Cytaty

Cytaty

Tylko Lola – Jarosław Kamiński

Czas daje więcej, niż odbiera. Jak gąbka na szkolnej tablicy… wyciera z naszego życia ludzi, domy, ulice, całe miasta. A z pamięci tysiące zdarzeń, spotkań i rozmów. Czas niszczy wszystko, niszczy bezlitośnie. […] Ale może się na coś przydać. […] Odziera pamięć z nieistotnych wspomnień. Pozostawia tylko najistotniejsze. Kluczowe punkty historii. Dzięki nim łatwiej zrozumiesz własne życie, odczytasz jego sens. (s. 24-25)

Solidarność ryb wyrzuconych na brzeg morza przez sztorm. (s. 102)

Bohaterowie III wojny światowej nazywanej „życiem codziennym”. (s. 103)

Upiłyśmy się jak nawiedzeniu Duchem Świętym. (s. 139)

Tylko LolaDlaczego dzieci nie interesują się opowieściami rodziców? Podejrzewam, że traktują je jak kapitał złożony w banku, kapitał który nigdy nie straci na wartości. Że podejmą go w dowolnym terminie i wykorzystają zgodnie z potrzebami. Tymczasem bywa, że bank upada, a kapitał znika, I nie da się go odzyskać i nie zostaje nic poza żalem. Nie bez powodu Hector był taki rodzinny. Czterdzieścioro kuzynów, kuzynek, świekr, stryjków, wujków, ciotek, dziadków i pradziadków, I na każde święto jechaliśmy na drugi koniec miasta, stanu, kraju. Byle być razem. Miał rację. Bez tych czasem śmiesznych, czasem nudnych osób, z któryśmy znali się jak łyse konie, albo na pół obcych ludzi, stalibyśmy oko w oko z minstre. Niszczycielską mocą, która miażdży jednostki i całe społeczeństwa, zmienia imperia w ruinę i ustanawia nowe potęgi, by za chwilę roznieść je w perzynę. (s. 228-229)

Marnowałam najpiękniejsze lata, zamknęłam się na życie, na ludzi. Porażka. (s. 306)

Dużo rozmawialiśmy o podróżach, różnicach między ludźmi zależnie od kontynentu i o drinkach, które serwują w Valparaiso, w Rio de Janeiro i Nowym Jorku. Nazwy miast brzmiały niczym zaklęcia pozwalające przenieść się natychmiast w najodleglejsze miejsca świata. […] uważał, ze nie ma sensu siedzieć w jednym miejscu. Świat jest niesamowity, żal tego nie doświadczać. Zaprotestowaliśmy. Przyjaciele, rodzina, znane adresy, codzienne rytuały. Nie tak łatwo rzucić wszystko i jechać w nieznane. A on, że nie, że wprost przeciwnie. Żyjąc ciągle w tym samym miejscu, nie zauważamy, ile świat stwarza nam okazji. Chodzimy starymi szlakami i nie dostrzegamy możliwości, które podsuwa nam rzeczywistość. (s. 308-309)

[…] anarchia sjurealizm moderna […]. (s. 80 i in.)

*Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Tylko Lola, Jarosław Kamiński, Warszawa 2017.

Wróżba. Wspomnienia dziewczynki – Agneta Plaijel

Uczucia mają archeologię; można w nich grzebać i odkrywać nowe rzeczy. (s. 43)

Niedziele to rozlewający się na całe ciało ból głowy. Po nich następują niezliczone dni szkolne z odciskami w duszy. (s. 89)

W dzieciństwie pocieszałam się myślą, której nauczył mnie tata: za sto lat nie będzie to miało żadnego znaczenia. Marne pocieszenie. (s. 143)

Nie wie, że staje się człowiekiem, którego trudno będzie pokochać. Na zewnątrz radosna, zawsze radosna. Od środka pokrywa się warstwą lodu, z którego wyłamanie będzie ją sporo kosztować. (s. 150)

WróżbaByć może wróżby są jak propozycje nowych dróg, innych myśli. Wróżba może uwidocznić nowe aspekty istnienia. Wiara w cuda wydaje się w tej chwili nader rozsądna. (s. 170)

[…] jeśli się w siebie nie wierzy, jest się nikim. Lepiej się zachowywać tak, jakby się jednak wierzyło. Złapać byka za rogi. Uwierzyć w cud. (s. 175)

[…] chciałaby robić filmy, w których postaci z jej głowy będą częścią historii, chce się dowiedzieć, czego od niej chcą. (s. 195)

Gdybyś mogła wybrać  sobie życie, […]. Gdybyś miała wybrać między takim życiem, które jest z góry określone, gdzie wszystko toczy się spokojnie, nie zdarzają się żadne wielkie nieszczęścia, nić nieoczekiwanego. A innym życiem, pełnym skał i przepaści, rozpaczy i przybicia, ale w którym są również wspaniałe wzgórza, zachwyty, prawda i momenty olśnienia – które życie byś wybrała? (s. 196)

[…] składamy się wyłącznie z fikcji, którą tworzymy na swój temat. Zdarza się, że to, co opowiadam o sobie – o niej – dawno złożyło się w zastygnięte wspomnienie, które zmieniało się fragmentami, podczas gdy ona stawała się mną. (s. 245)

[…] jak zachowuje się człowiek, który chce być sobą. (s. 246)

Jesteśmy fikcją. Konstruujemy siebie ze słów. (s. 246)

Mój problem wyglądał tak: jak się wydostać? To znaczy: jak się dostać do życia? (s. 251)

Każdy ma jakąś opowieść do wprowadzenia w życie. (s. 251)

Chce tylko pozbyć się korka, który w niej siedzi i powstrzymuje przed życiem. (s. 255)

Ona to ja. To znaczy kiedyś ja byłam nią. (s. 267)

*Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Wróżba. Wspomnienia dziewczynki, Agneta Pleijel, Kraków 2016.

Lot nad kukułczym gniazdem – Ken Kesey

[…] odesłać którego […] na remont generalny do głównego budynku, gdzie rozmontują mu głowę i naprawią, co trzeba. (s. 23)

[…] jesteśmy maszynami, które mają defekty nie do naprawienia, defekty wrodzone lub spowodowane przez kolizje, czołowe zderzenia z tysiącami nieustępliwych przeszkód wciągu lat; gdy nas zabierano do […], byliśmy wrakami krwawiącymi rdzą gdzieś na złomowisku. (s. 24)

Tu, […] usuwa się usterki nabyte w miastach, w kościołach i w szkołach. Kiedy naprawiony wyrób powraca do społeczeństwa – zupełnie jak nowy, a czasem lepszy  od nowego […]. […] to, co […] trafiło jako bryła szmelcu, jest teraz sprawną, wyregulowaną cząstką, chlubą […] i radością dla oka. (s. 52)

[…] nic bowiem tak nie irytuje ludzi, którzy chcą ci obrzydzić życie, jak to, że zachowujesz się, jakbyś tego nie zauważał. (s. 138)

Lot nad kukułczym gniazdem

[…] nigdy nie myślał, że kiedykolwiek dorówna innym ludziom – od początku wiedział, że to mu się nie uda – ale musiał się starać, bo inaczej by został hen w tyle. I dlatego mógł żyć przez te czterdzieści lat, jeśli nie w świecie ludzi, to przynajmniej na jego skraju. (s. 157)

[…] odbywają darmowy lot na Księżyc. No, może niezupełnie darmowy. Płacą szarymi komórkami. Maja ich jednak miliardy, wiec spokojnie mogą sobie na to pozwolić. (s. 212)

[…] trzeba się śmiać ze wszystkiego, co boli, aby zachować równowagę i nie dać się zwariować. (s. 280)

Dobrze wiedział, że ludzie, jak to ludzie, prędzej czy później odsuwają się od jednostek dających z siebie więcej, niż muszą, od świętych Mikołajów, misjonarzy, filantropów, i zaczynają pytać: Co z tego mają? Uśmiechają się pod nosem, widząc, jak młody prawnik obdarowuje orzeszkami dzieci ze szkoły w swoim okręgu – i to tuż przed wyborami do senatu stanowego, cwaniaczek – i mówią do siebie: Nie w ciemię bity! (s. 293)

Chcesz znać przyczynę powodów […]. Poczucie winy. Wstyd. Lęk. Niedocenianie siebie. W młodym wieku odkryłem, że jestem… bądźmy wielkoduszni i powiedzmy „inny”. To lepsze, ogólniejsze słowo od tego, którym zwykle posługują się ludzie. Pozwalałem sobie na pewne praktyki, które społeczeństwo uważa za wstydliwe. I zachorowałem. Nie sądzę, żeby powodem były akurat te praktyki, raczej świadomość, że wskazuje na mnie potężny, karzący palec społeczeństwa, a donośny głos milionów powtarza: „Wstyd. Wstyd. Wstyd”. Tak społeczeństwo postępuje z odmieńcami. (s. 348)

[…] służąc […] za przykład tego, jak kończą ci, którzy próbują walczyć z panującym porządkiem. (s. 364)

*Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Lot nad kukułczym gniazdem, Ken Kesey, Warszawa 2015.

Ósme życie – Nino Haratischwili

Tom I

[…] żyj tak, jak żyli twoi rodzice, i rzadko, a najlepiej nigdy nie bądź sama. Samotność jest niebezpieczna i niepotrzebna. Ten kraj ubóstwia wspólnotę i nieufnie traktuje odludków. Pojawiaj się w gromadzie, z przyjaciółmi, we wspólnotach rodzinnych i w towarzystwie ludzi o podobnych zainteresowaniach – w pojedynkę niewiele będziesz znaczyć. (s. 21)

Bądź zawsze dumna ze swojego kraju, nigdy nie zapomnij swej mowy, zagranica, obojętnie jaka, niech będzie piękna, intrygująca i fascynująca, ale niech nigdy, nigdy, nigdy nie będzie lepsza od twojej ojczyzny. (s. 21-22)

Manifestuj swoją otwartość i tolerancyjność, interesuj się innymi kulturami, o ile szanują one i podkreślają niezwykłość i wyjątkowość twojej ojczyzny. (s. 22)

Nigdy nie zdradzaj męża, a jeśli mąż cię zdradzi, wybacz mu, bo przecież jest mężczyzną. (s. 22)

Żyj przede wszystkim dla innych. Bo inni tak czy inaczej zawsze wiedzą lepiej, co dla ciebie dobre. (s. 22)

W tym kraju 8 listopada 1973 roku przyszłam na świat, który był zbyt zajęty swoimi sprawami, żeby moje pojawienie się jakoś specjalnie zauważyć. Afera Watergate, demonstracje przeciwko wojnie w Wietnamie, rządy czarnych pułkowników w Grecji, kryzys naftowy i kariera Elvisa – to wszystko nie dawało spokoju światu na zachodzie, podczas gdy jego część wschodnia pod rządami Breżniewa pogrążała się w głuchej stagnacji. Stagnacji, która oznaczała, że władzy broni się wszystkimi środkami, a przez to odrzuca jakiekolwiek reformy i coraz bardziej przymyka oczy na przejawy rozkwitu korupcji i czarnego rynku.

W obu jednak częściach świata słuchało się po raz pierwszy The Great Gig in the Sky Pink Floydów. Na Zachodzie publicznie, na Wschodzie po kryjomu. (s. 23)

Orzekła, że jestem „dzieckiem z ponadprzeciętną potrzebą harmonii”. (s. 25)

[…] w czasach gdy świat zaczyna chwiać się posadach, umiejętność zdrowego przeklinania to niedoceniana sztuka. (s. 29)

– Ten dywan to historia. A w tej historii jest skrytych mnóstwo innych historii. […]

Patrzyłam na ornamenty na czerwonym tle.

– To wszystko są pojedyncze nitki. Pojedyncza nitka jest pojedynczą historią, rozumiesz?

[…]

– Ty jesteś nitką, ja jestem nitką, razem stanowimy mały ozdobnik, a z wieloma innymi nitkami tworzymy wzór. Każda nitka jest inna, innej grubości i innego koloru. Trudno objąć wzrokiem cały wzór, ale kiedy patrzy się jednocześnie na wszystkie nici, wtedy ukazują się fantastyczne rzeczy. […] Czy to nie piękne? […] Do tego dochodzi grubość tkania i liczba węzełków, a poza tym jeszcze różne układy kolorów. To wszystko tworzy teksturę […]. Kilimy są tkane z różnych historii. Trzeba je chronić i dbać o nie. Nawet jeśli ten leżał gdzieś zapakowany, rzucony molom na pożarcie, teraz musi ożyć i opowiedzieć nam swoje historie. Jestem pewna, że my też jesteśmy tam wplecione, nawet jeśli nigdy nie przyszło nam to do głowy. (s. 31)

Czy nie powinno się przychodzić na ten świat dwa, trzy, cztery, nieskończoną ilość razy, żeby móc zrealizować wszystkie swoje pragnienia? Wykorzystać wszystkie możliwości? (s. 74)

Ponoć przez dwie godziny klęczała w cerkwi i modliła się głośno: „Proszę, o Boże, proszę, proszę, jeśli to Twoja wola, nie będę tańczyć albo będę tańczyć później, ale spraw, by Simon wrócił do mnie albo by mój uparty ojciec zlitował się nade mną i pozwolił mi jechać do męża. Zdaje mi się, że kocham go naprawdę, i to jest takie niesprawiedliwe, Boże, bo przecież nie mogłeś mnie stworzyć ze wszystkimi tymi myślami i marzeniami tylko po to, żebym zawsze była posłuszna innym. Proszę, spraw, żeby spełniła się moja wolna wola, tak jak spełnia się Twoja. Tak, wiem, że powinnam odmówić dziesięć Ojcze nasz i w każdy Poniedziałek Wielkanocny przynosić zmarłym czerwone jajka, i rozlewać czerwone wino na grobach. Zaniedbywałam chrześcijańskie obowiązki, ale chętnie wszystko nadrobię, więc proszę, okaż mi trochę wyrozumiałości. Jeśli wszystko stworzyłeś, to taniec chyba też, prawda?”. (s. 84)

Chcesz być wolna? Bądź wolna. Chcesz tańczyć? Tańcz. Chcesz być mężatką? Bądź mężatką. To nie jest hańba. Ale wszystkiego naraz zrobić się nie da. Mieć wszystko, to jak nie mieć niczego. (s. 171)

[…] czy marzenia nie są po prostu przeszkodami, które odciągają od tego, co istotne. (s. 188)

[…] wątły, bez żadnych ambicji poza czytaniem książek. (s. 190)

Brak nadziei był do tej pory jedyną stałą w jej życiu i obecna zmiana budziła jej lęk. (s. 255)

Czekolada stała się jedynie wspomnieniem z innej epoki, bez czekolady zapominało się słodycz, bez słodyczy zapominało się dzieciństwo, bez dzieciństwa zapominało się początek, a bez początku nie rozpoznawało się końca. (s. 301)

Ósme życie

Tom II

– […] mieszkają w tobie dwa zwierzątka. Jedno husky, pies zaprzęgowy o jaskrawoniebieskich oczach. Od niego pochodzi twoje niebieskie oko. Drugie to jeż, mały nieśmiały i kłujący. Od niego pochodzi twoje brązowe oko. Husky to ta strona ciebie, która cały czas szuka tego, co dalekie, i niewzruszenie podąża swoją drogą, coraz dalej i dalej, nie cofając się przed żadną przygodą. Jeż zaś to ta strona ciebie, która potrzebuje spokoju, bezpieczeństwa i miłości, boi się dalekiego świata i woli się wycofać. (s. 124)

Zaprawdę mądrze […], postanowiła matuszka Rosja wzmacniać swą mała, cokolwiek krnąbrną i niesforną córkę Gruzję w jej słabościach i słabości te przedstawiać jako zalety, tak że owa córka zaczęła podobać się sobie w tej roli i sądząc, że przechytrzyła matkę, uwalniać się spod jej władzy. Nie dostrzegła jednak, że starając się zdobyć miłość i pochwały matki, dla tej miłości się prostytuowała. (s. 130)

Nie wiedziała, co z sobą zrobić. […] obgryzała paznokcie, gapiła się bezradnie w ciemność i szukała sposobu, żeby być kimś innym, nie sobą. W którym momencie rozminęła się z sobą samą, gdzie odbiła od właściwej drogi, kiedy to się stało i jaka w ogóle droga była jej drogą? (s. 132)

Bo wszyscy byliśmy w końcu szczęśliwi, nawet jeśli było to szczęście gruźlika, którego przeznaczeniem jest śmierć […]. (s. 179)

[…] najwidoczniej chciała żyć czymś, czym na co dzień żyć nie mogła, i dlatego szukała sobie innego życia. Ta młoda kobieta była do niej tak podobna i jednocześnie tak niepodobna w swojej bierności, wewnętrznej dezorientacji i niezdolności do kształtowania samodzielnego życia. (s. 269)

Kiedy zadałam mu pytanie, czy wierzy w Boga, odpowiedział, że go szuka i jeśli znajdzie, zawiadomi mnie i poprosi Go dla mnie o audiencję. (s. 328)

[…] nie umie wziąć się w garść, a to przecież jedno z podstawowych zadań dnia codziennego. (s. 332)

[…] jest marzycielem, dla którego marzenia są ważniejsze niż ich urzeczywistnianie. Ja natomiast byłam kimś, dla kogo marzenia przestawały być marzeniami, kiedy zaczynało się je celebrować i lokować w nieokreślonej przyszłości albo uzależniać ich spełnienie od nieprzewidywalnego losu. (s. 465)

– Kiedy nie wiesz, kim jesteś, ze wszystkich możliwości, jakie stwarza ci twoje „ja”, wyszukaj to, co najbardziej niemożliwe i stań się tym […].  (s. 472)

Angielski miał smak morskiego powietrza i jesiennego zmierzchu na północnym wybrzeżu Morza Czarnego, pachniał trochę budkami z rybą, a trochę deszczem. Francuski […], roztapiał się na języku jak konfitury z moreli i jak wytrawne białe wino. Rosyjski miał w sobie nieskończoną dal, pola zbóż, samotność i iluzje. W gruzińskim czuło się kurz, pełnię smaku, a czasem grę w chowanego w lesie. Niemiecki […], miał z początku smak żelaza i goryczy, potem ten smak się zmienił i przypominał algi, jeszcze później ciemnozielony mech, wreszcie stał się ostry, choć miły, aż w końcu zaczął smakować dojrzałymi kasztanami i wysokością, tak, wysokością przyprawiającą o zawrót głowy. (s. 494)

*Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Ósme życie, t.1-2, Nino Haratischwili, Kraków 2016.

Fatum i furia – Louren Groff

Kiedy krewni cię odrzucają, […], trzeba stworzyć własną rodzinę. (s. 59)

[…] przekleństwami posługują się tylko ludzie upośledzeni werbalnie. (s. 62)

[…] na podstawie uważnej obserwacji swojego otoczenia doszła do wniosku, że lepiej być dziwadłem niż słodką panienką. [Mądra dziewczynka. O, tak]. (s. 69)

Zbyt inteligentna, by czuć się szczęśliwa. (s. 104)

To rodzina mówi ci, kim jesteś. Bez rodziny jest się nikim. (s. 104)

Jestem patologicznie prawdomówna. (s. 105)

Daj spokój. Małżeństwo buduje się na kłamstwach. Głównie w dobrej wierze. Na przemilczeniach. Gdyby wypowiedzieć na głos wszystko, co myśli się o współmałżonku, można by go zetrzeć w proch. Nigdy cię nie okłamała. Po prostu nie wszystko ci mówiła. (s. 224)

Fatum i furia

[…] przecież ona wygląda jak dziecko bibliotekarki. Jakby przez cały czas stała w ulewnym deszczu. (s. 248)

[…] ich związek przypomina mi relację rzepa z psem. (s. 249)

Ogromne połacie jej życia były dla jej męża tylko białymi plamami. Na każde szczere wyznanie przypadał jeden sekret. Można kłamać, mówiąc lub milcząc. (s. 356)

[…] matki zawsze skazują swoje potomstwo na samotną walkę. (s. 385)

Pomyślała, że życie ma kształt stożka, teraźniejszość to jego szeroka podstawa, a przeszłość zwęża się ku ostremu wierzchołkowi. Im dłużej się żyje, tym bardziej rozszerza się podstawa, a rany i zdrady, których wcześniej się nie zauważało, rozrastają się jak plamki na powoli nadmuchiwanym balonie. Drobna skaza u dziecka staje się w dorosłym życiu okropną i nieodwracalną deformacją o postrzępionych brzegach. (s. 385)

W słowach „stara panna” skrywała się wolność […]. (s. 395)

Tak naprawdę Mathilde zawsze była jak zaciśniętą pięść. Tylko przy Lotcie stawała się otwartą dłonią. (s. 399)

To prawda: to nie wielkie, przełomowe wydarzenia, ale błaha codzienność stanowi treść życia. (s. 424)

*Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Fatum i furia, Lauren Groff, Kraków 2016.

Idź – Tomas Espedal

Zapominamy o tym, co fundamentalne, o radości z budzenia się, z tego, że można wstać, iść do kuchni i wypić szklankę wody. (s. 18)

[…] zamawiam piwo. Pierwsze jest dobre. Drugie najlepsze. Trzecie jest lepsze od pierwszego, czwarte wyśmienite, piąte również, przy pozostałych nie chodzi o smak, tylko o to, żeby pić, o oszołomienie. O dobre powolne zapominanie. Nie takie jak przy winie czy wódce, nie tak zniecierpliwione, nie tak agresywne […]. (s. 19)

[…] masz przeżyć całe życie ze sobą. Możesz znaleźć nową kochankę, możesz opuścić rodzinę i przyjaciół, wyjechać, znaleźć nowe miasto i nowe miejsca, możesz sprzedać to, co posiadasz, i pozbyć się wszystkiego, czego nie lubisz, ale nigdy – dopóki żyjesz – nie pozbędziesz się samego siebie. (s. 19)

Prawdą jest to, że masz ochotę wykonywać jakiś zawód, ale nie ma takiego zawodu, na który miałbyś ochotę. (s. 30)

Strzyżenie. Zamknąć oczy. Kiedy znów je otwierasz, jesteś odmieniony. Czujesz, że jesteś ostrzejszy, czyściejszy i starszy.

IdźCzujesz, że jesteś nowy. Jesteś ten sam w nowy sposób. Wyraźnie widać, że się postarzałeś. Przy krótkich włosach twarz staje się wyraźniejsza, duży nos rośnie. Oczy wycięte na wierzch, wyrastają z twarzy niczym dwa wrażliwe na światło kwiaty, niebieskie irysy i lilie; miękkie usta w kształcie liścia z bliznami po ciosach i zranieniach, twoja przeszłość, jej powolne wywoływanie w lustrze. Za młodu miałem zwyczajną twarz, wydawało się, że można jej użyć do wszystkiego. Mogła stać się tym, kim chciała, była nic niemówiącą twarzą. Dopiero kiedy doznała szkód w wyniku wszystkich tych bijatyk i boksowania, zaczęła mieć ograniczenia, zwęziła się, stwardniała, nabrała zdecydowania. Postanowiłem zniszczyć jej możliwości, chciałem, żeby stała się prosta. Taka twarz zmienia się nieustannie, nie sztywnieje, nie zasypia, zdarza się, że człowiek jej nie poznaje. (s. 61)

Luksusowe łodzie, samochody, za duże domy; one rosną, bogactwo rośnie, lecz ludzie, którzy je zaludniają, stają się mniejsi, prawie ich nie widać, znikają w tym, co jest ich własnością. Może się wydawać, że ludzie inwestują w to nowe bogactwo w oddalanie się od otoczenia. Wynoszą się ponad innych, izolują od natury, odgradzają od tego, co nieznane i obce, przezwyciężają podróż i wykupują się od nieprzyjemności i trudności, od wszystkiego tego, co mógłby przynieść nowe, nieprzewidziane doświadczenie. Może się wydawać, że inwestują pieniądze w zupełnie nową formę głupoty.

Głupota nowego bogactwa. Głupota zbyt wielkich domków letniskowych i domów. Głupota zbyt wielu samochodów. Ilu samochodów potrzebuje jeden człowiek? Ilu pokoi potrzebuje dom? Ilu toalet potrzebuje kapitalista? Ile głupoty wytrzyma społeczeństwo? Głupota szybkich pieniędzy. Głupota konsumpcji. Głupota chciwości. Głupota nowego bogactwa. (s. 72)

Po co ten niezauważalny bunt, niesłyszalny protest, ta próba zrobienia czegoś inaczej, trudniej? Zawsze chciałem żyć inaczej, w zupełnie inny sposób niż ten, do jakiego zostałem wychowany. Od dzieciństwa czuję głęboką niechęć do robienia tego, co mi kazano. Zawsze chciałem wszystko sobie utrudniać. Nigdy lżej, nigdy prościej, zawsze ciężej i zawsze w sposób niemożliwy do mnie samego. I dokąd to mnie doprowadziło? (s. 73)

Po co podróżować? Dlaczego raczej nie zostać w domu, w pokoju, w miejscu, które lubi się najbardziej ze wszystkich miejsc, tam, gdzie się mieszka? Wygodny dom, niezbędne pomieszczenia, w których zebraliśmy wszystko, czego nam potrzeba, wygodne łóżko, biurko, mnóstwo książek. Okno z widokiem na morze, ogród z jabłoniami i żywopłotem z ostrokrzewu – piękny ogród, rośnie dziko. Dobrzy sąsiedzi, codzienne spacery do sklepu i z powrotem, żeby kupić gazety, żeby porozmawiać z córką sklepikarza, żeby przejść obok koni, które chronią się pod dębami, kiedy pada. Żeby znaleźć spokój, cieszę, głębszą przynależność. Żeby robiąc codziennie to samo, wydeptywać swoje ścieżki i zwyczaje w domu, szorować i sprzątać, pracować w ogrodzie, oglądać te same twarze, chodzić na te same spacery, powtarzać się; żeby stworzyć dobre, spokojne życie. (s. 129)

[…] nie ma nic lepszego niż iść, przemieszczać się o własnych siłach, stawiać jedną stopę przed drugą i wkraczać w coś w rodzaju zapomnienia, będącego jednocześnie intensywną obecnością; zapominamy, że idziemy, zapominamy o samej czynności i wysiłku związanym z poruszaniem się, a jednocześnie, idąc, słyszymy wyraźniej, wąchamy ostrzej, wszystko przeżywamy mocniej. (s. 141)

Im lżej się idzie, tym łatwiej o myśli bez znaczenia, o lżejsze myśli, chodzeniem pozbywam się zmartwień i myśli poważnych, już nie zastanawiam się nad tym, czym się zajmę, kiedy ta wyprawa się skończy, gdzie będę mieszkał i co pisał; w miarę jak posuwamy się na przód, myśli kierują się w przeciwną stronę, cofają się coraz dalej w czasie, myślę o młodzieńczych latach i o dzieciństwie, drepczę z powrotem tam, gdzie byłem, a jednocześnie zmierzam ku czemuś nieznanemu i nowemu. (s. 145)

Istnieje wiele sposobów podróżowania i wiele sposobów siedzenia w domu […]. (s. 153)

*Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Idź, Tomas Espedal, Warszawa 2013.

Małe życie – Hanya Yanagihara

[…] cała sztuka z przyjaźnią polega na tym, żeby znaleźć ludzi lepszych od siebie, nie inteligentniejszych, nie bardziej cool, ale lepszych, serdeczniejszych i bardziej wybaczających, a potem szanować ich za to, czego mogą cię nauczyć i słuchać ich, gdy mówią ci coś o sobie samym, choćby najgorszego… albo i najlepszego, to się zdarza; i ufać im, co jest najtrudniejsze ze wszystkiego. Ale też i najlepsze. (s. 242)

[…] czy przyjaźń to większe uzależnienie niż związek z kobietą? Dlaczego wydaje się godna podziwu, kiedy ma się dwadzieścia siedem lat, a budzi zgorszenie u trzydziestosiedmiolatka? Dlaczego przyjaźni nie traktuje się na równi ze związkiem? A może jest lepsza? Dwoje ludzi pozostaje razem przez lata, a wiążą ich nie seks, nie atrakcyjność fizyczna, nie pieniądze, nie dzieci, nie własność, lecz wzajemna zgoda na bycie razem, wzajemne zobowiązanie wobec unii, która nie daje się skodyfikować. Przyjaźń oznacza bycie świadkiem dręczących nieszczęść przyjaciela, długich okresów nudy i rzadkich triumfów. To przywilej bycia przy drugiej osobie w jej najtrudniejszych chwilach i świadomość, że samemu też można się przy niej czuć podle. (s. 259)

Małe życieŚwiatem tamtych rządzą dzieci, mali despoci, których potrzeby – szkoły, obozy letnie, zajęcia pozalekcyjne i korepetycje – dyktują wszelkie decyzje, i tak pozostanie przez najbliższe dziesięć, piętnaście, osiemnaście lat. Posiadanie dzieci wzbogaciło ich dorosłość o natychmiastowe i niezaprzeczalne poczucie celu i kierunku: dzieci determinują długość i miejsce spędzania wakacji, od potrzeb dzieci zależy, czy zostaną jakieś pieniądze, a jeżeli tak, to na co je wydać, dzieci nadają kształt dniom, tygodniom, latom, życiu. Dzieci są swoistym rodzajem kartografii – trzeba kierować się mapą, którą wręczają rodzicom w dniu swoich narodzin.

Lecz on i jego przyjaciele nie mają dzieci, a ich nieobecność sprawia, że świat rozciąga się przed nimi, niemal dławiąc od możliwości. Bez dzieci status człowieka jako dorosłego nigdy nie jest pewny, bo bezdzietny dorosły stwarza dorosłość sam dla siebie i jakkolwiek jest to często stan ekscytujący, to jest to zarazem stan ciągłej niepewności, ciągłej wątpliwości. (s. 352-353)

Związki nigdy nie dostarczają nam wszystkiego. Dostarczają niektórych rzeczy. Masz pełną listę rzeczy, których oczekujesz od drugiej osoby – zgrania seksualnego, powiedzmy, albo dobrej rozmowy, albo wsparcia finansowego, albo odpowiedniego poziomu intelektualnego, albo miłego usposobienia, albo lojalności – i wolno ci wybrać trzy z tych rzeczy. Trzy i koniec. Może cztery, jeżeli masz szczęście. Tylko w kinie znajduje się partnera, który oferuje pełny zestaw. W realnym świecie musisz się zdecydować, z którymi trzema wartościami chcesz spędzić resztę życia, a potem poszukać tych wartości w drugiej osobie. Na tym polega życie. Nie widzisz że to pułapka? Jeżeli będziesz się upierała znaleźć wszystko, skończysz z niczym. (s. 644-645)

*Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Małe życie, Hanya Yanagihara, Warszawa 2016.