Andrzej Wajda – résumé

Andrzej Wajda
Andrzej Wajda, 1874*

Andrzej Wajda

– to historia polskiego kina i filmu, to także historia polskiego plakatu i historia Polski.

Przegląd jego filmów gwarantuje więc szereg doznań, na wielu poziomach.

Zapraszam więc i Ciebie do tej przygody. Daj się wciągnąć…

Filmy**:

 
  1. 1954 – Pokolenie – dramat, wojenny, psychologiczny; kinowy debiut Wajdy; ekranizacja powieści Bohdana Czeszki pod tym samym tytułem.
  2. 1956 – Kanał – dramat, wojenny; ekranizacja opowiadania Jerzego Stefana Stawińskiego pod tym samym tytułem.
  3. 1958 – Popiół i diament – dramat, psychologiczny, polityczny; adaptacja powieści Jerzego Andrzejewskiego pod tym samym tytułem.
  4. 1959 – Lotna – dramat, wojenny; adaptacja opowiadania Wojciecha Żukrowskiego pod tym samym tytułem.
  5. 1960 – Niewinni czarodzieje – dramat, psychologiczny.
  6. 1961 – Samson – dramat, wojenny, psychologiczny; adaptacja powieści Kazimierza Brandysa pod tym samym tytułem.
  7. 1962 – Powiatowa lady Makbet – obyczajowy; ekranizacja powieści Nikołaja Leskowa pod tym samym tytułem.
  8. 1962 – Miłość dwudziestolatków – film nowelowy; Warszawa, reż. Andrzej Wajda.
  9. 1965 – Popioły – dramat, historyczny, kostiumowy; ekranizacja powieści Stefana Żeromskiego pod tym samym tytułem.
  10. 1967 – Bramy raju – dramat; ekranizacja powieści Jerzego Andrzejewskiego pod tym samym tytułem.
  11. 1968 – Przekładaniec – nowela filmowa, komedia science fiction.
  12. 1968 – Wszystko na sprzedaż – dramat.
  13. 1969 – Polowanie na muchy – satyra.
  14. 1970 – Krajobraz po bitwie – dramat, obyczajowy; adaptacja opowiadania Tadeusza Borowskiego Bitwa pod Grunwaldem.
  15. 1970 – Brzezina – dramat, psychologiczny; telewizyjna adaptacja opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza pod tym samym tytułem.
  16. 1971 – Piłat i inni – dramat; telewizyjna adaptacja wątku powieści Michaiła Bułhakowa Mistrz i Małgorzata.
  17. 1972 – Wesele – dramat, kostiumowy; ekranizacja dramatu Stanisława Wyspiańskiego pod tym samym tytułem.
  18. 1974 – Ziemia obiecana – obyczajowy; adaptacja powieści Władysława Reymonta pod tym samym tytułem.
  19. 1976 – Smuga cienia – dramat, psychologiczny; adaptacja powieści Josepha Conrada pod tym samym tytułem.
  20. 1976 – Człowiek z marmuru – dramat, obyczajowy, polityczny.
  21. 1978 – Bez znieczulenia – dramat, obyczajowy, polityczny.
  22. 1979 – Panny z Wilka – dramat, obyczajowy, psychologiczny; ekranizacja opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza pod tym samym tytułem.
  23. 1979 – Dyrygent – dramat, obyczajowy, psychologiczny; ekranizacja opowiadania Andrzeja Kijowskiego pod tym samym tytułem.
  24. 1981 – Człowiek z żelaza – dramat, obyczajowy, polityczny; kontynuacja Człowieka z marmuru.
  25. 1982 – Danton – dramat, historyczny, biograficzny; ekranizacja dramatu Stanisławy Przybyszewskiej Sprawa Dantona.
  26. 1983 – Miłość w Niemczech – dramat, wojenny; adaptacja powieści Rolfa Hochhutha pod tym samym tytułem.
  27. 1985 – Kronika wypadków miłosnych – dramat, obyczajowy, psychologiczny; ekranizacja powieści Tadeusza Konwickiego pod tym samym tytułem.
  28. 1988 – Biesy – dramat, psychologiczny; adaptacja powieści Fiodora Dostojewskiego pod tym samym tytułem.
  29. 1990 – Korczak – dramat, wojenny, biograficzny.
  30. 1992 – Pierścionek z orłem w koronie – dramat, wojenny; adaptacja powieści Aleksandra Ścibora-Rylskiego Pierścionek z końskiego włosia.
  31. 1994 – Nastazja – dramat; adaptacja powieści Fiodora Dostojewskiego Idiota.
  32. 1995 – Wielki Tydzień – dramat, wojenny, psychologiczny; adaptacja opowiadania Jerzego Andrzejewskiego pod tym samym tytułem.
  33. 1996 – Panna Nikt – dramat, psychologiczny; ekranizacja powieści Tomka Tryzny pod tym samym tytułem.
  34. 1999 – Pan Tadeusz – dramat, kostiumowy; adaptacja epopei Adama Mickiewicza pod tym samym tytułem.
  35. 2000 – Wyrok na Franciszka Kłosa – dramat, wojenny; telewizyjna adaptacja powieści Stanisława Rembka pod tym samym tytułem.
  36. 2002 – Zemsta – komedia, kostiumowy; adaptacja komedii Aleksandra Fredry pod tym samym tytułem.
  37. 2005 – Solidarność, Solidarność… – film nowelowy; Człowiek z nadziei, reż. Andrzej Wajda.
  38. 2007 – Katyń – dramat wojenny.
  39. 2009 – Tatarak – dramat, obyczajowy; adaptacja opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza pod tym samym tytule.
  40. 2013 – Wałęsa. Człowiek z nadziei – dramat, biograficzny.
  41. 2016 – Powidoki – inspirowany biografią Władysława Strzemińskiego.

Ps. Powyższe zestawienie należy chyba do tej kategorii, co tabliczka mnożenia – nie znać nie uchodzi 😉 !!

*Autor nieznany – zeskanowane z Kalendarium Polskiego 1944-1984, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa, Polska, 1987, domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=10699372, dostęp 29.10.2016.

**Zestawienie uwzględnia daty produkcji filmów (nie premier).


BIBLIOGRAFIA

 

American dream. „Dziewczyny” – Emma Cline

DziewczynyTytuł – Dziewczyny

Autor – Emma Cline

Tłumaczenie – Alina Siewior-Kuś

Wydawnictwo – Sonia Draga

Rok – 2016

  • DLA KOGO – dla wielbicieli fikcji, która lekko zahacza o fakty, klimatów lat 60. XX wieku i kultury amerykańskiej w ogóle, dla entuzjastów niespiesznych zdań
  • PO CO – by poczuć się tu i teraz, by delektować się chwilą – lekturą
  • MOJA OCENA – 5/6
Pierwsze wrażenie

Powieści Emmy Cline Dziewczyny* minęła się z moimi oczekiwaniami, uznałam nawet, że nie warta jest uwagi i nie zasługuje na notę. Taka decyzja zapadła po sto którejś stronie. A biorąc pod uwagę fakt, że książka ma tylko 360 stron, uznałam, że jest to decyzja ostateczna. Ale z każdym kolejnym akapitem ta decyzja traciła na ostrości. Z końcem lektury zmieniłam zdanie. Doświadczenie to swoiste i choćby z tej przyczyny już warte odnotowania. Ale po kolei…

Dziewczyny i ich ulotność

Książka zwraca na siebie uwagę swą krzykliwą okładką. Każdy rzuci na nią okiem. Do tego ascetyczny tytuł, który w zasadzie niczego nie mówi, ale przez swoją prostotę, takie „po prostu”, zaczyna intrygować. I jeszcze te zapowiedzi wydawnicze… Nic tylko dać się złapać. Czy może raczej nabrać? Moje oczekiwania, za sprawą promocyjnych sugestii, były bardzo konkretne. Co zaowocowało niesmakiem – poczułam się w pewnej chwili po prostu oszukana. W czym rzecz?

Intryguje mnie kultura amerykańska. Skąd się to wzięło? Chyba za sprawą muzyki. Później i literatury. Dziś o amerykańskiej kulturze zwykle mówi się w sposób lekceważący, nieco nawet pogardliwy, jako o tej, która nie niesie ze sobą żadnych wartości, od której wieje pustką, tandetą. Każdy zaś, kto choć trochę zagłębił się w zagadnienie, wie, że nic bardziej błędnego, mylnego. Ta nieoczywistość jest dla mnie też magnesem. I te moje upodobania popchnęły mnie w stronę Dziewczyn.

Symbole Ameryki

Era hippisowska, to okres, który niewątpliwie w sposób znaczący wpłynął na wizerunek kultury amerykańskiej drugiej połowy XX wieku, zaś Charles Manson ze swoją ferajną (sektą zwaną Rodzina) to jeden z jego wręcz symboli. Dlatego powieść, która jest promowana, jako historia zanurzona w tamtym świecie (autorkę, która dorastała w Kalifornii, miejscu grasowania Manson, intrygował tamten czas) musiała przykuć moją uwagę. Przyznam, że dość naiwnie spodziewałam się sfabularyzowanej wersji faktów sprzed dekad, dostałam zaś… Zgoła coś innego. Właśnie ta rozbieżność sprawiła, że powieść zdyskwalifikowałam. Pochopnie zbyt, jak wkrótce się okazało.

Kameralność, intymność, ulotność, uniwersalność

Gdy pogodziłam się z faktem, że nie będą spełnione moje oczekiwania, poddałam się narracji Cline i dalsza lektura pochłonęła mnie zupełnie, będąc już tym, czym tylko może być czytanie – przyjemnością, której z niczym innym nie da się porównać. Po prostu się zapomniałam. Dziewczyny zyskały na „urodzie” tak bardzo, że zmieniły kategorię. Z półki NIE POLECAM przeniosłam książkę na półkę POLECAM.

Co zatem dostałam, jeśli nie fabularną wersję jednego lata z życia członków legendarnej sekty? Coś znacznie bardziej kameralnego, intymnego, ulotnego i uniwersalnego.

Dawno temu powstał film, który z czasem stał się kultowy. Ja jednak obejrzałam go chyba nie w porę, gdyż mnie nie przekonał. Przekonała mnie jednak książka, na podstawie której powstał filmowy obraz. Lektura uzmysłowiła mi czym jest opowieść o pięciu nastoletnich siostrach. Mowa o Przekleństwach niewinności (powieści Jeffreya Eugenidesa i filmie Sofii Coppoli). Książka dopiero sprawiła, że za sprawą słowa (a nie film za sprawą obrazu) weszłam w tamten świat. Wspominam o Przekleństwach, bo powieść ta jest tu jak najbardziej na miejscu. Ten kontekst jest według mnie znacznie bardziej słuszny, uzasadniony, adekwatny, niż ten dotyczący Mansona.

Przekleństwa niewinności[1]

Owszem, czas i miejsce się zgadzają. Mamy tu też bohaterów nieco na modłę słynnej Rodziny (Russell nieco na modłę samego Mansona i Suzanne nieco na modłę Susan Atkins), zamieszkujących upadłe ranczo, którzy pod przywództwem swego guru dokonali rzezi (nieco na modłę tej w domu Romana Polańskiego i jego żony Sharon Tate), wprowadzając w czyn swe „idee”. Jednak czy ta fabularyzowana wersja wydarzeń z końca lat 60. XX wieku jest istotą powieści? Gdy się przekonałam, że nie, poczułam zawód, rozczarowanie. Brnęłam jednak dalej i wkrótce odkryłam co nią jest. Wówczas dopiero odsłoniła się dla mnie wartość opowieści. Faktyczną istotą są tu cienie dojrzewania, właśnie owe „przekleństwa niewinności”.

Poczuliśmy do głębi, jakim więzieniem jest być dziewczyną, kiedy twój umysł jest zarazem aktywny i rozmarzony, lecz mimo to wie, jakie kolory do siebie pasują[2].

Powyższy cytat ze wspomnianego utworu Eugenidesa wydaje się oddawać istotę i atmosferę powieści Cline. Mamy tu portret dziewczyny z okresu dojrzewania, jakże wnikliwy, niejednoznaczny i uniwersalny. To jednak nie wszystko. Mamy tu też ukazany mechanizm działania psychiki nastoletniej dziewczyny, która z każdą chwilą zatraca się coraz bardziej. Mając przy tym świadomość albo raczej podskórnie przeczuwając, że konsekwencje przyjdzie jej ponieść niemałe. Mimo to poddaje się temu. Przypadek tylko sprawił, że nie sięgnęła dna – totalnego wykluczenia i zniewolenia, zatem w gruncie rzeczy tego, przed czym uciekała.

Ból istnienia

Stany Zjednoczonej Ameryki, Kalifornia, koniec lat 60. XX wieku, upalne lato, wolny czas i w tym wszystkim zanurzona nastoletnia niewinna dziewczyna, która nie wie co ze sobą począć. Na nikim jej jakoś szczególnie nie zależy, nikomu też szczególnie nie zależy na niej. Jest sama, nie przynależy. Tu ujawnia się tragizm jej sytuacji – z jednej strony nie chce współbyć z kimś, bo inni nie są warci jej uwagi, z drugiej jednak pragnie przynależeć, by nie być samotna, by z kimś tworzyć jakąś komunię dusz.

Wszyscy wokół żyją swoim życiem – rozwiedzeni rodzice, przyjaciółka, znajomi. Ona zaś za kilka tygodni zostanie wyrwana z tego, czego, choć nienawidzi, to dobrze zna i wrzucona w coś zupełnie jej obcego, być może jeszcze gorszego. Próbuje jakoś to wszystko przetrwać. Wałęsa się więc po mieście, mając nadzieję, że może czegoś się uchwyci… Może coś znajdzie…

I znajduje! O zgrozo! W parku spotyka dziewczynę, jakże inną od tych, które zna – piękną, pewną siebie, swobodną, arogancką, którą otacza aura tajemniczości – i przepada. Główna bohaterka, zbuntowana, wrażliwa, inteligenta, bystra i rozsądna, zafascynowana sposobem życia nowo poznanej, staje się uległa i zależna, bo dzięki temu, może otrzymać to, czego pragnie – poczucie bycia wśród swoich, swobodę, wolność, akceptację, tożsamość i przynależność. Wszystko jednak zmierza w stronę nieuniknionego.

Kalifornijski klimat

W powieść Cline to jednak nie wszystko. Jest tu coś jeszcze, co odgrywa rolę najważniejszą – sposób prowadzenia narracji. Niespieszny, senny, duszny. Dzięki temu opowieść nabiera wagi, znaczenia. Dzięki temu wytworzony został nastrój, który ciąg zdarzeń, fabułę całą spycha do roli tła (choć plan wydarzeń jest bardzo konkretny, to właściwie nic tu się nie dzieje, a może odwrotnie – choć nic tu się nie dzieje, to właściwie plan wydarzeń staje się bardzo konkretny), wydobywając tym samym na powierzchnię istotę powieści – przekleństwa niewinności.

*Tytuł oryginalny – The Girls, rok pierwszego wydania – 2016, rok pierwszego wydania polskiego – 2016.


[1] Jeffrey Eugenides, Przekleństwa niewinności, Kraków 2013.

[2] Ibidem, s. 44.

BIBLIOGRAFIA
  • Bugliosi Vincent, Gentry Curt, Helter Skelter. Sprawa Mansona, Warszawa 1999.
  • Eugenides Jeffrey, Przekleństwa niewinności, Kraków 2013.

Jesienne propozycje

Jesienne propozycje

Czas najwyższy na jesienne propozycje Bałwochwalicy Jednej!!!

Jesień zagościła… Czas więc najwyższy na propozycje na nowy sezon. Wykaz jest bardzo subiektywny, według indywidualnych upodobań. Nie znajdziesz tu ani kryminałów, ani horrorów, gdyż poszukiwania tropią nieco inne gatunki. Sporo natomiast jest literatury faktu.

Mam nadzieję, że niniejsze propozycje przypadną Ci do gustu.

I. Z teraźniejszości i przyszłości najbliższej

Pierwsza część zestawienia obejmuje publikacje, które ukazały bądź ukażą się tej jesieni.

  • Bracia Burgess – Elizabeth Strout – dla ceniących dobrą fabułę, analiza tego, co najciekawsze – relacji międzyludzkich; jeśli obce są ci wcześniejsze pozycje Strout (Olive Kitteridge i Mam na imię Lucy), to warto nadrobić; proponuję też miniserial Olive Kitteridge – rewelacja.
  • Śmieję się z bogami. Rozmowa z Fernandą Pivano – Charles Bukowski, Fernandą Pivano – pozycja obowiązkowa dla wielbicieli pisarza, literatury i kultury amerykańskiej.
  • Chleb prawie że powszedni. Kronika jednego życia – Zofia Stryjeńska – nie jestem entuzjastką książki Angeliki Kuźniak Diabli nadali poświęconej Stryjeńskiej, ale zacytowane fragmenty notatek bohaterki sprawiły, że już nie mogę się doczekać zatopienia w myślenie tej niebanalnej artystki; dla wielbicieli literatury intymnej i kultury polskiej w ogóle.
  • Dziewczyny – Emma Cline – dla wielbicieli fikcji osnutej wokół faktów, klimatów lat 60. XX wieku i kultury amerykańskiej w ogóle.
  • Gajcy. W pierścieniu śmierci – Stanisław Bereś – dla wielbicieli historii literatury polskiej i jej kontekstów.
  • Interwencje 2 – Michel Houellebecq – dla fanów pisarza oraz tych wszystkich, którzy umieją i chcą wsłuchiwać się w to, co inni mają do powiedzenia.
  • Mistrz i Małgorzata – Michał Bułhakow – w nowym przekładzie, wydarzenie literackie.
  • Najlepsze lata naszego życia – Marek Hłasko – dla wielbicieli talentu pisarza, historii literatury polskiej i jej kontekstów.
  • Ósme życie (dla Brilki), tom 2 – Nino Haratischwili – dla ceniących dobrą fabułę: losy bohaterów poszczególnych na tle wielkiej historii Europy; pod warunkiem, że masz za sobą tom 1.
  • Pilch w sensie ścisłym. Biografia – Katarzyna Kubisiowska – dla fanów pisarza.
  • Pociąg linii M – Patti Smith – pozycja obowiązkowa dla wielbicieli Patti Smith, dobrej muzyki, Nowego Jorku i kultury amerykańskiej w ogóle.
  • Tomek Beksiński. Portret prawdziwy – Wiesław Weiss – pozycja obowiązkowa dla wielbicieli  dobrej muzyki, Tomka i Beksińskich w ogóle.
  • Kronika wypadków filmowych – Bartosz Michalak – pozycja obowiązkowa dla kinomaniaków, dla wielbicieli talentu reżysera, polskiej szkoły filmowej i kultury polskiej w ogóle.
  • Woody Allen. Biografia – David Evanier – pozycja obowiązkowa dla kinomaniaków, dla wielbicieli talentu reżysera, Nowego Jorku i kultury amerykańskiej w ogóle.

II. Z przeszłości tej bliskiej, nieco dalszej i całkiem odległej

Druga część propozycji obejmuje publikacje, które ukazały się już jakiś czas temu. Niektóre całkiem niedawno, bo w tym roku, inne kilka lat wcześniej, a jeszcze inne są sprzed dekad. Dlaczego znalazły się w zestawieniu? Niektóre dlatego, że są à propos bieżących spraw, a niektóre dlatego, że warte są poświęcenia im jesiennych wieczorów.

Bo literacki Nobel:
  • Kroniki – Bob Dylan.
Bo odszedł Andrzej Wajda:
  • Bramy raju – Jerzy Andrzejewski.
  • Kronika wypadków miłosnych – Tadeusz Konwicki.
  • Brzezina, Panny z Wilka – Jarosław Iwaszkiewicz.
  • Popioły – Stefan Żeromski.
  • Popiół i diament – Jerzy Andrzejewski.
  • Ziemia obiecana – Władysław Reymont.
Bo film Wołyń:
  • Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia. Gdy jedni mordują, drudzy rzucają się by ratować – Witold Szabłowski.
  • Wołyń ’43 – Grzegorz Motyka.
Bo film Ostatnia rodzina:
  • Beksińscy. Portret podwójny – Magdalena Grzebałkowska.
  • Beksiński – dzień po dniu kończącego się życia – Zdzisław Beksiński.
Bo szkoda przegapić:
  • Dobrze się myśli literaturą – Ryszard Koziołek.
  • Idź – Tomas Espedal.
  • Kobiety Witkacego. Metafizyczny harem – Małgorzata Czyńska.
  • Małe życie – Hanya Yanagihara.
  • Maria Panna Nilu – Mukasonga Scholastique.
  • Moje królestwo. Rozmowa z Edwardem Dwurnikiem – Małgorzata Czyńska.
Bo zawsze warto:
  • 100/XX / 100/XX+50 Antologia polskiego reportażu XX wieku, tom 1-3 – praca zbiorowa.
  • Listy niezapomniane, tom 1-2 – Shaun Usher.
Bo uniwersalne, choć sprzed lat, na tu i na teraz:
  • Dzienniki – Witold Gombrowicz.

Ekscytującej jesieni!!!

Inicjały02

Esej o istocie. „Idź, czyli o sztuce dzikiego i poetyckiego życia” – Tomas Espedal

IdźTytuł – Idź, czyli o sztuce dzikiego i poetyckiego życia

Autor – Tomas Espedal

Tłumaczenie – Iwona Zimnicka

Wydawnictwo – Draft Publishing

Seria – Europa Odnaleziona

Rok – 2013

  • DLA KOGO – dla poszukiwaczy rzeczy niecodziennych, dla mających dość opasłych tomów, dla lubiących rzeczy mało popularne, dla niespieszących się, dla tych, którzy w codziennym chaosie i hałasie chcą się wyciszyć, zatrzymać, delektować
  • PO CO – by żyć głębiej, prawdziwiej, pełniej, intensywniej, barwniej, by dostrzec kolory rzeczywistości
  • MOJA OCENA – 6/6
Rozmiar XS

Zawsze lubiłam grube książki. No, może nie zawsze. Wtedy, kiedy czynność czytania z konieczności i obowiązku (tak było 😉 ) przerodziła się w przyjemność, jak już czytanie na dobre weszło mi w krew, najbardziej interesowały mnie tomiska. Po prostu, by „wejść” w opowieść potrzebowałam przynajmniej stu stron. Więc teraz, gdy tyle książek pojawiło się w rozmiarze XXL, nie ubolewam, nie załamuję rąk. Wręcz przeciwnie – cieszę się z perspektywy powolnego wchodzenia w świat nowy, nieznany. Co nie znaczy, że kilkustronicowe teksty nie mają u mnie szans.

Pochwała prostoty

Książeczka Idź, czyli o sztuce dzikiego i poetyckiego życia Tomasa Espedala* (raptem prawie 160 stron) zainteresowała mnie ze względu na serię, którą współtworzy – „Europa Odnaleziona” wydawnictwa Draft Publishing. Seria ta ma przybliżać dzieła współczesnych pisarzy europejskich, którzy do tej pory nie byli tłumaczeni na język polski. Nie zawiodłam się. Moja intuicja tym razem okazała się bezbłędna.

Skromnie wydane dzieło norweskiego autora, niszowe wręcz, o kolorowej okładce w stylu prymitywizmu Henri Rousseau Celnika, nie skrzeczy, nie szantażuje potencjalnego odbiorcy, nie nakazuje uznać go, zachwycać się nim jeszcze przed lekturą. Niestety, z powodu braku odpowiedniej oprawy, można przejść koło niego obojętnie. A szkoda, bo zasługuje na uwagę. Szczególnie dziś. Powieść ta (tu odczuwam pewien zgrzyt, do czego za chwilę powrócę) wymaga też pewnego skupienia, o które trudno w hałasie XXI wieku, co może stanowić przeszkodę w lekturze, ale jeśli tylko da się jej szansę (a może sobie?????), porwie!

Swoisty esej

Cóż to takiego, to Idź? To powieść, jak głosi strona tytułowa. Choć nie jest to powieść w klasycznym rozumieniu tego gatunku. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że narzucona przynależność gatunkowa wprowadzić może tylko w błąd, czy nawet wywołać rozczarowanie, jeśli czytelnik nastawi się na powieść z krwi i kości. Trafniejszym określeniem byłby esej, który jest gatunkiem bardzo pojemnym i sądzę, że w tym przypadku, znakomicie oddającym ducha tego norweskiego dzieła. Dostajemy narrację, mającą znamiona autobiografii, wspomnień, powieści podróżniczej, przygodowej, choć bez spektakularnych przygód, ale z rysem prozy poetyckiej, jest zatem jak w tyglu, niczym właśnie w eseju. Przychodzi mi do głowy też inny gatunek – poradnik (?)!!! Bo przecież pełen tytuł dzieła brzmi Idź, czyli o sztuce dzikiego i poetyckiego życia. Może nie jest to poradnik sensu stricto, ale jakaś wariacja na temat poradnika. To wówczas wskazywałoby na zupełnie inne rejony. Rejony literatury użytkowej, rządzące się już innymi prawami. Ten trop jednak, może nieco dyskusyjny, pozwoliłby dotknąć istoty tekstu – odpowiedzi na pytanie „jak żyć?”, bo przecież o tym on traktuje.

Filozofia życia

Książka jest, jak już sam tytuł wskazuje, o „iściu”, o realnej wędrówce. Główny bohater, niczym homo viator, tym żyje. Dla niego przemierzanie świata jest swoistą filozofią życia. To daje mu spełnienie, wolność, radość, szczęście. Nie może usiedzieć w miejscu, gdyż tylko idąc, czuje się dobrze. Poprzestając jednak na stwierdzeniu, że powieść (pozostańmy przy tym określeniu ze strony tytułowej) jest o pieszym podróżowaniu, można niektórych potencjalnych odbiorców zniechęcić. Nie każdy przecież jest entuzjastą tego rodzaju spędzania czasu, życia. Oczywiste. Powieść jest jednak czymś więcej. Jest o czymś bardziej uniwersalnym, o czymś, co dotyka każdego, bez względu na jego życiową filozofię. Idź jest w gruncie rzeczy o życiu – o przemierzaniu go, płynięciu przez nie, to nic innego jak peregrinatio vitae. Jest więc swoistym poradnikiem, pokazujący może nie dosłownie jak żyć (na szczęście, bo kto lubi, gdy mu się mówi jak ma postępować), ale to, co w tej naszej egzystencji jest ważne, wartościowe. Tu chodzenie, wędrowanie, takie dość anachroniczne, rodem z czasów najodleglejszych, staje się synonimem myślenia, refleksji, które wymagają zatrzymania się, obejrzenia, po prostu spowolnienia, spojrzenia z odpowiedniej perspektywy, dystansu, które wymagają też otwartości. Zatem tego wszystkiego, czego teraz jest jak na lekarstwo.

Niespieszne zdania, niespieszne refleksje, mnóstwo niespiesznych cytatów, odwołań do dawnych wagabundów… Iść tylko i się delektować!

Ps. Polecam kilka cytatów z tej nietuzinkowej publikacji, one przemówią najlepiej.

*Tytuł oryginalny – Gå. Eller kunsten å leve et vilt og poetisk liv, rok pierwszego wydania – 2006, rok pierwszego wydania polskiego – 2013.

Dobry duch – Frida Kahlo – „kulawa” Metyska

Dobry duch - Frida Kahlo
Frida Kahlo, fragment

Frida Kahlo

wł. Magdalena Carmen Frida Kahlo y Calderón

6 lipca 1907 – 13 lipca 1954
Dobry duch

Korowód dobrych duchów Bałwochwalni rozpoczyna Frida Kahlo. Skąd ten wybór? Nie, tu wyboru nie było. Frida musiała być pierwsza z racji szczególnego związku z Bałwochwalnią. Kiedy rodził się projekt, artystka towarzyszyła temu na każdym kroku. Za sprawą książki Barbary Mujicy Frida, którą wówczas niżej podpisana czytała, będącej rodzajem zbeletryzowanej biografii malarki. Nie będę pisać o samej książce, bo nie miejsce na to (być może kiedyś wrócę do niej), wspomnę jedynie, że książka oddaje ducha artystki i jej twórczości – niepowtarzalny koloryt, na pierwszy rzut oka radosny, na drugi już tragiczny. I tak, za sprawą przypadku, a może przeznaczenia, zarysowując wizję Bałwochalni, Frida stała tuż obok i podpowiadała… Inspirowała!

Powierzchnia

Frida Kahlo nie jest postacią nieznaną. Wręcz przeciwnie, ma swoją mocną pozycję w popkulturze. Wizerunek kolorowej artystki, o szczególnej urodzie, kaleki, komunistki, biseksualistki, żony Diego Rivery i kochanki Lwa Trockiego utrwalony jest na dobre. To niestety sprawia, że jest powszechnie znana tylko pozornie, że istoty się nie dotyka. Sama niekiedy łapię się na tym, że patrząc w wyobraźni na twarz malarki, zastanawiam się czy widzę rzeczywistą Fridę czy Salmę Hayek, która w popularnym swego czasu filmie wcieliła się w tę niepokorną postać. A na to przecież nie zasługuje.

Frida

Oczywiście o wyborze Fridy na dobrego ducha Bałwochwalni nie zadecydował zbieg okoliczności, ale to kim była i jaka była. Frida uosabia zjawiska, które w gruncie rzeczy się wykluczają, są nie do połączenia. Bo jak można być wolnym i jednocześnie zniewolonym? Od dziecka chadzająca swoimi ścieżkami (jako mała dziewczynka była krnąbrna, miała zawsze swoje zdanie, zaś jako nastolatka była typem chłopczycy, mającym na koncie wybryki, których największy chuligan by się nie powstydził), szybko musiała zmierzyć się z ograniczeniami, których nie można było pokonać. Można było albo się poddać, albo zacisnąć zęby, zaakceptować i robić swoje. Oczywiście przy temperamencie Fridy pierwsza ewentualność w ogóle nie wchodziła w grę. Dla niej była tylko jedna możliwość – robić swoje mimo wszystko.

Życie i sztuka

Świadectwem tego są zachowane zdjęcia i oczywiście obrazy. Bo malarka nie dzieliła życia na prywatne i zawodowe. I obrazy, które tworzyła opowiadają jej świat, ten zewnętrzny i ten wewnętrzny. Wyczytamy z nich utożsamianie się z Meksykiem, jego kulturą, folklorem, dorobkiem, historią, także miłość do wielkiego Diega Rivery, doświadczenie polio i wypadku autobusowego (złamania kręgosłupa, miednicy i nóg), którego konsekwencje ponosiła przez całe życie, unieruchomienie ciała w gipsie, stale nawracający ból, dolegliwości pourazowe, kolejne operacje, poronienia, stawianie czoła rzeczywistości, czerpanie z życia.

Inspiracja

Frida to wolny umysł i zniewolone ciało. Jej świat stał się dla artystki bezdennym źródłem inspiracji. Jej dzieła to głównie autoportrety oddające wiernie nie tylko jej twarz, ale i duszę – osobiste, ekspresyjne, dokumentujące jej egzystencję. To intymny autoportret. Trudno być wobec nich obojętnym. Przykuwają uwagę. I wywołują raczej gęsią skórkę, niż wzruszenie ramion. Włos się na głowie jeży, widząc zderzenia kolorów, mocną kreskę, uproszczenie środków wyrazu tych, jak sama Frida określała, realistycznych obrazów. Inni uznawali je za surrealistyczne, ale malarka sprzeciwiała się temu. Mawiała, że nie maluje marzeń, snów tylko swoją rzeczywistość.

Istota

Jaka była? Można mówić bez końca. Bystra, zadziorna, zdeterminowana, spontaniczna, energiczna, uwodzicielska, inteligentna, zdolna, z ogromnym poczuciem humoru, o żywiołowych charakterze i wyrazistych poglądach, niewyczerpanej fantazji i wyobraźni. Zawsze odrębna, osobna, inna. Dumna, pewna siebie, zuchwała, silna, uparta, twarda, pełna pasji, namiętności, kochająca życie.

Uczęszczała do najlepszej szkoły w Meksyku, by w przyszłości zostać lekarzem. Została jednak malarką. Nie z wyboru, ale z nudów. Unieruchomiona i przykuta do łóżka po wypadku (który przekreślił jej plany na dobre), chcąc zabić ciągnący się w nieskończoność czas, leżąc, zaczęła malować. Podstawy już miała, gdyż jako córka fotografa, pomogła ojcu retuszować fotografie w jego pracowni. I tak te pierwsze próby doprowadziły tę meksykańską artystkę do Luwru.

Multi-kulti

I jeszcze jedno. Byłam, jestem – i nie powiem, że będę tylko dlatego, że nigdy nic nie wiadomo, więc lepiej się nie zarzekać – zwolenniczką wielokulturowości. Idea multi-kulti bez dwóch zdań jest słuszna, a że człowiek jest istotą, która wszystko potrafi zniszczyć, nawet coś, co wydaje się, że do zniszczenia nie jest, to już inna kwestia. Wracając do meritum, jako więc entuzjastka koegzystencji różnych kultur z uwagą przyglądam się tym, którzy dają temu przykład. I fakt, że Kahlo była Metyską, że miała korzenie niemiecko-węgiersko-żydowskie z jednej stron, z drugiej indiańsko-hiszpańskie, jest kimś takim.

Z pewnością pomieszanie tak różnych kręgów kulturowych miało wpływ na osobowość, wrażliwość i wyobraźnię artystki. Choć podkreślić należy, że to z Meksykiem, w którym się urodziła i w którym żyła, utożsamiała się. Frida była Meksykiem, a Meksyk Fridą. Mawiała nawet, że urodziła się nie w roku 1907 tylko w 1910 – w roku narodzin nowego Meksyku. Co nie przeszkadzało jej wyjść poza lokalność, nie przeszkadzało jej być uniwersalną.

Podglądanie egzystencji Fridy, jej poczynań jest fascynujące. Pobudzić może, może dodać energii, siły, odwagi, może być inspiracją do działania, do życia. A o to przecież chodzi! Dlatego ta „kulawa” Metyska musiała znaleźć się w Bałwochwalni wśród gości honorowych!

Ps. Niektóre zdjęcia Fridy na długo zapadają w pamięć. Na mnie największe wrażenie zrobiły dwa ze szpitala w Nowym Jorku i tuż po operacji.

*Fot. Guillermo Kahlo (1871-1941) – Sotheby’s, domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=32639240, dostęp 23.09.2016.


BIBLIOGRAFIA