Drugie urodziny Bałwochwalni

Bałwochwalnia dziś – 8 września – świętuje!!!

I Bałwochwalni stuknęło dziś – 8 września – dwa lata! Dokładnie dwa lata temu nastąpiło jej otwarcie! Dokładnie dwa lata temu uchyliła swe skromne wrota i zaprosiła w swe progi!

1 rok, 4 pory roku razy 2, 4 kwartały razy 2, 12 miesięcy razy 2, 52 tygodnie razy 2, 365 dni razy 2, 8760 godzin razy 2, 525 600 minut razy 2, 31 536 000 sekund razy 2!!! Aż i tylko!!!

Lokomotywa

Najpierw – powoli – jak żółw – ociężale,

Ruszyła – maszyna – po szynach – ospale,

Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,

I kręci się, kręci się koło za kołem,

Lokomotywa Julian Tuwim

– Cóż to była za rok? – chciałoby się zakrzyknąć!!! Ale nieee! Ponieważ rok ten był… zbyt ospały, zbyt ociężały. Bałwochwalnia miała się kręcić jak karuzela szalona, nie ta z muzeum, która podrdzewiała skrzypi złowieszczo. Ale wyszło jak zawsze! Więc i tym razem nie będzie fajerwerków, piętrowego tortu, lejącego się strumieniami szampana, konfetti ani miliona prezentów.

Bo wciąż wszystko jakby dopiero ruszało, jakby dopiero się kręcić zaczynało. Wciąż nie tak szybko jakby się chciało i zwykle nie z takim efektem jakiego by człowiek oczekiwał czy pragnął.

Wielkie nadzieje

I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,

I dudni, i stuka, łomoce i pędzi,

A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!

Po torze, po torze, po torze, przez most,

Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las,

I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,

Do taktu turkoce i puka, i stuka to:

Tak to to, tak to to , tak to to, tak to to.

Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,

Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,

Nie ciężka maszyna, zziajana, zdyszana,

 

Lecz fraszka, igraszka, zabawka blaszana.

A skądże to, jakże to, czemu tak gna?

A co to to, co to to, kto to tak pcha,

Że pędzi, że wali, że bucha buch, buch?

To para gorąca wprawiła to w ruch,

To para, co z kotła rurami do tłoków,

A tłoki kołami ruszają z dwóch boków

I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,

Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy,

I koła turkocą, i puka, i stuka to:

Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!…

Lokomotywa Julian Tuwim

Mimo to BJ nie poddaje się! Nie zamka Bałwochwalni na cztery spusty. Bo wie czego chce, wie co jest jej celem i wie, że upór, wytrwałość i cierpliwość to cnoty, którymi musi się tu wykazać, gdyż widzi, że pomimo tych wszystkich niepowodzeń, upadków, stania w miejscu i też niekiedy niestety cofania się (na poziomach wszelakich – technicznym, merytorycznym, wizerunkowym i każdym innym), jej wizja mimo wszystko krystalizuje się! Nabiera, choć bardzo powoli, ale jednak, realnych kształtów.

Podziękowania należą się ogromne!

Bałwochwalcom literatury i kultury, którzy motywują i inspirują, wszystkim Wspierwaczom, którzy otuchy dodają na co dzień i od święta. Ich obecność jest nie do przecenienia. BJ choć jest osobą mentalnie dość niezależną, to obejść się bez innych nie może! Potrzebuje towarzystwa, by móc po prostu oddychać.

Zatem, DZIĘKUJĘ!!! Tobie, Tobie i Tobie!

Narodowe Czytanie 2018

Uważaj na marzenia!!!

I stało się! Literatura przedmiotem narodowej dyskusji! A marzyło się o tym!!! A trzeba było z tymi marzeniami uważać! Bo wyszło nie jak zawsze, lecz jak nigdy!

Akcja Narodowe Czytanie, zainicjowana sześć lat temu przez Prezydenta RP, która ma promować czytelnictwo, podczas której głowa państwa wraz z narodem czyta wielkie dzieła literatury polskiej (Pana Tadeusza, dzieła Fredry, Trylogię Sienkiewicza, Lalkę, Qvo vadis, Wesele), zdążyła nam spowszednieć. Ktoś, gdzieś tam podczytuje sobie taką albo inną książkę z tak zwanego, zbędnego, znienawidzonego bądź obojętnego kanonu literackiego. A niech sobie czyta.

100 lat niepodległości

Aż tu nastał rok 2018 – symboliczny, bo to właśnie teraz obchodzimy stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Należało więc wybrać odpowiednie dzieło, które byłoby jak najbardziej à propos.

„W 2018 roku, w którym obchodzimy 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości będziemy czytali o odradzającej się i odrodzonej Polsce”[1] – zapowiedział Prezydent Andrzej Duda.

Przedwiośnie Stefana Żeromskiego

I wybrano! Wybór ten, rzecz nie bez znaczenia, doniosła, zadowolił wszystkich. Nawet tych, którzy nie pałają miłością do wybranego arcydzieła.

W trwającym roku stulecia odzyskania niepodległości pragnę zaprosić Polaków do Narodowego Czytania właśnie Przedwiośnia. Jestem przekonany, że wspólna lektura tej pięknej i mądrej książki pomoże nam jeszcze bardziej przybliżyć się do doświadczeń sprzed wieku. Bardzo zależy mi na tym, aby tegoroczna akcja, oprócz jej stałego, głównego celu, którym jest promocja czytelnictwa, była też formą uczczenia jubileuszu. A zarazem chcę, aby przesłanie Żeromskiego wzbogaciło program obchodów i wydarzeń o niezwykle istotny i potrzebny element krytycznej refleksji nad dziejami ojczystymi[2].

– wyjaśniał Prezydent RP i dodawał, przywołując słowa krytyka Tomasza Burka, który uznał, że Przedwiośnie „to powieść pytań, na które trzeba szukać odpowiedzi”[3].

I nikt nie miał nic przeciw, wszyscy się zgadzali, że jest to jeden z najważniejszych tekstów literackich dwudziestolecia międzywojennego, który choć napisany archaicznym językiem, stylem niekiedy wręcz nieznośnym, opowiada o skomplikowanych początkach kraju, oddając ducha tamtej Polski, idealny więc do narodowej akcji i do uczczenia jubileuszu.

I nadszedłby 8 września, finał akcji tegorocznej edycji, i sprawa przeszła by bez większego echa… Ktoś jednak zadbał, by stało się inaczej!

Ratunku, gwałcą!

Z Przedwiośnia Żeromskiego zrobiono bowiem Przedwiośnie bez Żeromskiego! Można? Można! Znów rzeczywistość przerosła wyobraźnię!

Oto Andrzej Duda, Prezydent RP, poprosił Andrzeja Dobosza, krytyka literackiego, eseistę i felietonistę, o adaptację arcydzieła literatury polskiej na potrzeby tegorocznej edycji akcji Narodowe Czytanie! No i poszło. Najpierw z pewnym onieśmieleniem, później coraz odważniej, pewniej, w końcu z rozmachem! A co, raz kozie śmierć, raz się żyje, raz się Przedwiośnia Żeromskiego pozbawia Żeromskiego, drugiej takiej okazji nie będzie!

I nie ma „tudzież”, nie uchodzi przecież, i nie ma powtórzeń bliskoznacznych przymiotników, nie ma licznych epitetów. I nie ma pierwszego zdania powieści, przecież za trudne („Nie chodzi tutaj – u kaduka! – o herb ani o szeregi przodków podgolonych, z sarmackimi wąsami i przy karabelach – ani wydekoltowane prababki w fiokach”), nie ma „Matka była niewidoczna, samoswoja, najzwyczajniejsza Jadwiga Dąbrowska, rodem z Siedlec”, została już tylko „Matka była najzwyczajniejsza Jadwiga Dąbrowska, rodem z Siedlec”. Nawet struktura powieści jest inna.

I tak to z Narodowego Czytania zrobił się Narodowy Gwałt.

Adaptacja! Adaptacja?

Człowiek uczy się całe życie. No, bo takie pojęcie jak „adaptacja”… Cóż to takiego? Wydawało się do tej pory, że to przystosowanie utworu literackiego do wystawienia na scenie lub do sfilmowania! Zatem, wynika z pewnej konieczności. Dziś okazuje się, że jest zupełnie czymś wręcz przeciwnym. Czym? Widzimisię! Okazała się niedopuszczalną ingerencją w tekst Stefana Żeromskiego. Cała bowiem sprawa (powody i kryteria, według których dokonano zmian) owiana jest tajemnicą.

Powszechną praktyką było i chyba wciąż jest omawianie na lekcjach języka polskiego fragmentów dzieł (o zgrozo), powszechną praktyką jest nadawanie oryginalnym dziełom klasycznym wersji ad usum Delphini. Adaptowano też już utwory na potrzeby akcji Narodowe Czytanie (polegało to na wybraniu fragmentów Lalki, Qvo vadis), by podczas finałów można było zrobić rodzaj performanceu. Każdą z tych praktyk, da się jakoś wyjaśnić, umotywować. W przypadku adaptacji Przedwiośnia racjonalnych argumentów, które  usprawiedliwiły takie haniebne poczynania, nie ma!

Dokąd zmierzamy?

W akcji Narodowe Czytanie chodzi o promowanie czytelnictwa, ale chyba nie o takie, które polega jedynie na składaniu liter!? Chodzi, chyba (???), o szeroko pojęte obcowanie z literaturą narodową, z dziełami literackimi (nie brykami), których części składowe to treść i forma! Jednej od drugiej oddzielić się nie da, bo przecież nie chodzi tu tylko o to „co?”, ale i o to „jak?”, jedno łączy się z drugim, tworząc nierozerwalną całość.

W przypadku adaptacji Przedwiośnia poprawia się styl autora – formę jakby nie było. Po co więc wybrano do tej akcji twórcę, którego maniera pisarska komuś się nie odpowiada? Próbuje uwspółcześnić się dziś już archaiczny język powieści, bo trudno (!!!!!!!!) się ją czyta. Po co więc wybrano do tej akcji tekst, którego język tak bardzo się zestarzał, że nie da się tego czytać?

Nowy twór

Czymże więc obdarzyli naród adaptatorzy Przedwiośnia? Otóż powołali do życia nowy twór, który z dziełem czołowego twórcy dwudziestolecia międzywojennego nie ma nic wspólnego, coś co ewentualnie możemy określić za Katarzyną Kłosińską wariacją na temat Przedwiośnia[4].

Skutki uboczne

Poczynania adaptatorów zaowocowały jeszcze czymś. Czymś zgoła ważniejszym, czego zapewne się nie spodziewali, czymś nieoczekiwanym i raczej niepożądanym. Dyskusją narodową bowiem! Działania te wzburzyły krytyków, znawców literatury, czytelników. Powołano SKOT, czyli Społeczny Komitet Obrony Tudzież(y) i się zaczęło!

Stworzono długą listę polskich słów, które odchodzą w zapomnienie, o które należy zawalczyć, gdyż są to słowa piękne, świadczące o bogactwie, wyjątkowości języka polskiego, których obecność ochroni nas przed równoważnikowymi formami, zubożałymi, monosylabowymi wypowiedziami. Jest więc nadzieja w narodzie! Dać mu tylko pretekst!

Uczta dla frajerów

Działania SKOT-u są mi bliskie. Bywalcy Bałwochwalni wiedzą, że niemalże od początku jej działalności istnieje rubryka „Słowo tygodnia” (patrz: kolumna na prawo, nad „Bałwochwalnianymi kątami”), której zadaniem jest wydobywanie z czeluści pamięci pięknych słów języka polskiego, które odchodzą do lamusa!

Należę do entuzjastów Przedwiośnia. Mam sentyment po prostu do tej opowieści o młodym Polaku, którego beztroskie życie wśród Ormian, Turków i Rosjan zburzyła rewolucja, który w końcu wyruszył do odradzającej się po 123 latach ojczyzny, opowieści o człowieku uwikłanym w dzieje świata, zaangażowanym, reagującym na bieżące wydarzenia, opowieści o buncie i dojrzewaniu. Bo i duch całego dwudziestolecia międzywojennego jest mi bliski. Te idee, te myśli, ten optymizm i ta schyłkowość w końcu, czarnowidztwo, katastrofizm.

Latem, by iść z duchem narodu (!!!???), Przedwiośnie ogłosiłam lekturą lata i sama pochyliłam się na dość sfatygowanym egzemplarzem powieści, by zanurzyć się w żeromszczyźnie i dziejach jej niejednoznacznego jakby nie było bohatera. Jakąż miałam ucztę!!! Właśnie ze względu na te precjoza, rarytasy, fioki, raptularzyki, latyfundia.

Czytajmy więc Przedwiośnie!!! W oryginale oczywiście!!!


[1]  Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/art,904,przedwiosnie-lektura-narodowego-czytania-w-2018-roku.html, dostęp 07.09.2018. 

[2]  Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, http://www.prezydent.pl/kancelaria/narodowe-czytanie/narodowe-czytanie-2018, dostęp 07.09.2018. 

[3]  Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/art,904,przedwiosnie-lektura-narodowego-czytania-w-2018-roku.html, dostęp 07.09.2018. 

[4] Katarzyna Kłosińska, „Jeśli ››Przedwiośnie‹‹ jest za trudne, to nie trzeba było go wybierać”. Katarzyna Kłosińska o słowach wyciętych Żeromskiemu, opublikowano 29.08.2018,  http://wyborcza.pl/7,162657,23835529,jesli-przedwiosnie-jest-za-trudne-to-nie-trzeba-bylo-go.html, dostęp 07.09.2018. 

Podsumowanie miesiąca – lipiec 2018

Podsumowanie miesiąca - lipiec

Czas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Nie radujesz się życiem? Nie cieszy cię, że możesz powiedzieć: to jestem ja, to jest moja ręka, moja noga, istnieję, naprawdę istnieję, żyję?! Nie sprawia ci to radości?!

– George Orwell Rok 1984

Niestety, ostatnie dni lipca przesłoniły wszystkie wcześniejsze. Bowiem świat polskiej kultury wielce zubożał…

Wydarzenia
  • Kora – 8 czerwca 1951 – 28 lipca 2018.
  • Tomasz Stańko – 11 lipca 1942 – 29 lipca 2018.

„Zwinął się Tomasz Stańko z ziemskiego padołu zaraz po Korze, jakby „poczekaj na mnie” zakrzyknął, jakby towarzystwa chciał jej dotrzymać. Poszli więc razem w ten weekend duszny i lepki. I już nie wrócą, choć będą przecież z nami do świata końca”[1].

Książki

W lipcu był czas na nowości wczorajsze i przedwczorajsze oraz na klasykę, powszechną i polską. Nowości nie przyniosły zbyt wielu uniesień ani estetycznych, ani intelektualnych na szczęście klasyka to zrekompensowała!!!

  • Grona gniewu – John Steinbeck – co jest cechą klasyki? Uniwersalność! A ta odyseja, za którą autor otrzymał National Book Award i Nagrodę Pulitzera, która przyczyniła się do przyznania mu Nagrody Nobla, jest bardzo na dziś. Powieść ta, pozbawiona nowatorskich technik narracyjnych, odwołująca się do klasycznego motywu wędrówki, znakomicie pokazuje czym w istocie jest emigracja – walką o godność. Więcej o tej przejmującej prozie będzie wkrótce w osobnej nocie. Proszę o cierpliwość, a będzie dane. Albo po prostu sięgnij po książkę.
  • Jedyna historia – Julian Barnes – cóż, jestem entuzjastką twórczości Barnesa. Za sprawą Poczucia kresu, Papugi Flauberta. Nawet i Zgiełku czasu, choć przyznam, że kontrowersje narosłe wokół polskiego tłumaczenia powieści wywołały niesmak, ale z tym autor przecież nie miał nic wspólnego. Czekałam więc na lekturę najnowszej powieści brytyjskiego pisarza z niecierpliwością. Pierwsze zdanie i konsternacja. Dalej zażenowanie. Niepokój, dokąd to zmierza? I powtarzanie sobie – spokojnie, nie ma obaw, przecież to Barnes! Jemu się ufa! Brnęłam więc, czekając na więcej, na coś, co pozwoli mi odetchnąć z ulgą. Jedyna historia to powieść inicjacyjna, to opowieść o dojrzewaniu, o miłości, ale tematem jest tu także opowieść sama w sobie, bo to opowieść o opowieści, co okazało się dla mnie sednem sprawy, którego się uczepiłam, by móc odetchnąć z ulgą. Gdybym bowiem poprzestała na samej fabule, na samej konwencjonalnej, prostej i przewidywalnej historii, to powieść rzuciłabym w kąt i Jedyna historia byłaby wielkim rozczarowaniem. Autor bowiem zajął się wyświechtaną kwestią, na temat której można wygłaszać już tylko truizmy i banały, puste frazesy. I z nich to właśnie pisarz zbudował swą opowieść. I tu moja cierpliwość by się skończyła. Nawet jeśli ta historia o miłości jest w jakiś sposób nietypowa, nawet jeśli to studium wielkiego uczucia, jego narodzin i upadku, nawet jeśli jest to opowieść z tłem, które odgrywa tu niebagatelną rolę (angielska prowincja w czasach sprzed rewolucji obyczajowej). Na szczęście autor na tym nie poprzestał. Na szczęście raz po raz puszcza do odbiorcy oko i wówczas fabuła schodzi na dalszy plan, by zrobić miejsce czemuś zgoła innemu, fundamentalnemu dla literatury. Bo przecież to Barnes twierdzi, że literatura to „[…] proces budowania wielkich, pięknych, dobrze uporządkowanych kłamstw, które mówią więcej prawdy niż dowolne zestawienie faktów”[2]. Zatem Jedyna historia to coś więcej niż konwencjonalne romansidło (podobno najpiękniejsza i najsmutniejsza opowieść miłosna XXI wieku[3]), ale znacznie mniej niż spodziewałabym się po Barnesie.
  • Nielegalny. Moje życie w RPA – Trevor Noah – lektura tejże publikacji wprawia w zdumienie, z każdym kolejnym zdaniem oczy otwierają się coraz szerzej, nawet przy znajomości tematu. Wyjaśnia bowiem coś, czego wyjaśnić się nie da, czego nie sposób pojąć, zrozumieć. A robi to w sposób szczególny – bez patosu, poprzez śmiech, kpinę. Poprzez prywatną historię autora, popularnego dziś telewizyjnego komika mieszkającego w USA, oglądamy realia życia osoby kolorowej, nielegalnej – owoc nieprawego związku czarnej matki i białego ojca (związki międzyrasowe były wówczas zakazane i karane) – w kraju segregacji rasowej, w czasie ostatnich lata apartheidu. Poznajemy absurdy życia w systemie zbudowanym przez białych osadników w RPA. To jednak nie wszystko, bowiem te wspomnienia to też opowieść o matce autora – o czarnej niepokornej kobiecie, która znała swoją wartość i wiedziała czego chce. Niewątpliwie ta autobiograficzna proza pokazuje nam kawał świata, naszego przecież, wspólnego, choć jakże odrębnego.
  • Przedwiośnie – Stefan Żeromski – ta powieść była i wciąż jest moją propozycją książki na tegoroczne lato, gdyż w ramach Narodowego Czytania 2018 to właśnie to dzieło czytamy – o „odradzającej się i odrodzonej Polsce”[4]. Ale to także powieść o buncie, o dojrzewaniu, poszukiwaniu. Dawno temu historia młodego Polaka, którego beztroskie życie wśród Ormian, Turków i Rosjan zburzyła rewolucja, wzbudzała we mnie wiele emocji. Do dziś z zainteresowaniem śledzę losy tego typu bohaterów – uwikłanych w dzieje świata, zaangażowanych, reagujących na bieżące wydarzenia. Więcej o tej prozie będzie wkrótce w osobnej nocie. Proszę o cierpliwość, a będzie dane. Albo po prostu sięgnij po książkę, odśwież, poznaj. Warto czytać polską klasykę!

Był też audiobook (w interpretacji Marii Seweryn):

  • Siła – Naomi Alderman – rozczarowanie roku 2018, niestety, bo oczekiwania były spore. Siła rażenia Opowieści podręcznej Margaret Atwood, odświeżona sukcesem serialu, rozbudziła apetyt – stale podsycany akcją „Metoo”, bieżącymi wydarzeniami z kręgu kultury i show-biznesu, o których informacje docierają niemalże każdego dnia, walką o rzeczywiste równouprawnienie kobiet – na eksplorowanie tematu, pogłębioną (?) nad nim refleksję. Alderman, brytyjska gwiazda młodego pokolenia powieściopisarzy, zaproponowała powieść wpisującą się w ten trend. I poszło… Powieść Siła została okrzyknięta jedną z najważniejszych książek 2017 roku, za którą głowę dają znani, cenieni… Bo bezkompromisowa, niepokojąca, szokująca, odważna, zmuszająca do zrewidowania dotychczasowych poglądów, intelektualne wyzwanie! Rzekomo! Jakże więc nie mieć wobec niej oczekiwań? Niestety, wszystko (i bohaterowie, i wizja, i globalna rewolucja) jest tu uproszczone, potraktowane stereotypowo, pełne oczywistości, pozbawione pogłębionej refleksji i psychologii postaci (to raczej wydmuszki, niż bohaterowie z krwi i kości). Opowieść jest szczątkowa, fragmentaryczna, bez wnikania pod skórę, pełna truizmów. Pierwsze akapity kazały mi „uczepić się” konwencji komiksowej, bym nie zakończyła swych zmagań, bym brnęła dalej. Bo faktem jest, że z Siłą męczyłam się, walczyłam i nieco łatwiej było mi przebrnąć przez tę opowieść, mając świadomość, że wspomniana konwencja ma swoje prawa. I chyba tylko to tę powieść ratuje.

Co uznaję za lekturę obowiązkową? Oczywiście, bez dwóch zdań Grona gniewu!!! Polecam także autobiografię Nielegalny, publikację przybliżającą nam zniuansowany świat czarnego lądu.

Serial

Po mundialowym maratonie należało znaleźć sobie coś, co wypełni powstałą pustkę 😉 Uznałam, że serial będzie najlepszym remedium!  I udało się!

  • Elementary – amerykański serial telewizyjny nadawany od 2012 roku, stworzony przez Roba Doherty na podstawie dzieł Arthura Conana Doyle’a o Sherlocku Holmesie, 5 sezonów, każdy po 24 odcinki – nie jestem entuzjastką powstałych ekranizacji prozy Doyle’a (poza serialem Dr House, którego bohater, wzorowany na Holmesie, nie tylko zajmuje się arcyciekawymi przypadkami chorobowymi, ale i rozwiązuje związane z nimi zagadki – Holmes na miarę naszych czasów), ale serial Elementary wciągnął mnie na dobre. Miejsce akcji – Nowy York, stara kamienica, czas akcji – XXI wiek, bohater – niejaki Sherlock Holmes, detektyw, konsultant nowojorskiej policji, aspołeczny narkoman i geniusz oraz doktor Watson – kobieta (!!!), Joan, a nie John, była chirurg, trenerka trzeźwości, na którą główny bohater zostaje niejako skazany (zatrudniona została przez wpływowego ojca detektywa, który jest właścicielem zamieszkiwanej przez Holmesa kamienicy). Większość odcinków nie jest ze sobą powiązana, każdy epizod przedstawia śledztwo nad inną sprawą. Jednak nie fabuła ujęła mnie, ale główny bohater. Sherlock Holmes odbiega tu nieco od wizerunku zapisanego w zbiorowej świadomości – flegmatycznego dżentelmena, dystyngowanego, grającego na skrzypcach, którego bronią jest cięta riposta. Był już podobno Holmes na miarę bohatera XXI wieku (???) – Sherlock Holmes, reż. Guy Ritchie, Niemcy, USA, 2009 i Sherlock Holmes: Gra cieni, USA, 2011 – działał on jednak w dekoracjach XIX wieku (ma to oczywiście swój urok) co w połączeniu z, jak na superprodukcję przystało, teledyskowym montażem, niekończącymi się efektami specjalnymi i bohaterem, który nigdy jakimś cudem nie ginie, przyniosło efekt… dla koneserów. Kino akcji plus staroświecka wiktoriańska baśń plus estetyka reżysera – nie dla mnie. Zaś Holmes (nowy stary) z brytyjskiego serialu Sherlock (emitowany od 2010), działający już pełną parą w wieku XXI (detektyw ma swoją stronę internetową, a jego wierny towarzysz nie pisze dziennika tylko prowadzi blog), choć znacznie mi bliższy, jest przerysowany, teatralny wielce. Zbyt ekspansywny, zaborczy. Tu natomiast wszystko zagrało. Elemenatry to alternatywna historia genialnego detektywa na miarę XXI wieku w dekoracjach XXI wieku, pozbawiona karkołomnych zestawień, zderzeń. Nawet pozornie kontrowersyjny pomysł jak doktor Watson w spódnicy okazał się naturalny, oczywisty i trafiony, gdyż wprowadza dodatkowy efekt – podtekst erotyczne, który niewątpliwie jest tu atutem. Holmes w tym wydaniu to postać charyzmatyczna przy całej swej nieprzystępności i niezwykle barwna. To człowiek dwojakiej natury, pedantyczny oryginał, ekscentryk, elegancki dziwak, powściągliwy, wycofany, niedostępny, bezlitośnie szczery, opryskliwy, cyniczny, sarkastyczny, małostkowy, złośliwy, neurotyczny, nadpobudliwy, nieprzewidywalny, narcystyczny, wyobcowany ze społeczeństwa, z którym nie umie znaleźć wspólnego języka, otoczenie ma więc za nic („ludzie to otyłe melepety”), mizogin nad mizoginami, a przy tym genialny narkoman, piekielnie inteligentny, atrakcyjny, z wyostrzonymi zmysłami, z ponadprzeciętnymi umiejętnościami dedukcyjnymi, głodny wiedzy i poznania, odkrywający najgłębsze tajemnice ludzkiej natury, łaknący za wszelką cenę wniknąć pod skórę (istny Sherlock Doyle’a i doktor House w jednym). Poza tym, to bardzo dobry serial detektywistyczny, dopracowany w każdym szczególe.

Podsumowując – lipiec roku 2018 zapisze się w pamięci BJ „duszno, lepko i śmiertelnie”! „Żaden dzień się nie powtórzy” można zaśpiewać za Korą, powtórzyć za Szymborską czy zakrzyknąć za Heraklitem – panta rhei.


[1] Mike Urbaniak, opublikowano 31.07.2018, Klejnoty rodowe, https://www.vogue.pl/a/klejnoty-rodowe, dostęp 02.08.2018.

[2] Sztuka powieści. Wywiady z pisarzami z „The Paris Review”, Wrocław 2016, s. 48.

[3] Juliusz Kurkiewicz, Najpiękniejsza powieść o miłości napisana w XXI w., czyli „Jedyna historia” Juliana Barnesa. Uwierz i poczuj, opublikowano 24.04.2018, http://wyborcza.pl/ksiazki/7,154165,23309251,czy-wolelibyscie-kochac-mniej-i-mniej-cierpiec-pyta-julian.html, dostęp 04.08.2018.

[4] Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/art,904,przedwiosnie-lektura-narodowego-czytania-w-2018-roku.html, dostęp 04.08.2018.

Podsumowanie pierwszego półrocza 2018

Czas na Bałwochwalicy Jednej czytelnicze podsumowanie pierwszego półrocza!

W Bałwochwalni do tej pory nie było podsumowań tego typu… Poprzestawałam na rocznych zestawieniach. Uświadomiłam sobie jednak, że półrocze wypada latem, na wakacje, zatem w chwili idealnej na polecenie książki na urlop. Dlatego postanowiłam wprowadzić śródroczny bilans czytekniczy, który będzie jednocześnie propozycją lektur na lato. Ale…

Po pierwsze

Kategoria „książka na lato”/ „książka na wakacje” w powszechnym pojęciu irytuje mnie, tak samo jak tzw. literatura kobieca. Owszem, powtarzać będę uparcie, lato, wakacje, słońce to radość, śmiech, zabawa, beztroska, lekkość, nicnierobienie… Nie oznacza to jednak wcale, że człowiek oddał mózg do przechowalni. I nie myśli. I chce tylko pławić się w rozrywce odmóżdżającej. Ignorując cały wszechświat. W ten lekkomyślny okres w roku, zmysły są przecież szczególnie wyczulone. Odbiera się wszystko z większą intensywnością. Wręcz cierpi się na nadwrażliwość. I niekiedy odczuwa się głód, który musi być zaspokojony jak najszybciej, bo w innym wypadku nie dotrwa się do świtu. Definicja „książki na lato”, którą zaproponowała Zadie Smith, przypomnę:

Istnieje coś takiego jak „książka na lato”. Do czytania na plaży, w hamaku albo wśród wysokiej trawy. Obiecuje przyjemność i całkowite zanurzenie: jeżeli co parę minut kładziemy ją sobie na piersi, rozmyślając o obiedzie, to raczej nie mamy do czynienia z książką na lato. Prawdziwa książka na lato jest prawdziwsza niż lato: człowiek porzuca przyjaciół i bliskich, zaszywa się w pokoju, otacza moskitierą i wraca […][1].

jest temu bliska. Zatem poniższe tytuły, poza tym, że tworzą półroczne zestawienie, są jednocześnie moimi propozycjami książek na lato w powyższym pojęciu tej kategorii.

Po drugie

Bardzo mi się spodobały blogowe podsumowania śródroczne pod hasłem Mid year book freak out tag, które zdradzają między innym Najlepszą książkę przeczytaną w pierwszym półroczu, Nowość, której jeszcze nie zdążyło się przeczytać, Książkę, na którą się czeka w drugiej połowie roku, Największe rozczarowanie, Książkowy crush, Ulubionego bohater, Książkę, przy której się płakało, Książkę, która uszczęśliwiła. Niestety, BJ nie potrafiła w tych kategoriach dosłyszeć swego głosu, dlatego postanowiła zrobić to po swojemu 😉 , co w tym przypadku oznacza tradycyjnie – utworzyć ranking najlepszych książek pierwszej połowy 2018 roku. Wybrała ich sześć. Dlaczego sześć? A tak, w połączeniu z sześcioma najlepszymi książkami drugiej połowy roku 2018 będzie ich dwanaście – tyle ile miesięcy w roku, zatem na każdy miesiąc roku jedna książka. Kolejność – od najgorszej z najlepszych, do najlepszej z najlepszych 😉 !!!

Po trzecie

Przyznam, że nie wiedziałam jak podejść do sprawy. Bilans miał obejmować publikacje, które przeczytałam w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, oczywiste, ale biorąc pod uwagę fakt, że czytam różne książki – literaturę piękną, literaturę użytkową, klasykę literatury powszechnej, klasykę literatury polskiej, przedwczorajsze nowości, wczorajsze nowości – trudno było zabrać się do tej buchalterii, gdyż poszczególne tytuły nijak nie przystawały do siebie. Poniższe zestawienie zawiera zatem sześć książek z istnego miszmaszu czytelniczego Bałwochwalicy Jednej!!! Wszystko choć podyktowane jest jej gustem, jej upodobaniami, skrzywieniami, poszukiwaniami, to z uwzględnieniem uniwersalnych kryteriów, wedle których publikacje niejako spełniają zasady dzieł wartościowych.

I jeszcze jedno

Bywalcy Bałwochwalni nie będą rankingiem zaskoczeni, gdyż o trzech tytułach była już mowa – są osobne noty im poświęcone. O pozostałych mowa będzie wkrótce.

6. 4321 – Paul Auster

– powieść ta musiała znaleźć się w czołówce, mimo że jej lektura nieco rozczarowała. Monumentalne dzieło (opus magnum pisarza, jak twierdzą jedni), w którym autor (klasyk, jak twierdzą drudzy) przedstawia właściwie symultanicznie cztery wersje życia jednego człowieka (pomysł prosty i genialny, realizacja nieco rozczarowująca, gdyż czytelnik (ja) gubi się w wersjach, choć z czasem przestaje to przeszkadzać), uwikłanego w małą historię, z historią wielką w tle – alternatywne historie, warianty egzystencji pewnego Żyda o polskich korzeniach mieszkającego w Ameryce, Archiego Fergusona, człowieka inteligentnego i wrażliwego, urodzonego 3 marca 1947 roku. Wszystko zależy od tego, jakie bohater podejmie decyzje, jak zareaguje na otaczający świat, jak rzeczywistość i inni na niego wpłyną, słowem, od przypadku. Powieść zatem zadaje zasadnicze dla ludzkości pytanie – czym jest przypadek w naszym życiu? To powieść inicjacyjna z historią dwudziestowiecznej Ameryki także tej literackiej i filmowej w tle. To także powieść o dochodzeniu do bycia człowiekiem pióra.

5. Amatorki – Elfriede Jelinek

– powieści austriackiej noblistki uznawana za jedną z najważniejszych niemieckojęzycznych powieści nurtu feministycznego z lat siedemdziesiątych. Okrutna opowieść o kobietach nie tylko dla kobiet, o miłości, jakiej nikt nie pragnie. To historia dwóch młodych amatorek miłości i szczęścia stojących u progu życia. Kobiety, choć marzą w istocie o tym samym – szczęściu, które zapewnić im może tylko mężczyzna – to nieco inaczej na owo szczęście się zapatrują. Jedna podporządkowuje się regułom patriarchalnego i kapitalistycznego porządku, druga stara się zachować wierność wyobrażeniom i na rzecz miłości rezygnuje z aspiracji zawodowych, obie jednak stają się ofiarami panujących konwenansów oraz reguł narzuconych im przez społeczeństwo. To opowieść o ludziach, którzy upatrują szczęścia w miłości, mimo to proza ta ze wzniosłością nie ma nic wspólnego. To bowiem literatura, która odziera człowieka z fasady pozorów i odsłania najgorszą stronę rodzaju ludzkiego, to opowieść o człowieku każdym (niezależnie od płci, statusu, zajmowanej pozycji w rodzinie, społeczeństwie) – o kimś pożałowania godnym, małym, odpychających, budzącym wstręt, pozbawionym szlachetności, czystości.

4. Zanim dopadnie nas czas – Jennifer Egan

– powieść sprzed lat, którą uhonorowano Nagrodą Pulitzera. Jej bohaterem jest w istocie czas… Ten wieczny, bezwzględny i bezlitosny, towarzysz naszej egzystencji, której nadaje znaczenie znikomości. To powieść-mozaika, którą odbiorca sam musi zrekonstruować podczas procesu lektury, mając do dyspozycji strzępy informacji, które wyłaniają się w chaotycznej kolejności. To opowieść o pewnym pokoleniu, które z czasem, zgodnie z koleją rzeczy, destrukcyjną, ulega przeobrażeniu – „od szumiących płyt analogowych i amatorskich kapeli punkowych wykrzykujących swoje emocje na żywiołowych koncertach jednoczących publiczność do ››ściągania kawałków z neta‹‹, mp3 i doskonałych nośników dźwięku”. To historia kilkorga zwyczajnych bohaterów, którzy w pewnej chwili dobrnęli do granicy, za którą wszystko się zmieniło. Przed jej przekroczeniem (o czym każdy z nich naiwnie marzył) byli pełni miłości, pasji, namiętności, mocy, siły, wiary, nadziei. Mogli wszystko, sięgali najwyższych szczytów. Myśleli, że zmierzają we właściwą stronę, by ich marzenia, oczekiwania, wyobrażenia ziściły się, potrzeby zostały zaspokojone, plany zrealizowane. Przekroczenie granicy – granicy dorosłości – prędzej czy później każdemu z nich pokazało figę z makiem. To, co się wyłoni z owej mozaiki nie zapewni radości i lekkości, jedynie dojmujące poczucie „marności nad marnościami”.

3. Koala – Lukas Bärfuss

– zaskakująca powieść, bezkompromisowa, bolesna, bo pozbawiająca złudzeń, zaangażowana. Dwa różne wątki, odległe, nieprzystające do siebie nie tylko pod względem tematu, ale i formy podania – samobójstwo brata narratora/ autora, człowieka nieco wycofanego (wspomnienia) oraz kolonizacja Australii przez Wielką Brytanię i przy okazji próba wyniszczenia gatunku uznanego za nieużyteczny, koali (ale nie tylko), apatycznego leniwca (esej) – okazują się w istocie opowieściami o tym samym! To dzieło o tym, nad czym dziś, idąc po trupach do celu, powinniśmy się zastanowić – o dzisiejszym modelu życia jedynie akceptowalnym, o kapitalizmie, w którym nie ma miejsca na alternatywę, w istocie zaś o wartość ludzkiego istnienia samego w sobie.

2. Zapiski z domu wariatów – Christine Lavant

– niewielki utwór sprzed wielu lat, który dopiero niedawno ujrzał światło dzienne. To poddane literackiej obróbce doświadczenie autorki z pobytu w klinice psychiatrycznej. To starannie skomponowany tekst, będącym wynikiem stylizacji, mającym formę dziennika – bieżących notatek, relacji spisywanej na bieżąco, zapisków składających się ze strumienia myśli, które oddają ducha tu i teraz. Już sam temat wywołuje dreszcze, a przecież najistotniejszy jest sposób tego podania, który poraża. Oszczędność słów i emocji, klarowność, lapidarność i prostota narracji, subtelność, ale także wyrafinowanie i autentyzm sprawiają, że historia głównej bohaterki, która po nieudanej próbie samobójczej, szukając schronienia, na własną prośbę znalazła się w zakładzie dla obłąkanych wstrząsa. Nie ma tu elementów zbędnych, ornamentyki, która by rozmywała istotę dzieła, oddalała od niej. To przejmująca i wyciszona dramatyczna opowieść o podwójnym niedopasowaniu – wykluczeniu przez pacjentów oddziału, gdyż jest się zbyt zdrowym, by funkcjonować na prawach zwyczajnego pensjonariusza zakładu dla obłąkanych oraz wykluczeniu przez przedstawicieli reszty społeczeństwa, gdyż nie jest się na tyle zdrowym (zbyt ułomnym), by być poza nim, by normalnie funkcjonować wśród jego przedstawicieli. To powieść o naturze szaleństwa – o tym jak cienka jest granica między jednym a drugim światem, tak pozornie przecież odległym, jak bliskie jest szaleństwo, jak umowne są kwestie normy. To także opowieść o specyficznej, zamkniętej mikrospołeczności szpitalnej, w której istniejące stosunki, hierarchie, zależności, w niczym nie odbiegają od tych panujących w świecie poza murami zakładu, w społeczności otwartej.

1. Dziewczyna z poczty – Stefan Zweig

– niedokończona choć spójna opowieść, będąca świadectwem ducha autora, o dziewczynie, asystentce oddziału urzędu pocztowego na austriackiej prowincji, która nieświadoma uroków życia pędziła ledwie znośny żywot. Dane jej było jednak przenieść się na kilka dni do innego wymiaru. Kilka chwil wystarczyło, by poczuła się jak u siebie. Przemiana z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia dokonała się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Odurzona, choć świadoma oszustwa, żyła pełnią nowego życia. Brutalny okazał się powrót… Nic już nie było takie jak dawniej. Egzystencja dotąd ledwie znośna, stała się wegetacją niemożliwą do zniesienia. W czym mamy zapowiedź przyszłej tragedii, konsekwencji nieodwracalnych i nadziei na poprawę losu! To uniwersalna opowieść o ludziach pełnych lęku przed jutrem, zagubionych w bezwzględnej rzeczywistości, gotowych jednak walczyć. To opowieść o poszukiwaniu własnego „ja”, opowieść o bólu istnienia, o uwieraniu życia, o rozbudzonych nadziejach, marzeniach, aspiracjach, ambicjach, o próbie zawalczenia o siebie i swoje miejsce w świecie, o wyrwanie kawałka tortu dla siebie. To opowieść o pojedynczej monadzie z historią w tle. W dusznym, apatycznym, szarym, brudnym i wrogim świecie, rozgrywa się dramat młodej kobiety, która rozczarowana rzeczywistością, zapragnęła więcej. Zweig ze znawstwem oddaje tu zniuansowane meandry kobiecej psychiki. Brawurowo portretuje jednak nie tylko jednostkę, ale i zbiorowość. Jest tu niezrównanym psychologiem natury ludzkiej.

Ten ranking sześciu najlepszych według BJ książek pierwszego półrocza 2018 roku jest idealną propozycją lektur na lato! Ale uwaga!!! W myśl definicji wyżej podanej! Zatem nie odetchniesz z ulgą podczas procesu czytania. Te lektury to nie proza lekka, łatwa i przyjemna. Nie koi, raczej źga, uwiera, sprawia ból, pozbawia komfortu, gwarantuje jednak satysfakcję, bo pobudza, bo odmienia, bo pozostawia ślad, bo wciąga w światy wykreowane przez mistrzów pióra i nie pozwala o sobie zapomnieć. A takich lektur życzę i Tobie i sobie!


[1] Zadie Smith, Wstęp, w,  Edward St Aubyn, Patrick Melrose, tom 1, Nic takiego. Złe wieści. Jakaś nadzieja, Warszawa 2017.

Letnie propozycje – lato 2018

Czas najwyższy na letnie propozycje Bałwochwalicy Jednej!!!

Lato, wakacje, słońce… Radość, śmiech, zabawa, beztroska, lekkość, nicnierobienie… Nadszedł ten czas. Co wcale nie znaczy, że człowiek oddał mózg do przechowalni. I nie myśli. I chce tylko pławić się w rozrywce odmóżdżającej. Ignorując cały wszechświat. W ten lekkomyślny okres w roku, zmysły są przecież szczególnie wyczulone. Odbiera się wszystko z większą intensywnością. Wręcz cierpi się na nadwrażliwość. I niekiedy odczuwa się głód, który musi być zaspokojony jak najszybciej, bo w innym wypadku nie dotrwa się do świtu.

Nadejście nowej pory roku, to doskonały czas na przyjrzenie się temu, co w trawie piszczy i poczynienia jakichś planów, przedsięwzięć, by dobrze spożytkować czas, energię, wykorzystać potencjał, który akurat latem jest niemały.

Oczywiście, jak zawsze zestawienie jest bardzo subiektywne, według indywidualnych upodobań Bałwochwalicy Jednej. I tym razem też nie znajdziesz tu ani kryminałów, ani horrorów, gdyż poszukiwania wciąż tropią nieco inne gatunki. Mam jednak nadzieję, że niniejsze propozycje przypadną Ci do gustu.

Propozycje sezonowe roku 2018* podporządkowane znów są rocznicom szczególnym dla historii Polski i Polaków. Przypomnę, mija 100 lat od odzyskania przez Polskę niepodległości i uzyskania przez kobiety praw obywatelskich!!! Literatura, czy ogólnie sztuka, nigdy nie była obojętna na takie kwestie. Nie tylko wtedy, kiedy Gustaw umierał i rodził się Konrad. Także wtedy, kiedy człowiek zrzucał z ramiona płaszcz Konrada, gdy wiosną, wiosnę a nie Polskę chciał zobaczyć! Zatem…

I. LITERATURA

Z teraźniejszości i przyszłości najbliższej

Ta część zestawienia obejmuje publikacje, które ukażą się tego lata:

Czerwiec:
  • 300 uczonych prywatnie i na wesoło, tom 2 – Andrzej Trzaskowski.
  • Charles Bukowski. Świecie, oto jestem. Wywiady i spotkania 1963-1993 – David Stephen Calonne.
  • Chcemy całego życia. Antologia polskich tekstów feministycznych z lat 1870-1939 – oprac. Górnicka-Boratyńska Aneta.
  • Ja, Nina Szubur – Daniel Chmielewski, Olga Tokarczuk.
  • Londyn. Miasto queer – Peter Ackroyd.
  • Obcy astronom – Grzegorz Ciechowski.
  • Stańmy się sobą. Cztery projekty emancypacji (1863-1939) – Aneta Górnicka-Boratyńska.
  • Urobieni. Reportaże o pracy – Marek Szymaniak.
Lipiec:
  • Chochoły – Wit Szostak.
  • Dzieci Szóstego Słońca. W co wierzy Meksyk – Ola Synowiec.
  • Dzikość serca  – Barry Gifford.
  • Ingmar Bergman. Miłość, seks i zdrada – Thomas Sjöberg.
  • Kroniki portowe – Annie Proulx (nowe tłumaczenie).
  • Mazel Tow. Jak zostałam korepetytorką w domu ortodoksyjnych Żydów – J.S. Margot.
  • Muzeum dusz czyśćcowych. Opowieści niesamowite – Stefan Grabiński.
  • Na plaży Chesil – Ian McEwan.
  • Nowiny ze świata – Paulette Jiles.
  • Obietnica poranka – Romain Gary.
  • Polski redaktor i węgierski polonista. Korespondencja Jerzego Giedroycia i Györģya (George’a) Gömöriego, 1958-2000.
  • Seans w Domu Egipskim – Jacek Dehnel, Maryla Szymiczkowa, Piotr Tarczyński.
  • Szekspir bez cenzury. Erotyczny żart na scenie elżbietańskiej – Jerzy Limon.
  • Sen Kolumba – Emil Marat.
  • Ten czas. Wiersze zebrane – Krzysztof Kamil Baczyński.
  • To ja byłem Vermeerem – Frank Wynne.
  • Za horyzont. Polaków latynoamerykańskie przygody – Tomasz Pindel.
  • Zofia Stryjeńska – Światosław Lenartowicz.
  • Żywego ducha – Jerzy Pilch.
Sierpień:
  • Dzieła (prawie) wszystkie – Andrzej Bursa.
  • Kawiarnia egzystencjalistów – Sarah Bakewell.
  • Od Wietnamu do Meksyku – Oriana Fallaci.
  • Aleja włókniarek – Marta Madejska.
  • Miasto dymu – Jason Lutes.
  • Bez dogmatu – Henryk Sienkiewicz.
  • Buszujący w barszczu. Kontrkultura w Rosji sto lat po rewolucji – Konstanty Usenko.
  • Do zobaczenia w zaświatach – Pierre Lemaitre.
  • Opiatowa epidemia w USA – Sama Quinonesa.
  • Dwadzieścia lewów albo śmierć. Cztery podróże – Karl-Markus Gauβ.
  • Historia przemocy – Édouard Louis.
  • Rodin – Daniel Kiecol.
  • Skrzydła dla motyla – Ntailan Lolkoki.
  • Szekspir bez cenzury. Erotyczny żart na scenie elżbietańskiej – Jerzy Limon.
  • Vernon Subutex, tom 3 – Virginie Despentes.
  • Viva – Patrick Deville.
  • Widzi mi się – Zadie Smith.
Wrzesień:
  • Błogie odwroty – Yanick Lahens.
  • Boli tylko, gdy się śmieję… Listy i rozmowy – Stanisław Lem, Ewa Lipska, Tomasz Lem.
  • Fikcja – Dariusz Bitner.
  • Fizyka smutku – Georgi Gospodinow.
  • Kieślowski. Zbliżenie – Katarzyna Surmiak-Domańska.
  • Królowa cukru – Natalie Baszile.
  • Lincoln w Bardo – George Saunders.
  • Lud. Z Grenlandzkiej wyspy – Ilona Wiśniewska.
  • Manhattan Beach – Jennifer Egan.
  • Naddniestrze. Terror tożsamości – Piotr Oleksy.
  • Niespokojni – Linn Ulmann.
  • Pegaz dęba, czyli panopticum poetyckie – Julian Tuwim.
  • Silva Rerum II – Kristina Sabaliauskaitė.
  • The Dom. Nowojorska bohema na polskim Lower East Side – Jan Błaszczak.
  • Tirza – Arnon Grunberg.
  • Umarli – Christian Kracht.

Z przeszłości tej bliskiej, nieco dalszej i całkiem odległej

Druga część propozycji lekturowych obejmuje publikacje, które ukazały się już jakiś czas temu. Niektóre całkiem niedawno, inne kilka lat wcześniej, a jeszcze inne są sprzed dekad. Dlaczego znalazły się w zestawieniu? Albo dlatego, że po prostu warte są poświęcenia im cennych chwil, albo dlatego, że dają przyjemność i doskonale wpisują się w klimat danego czasu, albo dlatego, że otwierają drzwi umysłu i serca!

Bo lato, a lato to idealny czas (jak każdy 😉 ) na klasykę, którą warto czytać zawsze, bo uniwersalna, choć sprzed wielu lat, na tu i teraz! Może ktoś skusi się na klasykę literatury angielskiej? Proponuję na te letnie dni strumień świadomości:
  • W poszukiwaniu straconego czasu – Marcel Proust.
Bo Polska i kobiety są bohaterkami roku 2018, dlatego proponuję twórczość kobiet literatury polskiej:
  • Zofia Nałkowska
  • Maria Dąbrowska
  • Halina Poświatowska
  • Kazimiera Iłłakowiczówna
  • Maria Kuncewiczowa
  • Maria Konopnicka
  • Eliza Orzeszkowa
  • Narcyza Żmichowska
  • Pola Gojawiczyńska
  • Maria Komornicka
  • Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
À propos powyższego:
  • Iłła: opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie – Joanna Kuciel-Frydryszak.
  • Inna od siebie – Brygida Helbig.
  • Fascynujące życie Marii Dąbrowskiej – Iwona Kienzler.
  • Obszary odmienności – Izabela Filipiak.
  • Maria Konopnicka. Lustra i symptomy – Lena Magnone.
  • Maria Konopnicka. Rozwydrzona bezbożnica – Iwona Kienzler.
  • Homobiografie – Tomasik Krzysztof.
  • Kobiety i duch inności – Maria Janion.
  • Strącona bogini. Rzecz o Marii Komornickiej – Brigitta Helbig-Mischewski.
Bo Narodowe Czytanie 2018:
  • Przedwiośnie – Stefan Żeromski  powieść o „odradzającej się i odrodzonej Polsce”**.

II. FILM

Z teraźniejszości i przyszłości najbliższej

Ta część zestawienia obejmuje filmy, które swoją premierę w polskich kinach będą miały tego lata. Znalazłam kilka (no może więcej niż kilka 😉 ) obiecujących propozycji! Tylko do kina więc chadzać…

Czerwiec:
  • Na głęboką wodę – reż. James Marsh, Wielka Brytania, 2018.
  • Ava – reż. Léa Mysius, Francja, 2017.
  • Isabelle i mężczyźni – reż. Claire Denis, Francja, 2017.
Lipiec:
  • Blanka – reż. Kohki Hasei, Japonia, Włochy, Filipiny, 2015.
  • Ostatnie prosecco hrabiego Ancillotto – reż. Antonio Padovan, Włochy, 2017.
  • Na plaży Chesil – reż. Dominic Cooke, Wielka Brytania, 2017.
  • Obietnica poranka – reż. Eric Barbier, Francja, 2017.
  • Sztuka kłamania – reż. Laurent Tirard, Francja, 2018.
  • Oko na Julię – reż. Kim Nguyen, Francja, Kanada, Maroko, 2017.
  • Niezwykła podróż fakira, który utknął w szafie – reż. Ken Scott, Francja, USA, 2018.
  • Mamma Mia: Here We Go Again! – reż. Ol Parker, USA, 2018.
Sierpień:
  • Do zobaczenia w zaświatach – reż. Albert Dupontel, Francja, 2017.
  • Loveling – reż. Gustavo Pizzi, Brazylia, Niemcy, Urugwaj, 2018.
  • Lato – reż. Kiriłł Sieriebriennikow, Rosja, 2018.
  • Księgarnia z marzeniami – reż. Isabel Coixet, Hiszpania, Niemcy, USA, 2017.
  • Nieposłuszne – reż. Sebastián Lelio, Irlandia, USA, Wielka Brytania, 2017.
  • Też go kocham – reż. Jesse Peretz, USA, 2018.
Wrzesień:
  • Czarne bractwo. BlacKkKlansman – reż. Spike Lee, USA, 2018.
  • Fokstrot – reż. Samuel Maoz, Francja, Niemcy, Izrael, 2017.
  • Dogman – reż. Matteo Garrone, Francja, Włochy, 2018.
  • Jesień we Francji – reż. Mahamat-Saleh Haroun, Francja, 2017.
  • Kręcisz mnie – reż. Franck Dubosc, Belgia, Francja, 2018.
  • Smak zemsty. Peppermint – reż. Pierre Morel, USA, 2018.

Z przeszłości tej bliskiej, nieco dalszej i całkiem odległej

Druga część propozycji obejmuje filmy, które miały swoją premierę już jakiś czas temu. Niektóre całkiem niedawno, inne kilka lat wcześniej, a jeszcze inne są sprzed dekad. Dlaczego znalazły się w zestawieniu? Powtórzę, choćby dlatego, że po prostu warte są poświęcenia im cennych chwil, albo dlatego, że dają przyjemność i doskonale wpisują się w klimat danego czas, albo dlatego, że otwierają drzwi umysłu i serca!

Bo Polska jest bohaterką roku 2018, a polscy twórcy filmowi zdobyli w tym roku prestiżowe nagrody na międzynarodowych festiwalach filmowych. Proponuję zatem przegląd ich fabularnych filmów pełnometrażowych.
Paweł Pawlikowski:
  • Zimna wojna
  • Ida
  • Kobieta z piątej dzielnicy
  • Lato miłości
  • Ostatnie wyjście
  • Korespondent
Małgorzata Szumowska:
  • Twarz
  • Body/ Ciało
  • W imię…
  • Sponsoring
  • 33 sceny z życia
  • Ono
  • Szczęśliwy człowiek

III. MUZYKA

Polecam oczywiście jak na rok 2018 przystało polską muzykę! Dwie tegoroczne premiery książkowe poświęcone są jednemu wielkiemu polskiemu artyście słów i dźwięków – Grzegorzowi Ciechowskiemu (publikacja zbierająca wszystkie teksty piosenek artysty Obcy astronom i portret artysty pióra Piotra Stelmacha Lżejszy od fotografii. O Grzegorzu Ciechowskim). Twórca ten ma dla mnie szczególne znaczenie. Mówiąc krótko, był jednym z tych, którzy lepili moje wnętrze 😉 , dlatego przy okazji tych publikacji, proponuję powrót do muzycznej spuścizny Grzegorza Ciechowskiego.

IV. WYDARZENIA

Co nieco zestawiłam, by nie uszło uwadze…

Wydarzenia kulturalne

  • Malta Festival – 15-24 czerwca, Poznań.
  • Big Book Festiwal – 22-24 czerwca, Warszawa.
  • Tauron Nowa Muzyka – 28 czerwca – 1 lipca, Katowice.
  • Inne Brzmienia – 28 czerwca – 1 lipca, Lublin.
  • 53. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Karlowych Warach – 29 czerwca – 7 lipca, Karlowe Wary.
  • Imieniny Jana Kochanowskiego – 30 czerwca, Warszawa.
  • 2. Podlasie SlowFest – 30 czerwca – 12 sierpnia, Supraśl.
  • Miesiąc Spotkań Autorskich – 1 lipca – 4 sierpnia, Wrocław.
  • 11. Ogólnopolskie Spotkania Filmowe Kameralne Lato – 1-7 lipca, Radom.
  • Open’er Festival – 4-7 lipca, Gdynia.
  • 7. Kołobrzeg Suspense Film Festival. Festiwal Kina Gatunkowego – 4-8 lipca, Kołobrzeg.
  • Festiwal Non-Fiction – 6-8 lipca, Kraków.
  • 8. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Transatlantyk – 13–20 lipca, Łódź.
  • Góry Literatury – 13-22 lipca, Nowa Ruda.
  • 8. Festiwal Media i Sztuka – 13-15 lipca, Darłowo.
  • 18. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Sopot Film Festival – 14–22 lipca, Sopot.
  • Męskie Granie 2018 – 14 lipca – 25 sierpnia, Poznań, Katowice, Wrocław, Gdynia, Warszawa, Żywiec.
  • 22. Festiwal Filmu, Muzyki i Malarstwa Lato z Muzami – 16-22 lipca, Nowogard.
  • Festiwal Śladami Singera – 16-28 lipca, Lubelszczyzna.
  • 18. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Nowe Horyzonty – 26 lipca – 5 sierpnia, Wrocław.
  • Festiwal #Będzieczytane – 28-29 lipca, Ełk.
  • 12. Festiwal Filmu i Sztuki Dwa Brzegi – 28 lipca – 5 sierpnia, Kazimierz Dolny i Janowiec nad Wisłą.
  • 71. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Locarno – 1-11 sierpnia, Locarno.
  • Pol’and’Rock Festival – 2-3 sierpnia, Kostrzyn nad Odrą.
  • OFF Festival – 3-5 sierpnia, Katowice.
  • 19. Letnia Akademia Filmowa – 3-12 sierpnia, Zwierzyniec.
  • Festiwal Stolica Języka Polskiego – 5-11 sierpnia, Szczebrzeszyn.
  • Nadmorski Plener Czytelniczy – 10-12 sierpnia, Gdynia.
  • 45. Ińskie Lato Filmowe – 10-19 sierpnia, Ińsko.
  • Zakopiański Festiwal Literacki – 10-13 sierpnia, Zakopane.
  • Festiwal Literacki Patrząc na Wschód – 15-19 sierpnia, Buda Ruska.
  • Festiwal Literacki Sopot – 16-19 sierpnia, Sopot.
  • Miedzianka Fest – 24-26 sierpnia, Miedzianka.
  • Festiwal Miasto Słowa – 27 sierpnia – 2 września, Gdynia.
  • Nagroda Literacka Gdynia podczas Festiwalu Miasto Słowa – rozdanie nagród – 31 sierpnia.
  • Kinobus 2018 – 23-26 sierpnia, Świętokrzyskie.
  • Festiwal Opętani Literaturą – 1-9 września, Radom.
  • Nagroda Literacka im. Witolda Gombrowicza podczas Festiwalu Opętani Literaturą – 9 września.

Inne

Czerwiec:
  • Pierwszy Dzień Astronomicznego Lata, najdłuższy dzień w roku – 21 czerwca.
  • Noc Świętojańska/ Sobótka/ Noc Kupały, najkrótsza noc w roku – 21/22 czerwca.
  • Międzynarodowe Święto Muzyki – 21 czerwca.
  • Pierwszy Dzień Kalendarzowego Lata – 22 czerwca.
  • Dzień Ojca – 23 czerwca.
  • Dzień Przytulania – 24 czerwca.
Lipiec:
  • Dzień Psa – 1 lipca.
  • Światowy Dzień Czekolady – 7 lipca.
  • Dzień bez Telefonu Komórkowego – 15 lipca.
  • Dzień Czerwonego Kapturka – 19 lipca.
  • Dzień Włóczykija – 23 lipca.
  • Międzynarodowy Dzień Wirtualnej Miłości – 24 lipca.
  • Dzień Pszczółki Mai – 24 lipca.
  • Dzień Samotnych – 29 lipca.
  • Międzynarodowy Dzień Przyjaźni – 30 lipca.
Sierpień:
  • Międzynarodowy Dzień Miłośników Książek – 9 sierpnia.
  • Dzień Konserwatora Zabytków – 11 sierpień.
  • Dzień Pracoholików – 12 sierpień.
  • Międzynarodowy Dzień Osób Leworęcznych – 13 sierpnia.
  • Dzień Pozytywnie Zakręconych – 17 sierpnia.
  • Światowy Dzień Fotografii – 19 sierpień.
  • Dzień Wyznawania Miłości – 20 sierpień.
  • Światowy Dzień Optymisty – 21 sierpnia.
  • Światowy Dzień Publicznego Czytania Komiksów – 28 sierpień.
  • Dzień Blogów – 31 sierpnia.
Wrzesień:
  • Dzień Dobrych Wiadomości – 8 września.
  • Dzień Marzyciela – 8 września.
  • Międzynarodowy Dzień Alfabetyzacji – 8 września.
  • Międzynarodowy Dzień Urody – 9 września.
  • Dzień Bluesa – 16 września.
  • Międzynarodowy Dzień Pokoju – 21 września.

V. PLANY LETNIE BAŁWOCHWALICY JEDNEJ

Lato nadeszło!!! Czas zatem na ładowanie akumulatorów, oczyszczanie umysłu, oderwanie się od… Delektowanie się! Szukanie inspiracji w każdym przejawie ludzkiej egzystencji!!!

Ekscytującego lata!!!

*Zapewne w międzyczasie docierać będą nowe informacje, więc nota będzie na bieżąco aktualizowana.

**Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wydarzenia/art,904,przedwiosnie-lektura-narodowego-czytania-w-2018-roku.html.