309251,czy-wolelibyscie-kochac-mniej-i-mniej-cierpiec-pyta-julian.html, dostęp 04.08.2018.

[4] Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/art,904,przedwiosnie-lektura-narodowego-czytania-w-2018-roku.html, dostęp 04.08.2018.