„O dziewczynce, która bawiła się w Boga” – Dan Lungu

Powieść „O dziewczynce, która bawiła się w Boga” jednego z bardziej znanych współczesnych pisarzy rumuńskich, Dana Lungu, to wbrew temu co może sugerować tytuł, mało baśniowa baśń o świecie nam współczesnym.

To proza zaangażowana, psychologiczno-spełeczna, która ukazuje złożone zjawiska naszych czasów – zróżnicowany rozwój gospodarczy Europy, migrację zarobkową, eurosieroctwo.

Opowieść Lungu ukazuje rumuńską rodzinę, która po transformacji w kraju próbuje żyć w nowych warunkach. Próbuje się do nich dostosować, próbuje skorzystać z możliwości jakie te nowe warunki oferują. Słowem, to opowieść o rodzinie, która pragnęła jedynie godniejszej egzystencji.

Autor snuje swą opowieść poprzez dwugłosową relację matki i córki, które próbują przetrwać ten trudny czas. Czas zawieszenia, czas cichych, ale znaczących, bo zasadniczych przeobrażeń dla monad poszczególnych, w istocie czas utraty.

Poprzez tę podwójną narrację Lungu ukazuje sugestywnie i wiarygodnie dwie różne perspektywy. To dwa różne sposoby postrzegania rzeczywistości – przygniecionej odpowiedzialnością za rodzinę kobiety i kilkuletniej dziewczynki o bytującej na granicy fikcji i rzeczywistości. Wchodząc w dusze swych bohaterek, autor przybliża nam ich wewnętrzne światy, to, co w nich się wydarza, gdyż to, co najistotniejsze tam właśnie się rozgrywa.

Matka – emigrantka zarobkowa/ gastarbeiterka

Pewnego dnia, niespodziewanie, matka wyjeżdża do Włoch. Pozostawiając rodzinę, dwoje dzieci, męża i rodziców, Letycja wzięła sprawy w swoje ręce i zdecydowała się na emigrację zarobkową. Upatrywała w niej szansę poprawy materialnego bytu najbliższych, którzy próbują stawić czoła nowym, wymagającym czasom. Wyjazd niewątpliwie miał być także sposobem na uchronienie rodziny przed rozkładem, który coraz wyraźniej jawił się na horyzoncie.

Opieka nad starszą kobietą okazuje się pracą, której mogliby pozazdrościć inni migranci. Podopieczna jest sympatyczna, ceni i szanuje Letycję. Kulturalni pracodawcy zaś hojnie ją wynagradzają. To jednak nie daje radości, zadowolenia, satysfakcji. Szybko bowiem okazuje się, że do podniesienia egzystencji na wyższy poziom pieniądze nie wystarczają. W godnym życiu inne czynniki, te niematerialne, te właśnie, których emigracja zarobkowa pozbawia, odgrywają kluczową rolę.

Pieniądze i życzliwość pracodawców nie wynagradzają Letycji rozłąki z najbliższymi, opuszczenia rodzinnego kraju, wszelkich strat jakie poniosła. Fakt, że nie jest u siebie, wśród swoich, że nie czuje się swobodnie, że wypełniała ją pustka, tęsknota, samotność, świadomość zmarnowanych lat w biednej Rumunii, utraconego życia, braku perspektyw, pomyślnych rozwiązań uniemożliwiają życie godne człowieka. Kobieta czuje się upokorzonym, bezwartościowych człowiekiem. Rumunka żyjąca w obcym kraju dobrobytu, wśród pewnych siebie Włochów funkcjonuje jako człowiek gorszego gatunku, jako zacofana analfabetka, mimo że jest kobietą wykształconą.

Narracja Letycji, rumuńskiej kobiety, matki, żony, córki, to historia emigrantki zarobkowej/ gastarbeiterki, która w imię lepszej przyszłości postanowiła poświęcić teraźniejszość. Niestety, cudowne jutro oddala się z każdą chwilą, traci kontury, rozmywa się, przestaje w końcu być widoczne. I się trwa, wegetuje, pozbawionym nadziei na dobrobyt dnia następnego.

Córka – eurosierota

Dziewczynka, która bawiła się w Boga, Radusia, Włoszka tak zwana, gdyż jest córką tej, która wyemigrowała do Włoch, także musi stawić czoła nowej sytuacji. Jej dotychczasowy świat legł w gruzach wraz z wyjazdem matki. Nic nie rozumie z tego wszystkiego, nie jest jeszcze w stanie sobie tego racjonalnie wytłumaczyć, ale jako dziecko w istocie wie więcej, bo więcej czuje. Dziewczynka zamyka się w sobie, sama zmaga się ze swoimi rozterkami. Odcina się od życia dzieci z okolicy, by podążać własnymi ścieżkami. Ma swój świat i swój język, który pomaga pojąć jej po swojemu rzeczywistość, wytłumaczyć to co niezrozumiałe. Jej wrażliwość, jej bogate życie wewnętrzne, jej wybujała wyobraźnia okazują się zbawienne. Pozwalają bowiem na ucieczkę od rzeczywistości, której nie pojmuje, w której jest jej samotnie, źle i pusto. Pozwalają na ucieczkę w światy, gdzie wszystko jest możliwe.

Narracja Radusi, rumuńskiej dziewczynki, to historia eurosieroty, którą postawiono przed faktem, obiecując mannę z nieba. Niestety, paczki z Zachodu tylko na chwilę pozwalają zapomnieć o sieroctwie. Zapisany w pamięci portret matki staje się coraz bardziej abstrakcyjny, rysy blakną coraz bardziej z każdą rozmową telefoniczną. I się trwa, wegetuje, pozbawionym nadziei na beztroskie jutro.

Ci co wyjechali, ci co pozostali

Portrety głównych bohaterek uzupełniają postacie drugoplanowe. Istniejące jakby na marginesie powieści, wspominane jakby mimochodem, odgrywają znaczącą rolę. Pozwoliły bowiem na szerszą perspektywę, w istocie na portret nie monad poszczególnych, tylko środowisk. Poprzez portret Letycji autor odmalował obraz emigracji, zaś poprzez portret Radusi – eurosierot.

Zabiegi te pozwoliły odsłonić oblicza przede wszystkim rumuńskiej emigracji, ale i włoskich pracodawców z jednej strony, z drugiej zaś tych, którzy pozostali w Rumunii – małżonków, rodziców, a przede wszystkim dzieci.

Nasz wspólny świat

Autor poprzez jednostki, ich konkretne losy, egzystencje, słowem, poprzez szczegół pokazuje ogół – rzeczywistość nam współczesną, którą i my współtworzymy. Bo choć Lungu opowiada o rumuńskiej (migranci) i włoskiej (chlebodawcy) społeczności, to tak naprawdę nie ma to znaczenia, gdyż opowieść o polskiej (nie tylko jako migranci, ale i jako chlebodawcy) czy ukraińskiej byłaby identyczna. Mówi zatem o swoistym doświadczeniu wspólnym mieszkańców tej części świata (a może i nie tylko).

Kompetencje pisarza (z zawodu socjolog) i jego literacki talent sprawiają, że wyciszona opowieść ma ogromną moc oddziaływania. Zawstydza, pozbawia poczucia komfortu, otwiera oczy, uświadamia, odsłania utajone ludzkie oblicza, pyta o sprawy fundamentalne – o godność człowieka.

Tytuł – „O dziewczynce, która bawiła się w Boga

Autor – Dan Lungu

Tłumaczenie – Radosława Janowska-Lascar

Wydawnictwo – Amaltea

Seria – Proza Rumuńska

Rok – 2016

  • DLA KOGO – dla ignorantów, dla wrażliwców, dla amatorów literatury, kultury i historii Rumunii, dla zainteresowanych zjawiskami naszych czasów
  • PO CO – by się zreflektować, by poczuć
  • MOJA OCENA – 5/6

* Tytuł oryginalny – Fetița care se juca de-a Dumnezeu, rok pierwszego wydania – 2014, rok pierwszego wydania polskiego – 2016.

Zderzenie dwóch światów. „Guwernantka” – Vladimír Macura

Tytuł – „Guwernantka”

Autor – Vladimír Macura

Tłumaczenie – Olga Czernikow, Michał Kunik

Wydawnictwo – Amaltea

Seria – Literatura Czeska

Rok – 2018

  • DLA KOGO – dla tych, których nurtują zawiłości relacji międzyludzkich, dla amatorów literatury czeskiej, dla koneserów beletryzowanych biografii, dla feministów, ignorantów, panien i kawalerów, żon i mężów, dla wścibskich, dla tradycjonalistów, dla wrażliwych na piękno języka, dla miłośników Wrocławia i Pragi, dla fanów dobrej literatury po prostu
  • PO CO – by się zastanowić, może, by zrewidować swoje przekonania
  • MOJA OCENA – 5/6

Zawód guwernanta/ki z końcem drugiej dekady XXI wieku wraca do łask. Trudniących się dziś tym fachem solidnie się wynagradza. Dawniej jednak profesja ta nie cieszyła się takim szacunkiem. Dla wielu niezamężnych i niezamożnych kobiet oraz biednych studentów była jedyna to szansa utrzymania się, jedyna możliwość zarobku.

Z czasem zmienił się prestiż i status guwernanta/ki, ale nie zmieniła się istota fachu. I o tej istocie mówi czeski literaturoznawca i pisarz, Vladimír Macura (1945-1999), w swojej „Guwernantce” – trzeciej części tetralogii powieściowej poświęconej czeskiemu odrodzeniu narodowemu, będącej rodzajem zbeletryzowanej biografii jednego z dziewiętnastowiecznych czeskich uczonych i literatów.

Opowieść o guwernantce

Tytuł jednoznacznie wskazuje kto tu jest bohaterem. Choć lektura powieści ujawnia, że sprawa jest nieco bardziej złożona. Narracja Macura bowiem to dwugłosowa wypowiedź bohaterów – małżonków, którzy zmagają się ze swoimi indywidualnymi światami, wewnętrznymi demonami; ludzi cierpiących, z jakże różnych powodów, rozczarowanych egzystencją, nieszczęśliwych, zniewolonych. Jednak autor poprzez tytuł, nieprzypadkowy przecież, podpowiada, że w tym duecie w istocie chodzi o postać kobiecą i o jej rzeczywistość.

Zbeletryzowana biografia

„Guwernantka” to oparta na biografii czeskiego poety i filologa, Františka Ladislava Čelakovskiego (postać historyczna, pierwszy profesor literatury słowiańskiej na Uniwersytecie Wrocławskim, wykładał w latach 1842-1849), podwójna narracja opowiadająca o relacji małżonków na tle Wrocławia końca lat 40. XIX wieku, okresu, w którym miasto nawiedzają epidemie i powodzie, czasów niezwykle burzliwych dla całej Europy, w której wrze jak w tyglu, bo to czas Wiosny Ludów, ruchów narodowych, rewolucyjnych, które przeobrażają kontynent, burząc stary porządek.

Małżonkowie XIX wieku

On – podstarzały poeta, zacny profesor literatury słowiańskiej, wdowiec z gromadką dzieci i z misją do wypełnienia. Ona – młoda, wykształcona i ambitna kobieta z głową pełną marzeń. Związek dwojga ludzi, który nie powinien się zdarzyć. Z Pragi wyruszają do Wrocławia, by tam rozpocząć wspólny żywot. On obejmuje stanowisko profesora literatury słowiańskiej na Uniwersytecie Wrocławskim, próbuje spełniać swą dziejową/ naukową misję, naucza/ poucza leniwych i gnuśnych jego zdaniem studentów, broni starego porządku, ale i zmaga się z nadchodzącą starością i zazdrością o młodą, piękną żonę, ona zaś przyjmując rolę małżonki i opiekunki, porzuca swe ambicje i marzenia, po cichu sprzyjając duchowi rewolucji; spełnia małżeńskie powinności, otacza opieką potomstwo męża – spadek po zmarłej, którym z dnia na dzień została obdarowana, walcząc przy tym z duchem swej poprzedniczki i obcym, nieprzyjaznym jej miastem.

Dwie narracje, dwa światy

Ta podwójna narracja ujawnia rozdźwięk pomiędzy światami małżonków. Ukazuje istnienie dwóch odrębnych, nie przystających do siebie, nie mających ze sobą nic wspólnego rzeczywistości. Jawi się jako opowieść o barku porozumienia i zrozumienia, braku chęci poznania, próby wejrzenia w duszę małżonka. Tyle że pozycja bohaterów tych nie jest jednakowa. Mowa przecież o pierwszej połowie XIX wieku, więc nie może być inaczej – on jest zacnym profesorem, głową rodziny, w rzeczywistości zgorzkniałym, apodyktycznym tradycjonalistą, dla którego system patriarchalny jest nie do naruszenia, ona… guwernantką:

[…] mąż sprawił mi nową poduszeczkę do igieł i tkaninę do haftu, żebym już nie miała wątpliwości, czym powinnam się zajmować przez resztę życia. (s. 95)

Wodzę wzrokiem za swoją rodziną jak kwoka za kurczętami. Jak guwernantka za podopiecznymi. (s. 29)

Udaję, że patrzę na dzieci i pilnuję, czy dobrze się zachowują. Jestem w końcu wzorową guwernantką. (s. 35)

Dwie przeplatające się narracje, które początkowo wywołują u odbiorcy dezorientację (przez chwilę trudno wychwycić do kogo należą poszczególne akapity – autor w żaden sposób nie sygnalizuje tego) są odmienne nie tylko pod względem treści, ale i formy, która oddaje to, co zostaje niewypowiedziane, dopowiadając w ten sposób to, co istotne.

Ten cichy czy wręcz niemy konflikt małżonków, to sportretowanie dwóch jakże odmiennych, tak bardzo kontrastujących ze sobą osób jest też metaforą chwili w dziejach Europy. Narracja, charakter, postawa, uosobienie Františka symbolizują stary porządek, który chyli się ku upadkowi, Antonii zaś, z jej kiełkującą postawą feministyczną, nowe, to, co napiera, od czego nie ma odwrotu, to, co nieuchronne.

To niewątpliwie także metafora odwiecznego sporu – klasyków z romantykami.

Guwernantka – Antonie

Antonie jest młodą, wykształconą, postępową, ambitną, świadomą siebie kobietą, która pragnie więcej niż świat mógł jej wówczas zaoferować, której wyobrażenia o życiu rozminęły się z rzeczywistością. Egzystencja jaką zaczęła wieść, rozczarowała ją. Marzyła o nowych doświadczeniach, o podróżach, przygodach, o wielkiej miłości, o otwarciu szkoły dla młodych panien, o dokonaniu czegoś:

[…] czuję, że nie jestem tam, gdzie powinnam. […] Zawsze sądziłam, że mam inny cel, inne powołanie, niż bycie żoną swego męża, gospodynią jego kuchni i matką jego dzieci. (s. 128)

Ma w domu poetę, i to z prawdziwego zdarzenia, jada z nim przy stole, sypia w jednym łożu – jeszcze jej nie dość? (s. 80).

Nawet gotować nie umie, laleczka z porcelany. Przy spełnianiu obowiązku małżeńskiego zamyka oczy i aż do końca leży jak kłoda. A w myślach niewątpliwie rozpamiętuje co pikantniejsze sceny z romansów albo z własnych nieprzyzwoitych snów. (s. 98)

Dlaczego więc poślubiła podstarzałego wdowca? Z poczucia obowiązku:

Może nawet wtedy, gdy Ladislav przyjechał do Pragi poprosić mnie o rękę, a ja powiedziałam „tak” – może nawet wtedy wierzyłam, że decyduję się na coś wielkiego i wzniosłego. Najwyraźniej od dawna przyświecało mi hasło „Wspierajmy poetów”. Troska o nich to przecież służba ojczyźnie! Jak to więc możliwe, że spotkał mnie tak pospolity, ordynarny koniec: wspólne łóżko, upstrzone plamami krwi i nasienia, zastawiony naczyniami stół, mnóstwo szycia i codzienna mordęga z dziećmi? (s. 128).

Małżeństwo stało się dla niej chwilą rezygnacji z aspiracji, pragnień, chwilą pożegnania ze światem swych wyobrażeń, chwilą zniewolenia, uwięzienia, wtłoczenia w schemat, w ramę konwenansów, ówczesnych powinności kobiety, w potulność, w spełnianie obowiązków, posłuszeństwo, w pełne poddaństwo, w istocie w zniewolenie.

Nowe idzie

Tłamszona, buntuje się przeciwko temu, co ją spotkało, przeciwko wszelkim ograniczeniom, narzuconym konwenansom, normom społecznym. Próbuje wyrwać się z roli guwernantki. Jej bunt, z dzisiejszego punktu widzenia, jawi się raczej jako bierność, pasywność, wówczas jednak, już brak zgody na narzuconą rolę społeczną kobiety, sama świadomość tego było czymś nowym, wywrotowym wręcz – było pierwszym krokiem w kierunku zmiany porządku świata.

Stare odchodzi

Antonie umiera za życia obok męża-mizogina, człowieka, który w istocie nienawidzi kobiet, którymi wręcz się brzydzi (mimo że zmarłą żonę darzy estymą, można jednak przypuszczać, że na ten szacunek zmarła „zasłużyła” sobie swą potulnością):

To takie nieprzyzwoite, kiedy kobiety i mężczyźni podróżują jednym dyliżansem. Zwłaszcza w nocy. Powinno się tego zakazać. Co na to Kościół? Czemu te kobiety ciągle gdzieś nosi? Nie mogą usiedzieć w domu? Mało to bałaganu jest już na tym świecie? (s. 165)

Portret męża budzi odrazę czytelnika, ale należy zaznaczyć, że to człowiek nieszczęśliwy, wyraźnie odczuwający nadchodzącą nieubłaganie starość, swoją zbędność. To konserwatysta, który jest świadomy daremności czynionych wysiłków, by stary porządek, jego wartości i idee ocalić, by rządzące nim zasady zachować, zdający sobie sprawę, że jego świat odchodzi, że nieubłaganie nadciąga nowe, szalone, niepojęte dla niego.

Bohaterowie drugiego planu

Na koniec należy wspomnieć o dwóch osobnych, ale jakże ważnych, bo wyróżniających powieść, nadających jej swoistego charakteru, bohaterach.

Po pierwsze, „Guwernantka” to także język. Nie tylko ten, którym proza ta jest pisana (kunsztowny, elegancki), ale także ten, którym zajmują się małżonkowie. On jest przecież filologiem i poetą, pracuje więc w języku i za jego pomocą wyraża siebie, w nim to odnajduje swą duszę, znajduje ukojenie, spełnienie. Podobnie jest z nią. Dla Antonii literatura to jedyna możliwa forma ucieczki od świata jej nieprzyjaznego, w której także znajduje ukojenie jej zbolała dusza.

Po drugie, opowieść Macury rozgrywa się na tle Wrocławia (też Pragi, choć w znacznie mniejszym stopniu) – nieprzyjaznego bohaterom miasta, w którym nie są w stanie się odnaleźć, poczuć dobrze, swobodnie, u siebie, które jawi się im jako przyczyna wszelkich ich nieszczęść. Miasto to miało dla twórcy istotne znaczenie (uświadamia to posłowie powieści Zofii Tarajło-Lipowskiej) – prace badawcze autora przed przystąpieniem do pisania powieści były zakrojone na szeroką skalę. Pogłębione studium topograficzne Wrocławia, uwiecznienie przestrzeni tamtego czasu, pozwoliło autorowi zniuansować i uwiarygodnić stan ducha tychże monad poszczególnych.

*Wszystkie cytaty z dzieła pochodzą z tomu, Guwernantka, Vladimír Macura, Wrocław 2018.

** Tytuł oryginalny – Guvernantka, rok pierwszego wydania – 1997, rok pierwszego wydania polskiego – 2018.