Pulitzery, Bookery… – Niespełniona odyseja. „Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki” – Colson Whitehead

Kolej podziemnaTytuł – Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki

Autor – Colson Whitehead

Tłumaczenie – Rafał Lisowski

Wydawnictwo – Albatros

Rok – 2017

  • DLA KOGO – dla wielbicieli literatury, kultury i historii amerykańskiej, dla łowców nagród, dla fanów Baraka Obamy i Oprahy Winfrey, dla interesujących się niewolnictwem, rasizmem, dyskryminacja wszelaką, dla fanów dobrej literatury po prostu
  • PO CO – by wiedzieć, by zrozumieć, by poznać
  • MOJA OCENA – 4/6
Kunta Kinte i inni 

Ruch abolicjonistyczny ciekawił mnie jeszcze zanim dowiedziałam się co to takiego ten abolicjonizm. Seriale takie jak Niewolnica Izaura, Północ-Południe czy Korzenie widać zrobiły swoje. I to, że sięgnęłam po powieść Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki Colsona Whiteheada* było u nie wręcz naturalnym odruchem. Nie z powodu gradu nagród i słyszanych wszem i wobec zachwytów. Choć niestety, szum wokół książki wykrzywił nieco jej odbiór.

Pulitzer za „wymieszanie realizmu i alegorii

Smak goryczy

Jedno z przykazań profesora Leszka Kołakowskiego brzmi: Chcieć niezbyt wiele. Prawda. Sprawdzone. Wielokrotnie nawet. Też przy okazji książki Kolej podziemna Colsona Whiteheada. Gdyby o książce nikt nic nie mówił, nie byłoby oczekiwań. Zasiadłabym do lektury otwarta na to, co przyniesie. Stało się jednak inaczej. Mówiono już o niej od jesieni 2016 roku przy okazji ogłoszenia laureatów National Book Awards za 2016 rok – Whiteheada ze swoją Koleją był jednym z nich. Później, w styczniu 2017 roku zapowiedziano polską premierę powieści na maj. W kwietniu zaś Whitehead został laureatem nagrody Pulitzera (do tej pory tylko Kroniki portowe Annie Proulx zdobył obie nagrody). Po tym wyróżnieniu Kolej nie schodziła już z języków. Wkrótce też, amerykański tygodnik „Time”, wpisał autora na listę stu najbardziej wpływowych ludzi na świecie. Zaczęto wkrótce mówić o serialu, którego realizację miał się zająć uhonorowany twórca (Barry Jenkins).

Nastał w końcu czerwiec i powieść ukazała się w Polsce. Podsycanie nastrojów trwało zatem ponad pół roku. Z każdym niemalże miesiącem temperatura rosła. Razem z nią i oczekiwania. Z pewnością gdyby nie fakt, że książka znajdowała się w kręgu moich zainteresowań ze względu na swą problematykę, to z pewnością te wszystkie ochy i achy raczej zraziłyby mnie, niż zachęciły. A tak, apetyt rósł z każdą zasłyszaną opinią. W końcu nadeszły chwile wyczekiwanej lektury.

W takim przypadku mogłam doświadczyć tylko jednego – rozczarowania. Choćby nie wiem jak powieść byłaby dobra, to niczego innego przynieść nie mogła. Należało odczekać, zapomnieć, by zasiąść do czytania bez oczekiwań, nadziei, jedynie z ciekawością! Potrzebowałam więc nieco czasu, by się otrząsnąć i przestać pamiętać o oczekiwaniach – słowem, by wymazać prehistorię Kolei. Niestety. Posmak zawiedzionych oczekiwań pozostał.

Ważność

Whiteheada w swej powieści zmierzył się z jednym z ważniejszych tematów Ameryki. Pozornie tylko dotyczącym przeszłości (książka Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość Katarzyny Surmiak-Domańskiej doskonale to pokazuje).

Niewolnictwo dla pisarza, Afroamerykanina, potomka niewolników, to temat szczególny, to sprawa osobista. Pomysł na tę powieść zrodził się wiele lat temu (w 2000 roku). Autor musiał jednak dojrzeć jako mężczyzna i twórca, by stawić mu czoła. Opublikował pięć powieści, nim zabrał się za realizację swego najlepszego jak się okazało później pomysłu.

Etykietki, łatki

Było już wielu takich, którzy mierzyli się z tą jakże trudną i bolesną sprawą. Jednak efekt działań Whiteheada zaskakuje, żeby nie powiedzieć, że wprawia w konsternację. Powieść bowiem z jednej strony wymyka się etykietom wszelakim, z drugiej zaś można przypiąć jej każdą łatkę. Dowodem jest choćby nagroda za najlepszą powieść… science fiction roku 2016 (rozumianej jako historia alternatywna – potraktowanie metafory dosłownie; poza tym nauka to nie tylko technologia i inżynieria, to też socjologia)[1]. W plebiscycie zaś Goodreads, największego na świecie portalu społecznościowego dla czytelników, powieść ta zwyciężyła w kategorii powieści historyczna[2]. Zatem zgodzić się trzeba, że to „niezwykła mieszanka dokumentalnej prawdy i najbardziej wymyślnej fikcji”[3].

Droga ku wolności

Kolej podziemna to historia Cory – nastoletniej niewolnicy żyjącej na południu USA, w stanie Georgia, na jednej z plantacji bawełny, która pewnego dnia postanawia zbiec. I ta właśnie ucieczka – droga ku wolności – wypełnia opowieść Whiteheada.

Cora była niewolnicą w trzecim pokoleniu. Dziewczynka, porzucona przez matkę (ta zdołała z plantacji zbiec), musiała samotnie stawić czoła okrutnej rzeczywistości. Była twarda, nie dawała się. Walczyła o siebie, ale walka ta z góry skazana była na porażkę. Pogardzana przez towarzyszy niedoli, została zepchnięta na najniższy szczebel hierarchii panującej wśród niewolników. Każdy, właściciel, zarządca, nadzorca, pozostali niewolnicy gardzili nią. Kiedy więc jeden z nowoprzybyłych na plantację niewolników postanowił zbiec i zaproponował Corze wspólną ucieczkę (uznając, że przyniesie mu szczęście, gdyż była ma geny tej, która zyskała wolność), ta w pierwszym odruchu odmówiła. Trzy tygodnie później, kiedy propozycja została ponowiona, Cora rozumiejąc, że na plantacji będzie jej coraz trudniej, przystała na nią, zdając sobie sprawę z ogromnego ryzyka. Wiedziała jedynak, że to dla niej  jedyna szansa.

Przemierzając kolejne stany – Georgię, Karolinę Południową i Północną, Tennessee – próbując dotrzeć do lepszego świata, ucieka przed pościgiem najlepszego w kraju łowcy niewolników, który postawił sobie za punkt honoru schwytanie Cory, gdyż była córką tej, która przyczyniła się do jego porażki – jako jedyna zdołała mu zbiec.

Miszmasz

Kolej zatem to powieść drogi, też powieść przygodowa, historyczna nawet, co sugerowałoby od razu, że mamy do czynienia z powieścią realistyczną. Nic bardziej mylnego. O ile problematyka/ treść dotyczy kwestii jak najbardziej realnych, wydarzeń, które miały miejsce w konkretnym czasie i konkretnej przestrzeni, dotyczy więc prawdy, to już sposób realizacji/ forma jest rodem z powieści fantastycznej. I zapewne to stanowi o jej osobliwości.

Dla kogoś, komu obcy jest temat ruchu abolicjonistycznego opowieść Whiteheada nie przekroczy granic realizmu, będzie powieścią dosłowną. Dla niego Cora wsiada w wagon kolei podziemnej, tajemnicze i prymitywne metro XIX wieku, przemierza poszczególne stany, by ziścił się jej sen o wolności, american dream.

Dziecięca wizja

Można powiedzieć, że formalny zabieg zastosowany przez pisarza był wyjściem na przeciw swym dziecięcym oczekiwaniom. Bo dla małego Whiteheada kolej podziemna była realnym bytem[4]. Gdy dowiedział się, że nie było to prawdziwe metro, doświadczył rozczarowania. Uczucie musiało być bardzo intensywne skoro po latach powrócił do tej dziecięcej wizji.

Kolej podziemna

W rzeczywistości kolej podziemna (ang. Underground Railroad) nie była bytem materialnym. Jest to jeden wielki symbol, metafora utworzonej przez abolicjonistów przed wojną secesyjną sieci przerzutowej zbiegłych czarnych niewolników, to szlak bezpiecznych kryjówek i kontaktów dla niewolników uciekających z amerykańskiego Południa na Północ, aż po Kanadę i Meksyk. „Na ten skomplikowany system ucieczkowy składały się drogi, tunele, szlaki, bezpieczne kryjówki, ale też ludzie – przewodnicy, sponsorzy, zarówno organizacje, jak i społeczności. Nazewnictwo kolejowe tworzyło tajny kod, jakim posługiwali się uciekinierzy i abolicjoniści. Do sekretnego języka dochodził też system tajnych znaków graficznych. Kolej podziemna jednoczyła czarnych i białych w walce o wolność, godność i prawa człowieka”[5]. Nie mamy więc do czynienia z koleją w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Odkrycie tego faktu przez Whiteheada leży więc u podstaw Kolei. Autor wizję lat najmłodszych przeniósł na karty swej powieści. Wyszło mu to, trzeba przyznać, znakomicie. Opowiedział o symbolu, amerykańskim micie dosłownie, oddając w ten sposób jego istotę. Pomysł godny najważniejszych laurów. Jego realizacja też, ale… O tym za chwilę.

Prawda w szczególny sposób pojęta

Wspomniałam, że mamy do czynienia z powieścią historyczną, należy to jednak dookreślić, by nie było nieporozumień. Nie chodzi tu o dokument, potwierdzający fakty. Mamy do czynienia z prawdą w szczególny sposób pojętą. Motto autora – „nawet jeśli nie będę trzymać się faktów, będę trzymać się prawdy”[6] –  zdradza jego pojmowanie tej kwestii. Chodziło o trzymanie się prawdy, nie faktów. „To nie powieść historyczna, ale powieść o historii” – podkreślił Whitehead, usprawiedliwiając swe poczynania[7]. W powieści tej bowiem odnajdziemy elementy niezgodne z prawdą historyczną, co nie znaczy, że Kolej zadaje kłam rzeczywistości. Być może takie podejście do prawdy, nazwijmy je delikatnie niezobowiązujące, wyda się komuś manipulacją, wprowadzaniem w błąd, po prostu złe. Ale przecież nie chodzi o literaturę faktu. Czyż od prawdy 1:1 w literaturze pięknej nie wydaje się ważniejsza prawda szerzej pojęta, ogólna – jej waga, istotność, doniosłość?

Z tradycji to, co najlepsze

W tym celu, by zrealizować swój zamysł, autor pomieszał dwa porządki – realistyczny i fantastyczny, fakty historyczne i fantazję – traktując je w ten sam sposób. W pamięci miał, co sam podkreśla, rozwiązania formalne Stu lat samotności Gabriela Garcíí Márqueza i Podróży Guliwera Jonathana Swifta[8]. Hm…

W powieściach tych, efektem pomieszania wspomnianych nieprzystających do siebie porządków jest ich współistnienie. Tu natomiast jeden pochłonął drugi. Tam magia wpisana była w świat rzeczywisty, bytując na tych samych prawach, tu jest dewaluowana, zasłaniana, by mogła udawać realność. Rzeczywistość zostaje zakłamana. I to jest moje ale – mój zarzut pod adresem tej uhonorowanej powieści, który sprawia, że jej ważność zostaje zachwiana. Świat przedstawiony wraz ze swoimi bohaterami przez to nie przekonuje czytelnika (mnie) , nie jest wiarygodny, nie wierzy on w niego. To wszystko jest doskonale skrojone, dopracowane, wycyzelowane wręcz w każdym szczególe, jednak w tę rzeczywistość nie udaje się czytelnikowi wejść, nie wciąga, pozostawiając go z boku, bez emocji.

Niespełnienie

A miało być tak pięknie! Cora, niczym mityczny Odyseusz lub swiftowski Guliwer, miała jak sugerował wydawca, odwiedzać w swojej podróży kolejne krainy, z których każda przerażała i zadziwia bardziej niż poprzednia. Miała poszukiwać bezpiecznej przyszłości, ale też rozprawiać się z przeszłością, która wciąż była dla niej więzieniem. Miała, poznając samą siebie, dowiedzieć się sporo o ludzkości jako takiej[9]. Miało być… Jest natomiast grupa aktorów, która w sztucznych dekoracjach odgrywa tylko, choć doskonale, to mechanicznie jakieś z góry przypisane jej role.

Doświadczenie wspólne

Teoretycznie, podążając w głąb Kolei po drodze, możemy się zagubić… Teoretycznie możemy się złapać bowiem na tym, o czym Surmiak mówiła w rozmowie z Whiteheadem, że już nie wiemy czy jesteśmy w pierwszej połowie XIX wieku w USA, czy w pierwszej połowie XX wieku w środkowej Europie, czy może w czasach feudalnych. Czy chodzi o Afrykanów, czy o Żydów, a może o poddanych chłopów. Teoretycznie uzasadnione też wydają się nawet skojarzenia z Bośnią czy Syrią[10]. Bo, jak mówi sam autor, supremacja wczoraj czy dziś, tam czy tu jest taka sama, zawsze i wszędzie. Prawda Whiteheada okazałaby się zatem doświadczeniem wspólnym. Tyle, że doświadczenie lektury Kolei tego praktycznie nie przynosi. A szkoda, bo nienasyconemu czytelnikowi (mnie) chciałoby się zatracić… Po dobrnięciu do ostatniej strony, po zastanowieniu, na szczęście jednak, możemy tego wszystkiego się doszukać, co stanowi wartość samą w sobie – zapewnia powieści sporą siłę rażenia.

Dlatego, odpowiadając na nasuwające się pytanie: Czy warto sięgnąć po tę nagrodzoną Pulitzerem powieść?, odpowiadam, że mimo wszystko warto!

* Tytuł oryginalny – The Undeground Railroad, rok pierwszego wydania – 2016, rok pierwszego wydania polskiego – 2017.


[1] „Kolej podziemna” Colsona Whiteheada z Nagrodą im. Arthura C. Clarke’a dla… najlepszej powieści science fiction, opublikowano 28.07.2017, http://booklips.pl/newsy/kolej-podziemna-colsona-whiteheada-z-nagroda-im-arthura-c-clarkea-dla-najlepszej-powiesci-science-fiction/, dostęp 17.10.2017.

[2] Najlepsze książki 2016 roku według czytelników z całego świata – znamy wyniki Goodreads Choice Awards, opublikowano 10.12.2016, http://booklips.pl/newsy/najlepsze-ksiazki-2016-roku-wedlug-czytelnikow-z-calego-swiata-znamy-wyniki-goodreads-choice-awards/, dostęp 17.10.2017.

[3] Nota od wydawcy, http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazka,1713,3894,kolej-podziemna-czarna-krew-ameryki.html, dostęp 17.10.2017.

[4] „Kolej podziemna” Colsona Whiteheada – ucieczka z plantacji niewolników godna Nagrody Pulitzera i National Book Award, opublikowano 30.06.2017, http://booklips.pl/premiery-i-zapowiedzi/kolej-podziemna-colsona-whiteheada-ucieczka-z-plantacji-niewolnikow-godna-nagrody-pulitzera-i-national-book-award/, dostęp 17.10.2017.

[5] Nota od wydawcy, op. cit..

[6] Trzymam się prawdy, nie faktów – wywiad z Colsonem Whiteheadem, opublikowano 08.08.2017, http://booklips.pl/wywiady/trzymam-sie-prawdy-nie-faktow-wywiad-z-colsonem-whiteheadem/, dostęp 17.10.2017.

[7] Zagraj w zło i dobro. Z Colsonem Whiteheadem rozmawia Katarzyna Surmiak-Domańska, „Książki. Magazyn do czytania”, numer specjalny 1/2017.

[8] Ibidem.

[9] Nota od wydawcy, op. cit.

[10] Ibidem.

Mądrości hippisa. „Lot nad kukułczym gniazdem” – Ken Kesey

Lot nad kukułczym gniazdemTytuł – Lot nad kukułczym gniazdem

Autor – Ken Kesey

Tłumaczenie – Tomasz Mirkowicz

Wydawnictwo – Albatros

Rok – 2015

  • DLA KOGO – nie tylko dla koneserów; dla wrażliwców i buntowników, dla tych, którzy są zdania, że sztuka to nie letarg, ale świadomość; dla wielbicieli literatury i kultury amerykańskiej
  • PO CO – by zrozumieć, by wiedzieć, by żyć świadomiej, głębiej, mądrzej
  • MOJA OCENA – 10/6
Ocalić od zapomnienia

Misją Bałwochwalni jest między innymi ocalenie od zapomnienia dzieł, których zapomnieć nie można, bo wyrządzi się ludzkości krzywdę, której nic nie zdoła naprawić; dzieł, które powstały lata temu, dekady temu, wieki temu, których dziś się nie zauważa, bo przysłania je szczelnie gruba warstwa nie tylko kurzu. Postanowiłam więc je wywlec, bo warto, gdyż są to rzeczy bezcenne, które wzbogacają nas i naszą rzeczywistość. Dziś pierwsza nota z tych realizujących bałwochwalnianą misję.

Amerykańska przygoda

Wraz z rokiem 2017 postanowiłam wprowadzić w swój świat literacki porządek! Do tej pory panował wielki miszmasz, który wywoływał u mnie poczucie dyskomfortu. Przy pomocy skomplikowanych narzędzi 😉 opracowałam więc strategię na najbliższych dwanaście miesięcy. Być może już wiesz, że górę w roku 2017 bierze literatura amerykańska, choć właściwie szerzej, bo cała kultura amerykańska. Odgrzebuję więc dzieła nazwijmy to umownie klasyczne, które powstały za oceanem, by na nowo w nich się zatopić, niektóre też, by dopiero je odkryć. Przy tej okazji sięgam też po nowsze publikacje i te całkiem świeże.

Lot nad kukułczym gniazdem Kena Kesey’a* otwiera tę amerykańską przygodę 2017. Dlaczego akurat ta powieść? Przygotowując propozycje choinkowe postanowiłam sięgnąć po tytuły, które po prostu warto czytać, znać, do których warto wracać, które warto mieć w swojej biblioteczce, bo wzbogacają i są idealne na prezent dla każdego!!!

Lot znalazł się w tym zestawieniu, a że brakowało tej powieści na moim regale, to postanowiłam swą biblioteczkę bałwochwalnianą o to dzieło uzupełnić i przy okazji ponownie zatopić się w lekturę tej poruszającej historii.

Stary hippis prawdę ci powie

Jest to powieść z połowy XX wieku, odsłaniająca amerykańską rzeczywistość tamtego czasu. Ale szybko stała się dziełem kultowym wręcz i przekroczyła granice oceanu. Dziś jednak wydaje się nieco zapomniana, bo odległa w czasie i przestrzeni i czytana raczej przez koneserów. A szkoda, bo rzecz warta jest powszechnej wręcz uwagi i pamięci, gdyż należy do tych dzieł, które poruszają, budzą, uświadamiają!

Lot to kontestacyjna powieść Kan Kesey’a (1935-2001), beatnika i hippisa, znanego z dość nonkonformistycznego sposobu egzystowania, która ukazała się w 1962 roku i stała się najgłośniejszym utworem Kesey’a. Zyskała uznanie i czytelników, i krytyków, szybko stając się klasyczną pozycją amerykańskiej kontrkultury i wchodząc na stałe do klasyki literatury współczesnej.

Czytana przeze mnie lata temu, weszła też do mojego prywatnego kanonu, stojąc w jednym rzędzie z Procesem Kafki, Rokiem 1984 Orwella, Nowym wspaniałym światem Huxley’a, Dżumą Camusa czy dziełami Witkacego. I mogę śmiało powiedzieć, że to książka z tych, które miały wpływ na układ „klocków” w mojej głowie, na rodzaj mojej wrażliwości, na mój odbiór rzeczywistości. Teraz, po latach, gdy powróciłam do niej, znów czytałam ją z przejęciem. Znów wywarła na mnie tak silne wrażenie jak wtedy, za pierwszym razem. Wywołała też uczucie, eufemistycznie mówiąc, dyskomfortu. Bo wciąż jest tak bardzo aktualna. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jej uniwersalność dziś jeszcze bardziej uderza.

Lot nad Ameryką

Powieść Kesey’a zawiera treści znacznie przerastające jej nieskomplikowaną akcję.  

Narratorem i jednym z bohaterów powieści jest Indianin Wódz Bromden. To on opowiada zsubiektywizowaną historię Randle’a Patricka McMurphy’ego – w istocie głównego bohatera powieści.

Randle Patrick McMurphy

Na oddział dla umysłowo chorych przybywa na obserwację nowy pacjent – ów McMurphy – arogancki, pewny siebie szuler, zawadiaka, przestępca, anarchista, który symulując chorobę psychiczną, sądzi, że w ten sposób zdoła uchylić się od więzienia i ciężkiej pracy, słowem uważa, że w ten sposób uniknie kary. Szybko jednak przekonuje się, że szpital psychiatryczny pod rządami siostry Mildred Ratched nie jest miejscem, które może być przyjemną alternatywą.

Siostra miłosierdzia

Oddziałem kieruje pozornie miła w gruncie zaś rzeczy despotyczna siostra przełożona, która nie ma sobie równych we wprowadzaniu wojskowego drylu i udaremnia każdy ledwie zauważalny przejaw buntu. Jakikolwiek wyraz niesubordynacji przestaje mieć rację bytu, w obliczu wywieranej przez oddziałową presji przestaje po prostu mieć sens. Jej metody postępowania pozbawiają pacjentów najdrobniejszych przejawów wolności i indywidualności – podstawowych przejawów człowieczeństwa.

Wolność kontra system

McMurphy, ceniący sobie ponad wszystko szeroko pojętą wolność, postanawia nie dać się i tym samy pokazać współtowarzyszom niedoli, że nikt nie może ich pozbawiać podstawowych praw człowieka. Idzie więc na otwartą wojnę z oddziałową i jej systemem. Odnosi w tej walce zwycięstwo – rozsadza do środka oddział degradujący osobowość jednostki, ale cenę ponosi za to najwyższą – siostra oddziałowa zdążyła osiągnąć swój nadrzędny cel, zdążyła McMurphy’ego „wykastrować” – poddała go swoim zwyczajem zabiegowi lobotomii, którego celem była „redukcja procesów emocjonalnych, które zwykle towarzyszą procesom poznawczym – myślom i wspomnieniom”[1], a której efektem ubocznym była „utrata przez pacjenta poczucia ››ciągłości własnego ja‹‹, świadomości, że jest tą samą osobą, którą był wczoraj i będzie jutro”[2]. Zatem zdusiła w nim tym samym to, co dla człowieka najcenniejsze – jego godność. Mimo to, do McMurphy’ego będzie należało ostatnie słowo. To on zatriumfuje – nie da się systemowi, choć nie oznacza to wcale zbanalizowanego amerykańskiego happy endu.

Mechanizm idealny

Kesey odmalował w powieści obraz zamkniętego oddziału psychiatrycznego – sprawnie działającego mechanizmu, który oparty jest na żelaznych zasadach oddziałowej, regulujących każdy aspekt jego funkcjonowania. By reguły nie zostały złamane i granice przekroczone czuwa przełożona, która wypracowała sobie efektywny system, dzięki któremu wszystko działa jak w zegarku – tak jak trzeba, a wszyscy – włącznie z personelem, nawet tym teoretycznie wyżej postawionym w hierarchii, nie mówiąc już o pacjentach – tańczą tak jak im zagra. To ona, ten anioł miłosierdzia jak nazywają ją podopieczni, żelazną ręką sprawuje władzę wśród zniewolonych nie tylko fizycznie, ale i psychicznie, zastraszanych i otumanianych lekami pacjentów.

Mechanizm ten obnażony zostaje w chwili pojawienia się niepokornego pacjenta, który zakłóca porządek na sprawnie funkcjonującym oddziale, wyrywa ze szpitalnej codzienności do tej pory pogrążonych w apatii pacjentów. Wówczas ujawnia się prawdziwe oblicze tego mechanizmu – oblicze oprawcy manipulującego swymi ofiarami. Niestety, McMurphy będący symbolem walki z reżimem, symbolem buntu – a przecież w myśl teorii Albarta Camusa człowiek, by istnieć musi się buntować[3], a więc i symbolem życia, istnienia – został unicestwiony i przerobiony na symbol istoty wegetującej, pozbawionej woli, indywidualności, istoty nieistniejącej.

Bliska antyutopia

Lot to metafora świata – kombinatu, który „naprawia” ludzi, formując ich na istoty uległe, poddane i podobne do siebie. To alegoryczny obraz świata zniewolonego przez systemy i nie ma tu znaczenia przez jakie. Przez system wszelkiego rodzaju. Kesey serwuje nam więc uniwersalną opowieść o zniewolonej jednostce.

Powieść ta, za sprawą swej istoty – funkcjonowanie jednostki w jakimś systemie – mimo zmieniających się realiów, bez względu na czas i przestrzeń, jest wciąż aktualna, co po ponad pół wieku od jej ukazania się wywołuje poczucie wspomnianego dyskomfortu. Budzi niepokój, gdyż uświadamia, że i dziś tkwimy w systemie, który próbuje nas „urobić” – ograniczyć naszą wolność, pozbawić indywidualizmu, osobowości, by zatriumfowały unifikacja i uniformizacja, by wszystko uległo ujednoliceniu, w myśl obaw Witkacego, mającego na tym punkcie wręcz obsesję i też Gombrowicz, mówiącego o formie, o dorabianiu gęby czy upupianiu[4].

Natura człowieka

Kesey znakomicie pokazuje istotę człowieczeństwa. Głównym bohaterem jest McMurphy i to on jest siłą napędową powieści. Ale mamy tu też wielu bohaterów drugoplanowych – pacjentów, których autor nam przybliża, pokazując ich indywidualne losy i dramaty.

Na oddziale tworzą jednak zunifikowaną masę, społeczność, w której wszystko funkcjonuje bez zakłóceń. Mechanizm działa sprawnie, a jego poszczególne elementy – ludzie – są spokojni i szczęśliwi. Nie chcą zmian. Niewiele jednak potrzeba, by się ocknęli, by poczuli, że są istotami, którym przysługują prawa, których im odmówiono. Pojawienie się kogoś takiego jak McMurphy sprawia, że w tych wegetujących, bezwolnych istotach budzi się człowiek – to, co jest jego naturą.

Instynktownie wręcz poszliby za nim w ogień – za drobnym przejawem buntu, wolności, indywidualności, tego wszystkiego, co uosabia nowoprzybyły. Wystarczył impuls, który zburzył tę pozorną szczęśliwość, ten sztuczny spokój, który sprawił, że już nic nie było takie jak do tej pory. Pacjenci szpitala psychiatrycznego odzyskali dzięki niemu poczucie wolnej woli, własnej wartości i godności.

Forma

Warto też zwrócić uwagę na formę powieści, która ma tu zasadnicze znaczenie. Pełna jest stereotypowych obrazów, komiksowych wręcz bohaterów i komiksowej rzeczywistości oraz adekwatnego języka. Wszystko to służy na wskroś symbolicznej wymowie. Sprawia, że ujawniają się kwestie fundamentalne dla człowieka, dotykające jego istoty, jego egzystencji.

Lot „technicznie” jest łatwą i przyjemną lekturą. Brnięcie przez kolejne strony nie sprawia trudności, bawi nawet. Ale jeśli tylko na chwilę człowiek zatrzyma się i zastanowi, to dojrzy pełnię tej opowieści, a wówczas poczucie komfortu i lekkości zejdzie na drugi plan, gdyż inne kwestię okażą się ważniejsze.

Ps. 1. Tę kultową powieść wziął na warsztat kultowy już reżyser, powołując do życia dzieło, które szybko stało się równie kultowym filmemO tym już wkrótce w Bałwochwalni!

Ps. 2. Polecam kilka cytatów z tej kultowej powieści, one przemówią najlepiej.

*Tytuł oryginalny – One Flew Over the Cuckoo’s Nest, rok pierwszego wydania – 1962, rok pierwszego wydania polskiego – 1981.


[1] Hasło, lobotomiahttps://pl.wikipedia.org/wiki/Lobotomia, dostęp 26.02.2017.

[2] Ibidem.

[3] Albert Camus, Człowiek zbuntowany, Warszawa 2006.

[4] Problematyka między innymi dramatu Szewcy Stanisława Ignacego Witkiewicza i powieści Ferdydurke Witolda Gombrowicza.