Dzień Matki – bez lukru

Dzień Matki

Wszystkie matki kochają swoje dzieci; takie są prawa natury. Nawet kotka. Albo koza. Nawet matki kryminalistów i morderców. Nawet matki nazistów. Nawet matki śliniących się dzieci specjalnej troski. Nawet matki potworków[1].

Rzeczywistość bezlitosna

Wszyscy dobrze wiemy, że prawa natury prawami natury, a człowiek na każdym kroku musi sobie i innym udowadniać, że potrafi! Oz też wiedział. Dalej pisał:

Fakt, że tylko mnie kochać się nie dało, że to ode mnie matka uciekła, dowodzi niezbicie, że mnie po prostu nie ma za co kochać. Że mnie miłość się nie należy. Coś ze mną jest nie tak, musi być we mnie coś paskudnego i okropnego, do tego stopnia odrażającego, że trudniej to znieść niż kalectwo, upośledzenie czy chorobę psychiczną. Musi we mnie być coś obmierzłego, czego nie da się naprawić, rzecz tak obrzydliwa, że nawet moja matka, dobra i wrażliwa kobieta, która umiała miłością darzyć ptaki, żebraków na ulicy czy zagubione szczenięta – nawet ona nie mogła mnie już ścierpieć i musiała w końcu uciec ode mnie najdalej, jak się da. Jest takie arabskie powiedzenie: […] każda małpa w oczach swojej matki jest gazelą. Tylko nie ja[2].

Matka jest tylko jedna

Skąd taki cytat? Oczywiście Dzień Matki stał się tu pobudką. W istocie jednak nie chodzi o samo święto, ale o temat. Tak złożony, trudny, bogaty i jakże fascynujący. I teksty kultury tego dowodzą. Niekiedy aż dech zapiera…

Twórcy wyposażeni w odpowiednie radary dostarczają nam sporo ujęć tego zagadnienia. Współcześnie dalekie są one od patosu, chyba dość charakterystycznego dla przeszłości i wyidealizowaniu, bliskie zaś pragnieniu odczarowywania, odarcia z lukru. Ukazują świat zniuansowany, wieloaspektowy, o wielu odcieniach szarości.

Daleko tym narracjom literackim do opowieści o matkach uosabiających elementarny ład świata, świata, w którym wszystko jest tak jak być powinno, w którym nie ma miejsca na ambiwalencję, na szarości właśnie. W tym świecie wiadomo co jest dobre, a co złe, co jest białe, a co czarne. Utrata zaś matki, jej śmierć, jest amputacją. Odbiera człowiekowi wszystko to, co pozwala mu trwać, wyrywa go i wrzuca w pustkę, nicość. Od tej chwili będzie już tylko on sam. Blisko zaś tym narracjom do opowieści o ohydzie i okrucieństwie człowieka.

Literatura – Pianistka Elfride Jelinek* – kreacyjna dekonstrukcja

Gdy myślę o literackich matkach to widzę tę z Pianistki Elfride Jelinek. Tam, teoretycznie, matka nie jest główną bohaterką, tą jest córka, ale praktycznie, w istocie, to właśnie matka jest tu centralną postacią, gdyż to ona jest siłą sprawczą, kreatorką świata przedstawionego.

Dzień Matki - PianistkaPowieść ta ukazała się ponad trzy dekady temu, w 1983 roku. Po niej powołano do życia powieści, bardzo dobre powieści, oscylujące wokół postaci matki, ale każda z nich przy zestawieniu z Pianistką blednie. Pępowina Majgull Axelsson, Mam na imię Lucy Strout Elizabeth, Skóra Toni Morrison, czy ta o tytule, który już wywołuje gęsia skórkę – Oby cię matka urodziła Vedrany Rudan, to powieści z ostatnich pięciu lat (trzy ostatnie z 2016 roku, pierwsza z 2013), które portretują matkę, pozbawiając ją lukru – Kinga Dunin pochylając się nad tymi powieściami bardzo sugestywnie zatytułowała swój tekst – Matka jest jedna, o jedną za dużo[3] – ale nie są to portrety już tak zapadające w pamięć jak ten Jelinek.

Nic właściwie dziwnego. Świat przedstawiony Pianistki poraża, wstrząsa, szokuje. Autorka wyznała kiedyś, że jej kreatywność bierze się z tego, co negatywne. I rzeczywiście, tu mamy tego dowód[4]. Rozczarowana światem postanowiła swym pisarstwem zdemaskować prawdę o nim, o nas. Czytelnik, który zdecyduje się stawić czoła tej prozie (co nie jest łatwe) dozna bólu, i fizycznego, i psychicznego. Będzie chciał zapomnieć i zapomnieć nie będzie mógł. Czytelnik, który zdecyduje się stawić czoła tej prozie zostanie wytrącony z równowagi. Złość bijąca z każdego słowa udzieli się i jemu. To powieść brutalna, ironiczna, sarkastyczna, groteskowa, absurdalna, przejaskrawiona, pełna bólu, oskarżeń, wściekłości i nienawiści. Postacie przerysowane wywołują niesmak, dyskomfort, odrazę. Ale poklei…

Powieść austriackiej noblistki porusza wiele tematów, ale najważniejszy chyba jest ten, który wydaje się najistotniejszy w życiu każdego, bo „ustawia” go na całe życie – relacje matki z dzieckiem, tu relacje matki z córką.

Teoretycznie, jak już zaznaczyłam, główną bohaterką jest ukochana córka – dobijająca do czterdziestki Erika Kohut, niespełniona pianistka, nauczycielka gry na fortepianie w wiedeńskim konwersatorium, żyjąca z ukochaną matką pod jednym dachem, wciąż od niej zależna (mentalnie i duchowo) i niespełniająca jej oczekiwań. Ta relacja z matką zdefiniowała jej całe życie.

W chwili narodzin już córka „usunęła się” w cień, a matka wyszła na plan pierwszy. Bo to ona, matka, postanawia, że jej ukochane dziecko będzie najwspanialsze i będzie żyło najwspanialszym życiem. Już ona o to zadba! Jak postanowiła, tak też zrobiła. W swych działaniach była nieugięta, nie pozwalała sobie na chwilę nieuwagi, była cierpliwa, wytrwała, skrupulatna, stała stale na straży. Co mogło przynieść tylko piorunujący efekt.

Akt kreacji udał się znakomicie – nastąpiła całkowita dekonstrukcja. Ukochane dziecko, wprawdzie nie zostało światowej sławy pianistką (to już nie matki wina, tylko świata, który nie poznał się na jej talencie, też córki, która temu nie sprostała), ale udało się matce osiągnąć coś, na czym w gruncie rzeczy znacznie bardziej jej zależało – udało się zapobiec wymknięciu się córki.

Nadopiekuńcza czy raczej zaborcza matka zniewoliła dziecko, które wyrosło na upośledzoną emocjonalnie kobietę. Od najmłodszych lat, indoktrynując, wyznaczała granice świata swojej jedynej córki, oddzielając ją od normalnego życia, wpływając na każdą jego sferę. I od tamtego czasu nic się nie zmieniło.

Erika, już jako dorosła kobieta, poważna pani profesor konwersatorium, przekazująca swoim uczniom tajniki gry na fortepianie, wciąż jest pod kontrolą matki, która stale nadzoruje każdy krok córki – dokąd wychodzi, o której wraca, z kim się spotyka, na co wydaje swoje pieniądze, w co się ubiera itd. Wymagając przy tym bezwzględnego posłuszeństwa, zabraniając na najdrobniejszy przejaw samodzielności. Każda niesubordynacja zaś jest pretekstem do awantury. Dochodzi wówczas do rękoczynów, słów ostatecznych, histerii, lamentu, płaczu, oskarżeń, pretensji, a w konsekwencji i do wyrzutów sumienia, błagań, przeprosin.

Świat Eriki jest wypaczony, wypaczona jest i wewnętrznie ona sama. Jest emocjonalną kaleką. Nienawidzi swej matki, ale nie potrafi wyzwolić się spod jej wpływów, co tylko pokazuje jakiego spustoszenia psychiczno-emocjonalnego dokonała matka – jak doskonale wykonała zadanie, do którego przed samą sobą się zobowiązała. Erika nie potrafi nawiązać zdrowych relacji z innymi. Pogardza nimi, czuje wobec nich wyższość. Jest nieprzyjemna i niedostępna. Wręcz znęca się nad swoimi podopiecznymi. Swe erotyczne pragnienia zaspokaja w sposób dość perwersyjny. Przyjemność czerpie z podglądania par uprawiających seks w parku czy samookaleczeń.

Erika ma tego wszystkiego świadomość. Sfrustrowana, obolała, cierpiąca, zredukowana, zdekonstruowana, marzy skrycie o życiu innym, takim jak żyje większość ludzkości. Niestety…

W przypadku twórczości Jelinek forma idzie w parze z treścią. I w przypadku Pianistki nie jest inaczej. Autorka idealnie dostosowała formę do treści zawartych w powieści, uwydatniając je tym samym. W języku noblistki zawarty jest cały dramat.

Kończąc ten wątek, wspomnę jedynie, że na podstawie Pianistki Jelinek, Michaela Haneke, rodak pisarki, nakręcił w 2001 roku film pod takim samym tytułem. Z ekranizacjami wiadomo, bywa różnie, zwykle jednak wypadają znacznie gorzej niż literackie pierwowzory, tutaj jednak mamy do czynienia ze znakomitym i autonomicznym dziełem, co w przypadku tego reżysera wcale nie dziwi.

Film – Zabiłem moją matkę Xaviera Dolana** – pragnienie obcości

Temat matczyny nie jest też obojętny też filmowcom. Wystarczy wspomnieć filmy trzech reżyserów z ostatnich dwóch lat – komediodramat The Meddler (reż. Lorene Scafaria, USA, 2015) – przemilczę karkołomny polski tytuł – znakomity dramat Matka jest tylko jedna (reż. Paul Duddridge, USA, 2016) oraz słynny już obraz Julieta (reż. Pedro Almodovar, Hiszpania, 2016) – w których twórcy to właśnie zagadnienie po swojemu odsłaniają.

Dzień Matki - Zabiłem moją matkę

Xavier Dolan, francusko-kanadyjski reżyser młodego pokolenia, jest także autorem filmów oscylujących wokół tego problemu (na marginesie dodam, że film Pianistka jest ulubionym filmem jednego z ulubionych reżyserów Dolana). W 2009 roku nakręcił wymowny film o sugestywnym tytule – Zabiłem moją matkę. Po kilku latach, w 2014, stworzył inny obraz pod tytułem Mama, idącym krok dalej w porównaniu z pierwszą opowieścią, będącym swego rodzaju jej powtórzeniem czy przedłużeniem albo kolejną jej wariacją.

Zabiłem moją matkę jest debiutem reżyserskim i opowiada o konflikcie pokoleń na przykładzie relacji nastolatka (w tej roli sam Dolan) z matką. I nie są to proste relacje, jednoznaczne. Są zaś bardzo intensywne, burzliwe, histeryczne.

Film opowiada historię w zasadzie jakich wiele, niczym nie wyróżniającą się, to narracja o ludziach zwykłych, żyjących zwyczajnym życiem, o sytuacjach codziennych, znanych każdemu – samotna matka, oddająca się całkowicie swemu dziecku i zbuntowany nastolatek, mający pretensje do wszystkich o wszystko i ich codzienny byt, ich zmaganie się ze sobą.

Twórca zdecydował się pokazać problem dobrze znany, przerobiony i rozpoznany, ale zrobił to po swojemu, w swojej, dopiero co zarysowującej się estetyce. I wyszło mu to, przy wielu mankamentach, rewelacyjnie. To, co widzimy na ekranie nie jest nam obojętne. Współodczuwamy wraz z bohaterami, rozumiemy ich, kibicujemy im. Obrazy na długo pozostają w naszych głowach.

Gdy Hubert był małym chłopcem wszystko było tak jak trzeba, bo liczyła się tylko mama i jej miłość, i te jego pragnienia były zaspokajane, teraz zaś, jak twierdzi, już nie ma z matką nic wspólnego. Robi z niej swojego największego wroga. Sądzi, że jest złą, najgorszą matką, że nie powinna mieć dzieci.

Ten zbuntowany, egocentryczny i narcystyczny nastolatek wstydzi się swojej matki, samotnej kobiety, urzędniczki spędzającej wolny czas na oglądaniu seriali, układaniu pasjansa, która poświęciła życie swemu dziecku. Pogardza nią. Krytykuje ją na każdym kroku. Za jej gust, sposób zachowania, nawyki, mentalność. Z zazdrością patrzy na matki rówieśników – nowoczesne, atrakcyjne, pożądane, które rozumieją swe nastoletnie dzieci i traktują je po partnersku. On, jak twierdzi, na zrozumienie matki liczyć nie może, dlatego też dystansuje się od niej, nie mówi jej o swych życiu, nie pyta ją o jej życie, podważa jakikolwiek z nią związek. Pragnie nie autonomii, niezależności, przerwania pępowiny, tylko bycia obcymi dla siebie. Co paradoksalnie umożliwiłoby, według Huberta, ich miłość.

W istocie Hubert jest dobrym chłopakiem, dobrym dzieckiem, wrażliwym, utalentowanym, lubianym, potrzebującym wsparcia, zrozumienia, kogoś bliskiego, zaufanego, kochającego. Zwykle jest wobec matki okrutny, ale wydaje się, że jest to podyktowane tylko okresem buntu, buntu który jest charakterystyczny dla danego wieku, wieku, w którym jest właśnie Hubert, a nie rzeczywistymi przesłankami, okolicznościami, faktami, które by usprawiedliwiały takie zachowanie, tłumaczyły, wyjaśniały. Z zasady więc zachowuje się tak a nie inaczej – odgrywa pewną rolę, którą mu nastoletni wiek narzuca.

Choć chce odciąć się od matki, symbolicznie nawet ją uśmierca, to matkę czyni główną bohaterką swojego życia – to jej poświęca uwagę w swym dzienniku, to ona jest w centrum jego wizji czy wynurzeń przed kamerą. Jego życie podporządkowane jest matce, tak samo jak matki życie podporządkowane jest jemu.

Matka nie wydaje się ani zaborcza, ani toksyczna, ani nadopiekuńcza. Po prostu jest matką, dla której syn jest najważniejszy, bo poza nim nie ma nikogo. Słowa krótkiego dialogu na długo w widzach pozostają:

– Co byś zrobiła, gdybym dzisiaj umarł?

– Umarłabym jutro.

I wcale nie jest tak, że matka nie rozumie Huberta. Wręcz przeciwnie, tyle że on nie dopuszcza jej do siebie, nie daje jej szansy. Mało tego, nie tylko matka jest pełna zrozumienia, pełen zrozumienia jest także syn, który to głęboko skrywa. Słowa pełne złości i nienawiści tak często przez niego wypowiadane brzmią nieszczerze, jak właśnie wyuczone kwestie odgrywanej roli. Zdarzają się jednak sytuacje, w których przełamuje się. Jego wypowiedzi są wtedy pełne zrozumienia, życzliwości i miłości. Wówczas, jakby wychodząc z roli, staje się naprawdę wiarygodny, szczery. Wierzymy mu, przekonuje nas. To z jego ust padają znamienne słowa – Czcij ojca swego i matkę swoją.

Świat przedstawiony i bohaterowie filmu Dolana są zarysowani w sposób dość powierzchowny i schematyczny, co tu okazuję się jednak zaletą, gdyż to nie wywołuje poczucia braku wiarygodności, tylko poczucie ich uniwersalności.

Podsumowując

Powieść Jelinek i film Dolana to dwie narracje, które ukazują ten sam problem, rolę matki (demonicznej?) w życiu swoich dzieci – wręcz archetyp matki. Obie bardzo emocjonalne, rozhisteryzowane, bardzo charakterystyczne dla swoich autorów, opowiedziane zindywidualizowanym językiem. Łącz je coś jeszcze. Obie mają znamiona autobiograficzne. Twórcy wzięli na warsztat swoje życie i po swojemu, przepuszczając je przez swoją wrażliwość i wyobraźnię, opowiedzieli historię na ten sam temat – w pierwszym przypadku otrzymaliśmy brutalną, przerysowaną, wykrzywioną opowieść o toksycznej relacji matki z dorosłą córką, z wyrazistym portretem tej pierwszej, w istocie portretem tyrana, w drugim zaś nieco zmanieryzowaną i schematyczną, choć i zahaczającą o coś bardziej uniwersalnego, opowieść o relacji pełnej miłości i nienawiści matki i nastoletniego syna. Obie szczególne i fascynujące! Obie warte uwagi!

*Elfride Jelinek, Pianistka, tłum. Warszawa, WAB, 2004, tytuł oryginalny – Die Klavierspielerin, rok pierwszego wydania – 1983, rok pierwszego wydania polskiego – 1997.

**Zabiłem moją matkę, reż. Xavier Dolan, Kanada, 2009, tytuł oryginalny – J’ai tué ma mère.


[1] Amos Oz, Opowieści o miłości i mroku, Poznań 2016.

[2] Ibidem.

[3] Kinga Dunin, Matka jest jedna, o jedną za dużo, „Krytyka Polityczna”, opublikowano 10.06.2010, http://krytykapolityczna.pl/kultura/czytaj-dalej/kinga-dunin-czyta/matka-jest-jedna-o-jedna-za-duzo/, dostęp 25.05.2017.

[4] Agnieszka Kobroń, Twórczość Jelinek – pisać o sobie i dla siebie, http://www.afiszteatralny.pl/2016/07/tworczosc-jelinek-pisac-o-sobie-i-dla.html, dostęp 25.05.2017.

BIBLIOGRAFIA

Podsumowanie miesiąca – kwiecień 2017

Podsumowanie miesiąca - kwiecień

Czas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Kwiecień to właściwie pierwszy iście wiosenny miesiąc. W tym roku niestety tylko kalendarzowo. Pogodowo było, delikatnie mówiąc, jesiennie, należało więc sobie znaleźć sposób na przetrwanie. A filmy to całkiem niezła alternatywa.

I tak, mój kwiecień był miesiącem filmowy. Mało tego, zdaniem Balwochwalicy Jednej był to czas baaardzo dobrych filmów. Co zaś do książek, to wyczerpałam limit wiosenny z zakresu literatury nazwijmy to umownie faktu. Uczta intelektualna była pierwszej klasy. Sięgnęłam też po pewną nowość… Debiut literacki autorki, pod urokiem której znalazłam się przy okazji jej innej powieści. Przez trzy tygodnie próbowałam dobrnąć do końca pierwszej części… Ile będzie trwało dobrnięcie do końca całości?

Wydarzenia:

Chyba muszę zmienić nieco formułę tych podsumowujących not… Bo co miesiąc w tym miejscu odnotowuję odejście kogoś, kto odgrywał w świecie kultury niemałą rolę. I tym razem, niestety, nie będzie inaczej:

  • Śmierć Zdzisława Pietrasika – krytyka filmowego i teatralnego, skromnej wielkiej osobowość bez następców. Wciąż w pamięci mam jego głos…
Książki:

Kwiecień spędziłam w towarzystwie nieprawdopodobnie inspirującym, co pozwoliło wejść w ten wiosenny sezon z głową pełną myśli nie byle jakich. Zakulisowy świat największych i ich zakulisowe refleksje sprawiają, że człowiek czuje, że żyje na jednym z najlepszych światów. Lista krótka, ale na lata:

  • Dobrze się myśli literaturą – Ryszard Koziołek.
  • Eseje wybrane – Virginia Woolf.
  • Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie – Anna Król.
  • Sztuka powieści. Wywiady z pisarzami z „The Paris Review”.

Polecać te publikacje będę do znudzenia 😉 !

Fabuł zabrakło? Właściwie tak, choć nie taki był plan. Bo sięgnęłam też po pewną obiecującą nowość:

  • Arkadia – Lauren Groff.

Jak wspomniałam zdołałam dobrnąć, zaznaczę, że z wielkim trudem, do końca pierwszej części. Wahając się przy tym kilka raz, czy nie dać sobie spokoju. Ta debiutancka powieść autorki Fatum i furii (której entuzjastką jestem) rozczarowuje… Na razie przynajmniej. Liczę jednak, wciąż uparcie, że może w którymś momencie coś się odmieni, dlatego dalej mam ją pod ręką.

Film:

Tu istny szał 😉 !!! Efekt zarzucenia praktyk serialowych 😉 i głodu. Kolejność alfabetyczna:

  • American Honey – reż. Andrea Arnold, USA, Wielka Brytania, 2106.
  • Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie – reż. Paolo Genovese, Włochy, 2106.
  • Junction 48 – reż. Udi Aloni, Niemcy, USA, Izrael.
  • Komuna – reż. Thomas Vinterbegr, Dania, Holandia, Szwecja, 2106.
  • London Town – reż. Derrick Borte, USA, 2106.
  • Nuestros amaners – reż. Miguel Ángel Lamata, Hiszpania, 2016.
  • Odmienne stany moralności – reż. Matthew Ryan Hoge, USA, 2003.
  • Rosalie Blum – reż. Julien Rappeneau, Francja, 2015.
  • Tallulah – reż. Sian Heder, USA, 2016.

Polecam wszystkie wymienione tytuły! Ze wskazaniem… Mnie zachwyciły dwa obrazy – Dobrze się kłamie i Rosalie. Pierwszy z nich przegadany (moja ulubiona kategoria filmów) pokazuje naszą hipokryzję, to jak bardzo jesteśmy zniewoleni mentalnie przez innych lub jak sami siebie zakładamy kajdany. Drugi, który powstał na podstawie komiksu Camille Jourdy, jest istną ucztą dla oka. Też dla ducha, bo pokazuje, że nie potrzeba za wiele, by pięknie było!

A co do reszty, to opowieść z księgarnią w tle – co może być atutem sporym, a w tym przypadku nie jedynym – daje Nuestros amaners. No i jeszcze American Honey – film, który wymaga cierpliwości i czasu. Nie jest to film dobry, żeby nie powiedzieć nawet, że to film po prostu zły, ale duszne zdjęcia skąpanych w słońcu tańczących ciał w rytm pobudzającej, ale dość sennie płynącej muzyki sprawiły, że poczułam się po seansie beztrosko i lekko.

Muzyka:

Wymagałam tym razem dźwięków utrzymujących wysoki poziom adrenaliny było więc tym razem bardzo à propos (choć przyznam, że to zupełnie nie moja bajka 😉 ):

  • American Honey (Original Motion Picture Soundtrack) – Various Artists.

Podsumowując – kwiecień 2017 był rewelacyjnym czasem. Dającym poczucie przyjemności i radości na wielu poziomach. Dlatego polecam Ci wszystko co znalazło się w powyższym zestawieniu! Sprawdź natychmiast!

Podsumowanie miesiąca – marzec 2017

Podsumowanie miesiąca - marzecCzas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Mój tegoroczny marzec to czas zerkania na czytelniczy zimowy rozkład jazdy i na jego rozliczenia. Rezultat? Uznaję sezon zimowy za zamknięty i bez poczucia porażki 🙂 🙂 !!!

Niewątpliwie marzec minął mi pod hasłem tytułu jednej z przeczytanych w tym miesiącu książek – powrotem do dzieła, które niezmiennie robi na mnie wrażenie i nie daje o sobie zapomnieć. Dobrze też było znów zatopić się w polskie dzieła z kanonu, które wciąż zachwycają oryginalnością. Filmów była śladowa ilość, ale to ostatni raz… 😉 . Dużo działo się za to za kulisami bloga, co w końcu zapewniło Bałwochwalni odpowiedni sznyt – tu podziękowania dla człowieka gór!!! Nóżka chodziła przy tym w rytm dźwięków pobudzających…

A wydarzenia? No cóż…

Wydarzenia:
  • Śmierć Wojciecha Młynarskiego – twórcy, który towarzyszył wszystkim przez dekady, którego teksty pozostaną na dekady kolejne, bawiąc, inspirując, dając do myślenia. 

Czytajmy więc, słuchajmy więc Młynarskiego!

I małe, prywatne:

  • Logo Bałwochwalni – kolejny krok w rozwoju Bałwochwalni.
Książki:

W tym miesiącu mnogości tytułów nie było, ale i nie poległam tym razem. Zrealizowałam marcowy harmonogram lekturowy (coś z klasyki literatury amerykańskiej i polskiej oraz coś z literatury faktu) i co nieco nadrobiłam, co pozwoliło mi z czystym (no, prawie) sumieniem zamknąć sezon, bo choć całości nie zrealizowałam (nie przeczytałam z rozkładu zimowego czterech pozycji 🙁 !!), to plan minimalny wykonałam! W planie minimum była trzy razy klasyka literatury amerykańskiej, trzy razy klasyka literatury polskiej oraz trzy razy literatura faktu i to zostało zrealizowane. Hura! Mogłam więc z radością i czystym kontem zacząć nowy wiosenny sezon!

W końcu dane mi było przeczytać prozę autobiograficzną ostatniego literackiego noblisty. Czytałam ją z przyjemnością, ale nie jest to pozycja, po którą znów sięgnę. Wróciłam za to po raz kolejny do dwóch dzieł literatury polskiej – znów z niewymuszonym zachwytem. Biografię pewnego geniusza z racji jego profesji (redaktor w wydawnictwie, wyłapujący w pierwszej połowie XX wieku największe talenty literackie Ameryki) czytałam z zapartym tchem. No i ta, o której już wspomniałam, która zdominowała marzec – opowieść o młodej utalentowanej i nadwrażliwej dziewczynie i jej szklanym kloszu!!! Tę niewielką książeczkę wciąż mam przy sobie.

A oto lista tytułów (kolejność alfabetyczna):

  • Cudzoziemka – Maria Kuncewiczowa.
  • Geniusz – Andrew Scott Berg.
  • Kroniki – Bob Dylan.
  • Szklany klosz – Sylvia Plath.
  • Wesele – Stanisław Wyspiański.

Polecam wszystkie, ze szczególnym wskazaniem na polskich twórców i Plath!

Filmy:

Marzec, delikatnie mówiąc, nie był miesiącem filmowych. Jedynie pierwszy z poniższych tytułów uważam za godny polecenia. Drugiego zamysł mi się bardzo spodobał, ale już realizacja nie. Tom Ford tym razem rozczarował… Cóż… Oto lista (kolejność alfabetyczna):

  • Druga szansa – reż. Susanne Bier, Dania, Szwecja, 2014.
  • Ukryte piękno – reż. David Frankel, USA, 2016.
  • Zwierzęta nocy – reż. Tom Ford, USA, 2016.

W następnym miesiącu obiecuję, że będzie więcej pozytywnych doznań filmowych.

Muzyka:

Czas w marcu upływał przy dźwiękach czterech płyt:

  • Youth Novels, Wounded Rhymes i I Never Learn – Lykke Li.
  • Wstyd – Kult.

„Piłowałam” je na okrągło. Spróbuj i Ty 😉 !

Podsumowując – marzec w roku 2017 pozbawiony był tysiąca fajerwerków, ale towarzystwo Stanisława Wyspiańskiego, Wojciecha Młynarskiego, Kazika, Sylvii Plath i Lykke Li było doborowe, więc tylko życzyć sobie takich doświadczeń estetycznych i intelektualnych w przyszłości! Mam więc nadzieję, że i Ty z powyższego zestawienia coś siebie znajdziesz!

Wiosenne propozycje – wiosna 2017

Wiosenne propozycje

Czas najwyższy na wiosenne propozycje Bałwochwalicy Jednej!!!

Od lutego, zatem na półmetku zimy czuję już pewien ledwie wyczuwalny, przelotny, umykający zawsze, gdy próbuję go zidentyfikować – odnaleźć jego tożsamość i źródło – zapach i słyszę jakiś szmer, jakiś szelest. Początkowo nie jestem nawet pewna czy przypadkiem mi się nie zdaje, czy to nie jakieś urojenia, ale z każdą kolejną chwilą dnia dłuższego czuję i słyszę wyraźniej. I wkrótce już wiem, że to nie mrzonki, tylko, że to wiosna idzie i szeleści swoimi sukniami, roztaczając naturalną swą woń!!! Wszystko zaczyna nabierać kolorów, intensywności, przejrzystości, garderoba też lekkości, a fryzurę układa nie ukochana jakby nie było czapka, tylko figlarny wiatr. I można walczyć już z wiatrakami, bo ma się ochotę, energię, siłę i moc, wiarę, że się wygra!

Poniosło mnie? Wiem, ale nie ma dla mnie lepszej chwili w ciągu całego roku niż ta z lutego, oznajmująca, że najlepszy czas dopiero nadchodzi!

Dodam jeszcze jedno! Pamiętasz olej Tadeusza Axentowicza Wiosna z 1900 roku? No, właśnie! To jest moje jeszcze z młodych lat wyobrażenie tej pory roku – uosobienia kobiecości! Bo przecież wiosna jest kobietą!

No, ale do rzeczy! Nadejście nowej pory roku, to doskonały czas na przyjrzenie się temu, co w trawie piszczy i poczynienie jakichś planów, przedsięwzięć, by dobrze spożytkować czas, energię, która wiosną nas rozpiera.

Oczywiście, jak zawsze wykaz jest bardzo subiektywny, według indywidualnych upodobań Bałwochwalicy Jednej. Tym razem też nie znajdziesz tu ani kryminałów, ani horrorów, gdyż poszukiwania wciąż tropią nieco inne gatunki. Mam jednak nadzieję, że niniejsze propozycje przypadną Ci do gustu.

Tę cykliczną notę tym razem dość mocno rozbudowałam! Cóż – efekt wiosny jak nic 😉 !!!

I. LITERTURA

Z teraźniejszości i przyszłości najbliższej

Ta część zestawienia obejmuje publikacje, które ukazały bądź ukażą się tej wiosny. Znalazłam kilka ciekawych propozycji, po które sięgnę z ciekawością!

  • Fantom bólu. Reportaże wszystkie – Hanna Krall.
  • Konwicki. Cudzoziemiec tranzytowy – Lidia Sadkowska-Mokkas.
  • Od oddechu do oddechu. Najpiękniejsze wiersze i piosenki – Wojciech Młynarski.
  • Podboje Boya. Tadeusz Żeleński: kobieciarz czy feminista? – Jarosław Molenda.
  • Boko Haram i terror w sercu Afryki – Wolfgang Bauer.
  • Prus. Śledztwo biograficzne – Monika Piątkowska.
  • Warszawa literacka w okresie międzywojennym – Piotr Łopuszański.
  • Wszyscy wiedzą. O zabójstwach czarnych w Ameryce – Jill Leovy.
  • Listy do młodego kontestatora – Christopher Hitchens.

Z przeszłości tej bliskiej, nieco dalszej i całkiem odległej

Druga część propozycji lekturowych obejmuje publikacje, które ukazały się już jakiś czas temu. Niektóre całkiem niedawno, inne kilka lat wcześniej, a jeszcze inne są sprzed dekad. Dlaczego znalazły się w zestawieniu? Choćby dlatego, że warte są poświęcenia im wiosennych chwil, bo otwierają drzwi umysłu i serca!

Bo szkoda przegapić:
  • Geniusz – A. Scott Berg.
  • Inna od siebie – Brygida Helbig.
  • Książka. Najpotężniejszy przedmiot naszych czasów – Keith Houston.
  • Narzeczona Schulza – Agata Tuszyńska.
  • Opowieści i przypowieści – Franz Kafka.
  • Szaleństwa Boga. Tennessee Williams i kobiety z mgły – James Grissom.
  • Tu byłem. Tony Halik – Mirosław Wlekły.
  • Wróżba – Agneta Pleijel.
  • Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego – oprac. Anna Król.
Bo wiosna jest kobietą:
  • Eseje wybrane – Virginia Woolf.
  • Ferwor. Życie Aliny Szapocznikow – Marek Beylin.
  • Kroją mi się piękne sprawy. Listy 1948-1971 – Alina Szapocznikow, Ryszard Stanisławski.
  • Mao Star. Instynktowne zanikanie w przestrzeni”. Listy i materiały do biografii Małgorzaty Starowieyskiej (1953-2006) – Kapsyda Kobro-Okołowicz.
Bo jakże aktualne:
  • Co to jest islam? Książka dla dzieci i dorosłych – Jelloun Tahar Ben.
  • Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość – Katarzyna Surmiak-Domańska.
  • Muzułmanie w Europie. Dzisiejsze kontrowersje wokół islamu – Nilufer Gole.
Bo zawsze warto:
  • Szmira, Kobiety, Faktotum, Listonosz – powieści Charlesa Bukowskiego.
  • Kompleks Portnoya, Mój wiek męski, Oszustwo, Przeciwżycie, Operacja Shylock – powieści Philipa Rotha.
Bo uniwersalne, choć sprzed wielu lat, na tu i  na teraz:
  • Poezja Tadeusza Różewicza.

II. FILM

Z teraźniejszości i przyszłości najbliższej

Ta część zestawienia obejmuje filmy, które swoją premierę w polskich kinach miały bądź będą miały tej wiosny. Znalazłam kilka (no może więcej niż kilka 😉 ) naprawdę obiecujących propozycji! Tylko do kina chadzać…

Marzec:
  • Ostatnie dni miasta – reż. Tamer El Said, Niemcy, Wielka Brytania, Egipt, Zjednoczone Emiraty Arabskie, 2016.
  • American Honey – reż. Andrea Arnold, USA, Wielka Brytania, 2016.
  • Dalida. Skazana na miłość – reż. Lisa Azuelos, Francja, 2016.
  • Świt – reż. Laila Pakalnina, Polska, Estonia, Łotwa, 2015.
Kwiecień:
  • Małżeńskie porachunki – reż. Ole Bornedal, Dania, 2107.
  • Carrie Pilby – reż. Susan Johnson, USA, 2106.
  • Matka – reż. Kadri Kõusaar, Estonia, 2016.
  • Klient – reż. Asghar Farhadi, Francja, Iran, 2016.
  • W sieci – reż. Ki-duk Kim, Korea Południowa, 2016.
  • Zud – reż. Marta Minorowicz-McBride, Niemcy, Polska, 2016.
  • Kalifornia – reż. Marina Person, Brazylia, 2015.
  • Porto – reż. Gabe Klinger, Portugalia, 2016.
  • Mały Jakub – reż. Mariusz Bieliński, Polska, 2016.
  • Wybawienie – reż. Hans Petter Moland, Dania, Niemcy, Norwegia, Szwecja, 2016.
Maj:
  • Szatan kazał tańczyć – reż. Katarzyna Rosłaniec, Holandia, Polska, 2016.
  • Mali mężczyźni – reż. Ira Sachs, Grecja, USA, 2016.
  • U pana Marsa bez zmian – reż. Dominik Moll, Belgia, Francja, 2017.
  • Pożegnanie z Europą – reż. Maria Schrader, Austria, Francja, Niemcy, 2016.
  • Uczeń – reż. Kirill Serebrennikov, Rosja, 2016.
  • Gwiazdy – reż. Jan Kidawa Błoński, Polska, 2017.
  • Martwe wody – reż. Bruno Dumont, Francja, Niemcy, 2016.
  • Jutro będziemy szczęśliwi – reż. Hugo Gélin, Francja, Wielka Brytania, 2016.
  • Song to Song – reż. Terrence Malick, USA, 2017.
  • 24 tygodnie – reż. Anne Zohra Berrached, Niemcy, 2106.
  • Zwyczajna dziewczyna – reż. Lone Scherfig, Wielka Brytania, 2016.
  • Dzika – reż. Nicolette Krebitz, Niemcy 2016.
  • Mój anioł – reż. Harry Cleven, Belgia, 2016.
Czerwiec:
  • Jak ukraść pas – reż. Seong-ho Kim, Korea Południowa, 2014.
  • Sieranevada – reż. Cristi Puiu, Chorwacja, Francja, Macedonia, Rumunia, Bośnia i Hercegowina, 2016.
  • mamy2mamy – reż. Noémie Saglio, Francja, 2107.
  • Historia pewnego życia – reż. Stéphane Brizé, Belgia, Francja, 2016.

Z przeszłości tej bliskiej, nieco dalszej i całkiem odległej

Ta część propozycji obejmuje filmy sprzed dekad, które należą do klasyki filmu w ogóle, a do klasyki filmu francuskiego w szczególności – konkretnie do francuskiej Nowej Fali, która dziś różnie jest oceniana, ale jedno jest pewne – tam są źródła kinematografii współczesnej! Zatem proponuję wiosnę poświecić na powrót do czegoś, czego pokłosie dziś możemy obserwować!

  • Cléo od 5 do 7 – reż. Agnès Varda, Francja 1961.
  • Czterysta batów – reż. François Truffaut, Francja, 1959.
  • Do utraty tchu – reż. Jean-Luc Godard, Francja, 1959.
  • Hiroszima, moja miłość – reż. Alain Resnais, Francja, Japonia, 1959.
  • Kochankowie – Louis Malle, Francja, 1958.

III. MUZYKA

Bo wiosna kobietą jest, to do nazwisk śpiewających kobiet zebranych z okazji Dnia KobietAnna Calvi, Florence Welch, Imogen Heap, Lana Del Rey, Marianne Faithfull, Patti Smith, PJ Harvey, Sóley – dodam jeszcze kilka, tym razem polskich artystek – Mery Komasa, Julia Marcell, Kari Amirian, Misia Furtak (zespół Tres.B), Natalia Grosiak (zespół Mikromusic). Niech one dodadzą nam skrzydeł – bujajmy się w rytm ich muzyki i bądźmy wszechmocni 😉 !

IV. WYDARZENIA

Co nieco zestawiłam, by nic nie uszło uwadze…

Marzec:
  • Pierwszy Dzień Astronomicznej Wiosny – 20 marca. 
  • Międzynarodowy Dzień Szczęścia – 20 marca.
  • Pierwszy Dzień Kalendarzowej Wiosny – 21 marca.
  • Międzynarodowy Dzień Poezji – 21 marca.
  • Zmiana czasu z zimowego na letni – 26 marca.
  • Międzynarodowy Dzień Teatru Międzynarodowy – 27 marca.
Kwiecień:
  • Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci – 2 kwietnia.
  • Światowy Dzień Sztuki, Dzień Płyty Winylowej – 15 kwietnia.
  • Wielkanoc – 16-17 kwietnia.
  • Międzynarodowy Dzień Wolnej Prasy, Man Booker International (Międzynarodowa Nagroda Bookera) – ogłoszenie krótkiej listy nominowanych – 20 kwietnia.
  • Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich – 23 kwietnia.
  • Światowy Dzień Własności Intelektualnej – 26 kwietnia.
  • Światowy Dzień Grafika i Rysunku Graficznego – 27 kwietnia.
  • Netia Off Camera – 28 kwietnia – 7 maja.
Maj:
  • Majówka – 29 kwietnia – 3 maja 😉 .
  • Dzień bez Komputera, Światowy Dzień Wolności Prasy – 3 maja.
  • Dzień Bibliotekarza i Bibliotek – 8 maja.
  • Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cannes – 17-28 maja.
  • Międzynarodowy Dzień Muzeów – 18 maja.
  • Noc Muzeów – 20-21 maja.
  • Światowy Dzień Rozwoju Kulturalnego – 21 maja.
  • Dzień Działacza Kultury – 29 maja.
  • Apostrof. Międzynarodowy Festiwal Literatury 2017 – 15-21 maja.
  • Warszawskie Targi Książki – 18-21 maja.
Czerwiec:
  • Dzień Dziecka 😉 – 1 czerwca.
  • Festiwal Miłosza – 8-11 czerwca.
  • Dzień Przyjaciela – 9 czerwca.
  • Man Booker International Prize (Międzynarodowa Nagroda Bookera) 2017rozdanie nagród – 14 czerwca.
  • Święto Wolnych Książek – 20 czerwca.

V. WIOSENNE PLANY BAŁWOCHWALICY JEDNEJ

Wiosna nadeszła!!! Każda! Astronomiczna, kalendarzowa, faktyczna! Solidnie się do niej przygotowałam pod każdym względem. Też czytelniczym… Oto plan! Krótki i konkretny! Bo już się nauczyłam, że rozmach przynosi w tym przypadku tylko rozczarowanie!

  • Literatura amerykańska (klasyka) x 3.
  • Literatura polska (klasyka) x 3.
  • Literatura faktu x 3.
  • Inne – ile się da 😉 !

Jak widzisz wszystko zgodnie z noworocznym postanowieniami.

Poza tym planuję też wróci do filmów (bo z serialami skończyłam raz na zawsze 😉 ) i w ogóle do historii filmu. A wszystko przy dźwiękach najpiękniejszych!!!

I jeszcze jedno – wietrzyć bibliotekę swoją będę!!!

Ekscytującej wiosny!!!

Mądrość hippisa. „Lot nad kukułczym gniazdem”– Miloš Forman

Lot nad kukułczym gniazdem
Fragment kadru z filmu „Lot nad kukułczym gniazdem”

Lot nad kukułczym gniazdem – reż. Miloš Forman, USA, 1975

  • DLA KOGO – dla kinomaniaków, nie tylko dla koneserów; dla wrażliwców i buntowników, dla tych, którzy są zdania, że sztuka to nie letarg, ale świadomość; dla wielbicieli kultury amerykańskiej
  • PO CO – by zrozumieć, by wiedzieć, by żyć świadomiej, głębiej, mądrzej
  • MOJA OCENA – 10/6
Filmowe okładki książek

Nie lubię filmowych okładek książek. Poza jednym wyjątkiem… Poza tą z twarzą Jacka Nicholsona w „dokerce” – odtwórcy głównego bohatera powieści Kena Keseya Lotem nad kukułczym gniazdem. Dlaczego? Dlatego, że film na podstawie tego dzieła literackiego jest wybitny, stał się autonomicznym dziełem filmowym, odczytującym prozę Keseya na nowo, będąc przy tym jej niejako przedłużeniem. Ale po kolei..

Kultowy reżyser i kultowa powieść

Miloš Forman, autor adaptacji powieści Keseya, reżyser kina czeskiego i amerykańskiego, znany powszechnie z kilku znakomitych i kultowych filmów, był czołowym przedstawicielem czechosłowackiej Nowej Fali, ważnego kierunku w sztuce filmowej w środkowowschodniej Europie, będącego pokłosiem francuskiej Nowej Fali (franc. nouvelle vague) – awangardowego nurtu w kinie francuskim z końca lat pięćdziesiątych i połowy sześćdziesiątych, który odnowił sztukę filmową, a którego echa słychać po dziś dzień. Czynniki historyczne, ekonomiczne i technologiczne pozwoliły wówczas młodym twórcom na zmiany w sztuce filmowej i zbuntowaniu się przeciw ograniczeniom starych twórców. Efektem były filmy naznaczone piętnem jednej osobowości i jej oryginalnego stylu[1].

To, co dokonało się we Francji w owym czasie miało silny wpływ na kino w innych krajach. „Największe osiągnięcie socjalizmu z ludzką twarzą: narodziny kina o niespotykanym w tamtym czasie i w tej części Europy zakresie wolności i empatii dla zwykłego człowieka”[2] było efektem Nowej Fali w Czechosłowacji.

Wschodnia Europa o Ameryce

Forman, czołowy przedstawiciel tego nurtu, jest autorem sztandarowego dzieła czeskiej Nowej Fali – Miłość blondynki. I właśnie ten główny twórca awangardowego kierunku we wschodniej Europie, który pod koniec lat sześćdziesiątych wyjechał do Stanów Zjednoczonych i po praskiej wiośnie zdecydował się tam pozostać, w 1975 roku zrealizował film na podstawie kultowego dzieła, klasycznej już powieści kontrkultury amerykańskiej, która stała się „apoteozą buntu […], by upomnieć się o wolność – jedną z najważniejszych amerykańskich wartości”[3].

Film, który otrzymał 5 Oskarów (najlepszy film roku, najlepsza reżyseria, najlepszy scenariusz, najlepsza aktorka pierwszoplanowa, najlepszy aktor pierwszoplanowy), który okazał się wielkim sukcesem i zyskał uznanie zarówno widzów jak i krytyków, szybko, podobnie jak powieść, stał się dziełem klasycznym w ogóle, a w szczególności dla kultury amerykańskiej. Sam zaś reżyser stał się twórcą światowego formatu.

Film Formana stał się obroną „indywidualności i protestu wobec zinstytucjonalizowanego zniewolenia”[4] oraz wolności – synonimu wręcz Ameryki.

Film a powieść

Reżyser pozornie nie odbiegł daleko od pierwowzoru. Podczas seansu nie odczujemy dyskomfortu z powodu poczucia, że co innego czytaliśmy, a co innego oglądamy. Jednak autor dokonał pewnej drobnej, ale zasadniczej zmiany, niewielkiego przesunięcia – zarzucił subiektywną narrację Kesey’a na rzecz narracji obiektywnej. I choć głównym bohaterem jest wciąż McMurphy, to tu narratorem nie jest jeden z pacjentów tylko kamera, która pokazuje zakład psychiatryczny wraz ze pensjonariuszami i personelem w sposób realistyczny i obiektywny, a przez to uwypuklający główne idee.

Film był realizowany w prawdziwym szpitalu psychiatrycznym i brali w nim udział prawdziwi lekarze i pacjenci. Postać Indianina odegrał nieprofesjonalny aktor Will Sampson. Pozostali aktorzy, już profesjonalni, przed rozpoczęciem realizacji zdjęć przebywali w szpitalu, by zbudować jak najbardziej wiarygodne role. Kreacje czołowych bohaterów – Louise Fletcher jako siostra Ratched, o twarzy anioła i wcieleniu diabła oraz Jacka Nicholsona jako McMurphy, jedna z ważniejszych kreacji aktora, dla mnie niezapomniana, urastająca wręcz do symbolu walki o indywidualności – przeszły do historii kina. Pozostają w pamięci widzów jako poruszające, wiarygodne i autentyczne.

Lot nad kukułczym gniazdem
Fragment kadru z filmu „Lot nad kukułczym gniazdem”
Lot nad kukułczym gniazdem
Fragment kadru z filmu „Lot nad kukułczym gniazdem”
Jednostka a społeczeństwo

Lot Formana, jak trafnie Zygmunt Machwitz zauważa, znakomicie pokazuje pensjonariuszy oddziału jako miniaturę społeczeństwa, a sam szpital jako instytucję tłumiąca indywidualność. Odsłania też problem podporządkowania jednostki społecznym normom, dotyka kwestii granic osobistej swobody i zagrożenia własnej tożsamości przez dostosowywanie się do ogółu. Ukazuje mechanizm działania aparatu represji instytucjonalnej, cichego totalitaryzmu zdolnego do niszczenia wszelkich przejawów niezależności. Wykreowany w szpitalu świat dla chorych, zdaniem jego twórców (siostry oddziałowej) – idealny, jest w istocie uniformizacją i tłumieniem indywidualności[5].

Dramat człowieka poszczególnego

I rzeczywiście świat prezentowany początkowo wydaje się oazą spokoju, azylem dla pogubionych. Wnętrza przyjazne, z kojącą muzyką, personel uprzejmy, pomocny, troskliwy, o twarzach miłych, uśmiechniętych, wyciszonych, głosach spokojnych. Wizyta w gabinecie lekarza jest wręcz spotkaniem towarzyskim, przebiegającą w przyjaznej atmosferze swobodną rozmową. Po kwadransie jednak wyczuwamy jakąś zadrę. Kamera, ten obiektywny narrator, jest bardzo blisko bohaterów. W sensie dosłownym. Dokładnie rejestruje mimikę twarzy, która ujawnia najwięcej. Twarze pacjentów zdradzają głęboko skrywany niepokój, lęk, smutek, ból, cierpienie, rozczarowanie, bezsilność, zmieszanie, niechęć, bezmyślność, zobojętnienie, otępienie, zaś twarze personelu władzę, nieustępliwość, zaciętość, siłę, przewagę, wrogość.

Spokojnie obserwowanie przez personel, rodzącej się awantury wśród podopiecznych, a nawet ciche nakłanianie ich do konfrontacji, upewnia tylko, że zło czyha. Od tej chwil napięcie powoli, ale systematycznie wzrasta. Dzieje się to w sposób niemalże niezauważalny. Emocje dawkowane są widzowi bardzo subtelnie. Kolejne sekwencje ujawniają jakiś detal, który nie pasuje do tej idealnej rzeczywistości. Są to drobiazgi, które niby uchodzą uwadze, pozostawiając jednak dyskomfort. Każde kolejne ujęcie odsłania fragment istoty świata przedstawionego. Wszystko to zmierza stopniowo do ukazania dramatycznej prawdy. Nie brak przy tym elementów komicznych, które pozornie rozładowują, gęstniejącą atmosferę, a w gruncie rzeczy podkreślającą tragizm. 

Opowieść obyczajowa o wydźwięku komediowym staje się satyrą, w której ujawnione zostają absurdy rzeczywistości, by w końcu pokazać tragizm losu ludzkiego, niczym z antycznej lub szekspirowskiej sztuki.

Alegoryczność

Należy podkreślić, że najważniejsza jest tu alegoryczność opowiadanej historii. W tym celu reżyser zastosował zabiegi wykrzywiające realny obraz. Przedstawiona historia naszpikowana jest groteskowymi, absurdalnymi, choć subtelnymi sytuacjami, obrazami. Bo nie chodzi tu o prawdę dosłowną (reżyserowi zarzucano brak adekwatności w ukazaniu realiów funkcjonowania ówczesnej amerykańskiej służby zdrowia). Wyolbrzymienie, przerysowanie, hiperbolizacja, wykrzywienie pozwalają na dotarcie do sedna, na odczytanie metafory. Dzięki temu alegoryczny przekaz staje się najistotniejszy.

Film Formana należy oglądać niewątpliwie w skupieniu, bo choć doskonale znamy przedstawianą opowieść, to forma, która podaje nam treść, nienachlana, aluzyjna, wyciszona i przyczajona dopowiada to, co najistotniejsze.

Ps. Notę na temat kultowej powieści opublikowano 26.02.2017.


[1] Hasło, nowa fala (kino francuskie)https://pl.wikipedia.org/wiki/Nowa_fala_(kino_francuskie), dostęp 19.03.2017.

[2]Zygmunt Machwitz, Nowa fala w Czechosłowacji, http://www.akademiafilmowa.pl/program,17,134,5,Nowa-fala-w-Czechoslowacji.html, dostęp 19.03.2017.

[3]Zygmunt Machwitz, Elia Kazan i Milos Forman. Emigranci patrzą na Amerykęhttp://www.akademiafilmowa.pl/program,18,95,6,Elia-Kazan-i-Milos-Forman.html, dostęp 19.03.2017.

[4] Ibidem.

[5] Ibidem.