Gustaw Herling-Grudziński 2019

Rok 2019 – czas Gustawa Herlinga-Grudzińskiego!!!

Mija sto lat od narodzin autora „Innego świata”.

Mamy rok 2019 – rok, w którym Gustaw Herling-Grudziński obchodzi setne urodziny – 20 maja. Sejm Rzeczypospolitej uchwałą z 20 lipca 2018 roku z tej okazji ustanowił rok 2019 Rokiem Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Mamy więc sposobność przypomnieć sobie twórczość i sylwetkę nie tylko jednego z najwybitniejszych przedstawicieli polskiej literatury na emigracji, ale i jednego z najwybitniejszych pisarzy polskich XX wieku.

Życie

Gustaw Herling-Grudziński – prozaik, eseista, krytyk literacki, publicysta, tłumacz – urodził się 20 maja 1919 roku w Kielcach, w w dość zamożnej, spolonizowanej rodzinie żydowskiej.

Młodość

W rodzinnym mieście uczęszczał do gimnazjum im. Mikołaja Rej. Później, przez dwa lata, do wybuchu II wojny światowej, studiował polonistykę na wydziale Uniwersytetu Warszawskiego. Był też członkiem Warszawskiego Koła Polonistów.

Dorosłość

Po kampanii wrześniowej, w której nie brał udziału, zaangażował się w działalność konspiracyjną. Był współzałożycielem Polskiej Ludowej Armii Niepodległościowej (jednej z pierwszych organizacji konspiracyjnych). W listopadzie 1939 jako jej emisariusz, wyruszył na Litwę. Dotarł tylko do Lwowa, a następnie do Grodna. W marcu 1940 roku został aresztowany przez NKWD podczas próby przedostania się na Litwę. Po kilku tygodniach przesłuchań i śledztwa, oskarżono go o szpiegostwo na rzecz wywiadu niemieckiego i skazano na pięć lat więzienia.

Od czerwca do listopada 1940 roku przebywał w więzieniach w Witebsku, Leningradzie i Wołogdzie, skąd został przeniesiony do obozu pracy w Jercewie koło Archangielska. Z obozu został zwolniony w 1942 roku na podstawie paktu Sikorski-Majski.

Po wyjściu na wolność wstąpił do Armii Polskiej generała Andersa, z którą przez Persję, Irak, Palestynę i Egipt dotarł do Włoch. W maju 1944 roku jako radiotelegrafista 3. Dywizji Strzelców Karpackich walczył w bitwie pod Monte Cassino, za co został odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militari.

Po zakończeniu wojny przeniósł się do Rzymu. Był współzałożycielem Instytutu Literackiego i miesięcznika „Kultura”, członkiem rzymskiej sekcji polskiego Pen Clubu. Po przeniesieniu się do Londynu współpracował z tygodnikiem „Wiadomości”. Wkrótce, po śmierci żony, malarki Krystyny Domańskiej (Stojanowiskiej), przeniósł się do Monachium. Tam kierował działem kulturalnym w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Pod koniec roku 1955, po poślubieniu Lidii Croce, córki włoskiego filozofa, na stałe zamieszkał w Neapolu. Tam zaś podjął wówczas współpracę z licznymi pismami oraz wznowił współpracę  z „Kulturą”.

Czynnie wspierał opozycję demokratyczną w Polsce. W latach dziewięćdziesiątych, gdy już przestał być pisarzem emigracyjnym, a stał się pisarzem polskim mieszkającym w Neapolu, rozpoczął współpracę z „Tygodnikiem Powszechnym”, „Rzeczpospolitą” i „Więzią”.

Zmarł 4 czerwca 2000 roku w Neapolu.

Twórczość

Debiutował w 1935 reportażami w warszawskim piśmie „Kuźni Młodych”. Jego debiut książkowy miał zaś miejsce w 1945 roku. Opublikował wówczas pierwszy zbiór szkiców krytycznoliterackich „Żywi i umarli”. W 1951 wydał  najsłynniejsze swe dzieło – „Inny świat” – wspomnienia odzwierciedlające dramatyczne przeżycia autora z łagru, będące jednym z pierwszych i najdoskonalszych dzieł poświęconych temu problemowi, jakie powstały w literaturze światowej. Od roku 1971 prowadził „Dziennik pisany nocą”, drukowany na bieżąco w „Kulturze” – świadectwo rozmów z sobą, światem i Bogiem.

Za oficjalny polski debiut uznaje się zaś tom wydany w 1988 roku „Wieża i inne opowiadania”.

Cechy szczególne

Podstawowymi formami wypowiedzi literackiej pisarza były esej, dziennik, portret, opowieść biograficzna, wspomnienie i opowiadanie, które było jego ulubionym gatunkiem.

Posługiwał się narracją autorską, w pierwszej osobie. Narrator w dziełach Grudzińskiego występuje w rolach obserwatora, komentatora, reportażysty lub uczestnika wydarzeń, co pozwala zarówno na specyficzną autobiograficzność, jak i otwartość narracji.

W esejach i recenzjach dużo miejsca poświęcił literaturze krajowej (twórczości Borowskiego, Herberta, Iwaszkiewicza, Nałkowskiej, Rudnickiego). Szczególną uwagę skupiał na pisarzach rosyjskich (Bablu, Sołżenicynie, Gorkim, Dostojewskim, Pasternaku, Mandelsztamie, Bułhakowie, Płatonowie). Wielokrotnie powracał do twórczości Kafki, Dostojewskiego, Conrada, Gombrowicza, Miłosza.

Herling-Grudziński w swojej twórczości skupiał się na zagadnieniu podstaw i wyznaczników człowieczeństwa. Temu też służyła analiza problemów moralnych, religijnych, egzystencjalnych, społecznych. W centrum uwagi pisarza znajdowały się takie kwestie jak cierpienie, zło, namiętność, sprawiedliwość, relacje pomiędzy etyką a estetyką, zagadnienia metafizyczne i religijne, także kwestie dotyczące losu, fatum, zła, krzywdy, namiętności.

Stałym tematem dzieł Herlinga-Grudzińskiego są sztuka, architektura, rzeźba i malarstwo portretowe, pejzażowe, religijne. Częstsze są też wątki autobiograficzne.

W twórczości tej znajdziemy stare legendy, kroniki i opowieści (włoskie, neapolitańskie). Stałymi elementami opowiadań są narracyjne rekonstrukcje losów bohaterów i wydarzeń, motywy podróży, nawiązania do innych utworów, parafrazy, aluzje, subtelne mistyfikacje literackie. Poszczególne historie pokazują świat, w którym zachowanie człowieczeństwa wymaga heroizmu i cierpienia.

Zdaniem Zdzisława Kudelskiego, Gustaw Herling-Grudziński to pisarz trudnej wiary w człowieka.

Ps. Polecam audycje Polskiego Radia poświęcone życiu i twórczości autora opowiadania „Portret wenecki”.

BIBLIOGRAFIA
  1. Hasło, Gustaw Herling-Grudziński, w, https://culture.pl/pl/tworca/gustaw-herling-grudzinski, dostęp 13.06.2019.
  2. Hasło, Gustaw Herling-Grudziński, w, Literatura polska XX wieku. Przewodnik encyklopedyczny, red. Artur Hutnikiweicz, Andrzej Lam, tom 1, Warszawa, 2000.
  3. Kudelski Zdzisław, Studia o Herlingu-Grodzińskim: twórczość – recepcja – biografia, Lublin 1998.

Podsumowanie sezonu – zima 2018/2019 – rekomendacje czytelnicze

Czas najwyższy na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie sezonu!!!

W Bałwochwalnii do tej pory nie było podsumowań tego typu… Zarzucając praktykę podsumowań miesięcznych, postanowiłam wprowadzić sezonowe podsumowania czytelnicze, które w istocie będą rodzajem czytelniczych rekomendacji.

Zima 2018/2019

Zimą przeczytałam to i owo. Coś nowego, coś starego. Coś pierwszy raz, coś kolejny… Sezon był rewelacyjny, zbiory estetyczne i intelektualne obfite.

Bałwochwalcom literatury polecam to, co najlepsze!

Z przeszłości niedawnej

Berta Isla – Javier Marías – powieść będąca połączeniem prozy gatunkowej (szpiegowskiej, ale na opak i psychologiczno-obyczajowej) z literaturą najwyższej próby, z licznymi odniesieniami do literatury światowej, które pomagają bohaterom zmierzyć się ze swoją sytuacją, zanalizować i pojąć rzeczywistość.

Poznali się jeszcze w szkole. Nie był to wybuch miłości, nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Dwójka pięknych, inteligentnych i pewnych siebie młodych ludzi racjonalnie podchodziła do kwestii życiowych. Po rozpatrzeniu wszelkich za i przeciw doszli do wniosku, że są dla siebie stworzeni. Pewnego dnia wyszło jednak na jaw, że nic nie jest takie, jak się wydawało… Niemożliwe stało się możliwe. Nieprawdopodobne stało się prawdopodobne.

To opowieść, która uzmysławia, że wiedziemy egzystencję pascalowskiej trzciny myślącej, co czyni z nas bohaterów na miarę tych mitologicznych – mamy bowiem świadomość nie tylko beznadziejności sytuacji, ale i niemocy, braku możliwości, by ten stan rzeczy zmienić.

Lucinella – Lore Segal – pozornie klasyczna satyra na środowisko literackie – zamkniętą społeczność poetów, krytyków i wydawców, którzy walczą ze swoimi demonami. Czym jednak dalej, tym większe cudza się dzieją. Konwencjonalna narracja przeobraża się z każdym kolejnym akapitem w jeden wielki eksperyment literacki – z czasem i językiem.

Siłą napędową jest główna bohaterka, postać tytułowa i jednocześnie narratorka opowieści – młoda poetka, „dwudziestoparolatka dobiegająca czterdziestki”, która niekiedy występuje dodatkowo w dwóch osobach – jako Lucinella młodsza i Lucinella starsza, która bywa, obraca się wśród odpowiedniego towarzystwa, a przede wszystkim zmaga z zewnętrznym chaosem i niemocą twórczą.

Błyskotliwa i pełna humoru opowieść o procesie twórczym i formach istnienia literatury, którą rozsadzają cytaty, kryptocytaty, aluzje i nawiązania literackie. Lekkość (nie mylić z beztroską), szybkość, dokładność, przejrzystość, wielorakość, zwartość. Zabawa w najczystszej postaci. Dla wytrwałych!

Ostępy nocy – Djuna Barnes – „meandryczne wielosłowie”, które wzbudza zachwyt i wprawia w konsternację, pojawiającym się nachalnie pytaniem „Cóż to takiego?”.

Klasyczny dramat, opowieść z kluczem, arcydzieło prozy modernistycznej, prekursorskie dzieło queer, klasyka literatury lesbijskiej, świadectwo epoki w jednym.

Osoby tego dramatu, bohaterowie tej opowieści – indywidua, osobowości ekscentryczne o tożsamościach przez siebie wybranych, w relacjach niejednoznacznych, istniejących poza nawiasem – zmagają się ze swoją codziennością, przez którą cierpią rozkoszne katusze, która nie pozwala im oddychać pełną piersią.

Szczątkowa jest jednak fabuła, gdyż cały spektakl odbywa się w języku, który jest tu „gęsty i nieprzejrzysty, bogaty leksykalnie i kapryśny składniowo, pełen kalamburów, obsesyjnie wielogłosowy, perfidnie wyrafinowany, niekiedy hipnotyczny i transowy”. W istocie to „stylistyczny eksperyment i bezkompromisowe, skrajnie indywidualistyczne podejście do materii języka”.

Proza gęsta, intensywna, ciężka, ekstrawagancka, pretensjonalna, nieznośna. Nie lada wyzwanie! Dla wytrwałych!

Z przeszłości nieco dalszej

Ciemno, prawie noc – Joanna Bator – istny miszmasz; powieść oscylująca między baśnią, legendą, dramatem psychologicznym, kryminałem, thriller i horrorem, powieść mieszająca porządki – realny z nadprzyrodzonym (realizm z oniryzmem), opowieść o duchach, które ingerują w życie ludzkie, o złu głęboko zakorzenionym, przybierających najrozmaitsze oblicza.

Polska. Ziemie odzyskane. Wałbrzych. Najbardziej ponury miesiąc w roku. Kraina z koszmaru sennego, której fundamenty tworzą kości ofiar nazistów i żołnierz Armii Czerwonej, która skupia jak w soczewce wszystko to, co w człowieku i w świecie najgorsze. Gdzie dobro walczy ze złem, kotojady wiodą prym, a kociary dzielnie stawiają im czoła.

Dziennikarka ze stolicy, wraca po wielu latach do rodzinnych stron, by zebrać materiał do reportażu na temat dzieci, które giną w niewyjaśnionych okolicznościach. Podświadomie wie, że reportaż jest tylko pretekstem. W istocie wraca, by zmierzyć się ze swoją przeszłością – odkryć ją, by móc ruszyć dalej, zbudować most pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, by przyszłość mogła zaistnieć.

Wałbrzych jest tu niczym królicza nora, do której wpada Alicja, niczym kolejne kręgi piekła Dantego, które Alicja przemierza, odkrywając, że może być jeszcze gorzej.

Z przeszłości dalekiej

Pogarda – Alberto Moravia – studium psychologiczne, które obnaża dramat człowieka, jego wewnętrzną pustkę, niepokój, samotność; pokazuje egzystencję w świecie, w którym dominuje pieniądz, w którym brak głębokich uczuć, gdzie stosunki międzyludzkie są nieautentyczne, a komunikacja z drugim człowiekiem okazuje się niemożliwa, gdyż język zamiast prowadzić do rozwiązania konfliktu, zaciemnia tylko obraz sprawy.

On, oddany mąż, wrażliwy artysta, intelektualista egzystujący w świecie wyższych wartości. Ona, oddana żona, stenotypistka twardo stąpająca po ziemi. Żyją szczęśliwie, choć skromnie w wynajmowanym pokoju.

Pewnego dnia on otrzymuje intratną propozycję, która jest sprzeczna z jego ambicjami. Mimo to podejmuje się komercyjnego zadania, gdyż zdaje sobie sprawę, że dzięki temu będzie mógł spełnić marzenia żony i zapewnić jej poziom życia jakiego nigdy nie zaznała.

Niestety, wraz z poprawą statusu materialnego małżonków nadchodzi kryzys małżeński.

Ta psychologiczno-obyczajowa powieść w istocie jest rozpisanym na kilka osób, wyrwanym z szerszego kontekstu, w którym tło ograniczono do niezbędnego minimum, kameralnym dramatem w dwóch aktach.

Powieść wydaje się na wskroś realistyczna, ale nie chodzi tu o odwzorowanie świata. Chodzi o coś znacznie istotniejszego – o tworzenie egzystencjalnych modeli, paradygmatów zachowań.

Szklany klosz – Sylvia Plath – powieść mająca znamiona prozy autobiograficznej, powieść formacyjna, powieść-manifest feministyczny, w którym wyartykułowano sprzeciw wobec tradycyjnych ról kobiecych, opowieść o samotności, wykluczeniu, odrzuceniu przez społeczeństwo, gdyż nie jest się w stanie dostroić do ogólnie przyjętych norm, zasad, że nie ma w społeczeństwie miejsca dla jednostek, które nie mieszczą się w obowiązującym schemacie, studium depresji, opowieść o chorobie psychicznej, która wyklucza i stygmatyzuje.

Ameryka, początek lat pięćdziesiątych. Zdolna i ambitna dziewiętnastoletnia studentka z prowincji, tuż przed przekroczeniem progu dorosłości, złapała Pana Boga za nogi – wygrała miesięczny staż w ekskluzywnym nowojorskim magazynie dla kobiet. Jednak skonfrontowanie rzeczywistości z planami i marzeniami rozczarowało ją. Uzmysłowiło, że nie ma wpływu na swój los, że nie jest w stanie sprostać wyzwaniom rzeczywistości owego czasu, że dla takich jak ona, nie ma miejsca realnym w świecie.

Proza poruszająca wiele istotnych kwestii, które nie straciły na znaczeniu, które dziś także budzą niepokój, które wciąż napierają i nie tracą nic ze swego impetu.

Powieść naznaczona biografią autora, która mimo to jest autonomicznym dziełem, które stanowi wartość samą w sobie, które i bez kontekstu biograficznego okazuje się istotne.

„Grona gniewu” – John Steinbeck

„Grona gniewu” to jedna z ważniejszych powieści Johna Steinbecka. To jednak nie wszystko. To bowiem jedna z ważniejszych powieści amerykańskich. Mało tego, to jedna z ważniejszych powieści literatury powszechnej.

Autor otrzymał za nią National Book Award i Nagrodę Pulitzera, ona to przyczyniła się także do przyznania mu Nagrody Nobla. Ta klasyka literatury, ta swoista odyseja czytana po osiemdziesięciu latach od ukazania się, jest dziełem na nasze dziś. Ta zaangażowana powieść, pozbawiona nowatorskich technik narracyjnych, napisana w konwencji naturalistycznej, odwołująca się do klasycznego motywu wędrówki, znakomicie pokazuje czym w istocie jest migracja – temat, który powraca jak echo – walką o godność.

„Porzućcie wszelką nadzieję…”

To opowieść o losach pewnej amerykańskiej rodziny, która wyruszyła w długą wędrówkę do Kalifornii. Niczym Odyseusz podążający do Itaki czy Mojżesz prowadzący lud Izraelitów do Ziemi Obiecanej.

Rodzina Joadów, należąca do najemnych farmerów, z powodów trudności finansowych musiała opuścić farmę w Oklahomie (bank zajął ziemię) i, skuszona wizją raju gdzie indziej, zaryzykować. Nie był to akt odwagi, gdyż wyboru nie miała. Z całym dobytkiem wyruszyła w podróż do Kalifornii, krainy rzekomego dobrobytu, która miała zapewnić jej pracę, byt i godność.

Utrata

Podróż okazuje się gehenną, a jej cel – „gaj pomarańczowy”, kraina mlekiem i miodem płynąc, niczym obrazki z ulotek – mrzonką. Bohaterowie wiele doświadczają i widzą podczas wędrówki pełnej bólu, cierpienia, okrucieństwa. Wędrówka ta odziera ich z resztek godności, pozbawia wiary w lepsze jutro, nadziei na przyszłość. Ziemi Obiecanej bowiem nie ma, a to z czym wyruszyli, po drodze, tracą.

Szosami ciągnęły jak mrówki tłumy wędrowców w poszukiwaniu pracy i chleba. Fermentowały w nich pierwsze zaczątki gniewu. (s. 420)

Tysiące mil ciągnęła się rzeka ludzi, swoista karawana wędrujących szosą 66 robotników, z których życie uchodziło, dosłownie i symbolicznie, z każdym świtem.

Wielki kryzys

Rodzina Joadów jest rodziną jedną z wielu, które stały się ofiarami tamtego czasu, tamtych okoliczności – wielkiego kryzysu ekonomicznego 1929-1933. Jego skutkiem była między innymi utrata pracy przez miliony ludzi. Kryzys szczególnie silnie odczuło właśnie rolnictwo. Zadłużonych farmerów, których nie było stać na spłacenie długów, wysiedlano.

Nie mając środków do życia, byli zmuszeni do opuszczenia rodzinnych stron i do migracji zarobkowej – udania się w podróż ku szczęściu – po lepszy byt.

Pogarszające się z każdym dniem warunki życia, pociągały za sobą rozkład w każdym sensie, dosłownym i symbolicznym, w każdej sferze – utrata ziemi, domu, wysiedlenie, wykorzenienie, odarcie z przeszłości, wyrwanie z tradycji, głód, rozpad rodziny i śmierć.

Ziemia była dla nich wszystkim. W ich myśleniu, ziemia i człowiek to jedno (znamy to doskonale z rodzimej literatury), bez niej nie jest on sobą. Jej utrata oznaczała jedno…

Sceny iście dantejskie działy się podczas tej wędrówki ludów czy w obozach, w których zatrzymywali się „poszukiwacze szczęścia”. W Kalifornii zaś okazało się, że na tych wycieńczonych fizycznie i duchowo migrantów nikt nie czeka, że nikt nie przyjmuje ich z otwartymi ramionami. Szybko zdali sobie sprawę, że dla tubylców są wrogami, tymi, którzy zagrażają ich bezpieczeństwu, którym należy pokazać gdzie ich miejsce.

Rozpacz, rozkład, wyzysk, ucisk, głodowe stawki, poniżenie, wrogość, upodlenie – pojęcia, które najlepiej oddają doświadczenia ludzi, którzy podjęli walkę o siebie, którzy chcieli tylko jednego – móc spokojnie i godnie żyć.

Klęska wyziera z oczu tych ludzi. Z oczu tych zgłodniałych wyziera rosnący gniew. W sercu ich wzbierają i dojrzewają grona gniewu – zapowiedź przyszłego winobrania.

Opowieść o nas

W „Gronach gniewu” autor brutalnie rozprawił się z narodowym etosem USA – American dream (eksploatowanym po wielokroć nie tylko przez literaturę, ale i film) – ideałami demokracji, równości, wolności. Pokazując z czym wiąże się kapitalizm (z tego powodu powieść była objęta zakazem rozpowszechniania, w bibliotekach była na na liście książek zakazanych, palono ją też publicznie w wielu miastach), uświadamiał, że nie jest to w istocie kraj dla biednych ludzi.

Podczas lektury odbiorca traci poczucie czasu i miejsca. Na obrazy rodem z początku XX wieku zza oceanu nakładają się obrazy, które ogląda tu i teraz, na początku wieku XXI w środku Europy – sunące karawany ludzi, którzy uciekają nie tylko przed wojną, ale także przed biedą, nędzą nie tylko fizyczną, ale i duchową, którzy pragną poprawić swój byt; obozy, płaczące dzieci, ludzi gotowych na wszystko, chyba tylko nie na pogardę bliźniego.

Ps. W 1940 roku John Ford nakręcił na podstawie powieści film z Henrym Fondą w jednej z głównych ról.

Tytuł – „Grona gniewu”

Autor – John Steinbeck

Tłumaczenie – Alfred Liebfeld

Wydawnictwo – Prószyński S-ka

Rok – 2012

  • DLA KOGO – dla koneserów klasyki literatury, literatury powszechnej, dla fanów literatury amerykańskiej, dla miłośników dobrej literatury po prostu, dla każdego, kto nie jest ignorantem, dla wrażliwych na ludzką krzywdę, dla zadających sobie pytania o współczesność
  • PO CO – by się zreflektować, by zrewidować swe przekonania
  • MOJA OCENA – poza oceną

*Wszystkie cytaty z dzieła pochodzą z tomu, Grona gniewu, John Steinbeck, Warszawa 2012.

** Tytuł oryginalny – The Grapes of Wrath, rok pierwszego wydania – 1939, rok pierwszego wydania polskiego – 1949.

Egzystencja w skisłym sosie. „Szklany klosz” – Sylvia Plath

Tytuł – „Szklany klosz”

Autor – Sylvia Plath

Tłumaczenie – Mira Michałowska

Wydawnictwo – Zysk i S-ka

Seria – Kameleon

Rok – 1995

  • DLA KOGO – dla koneserów dzieł kultowych, klasyki literatury, literatury powszechnej, dla fanów literatury amerykańskiej, dla feministów i antyfeministów, dla kobiet i mężczyzn, dla dziewcząt i chłopców, dla każdego, kto nie jest ignorantem, dla zadających sobie pytania o współczesność, dla wielbicieli po prostu dobrej literatury
  • PO CO – by dyskutować
  • MOJA OCENA – poza oceną

„Szklany klosz” jest już dziś pozycją nieco zapomnianą, choć widniejącą na listach dzieł kultowych, obok „Lotu nad kukułczym gniazdem” Kena Keseya czy „Buszującego w zbożu” J.D. Selingera. Czy jednak czytaną? Jest szansa, że tak. W tym bowiem  roku wydawnictwo Marginesy wznowiło powieść, co z pewnością sprawi, że kilka osób więcej po nią sięgnie. Oby więcej niż kilka, bo warto. „Szklany klosz” mimo że powstał ponad pół wieku temu przechodzi pomyślnie próbę czasu, mało tego, okazuje się powieścią wręcz współczesną, czy nowoczesną, pozbawioną anarchiczności czy to jeśli chodzi o formę, czy o treść, co stanowi doskonały punkt wyjścia do dyskusji o rzeczywistości w której dziś żyjemy.

Najlepszy okres życia

Ameryka, początek lat pięćdziesiątych. Zdolna, utalentowana i ambitna, z jednej strony dość pewna siebie, z drugiej stale wątpiąca w swoją wartość („bezgranicznie niekompetentna” (s. 85)) dziewiętnastoletnia studentka z prowincji, Esther Greenwood, tuż przed przekroczeniem progu dorosłości, tuż przed podjęciem ważnych dla swej przyszłości decyzji, tuż przed dokonaniem wyborów, których konsekwencje ponosi się przez całe życie, złapała Pana Boga za nogi – dane jej było bowiem przeżyć „najlepszy okres swojego życia” (s. 6), wygrała bowiem miesięczny staż w ekskluzywnym nowojorskim magazynie dla kobiet. Takie cuda mogą zdarzyć się tylko w Ameryce.

Szczyt marzeń

Nowy Jork, mieszkanie w hotelu wraz z kilkoma innym szczęśliwymi pannami, premiery, rauty, przyjęcia, pokazy, salony piękności, randki, tańce, alkohol, zabawa – szczyt marzeń dziewczyn z prowincji stał się rzeczywistością Esther. I choć brała w tym aktywny udział, choć korzystała z tego, to była poza tym wszystkim. Nie odczuwała z tego powodu szczęścia. Widziała to bowiem nieco inaczej i „dąsała się i brykała jak narowista klacz” (s. 37).

Rzeczywistość

Skonfrontowanie rzeczywistości z wyobrażeniami, planami, marzeniami rozczarowało Greenwood. Uzmysłowiło, że nie ma wpływu na swój los. Nadrzędny cel życiowy, jasny, sprecyzowany, wręcz oczywisty – nauka i pisanie – wyblakł, rozpłynął się. Dotychczasowe osiągnięcia – dobre wyniki w nauce, najwyższe stopnie, studia w college’u, poparcie Esther jako kandydatki na studia doktoranckie na pierwszorzędnej uczelni, obiecane stypendia – okazały się nic nieznaczące.

Dotąd miała dokładnie opracowany plan działania, wiedziała bowiem czego chce – stypendium, dalsze studia, podróż edukacyjna po Europie, później praca wykładowcy albo redaktora pisma literackiego, pisanie i wydawanie poezji. Pobyt w Nowym Jorku sprowadził jednak tę młodą, ambitną dziewczynę na ziemię. Uświadomił, że jej wysiłki i tak na nic się zdadzą. Dla takich jak ona, nie ma miejsca realnym świecie.

Demony Esther

Esther zdawała sobie sprawę ze swych niekompetencji życiowych, ze swego braku przysposobienia do życia w Ameryce w połowie XX wieku. Uważała, że jest nieprzystosowana do czasów w których przyszło jej żyć, że nie jest w stanie sprostać wyzwaniom zastanej rzeczywistości. Czuła się więc jak „koń wyścigowy w świecie, gdzie nie ma torów wyścigowych” (s. 85).

Małżeństwo, mąż, dzieci, słowem, rodzina – racja i cel życia kobiety w powszechnym mniemaniu – równało się Esther „przepierce mózgu – człowiek staje się czymś w rodzaju głupiego niewolnika w małym totalitarnym państewku” (s. 94). Ona bała się „zakotwiczenia w bezpiecznej małżeńskiej przystani” (s. 92). „Nudne by to było, zmarnowane życie dla dziewczyny po piętnastu latach nauki” (s. 93). Nie mogła znieść myśli, że mogłaby „stać się kiedyś całkowicie zależna od jakiegoś mężczyzny” (s. 231). Uważała, że nad głową kobiety „wisi gruby kij w postaci strachu przed ciążą” (s. 231). Nie potrafiła jak inne kobiety „oddawać się marzeniom o gromadzie rozkosznych, gaworzących maluchów” (s. 231), jakby to była „rzecz najnaturalniejsza w świecie” (s. 231).

Zapadanie się

Świat nie miał Esther nic do zaoferowania. I ona zdawała sobie z tego sprawę. Krótki pobyt w Nowym Jorku tylko utwierdził ją w tym przekonaniu i zakończył się załamaniem.

Przed sobą miała ostatni rok studiów i pisanie pracy dyplomowej. Liczyła też na stypendium na letni kurs pisarski, gdyż obawiała się beztroskiego wakacyjnego czasu. Niestety, stypendium nie przyznano i Esther miała przed sobą całą „beznadziejną, bezdenną przestrzeń lata” (s. 123), z którą nie wiedziała co zrobić. Pisać powieść? Ale jak pisać powieść bez doświadczenia życiowego? Uczyć się stenografii? Oddać się lekturze Finnegan’s Wake”? Przerwać studia na rok? Iść na kurs ceramiki artystycznej? Jechać do Niemiec? Pomysły mnożyły się, żaden jednak nie satysfakcjonował.

Esther widziała swoje dotychczasowe życie jako „słupy telefoniczne, rozstawione w regularnych odstępach wzdłuż drogi i połączone ze sobą drutami… dziewiętnaście słupów” (s. 132). Nie mogła jednak dojrzeć ani jednego słupa za ostatnim, za dziewiętnastym.

Nie mogła jeść, spać, czytać, pisać. Była rozczarowana swoimi osiągnięciami. Nie opuszczało ją poczucie klęski. Sądziła, że zmarnowała stypendium, pobyt w Nowym Jorku, żałowała, że odrzuciła propozycję małżeństwa zdolnego, prawego, przystojnego i inteligentnego studenta medycyny. Miała dość czytania nieskończonej liczby książek, pisania referatów na temat bliźniąt u Jamesa Joyce’a. Chciała, żeby wszystko było zwyczajne, jak w życiu każdej dziewczyny, ale wszystko, czym zajmowali się inni, wydawało jej się idiotyczne.

Esther tkwiła pod „szklanym kloszem własnej udręki, pławiąc się we własnym skisłym sosie” (s. 194) i dusząc „zagęszczonym powietrzem, wypełniającym wnętrze szklanego klosza” (s. 195). Pod tym kloszem tkwiła znieczulona, „zatrzymana w rozwoju jak embrion w spirytusie” (s. 248). Szklany klosz odkształcał jej widzenie świata.

Jak żyć?

Proszki nasenne, które zażywała już nie działały. Rodzinna lekarka zaproponowała wizytę u specjalisty – psychiatry. Ten zaś zalecił kurację elektrowstrząsową.

Z czasem, coraz częściej jej myśli krążyły wokół samobójstwa. Podejmowane próby – podcięcie sobie żył, przedawkowanie leków, utopienie się, powieszenie – okazywały się nieskuteczne. Esther nabrała jednak przekonania, że musi jej się w końcu udać, gdyż jej przypadek jest nieuleczalny i w przeciwnym razie zostanie w „tej idiotycznej sytuacji na dalszych dobre pięćdziesiąt lat” (s. 169) i skończy w zakładzie zamkniętym dla umysłowo chorych.

Leczenie przynosiło jednak ulgę, ale też rozczarowywało. Esther liczyła, że po kuracji będzie pewna siebie, pewna swoich zamiarów na przyszłość. Niestety, mimo prawdopodobnego stempla, stwierdzającego, że nadaje się do dalszej drogi, za rogiem czaiły się demony – natarczywe znaki zapytania i obawa, że pewnego dnia znów znajdzie się pod szklanym kloszem.

Kobieta poszczególna

W „Szklanym kloszu” oglądamy świat przez pryzmat wrażliwości, dojrzałości, bystrości, inteligencji, dystansu, humoru, ambicji, talentu, spostrzegawczości Esther, przez szklany klosz, który ją otaczał. Widzimy młodą kobietę, nadwrażliwą, neurotyczną, o niezwykle skomplikowanej, niejednoznacznej osobowości, która nie dostrzega dla siebie miejsca w tej patriarchalnej i konserwatywnej rzeczywistość Ameryki połowy XX wieku.

Kobieta ta nie mieści się bowiem w schemacie, nie dostrzega dla siebie roli w przyjętym od dawien dawna, niezmiennym i powszechne akceptowanym scenariuszu jaki pisany jest dla kobiet – zamążpójście, rodzenie dzieci – przeznaczenie i szczęście kobiet, słowem, ich jedyna racja bytu zdaniem większości. Ona nie akceptuje tego stanu rzeczy, który uznawany jest za oczywistość, nie podlegającą nawet refleksji. Nie marzy jak inne dziewczęta o małym białym domku na przedmieściach, o mężu i gromadce dzieci. Nie godzi się na uprzywilejowaną pozycję mężczyzn, którym wolno więcej, których nie rozlicza się, od których się nie wymaga, którzy nie są na cenzurowanym tak jak kobiety.

Esencja życia

Esther jest bohaterką powieści i jednocześnie jej narratorką. To ona w pierwszej osobie zdaje relację ze swojego życia. Relacja ta jest intensywna, naładowana, bardzo esencjonalna, skondensowana. Esther choć opowiada o sprawach dla niej trudnych i bolesnych, to potrafi zdobyć się na dystans, a niekiedy nawet drwinę. Dzięki temu łatwiej odbiorcy przebrnąć przez tę opowieść, której skrótowość może sugerować lekkość. Ostatecznie efekt jest wręcz przeciwny. Wraz z końcem ostatniego zdania spada na czytelnika jej ciężar.

Morze spraw

Powieść ta to niewielki objętościowo tekst, ale zakres jego problematyki jest ogromny. Plath zawarła w tej skromnej powieści całe morze kwestii niezwykle istotnych, które wciąż możemy na nowo analizować, odczytywać, interpretować; spraw, które nie straciły na znaczeniu, które dziś także budzą niepokój, które niekiedy się wypiera, które wciąż stanowią temat tabu, które otacza nimb tajemnicy, a które wciąż napierają i nie tracą nic ze swego impetu.

Warto podkreślić, że autorka poruszyła tu kwestie, które na horyzoncie dopiero majaczyły, o których dopiero świat miał usłyszeć – rewolucja seksualna, zmiana obyczajowości, rewolucja feministyczna i emancypacja kobiet dopiero miały nadejść.

Mówiąc, że „Szklany klosz” jest dla dziewczyn wchodzących w dorosłość, które buntują się przeciwko zastanemu stanowi rzeczy i nie dookreślając, pozbawimy powieść możliwości odczytania na wyższym poziomie. Owszem, jest to powieść formacyjna (Bildungsroman) – opowieści o dojrzewaniu, o kształtowaniu się osobowości człowieka – która pozwala nastoletniemu zbuntowanemu odbiorcy utożsamiać się z bohaterem i delektować weltschmerzem, ale „Szklany klosz” jest czymś znacznie więcej. Lektura powieści po przekroczeniu progu dorosłości pozwala spojrzeć szerzej.

Po pierwsze

To powieść-manifest feministyczny. Mamy tu bowiem jasno wyartykułowany sprzeciw wobec tradycyjnych ról kobiecych, wobec podrzędnej roli kobiety, wobec jej uprzedmiotowienia. Poruszone też zostały takie kwestie jak niezależność finansowa kobiet, swoboda seksualna czy dostęp do antykoncepcji.

Po drugie

„Szklany klosz” to opowieść o samotności, wykluczeniu, zepchnięciu na margines, odrzuceniu przez społeczeństwo, gdyż nie jest się w stanie dopasować, dostroić do ogólnie przyjętych norm, zasad; o tym, że nie ma w społeczeństwie miejsca dla jednostek, które nie mieszczą się w obowiązującym schemacie, które wychodzą poza ramy, które przekraczają wyznaczone granice; o barku miejsca na indywidualizm.

Po trzecie

Ta proza to studium depresji, to opowieść o chorobie psychicznej, która także stygmatyzuje i wyklucza, stawia pod znakiem zapytania każdy kolejny dzień, która pozbawia sił, by zawalczyć o siebie, o swoje.

Szklany klosz

Bohaterka powieści znalazła się pod szklanym kloszem, który wpływa na jej odbiór rzeczywistości. Czy szklany klosz zniekształca widziany obraz, czy wręcz przeciwnie, wyostrza go?

Z pewnością oddziela od świata zewnętrznego, daje poczucie osobności, obcości, nierealności, ale i dystansu, który pozwala na właściwy ogląd rzeczy, na zobaczenie więcej.

Autonomiczność

Sylvia Plath, wokół której krąży legenda poetki wyklętej, stworzyła dzieło prozatorskie, które szybko zyskało miano powieści kultowej, czyli takiej, która symbolizuje doświadczenia, wartości i postawy jakiejś grupy społecznej, jakiegoś pokolenia. Powieść stała się legendą. Rzeczywistość dopisała do niej bowiem tragiczny epilog – niespełna miesiąc po ukazaniu się powieści, autorka popełniła samobójstwo, co wpłynęło na odczytywanie tej prozy, jej interpretację.

Pewne teksty literackie, które naznaczone są biografią autora, odczytujemy przez tego pryzmat, nie zważając na to, że są autonomicznymi dziełami, które stanowią wartość samą w sobie, które i bez kontekstu biograficznego okazują się istotne, wartościowe. I „Szklany klosz” należy do tej kategorii. I choć ma znamiona powieści autobiograficznej, to należy do literatury pięknej, co daje odbiorcy więcej możliwości interpretacyjnych.

*Wszystkie cytaty z dzieła pochodzą z tomu, Szklany klosz, Sylvia Plath, Poznań 1995.

** Tytuł oryginalny – The Bell Jar, rok pierwszego wydania – 1963, rok pierwszego wydania polskiego – 1975.

Choinkowe propozycje 2018

Czas najwyższy na choinkowe propozycje Bałwochwalicy Jednej!!!

Dałam już nie raz wyraz temu, co myślę o książkowych prezentach. Mimo wszystko, będę za tym, by takowe upominki czynić. Sobie i komu się tylko da! Były już mikołajkowe propozycje, wcześniej sezonowe (zimowe, wiosenne, letnie, jesienne), podyktowane tym, co w mijającym roku pojawiło się na polskim rynku i co nagradzano. Dlatego teraz będzie inaczej, ale tak jak w latach poprzednich, bardziej uniwersalnie. Poniższa lista propozycji to niejako ciąg dalszy list zeszłorocznych, które zestawiały znakomite dzieła literatury powszechnej. Tym jednak razem będą to oczywiście, z przyczyn wiadomych (setna rocznica niepodległości Polski), dzieła literatury polskiej.

BJ postanowiła przy tej okazji rozszerzyć przytaczane jakiś czas temu zestawienia najważniejszych nazwisk i dzieł literatury polskiej opublikowanych w ostatnim stuleciu. Poniższe propozycje choinkowe są więc Bałwochwalicy Jednej listą baaardzo osobistą.

To dzieła, które – oczywiście zdaniem autorki niniejszej noty – po prostu warto czytać, znać (nie tylko miłośnikom literatury, czy tak zwanym molom książkowym), do których warto stale wracać, by czytać, by odkrywać je na nowo, które warto mieć w swoim domu, mieszkaniu, na swojej półce. Bo po prostu pobudzają, są więc idealne na prezent!!!

Pozycji nie ma wiele, ale są różnorodne i stanowią wykwintną strawę dla ducha. Cóż za uczta!? Z tej obfitości można wybrać (można też nie wybierać i zaopatrzyć się w komplet) wspaniały prezent dla kogoś, kogo chcemy obdarować czymś wyjątkowym (nie wyłączając siebie 😉 ).

  1. Charaktery – Zofia Nałkowska – wyjątkowe, mało znane, zapomniane miniatury portretowe, będące efektem fascynacji autorki meandrami psychiki ludzkiej, zachwycają i zadziwiają; czysta wirtuozeria.
  2. Czytadło – Tadeusz Konwicki – romans? kryminał? jawa? sen? wszystko razem i nic z tych rzeczy; czytadło dalekie od czytadła.
  3. Opowieść dla przyjaciela – Halina Poświatowska – autobiograficzna powieść o zmaganiach się ze sobą i z całym światem; wyjątkowe świadectwo intymnych przeżyć autorki.
  4. Kobiety i duch inności – Maria Janion – cóż znaczy być kobietą!?
  5. Listy do żony – Stanisław Ignacy Witkiewicz – osobliwe świadectwo intymnej  relacji dwojga ludzi, bardziej zaufanych powierników niż małżonków.
  6. Opowiadania – Gustaw Herling-Grudziński – spis pytań najtrudniejszych i poszukiwanie na nie odpowiedzi; rzecz wyjątkowa.
  7. Piesek przydrożny – Czesław Miłosz – zbiór tekstów zróżnicowanych gatunkowo, summa twórczości autora, bilans, puzzle z których możemy układać różne opowieści na dziś.
  8. Przygotowanie do wieczoru autorskiego  – Tadeusz Różewicz – zbiór tekstów zróżnicowanych gatunkowo; autokomentarz, wyjątkowe świadectwo bycia twórcą poszukującym, błądzącym.
  9. Tajny dziennik – Miron Białoszewski – świadectwo egzystencji jednego z najwybitniejszych polskich poetów; rzecz bezcenna.
  10. Ten Inny – Ryszard Kapuściński – zbiór wykładów poświęconych spotkaniu z Innym; próba ujęcia trudnej prawdy, że „jesteśmy Inni wobec Innych – ja wobec nich, oni wobec mnie”.

Oczywiście powyższa lista nie ma w sobie za grosz obiektywności, jest subiektywna i baaardzo osobista, intymna wręcz. Ta lista, to cała ja  😉 !!!