Podsumowanie miesiąca – czerwiec 2018

Podsumowanie miesiąca - czerwiec

Czas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Przeżywał dzieciństwo w wieku dojrzałym, biorąc odwet za przedwczesną dojrzałość w dzieciństwie.

– Gustaw Herling-Grudziński Inny świat

Ach, co to był za czerwiec!? Czerwiec to ostatni miesiąc wiosny i początek lata… Koniec – moment bolesny, ściągający w dół, jest w istocie obietnicą początku – a to już moment, w którym możliwe jest wszystko, w którym nie ma niemożliwego. Zatem wchodzę w to nowe niewiadome z odwagą (?), otwartością, refleksją, spokojem i ekscytacją.

Niewątpliwie czerwiec Bałwochwalicy Jednej był pełen skrajnych emocji i uniesień. Wrażeń estetycznych najwyższych lotów, podniet intelektualnych. Inspiracji.

Wydarzenia

Za wydarzenie czerwca uznaję pewną debatę:

  • Okrągły stół blogerów, wydawców i czytelników w ramach Big Book Festival – nie byłam, nie uczestniczyłam, oglądałam jedynie transmisję, to jednak wystarczyło (choć fakt, że nie mogłam zabrać głosu wyprowadzał z równowagi 😉 ), by zadać sobie kilka pytań, by nad kilkoma kwestiami się zastanowić. To jednak wymaga osobnej noty. Proszę więc o cierpliwość, a będzie dane.

Niestety, nie zabrakło też wydarzeń mało radosnych:

  • Porażka polskiej reprezentacji na Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej 2018 – ja wiem, że to jest sport i tu wszystko może się zdarzyć, ale gdy pomyślę o aspiracjach… poniosła ułańska fantazja! Jak nic. Przegrana niekiedy bywa sukcesem, bo porażka porażce nie równa, ale w tym wypadku jest… nie będę kończyć. Proponuję samemu sobie dopowiedzieć!
Książki

Mundial sprawił, że nie za wiele miałam czasu na czytanie, co paradoksalnie przyczyniło się do czytania efektywniejszego. Sięgałam bowiem po książki nieco skromniejszej objętości (tym o zgrozo się kierowałam) i finał był taki, że jedna była lepsza od drugiej!!!

  • Białe łzy – Hari Kunzru – temat powieści – niechlubna przeszłość Ameryki, która kładzie się cieniem na teraźniejszości – eksplorowany był już na różne sposoby, jednak ten, który zastosował Kunzru, sprawił, że powieść odkrywa przed odbiorcą nowe lądy. Autor podszedł do tej trudnej kwestii od niecodziennej strony, od muzyki bowiem (przypomnę, że muzyka ma na mnie ogromny wpływ, dlatego częściej niż niekiedy słucham ciszy), od strony bluesa – muzyki niewolników – co zaowocowało powieścią wyrafinowaną, osobliwą, która uderza w struny delikatnie, ale jakże celnie. Zaczyna się niewinnie i lekko – młodość, przyjaźń, pasja, muzyka, wariactwo, Nowy Jork – ale to opowieść ciężkiego kalibru. Więcej o tej oryginalnej prozie będzie wkrótce w osobnej nocie. Proszę o cierpliwość, a będzie dane. Albo po prostu sięgnij po książkę. W klimat może wprowadzić odpowiednia muzyka – Spotify http://bit.ly/kunzru-spotify, Soundcloud http://bit.ly/kunzru-soundcloud, Tidal http://bit.ly/kunzru-tidal.
  • Zanim dopadnie nas czas – Jennifer Egan – powieść sprzed lat, którą uhonorowano Pulitzerem. I słusznie! Bo to bardzo dobra rzecz! Bohaterem jej jest czas… Ten bezwzględny, nie mający litości wieczny towarzysz naszej egzystencji, której nadaje znaczenie znikomości. Więcej o tej smutnej powieści będzie wkrótce w osobnej nocie. Proszę o cierpliwość, a będzie dane. Albo po prostu sięgnij po książkę.
  • Koala – Lukas Bärfuss – zaskakująca powieść, niespodziewana, bezkompromisowa, bolesna, bo pozbawiająca złudzeń, zaangażowana; dwa różne wątki, odległe, nieprzystające do siebie nie tylko pod względem tematu, ale i formy podania – samobójstwo brata narratora/ autora, człowieka nieco wycofanego (wspomnienia) oraz kolonizacja Australii przez Wielką Brytanię i przy okazji próba wyniszczenia gatunku uznanego za nieużyteczny, koali (ale nie tylko), apatycznego leniwca (esej) – okazują się opowieścią o tym samym! To bowiem opowieść o tym, nad czym dziś, idąc po trupach do celu, powinniśmy się zastanowić – o dzisiejszym modelu życia jedynie akceptowalnym, o kapitalizmie, w którym nie ma miejsca na alternatywę, w istocie zaś o wartość ludzkiego istnienia samego w sobie. Więcej o tej nieoczywistej i mądrej powieści będzie wkrótce w osobnej nocie. Proszę o cierpliwość, a będzie dane. Albo po prostu sięgnij po książkę. Ale ostrzegam!

Przesłuchałam też pewnego audiobooka (czyta Palulina Holtz):

  • Moja najdroższa – Gabriel Tallent – opowieść o tym jak kropla potrafi zatruć morze; powieść mocna, okrutna, bezkompromisowa, wali obuchem w łeb, pozbawia komfortu, boli. Opowieść o ojcu i córce, którzy zdani na siebie, żyją w kontrze do reszty świata. Jak to ich życie wygląda? Nie chcesz wiedzieć! A może? Ostrzegam jednak. Autor posunął się bowiem daleko. Czy nie za daleko? Czy nie lepszym wyjściem byłoby zatrzymać się i poprzestać na niedopowiedzeniu?

Co uznaję za lekturę obowiązkową? Zanim dopadnie nas czas i Koala to moje numery jeden czerwca, chyba półrocza (muszę pomyśleć?). Przypuszczam też, że znajdą się w czołówce podsumowania roku 2018!!!

Muzyka

Muzykę podsunął mi ktoś znający się na rzeczy. Podarowana płyta (z jakiej okazji nie powiem 😉 ) świetnie wpisała się w czerwcowy klimat:

  • With Orchestra – Hooverphonic – polecam szczególnie numer drugi tego belgijskiego zespołu!

No dobra, z okazji Dnia Dziecka to było 😉 !

Film

W czerwcu premierę miał film, na który bardzo czekałam. Nie dlatego, że jego twórca dostał Złotą Palmę w Cannes za reżyserię, że było o nim tak głośno, że było tyle zachwytów, och, achów. Tylko dlatego, że tenże reżyser tworzy filmy, które na mnie działają, które są mi bliskie. I nie zawiodłam się.

  • Zimna wojna – reż. Paweł Pawlikowski, USA, 2017 – owszem, niewtajemniczonemu w dokonania reżysera, z racji wywołanego szumu, może się wydawać, że będzie miał do czynienia z filmem pełnym przepychu, tym zaś, którzy mają za sobą doświadczenie tej twórczości, wiedzą, że nic bardziej mylnego. Mamy bowiem do czynienia z filmem wyciszonym, niespiesznym, subtelnym, kameralnym, intymnym, lirycznym, oszczędnym, ale także pozbawionym patosu (co niezmiernie ważne), z lekkością, humorem, przy jednoczesnym wyrafinowaniu. Dialogi zredukowano do minimum, muzyka, od rodzimego folkloru po jazz i rock ‚n’ roll zza żelaznej kurtyny, mimo że jest tu jednym z głównych bohaterów czy nawet tematów, nie narzuca się, nie jest nachalna. Opowieść zaś snują zdjęcia – pełną tragizmu opowieść o miłości w czasach zarazy (rzeczywistość bowiem zmaga się z zimną wojną), której bohaterowie, choć sobie oddani, wciąż muszą szukać sposobu, by zimna wojna, która ogarnęła także ich wnętrza, dobiegła końca i miłość zatriumfowała. Znajdują… (rodem z Witkacego) – motyw stary jak świat, ale siła rażenia jak nigdy. To także opowieść o człowieku zakorzenionym gdzieś, gdzie egzystencja staje się niemożliwa z racji wartości, które wyznaje. I jeszcze kreacje aktorskie – wręcz niemożliwe (choć mam tu małe ale do początku filmu, nim bohaterowie pokazali swoją prawdę, swój autentyzm, swoją siłę). To obraz, który nie jest uwikłany w tu i teraz, w nasze dzisiaj, choć na dziś, bo uniwersalny. Zacierający granice czasoprzestrzenne. A może właśnie przez to będący odpowiedzią na nasze tu i teraz?

Podsumowując – czerwiec roku 2018 był miesiącem ekscytującym! Aż chciałabym przeżyć go jeszcze raz! No, może pomijając ten mundialowy blamaż!

Podsumowanie miesiąca – czerwiec 2017

Podsumowanie miesiąca - czerwiec

Czas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Czerwiec!!! Niby już lato, a jednak to wciąż wiosna przecież. Miesiąc więc ten taki przejściowy. Dlatego należało pozamykać sprawy sezonu kończącego się i przygotować grunt pod sezon nadchodzący. Słowem, był to czas wytężonej pracy. I choć wyczerpującej, to też dającej zadowolenie 😉 .

Dlatego nie było mnogości ani książek, ani filmów. Ale udało się poobcować z treściami niebanalnymi, głównie ze świata literatury.

Książki:

Jako że czerwiec jest ostatnim miesiącem wiosny, to należało sięgnąć po pozostałe pozycje z wiosennego rozkładu jazdy. Przyznam, że nawet próby nie podjęłam, odkładając to na czas bliżej nieokreślony.

Publikacje, po które zaś w czerwcu sięgnęłam, to niemalże świeże bułeczki. Na powieść Whitehead czekałam z niecierpliwością, gdyż temat, któremu jest poświęcona, szczególnie mnie interesuje. Lektura ta jednak zaskoczyła mnie. Wciąż ją trawię, bo wciąż nie wiem czy zaskoczenie to było pozytywne czy negatywne 😉 . Ambiwalencja ta nakazuje mi tę powieść polecić 😉 . Pozytywnym zaskoczeniem była natomiast niepozorna książeczka Bradbury – specyficzna w formie i bardzo subiektywna opowieść o mieście, które wszystko obiecuje. Kolejne publikacje o Witkacym – mój obowiązek – okazały się czystą przyjemnością, choć przyznam, że raczej dla koneserów 😉 .

  • Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki – Colson Whitehead.
  • Młodość chłopczyka: o wczesnej twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza 1900-1914 – Anna Żakiewicz.
  • Witkacy. Etyka – Agnieszka Kałowska.
  • Wszyscy patrzą – Megan Bradbury.

Polecam szczególnie opowieści Whitehead i Bradbury.

Filmy:

W czerwcu i filmy były prawie świeżymi bułeczkami. Poza jednym – uzupełnieniem lektury Margaret Atwood Opowieść podręcznej. Film na podstawie powieści kanadyjskiej autorki, o takim samym tytule, początkowo wciąga i przeraża, później jednak wszystko się rozmywa i traci urok. Carrie Pilby to także obraz powstały na podstawie powieści (Carrie Pilby. Nieznośnie genialna Caren Lissner), który również gorzej wypada w zestawieniu z pierwowzorem. Powieść polecam – lekka, zabawna, inteligentna, film zaś można zobaczyć, ale bez konieczności. Koniecznie natomiast musisz obejrzeć Kalifornie – fabuła, bohaterowie, zdjęcia i muzyka na pięć!!! Pozostałe filmy – cóż, możesz 😉 :

  • Carrie Pilby – reż. Susan Johnson, USA, 2016.
  • Jutro będziemy szczęśliwi – reż. Hugo Gélin, Francja, Wielka Brytania, 2016.
  • Kalifornia – reż. Marina Person, Brazylia, 2015.
  • Kobiecy świat – reż. Kelly Reichardt, USA, 2016.
  • Opowieść podręcznej – reż. Volker Schlöndorff, Niemcy, USA, 1990.

Powtórzę, by nie uleciało – Kalifornia MUST SEE!!!

Muzyka:
  • Joy Division – powrót za sprawą filmu Kalifornia!!!

Powróć do tych szlachetnych dźwięków sprzed dekad!!! Warto!!!

Podsumowując – czerwiec roku 2017 nie był zbyt gorącym miesiącem dla BJ – nie tylko jeśli chodzi o temperaturę powietrza. Cóż, może i dobrze, bo człowiek niekiedy musi odpocząć od emocji. Ale dwie perełki się trafiły i literackie, i filmowe! I je polecam – Kalifornię musisz zobaczyć, a Wszyscy patrzą musisz przeczytać!!!