Zderzenie dwóch światów. „Guwernantka” – Vladimír Macura

Tytuł – „Guwernantka”

Autor – Vladimír Macura

Tłumaczenie – Olga Czernikow, Michał Kunik

Wydawnictwo – Amaltea

Seria – Literatura Czeska

Rok – 2018

  • DLA KOGO – dla tych, których nurtują zawiłości relacji międzyludzkich, dla amatorów literatury czeskiej, dla koneserów beletryzowanych biografii, dla feministów, dla ignorantów, dla panien i kawalerów, dla żon i mężów, dla wścibskich, dla tradycjonalistów, dla wrażliwych na piękno języka, dla miłośników Wrocławia i Pragi, dla fanów dobrej literatury po prostu
  • PO CO – by się zastanowić, może, by zrewidować swoje przekonania
  • MOJA OCENA – 5/6

Zawód guwernanta/ki z końcem drugiej dekady XXI wieku wraca do łask. Trudniących się dziś tym fachem solidnie się wynagradza. Dawniej jednak profesja ta nie cieszyła się takim szacunkiem. Dla wielu niezamężnych i niezamożnych kobiet oraz biednych studentów była to szansa utrzymania się, jedyna możliwość zarobku.

Z czasem zmienił się prestiż i status guwernanta/ki, ale nie zmieniła się istota fachu. I o tej istocie mówi czeski literaturoznawca i pisarz, Vladimír Macura (1945-1999), w swojej „Guwernantce” – trzeciej części tetralogii powieściowej poświęconej czeskiemu odrodzeniu narodowemu, będącej rodzajem zbeletryzowanej biografii jednego z dziewiętnastowiecznych czeskich uczonych i literatów.

Opowieść o guwernantce

Tytuł jednoznacznie wskazuje kto tu jest bohaterem. Choć lektura powieści ujawnia, że sprawa jest nieco bardziej złożona. Narracja Macura bowiem to dwugłosowa wypowiedź bohaterów – małżonków, którzy zmagają się ze swoimi indywidualnymi światami, wewnętrznymi demonami; ludzi cierpiących, z jakże różnych powodów, rozczarowanych egzystencją, nieszczęśliwych, zniewolonych. Jednak autor poprzez tytuł, nieprzypadkowy przecież, podpowiada, że w tym duecie w istocie chodzi o postać kobiecą i o jej rzeczywistość.

Zbeletryzowana biografia

„Guwernantka” to oparta na biografii czeskiego poety i filologa, Františka Ladislava Čelakovskiego (postać historyczna, pierwszy profesor literatury słowiańskiej na Uniwersytecie Wrocławskim, wykładał w latach 1842-1849), podwójna narracja opowiadająca o relacji małżonków na tle Wrocławia końca lat 40. XIX wieku, okresu, w którym miasto nawiedzają epidemie i powodzie, czasów niezwykle burzliwych dla całej Europy, w której wrze jak w tyglu, bo to czas Wiosny Ludów, ruchów narodowych, rewolucyjnych, które przeobrażają kontynent, burząc stary porządek.

Małżonkowie XIX wieku

On – podstarzały poeta, zacny profesor literatury słowiańskiej, wdowiec z gromadką dzieci i z misją do wypełnienia. Ona – młoda, wykształcona i ambitna kobieta z głową pełną marzeń. Związek dwojga ludzi, który nie powinien się zdarzyć. Z Pragi wyruszają do Wrocławia, by tam rozpocząć wspólny żywot. On obejmuje stanowisko profesora literatury słowiańskiej na Uniwersytecie Wrocławskim, próbuje spełniać swą dziejową/ naukową misję, naucza/ poucza leniwych i gnuśnych jego zdaniem studentów, broni starego porządku, ale i zmaga się z nadchodzącą starością i zazdrością o młodą, piękną żonę, ona zaś przyjmując rolę małżonki i opiekunki, porzuca swe ambicje i marzenia, po cichu sprzyjając duchowi rewolucji; spełnia małżeńskie powinności, otacza opieką potomstwo męża – spadek po zmarłej, którym z dnia na dzień została obdarowana, walcząc przy tym z duchem swej poprzedniczki i obcym, nieprzyjaznym jej miastem.

Dwie narracje, dwa światy

Ta podwójna narracja ujawnia rozdźwięk pomiędzy światami małżonków. Ukazuje istnienie dwóch odrębnych, nie przystających do siebie, nie mających ze sobą nic wspólnego rzeczywistości. Jawi się jako opowieść o barku porozumienia i zrozumienia, braku chęci poznania, próby wejrzenia w duszę małżonka. Tyle że pozycja bohaterów tych nie jest jednakowa. Mowa przecież o pierwszej połowie XIX wieku, więc nie może być inaczej – on jest zacnym profesorem, głową rodziny, w rzeczywistości zgorzkniałym, apodyktycznym tradycjonalistą, dla którego system patriarchalny jest  nie do naruszenia, ona… guwernantką:

[…] mąż sprawił mi nową poduszeczkę do igieł i tkaninę do haftu, żebym już nie miała wątpliwości, czym powinnam się zajmować przez resztę życia. (s. 95)

Wodzę wzrokiem za swoją rodziną jak kwoka za kurczętami. Jak guwernantka za podopiecznymi. (s. 29)

Udaję, że patrzę na dzieci i pilnuję, czy dobrze się zachowują. Jestem w końcu wzorową guwernantką. (s. 35)

Dwie przeplatające się narracje, które początkowo wywołują u odbiorcy dezorientację (przez chwilę trudno wychwycić do kogo należą poszczególne akapity – autor w żaden sposób nie sygnalizuje tego) są odmienne nie tylko pod względem treści, ale i formy, która oddaje to, co zostaje niewypowiedziane, dopowiadając w ten sposób to, co istotne.

Ten cichy czy wręcz niemy konflikt małżonków, to sportretowanie dwóch jakże odmiennych, tak bardzo kontrastujących ze sobą osób jest też metaforą chwili w dziejach Europy. Narracja, charakter, postawa, uosobienie Františka symbolizują stary porządek, który chyli się ku upadkowi, Antonii zaś, z jej kiełkującą postawą feministyczną, nowe, to, co napiera, od czego nie ma odwrotu, to, co nieuchronne.

To niewątpliwie także metafora odwiecznego sporu – klasyków z romantykami.

Guwernantka – Antonie

Antonie jest młodą, wykształconą, postępową, ambitną, świadomą siebie kobietą, która pragnie więcej niż świat mógł jej wówczas zaoferować, której wyobrażenia o życiu rozminęły się z rzeczywistością. Egzystencja jaką zaczęła wieść, rozczarowała ją. Marzyła o nowych doświadczeniach, o podróżach, przygodach, o wielkiej miłości, o otwarciu szkoły dla młodych panien, o dokonaniu czegoś:

[…] czuję, że nie jestem tam, gdzie powinnam. […] Zawsze sądziłam, że mam inny cel, inne powołanie, niż bycie żoną swego męża, gospodynią jego kuchni i matką jego dzieci. (s. 128)

Ma w domu poetę, i to z prawdziwego zdarzenia, jada z nim przy stole, sypia w jednym łożu – jeszcze jej nie dość? (s. 80).

Nawet gotować nie umie, laleczka z porcelany. Przy spełnianiu obowiązku małżeńskiego zamyka oczy i aż do końca leży jak kłoda. A w myślach niewątpliwie rozpamiętuje co pikantniejsze sceny z romansów albo z własnych nieprzyzwoitych snów. (s. 98)

Dlaczego więc poślubiła podstarzałego wdowca? Z poczucia obowiązku:

Może nawet wtedy, gdy Ladislav przyjechał do Pragi poprosić mnie o rękę, a ja powiedziałam „tak” – może nawet wtedy wierzyłam, że decyduję się na coś wielkiego i wzniosłego. Najwyraźniej od dawna przyświecało mi hasło „Wspierajmy poetów”. Troska o nich to przecież służba ojczyźnie! Jak to więc możliwe, że spotkał mnie tak pospolity, ordynarny koniec: wspólne łóżko, upstrzone plamami krwi i nasienia, zastawiony naczyniami stół, mnóstwo szycia i codzienna mordęga z dziećmi? (s. 128).

Małżeństwo stało się dla niej chwilą rezygnacji – z aspiracji, pragnień; chwilą pożegnania ze światem swych wyobrażeń; chwilą zniewolenia, uwięzienia, wtłoczenia w schemat, w ramę konwenansów, ówczesnych powinności kobiety, w potulność, w spełnianie obowiązków, posłuszeństwo, w pełne poddaństwo, w istocie w zniewolenie.

Nowe idzie

Tłamszona, buntuje się przeciwko temu, co ją spotkało, przeciwko wszelkim ograniczeniom, narzuconym konwenansom, normom społecznym i próbuje wyrwać się z roli guwernantki. Jej bunt, z dzisiejszego punktu widzenia, jawi się raczej jako bierność, pasywność, wówczas jednak już brak zgody na narzuconą rolę społeczną kobiety, sama świadomość tego było czymś nowym, wywrotowym wręcz, bowiem pierwszym krokiem w kierunku zmiany porządku świata.

Stare odchodzi

Antonie umiera za życia obok męża-mizogina, człowieka, który w istocie nienawidzi kobiet, którymi wręcz się brzydzi (mimo że zmarłą żonę darzy estymą, można jednak przypuszczać, że na ten szacunek zmarła „zasłużyła” sobie swą potulnością):

To takie nieprzyzwoite, kiedy kobiety i mężczyźni podróżują jednym dyliżansem. Zwłaszcza w nocy. Powinno się tego zakazać. Co na to Kościół? Czemu te kobiety ciągle gdzieś nosi? Nie mogą usiedzieć w domu? Mało to bałaganu jest już na tym świecie? (s. 165)

Portret męża budzi odrazę czytelnika, ale należy zaznaczyć, że to człowiek nieszczęśliwy, wyraźnie odczuwający nadchodzącą nieubłaganie starość, swoją zbędność, to konserwatysta, który jest świadomy daremności czynionych wysiłków, by stary porządek, jego wartości i idee ocalić, by rządzące nim zasady zachować, zdający sobie sprawę, że jego świat odchodzi, że nieubłaganie nadciąga nowe, szalone, niepojęte dla niego.

Bohaterowie drugiego planu

Na koniec należy wspomnieć o dwóch osobnych, ale jakże ważnych, bo wyróżniających powieść, nadających jej swoistego charakteru, bohaterach.

Po pierwsze, „Guwernantka” to także język. Nie tylko ten, którym proza ta jest pisana (kunsztowny, elegancki), ale także ten, którym zajmują się małżonkowie. On jest przecież filologiem i poetą, pracuje więc w języku i za jego pomocą wyraża siebie, w nim to odnajduje swą duszę, znajduje ukojenie, spełnienie, podobnie jest z nią – dla Antonii literatura to jedyna możliwa forma ucieczki od świata jej nieprzyjaznego, w której także znajduje ukojenie jej zbolała dusza.

Po drugie, opowieść Macury rozgrywa się na tle Wrocławia (też Pragi, choć w znacznie mniejszym stopniu) – nieprzyjaznego bohaterom miasta, w którym nie są w stanie się odnaleźć, poczuć dobrze, swobodnie, u siebie, które jawi się im jako przyczyna wszelkich ich nieszczęść. Miasta te miały dla twórcy istotne znaczenie (uświadamia to posłowie powieści Zofii Tarajło-Lipowskiej) – prace badawcze autora przed przystąpieniem do pisania powieści były zakrojone na szeroką skalę. Pogłębione studium topograficzne Wrocławia, uwiecznienie przestrzeni tamtego czasu, pozwoliło autorowi zniuansować i uwiarygodnić stan ducha tychże monad poszczególnych.

* Tytuł oryginalny – Guvernantka, rok pierwszego wydania – 1997, rok pierwszego wydania polskiego – 2018.