Podsumowanie miesiąca – marzec 2018

Podsumowanie miesiąca - marzec

Czas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Społeczność, która za rzecz naturalną uznaje, że troska o dzieci i o dom ma prawo stłumić pokłady inteligencji u kobiet, jest sama dla siebie wrogą i nawet o tym nie wie.

– Elena Ferrante Historia ucieczki

Marzec jest taki skomplikowany! Według kalendarza to miesiąc zimowy, według wewnętrznego poczucia wiosenny, według aury… przez jej kapryśność różnie bywa. Tegoroczny pokazał nam środkowy palec, figę, język. Nie miał zamiaru spełniać naszych zachcianek. Był więc styczniowy – śnieżny, mroźny, zimny. I choć chwilami było nawet przyjemnie, to w środku wszystko się buntowało i krzyczało. I nic nie szło tak jak powinno…

Ale dość!!! Czas ten okrutny miesiąc podsumować, tym samym zamknąć zimę, by móc już tylko wiosną wiosennie egzystować!!!

Książki

Marzec pod względem czytelniczym nie był najlepszym miesiącem. Przygniótł mnie i sprawił, że zawitali nieproszeni goście, marazm z apatią i chandrą pod ręce. Początkowo walczyłam, później postanowiłam przeczekać… Dlatego poniżej nie ma mnogości tytułów. Choć te, po które zdołałam sięgnąć należą do literatury z najwyższej półki. Była więc klasyka. Powrót od dawna planowany. Pierwszy raz powieść o nęcącym starszego pana dziewczęciu czytałam w pośpiechu, bo czas leciał, a egzaminy były tuż, tuż… Tym razem delektując się…  Dwie pozostałe książki, to zaległości z zeszłego roku, tyle że jedna z nich – powalająca – powstała ponad pół wieku temu. Z pewnością w przyszłości bliższej bądź dalszej pojawią się osobne noty na temat tych moich marcowych lektur.

Zatem:

  • Zulejka otwiera oczy – Guzel Jachina – być może jako opowieść o losach tytułowej bohaterki, tatarskiej chłopki z czasów rozkułaczania nie brzmi na tyle intrygująco, by odczuć potrzebę doświadczenia tej lektury, ale nie dajmy się zwieść… Debiut młodej Tatarki to przede wszystkim fascynująca opowieść o kobiecie, która po prostu otwiera oczy.
  • Zapiski z domu wariatów – Christine Lavant – niewielka książeczka sprzed wielu lat dopiero niedawno ujrzała światło dzienne. Na szczęście. O ile ubożsi bylibyśmy, gdyby czas miniony ją pochłonął? Ale jest i nie tyle zachwyca, co obezwładnia. Autorka po latach powróciła do doświadczenia kilkutygodniowego pobytu w klinice psychiatrycznej. Przetransponowała to przez swoją wyobraźnię i podała tekst, będący rodzajem relacji z tamtego czasu – w istocie relacji z bycia osobnym, nigdzie nieprzynależącym.
  • Lolita – Vladimir Nabokov – tej powieści nie trzeba prezentować… Każdy, choćby tylko ze słyszenia, wie w czym rzecz. To dzieło, którym należy się delektować.

W marcu pojawiła się jeszcze jedna znakomita powieść. W lutym zaczęłam na dobre swoją przygodę z audobookami!!! Przekonałam się do nich po długim czasie nieuznawania, dlatego w marcu i ten rodzaj lektury praktykowałam. Tym razem padło na klasykę literatury rodzimej. Przednia powieść!!! Upajałam się każdym zdaniem, dialogiem, każdą sceną:

  • Zły – Leopold Tyrmand – klasyka polskiej powieści kryminalnej; tytułowy Zły poza prawem wymierza sprawiedliwość warszawskiej chuliganerii z lat pięćdziesiątych XX wieku; czyta Adam Ferency.

I jeszcze jedno! Z powodu czytelniczej marcowej ospałości szukałam czegoś, czym wiosną by żyła. Taką lekturę na wiosnę!!! Znalazłam!!!

  • 4321 – Paul Auster.

Uznałam, po wnikliwej analizie, że nowa powieść nowojorskiego pisarza powinna spełnić wiosenne potrzeby i zaspokoić wiosenne pragnienia! Były więc szybkie zakupy, później szybka przesyłka. Teraz nadszedł czas na lekturę, ale już niespieszną!!! Długo wąchałam, ale teraz już czytam!

Muzyka

W marcu duszę koiła muzyka najlepsza… Milesa Davisa… Polecam!!! To lek na całe zło, na najgorszą chandrę, na najbardziej parszywy nastrój!!!

Podsumowując – marzec roku 2018 był bardzo ciężkim miesiącem. To nie był czas na filmy. To też nie był najlepszy czas na czytanie. To był natomiast najlepszy czas na słuchanie muzyki, ale tylko takiej jak ta Davisa!!!

Podsumowanie miesiąca – luty 2018

Podsumowanie miesiąca - luty

Czas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

W lutym życie stało w miejscu.

Ptakom nie chciało się latać, a dusza

obijała się o kształt świata jak łódka

o pomost do którego ją przycumowano.

– Tomas Tranströmer Twarzą w twarz

Wraz z lutym nastała zima. Ale słońce świeciło tak mocno, że wiosnę wyraźnie czuć było!!! Przedwiośnia to czas przecież – ukochanej pory roku, bo zapowiadającej to, co zapewnia radość bez powodu 🙂 !!! Luty tym razem jasny, słoneczny i biały był. Radosny niby, ale męczący, bo już prawie, ale jeszcze nie. Jeszcze trzeba poczekać na najlepsze. Więc najlepiej czekać, delektując się tym i owym!!!

Książki:

Jaki był luty książkowo? Rewelacyjny. Nie dość, że literatura była bardzo ciekawa, to jeszcze bardzo zróżnicowana. Pod wieloma względami. Były więc opowieści z jakże odmiennych kręgów kulturowych – dalekie Indie i jeszcze dalsza Indonezja – niż nasz europejski, były też opowieści należące do nurtu prozy feministycznej. Znalazła się też publikacja spoza literatury pięknej, należąca do literatury tak zwanej użytkowej. To zróżnicowanie dające satysfakcję ogromną było zapewne efektem zarzucenia praktyki planowania. Czytanie bez rozkładu jazd, spontanicznie, według własnego widzimisię, według potrzeb wewnętrznych i tęsknot jest zdecydowanie przyjemniejsze, choć na dłuższą metę wiem, że może okazać się zgubne. Ale poczekam…

Tymczasem odczułam skutki przedawkowania pewnego… Faktem jest, że literatura piękna jest mi bliższa, ale miewam okresy, że mam dość fikcji… Wówczas bez opamiętania pochłaniam literaturę z przeciwległego bieguna, tak zwaną literaturę użytkową, czyli literaturę faktu. Jakiś czas temu straciłam dla niej głowię i przedawkowałam. I przez wiele, wiele miesięcy stroniłam od niej. Próbowałam nawet samą siebie nakłonić do sięgnięcia znów po coś z tej półki, ale bezskutecznie… Aż w końcu nadszedł luty i poczułam, że nastąpiło przedawkowanie fikcji. Na odtrutkę więc biegusiem sięgnęłam po zaległą biografię. Uf, jak dobrze!

A teraz konkrety:

  • Bóg rzeczy małych – Arundhati Roy – poetycka opowieść, uhonorowana Nagrodą Bookera, o tym co lokalne i uniwersalne – o podziałach kastowych i religijnych, o relacjach rodzinnych, o dyskryminacji kobiet, tragicznej miłości, utraconym dzieciństwie, ogólnoludzkich namiętnościach.
  • Człowiek tygrys – Eka Kurniawan – niewielka książka indonezyjskiego pisarza, nominowana do Nagrody Bookera, opowiada o tym jak rodzi się w człowieku zło.
  • Amatorki – Elfriede Jelinek – powieści austriackiej noblistki uznana za jedno z ważniejszych dzieł nurtu feministycznego; okrutna opowieść o kobietach nie tylko dla kobiet, o miłości, jakiej nikt nie pragnie.
  • Świństwo – Marie Darrieussecq – klasyka literatury feministycznej, niewielka powieść, budząca skrajne emocje, odrażająca i pociągająca zarazem.
  • Broniewski. Miłość, wódka, polityka – Mariusz Urbanek – biografia jednego z ważniejszych poetów polskich XX wieku ukazująca skomplikowane życie twórcy, jego wybory i motywacje, z bogatym materiałem faktograficznym.

Każdy tytuł z wyżej wymienionych gorąco polecam!!! Ze wskazaniem na Jelinek i Urbanka  😉 !

W lutym zaczęłam też na dobre swoją przygodę z audobookami!!! Przyznam, że nie byłam zwolenniczką tego rodzaju „czytania”. Pytałam, czy przesłuchanie audiobooka jest równoznaczne z przeczytaniem książki? Czy nie jest mniej wartościowe? Bo tak bez wysiłku? Robiąc przy okazji tysiąc innych rzeczy? Gdzie trud? Gdzie znój? Poza tym nie ma wówczas miejsca na własną interpretację!? Lektor już ją nam gotową podaje. Narzuca. No, ale cóż. Kusiło. W końcu w ten sposób nasz mózg też się rozwija. Próbowałam raz, drugi, ale dopiero teraz zaskoczyło! Dzięki klasyce gatunku:

  • Morderstwo w Orient Expressie – Agatha Christie – klasyka powieści detektywistycznej podana przez Danutę Stenkę.

Rewelacja!

W lutym audiobooki zastąpiły mi muzykę 🙂 !

Film:

Czas nie sprzyjał seansom filmowym. Obejrzałam jednak coś, co z pewnością za szybko nie pójdzie w niepamięć:

  • Trzy billboardy za Ebbing, Missouri – reż. Martin McDonagh, USA, Wielka Brytania, 2017 – wyjątkowa westernowa opowieść o kobiecie wymierzającej sprawiedliwość tym, którzy sprawiedliwość mieli za nic.

Podsumowując – luty roku 2018 był miesiącem pod znakiem literatury. Opowieści targały mną. Emocji było wiele, doznań estetycznych jeszcze więcej. No i dobrze było powrócić do literatury faktu. No i to urozmaicenie świata czytelniczego – audiobooki…

Podsumowanie miesiąca – styczeń 2018

Podsumowanie miesiąca - styczeń

Czas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Ranki zimowe zrobione są ze stali, mają metaliczny smak i ostre krawędzie. […] O siódmej rano, w styczniu, widać, że świat nie został stworzony dla Człowieka, a na pewno nie ku jego wygodzie i przyjemności.

– Olga Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych

Styczeń to pierwszy miesiąc roku! Ważny więc czas. Pełen obietnic. Pełen wiary i nadziei. To początek… Czas rozpoczęcia. Czas nowego. Lepszego zapewne – czujemy, wiemy. Nie ma w sobie nic ze schyłkowego grudnia. To miesiąc jakże odrębny od tego, który go poprzedza. Styczeń jest jaskrawy, wyrazisty i butny, sprawia, ze i człowiek zyskuje pewności siebie i wiary. Czuje się mocny. Porzuca już myśli, które w grudniu – czasie rozliczeń z przeszłością – ściągały go w dół. Bo zaczęło liczyć się tylko to, co przed nami, które ma w swoich rękach!!! A przed nami to, co najlepsze przecież!

Styczeń jednak w tym roku sobie ze mnie nieco zakpił! Pokazał mi gdzie moje miejsce. Pokazał mi, kto tu rządzi. Ja butnie, uważałam, że jestem panią czasu mi danego… Ze ode mnie tylko zależy mój każdy kolejny krok. Otóż nie! Planować, owszem to ja sobie mogę, ale nic poza tym…

Z przytupem chciałam zacząć nowy rok w Bałwochwalni. Niestety. A może stety, ale nie po mojemu, nie według moich planów. Cóż było robić? Buntować się, złościć, biadolić, ubolewać, złorzeczyć? Byłoby to tylko stratą czasu, marnowaniem cennej energii. Szybko to sobie uświadomiłam i postanowiłam poddać się chwili i skorzystać z niej w pełni.

Książki:

Jaki był styczeń książkowo? Lepszego otwarcia roku czytelniczego nie mogłam sobie wymarzyć! Rok 2017 zakończyłam z przytupem, a wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc marzyłam o takim też otwarciu 2018!!! I udało się! Nadmienię tylko, że wraz z początkiem roku podjęłam decyzję, że koniec z planami czytelniczymi… Nie będzie rocznego rozkłady jazdy, ani rozkładów sezonowych czy miesięcznych. Będę czytać bardziej spontanicznie, według własnego widzimisię, według potrzeb wewnętrznych i tęsknot!!! Jednego można być tylko pewnym! Z pewnością powracać będę do klasyki!!! Już w styczniu to planowanie nieplnowania 😉 zaczęłam realizować.

Zatem:

  • Dziewczyna z poczty – Stefan Zweig – to właśnie tą powieścią rozpoczęłam rok 2018! Musiała ona długo czekać na swoją kolej! A że z nowym rokiem zachciało się nieco odejść od literatury amerykańskiej i na przykład ponownie zatopić w Czarodziejskiej górze Thomasa Manna, to postanowiłam iść tropem literatury niemieckojęzycznej! I wybór padł na austriacką Dziewczynę. Lektura to zacna!!!
  • Na pokuszenie – Thomas Cullinan – klasyka literatury amerykańskiej – gotycka powieść z lat siedemdziesiątych. W zeszłym roku na ekrany kin weszła ekranizacja powieści w reżyserii Sofii Coppli pod tym samym tytułem (będąca pewnego rodzaju polemiką z pierwszą ekranizacją tejże powieści, filmem Dona Siegela Oszukany z lat siedemdziesiątych) i dzięki temu w końcu ukazał się jej polski przekład. Zwykle najpierw sięgam po książkę, tym razem jednak pierwszy był film… Zaintrygował mnie na tyle (czuć ducha Przekleństw niewinności – najsłynniejszego obrazu Coppoli), by pochylić się nad źródłem. Faktem jednak jest, że tematyka powieści znajduje się w kręgu moich zainteresowań, więc prędzej czy później i bez obrazu Coppoli po tę lekturę bym sięgnęła. I co? Film jest opowieścią niezwykle zmysłową, powieści natomiast jest dużo bardziej złożona… Ach te baby 😉 !!!
  • Trylogia nowojorska – Paul Auster – trzy osaczające historie z lat osiemdziesiątych, rodem ze świata Kafki czy Becketta. Potrzeba nieco czasu, by dać się wciągnąć w ten Austerowski obsesyjny świat. Później jest to już tylko uczta.

W styczniu zaczęłam też lekturę książki, będącej niewybaczalną zalęgłością z roku 2017:

  • Pamięć – Péter Nádas – legendarna powieść węgierskiego pisarza z lat osiemdziesiątych, która dopiero w zeszłym roku ukazała się u nas. Niestety, skusiłam się na zakup ebooka… Po przeczytaniu dwóch rozdziałów doszłam do wniosku, że tej powieści w takiej formie nie dam rady czytać!!!!! Odkładam, by móc pochylić się nad wydaniem papierowym!!!
Film:

Czas sprzyjał seansom filmowym. Zbieg okoliczności sprawił, że obejrzałam ponownie filmy, które są nieco à propos:

  • Nigdzie w Afryce – reż. Caroline Link, Niemcy, 2001 – opowieść (na podstawie autobiografii Stefana Zweiga) o żydowskiej rodzinie, która ucieka przed faszyzmem z Niemiec do Kenii.
  • Klucz Sary – reż. Gilles Paquet-Brenner, Francja, 2010 – opowieść (na podstawie powieści Tatiany de Rosnay) o obławie Vel d’Hiv – masowym aresztowaniu francuskich Żydów.

Z premedytacją zaś zasiadłam do kolejnego:

  • Pokłosie – reż. Władysław Pasikowski, Holandia, Polska, Rosja, Słowacja, 2012 – obraz o pogromie Żydów w Jedwabnem.
Muzyka:

Oczywiście polska muzyka królowała w styczniu:

  • Telehon, 10 piosenek, Polor, Ladinola – Pablpavo i Ludziki.
  • Nielot, Wij, Przez sen – Król.

No i oczywiście:

  • Dolores O’Riordan.

Podsumowując – styczeń roku 2018 był miesiącem analogowym, pozbawiony świata wirtualnego, dlatego odbiór tego realnego był intensywniejszy. Wyczulenie na słowo, dźwięk, obraz było zwielokrotnione. Dobrze tak pożyć wylogowanym!!!

Garść refleksji – postscriptum do podsumowania roku 2017

Garść refleksji – postscriptum do podsumowania roku 2017Dziś garść refleksji Bałwochwalicy Jednej o tym i o tamtym!

Nastał już nowy rok, 2018, i podsumowanie starego roku, 2017, już było, ale zespół Bałwochwalni w składzie jednoosobowym musi jeszcze dodać małe postscriptum.

Postscriptum

Masochizm mały

Należę do tych, który uwielbiają planować i podsumowywać! I byłby to zrozumiałe i logiczne, gdyby pomiędzy jednym a drugim nie powstawała zwykle ogromna luka, dziura, pustka! Czyżby więc moje upodobania miały charakter masochistyczny 😉 !? Cóż, prawdą jest, że to samobiczowanie jest niezłą zabawą, która sprawia mi frajdę, żeby nie powiedzieć rozkosz 😉 !

Płonne nadzieje

Od lat marzę, by kiedyś wejść w nowe z czystym kontem, bez zaległości, by nic nad głową nie wisiało. Niestety, wychodzi na to, że to marzenie ściętej głowy, bo do tej pory moje życie jest jedną wielką zaległością 😉 , moja egzystencja podporządkowana jest nadrabianiu zaległości właśnie. I to odkąd pamiętam…

Depresja

Dlatego też każdy rok kończę w depresji będąc. Bo to czas rozliczeń, bilansów, podsumowań, co u mnie oznacza wyrzutów sumienia, niespełnionych obietnic, niezrealizowanych planów! Bo żal za czasem, który nie chce się zatrzymać, rozciągnąć, że coś odchodzi, że coś się kończy…  Bo przecież z początkiem roku tyleee było planów, tyleee postanowień, obietnic, zobowiązań, wytyczonych celów… nadziei… Słowem, miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle!

Nie pozostaje mi zatem chyba nic innego jak tylko, akceptując ten stan rzeczy i nadrabiając, robić swoje…

Bilans

Rok 2017 był rokiem Jane Austen i Josepha Conrada. Chciałam dać temu wyraz w Bałwochwalni, ale zdążyłam tylko z krótką notą na temat Austen… O Conradzie słowa nie rzekłam choć ostatnia edycja Festiwalu Conrada pokazała przecież istotę i adekwatność twórczości pisarza – „doniesienia z krainy niepokoju, które nie tyle są niepokojące, co niepokój próbują diagnozować, opowiedzieć, przybliżyć, zinterpretować, zorientować nas w narastającym chaosie informacyjnym”[1].

Rok 2017 zgodnie z postanowieniami noworocznymi zdominowała literatura amerykańska. Cykl Kartoteka prezentował portrety twórców tejże literatury. 52 portretów w 52 tygodnie! Jeśli zaś chodzi o lektury, to choć udało mi się nadrobić sporo, sporo powtórzyć, to niestety, lista lektur zza oceanu wciąż długa, do nadrobienia…

Nawet kilka not dotyczących doświadczeń lekturowych jest zaległych…

W roku 2017 miał pojawić się w Bałwochwalni nowy cykl, niezwykle ważny, gdyż realizujący jej misję! Niestety, to wciąż przyszłość, wciąż w planach! Do nadrobienia…

W roku 2017 ukazało się na polskim rynku wiele publikacji, które trafiły na moją listę MUST READ 2017. I choć kilka pozycji przeczytałam i wykreśliłam, to lista wciąż długa! Nie pozostaje więc nic innego, jak tylko dołączyć ją do listy ogólnej, do której wciąż więcej dopisuję, niż wykreślam 🙁 i nadrabiać…

Ta ogólna lista jest moją największą porażką! Bo chodzi tu o wyścig, nie z kimś, nie z innymi, nie z samą sobą, tylko z czasem – by zdążyć przed… I tak człowiek nie zdoła przeczytać wszystkiego, ale chciałoby się pewne książki mieć w sobie! Zatem, by nie marnować cennych chwil, czas brać się za niespieszną lekturę dzieł do nadrobienia…

Bałwochwalnia to blog, który istnieje od półtora roku! Niedługo i długo zarazem! Niedługo, porównując z żywotem innych podobnych miejsc, długo, biorąc pod uwagę jak niewiele udało się zrobić, choć ambicje sięgają szczytów – opieszałość na tym polu woła o pomstę!

Daruję więc sobie wszelkie statystyki (przeczytanych książek, opublikowanych noty, odwiedzin, zasięgów, lajków) bo nie powalają, blado wypadają w zestawieniu ze starymi wyjadaczami, choć jak dla mnie i tak są wielkim osiągnięciem, przyznam nawet nieśmiało, że i tak to wszystko przerosło moje najśmielsze oczekiwania…

Koniec z biczowaniem

Dość!!! Czas spróbować bez żalu pożegnać rok 2017 i z otwartymi ramionami powitać 2108!!! Czas wyciągnąć wnioski i naukę, i zaplanować co nieco albo pójść na żywioł!!! Bo zawsze lepiej żyć i działać, niż tylko myśleć i planować!!!

Na koniec jeszcze jedno…

Podziękowania

Dziękuję! Tobie, Tobie, Tobie i Tobie też!!! Za to, że zaszczyciłeś mnie swą obecnością w moich skromnych progach! Mam nadzieję, że spodoba Ci się tu na tyle, by zastać na dłużej! Słowem, mam nadzieję, że będziesz stałym bywalcem Bałwochwalni! Czuj się jak u siebie!!! Tak po cichu liczę też, że może przyprowadzisz tu swoją familię i całą ferajnę bliskich, przyjaciół, by dołączyli do bałwochwalców literatury, kultury i życia w ogóle!

[1]Oficjalna strona festiwalu, http://conradfestival.pl/p/65,niepokoj, dostęp 02.01.2018.

Podsumowanie roku 2017

Podsumowanie roku 2017Czas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie roku!!!

Rok 2017 to już przeszłość!!! Zespół Bałwochwalni w składzie jednoosobowym spojrzał więc wstecz na rzeczy przeczytane, obejrzane, usłyszane, wydarzone i zaczął głosować… 😉 !!!

Na efekt nie trzeba było długo czekać. Werdykt był jednogłośny 😉 !!!

Poniższe zestawienie jest wielce subiektywne.

WYDARZENIE

Wydarzenie roku

Śmierć istotnych dla świata kultury osobistości: 

Zygmunt Bauman

Wojciech Młynarski

Magdalena Abakanowicz

Julia Hartwig

Wanda Chotomska

Janusz Głowacki

Roman Bratny

LITERATURA

Książka roku

Opowieść podręcznej – Margaret Atwood*

Wyróżnienie

Wróżba. Wspomnienia dziewczynki – Agneta Pleijel

Tylko Lola – Jarosław Kamiński

FILM

Film roku

Ptaki śpiewają w Kigali – reż. Joanna Koss-Krauze, Krzysztof Krauze

MUZYKA

Płyta roku

Ash – Ibeyi

*Opowieść podręcznej Margaret Atwood jest co prawda powieścią z roku 1985, ale w roku 2017 dano jej drugie życie – znacznie intensywniejsze.