Cytaty

Cytaty

Zapiski z domu wariatów – Christine Lavant

Wiem, mogłabym to jednym ruchem zmienić, wystarczyłoby na przykład, gdybym raz przy wydawaniu jedzenia poszła za odruchem wstrętu i cisnęła miską o ścianę, ale wciąż zanadto zależy mi na tym, by siostry zwracały się do mnie per  pani, a lekarze dodawali ciut człowieczeństwa do dyżurnego uśmiechu, kiedy do mnie przychodzą. Póki człowieka traktują tu jeszcze jako przelotnego gościa, i póki sama przed sobą zachowuję tę postawę, ostatnia granica nie została jeszcze przekroczona. (s. 6-7)

Bo cierpienie, z którym człowiek się tu styka, tak bardzo wykracza poza granice człowieczeństwa, że nie można mu zaradzić samym tylko człowieczeństwem. (s. 21)

[…] „Więc pani chciała sobie odebrać życie. Może nam pani powiedzieć dlaczego?” […] „Po prostu nie chcę” … „Ale musiała pani mieć jakiś powód. Pewnie porzucił panią przyjaciel, a następny nie od razu się pojawił, co?!” … „Nie było w ogóle żadnego przyjaciela” … […] „A dlaczego ona właściwie nie pracuje? Nawet jeśli wydaje się trochę wątła, to przecież mogłaby spełniać łatwiejsze czynności, a praca zaradzi na wszystkie głupstwa, które tym młodym damom w pewnym wieku przychodzą do głowy. Zaraz po szkole nająć się do służby, z obowiązkami i dyscypliną, to wiąż jeszcze najlepsze lekarstwo na histerię. No, może za rok postawi pan ją na nogi i znajdzie się dla niej jakieś miejsce” … „Ona chce tylko pisać poezje” […] „Tak moja panienko […] od tego trzeba będzie się odzwyczaić. Co to się roi w tych głowach? Pewnie nie umie nawet pisać poprawnie, a pcha się do poezji! Widzi pan, kolego, do czego to dochodzi, jak każdy górnik upiera się posyłać dzieciaki do szkół i tak dalej. Więc, moje dziecko, daj sobie spokój z rojeniami, a kiedy pan ordynator doprowadzi cię znowu do rozsądku, za rok-dwa, możesz być zadowolona, jeśli trafi ci się dom, gdzie cię jak należy wdrożą do posług. Zrozumiano?” Byłam purpurowa ze złości, ordynator pomyślał chyba, że ze strachu, bo ukradkiem pod stołem wytknął sześć palców, na znak, że mam tu zostać tylko szczęść tygodni na kurację arszenikiem. W porządku, rozumiem przecież, że nie mógł mi tego oszczędzić, bo skoro gmina musi pokrywać koszty mego pobytu tutaj, to potrzebuje odpowiedniej podkładki i zaświadczenia, że faktycznie zbzikowałam. Cóż, nie będzie miło, jak wrócę do domu. Ale w końcu powinnam była się z tym liczyć, starając się o przyjęcie tutaj. Czego właściwie się spodziewałam? Że mnie uleczą, z czego? Czy naprawdę myślałam, że tyle a tyle arszeniku podawanego w określonych odstępach czasu nada mojemu życiu sens? Że dzięki temu wypięknieję albo przynajmniej nabiorę odwagi i pogody ducha? Rzecz jasna, nie wierzyłam w to ani chwili, ale gdzie niby miałam się podziać, skoro mi się tak okropnie nie udało? Trzydzieści proszków, trzy doby letargu, a potem się obudzić i zobaczyć, ze wszystko jest tak, jak było, a do tego oniemiałe, kamienne twarze matki i siostry, które oczywiście nie uwierzą w „grypę”. […] Ale nikt nie robił mi wymówek. […] Boże, więc naprawdę już liczę się z tym, że po prostu wrócę do domu, a przecież jeszcze zeszłej nocy myślałam: nigdy! Ale, na miłość boską, co mam ze sobą począć?! Nająć się do służby, z obowiązkami i dyscypliną, zapomnieć o poezji, całować rączki łaskawej pani i wykonywać tysiące innych obrzydliwych czynności, dzień w dzień, dla kogo, po co? Co rano czuć lęk przed nadchodzącym dniem i cudzymi wymaganiami. Wiedzieć, ze każdy przedmiot, którego trzeba dotknąć, jest wrogi i niechętny, przy każdym ruchu mieć pewność, że będzie chybiony. Niczego nie kochać, nie wierzyć, że uda się czegoś dokonać, skoro nigdy jeszcze nie udało się dokonać tego jednego, zmienić samą siebie tak, by być kochaną. (s. 23-26)

[…] „Kolejny odstraszający przykład na to, do czego dochodzi, gdy dzieci robotników czytają powieści, zamiast wziąć się do porządnej pracy”… […]. (s. 26.)

[…] złudzenia są cenne, ale prawda jest na ogół ważniejsza… (s. 32)

Tak więc wygląda sławetna miłość bliźniego: jeden umiera po straszliwych cierpieniach, umiera jak bydlę, a druga myśli tylko o tym, czy uda jej się dostać wymarłe łóżko. (32-33)

Dlaczego, jeśli istnieją aniołowie, żaden z nich nie ma za zadanie zapobiegać tu na ziemi rzeczom, którym wolno się zdarzyć dopiero w najgorszym piekle. (s. 33)

Zapisuję to zwyczajnymi słowami, zapisuję, jakby to nie było nic szczególnego, a właściwie powinnam bym rozwalić te ściany i kamień po kamieniu ciskać w niebo, ażeby sobie uprzytomniło, że ma jakieś obowiązki także tu, na dole. Może każde z tych słów jest dla mnie przekleństwem, ale muszę je pisać, taka moja dola. Jedni muszą budować mosty, inni rodzić dzieci albo przekładać na dźwięki to, co w sobie noszą, ktoś gdzieś może akurat maluje obrazy i z każdym pociągnięciem pędzla coraz bardziej się nienawidzi – ach, rzuciło nami w jakimś kierunku i zgodnie z tym kierunkiem podążamy. (s. 33-34)

Drzwi zostawiono otwarte, każdy mógł wejść i wyjść, wszystkie stały wokół i nie pozostawało mi nic innego, jak tylko samej zamknąć oczy i przynajmniej w ten sposób stworzyć pozory samotności. (s. 36)

Wszak nie życie jest ważne, ważnej jest tylko, żeby coś przeżywać. (s. 50)

Czy kiedykolwiek zdołam jeszcze myśleć i mówić tak, żeby między mną a innymi powstało coś na kształt porozumienia? (s. 63)

[…] kilka odpowiednich słów zdziałałoby więcej niż zastrzyki i kaftan bezpieczeństwa. (s. 78)

Nie, nie zamierzam pozostawić niczego przypadkowi. Przez całe lata ani trochę się o mnie nie troszczył, jakby mnie nie było. Aż do tej pory – dziś jasno zdaję sobie sprawę – sama musiałam się starać o to, co innym przynosi dobry los. (s. 80)

*Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Zapiski z domu wariatów, Christine Lavant, Wrocław 2018.

Dziewczyna z poczty – Stefan Zweig

[…] ciasny stryszek ledwie starcza do życia, raczej tylko przygotowuje do jeszcze węższej trumny. (s. 19)

Od tysięcy lat muszą tu stać te olbrzymie, granitowe boskie twierdze i zapewne będą trwały niewzruszone miliony, miliardy lat, każda na swoim miejscu, gdy tymczasem ona, gdyby nie przypadek, gdyby nie ta podróż, mogłaby umrzeć sczeznąć i zmienić się w proch, nie przeczuwając nawet, że w ogóle istnieją, nigdy nie doświadczywszy ich wspaniałości. Żyło się tak obok tego wszystkiego, nigdy tego nie widząc i nawet nie chcąc zobaczyć; bujało się bez sensu w obłokach, w swym malutkim pokoju, niewiele szerszym niż rozłożone ręce, niewiele dłuższym niż rozprostowane nogi, a tu już po jednej nocy, po jednym dniu rozpościera się przed człowiekiem owa nieskończona nieskończoność! Nagle po raz pierwszy do obojętnego do tej pory i niczego niepragnącego umysłu zakrada się niejasne poczucie jakiejś straty, po raz pierwszy w zetknięciu z tą niezmierzoną potęgą doświadcza się mocy porywającej duszę podróży, która jednym jedynym ruchem może zedrzeć twardą skorupę, starych przyzwyczajeń, wyrzucając nagie, płodne ziarenko w kipiący żywioł przemiany. (s. 43)

[…] ten nowy oddalający się od siebie samego człowiek. (s. 44)

Czuje natychmiast, wyraźnie ją demaskujący, dystans między sobą i innymi. (s. 45)

Za dużo jest w niej kobiety, żeby uległym, pożądliwym wzrokiem nie patrzeć na te wspaniałe suknie. Nozdrza napinają się w podnieceniu, a ręka zaczyna dziwnie drżeć, bo palce już chciałby muskać delikatnie materiał […]. (s. 61)

Odnosi wrażenie, że niesie ją fala, błogi wiatr; od dziecięcych dni nie czuła się podobnie lekko, równie uskrzydlona: właśnie tak zaczyna się odurzenie przemianą. (s. 72)

Taki wytworny, światowy człowiek i nie rozpoznał w niej przebranej za damę oszustki […]. Dopiero teraz poczuła się w prawie, żeby tu przebywać. (s. 73)

Słowo honoru służy damie za poręcz, na której może się wesprzeć, zanim upadnie. (s. 129)

[…] zostawia za sobą swe poprzednie życie, […] przeobrażając się w nową postać, inną niż ta, za jaką się do tej pory uważała. (s. 130)

Uświadamia sobie wtedy coś nowego – jaką nieprzeniknioną tajemnicą może być życie kobiety […]. (s. 131)

Dlaczego i dla kogo ja się tak oszczędzam? […] wszyscyśmy skąpili w tych okropnych latach, gdy tymczasem inni żyli pełną parą; nigdy nie miałam do niczego odwagi, i kto mi to teraz wynagrodzi? Naraz człowiek się starzeje i więdnie, a potem umiera, zanim cokolwiek poznał, zanim czegokolwiek zaznał, niczego nie wiedząc, a potem rodzi się i znowu zaczyna ubogie, ograniczone życie, gdy tymczasem tutaj, tutaj jest wszystko i należy tylko z tego korzystać, a ja co? Ja się boję i zamykam, i oszczędzam niczym jakiś podlotek, tchórz, tchórz i głupia. Bez sensu, bez sensu? (s. 133-134)

Kto ufa uczuciom, ten niewiele widzi: szczęśliwi są złymi psychologami. Tylko człowiek niespokojny napręża do ostatecznych granic wszystkie swoje zmysły, lęk przed niebezpieczeństwem czyni go mądrzejszym niż naturalna mądrość. (s. 134)

Ludzka pamięć jest przekupna, nagina się zgodnie z naszymi życzeniami […]. (s. 148)

Strach jest krzywym zwierciadłem, dzięki jego wyolbrzymionej mocy każde najbardziej przypadkowe zdarzenie urasta do koszmarnych rozmiarów i staje się karykaturalnie jednoznaczne, a raz podbechtana fantazja podąża za najbardziej szalonymi i nieprawdopodobnymi podpowiedziami. To, co najbardziej absurdalne, wydaje się nagle prawdopodobne […]. (s. 148)

[…] żyje w pożyczonym luksusie, jakby był jej własny! (s. 157)

Nie należy za długo przeciągać tego, na co nie ma się naprawdę ochoty. Jeśli interes nie idzie, zarzuca się go i zaczyna nowy, jeśli człowiek źle się gdzieś czuje, pakuje walizki i jedzie gdzie indziej. (s. 160)

Co jej tam gwiazdy, co noc, tylko w siebie, w siebie samą się teraz wsłuchuje, w swoje latami tłamszone, uciskane, uciśnione ja, które teraz nagle w wielkim bólu się w niej burzy i rozsadza pierś. (s. 167)

Ciało pierwsze pojęło to, co dopiero teraz rozpoznaje instynkt, a po nim z przerażeniem mózg […]. (s. 170)

[…] dzieje się coś, czego porażona świadomość nie rozumie, a mianowicie, ta nowa, ta inna istota, sprawczyni owych dziewięciu cudownych dni, owa nierzeczywista, a jednak prawdziwa panna […] właśnie w niej umiera. (s. 171)

[…] jedno jedyne uczucie przyćmiewa wszystkie inne – gniew, głuchy, szarpiący, bezsilny gniew, od którego nie potrafi się wyzwolić, zamknięty w niej, kipi, bezbrzeżny gniew – nie wie na kogo, na ciotkę, na matkę, na los, gniew człowieka, którego spotkała niesprawiedliwość. Udręczona dusza wie tylko tyle, że coś jej odebrano i że musi opuścić owo uskrzydlone beztroskie ja i wejść w czołgającą się po ziemi poczwarę; wie, że coś bezpowrotnie dobiegło końca. (s. 172)

[…] nie słyszy żadnych przejawów życia, […] czuje tylko siebie, swoją samotność w tym pokoju, w tym budynku, we wszechświecie, kawałek oddychającego, drżącego mięsa, jeszcze ciepłego […]. Takie mocne obumieranie od wewnątrz, odmrażanie i zamarzanie kawałek po kawałku […]. (s. 172)

[…] wpatruje się w resztki fantomu, którym była. (s. 173)

Każda materia zawiera w sobie pewien wymiar napięcia, którego nie da się już bardziej przekroczyć, woda ma swój punkt wrzenia, metal topnienia, żywiołom duszy również nie uda się ominąć tego niepodważalnego prawa. Radość może osiągnąć taki stopień, po którym nie będzie już odczuwalna, to samo dotyczy bólu, zwątpienia, przygnębienia, wstrętu, lęku. Wypełnione po brzegi wnętrze nie wchłonie już an jednej kropli świata więcej. (s. 175)

Byleby by jak najdalej, […] oderwać się od samej siebie, od osoby, która skazana jest, by tu być. […] Zdać się znowu, choć raz, na przypadek, zamiast tkwić tu nadal niczym drobny kamyk w ulicznym bruku. Choć raz się stąd ruszyć, poczuć świat i siebie samą, być inną niż ta, którą jest. (s. 195)

Aż zbyt dokładnie widziałem, czym jest wojna domowa, i gdyby mi nawet wypalono oczy, nie mógłbym tego zapomnieć. Kiedy Sowieci kolejny raz zajmowali wieś, trzy raz przechodziła z rąk czerwonych do rąk białych, ściągnięto nas wszystkich, byśmy grzebali zwłoki. Własnymi rękoma je zakopywałem, spalone, rozszarpane trupy, dzieci, niewiast i konie, wszystko ze sobą przemieszane, zgroza i smród; od tej pory wiem, co to wojna domowa, i nawet gdybym miał pewność, że za jej sprawą sprowadzę na ziemię wieczną sprawiedliwość, a przedtem musiałbym się tak rozprawiać z żywymi ludźmi, nigdy nie wziąłbym w niej udziału. Nic już mnie to nie obchodzi, nie interesuje, nie opowiadam się więcej ani za bolszewikami, ani przeciwko nim, nie jestem już komunistą i nie jestem kapitalistą, wszystko mi jedno, interesuje mnie tylko człowiek, ten, którym jestem, a państwo, któremu chciałbym służyć, to moja praca. To, czy następna generacja będzie szczęśliwa dzięki temu czy innemu systemowi, komunistycznemu, faszystowskiemu czy socjalistycznemu, jest mi całkowicie obojętne, co mnie to obchodzi, jak żyje, jak będzie żyła, jedyne, o co się martwię, to jak ułożyć sobie wreszcie moje pokancerowane życie i doprowadzić do końca to, dla czego się urodziłem. Gdy dotrę wreszcie tam, gdzie chciałbym być, mając czas, żeby głębiej odetchnąć, to może, po uporządkowaniu własnego życia, będę czasami po kolacji rozmyślał, jak uporządkować świat. Jednak najpierw muszę wiedzieć, na czym teraz staję; wy macie czas, by troszczyć się o inne sprawy, a ja mam go tylko tyle, by zając się własnymi. (s. 218-219)

Nie dam się więcej nabrać, że inni mają gorzej, nie dam sobie wmawiać, że miałem „szczęście”, bo uszedłem z życiem i nie chodzę o kuli. Nie dam sobie wmówić, że wystarczy oddychać i mieć coś do jedzenia i że dzięki temu wszystko jest w porządku. W nic już nie uwierzę, w żadnego Boga i żadne państwo, w żaden sens świata, w nic, dopóki nie poczuję, że doszedłem swych praw, mego prawa do życia, i dopóki go nie dostanę, będę mówił, że mnie okradziono i oszukano. Nie odpuszczę, dopóki nie poczuję, że żyję prawdziwym życiem, a nie odpadkami, tym, co inni wyrzucą alba wyrzygają. (s. 219)

Coś obcego wyrosło między nimi, jedna nienawidzi u drugiej buntu, a ta druga wygodnictwa pierwszej. (s. 224)

Nikomu niczego nie zabierać, ale także mieć prawo do swej cząstki życia, nie zostawać zawsze za zamkniętymi drzwiami na dworze, z nogami w śniegu, kiedy inni siedzą w środku. (s. 227)

[…] nie wiem, o czym z nimi rozmawiać, nie rozumiem, z czego się cieszą, i wszystko wydaje mi się obce, a to, co robią, pozbawione sensu. To tak… jakby ktoś na ulicy patrzył przez szklaną ścianę na tańce w kawiarni i nie słyszał muzyki. Nie wie, dlaczego wszyscy obracają się do taktu, którego nie słychać, i dlaczego mają takie rozanielone miny. Nie pojmuje w nich czegoś, a oni w nim, uważają zapewne, że im zazdrości albo że jest zły, a przecież dzieje się tak tylko dlatego, że ich nie rozumie, a oni jego też nie… (s. 229)

Podejmujemy to ryzykowne przedsięwzięcie, kładąc na szli własne życie, aby móc swobodnie żyć, przynajmniej przez jakiś czas. (s. 312)

*Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Dziewczyna z poczty, Stefan Zweig, Warszawa 2012.

Tylko Lola – Jarosław Kamiński

Czas daje więcej, niż odbiera. Jak gąbka na szkolnej tablicy… wyciera z naszego życia ludzi, domy, ulice, całe miasta. A z pamięci tysiące zdarzeń, spotkań i rozmów. Czas niszczy wszystko, niszczy bezlitośnie. […] Ale może się na coś przydać. […] Odziera pamięć z nieistotnych wspomnień. Pozostawia tylko najistotniejsze. Kluczowe punkty historii. Dzięki nim łatwiej zrozumiesz własne życie, odczytasz jego sens. (s. 24-25)

Solidarność ryb wyrzuconych na brzeg morza przez sztorm. (s. 102)

Bohaterowie III wojny światowej nazywanej „życiem codziennym”. (s. 103)

Upiłyśmy się jak nawiedzeniu Duchem Świętym. (s. 139)

Tylko LolaDlaczego dzieci nie interesują się opowieściami rodziców? Podejrzewam, że traktują je jak kapitał złożony w banku, kapitał który nigdy nie straci na wartości. Że podejmą go w dowolnym terminie i wykorzystają zgodnie z potrzebami. Tymczasem bywa, że bank upada, a kapitał znika, I nie da się go odzyskać i nie zostaje nic poza żalem. Nie bez powodu Hector był taki rodzinny. Czterdzieścioro kuzynów, kuzynek, świekr, stryjków, wujków, ciotek, dziadków i pradziadków, I na każde święto jechaliśmy na drugi koniec miasta, stanu, kraju. Byle być razem. Miał rację. Bez tych czasem śmiesznych, czasem nudnych osób, z któryśmy znali się jak łyse konie, albo na pół obcych ludzi, stalibyśmy oko w oko z minstre. Niszczycielską mocą, która miażdży jednostki i całe społeczeństwa, zmienia imperia w ruinę i ustanawia nowe potęgi, by za chwilę roznieść je w perzynę. (s. 228-229)

Marnowałam najpiękniejsze lata, zamknęłam się na życie, na ludzi. Porażka. (s. 306)

Dużo rozmawialiśmy o podróżach, różnicach między ludźmi zależnie od kontynentu i o drinkach, które serwują w Valparaiso, w Rio de Janeiro i Nowym Jorku. Nazwy miast brzmiały niczym zaklęcia pozwalające przenieść się natychmiast w najodleglejsze miejsca świata. […] uważał, ze nie ma sensu siedzieć w jednym miejscu. Świat jest niesamowity, żal tego nie doświadczać. Zaprotestowaliśmy. Przyjaciele, rodzina, znane adresy, codzienne rytuały. Nie tak łatwo rzucić wszystko i jechać w nieznane. A on, że nie, że wprost przeciwnie. Żyjąc ciągle w tym samym miejscu, nie zauważamy, ile świat stwarza nam okazji. Chodzimy starymi szlakami i nie dostrzegamy możliwości, które podsuwa nam rzeczywistość. (s. 308-309)

[…] anarchia sjurealizm moderna […]. (s. 80 i in.)

*Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Tylko Lola, Jarosław Kamiński, Warszawa 2017.

Wróżba. Wspomnienia dziewczynki – Agneta Plaijel

Uczucia mają archeologię; można w nich grzebać i odkrywać nowe rzeczy. (s. 43)

Niedziele to rozlewający się na całe ciało ból głowy. Po nich następują niezliczone dni szkolne z odciskami w duszy. (s. 89)

W dzieciństwie pocieszałam się myślą, której nauczył mnie tata: za sto lat nie będzie to miało żadnego znaczenia. Marne pocieszenie. (s. 143)

Nie wie, że staje się człowiekiem, którego trudno będzie pokochać. Na zewnątrz radosna, zawsze radosna. Od środka pokrywa się warstwą lodu, z którego wyłamanie będzie ją sporo kosztować. (s. 150)

WróżbaByć może wróżby są jak propozycje nowych dróg, innych myśli. Wróżba może uwidocznić nowe aspekty istnienia. Wiara w cuda wydaje się w tej chwili nader rozsądna. (s. 170)

[…] jeśli się w siebie nie wierzy, jest się nikim. Lepiej się zachowywać tak, jakby się jednak wierzyło. Złapać byka za rogi. Uwierzyć w cud. (s. 175)

[…] chciałaby robić filmy, w których postaci z jej głowy będą częścią historii, chce się dowiedzieć, czego od niej chcą. (s. 195)

Gdybyś mogła wybrać  sobie życie, […]. Gdybyś miała wybrać między takim życiem, które jest z góry określone, gdzie wszystko toczy się spokojnie, nie zdarzają się żadne wielkie nieszczęścia, nić nieoczekiwanego. A innym życiem, pełnym skał i przepaści, rozpaczy i przybicia, ale w którym są również wspaniałe wzgórza, zachwyty, prawda i momenty olśnienia – które życie byś wybrała? (s. 196)

[…] składamy się wyłącznie z fikcji, którą tworzymy na swój temat. Zdarza się, że to, co opowiadam o sobie – o niej – dawno złożyło się w zastygnięte wspomnienie, które zmieniało się fragmentami, podczas gdy ona stawała się mną. (s. 245)

[…] jak zachowuje się człowiek, który chce być sobą. (s. 246)

Jesteśmy fikcją. Konstruujemy siebie ze słów. (s. 246)

Mój problem wyglądał tak: jak się wydostać? To znaczy: jak się dostać do życia? (s. 251)

Każdy ma jakąś opowieść do wprowadzenia w życie. (s. 251)

Chce tylko pozbyć się korka, który w niej siedzi i powstrzymuje przed życiem. (s. 255)

Ona to ja. To znaczy kiedyś ja byłam nią. (s. 267)

*Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Wróżba. Wspomnienia dziewczynki, Agneta Pleijel, Kraków 2016.

Lot nad kukułczym gniazdem – Ken Kesey

[…] odesłać którego […] na remont generalny do głównego budynku, gdzie rozmontują mu głowę i naprawią, co trzeba. (s. 23)

[…] jesteśmy maszynami, które mają defekty nie do naprawienia, defekty wrodzone lub spowodowane przez kolizje, czołowe zderzenia z tysiącami nieustępliwych przeszkód wciągu lat; gdy nas zabierano do […], byliśmy wrakami krwawiącymi rdzą gdzieś na złomowisku. (s. 24)

Tu, […] usuwa się usterki nabyte w miastach, w kościołach i w szkołach. Kiedy naprawiony wyrób powraca do społeczeństwa – zupełnie jak nowy, a czasem lepszy  od nowego […]. […] to, co […] trafiło jako bryła szmelcu, jest teraz sprawną, wyregulowaną cząstką, chlubą […] i radością dla oka. (s. 52)

[…] nic bowiem tak nie irytuje ludzi, którzy chcą ci obrzydzić życie, jak to, że zachowujesz się, jakbyś tego nie zauważał. (s. 138)

Lot nad kukułczym gniazdem

[…] nigdy nie myślał, że kiedykolwiek dorówna innym ludziom – od początku wiedział, że to mu się nie uda – ale musiał się starać, bo inaczej by został hen w tyle. I dlatego mógł żyć przez te czterdzieści lat, jeśli nie w świecie ludzi, to przynajmniej na jego skraju. (s. 157)

[…] odbywają darmowy lot na Księżyc. No, może niezupełnie darmowy. Płacą szarymi komórkami. Maja ich jednak miliardy, wiec spokojnie mogą sobie na to pozwolić. (s. 212)

[…] trzeba się śmiać ze wszystkiego, co boli, aby zachować równowagę i nie dać się zwariować. (s. 280)

Dobrze wiedział, że ludzie, jak to ludzie, prędzej czy później odsuwają się od jednostek dających z siebie więcej, niż muszą, od świętych Mikołajów, misjonarzy, filantropów, i zaczynają pytać: Co z tego mają? Uśmiechają się pod nosem, widząc, jak młody prawnik obdarowuje orzeszkami dzieci ze szkoły w swoim okręgu – i to tuż przed wyborami do senatu stanowego, cwaniaczek – i mówią do siebie: Nie w ciemię bity! (s. 293)

Chcesz znać przyczynę powodów […]. Poczucie winy. Wstyd. Lęk. Niedocenianie siebie. W młodym wieku odkryłem, że jestem… bądźmy wielkoduszni i powiedzmy „inny”. To lepsze, ogólniejsze słowo od tego, którym zwykle posługują się ludzie. Pozwalałem sobie na pewne praktyki, które społeczeństwo uważa za wstydliwe. I zachorowałem. Nie sądzę, żeby powodem były akurat te praktyki, raczej świadomość, że wskazuje na mnie potężny, karzący palec społeczeństwa, a donośny głos milionów powtarza: „Wstyd. Wstyd. Wstyd”. Tak społeczeństwo postępuje z odmieńcami. (s. 348)

[…] służąc […] za przykład tego, jak kończą ci, którzy próbują walczyć z panującym porządkiem. (s. 364)

*Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Lot nad kukułczym gniazdem, Ken Kesey, Warszawa 2015.

Ósme życie – Nino Haratischwili

Tom I

[…] żyj tak, jak żyli twoi rodzice, i rzadko, a najlepiej nigdy nie bądź sama. Samotność jest niebezpieczna i niepotrzebna. Ten kraj ubóstwia wspólnotę i nieufnie traktuje odludków. Pojawiaj się w gromadzie, z przyjaciółmi, we wspólnotach rodzinnych i w towarzystwie ludzi o podobnych zainteresowaniach – w pojedynkę niewiele będziesz znaczyć. (s. 21)

Bądź zawsze dumna ze swojego kraju, nigdy nie zapomnij swej mowy, zagranica, obojętnie jaka, niech będzie piękna, intrygująca i fascynująca, ale niech nigdy, nigdy, nigdy nie będzie lepsza od twojej ojczyzny. (s. 21-22)

Manifestuj swoją otwartość i tolerancyjność, interesuj się innymi kulturami, o ile szanują one i podkreślają niezwykłość i wyjątkowość twojej ojczyzny. (s. 22)

Nigdy nie zdradzaj męża, a jeśli mąż cię zdradzi, wybacz mu, bo przecież jest mężczyzną. (s. 22)

Żyj przede wszystkim dla innych. Bo inni tak czy inaczej zawsze wiedzą lepiej, co dla ciebie dobre. (s. 22)

W tym kraju 8 listopada 1973 roku przyszłam na świat, który był zbyt zajęty swoimi sprawami, żeby moje pojawienie się jakoś specjalnie zauważyć. Afera Watergate, demonstracje przeciwko wojnie w Wietnamie, rządy czarnych pułkowników w Grecji, kryzys naftowy i kariera Elvisa – to wszystko nie dawało spokoju światu na zachodzie, podczas gdy jego część wschodnia pod rządami Breżniewa pogrążała się w głuchej stagnacji. Stagnacji, która oznaczała, że władzy broni się wszystkimi środkami, a przez to odrzuca jakiekolwiek reformy i coraz bardziej przymyka oczy na przejawy rozkwitu korupcji i czarnego rynku.

W obu jednak częściach świata słuchało się po raz pierwszy The Great Gig in the Sky Pink Floydów. Na Zachodzie publicznie, na Wschodzie po kryjomu. (s. 23)

Orzekła, że jestem „dzieckiem z ponadprzeciętną potrzebą harmonii”. (s. 25)

[…] w czasach gdy świat zaczyna chwiać się posadach, umiejętność zdrowego przeklinania to niedoceniana sztuka. (s. 29)

– Ten dywan to historia. A w tej historii jest skrytych mnóstwo innych historii. […]

Patrzyłam na ornamenty na czerwonym tle.

– To wszystko są pojedyncze nitki. Pojedyncza nitka jest pojedynczą historią, rozumiesz?

[…]

– Ty jesteś nitką, ja jestem nitką, razem stanowimy mały ozdobnik, a z wieloma innymi nitkami tworzymy wzór. Każda nitka jest inna, innej grubości i innego koloru. Trudno objąć wzrokiem cały wzór, ale kiedy patrzy się jednocześnie na wszystkie nici, wtedy ukazują się fantastyczne rzeczy. […] Czy to nie piękne? […] Do tego dochodzi grubość tkania i liczba węzełków, a poza tym jeszcze różne układy kolorów. To wszystko tworzy teksturę […]. Kilimy są tkane z różnych historii. Trzeba je chronić i dbać o nie. Nawet jeśli ten leżał gdzieś zapakowany, rzucony molom na pożarcie, teraz musi ożyć i opowiedzieć nam swoje historie. Jestem pewna, że my też jesteśmy tam wplecione, nawet jeśli nigdy nie przyszło nam to do głowy. (s. 31)

Czy nie powinno się przychodzić na ten świat dwa, trzy, cztery, nieskończoną ilość razy, żeby móc zrealizować wszystkie swoje pragnienia? Wykorzystać wszystkie możliwości? (s. 74)

Ponoć przez dwie godziny klęczała w cerkwi i modliła się głośno: „Proszę, o Boże, proszę, proszę, jeśli to Twoja wola, nie będę tańczyć albo będę tańczyć później, ale spraw, by Simon wrócił do mnie albo by mój uparty ojciec zlitował się nade mną i pozwolił mi jechać do męża. Zdaje mi się, że kocham go naprawdę, i to jest takie niesprawiedliwe, Boże, bo przecież nie mogłeś mnie stworzyć ze wszystkimi tymi myślami i marzeniami tylko po to, żebym zawsze była posłuszna innym. Proszę, spraw, żeby spełniła się moja wolna wola, tak jak spełnia się Twoja. Tak, wiem, że powinnam odmówić dziesięć Ojcze nasz i w każdy Poniedziałek Wielkanocny przynosić zmarłym czerwone jajka, i rozlewać czerwone wino na grobach. Zaniedbywałam chrześcijańskie obowiązki, ale chętnie wszystko nadrobię, więc proszę, okaż mi trochę wyrozumiałości. Jeśli wszystko stworzyłeś, to taniec chyba też, prawda?”. (s. 84)

Chcesz być wolna? Bądź wolna. Chcesz tańczyć? Tańcz. Chcesz być mężatką? Bądź mężatką. To nie jest hańba. Ale wszystkiego naraz zrobić się nie da. Mieć wszystko, to jak nie mieć niczego. (s. 171)

[…] czy marzenia nie są po prostu przeszkodami, które odciągają od tego, co istotne. (s. 188)

[…] wątły, bez żadnych ambicji poza czytaniem książek. (s. 190)

Brak nadziei był do tej pory jedyną stałą w jej życiu i obecna zmiana budziła jej lęk. (s. 255)

Czekolada stała się jedynie wspomnieniem z innej epoki, bez czekolady zapominało się słodycz, bez słodyczy zapominało się dzieciństwo, bez dzieciństwa zapominało się początek, a bez początku nie rozpoznawało się końca. (s. 301)

Ósme życie

Tom II

– […] mieszkają w tobie dwa zwierzątka. Jedno husky, pies zaprzęgowy o jaskrawoniebieskich oczach. Od niego pochodzi twoje niebieskie oko. Drugie to jeż, mały nieśmiały i kłujący. Od niego pochodzi twoje brązowe oko. Husky to ta strona ciebie, która cały czas szuka tego, co dalekie, i niewzruszenie podąża swoją drogą, coraz dalej i dalej, nie cofając się przed żadną przygodą. Jeż zaś to ta strona ciebie, która potrzebuje spokoju, bezpieczeństwa i miłości, boi się dalekiego świata i woli się wycofać. (s. 124)

Zaprawdę mądrze […], postanowiła matuszka Rosja wzmacniać swą mała, cokolwiek krnąbrną i niesforną córkę Gruzję w jej słabościach i słabości te przedstawiać jako zalety, tak że owa córka zaczęła podobać się sobie w tej roli i sądząc, że przechytrzyła matkę, uwalniać się spod jej władzy. Nie dostrzegła jednak, że starając się zdobyć miłość i pochwały matki, dla tej miłości się prostytuowała. (s. 130)

Nie wiedziała, co z sobą zrobić. […] obgryzała paznokcie, gapiła się bezradnie w ciemność i szukała sposobu, żeby być kimś innym, nie sobą. W którym momencie rozminęła się z sobą samą, gdzie odbiła od właściwej drogi, kiedy to się stało i jaka w ogóle droga była jej drogą? (s. 132)

Bo wszyscy byliśmy w końcu szczęśliwi, nawet jeśli było to szczęście gruźlika, którego przeznaczeniem jest śmierć […]. (s. 179)

[…] najwidoczniej chciała żyć czymś, czym na co dzień żyć nie mogła, i dlatego szukała sobie innego życia. Ta młoda kobieta była do niej tak podobna i jednocześnie tak niepodobna w swojej bierności, wewnętrznej dezorientacji i niezdolności do kształtowania samodzielnego życia. (s. 269)

Kiedy zadałam mu pytanie, czy wierzy w Boga, odpowiedział, że go szuka i jeśli znajdzie, zawiadomi mnie i poprosi Go dla mnie o audiencję. (s. 328)

[…] nie umie wziąć się w garść, a to przecież jedno z podstawowych zadań dnia codziennego. (s. 332)

[…] jest marzycielem, dla którego marzenia są ważniejsze niż ich urzeczywistnianie. Ja natomiast byłam kimś, dla kogo marzenia przestawały być marzeniami, kiedy zaczynało się je celebrować i lokować w nieokreślonej przyszłości albo uzależniać ich spełnienie od nieprzewidywalnego losu. (s. 465)

– Kiedy nie wiesz, kim jesteś, ze wszystkich możliwości, jakie stwarza ci twoje „ja”, wyszukaj to, co najbardziej niemożliwe i stań się tym […].  (s. 472)

Angielski miał smak morskiego powietrza i jesiennego zmierzchu na północnym wybrzeżu Morza Czarnego, pachniał trochę budkami z rybą, a trochę deszczem. Francuski […], roztapiał się na języku jak konfitury z moreli i jak wytrawne białe wino. Rosyjski miał w sobie nieskończoną dal, pola zbóż, samotność i iluzje. W gruzińskim czuło się kurz, pełnię smaku, a czasem grę w chowanego w lesie. Niemiecki […], miał z początku smak żelaza i goryczy, potem ten smak się zmienił i przypominał algi, jeszcze później ciemnozielony mech, wreszcie stał się ostry, choć miły, aż w końcu zaczął smakować dojrzałymi kasztanami i wysokością, tak, wysokością przyprawiającą o zawrót głowy. (s. 494)

*Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Ósme życie, t.1-2, Nino Haratischwili, Kraków 2016.

Fatum i furia – Louren Groff

Kiedy krewni cię odrzucają, […], trzeba stworzyć własną rodzinę. (s. 59)

[…] przekleństwami posługują się tylko ludzie upośledzeni werbalnie. (s. 62)

[…] na podstawie uważnej obserwacji swojego otoczenia doszła do wniosku, że lepiej być dziwadłem niż słodką panienką. [Mądra dziewczynka. O, tak]. (s. 69)

Zbyt inteligentna, by czuć się szczęśliwa. (s. 104)

To rodzina mówi ci, kim jesteś. Bez rodziny jest się nikim. (s. 104)

Jestem patologicznie prawdomówna. (s. 105)

Daj spokój. Małżeństwo buduje się na kłamstwach. Głównie w dobrej wierze. Na przemilczeniach. Gdyby wypowiedzieć na głos wszystko, co myśli się o współmałżonku, można by go zetrzeć w proch. Nigdy cię nie okłamała. Po prostu nie wszystko ci mówiła. (s. 224)

Fatum i furia

[…] przecież ona wygląda jak dziecko bibliotekarki. Jakby przez cały czas stała w ulewnym deszczu. (s. 248)

[…] ich związek przypomina mi relację rzepa z psem. (s. 249)

Ogromne połacie jej życia były dla jej męża tylko białymi plamami. Na każde szczere wyznanie przypadał jeden sekret. Można kłamać, mówiąc lub milcząc. (s. 356)

[…] matki zawsze skazują swoje potomstwo na samotną walkę. (s. 385)

Pomyślała, że życie ma kształt stożka, teraźniejszość to jego szeroka podstawa, a przeszłość zwęża się ku ostremu wierzchołkowi. Im dłużej się żyje, tym bardziej rozszerza się podstawa, a rany i zdrady, których wcześniej się nie zauważało, rozrastają się jak plamki na powoli nadmuchiwanym balonie. Drobna skaza u dziecka staje się w dorosłym życiu okropną i nieodwracalną deformacją o postrzępionych brzegach. (s. 385)

W słowach „stara panna” skrywała się wolność […]. (s. 395)

Tak naprawdę Mathilde zawsze była jak zaciśniętą pięść. Tylko przy Lotcie stawała się otwartą dłonią. (s. 399)

To prawda: to nie wielkie, przełomowe wydarzenia, ale błaha codzienność stanowi treść życia. (s. 424)

*Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Fatum i furia, Lauren Groff, Kraków 2016.

Idź – Tomas Espedal

Zapominamy o tym, co fundamentalne, o radości z budzenia się, z tego, że można wstać, iść do kuchni i wypić szklankę wody. (s. 18)

[…] zamawiam piwo. Pierwsze jest dobre. Drugie najlepsze. Trzecie jest lepsze od pierwszego, czwarte wyśmienite, piąte również, przy pozostałych nie chodzi o smak, tylko o to, żeby pić, o oszołomienie. O dobre powolne zapominanie. Nie takie jak przy winie czy wódce, nie tak zniecierpliwione, nie tak agresywne […]. (s. 19)

[…] masz przeżyć całe życie ze sobą. Możesz znaleźć nową kochankę, możesz opuścić rodzinę i przyjaciół, wyjechać, znaleźć nowe miasto i nowe miejsca, możesz sprzedać to, co posiadasz, i pozbyć się wszystkiego, czego nie lubisz, ale nigdy – dopóki żyjesz – nie pozbędziesz się samego siebie. (s. 19)

Prawdą jest to, że masz ochotę wykonywać jakiś zawód, ale nie ma takiego zawodu, na który miałbyś ochotę. (s. 30)

Strzyżenie. Zamknąć oczy. Kiedy znów je otwierasz, jesteś odmieniony. Czujesz, że jesteś ostrzejszy, czyściejszy i starszy.

IdźCzujesz, że jesteś nowy. Jesteś ten sam w nowy sposób. Wyraźnie widać, że się postarzałeś. Przy krótkich włosach twarz staje się wyraźniejsza, duży nos rośnie. Oczy wycięte na wierzch, wyrastają z twarzy niczym dwa wrażliwe na światło kwiaty, niebieskie irysy i lilie; miękkie usta w kształcie liścia z bliznami po ciosach i zranieniach, twoja przeszłość, jej powolne wywoływanie w lustrze. Za młodu miałem zwyczajną twarz, wydawało się, że można jej użyć do wszystkiego. Mogła stać się tym, kim chciała, była nic niemówiącą twarzą. Dopiero kiedy doznała szkód w wyniku wszystkich tych bijatyk i boksowania, zaczęła mieć ograniczenia, zwęziła się, stwardniała, nabrała zdecydowania. Postanowiłem zniszczyć jej możliwości, chciałem, żeby stała się prosta. Taka twarz zmienia się nieustannie, nie sztywnieje, nie zasypia, zdarza się, że człowiek jej nie poznaje. (s. 61)

Luksusowe łodzie, samochody, za duże domy; one rosną, bogactwo rośnie, lecz ludzie, którzy je zaludniają, stają się mniejsi, prawie ich nie widać, znikają w tym, co jest ich własnością. Może się wydawać, że ludzie inwestują w to nowe bogactwo w oddalanie się od otoczenia. Wynoszą się ponad innych, izolują od natury, odgradzają od tego, co nieznane i obce, przezwyciężają podróż i wykupują się od nieprzyjemności i trudności, od wszystkiego tego, co mógłby przynieść nowe, nieprzewidziane doświadczenie. Może się wydawać, że inwestują pieniądze w zupełnie nową formę głupoty.

Głupota nowego bogactwa. Głupota zbyt wielkich domków letniskowych i domów. Głupota zbyt wielu samochodów. Ilu samochodów potrzebuje jeden człowiek? Ilu pokoi potrzebuje dom? Ilu toalet potrzebuje kapitalista? Ile głupoty wytrzyma społeczeństwo? Głupota szybkich pieniędzy. Głupota konsumpcji. Głupota chciwości. Głupota nowego bogactwa. (s. 72)

Po co ten niezauważalny bunt, niesłyszalny protest, ta próba zrobienia czegoś inaczej, trudniej? Zawsze chciałem żyć inaczej, w zupełnie inny sposób niż ten, do jakiego zostałem wychowany. Od dzieciństwa czuję głęboką niechęć do robienia tego, co mi kazano. Zawsze chciałem wszystko sobie utrudniać. Nigdy lżej, nigdy prościej, zawsze ciężej i zawsze w sposób niemożliwy do mnie samego. I dokąd to mnie doprowadziło? (s. 73)

Po co podróżować? Dlaczego raczej nie zostać w domu, w pokoju, w miejscu, które lubi się najbardziej ze wszystkich miejsc, tam, gdzie się mieszka? Wygodny dom, niezbędne pomieszczenia, w których zebraliśmy wszystko, czego nam potrzeba, wygodne łóżko, biurko, mnóstwo książek. Okno z widokiem na morze, ogród z jabłoniami i żywopłotem z ostrokrzewu – piękny ogród, rośnie dziko. Dobrzy sąsiedzi, codzienne spacery do sklepu i z powrotem, żeby kupić gazety, żeby porozmawiać z córką sklepikarza, żeby przejść obok koni, które chronią się pod dębami, kiedy pada. Żeby znaleźć spokój, cieszę, głębszą przynależność. Żeby robiąc codziennie to samo, wydeptywać swoje ścieżki i zwyczaje w domu, szorować i sprzątać, pracować w ogrodzie, oglądać te same twarze, chodzić na te same spacery, powtarzać się; żeby stworzyć dobre, spokojne życie. (s. 129)

[…] nie ma nic lepszego niż iść, przemieszczać się o własnych siłach, stawiać jedną stopę przed drugą i wkraczać w coś w rodzaju zapomnienia, będącego jednocześnie intensywną obecnością; zapominamy, że idziemy, zapominamy o samej czynności i wysiłku związanym z poruszaniem się, a jednocześnie, idąc, słyszymy wyraźniej, wąchamy ostrzej, wszystko przeżywamy mocniej. (s. 141)

Im lżej się idzie, tym łatwiej o myśli bez znaczenia, o lżejsze myśli, chodzeniem pozbywam się zmartwień i myśli poważnych, już nie zastanawiam się nad tym, czym się zajmę, kiedy ta wyprawa się skończy, gdzie będę mieszkał i co pisał; w miarę jak posuwamy się na przód, myśli kierują się w przeciwną stronę, cofają się coraz dalej w czasie, myślę o młodzieńczych latach i o dzieciństwie, drepczę z powrotem tam, gdzie byłem, a jednocześnie zmierzam ku czemuś nieznanemu i nowemu. (s. 145)

Istnieje wiele sposobów podróżowania i wiele sposobów siedzenia w domu […]. (s. 153)

*Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Idź, Tomas Espedal, Warszawa 2013.

Małe życie – Hanya Yanagihara

[…] cała sztuka z przyjaźnią polega na tym, żeby znaleźć ludzi lepszych od siebie, nie inteligentniejszych, nie bardziej cool, ale lepszych, serdeczniejszych i bardziej wybaczających, a potem szanować ich za to, czego mogą cię nauczyć i słuchać ich, gdy mówią ci coś o sobie samym, choćby najgorszego… albo i najlepszego, to się zdarza; i ufać im, co jest najtrudniejsze ze wszystkiego. Ale też i najlepsze. (s. 242)

[…] czy przyjaźń to większe uzależnienie niż związek z kobietą? Dlaczego wydaje się godna podziwu, kiedy ma się dwadzieścia siedem lat, a budzi zgorszenie u trzydziestosiedmiolatka? Dlaczego przyjaźni nie traktuje się na równi ze związkiem? A może jest lepsza? Dwoje ludzi pozostaje razem przez lata, a wiążą ich nie seks, nie atrakcyjność fizyczna, nie pieniądze, nie dzieci, nie własność, lecz wzajemna zgoda na bycie razem, wzajemne zobowiązanie wobec unii, która nie daje się skodyfikować. Przyjaźń oznacza bycie świadkiem dręczących nieszczęść przyjaciela, długich okresów nudy i rzadkich triumfów. To przywilej bycia przy drugiej osobie w jej najtrudniejszych chwilach i świadomość, że samemu też można się przy niej czuć podle. (s. 259)

Małe życieŚwiatem tamtych rządzą dzieci, mali despoci, których potrzeby – szkoły, obozy letnie, zajęcia pozalekcyjne i korepetycje – dyktują wszelkie decyzje, i tak pozostanie przez najbliższe dziesięć, piętnaście, osiemnaście lat. Posiadanie dzieci wzbogaciło ich dorosłość o natychmiastowe i niezaprzeczalne poczucie celu i kierunku: dzieci determinują długość i miejsce spędzania wakacji, od potrzeb dzieci zależy, czy zostaną jakieś pieniądze, a jeżeli tak, to na co je wydać, dzieci nadają kształt dniom, tygodniom, latom, życiu. Dzieci są swoistym rodzajem kartografii – trzeba kierować się mapą, którą wręczają rodzicom w dniu swoich narodzin.

Lecz on i jego przyjaciele nie mają dzieci, a ich nieobecność sprawia, że świat rozciąga się przed nimi, niemal dławiąc od możliwości. Bez dzieci status człowieka jako dorosłego nigdy nie jest pewny, bo bezdzietny dorosły stwarza dorosłość sam dla siebie i jakkolwiek jest to często stan ekscytujący, to jest to zarazem stan ciągłej niepewności, ciągłej wątpliwości. (s. 352-353)

Związki nigdy nie dostarczają nam wszystkiego. Dostarczają niektórych rzeczy. Masz pełną listę rzeczy, których oczekujesz od drugiej osoby – zgrania seksualnego, powiedzmy, albo dobrej rozmowy, albo wsparcia finansowego, albo odpowiedniego poziomu intelektualnego, albo miłego usposobienia, albo lojalności – i wolno ci wybrać trzy z tych rzeczy. Trzy i koniec. Może cztery, jeżeli masz szczęście. Tylko w kinie znajduje się partnera, który oferuje pełny zestaw. W realnym świecie musisz się zdecydować, z którymi trzema wartościami chcesz spędzić resztę życia, a potem poszukać tych wartości w drugiej osobie. Na tym polega życie. Nie widzisz że to pułapka? Jeżeli będziesz się upierała znaleźć wszystko, skończysz z niczym. (s. 644-645)

*Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Małe życie, Hanya Yanagihara, Warszawa 2016.