„Na pokuszenie” – Thomas Cullinan

Wciągający thriller psychologiczny wykorzystujący konwencję amerykańskiej powieści gotyckiej.

Rozpisana na osiem głosów opowieść o naturze ludzkiej w ciele kobiety i w ciele mężczyzny, która nie tylko chce przetrwać, ale chce też i wygrać.

XIX wiek. Pensja dla dziewcząt gdzieś w Wirginii. Wojenna zawierucha uniemożliwia normalny byt żyjących tam kobiet – córek i sióstr Konfederatów – uczennic i nauczycielek prowadzących pensję. Żyją w zamknięciu, odcięte nie tylko od tego, co związane z bieżącymi wydarzeniami w kraju, ale i od tego, co życie w innych warunkach by im oferowało. Duszą się na danej im ograniczonej przestrzeni, ale i w swych gorsetach. Kiedy nadarza się okazja, by wyjść poza wyznaczone im granice, nie omieszkają z niej nie skorzystać.

Ranny Irlandczyk w jankeskim mundurze trafia na terytorium wroga – teren przyległy do pensji. Musi zdać się na łaskę i niełaskę egzystujących tam i gotowych na wszystko kobiet.

Pojawienie się nieokrzesanego Jankesa odmienia senną atmosferę pensji i wegetację jej mieszkanek.

Zaczyna się gra… Życie zaczyna tętnić, a lica panien nabierają kolorów. Na jaw wychodzą leki, tajemnice, pragnienia, namiętności. Zazdrość, zawiść, pożądanie, zemsta, próba przetrwania – natura ludzka w całej okazałości. Początkowo niewinna zabawa szybko staje się niebezpieczna.

Jeden wodzi na pokuszenie drugiego! Kto kogo?

Ps. Na podstawie powieści powstał film w reżyserii Sofii Coppoli pod tym samym tytułem, będący niezwykle zmysłową opowieścią, choć pozbawioną złożoności dzieła Cullinana. Mimo wszystko polecam.

Tytuł – „Na pokuszenie”

Autor – Thomas Cullinan

Tłumaczenie – Anna Owsiak, Jan Wąsiński, Jerzy Wołk-Łaniewski, Aga Zano

Wydawnictwo – Marginesy

Rok – 2017

  • DLA KOGO – dla podglądaczy i amatorów zgłębiania ludzkiej natury, koneserów thillerów psychologicznych i powieści gotyckich, dla fanów literatury i historii amerykańskiej i dobrej literatury w ogóle
  • PO CO – by poznawać
  • MOJA OCENA – 5/6

* Tytuł oryginalny – The Beguiled, rok pierwszego wydania – 1966, rok pierwszego wydania polskiego – 2017.

„Trylogia nowojorska” – Paul Auster

Trzy historie – Szklane miasto, Duchy, Zamknięty pokój  rodem z Kafki i Becketta. Odrębne, choć uzupełniające się i tworzące całość, wykorzystują różne konwencje – thrillera, kryminału, powieści obyczajowej, psychologicznej, szkatułkowej. Szybko jednak zostają odarte ze schematu gatunku. Konwencja okazuje się tu tylko pretekstem do powiedzenia czegoś więcej – do postawienia zasadniczych pytań, dotyczących spraw najistotniejszych, bo egzystencjalnych.

Bohaterom tych opowieści powierzono wykonanie zadania – rozwikłanie zagadki, przeprowadzenie śledztwa – któremu podporządkowują całe swoje dotychczasowe życie. Wykluczają samych siebie z realności, rezygnują z własnego życia, zaczynając żyć życiem innych, zatracając się w dojściu do celu, który, stając się ich obsesją, z każdą chwilą coraz bardziej się rozmywa. Przemierzanie ulic Nowego Jorku, które ma prowadzić do celu, jest raczej błądzeniem po labiryncie bez wyjścia, niż realnym działaniem.

„Trylogia nowojorska” to obsesyjna rzeczywistość, w której niczego nie można być pewnym. To pełen tajemnicy świat przedstawiony, nierealny wręcz, to pozbawione tożsamości postacie, to mroczne tło, przerażające, wrogie, alienujące, wywołujące grozę.

Tytuł – „Trylogia nowojorska”

Autor – Paul Auster

Tłumaczenie – Michał Kłobukowski

Wydawnictwo – Znak

Rok – 2012

  • DLA KOGO – dla koneserów twórczości Paula Austera, dla wielbicieli literatury amerykańskiej, dla koneserów literatury gatunkowej, dla fanów dobrej literatury w ogóle
  • PO CO – by zbyt komfortowo nie było
  • MOJA OCENA – 7/6

* Tytuł oryginalny – The New York Trilogyrok pierwszego wydania – 1985 (City of Glass), 1986 (Ghosts), 1986 (The Locked Room), rok pierwszego wydania polskiego – 1996.

Metażycie i metarefleksja. „4321” – Paul Auster

Tytuł – „4321”

Autor – Paul Auster

Tłumaczenie – Maria Makuch

Wydawnictwo – Znak

Rok – 2018

  • DLA KOGO – dla fanów postmodernistycznych zabaw i literackich łamigłówek, dla tradycjonalistów i dla idących z duchem czasu, dla wielbicieli rozmów istotnych, dla fanów literatury, historii i kultury amerykańskiej, dla koneserów twórczości Paula Austera i dla fanów dobrej literatury po prostu
  • PO CO – by się wyciszyć, zatracić, zastanowić nad istotą ludzkiej egzystencji
  • MOJA OCENA – 7/6

Utwory, które wychodzą spod pióra Paula Austera zawsze odbijają się szerokim echem. Tak też było z ostatnią powieścią brooklyńskiego pisarza, która znalazła się w na krótkiej liście nominowanych do nagrody The Man Booker Prize 2017.

Jednak „4321” odbiega nieco od tego, co autor serwował nam do tej pory. Inna objętość, inna konwencja. Choć jedno się nie zmieniło – istotność podjętego tematu.

Życie zwielokrotnione

To wielkie dzieło (dosłownie, ale jak twierdzą niektórzy też i w przenośni, słowem, opus magnum[1]), w którym autor (klasyk[2]?), przedstawia właściwie symultanicznie cztery losy jednego człowieka uwikłanego w małą historię z historią wielką w tle – alternatywne warianty egzystencji pewnego Żyda o polskich korzeniach mieszkającego w Ameryce, Archibalda (Archiego) Fergusona, urodzonego 3 marca 1947 roku; alternatywne wersje dzieciństwa, młodości i wczesnego wieku męskiego. Zatem cztery opowieści w jednej powieści.

Początek

Punkt wyjścia każdej opowieści jest taki sam – przeszłość, historia przodków, dziadków, rodziców i narodziny samego Fergusona. Wspólny mianownik każdej opowieści stanowi także osobowość głównego bohatera – to ktoś wrażliwy, inteligentny, poszukujący, ciekawy świata, interesujący się sportem (fragmenty ducha sportu oddające, są tu dla mnie nie do zniesienia), polityką, kinem, a przede wszystkim literaturą (ona to stanowi punkt odniesienia i nadrzędny cel – bycie twórcą; fragmenty ducha jej oddające, uzmysławiające, że literatura właśnie stanowi klucz do zrozumienia świata, nadające sens bytowi poszczególnemu, rewelacyjne), któremu przyszło żyć w burzliwych czasach, to ktoś, kto postanowił parać się w przyszłości w taki bądź inny sposób słowem. Poza tym, wszystkie cztery opowieści łączy wiele postaci drugo- i trzecioplanowych, szereg wydarzeń, miejsc i motywów.

Relacje w poszczególnych wersjach bywają jednak różne, różne też są reakcje na zdarzenia, których Ferguson doświadcza, których jest świadkiem, różne także bywają tego wszystkiego konsekwencje. I wtedy, kiedy te różnice zaczynają się ujawniać, drogi Fergusonów rozchodzą się. Każdy idzie w swoją stronę, by wieść odrębną egzystencję.

Przypadek

Wszystko w egzystencji Fergusona (każdego) zależy od tego, jakie podejmie decyzje, jak zareaguje na otaczający świat, jak inni na niego wpłyną, jak rzeczywistość odciśnie się na jego życiu, słowem, od przypadku w myśl nurtujących ludzkość pytań – „Co by było gdyby?”, „Co by było gdyby móc narodzić się jeszcze raz? I jeszcze raz? I jeszcze?”.

Skądś to znamy… Życie Witka Długosza, głównego bohatera filmu Krzysztofa Kieślowskiego Przypadek, w chwili dotarcia na dworzec Łódź Fabryczna zaczyna przebiegać w trzech wariantach – to trzy scenariusze życia. Reżyser, niczym Auster w „4321”, analizuje tu rolę przypadku i determinizmu w życiu człowieka. I tu i tam kilka osób tworzy jednego bohatera albo jedna osoba żyje w kilku bohaterach.

Tradycja versus nowoczesność

Postmodernistyczna zabawa

Struktura powieści odpowiada czterem wariantom życia bohatera, które przeplatają się w poszczególnych rozdziałach (1.0, 1.1, 1.2, 1.3, 1.4, 2.1, 2.2, 2.3, 2.4, 3.1, 3.2, 3.3, 3.4, 4.1, 4.2, 4.3, 4.4, 5.1, 5.2, 5.3, 5.4, 6.1, 6.2, 6.3, 6.4, 7.1, 7.2, 7.3, 7.4.). Siedem rozdziałów powieści to historia Fergusona, która rozgałęzia się w czterech różnych kierunkach.

Pomysł genialny w swej prostocie okazał się nieco irytujący, gdyż czytelnik zwyczajnie gubi się, tropiąc losy czterech bohaterów – jakie są konsekwencje poszczególnych wydarzeń w każdej z opowieści?, w której wersji Archi woli koszykówkę, a w której baseball, w której jest tłumaczem, a w której pisarzem czy dziennikarzem – i traci cierpliwość! Jeśli jednak uda mu się tę niedogodność przezwyciężyć – np. czytając powieść choćby dwukrotnie (!!!) albo skrupulatnie prowadząc notatki, albo… przymrużając oko (!!!) i płynnie przechodząc do kolejnych akapitów – porwie go narracja, doświadczy spełnienia, a lektura powieści będzie ucztą pierwszej klasy. Będzie ją celebrował, upajając się każdym zdaniem. Z końcem zaś lektury zazna tęsknoty, bo oto dobiegł kres przygody z Archibaldem, i pustki, która pozostała po odejściu kogoś bliskiego.

Przyznać należy, że zastosowany zabieg formalny – prosty, choć przysparzający odbiorcom problemów – nie jest sztuką dla sztuki, ma swe uzasadnienie, służy bowiem sprawie nadrzędnej. Tu forma i treść, dwie składowe dzieła literackiego, zazębiają się, by oddać istotę sprawy.

I jeszcze jedno. Powieść można czytać niczym legendarną Grę w klasy Julio Cortázara – na dwa sposoby, od pierwszej do ostatniej strony i poznawać każdą wersję życia Fergusona po fragmencie albo kierując się numeracją rozdziałów, przeskakując i poznawać poszczególne wersje życia Archibalda w całości, od początku do końca. Co z tego wyjdzie? Kiedyś sprawdzę.

Bildungsroman, ściślej Künstlerroman i (wielka) powieść amerykańska

„4321” to powieść inicjacyjna, niczym Bildungsroman, powieść o dorastaniu, z historią dwudziestowiecznej Ameryki w tle (także historią literatury i filmu), z wyraźnym zarysowaniem kontekstów politycznych, społecznych, ekonomicznych, zakrawająca na wielką powieść amerykańską (choć to temat na osobną dyskusję, odsyłam do tekstu Grzegorza Jankowiscza[3]). To także Künstlerroman, powieść o dojrzewaniu twórczym, opowieść o dochodzeniu do bycia człowiekiem pióra.

Ponad osiemset stron wypełniają bardzo drobiazgowe relacje z poszczególnych etapów kolejnych wersji życia głównego bohatera – te przełomowe i te, które składają się na jego/ ich codzienność. A wszystko to rozgrywa się na tle wielkiej historii Ameryki (protesty studentów na Columbia University, walki rasowe, wojna w Wietnamie, zabójstwo Johna Kennedy’ego, działalność Martina Luthera Kinga, sprawa Rosenbergów). Chciałoby się jednak, żeby ta historia nie była aż tak bardzo w tle, by miała większy wpływ na przebieg dalszych wydarzeń, by bohater był bardziej zaangażowany, czy nawet uwikłany.

Powieść totalna

Wszystko czego doświadcza Ferguson (alter ego Austera, który obdarzył bohatera powieści elementami swej rzeczywistej biografii)  – życie rodzinne, pochodzenie, miejsce zamieszkania, wzloty, upadki, choroby, śmierć, miłość, seksualność, małżeństwo, szkoła, studia, sport, wojna, polityka, prawa obywatelskie, rasizm, sprawiedliwość, pasja, bunt, przyjaźń, twórczość literacka, reportażowa, przekładowa – wpływa na jego charakter i odbiór rzeczywistości. W ten sposób autor tworzy biografię uniwersalną. Dzięki temu powieść zakrawa na rodzaj powieści totalnej, której celem jest pokazanie egzystencji w pełni, we wszelkich jej przejawach, słowem, kompletnej. Chapeau bas! Udało się to znakomicie.

Niewątpliwie „4321” porusza najważniejsze kwestie naszego bytu. To z jednej strony obraz mechanizmu rządzącego ludzką egzystencją, zależności od przypadku, słowem, nieprzewidywalności losu, z drugiej to biografia totalna, będąca syntezą, która pozwala pojąc fenomen życia. Ot istota. Koronkowa robota, podana z humorem, lekko i przyjemnie. Szkoda, że bez ironii i podejrzliwości, bez wnikania pod podszewkę, gdyż to pozbawiłoby powieść gładkości – słodkiego powierzchniowego lukru, co uwiarygodniłby metażycie i metarefleksję.

* Tytuł oryginalny – 4321, rok pierwszego wydania – 2017, rok pierwszego wydania polskiego – 2018.


[1] Hustvedt Siri.

[2] Krzysztof Varga, „4321”: tej wielkiej powieści nie da się zapomnieć. Paul Auster ostatecznie dołącza nią do panteonu amerykańskich klasyków, opublikowano 02.04.2018, http://wyborcza.pl/7,75517,23218715,4321-tej-wielkiej-powiesci-nie-da-sie-zapomniec-paul-auster.html, dostęp 12.09.2018.

[3] Grzegorz Jankowicz, Amerykański sen o powieści, opublikowano 19.10.2015, https://www.tygodnikpowszechny.pl/amerykanski-sen-o-powiesci-30743, dostęp 12.09.2018.

BIBLIOGRAFIA

„Kocie oko” – Margaret Atwood

„Kocie oka” Margaret Atwood sprawia, że odczuwamy uporczywy dyskomfort, mimo znajomości zestawu kwestii przez autorkę roztrząsanych, mimo faktu, że powieść powstała trzy dekady temu (w 1988, w Polsce po raz pierwszy ukazała się w roku 1995).

Znów zatem mamy kwestie społeczne, zaangażowanie na rzecz praw kobiet, znów zainteresowanie nauką, znów mowa o odmienności i wykluczeniu. Tym jednak razem w nieco wyciszonym wydaniu, co nie znaczy, że o słabszej sile oddziaływania.

Kwestie zasadnicze

Tematykę autorka sygnalizuje poprzez cytaty, którymi otwiera powieść. Pierwszy (z Eduardo Galeano) dotyczy wniknięcia duszy ofiary w ciało oprawcy, drugi zaś (z Stephen Hawking) pamięci przeszłości. Zatem mowa o kwestiach dla każdego podstawowych i uniwersalnych.

Retrospektywa

Prędzej czy później każdy człowiek spojrzy wstecz. Niekiedy zewnętrze czynniki temu sprzyjają, niekiedy nawet gesty takie wymuszają. Tak było w przypadku Elaine, kanadyjskiej artystki, głównej bohaterki powieści. Retrospektywna wystawa jej prac w rodzinnym Toronto musiała zakończyć się właśnie takim spojrzeniem za siebie, na to, co przeminęło. Stała się pretekstem do podróży sentymentalnej. Gorzkiej, bo nie dającej radości. Przynoszącej jednak rodzaj ulgi, który, choć bolesny, jest niczym innym jak zrozumieniem.

Konfrontacja

Zastosowany przez autorkę zabieg formalny okazuje się strzałem w dziesiątkę. Przeszłości kobiety odzwierciedla jej twórczość. Z tymże Atwood pokazuje nam to w zaskakujący sposób. Czasoprzestrzenna wędrówka po przeszłości Elaine kończy się w galerii, na retrospektywnej wystawie jej prac. Tam zaś wiszą obrazy, będące świadectwem kolejnych etapów życia malarki, tych które już rozpoznaliśmy. Obrazy te, ułożone chronologicznie, mają ogromną siłę rażenia, mimo że namalowano je tylko (!?) słowami. Każde kolejne doświadczenie kobiety zostało utrwalone na tych artefaktach. Dzieciństwo odmienne od typowego, toksyczne relacje, poczucie obcości, nieprzystawalność, młodość, studia, romans z wykładowcą i mentorem, małżeństwo, macierzyństwo, śmierć brata, sama sztuka – wszystko to, przetransponowane przez wyobraźnię artystki, znalazło swe ujście w malarstwie, którego opisy pozwalają odbiorcom pojąć kim jest twórca, jakie są jego źródła, wejrzeć w jego wewnętrzny świat, do którego wstępu choć tak zaciekle broni, to tylko czeka na chwilę, by móc go wykrzyczeć.

Retrospektywna wystawa okazała się w istocie konfrontacją nie tylko z przeszłością, ale i teraźniejszością.

Rozdźwięk

Znaczna cześć powieści, poświęcona dzieciństwu bohaterki (temat, który autorka eksplorowała już w powieści „Pani wyrocznia”) dopracowana, wnikliwa, fascynuje. Niestety, reszta, ta dotycząca dorosłego życia kobiety, stanowi jakby tylko dodatek. Jej tematyka (feminizm, zagadnienia dotyczące cielesności, przemijania, starzenia się i spraw naukowych – kwestie czasu) została potraktowana po macoszemu, przez co powieść sprawia wrażenie niedokończonej (podobnie było w przypadku wspomnianej „Wyroczni”). Jakby ta reszta na razie miała tylko brulionową wersję, stanowiła jedynie szkic czegoś, co dopiero jest w zamyśle.

Niedosyt

Lekturę kończymy zatem z uczuciem wielkiego niedosytu, bo opowieść o niewierzącej chłopczycy konfrontującej swe marzenia – o przyjaciółkach, sukienkach i ogrodzie, o których tylko słyszała, wiodąc tułacze życie u boku ojca entomologa (wątek autobiograficzny) – z rzeczywistością, próbującej dostosować się do jej wymogów, w końcu żyjącej w zakłamaniu, by nie zostać wykluczoną rozbudziła apetyt ogromnie.

Tak, mimo wszystko

Niemniej ta sugestywna Atwoodowa opowieść o traumie dzieciństwa i jego pokłosiu, o dojrzewaniu i poszukiwani własnej tożsamości, o bezwzględnych, wyrachowanych oprawcach, istnych diabłach wcielonych w pozornie urocze, dobrze wychowane dziewczynki, które zdeterminowały życie głównej bohaterki, które naznaczyły swoją obecnością całą jej przyszłość, której pamięć o przeszłości nie pozwala być sobą, uzmysławia, że jest opowieścią z podwórka każdego, kiedyś i dziś.

Tytuł – „Kocie oko”

Autor – Margaret Atwood

Tłumaczenie – Magdalena Konikowska

Wydawnictwo – Wielka Litera

Rok – 2018

  • DLA KOGO – dla wielbicieli literatury zaangażowanej, dla koneserów twórczości Margaret Atwood, dla fanów dobrej literatury w ogóle
  • PO CO – by zbyt komfortowo nie było
  • MOJA OCENA – 5/6

* Tytuł oryginalny – Cat’s Eye, rok pierwszego wydania – 1988, rok pierwszego wydania polskiego – 1995.

Tragizm bycia nigdzie. „Zapiski z domu wariatów” – Christine Lavant

Tytuł – „Zapiski z domu wariatów”

Autor – Christine Lavant

Tłumaczenie – Małgorzata Łukasiewicz

Wydawnictwo – Ossolineum

Seria – Z Kraju i ze Świata

Rok – 2017

 

 

  • DLA KOGO – dla koneserów wyrafinowanej twórczości, dla wielbicieli literatury austriackiej czy szerzej niemieckojęzycznej, dla fanów dobrej literatury w ogóle
  • PO CO – by wytrącić z mentalnego komfortu
  • MOJA OCENA – 8/6
Ocalone

Ta książka nie miała się ukazać. Taką decyzję podjęła sama autorka. Najprawdopodobniej ze względów osobistych (opisane postacie miały swoje pierwowzory w rzeczywistości i pisarka nie chciała sprawić im przykrości), ale być może i z powodu szerszego kontekstu historycznego – niechlubnej karty w dziejach Austrii (w czasach II wojny światowej w szpitalu, w którym kilka lat wcześniej przebywała autorka, a który stał się „miejscem akcji” tej przejmującej prozy, przeprowadzano eksterminację ponad 1500 osób chorych umysłowo).

Na szczęście stało się inaczej. Tekst jednak przeleżał ponad pół wieku (powstał w 1946 roku, a opublikowano go po raz pierwszy w 2001, ponad ćwierć wieku po śmierci autorki, zaś poprawiona edycja, opracowana, z posłowiem ukazała się dopiero w 2016 roku), nim ujrzał światło dzienne i trafił do rąk odbiorców.

Dziś, gdy czytamy tę prozę, niepozorną, gęstą i genialną, truchlejemy na myśl, że mogła przepaść i nie dane by nam było doświadczyć jej lektury. O ile byśmy wówczas byli ubożsi…

Christine Lavant to austriacka pisarka i poetka, której twórczość poetycka zastała doceniona i uhonorowana jeszcze za jej życia, które naznaczone było biedą i chorobą. Urodziła się w wielodzietnej ubogiej rodzinie górniczej, z dala od zgiełku świata. Musiała od najmłodszych lat zmagać się nie tylko z biedą, głodem, ale i z rozmaitymi chorobami, co w końcu wykluczyło ją niejako z uczestnictwa w aktywnym życiu. Zajmowała się więc domem, czytaniem i pisaniem.

Zmagając się z depresją, doszła do ściany. Po nieudanej próbie samobójczej, z obawy przed szaleństwem, dwudziestoletnia Lavant dobrowolnie poddała się leczeniu psychiatrycznemu w Klagenfurcie. Poprosiła władze miasta o sfinansowanie tego pobytu, na co te przystały. Została zatem jedyną pacjentką kliniki, która przebywała w niej z własnej woli i której pobyt finansowany był przez gminę, a nie z prywatnych środków. Był to rok 1935. W zakładzie Lavant spędziła sześć tygodni.

Genologia

Musiała jednak minąć dekada, by dawna pacjentka domu wariatów zaczęła spisywać swe wspomnienia. Powstałe zapiski nie są jednak stricte pamiętnikiem – relacją prozatorską ze zdarzeń, których autor był uczestnikiem bądź świadkiem, który opowiada o danych zdarzeniach z pewnego czasowego dystansu, w której autor może relacjonować nie tylko to, jak zdarzenia przebiegały, ale może także ujawniać swoje stanowisko wobec nich w chwili pisania[1]. Zapiski Lavant są starannie skomponowanym tekstem, będącym wynikiem stylizacji (dowodzi tego chociażby konstrukcja całości), mającym formę dziennika (brak śladów, które by wskazywały, że pisarka prowadziła stricte dziennik podczas kuracji) – bieżących notatek, relacji spisywanej na bieżąco, zapisków składających się ze strumienia myśli, które oddają ducha tu i teraz[2].

Zatem „Zapiski” to poddane literackiej obróbce doświadczenie autorki z pobytu na oddziale zamkniętym. Mamy więc do czynienia raczej z literackim niż biograficznym dziełem, choć niewątpliwie mającym znamiona prozy autobiograficznej, niczym powszechnie znane powieści Sylvii Plath („Szklany klosz”) i Susanny Kaysen („Przerwana lekcja muzyki”), czy proza znana nieco mniej pióra Thomasa Bernharda („Oddech”).

Szaleństwo, miłość, wolność, inność

Podwójne wykluczenie

„Zapiski z domu wariatów” Christine Lavant są niczym „Wspomnienia z domu umarłych” Fiodora Dostojewskiego – literacko przetworzonymi osobistymi wspomnieniami z pobytu w zamknięciu, odosobnieniu.

Sytuacja głównej bohaterki tej prozy, jak i bohatera Dostojewskiego, jest wyjątkowa. Żadne z nich nie jest równe pozostałym skazańcom. Dobrowolne poddanie się kuracji w domu wariatów – schronieniu, w istocie będące decyzją o wygnaniu (kobieta uznała to za najlepsze dla siebie rozwiązanie), finansowanie tego pobytu przez gminę, a nie z prywatnych środków oraz umieszczenie jej od razu na oddziale drugim, z pominięciem tego najgorszego, trzeciego, który dla pozostałych chorych był pierwszym etapem pobytu w zakładzie, zapewniają bohaterce wyjątkowy status przede wszystkim wśród pacjentów (choć także wśród personelu kliniki). Bohaterka odstaje od reszty – jest inna, osobna, wykluczona, „jest wyrzutkiem w zakładzie dla wyrzutków”[3].

To jednak nie wszystko, gdyż mamy tu do czynienia z podwójnym wykluczeniem, statusem podwójnego odmieńca. Głowna bohaterka jest kimś osobnym nie tylko w klinice, ale i poza nią. Nie jest bowiem zdolna do tak zwanego normalnego życia.

Oscyluje zatem pomiędzy – „gdzie rozsądek i urojenie stykają się ze sobą jak woda i ogień” [s. 48]. Jest więc istotą z pogranicza. Jej odrębność jest wyraźna. Samoświadomość, przytomność umysłu, umiejętność obserwacji, trafność wyrażanych sądów, słowem, brak szaleństwa uniemożliwiają kobiecie zespolenie się ze szpitalną społecznością, stanie się jej pełnoprawnym członkiem. Nadwrażliwość zaś, pragnienie samostanowienia, niezależności, wolności, miłości, literackie ambicje, a także brak zrozumienia i wsparcia bliskich (dlaczego nie weźmie się za porządną pracę fizyczną, tylko marnuje czas na naukę i pisanie wierszy?), niemożność odnalezienia się w świecie, niestety, uniemożliwiają jej także zespolenie się ze społecznością, znajdującą się poza murami kliniki, stanie się jednostką równą pozostałym.

Bycie pomiędzy – bycie nigdzie

Mamy więc przejmującą, wyciszoną, choć pełną dramatyzmu opowieść o niedopasowaniu – wykluczeniu przez pacjentów oddziału, gdyż jest się zbyt zdrowym, by funkcjonować na prawach zwyczajnego pensjonariusza zakładu dla obłąkanych oraz wykluczeniu przez przedstawicieli reszty społeczeństwa, gdyż nie jest się na tyle zdrowym (zbyt ułomnym), by być poza nim, by normalnie funkcjonować wśród jego przedstawicieli.

Przypomina to nieco sytuację bohatera „Lotu nad kukułczym gniazdem”, kultowej powieści Kena Keseya, który szukając schronienia (przed więzieniem), decyduje się (udając chorego) na pobyt w szpitalu psychiatrycznym, gdyż nie potrafi funkcjonować na wolności, wśród praworządnych obywateli. Na oddziale zaś, podobnie jak bohaterka prozy Lavant, jego osobność jest oczywista. Podobieństwo jest widoczne w jeszcze jednym punkcie – obie postacie są niejako symbolami niezależność, wolności i buntu (choć buntu zupełnie w inny sposób wyrażanego – tu bunt ma charakter bierny, tam czynny).

Jak?

Temat tej opowieści już wywołuje dreszcze, a to nie wszystko, gdyż najistotniejszy jest tu sposób tego podania. Oszczędność słów i emocji, klarowność, lapidarność i prostota narracji, sugestywność, subtelność, precyzja, surowość, ostrość, ale także wyrafinowanie i autentyzm sprawiają, że historia głównej bohaterki, która po nieudanej próbie samobójczej, szukając schronienia, na własną prośbę znalazła się w zakładzie dla obłąkanych poraża, wstrząsa. Nie ma tu elementów zbędnych, ornamentyki, która by rozmywała istotę dzieła, oddalała od niej.

Warto na marginesie zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. „Zapiski” to tekst pisany prozą, który jednak sporządzony jest w taki sposób, że można bez najdrobniejszych zmian przenieść go bezpośrednio na deski teatru – to po prostu dramat czy może raczej monodram, który rozgrywa się przed oczami duszy, w wyobraźni odbiorcy.

Natura szaleństwa

„Zapiski” to wiwisekcja samej siebie, przeprowadzona beznamiętnie, bez emocji, będącą bardzo osobistym obrazem życia wewnętrznego. Kobieta jest w pełni świadoma swego podwójnego statusu odmieńca, wariata, dziwadła wręcz. Doskonale zdaje sobie sprawę, że po opuszczeniu murów kliniki – szpitalnego piekła, znajdzie się w innym piekle – życia. Kuszący więc wydaje jej się ostateczny obłęd, pełne szaleństwo.

Odbiorca dzięki tym intymnym zapiskom może zrekonstruować doznania i motywacje bohaterki, którą jest w stanie zrozumieć, gdyż łatwo mu się z nią identyfikować, utożsamiać, przyjąć jej perspektywę. Pojmuje jej szaleństwo i nie dziwi go, że kobieta zdecydowała się na tak drastyczny krok, jakim było wstąpienie w szeregi wariatów, to, że ma niekiedy ochotę poddać się i nie kontrolować swoich zachowań, że pragnie zostać w szpitalu na długie lata, że manipuluje personelem i udaje, iż powodem jej problemów jest nieszczęśliwa miłość do szwagra.

Dzięki temu odbiorca dostrzega jak cienka jest granica między jednym a drugim światem, tak pozornie przecież odległym, jak bliskie jest szaleństwo, jak umowne są kwestie normy. Karmiony „fantazją o własnej normalność”[4] dotyka więc natury szaleństwa, co każe mu się zastanowić nad nią, pytać o nią.

Portret mikroświata

„Zapiski” dotykają także spraw bardziej ogólnych. Tu znów widać podobieństwo z prozą Dostojewskiego, w której społeczne relacje, mimo iż są tylko tłem dla historii głównego bohatera, to stanowią istotny temat opowieści. U Lavant te międzyludzkie zależności także stanowią istotne zagadnienie – tworzą osobną niejako opowieść o specyficznej, zamkniętej mikrospołeczności, w której istniejące stosunki, hierarchie, zależności, w niczym nie odbiegają od tych panujących w świecie poza murami zakładu, w społeczności otwartej.

Bohaterka-narratorka (tekst pisany w pierwszej osobie, jak na dziennik przystało), samoświadoma, spostrzegawcza niezwykle, której nie brak krytycznej refleksji nad światem, znakomicie odmalowuje szpitalną rzeczywistość i jej obywateli.

Sporządzone przez nią portrety – galeria sugestywnie scharakteryzowanych i zróżnicowanych postaci – są proste, szczere, precyzyjne i celne, ale też poetyckie, bo przecież kobieta ucieka w twórczość literacką, mającą moc ukojenia, mimo że jest przyczyną jej zguby, jest bowiem między innymi powodem wykluczenia bohaterki ze świata ludzi, w pojęciu ich samych, pożytecznych, przykładnych, wartościowych, tak zwanych normalnych. I choć są też wielce krytyczne (nie oszczędzi nikogo, nawet siebie), demaskatorskie wręcz, to również pełne empatii, współczucia, miłości względem bliźniego.

Niezależność

Trudno nie zgodzić się z opinią, że proza ta, to „opowieści o wyzwoleniu”[5], „historia zmagań z własną sytuacją i niegasnącą nadzieją na ostateczne wyzwolenie”[6], będąca „utopijną perspektywą”, do której droga biegnie w „niełatwy i nieprzewidywalny sposób”[7]. Uzasadnione też wydaje się pytanie do czego w istocie dochodzi bohaterka, „w jaki sposób definiuje moment przekroczenia i wybicia się na – ostrożnie deklarowaną – niezależność”[8].

Na koniec warto powtórzyć, że te „Zapiski” to „niepowtarzalne ujęcie najpopularniejszych w literaturze tematów – szaleństwa, miłości, zniewolenia i życia w społeczeństwie”[9].

Ps. 1. „Zapiski z domu wariatów” Christine Lavant ukazały się w Polsce po raz pierwszy w roku 2017 nakładem Wydawnictwa Ossolineum w serii Z Kraju i ze Świata. W ramach tego cyklu ukazuje się proza współczesna, mająca, jak czytamy na stronie wydawnictwa, takie cechy literatury XXI  wieku jak lekkość (nie mylić z beztroską), szybkość, dokładność, przejrzystość, wielorakość i zwartość (według koncepcji Italo Calvino)[10]. Zapiski Lawant wpisują się znakomicie w tę charakterystykę. Ja dodałabym tu jeszcze jedną istotną cechę – ciężkość.

Ps. 2. Polecam kilka cytatów z powieści, one przemówią najlepiej.

* Tytuł oryginalny – Aufzeichnungen aus dem Irrenhaus, rok pierwszego wydania – 2001, rok pierwszego wydania polskiego – 2017.

**Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Zapiski z domu wariatów, Christine Lavant, Wrocław 2018.


[1] Hasło, pamiętnik, w, Słownik terminów literackich, red. Janusz Sławiński, Wrocław 2002.

[2] Hasło, dziennik, ibidem.

[3] Nowicka Sara, Na własne życzenie (Christine Lavant: „Zapiski Z Domu Wariatów”), opublikowano, 12.12.2017, http://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=338&artykul=6549, dostęp 14.06.2018.

[4] Adam Lipszyc, Piekło, Oddział Drugi, w, Christine Lavant, Zapiski z domu wariatów, Wrocław, 2017, s. 108.

[5] Olga Szmidt, Utrata panowania (Christine Lavant „Zapiski z domu wariatów” i Marie Darrieussecq „Świństwo (Truizmy)”), opublikowano 16.04.2018, http://popmoderna.pl/utrata-panowania-christine-lavant-zapiski-z-domu-wariatow-i-marie-darrieussecq-swinstwo-truizmy/, dostęp 14.06.2018.

[6] Ibidem.

[7] Ibidem.

[8] Ibidem.

[9] Nowicka, Na własne życzenie, op. cit.

[10] Strona Wydawnictwa Ossolineum, https://wydawnictwo.ossolineum.pl/products/category/z-kraju-i-ze-swiata-12, dostęp 14.06.2016.

BIBLIOGRAFIA