Pulitzery, Bookery… – Dramat pierwszej klasy. „Wchodzi koń do baru” – David Grosman

Wchodzi koń do baruTytuł – Wchodzi koń do baru

Autor – David Grosman

Tłumacz – Regina Gromacka

Wydawnictwo – Świat Książki

Rok – 2016

  • DLA KOGO – dla wrażliwców, dla koneserów niewielkich powieści, dla fanów mocnej literatury, dla wielbicieli historii, tradycji, kultury i literatury izraelskiej, żydowskiej, dla ceniących sobie oryginalną opowieść o przeszłości, dla łowców nagród
  • PO CO – by rozumieć lepiej
  • MOJA OCENA – 5/6
Booker dla Izraelczyka

David Grossman to jeden z bardziej znany izraelski pisarz. Serwuje nam literaturę najwyższej próby. Jego powieści stawiane są obok najcenniejszych dzieł historii literatury powszechnej (takich jak Wściekłość i wrzask, Sto lat samotności czy Blaszany bębenek). Odbiorców swoich dzieł – Bądź mi nożem, Patrz pod: Miłość, Ciałem rozumiem, Księga gramatyki intymnej, Poza czasem, Tam, gdzie kończy się kraj, Kto ze mną pobiegnie – przyzwyczaił do tego, że jest panem od trudnych pytań[1]. Nie inaczej jest z ostatnią jego powieścią.

Wchodzi koń do baru w 2017 otrzymała Międzynarodową Nagrodę Bookera (The Man Booker International Prize), która przyznawana jest pisarzom z całego świata, bez względu na język, w jakim tworzą. Warunkiem jest dostępność publikacji w języku angielskim (uhonorowywany jest nie tylko autor, ale i tłumacz).

Stand-up jakiego nie znacie

To niewielka książka o sporej sile rażenia! Tak tylko można określić tę skromną powieść o zabawnym tytule (inna wersja rodzimego dowcipu „Przychodzi baba do lekarza”). Bo tak też jest w istocie. Uderza niespodziewanie, celnie trafiając i pozostawiając wyraźny ślad.

Wchodzi koń do baru ma znikomą fabułę, akcji – żadnej, bohatera – jednego z wielu. Mimo to jej ładunek jest ogromny.

Powszedniość

Podrzędny klub w Netanja, niewielkiej mieścinie, do którego wieczorem ściągają miejscowi, oczekując po ciężkim dniu mało wysublimowanej rozrywki, chcą poddać się chwili i zapomnieć o trudzie powszednim, słuchając dowcipów mistrza w swoim fachu, starego wyjadacza, chcącego sobie dorobić podstarzałego komika.

Po jednej stronie scena, po drugiej widownia. Po jednej stronie on, po drugiej oni. Po jednej stronie artysta, któremu wewnątrz się kotłuje, po drugiej publiczność żądna krwi – rozrywki. Mówisz masz! Zasady jasne, granice wyznaczone.

Przelana czara goryczy

Jednak artysta to dusza wrażliwa – widzi więcej, słyszy więcej, czuje więcej. Narzucone ramy uwierają go, są za ciasne, ograniczają. Kwestią więc czasu jest wyjście poza, zerwanie niepisanej umowy.

Komik starannie taki moment zaplanował. Dwudziestego sierpnia, w czwartek, w dzień swoich pięćdziesiątych siódmych urodzin. Wieczór ten miał być dla artysty wyjątkowy. Ta rocznicowa data posłużyła mu za pretekst do…

Wśród publiczności znalazł się gość specjalny – Awiszaj Lazar, przyjaciel z dawnych lat (narrator opowieści), emerytowany sędzia, z którym komik na wiele lat utracił kontakt, którego teraz zaprosił na swój występ.

Wiwisekcja

Tego wieczora, Dowale Gee, Żyd, potomek ofiar Holocaustu, błyskotliwy, inteligentny, jak na komika przystało sprawnie manipulujący publicznością, którą się bawi, którą z wprawą prowokuje, płynie przechodzi od niewybrednych żartów do osobistych wynurzeń. Urodziny stały się więc pretekstem do spowiedzi, wiwisekcji – rozrachunku z przeszłością, która nie daje mu spokoju. Opowiada o swoim domu, o rodzicach, o trudnym dzieciństwie, o lękach, traumach, porażkach i wydarzeniach, których męczą go do dziś. Choć jego opowieść jest niezwykle osobista, indywidualna, to jest to opowieść o doświadczeniu zbiorowy. Komik, błaznując, opowiada o tym, co nieobce jest innym, co nieobce jest Izraelczykom, Żydom, których Holokaust bezpośrednio nie dotknął, gdyż należą do następnego pokolenia, ale jest stale obecny w ich egzystencji. Swe gorzkie historie przeplata dowcipami, które jednak nie są już zabawne.

Dowale jest okrutny, bezwzględny wobec każdego i wobec wszystkiego, nie ma litości dla nikogo i niczego. Nie szczędzi siebie, kpi z mieszkańców Netanja, z widzów, z gości, z przeszłości narodu, historii, kultury, tradycji, z sytuacji politycznej kraju. Nie ma dla niego żadnych świętości, tematów, których nie kala. Nie ma zahamowań, nie cofa się, idzie po przysłowiowych trupach.

Występ komika tym razem jednak nie wzbudza entuzjazmu widzów. Nie przyszli po to, by zastanawiać się nad pozbawionym sensu życiem. Przyszli po to, by o tym zapomnieć. Komediowe przedstawienie powoli zaczyna przypominać groteskę. Publiczność, którą artysta wprawia w coraz większą konsternację, powoli zaczyna okazywać swą dezaprobatę.

Komik jednak nie zważa na to, jest zupełnie obojętny na zniesmaczenie i zażenowanie odbiorców. Chce tylko jednego: rozliczenia się ze swojego życia oraz sprawiedliwej oceny i sprawiedliwego werdyktu obecnego na sali sędziego, który słyną z wydawania surowych wyroków.

Katharsis

W istocie, na oczach widowni rozgrywa się coś, co nie ma nic wspólnego z lekką rozrywką. To mrożący krew w żyłach spektakl, dramat pierwszej klasy, który ostatecznie może przynieść tylko oczyszczenie i ukojenie.

Komik, który na celownik bierze siebie i swoje życie, w istocie grzebie we wnętrzach innych, wyciąga na wierzch to, co tak skrzętnie skrywają, także przed sobą. Obnażając siebie, obnaża widzów. Konfrontuje ich z tym, od czego uciekają. Rozdrapuje rany, które wciąż są świeże, które wciąż się sączą.

Ten sceniczny monolog komika jest niejako przedostatnim aktem jego egzystencji. Artysta, rozliczając się z przeszłością, która przez lata ciążyła i zatruwała mu życie, wypełnia niejako swój obowiązek wobec innych, wobec kraju, wobec narodu, też wobec siebie.

My, odbiorcy

Odbiorcami są tu nie tylko widzowie goszczący w klubie. Odbiorcami są też czytelnicy powieści Grosmana. My także uczestniczymy w tym osobliwym przedstawieniu/ narracji. Dajemy się wciągnąć w grę komika/ pisarza. Dajemy sobą manipulować, dajemy się zwodzić, prowokować. Szybko przestaje nam być wesoło i lekko. Coś zaczyna nas uwierać, czujemy współczucie, niestosowność, zażenowanie, odrazę, złość, sprzeciw.

Wybór?

Pozornie odbiorca ma wybór. Może wyjść z klubu, może zakończyć lekturę przed jej ostatnim zdaniem, ale jakiś wewnętrzny przymus nie pozwala mu na ten gest. Czeka na dalszy rozwój wydarzeń. Na finał.

Jesteśmy jednak u kresu wytrzymałości. Wybuch nie następuje tylko dlatego, że akcja traw tylko jeden krótki wieczór, tylko dlatego, że powieść ma niewiele stron. Więcej odbiorca nie zdołałby udźwignąć.

Inaczej

Powieść Wchodzi koń do baru poświęcona jest kwestiom wszystkim dobrze znanym. Grosmanowi udało się jednak ten eksplorowany na wiele różnych sposobów temat pokazać nieco odmiennie. Niewątpliwie nie co, ale jak odgrywa tu decydujące znaczenie. Powieść ta to kunszt formy, języka. Autor znakomicie dozuje nam skrajne bardzo emocje. Jedne przełamuje drugimi. Umiejętnie miesza jakże odmienne estetyki, dzięki czemu nie przytłacza nas, nie szantażuje emocjonalnie. Dochodzi do niebezpiecznych granic, nigdy jednak ich nie przekraczając.

Mimo że temat powieści jest konkretny, a koloryt lokalny jest tu znaczącym składnikiem świata przedstawionego, to wymowa dzieła tego Izraelskiego pisarza wykracza poza te ramy.

* Tytuł oryginalny – Us echad nichnas lebar, rok pierwszego wydania – 2016, rok pierwszego wydania polskiego – 2016.


[1] Izabela Osiadacz, Dawid Grosman – pisarz trudnych pytań, opublikowano 07.10.2014, https://xiegarnia.pl/artykuly/dawid-grosman-pisarz-trudnych-pytan/, dostęp 11.02.2018.