Tragizm bycia nigdzie. „Zapiski z domu wariatów” – Christine Lavant

Tytuł – „Zapiski z domu wariatów”

Autor – Christine Lavant

Tłumaczenie – Małgorzata Łukasiewicz

Wydawnictwo – Ossolineum

Seria – Z Kraju i ze Świata

Rok – 2017

 

 

  • DLA KOGO – dla koneserów wyrafinowanej twórczości, dla wielbicieli literatury austriackiej czy szerzej niemieckojęzycznej, dla fanów dobrej literatury w ogóle
  • PO CO – by wytrącić z mentalnego komfortu
  • MOJA OCENA – 8/6
Ocalone

Ta książka nie miała się ukazać. Taką decyzję podjęła sama autorka. Najprawdopodobniej ze względów osobistych (opisane postacie miały swoje pierwowzory w rzeczywistości i pisarka nie chciała sprawić im przykrości), ale być może i z powodu szerszego kontekstu historycznego – niechlubnej karty w dziejach Austrii (w czasach II wojny światowej w szpitalu, w którym kilka lat wcześniej przebywała autorka, a który stał się „miejscem akcji” tej przejmującej prozy, przeprowadzano eksterminację ponad 1500 osób chorych umysłowo).

Na szczęście stało się inaczej. Tekst jednak przeleżał ponad pół wieku (powstał w 1946 roku, a opublikowano go po raz pierwszy w 2001, ponad ćwierć wieku po śmierci autorki, zaś poprawiona edycja, opracowana, z posłowiem ukazała się dopiero w 2016 roku), nim ujrzał światło dzienne i trafił do rąk odbiorców.

Dziś, gdy czytamy tę prozę, niepozorną, gęstą i genialną, truchlejemy na myśl, że mogła przepaść i nie dane by nam było doświadczyć jej lektury. O ile byśmy wówczas byli ubożsi…

Christine Lavant to austriacka pisarka i poetka, której twórczość poetycka zastała doceniona i uhonorowana jeszcze za jej życia, które naznaczone było biedą i chorobą. Urodziła się w wielodzietnej ubogiej rodzinie górniczej, z dala od zgiełku świata. Musiała od najmłodszych lat zmagać się nie tylko z biedą, głodem, ale i z rozmaitymi chorobami, co w końcu wykluczyło ją niejako z uczestnictwa w aktywnym życiu. Zajmowała się więc domem, czytaniem i pisaniem.

Zmagając się z depresją, doszła do ściany. Po nieudanej próbie samobójczej, z obawy przed szaleństwem, dwudziestoletnia Lavant dobrowolnie poddała się leczeniu psychiatrycznemu w Klagenfurcie. Poprosiła władze miasta o sfinansowanie tego pobytu, na co te przystały. Została zatem jedyną pacjentką kliniki, która przebywała w niej z własnej woli i której pobyt finansowany był przez gminę, a nie z prywatnych środków. Był to rok 1935. W zakładzie Lavant spędziła sześć tygodni.

Genologia

Musiała jednak minąć dekada, by dawna pacjentka domu wariatów zaczęła spisywać swe wspomnienia. Powstałe zapiski nie są jednak stricte pamiętnikiem – relacją prozatorską ze zdarzeń, których autor był uczestnikiem bądź świadkiem, który opowiada o danych zdarzeniach z pewnego czasowego dystansu, w której autor może relacjonować nie tylko to, jak zdarzenia przebiegały, ale może także ujawniać swoje stanowisko wobec nich w chwili pisania[1]. Zapiski Lavant są starannie skomponowanym tekstem, będącym wynikiem stylizacji (dowodzi tego chociażby konstrukcja całości), mającym formę dziennika (brak śladów, które by wskazywały, że pisarka prowadziła stricte dziennik podczas kuracji) – bieżących notatek, relacji spisywanej na bieżąco, zapisków składających się ze strumienia myśli, które oddają ducha tu i teraz[2].

Zatem „Zapiski” to poddane literackiej obróbce doświadczenie autorki z pobytu na oddziale zamkniętym. Mamy więc do czynienia raczej z literackim niż biograficznym dziełem, choć niewątpliwie mającym znamiona prozy autobiograficznej, niczym powszechnie znane powieści Sylvii Plath („Szklany klosz”) i Susanny Kaysen („Przerwana lekcja muzyki”), czy proza znana nieco mniej pióra Thomasa Bernharda („Oddech”).

Szaleństwo, miłość, wolność, inność

Podwójne wykluczenie

„Zapiski z domu wariatów” Christine Lavant są niczym „Wspomnienia z domu umarłych” Fiodora Dostojewskiego – literacko przetworzonymi osobistymi wspomnieniami z pobytu w zamknięciu, odosobnieniu.

Sytuacja głównej bohaterki tej prozy, jak i bohatera Dostojewskiego, jest wyjątkowa. Żadne z nich nie jest równe pozostałym skazańcom. Dobrowolne poddanie się kuracji w domu wariatów – schronieniu, w istocie będące decyzją o wygnaniu (kobieta uznała to za najlepsze dla siebie rozwiązanie), finansowanie tego pobytu przez gminę, a nie z prywatnych środków oraz umieszczenie jej od razu na oddziale drugim, z pominięciem tego najgorszego, trzeciego, który dla pozostałych chorych był pierwszym etapem pobytu w zakładzie, zapewniają bohaterce wyjątkowy status przede wszystkim wśród pacjentów (choć także wśród personelu kliniki). Bohaterka odstaje od reszty – jest inna, osobna, wykluczona, „jest wyrzutkiem w zakładzie dla wyrzutków”[3].

To jednak nie wszystko, gdyż mamy tu do czynienia z podwójnym wykluczeniem, statusem podwójnego odmieńca. Głowna bohaterka jest kimś osobnym nie tylko w klinice, ale i poza nią. Nie jest bowiem zdolna do tak zwanego normalnego życia.

Oscyluje zatem pomiędzy – „gdzie rozsądek i urojenie stykają się ze sobą jak woda i ogień” [s. 48]. Jest więc istotą z pogranicza. Jej odrębność jest wyraźna. Samoświadomość, przytomność umysłu, umiejętność obserwacji, trafność wyrażanych sądów, słowem, brak szaleństwa uniemożliwiają kobiecie zespolenie się ze szpitalną społecznością, stanie się jej pełnoprawnym członkiem. Nadwrażliwość zaś, pragnienie samostanowienia, niezależności, wolności, miłości, literackie ambicje, a także brak zrozumienia i wsparcia bliskich (dlaczego nie weźmie się za porządną pracę fizyczną, tylko marnuje czas na naukę i pisanie wierszy?), niemożność odnalezienia się w świecie, niestety, uniemożliwiają jej także zespolenie się ze społecznością, znajdującą się poza murami kliniki, stanie się jednostką równą pozostałym.

Bycie pomiędzy – bycie nigdzie

Mamy więc przejmującą, wyciszoną, choć pełną dramatyzmu opowieść o niedopasowaniu – wykluczeniu przez pacjentów oddziału, gdyż jest się zbyt zdrowym, by funkcjonować na prawach zwyczajnego pensjonariusza zakładu dla obłąkanych oraz wykluczeniu przez przedstawicieli reszty społeczeństwa, gdyż nie jest się na tyle zdrowym (zbyt ułomnym), by być poza nim, by normalnie funkcjonować wśród jego przedstawicieli.

Przypomina to nieco sytuację bohatera „Lotu nad kukułczym gniazdem”, kultowej powieści Kena Keseya, który szukając schronienia (przed więzieniem), decyduje się (udając chorego) na pobyt w szpitalu psychiatrycznym, gdyż nie potrafi funkcjonować na wolności, wśród praworządnych obywateli. Na oddziale zaś, podobnie jak bohaterka prozy Lavant, jego osobność jest oczywista. Podobieństwo jest widoczne w jeszcze jednym punkcie – obie postacie są niejako symbolami niezależność, wolności i buntu (choć buntu zupełnie w inny sposób wyrażanego – tu bunt ma charakter bierny, tam czynny).

Jak?

Temat tej opowieści już wywołuje dreszcze, a to nie wszystko, gdyż najistotniejszy jest tu sposób tego podania. Oszczędność słów i emocji, klarowność, lapidarność i prostota narracji, sugestywność, subtelność, precyzja, surowość, ostrość, ale także wyrafinowanie i autentyzm sprawiają, że historia głównej bohaterki, która po nieudanej próbie samobójczej, szukając schronienia, na własną prośbę znalazła się w zakładzie dla obłąkanych poraża, wstrząsa. Nie ma tu elementów zbędnych, ornamentyki, która by rozmywała istotę dzieła, oddalała od niej.

Warto na marginesie zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. „Zapiski” to tekst pisany prozą, który jednak sporządzony jest w taki sposób, że można bez najdrobniejszych zmian przenieść go bezpośrednio na deski teatru – to po prostu dramat czy może raczej monodram, który rozgrywa się przed oczami duszy, w wyobraźni odbiorcy.

Natura szaleństwa

„Zapiski” to wiwisekcja samej siebie, przeprowadzona beznamiętnie, bez emocji, będącą bardzo osobistym obrazem życia wewnętrznego. Kobieta jest w pełni świadoma swego podwójnego statusu odmieńca, wariata, dziwadła wręcz. Doskonale zdaje sobie sprawę, że po opuszczeniu murów kliniki – szpitalnego piekła, znajdzie się w innym piekle – życia. Kuszący więc wydaje jej się ostateczny obłęd, pełne szaleństwo.

Odbiorca dzięki tym intymnym zapiskom może zrekonstruować doznania i motywacje bohaterki, którą jest w stanie zrozumieć, gdyż łatwo mu się z nią identyfikować, utożsamiać, przyjąć jej perspektywę. Pojmuje jej szaleństwo i nie dziwi go, że kobieta zdecydowała się na tak drastyczny krok, jakim było wstąpienie w szeregi wariatów, to, że ma niekiedy ochotę poddać się i nie kontrolować swoich zachowań, że pragnie zostać w szpitalu na długie lata, że manipuluje personelem i udaje, iż powodem jej problemów jest nieszczęśliwa miłość do szwagra.

Dzięki temu odbiorca dostrzega jak cienka jest granica między jednym a drugim światem, tak pozornie przecież odległym, jak bliskie jest szaleństwo, jak umowne są kwestie normy. Karmiony „fantazją o własnej normalność”[4] dotyka więc natury szaleństwa, co każe mu się zastanowić nad nią, pytać o nią.

Portret mikroświata

„Zapiski” dotykają także spraw bardziej ogólnych. Tu znów widać podobieństwo z prozą Dostojewskiego, w której społeczne relacje, mimo iż są tylko tłem dla historii głównego bohatera, to stanowią istotny temat opowieści. U Lavant te międzyludzkie zależności także stanowią istotne zagadnienie – tworzą osobną niejako opowieść o specyficznej, zamkniętej mikrospołeczności, w której istniejące stosunki, hierarchie, zależności, w niczym nie odbiegają od tych panujących w świecie poza murami zakładu, w społeczności otwartej.

Bohaterka-narratorka (tekst pisany w pierwszej osobie, jak na dziennik przystało), samoświadoma, spostrzegawcza niezwykle, której nie brak krytycznej refleksji nad światem, znakomicie odmalowuje szpitalną rzeczywistość i jej obywateli.

Sporządzone przez nią portrety – galeria sugestywnie scharakteryzowanych i zróżnicowanych postaci – są proste, szczere, precyzyjne i celne, ale też poetyckie, bo przecież kobieta ucieka w twórczość literacką, mającą moc ukojenia, mimo że jest przyczyną jej zguby, jest bowiem między innymi powodem wykluczenia bohaterki ze świata ludzi, w pojęciu ich samych, pożytecznych, przykładnych, wartościowych, tak zwanych normalnych. I choć są też wielce krytyczne (nie oszczędzi nikogo, nawet siebie), demaskatorskie wręcz, to również pełne empatii, współczucia, miłości względem bliźniego.

Niezależność

Trudno nie zgodzić się z opinią, że proza ta, to „opowieści o wyzwoleniu”[5], „historia zmagań z własną sytuacją i niegasnącą nadzieją na ostateczne wyzwolenie”[6], będąca „utopijną perspektywą”, do której droga biegnie w „niełatwy i nieprzewidywalny sposób”[7]. Uzasadnione też wydaje się pytanie do czego w istocie dochodzi bohaterka, „w jaki sposób definiuje moment przekroczenia i wybicia się na – ostrożnie deklarowaną – niezależność”[8].

Na koniec warto powtórzyć, że te „Zapiski” to „niepowtarzalne ujęcie najpopularniejszych w literaturze tematów – szaleństwa, miłości, zniewolenia i życia w społeczeństwie”[9].

Ps. 1. „Zapiski z domu wariatów” Christine Lavant ukazały się w Polsce po raz pierwszy w roku 2017 nakładem Wydawnictwa Ossolineum w serii Z Kraju i ze Świata. W ramach tego cyklu ukazuje się proza współczesna, mająca, jak czytamy na stronie wydawnictwa, takie cechy literatury XXI  wieku jak lekkość (nie mylić z beztroską), szybkość, dokładność, przejrzystość, wielorakość i zwartość (według koncepcji Italo Calvino)[10]. Zapiski Lawant wpisują się znakomicie w tę charakterystykę. Ja dodałabym tu jeszcze jedną istotną cechę – ciężkość.

Ps. 2. Polecam kilka cytatów z powieści, one przemówią najlepiej.

* Tytuł oryginalny – Aufzeichnungen aus dem Irrenhaus, rok pierwszego wydania – 2001, rok pierwszego wydania polskiego – 2017.

**Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Zapiski z domu wariatów, Christine Lavant, Wrocław 2018.


[1] Hasło, pamiętnik, w, Słownik terminów literackich, red. Janusz Sławiński, Wrocław 2002.

[2] Hasło, dziennik, ibidem.

[3] Nowicka Sara, Na własne życzenie (Christine Lavant: „Zapiski Z Domu Wariatów”), opublikowano, 12.12.2017, http://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=338&artykul=6549, dostęp 14.06.2018.

[4] Adam Lipszyc, Piekło, Oddział Drugi, w, Christine Lavant, Zapiski z domu wariatów, Wrocław, 2017, s. 108.

[5] Olga Szmidt, Utrata panowania (Christine Lavant „Zapiski z domu wariatów” i Marie Darrieussecq „Świństwo (Truizmy)”), opublikowano 16.04.2018, http://popmoderna.pl/utrata-panowania-christine-lavant-zapiski-z-domu-wariatow-i-marie-darrieussecq-swinstwo-truizmy/, dostęp 14.06.2018.

[6] Ibidem.

[7] Ibidem.

[8] Ibidem.

[9] Nowicka, Na własne życzenie, op. cit.

[10] Strona Wydawnictwa Ossolineum, https://wydawnictwo.ossolineum.pl/products/category/z-kraju-i-ze-swiata-12, dostęp 14.06.2016.

BIBLIOGRAFIA

Dobry duch – Susan Sontag – wieczna studentka*

Dobry duch - Susan Sontag
Susan Sontag, fragment

Susan Sontag

16 stycznia 1933 – 28 grudnia 2004
Dobry duch

W korowodzie dobrych duchów Bałwochwalni obok „kulawej” Metyski idzie też Susan Sontag. Ona, ta wieczna studentka, musiała się tu znaleźć. Dlaczego? Bo to ikona, nie popkultury czy zbuntowanego myślenia, ale ikona świadomego życia, świadomego bycia, świadomej egzystencji. A tylko ktoś taki może inspirować, dodawać otuchy, popychać do działania, dawać siłę i odwagę!

Powierzchnia

Susan Sontag to postać powszechnie znana. Wszyscy pamiętają jej srebrne pasmo włosów, związek z Annie Leibovitz, wygraną walkę z rakiem, zaangażowanie w aktualne problemy współczesnego świata, teksty takie jak Przeciw interpretacji czy O fotografii.

Na jej temat krąży kilka, stale powtarzających się zdań, haseł jedna z ważniejszych intelektualistek XX wieku, charakteryzująca się niezależnością poglądów, otwartym umysłem i zaangażowaniem, podważająca przyjęte sposoby myślenia, kreśląca nowe horyzonty humanistyki, nadająca w ogóle ton współczesnej humanistyce; niepokorna, odważna; prowokująca i nieakceptująca schematycznych uproszczeń, obrończyni praw człowieka, zagorzała przeciwniczka wojny w Wietnamie, wspierająca w czasie stanu wojennego „Solidarność”, zaangażowana w wojnę w Jugosławii, sprzeciwiająca się polityce rządu Georga Busha po atakach terrorystycznych z 11 września; myślicielka, z której zdaniem liczyli się wszyscy, której opinii z jednej strony pożądano, z drugiej zaś obawiano się; amerykańska legenda, sumienie Ameryki, ikona popkultury, feminizmu; biseksualistka itp., itd.

Susan

Wszystko jest zatem tak jak należy – mamy wygląd zewnętrzny, życie prywatne i dokonania. To jednak zaledwie muśnięcie istoty. Powyższe hasła tylko powierzchownie portretują bohaterkę niniejszej noty. A kim w istocie była ta pisarka, aktywistka, polemistka, intelektualistka, też córka, żona, matka, kochanka[1]?

Fakty

Przypomnijmy tylko kilka faktów z życia tejże kobiety. Sontag na świat przyszła w 1933 roku w nowojorskiej rodzinie jako Susan Rosenblatt. Jej przodkami byli polscy Żydzi. Po wczesnej śmierci ojca, matka wyszła ponownie za mąż. Wtedy też dziewczynka otrzymała nowe nazwisko. W dzieciństwie wielokrotnie się przeprowadzała. W życiu dorosłym dużo zaś egzystowała między Stanami Zjednoczonymi a Europą.

Studiowała filozofię, literaturę i teologię w Berkley, w Chicago, na Harvardzie, w Oxfordzie i na Sorbonie. Początkowo marzyła o świecie akademickim, jednak szybko posadę nauczyciela uniwersyteckiego porzuciła na rzecz pisarstwa.

Mając siedemnaście lat, poślubiła profesora socjologii Philippa Rieffa, z którym miała syna Davida. Po ośmiu latach małżeństwa doszło do rozwodu. Jej późniejszy związek – ze słynną fotografką Leibovitz – przetrwał do śmierci Sontag, do 2004 roku. Pokonała raka piersi. Z białaczką jednak nie wygrała. Zmarła w Nowym Jorku. Spoczywa na paryskim cmentarzu Montparnasse.

Pokłosie

Rozprawy Sontag dotykają najrozmaitszych tematów, oscylujących wokół sztuki, kultury, szeroko rozumianej humanistyki. Świadczą o szczególnych przymiotach charakteru ich autorki, która nie przestawała pytać i podważać oczywistości, świadczą o jej oryginalności, niezwykłej wrażliwości, błyskotliwości, przenikliwości, żarze, pasji i nieustannej ciekawości.

Samoświadomość

Świadomość jest hasłem, które można uznać za synonim Susan Sontag, hasłem najbardziej adekwatnym, które oddaje najpełniej jej charakter, osobowość, istotę. Prywatne zapiski, intymne narracje unaoczniają to.

[…] ja siebie tworzę[2].

– pisze w swoim dzienniku jako nastolatka, by przez kolejne lata pracować bez wytchnienia, bez litości nad sobą.

Stwarzanie siebie

Intensywność doznań, bogactwo doświadczeń, przeżyć, odczuć, myśli wraz z potrzebą przyjrzenia się temu wszystkiemu przez samą zainteresowaną, jej autoanaliza, autorefleksja, samoświadomość sprawiają, że byt danej monady jest powoływaniem siebie do życia, jest aktem kreacji. Autokreacji. Jest aktem powołania do istnienia Susan Sontag – pisarki, aktywistki, polemistki, intelektualistki, no i też przecież córki, żony, matki, kochanki.

Doświadczenia, poszukiwania

Brak jej było myśli naiwnego i niewinnego dziecka. Odczuwała natomiast bardzo boleśnie udręki bytu. W życiu Sontag wszystko działo się znacznie wcześniej i znacznie intensywniej. Wczesna śmierć ojca, dość wczesne zamążpójście, dość wczesne macierzyństwo, to nie wszystko. Przeżyciom mocnym, znamiennym dla przyszłej pisarki nie było końca. Poza doświadczeniami emocjonalnymi, życiowymi, szybko miała także na swoim koncie istotne doświadczenia intelektualne. 

Interesowała się wszystkim – literaturą, filozofią, religią, antropologią, psychoanalizą, życiem społecznym i politycznym. Czytała setki książek, oglądała dziesiątki filmów, stale słuchała muzyki. Jej listy lektur do przeczytania, sztuk do obejrzenia, dzieł muzycznych do przesłuchania ciągnęły się w nieskończoność. I wszystko to podawała refleksji, szczegółowej analizie.

Sontag prowadziła intensywne życie na każdym poziomie – intelektualnym, towarzyskim i erotycznym. 

Poza zewnętrznością

Twarda, odważna, nieustępliwa Sontag odarta z maski ukazuje się jednak jako osoba niepewna, bezsilna, która w sposób przemyślany pragnęła stwarzać siebie. Chciała kontrolować swoją rzeczywistość, a każde wymknięcie się samej sobie z bezwzględnością karciła. Chciała diagnozować siebie, by być o zdobytą wiedzę bogatszą, mądrzejszą, by móc tę wiedzę wykorzystać w przyszłości.

Myślenie krytyczne

Krytyczne spojrzenie charakteryzowało Sontag od zawsze. Nic nie uchodziło jej uwadze. Postawa kontra pojawiała się wobec myśli, słów, czynów, wobec wszystkiego i wszystkich, a przede wszystkim wobec siebie. Brak zgody na bylejakość i powierzchowność, podważanie pozornie oczywistych rzeczy, nieakceptowanie zastanego porządku to cechy, które były dla niej charakterystyczne.

Sądy Sontag dotyczące innych były bezwzględne, była w nich bardzo surowa, ale to krytyka samej siebie poraża. Wymaganiom stawianym sobie nie było końca. Sontag była w tym okrutna, nie miała dla siebie litości. To była walka z samą sobą o siebie. Każdego dnia staczała bitwę. Na każdym kroku nie tylko kontrolowała i „lepiła” się („[…]z pełną świadomością i determinacją tworzy osobę, jaką pragnie zostać”[3]), ale wciąż też łajała i pouczała. Stale była niezadowolona z efektów i stale żyła z poczuciem braku zaufania do samej siebie i wiary w siebie.

Doskonale wiedziała czego chce:

[…] Chcę pisać – chcę żyć w intelektualnej atmosferze – […] pragnę tego wszystkiego i jeszcze więcej […]. (s. 28)

ale wciąż wątpiła w swą siłę, nie wierzyła w siebie, obawia się, że przy pierwszej lepszej okazji złamie się, porzuci swe cele, ideały, wartości. Zakazom i nakazom nie było więc końca. I na każdym kroku ujawniała się jej niebywała samodyscyplina. 

Stale robiła wykazy, na przykład postanowień na kolejny rok życia, rzeczy do wdrożenia, czy rzeczy, które należy albo których nie należy robić. Te rejestry zdumiewają drobiazgowością, wręcz małostkowością, ale też nieustanną próbą definiowania siebie, nadawania sobie i swojemu życiu określonych ram, z których nic nie miało prawa się wymknąć.

Wątpiła także w swoje zdolności intelektualne. Samokrytyce nie było więc końca. Miała też listę swoich wad, a na niej spóźnialstwo, kłamanie, gadatliwość, lenistwo, brak asertywności. Obwiniała się o niechlujstwo, próżność, brak taktu, tępotę, złe wypełnianie obowiązków. Stale wychowywała siebie i stale się krytykowała:

Czy ja już zawsze będę taka durna? (s. 35)

[…] ja sama też zachowałam się głupio, przybierając tę swoją sardoniczno-snobistyczno-intelektualną pozę […]. (s. 40)

Rzadko czuła radość, satysfakcję. Choć zdarzały się i takie chwile:

[…] zaakceptowałam się, tak jest, potrafię czerpać radość z samej siebie – […]. (s. 51)

Sontag i inni

Była bardzo krytyczna też wobec swojej matki, z którą wciąż walczyła i kiedy uświadomiła sobie, że oddala się emocjonalnie od tego, co „wybrakowane” (s. 30) – że uwolniła się od zależności od matki czy przywiązania do niej – czuła ogromną satysfakcję.

Sontag była też żoną i matką. Jak odnalazła się na polu rodzinnego życia? Jej słowa nie pozostawiają złudzeń:

Ten kto wymyślił małżeństwo, był genialnym dręczycielem. Jest to instytucja stworzona w celu stępiania uczuć. (s. 106)

Małżeństwo przypomina ciche łowy prowadzone w parach. Cały świat jest pełen par, każda z nich siedzi w swoim małym domku, zajmuje się swoimi drobnymi sprawami + kisi się we własnym sosie. To najohydniejsza rzecz pod słońcem. Należy odrzucić wyłączność, na którą skazuje małżeństwo. (s. 233)

Gdybym tylko dostała stypendium z Oksfordu! Będę przynajmniej wiedziała, że nie utknęłam na etapie zajmowania się domem i wicia gniazdka. (s. 165)

Słowo „utknęłam” wydaje się tu kluczowe. Ta wciąż nienasycona, zachłanna kobieta chciała więcej. Rola żony i matki, strażniczki domowego ogniska nie mogła spełnić i nie spełniała jej ambicji, oczekiwań.

Małżeństwo nie było jedyną relacją, która tak bardzo zaciążyła na życiu Sontag. W związkach z kobietami traciła zupełnie grunt pod nogami. Stale patrzyła na siebie przez pryzmat swych kochanek. Była od nich zależna, była nimi przygnieciona, była przez nie zdominowana. Zawsze uważnie przyglądała się tym romansom, które nie dawały jej zadowolenia, spełnienia, a raczej nienasycenie, ból, a nawet upokorzenie. Były wyniszczające, wycieńczające, nie dawały radości, poczucia pełni. Chwil radosnych było niewiele, upadków zaś mnóstwo. Przyznawała się tu przed samą sobą do słabości, do poczucia zagrożenia, niepewności, braku wiary w swoją siłę, w swoje możliwości. Krzywdzona przez innych była i tu jak zawsze bardzo surowa dla siebie.

Miłość jest bolesna. To tak, jakby pozwolić drugiej osobie, by zdarła z ciebie skórę, a potem żyć ze świadomością, że w każdej chwili może odejść z tą skórą w ręku. (s. 315)

Powyższe słowa, podyktowane przykrymi doświadczeniami, obnażają słabość jednostki w obliczu drugiego człowieka, którego z jednej strony pragnie się posiąść i zniewolić, z drugiej zaś łaknie się jego akceptacji i miłości.

Niepoznawalność

Susan Sontag była złożoną, wielowarstwową, niejednoznaczną i zaskakującą postacią. Okrutną wobec siebie, ale i wobec innych. Pragnącą akceptacji, miłości, ale i wolności, a nade wszystko poznania i doświadczenia wszystkiego.

Ta nadwrażliwa intelektualistka należy niewątpliwie do grona silnych, wybitnych kobiet, które dokonały rzeczy wielkich, bo zmieniających świat, ludzi, ich myślenie i ich rzeczywistość. A tylko ktoś taki jest w stanie dać siłę i odwagę, tylko ktoś taki może inspirować i wspierać, dlatego musiała zagościć w Bałwochwalni, by stać się jej dobry duchem.

*Niniejszy tekst w wersji zmienionej i uzupełnionej wkrótce ukaże się w jednym z naukowych czasopism. 


[1] W sprawie Susan Sontag, reż. Nancy Kates, USA 2014.

[2] Susan Sontag, Odrodzona. Dzienniki, tom 1. 1947-1963, Kraków 2012, s. 207. Z tego tomu pochodzą dalsze cytaty. Numery stron podano bezpośrednio po cytowanym fragmencie. 

[3] David Rieff, Przedmowa, w, Susan Sontag, Odrodzona, op. cit., s. 9.