Mądrości hippisa. „Lot nad kukułczym gniazdem” – Ken Kesey

Lot nad kukułczym gniazdemTytuł – Lot nad kukułczym gniazdem

Autor – Ken Kesey

Tłumaczenie – Tomasz Mirkowicz

Wydawnictwo – Albatros

Rok – 2015

  • DLA KOGO – nie tylko dla koneserów; dla wrażliwców i buntowników, dla tych, którzy są zdania, że sztuka to nie letarg, ale świadomość; dla wielbicieli literatury i kultury amerykańskiej
  • PO CO – by zrozumieć, by wiedzieć, by żyć świadomiej, głębiej, mądrzej
  • MOJA OCENA – 10/6
Ocalić od zapomnienia

Misją Bałwochwalni jest między innymi ocalenie od zapomnienia dzieł, których zapomnieć nie można, bo wyrządzi się ludzkości krzywdę, której nic nie zdoła naprawić; dzieł, które powstały lata temu, dekady temu, wieki temu, których dziś się nie zauważa, bo przysłania je szczelnie gruba warstwa nie tylko kurzu. Postanowiłam więc je wywlec, bo warto, gdyż są to rzeczy bezcenne, które wzbogacają nas i naszą rzeczywistość. Dziś pierwsza nota z tych realizujących bałwochwalnianą misję.

Amerykańska przygoda

Wraz z rokiem 2017 postanowiłam wprowadzić w swój świat literacki porządek! Do tej pory panował wielki miszmasz, który wywoływał u mnie poczucie dyskomfortu. Przy pomocy skomplikowanych narzędzi 😉 opracowałam więc strategię na najbliższych dwanaście miesięcy. Być może już wiesz, że górę w roku 2017 bierze literatura amerykańska, choć właściwie szerzej, bo cała kultura amerykańska. Odgrzebuję więc dzieła nazwijmy to umownie klasyczne, które powstały za oceanem, by na nowo w nich się zatopić, niektóre też, by dopiero je odkryć. Przy tej okazji sięgam też po nowsze publikacje i te całkiem świeże.

Lot nad kukułczym gniazdem Kena Keseya* otwiera tę amerykańską przygodę 2017. Dlaczego akurat ta powieść? Przygotowując propozycje choinkowe postanowiłam sięgnąć po tytuły, które po prostu warto czytać, znać, do których warto wracać, które warto mieć w swojej biblioteczce, bo wzbogacają i są idealne na prezent dla każdego!!!

Lot znalazł się w tym zestawieniu, a że brakowało tej powieści na moim regale, to postanowiłam swą biblioteczkę bałwochwalnianą o to dzieło uzupełnić i przy okazji ponownie zatopić się w lekturę tej poruszającej historii.

Stary hippis prawdę ci powie

Jest to powieść z połowy XX wieku, odsłaniająca amerykańską rzeczywistość tamtego czasu. Ale szybko stała się dziełem kultowym wręcz i przekroczyła granice oceanu. Dziś jednak wydaje się nieco zapomniana, bo odległa w czasie i przestrzeni i czytana raczej przez koneserów. A szkoda, bo rzecz warta jest powszechnej wręcz uwagi i pamięci, gdyż należy do tych dzieł, które poruszają, budzą, uświadamiają!

Lot to kontestacyjna powieść Kan Keseya (1935-2001), beatnika i hippisa, znanego z dość nonkonformistycznego sposobu egzystowania, która ukazała się w 1962 roku i stała się najgłośniejszym utworem Kesey’a. Zyskała uznanie i czytelników, i krytyków, szybko stając się klasyczną pozycją amerykańskiej kontrkultury i wchodząc na stałe do klasyki literatury współczesnej.

Czytana przeze mnie lata temu, weszła też do mojego prywatnego kanonu, stojąc w jednym rzędzie z Procesem Kafki, Rokiem 1984 Orwella, Nowym wspaniałym światem Huxleya, Dżumą Camusa czy dziełami Witkacego. I mogę śmiało powiedzieć, że to książka z tych, które miały wpływ na układ „klocków” w mojej głowie, na rodzaj mojej wrażliwości, na mój odbiór rzeczywistości. Teraz, po latach, gdy powróciłam do niej, znów czytałam ją z przejęciem. Znów wywarła na mnie tak silne wrażenie jak wtedy, za pierwszym razem. Wywołała też uczucie, eufemistycznie mówiąc, dyskomfortu. Bo wciąż jest tak bardzo aktualna. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jej uniwersalność dziś jeszcze bardziej uderza.

Lot nad Ameryką

Powieść Keseya zawiera treści znacznie przerastające jej nieskomplikowaną akcję.  

Narratorem i jednym z bohaterów powieści jest Indianin Wódz Bromden. To on opowiada historię Randle’a Patricka McMurphy’ego – w istocie głównego bohatera powieści.

Randle Patrick McMurphy

Na oddział dla umysłowo chorych przybywa na obserwację nowy pacjent – ów McMurphy – arogancki, pewny siebie szuler, zawadiaka, przestępca, anarchista, który symulując chorobę psychiczną, sądzi, że w ten sposób zdoła uchylić się od więzienia i ciężkiej pracy, słowem uważa, że w ten sposób uniknie kary. Szybko jednak przekonuje się, że szpital psychiatryczny pod rządami siostry Mildred Ratched nie jest miejscem, które może być przyjemną alternatywą.

Siostra miłosierdzia

Oddziałem kieruje pozornie miła w gruncie zaś rzeczy despotyczna siostra przełożona, która nie ma sobie równych we wprowadzaniu wojskowego drylu i udaremnia każdy ledwie zauważalny przejaw buntu. Jakikolwiek wyraz niesubordynacji przestaje mieć rację bytu, w obliczu wywieranej przez oddziałową presji przestaje po prostu mieć sens. Jej metody postępowania pozbawiają pacjentów najdrobniejszych przejawów wolności i indywidualności – podstawowych przejawów człowieczeństwa.

Wolność kontra system

McMurphy, ceniący sobie ponad wszystko szeroko pojętą wolność, postanawia nie dać się i tym samy pokazać współtowarzyszom niedoli, że nikt nie może ich pozbawiać podstawowych praw człowieka. Idzie więc na otwartą wojnę z oddziałową i jej systemem. Odnosi w tej walce zwycięstwo – rozsadza do środka oddział degradujący osobowość jednostki, ale cenę ponosi za to najwyższą – siostra oddziałowa zdążyła osiągnąć swój nadrzędny cel, zdążyła McMurphy’ego „wykastrować” – poddała go swoim zwyczajem zabiegowi lobotomii, którego celem była „redukcja procesów emocjonalnych, które zwykle towarzyszą procesom poznawczym – myślom i wspomnieniom”[1], a której efektem ubocznym była „utrata przez pacjenta poczucia ››ciągłości własnego ja‹‹, świadomości, że jest tą samą osobą, którą był wczoraj i będzie jutro”[2]. Zatem zdusiła w nim tym samym to, co dla człowieka najcenniejsze – jego godność. Mimo to, do McMurphy’ego będzie należało ostatnie słowo. To on zatriumfuje – nie da się systemowi, choć nie oznacza to wcale zbanalizowanego amerykańskiego happy endu.

Mechanizm idealny

Kesey odmalował w powieści obraz zamkniętego oddziału psychiatrycznego – sprawnie działającego mechanizmu, który oparty jest na żelaznych zasadach oddziałowej, regulujących każdy aspekt jego funkcjonowania. By reguły nie zostały złamane i granice przekroczone czuwa przełożona, która wypracowała sobie efektywny system, dzięki któremu wszystko działa jak w zegarku – tak jak trzeba, a wszyscy – włącznie z personelem, nawet tym teoretycznie wyżej postawionym w hierarchii, nie mówiąc już o pacjentach – tańczą tak jak im zagra. To ona, ten anioł miłosierdzia jak nazywają ją podopieczni, żelazną ręką sprawuje władzę wśród zniewolonych nie tylko fizycznie, ale i psychicznie, zastraszanych i otumanianych lekami pacjentów.

Mechanizm ten obnażony zostaje w chwili pojawienia się niepokornego pacjenta, który zakłóca porządek na sprawnie funkcjonującym oddziale, wyrywa ze szpitalnej codzienności do tej pory pogrążonych w apatii pacjentów. Wówczas ujawnia się prawdziwe oblicze tego mechanizmu – oblicze oprawcy manipulującego swymi ofiarami. Niestety, McMurphy będący symbolem walki z reżimem, symbolem buntu – a przecież w myśl teorii Albarta Camusa człowiek, by istnieć musi się buntować[3], a więc i symbolem życia, istnienia – został unicestwiony i przerobiony na symbol istoty wegetującej, pozbawionej woli, indywidualności, istoty nieistniejącej.

Bliska antyutopia

Lot to metafora świata – kombinatu, który „naprawia” ludzi, formując ich na istoty uległe, poddane i podobne do siebie. To alegoryczny obraz świata zniewolonego przez systemy i nie ma tu znaczenia przez jakie. Przez system wszelkiego rodzaju. Kesey serwuje nam więc uniwersalną opowieść o zniewolonej jednostce.

Powieść ta, za sprawą swej istoty – funkcjonowanie jednostki w jakimś systemie – mimo zmieniających się realiów, bez względu na czas i przestrzeń, jest wciąż aktualna, co po ponad pół wieku od jej ukazania się wywołuje poczucie wspomnianego dyskomfortu. Budzi niepokój, gdyż uświadamia, że i dziś tkwimy w systemie, który próbuje nas „urobić” – ograniczyć naszą wolność, pozbawić indywidualizmu, osobowości, by zatriumfowały unifikacja i uniformizacja, by wszystko uległo ujednoliceniu, w myśl obaw Witkacego, mającego na tym punkcie wręcz obsesję i też Gombrowicz, mówiącego o formie, o dorabianiu gęby czy upupianiu[4].

Natura człowieka

Kesey znakomicie pokazuje istotę człowieczeństwa. Głównym bohaterem jest McMurphy i to on jest siłą napędową powieści. Ale mamy tu też wielu bohaterów drugoplanowych – pacjentów, których autor nam przybliża, pokazując ich indywidualne losy i dramaty.

Na oddziale tworzą jednak zunifikowaną masę, społeczność, w której wszystko funkcjonuje bez zakłóceń. Mechanizm działa sprawnie, a jego poszczególne elementy – ludzie – są spokojni i szczęśliwi. Nie chcą zmian. Niewiele jednak potrzeba, by się ocknęli, by poczuli, że są istotami, którym przysługują prawa, których im odmówiono. Pojawienie się kogoś takiego jak McMurphy sprawia, że w tych wegetujących, bezwolnych istotach budzi się człowiek – to, co jest jego naturą.

Instynktownie wręcz poszliby za nim w ogień – za drobnym przejawem buntu, wolności, indywidualności, tego wszystkiego, co uosabia nowoprzybyły. Wystarczył impuls, który zburzył tę pozorną szczęśliwość, ten sztuczny spokój, który sprawił, że już nic nie było takie jak do tej pory. Pacjenci szpitala psychiatrycznego odzyskali dzięki niemu poczucie wolnej woli, własnej wartości i godności.

Forma

Warto też zwrócić uwagę na formę powieści, która ma tu zasadnicze znaczenie. Pełna jest stereotypowych obrazów, komiksowych wręcz bohaterów i komiksowej rzeczywistości oraz adekwatnego języka. Wszystko to służy na wskroś symbolicznej wymowie. Sprawia, że ujawniają się kwestie fundamentalne dla człowieka, dotykające jego istoty, jego egzystencji.

Lot „technicznie” jest łatwą i przyjemną lekturą. Brnięcie przez kolejne strony nie sprawia trudności, bawi nawet. Ale jeśli tylko na chwilę człowiek zatrzyma się i zastanowi, to dojrzy pełnię tej opowieści, a wówczas poczucie komfortu i lekkości zejdzie na drugi plan, gdyż inne kwestię okażą się ważniejsze.

Ps. 1. Tę kultową powieść wziął na warsztat kultowy już reżyser, powołując do życia dzieło, które szybko stało się równie kultowym filmemO tym już wkrótce w Bałwochwalni!

Ps. 2. Polecam kilka cytatów z tej kultowej powieści, one przemówią najlepiej.

*Tytuł oryginalny – One Flew Over the Cuckoo’s Nest, rok pierwszego wydania – 1962, rok pierwszego wydania polskiego – 1981.


[1] Hasło, lobotomiahttps://pl.wikipedia.org/wiki/Lobotomia, dostęp 26.02.2017.

[2] Ibidem.

[3] Albert Camus, Człowiek zbuntowany, Warszawa 2006.

[4] Problematyka między innymi dramatu Szewcy Stanisława Ignacego Witkiewicza i powieści Ferdydurke Witolda Gombrowicza.

Jane Austen 2017

Jane Austen
Jane Austen, 1873*

Rok 2017 – czas Jane Austen!!!

Mija bowiem dwieście lat od śmierci autorki Emmy

Jane Austen jest nie tylko powszechnie uznana, ale i powszechnie czytana. Ale… Są jednak też i tacy, do których wykreowana przez pisarkę rzeczywistość nie przemawia. W przypadku tej twórczości przekonanych przekonywać nie trzeba, a nieprzekonanych przekonać się nie da. Ale można próbować… Entuzjaści nie wyobrażają sobie swej egzystencji tu i teraz bez świata Austen, pozostali zaś – mówiąc eufemistycznie sceptycy – zżymają się, twierdząc, że nie ma tu nad czym się pochylać.

Jane Austen tylko w złych bibliotekach!?

Dobrą bibliotekę poznaje się ponoć po tym, że nie ma w niej ani jednej książki Jane Austen, choćby miało to oznaczać, że nie ma w niej ani jednej książki[1]. Hm… U mnie na regale stoi komplet, więc moja biblioteka nie jest dobra 😉 . A że jestem zbieraczem, to bym nie pogardziła też nowy wydaniem tych powieści, które proponuje jedno z wydawnictw z okazji dwustu lat pisarki. Czy u Ciebie na półce również widnieje Austen? Jeśli tak, to nie martw się, Virginia Woolf zapewne też miała swoje osobiste egzemplarze, które stale wertowała i analizowała[2]. Należmy zatem do zacnego grona posiadaczy złej biblioteki 😉 .

Ja zżymam się 😉 na wspomnianych sceptyków! I ośmielę się przypuszczać, że po prostu brak tu ich dobrej woli. Bo odrobina chęci, przełamanie dumy i pokonanie uprzedzeń oraz rozważne, ale i romantyczne podejście pozwoli dostrzec wartości, które cenione są u największych twórców.

Istota człowieczeństwa

W tej twórczości odnajdziemy definicję ludzkiej egzystencji. Nie tylko w tych najsłynniejszych powieściach Austen, ale też tych mniej poczytnych. Owszem, jakby w nieco przykurzonych dekoracjach, którym jednak wystarczy otwarcie okna, by powiew świeżego powietrza pozwolił dostrzec to, co niezmienne w czasie i przestrzeni.

Jeśli jesteś już entuzjast(k)ą tego „bawialnianego” pisarstwa, to zachęcam do ponownej lektury – przyjemność i tak gwarantowana. Jeśli jednak nie dała(e)ś się do tej pory porwać tej narracji, nie dała(e)ś się uwieść przez ten bogaty w subtelności i detale świat, to zrób mi tę przysługę i daj szansę! Sobie przede wszystkim!

*Na podstawie rysunku siostry Jane – Cassandry – University of Texas Libraries Duyckinick, Evert A. Portrait Gallery of Eminent Men and Women in Europe and America. New York: Johnson, Wilson & Company, 1873, domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=183628, dostęp 12.01.2017.


[1] Emily Auerbach,„A Barkeeper Entering the Kingdom of Heaven”: Did Mark Twain Really Hate Jane Austen?, opublikowano 12.12.2003, http://www.vqronline.org/essay/barkeeper-entering-kingdom-heaven-did-mark-twain-really-hate-jane-austen, dostęp 12.01.2017.

[2] Virginia Woolf, Własny pokój, w, Własny pokój. Trzy gwinee, Warszawa 2002.