Jane Austen 2017

Jane Austen
Jane Austen, 1873*

Rok 2017 – czas Jane Austen!!!

Mija bowiem dwieście lat od śmierci autorki Emmy

Jane Austen jest nie tylko powszechnie uznana, ale i powszechnie czytana. Ale… Są jednak też i tacy, do których wykreowana przez pisarkę rzeczywistość nie przemawia. W przypadku tej twórczości przekonanych przekonywać nie trzeba, a nieprzekonanych przekonać się nie da. Ale można próbować… Entuzjaści nie wyobrażają sobie swej egzystencji tu i teraz bez świata Austen, pozostali zaś – mówiąc eufemistycznie sceptycy – zżymają się, twierdząc, że nie ma tu nad czym się pochylać.

Jane Austen tylko w złych bibliotekach!?

Dobrą bibliotekę poznaje się ponoć po tym, że nie ma w niej ani jednej książki Jane Austen, choćby miało to oznaczać, że nie ma w niej ani jednej książki[1]. Hm… U mnie na regale stoi komplet, więc moja biblioteka nie jest dobra 😉 . A że jestem zbieraczem, to bym nie pogardziła też nowy wydaniem tych powieści, które proponuje jedno z wydawnictw z okazji dwustu lat pisarki. Czy u Ciebie na półce również widnieje Austen? Jeśli tak, to nie martw się, Virginia Woolf zapewne też miała swoje osobiste egzemplarze, które stale wertowała i analizowała[2]. Należmy zatem do zacnego grona posiadaczy złej biblioteki 😉 .

Ja zżymam się 😉 na wspomnianych sceptyków! I ośmielę się przypuszczać, że po prostu brak tu ich dobrej woli. Bo odrobina chęci, przełamanie dumy i pokonanie uprzedzeń oraz rozważne, ale i romantyczne podejście pozwoli dostrzec wartości, które cenione są u największych twórców.

Istota człowieczeństwa

W tej twórczości odnajdziemy definicję ludzkiej egzystencji. Nie tylko w tych najsłynniejszych powieściach Austen, ale też tych mniej poczytnych. Owszem, jakby w nieco przykurzonych dekoracjach, którym jednak wystarczy otwarcie okna, by powiew świeżego powietrza pozwolił dostrzec to, co niezmienne w czasie i przestrzeni.

Jeśli jesteś już entuzjast(k)ą tego „bawialnianego” pisarstwa, to zachęcam do ponownej lektury – przyjemność i tak gwarantowana. Jeśli jednak nie dała(e)ś się do tej pory porwać tej narracji, nie dała(e)ś się uwieść przez ten bogaty w subtelności i detale świat, to zrób mi tę przysługę i daj szansę! Sobie przede wszystkim!

*Na podstawie rysunku siostry Jane – Cassandry – University of Texas Libraries Duyckinick, Evert A. Portrait Gallery of Eminent Men and Women in Europe and America. New York: Johnson, Wilson & Company, 1873, domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=183628, dostęp 12.01.2017.


[1] Emily Auerbach,„A Barkeeper Entering the Kingdom of Heaven”: Did Mark Twain Really Hate Jane Austen?, opublikowano 12.12.2003, http://www.vqronline.org/essay/barkeeper-entering-kingdom-heaven-did-mark-twain-really-hate-jane-austen, dostęp 12.01.2017.

[2] Virginia Woolf, Własny pokój, w, Własny pokój. Trzy gwinee, Warszawa 2002.

Dobry duch – Frida Kahlo – „kulawa” Metyska

Dobry duch - Frida Kahlo
Frida Kahlo, fragment

Frida Kahlo

wł. Magdalena Carmen Frida Kahlo y Calderón

6 lipca 1907 – 13 lipca 1954
Dobry duch

Korowód dobrych duchów Bałwochwalni rozpoczyna Frida Kahlo. Skąd ten wybór? Nie, tu wyboru nie było. Frida musiała być pierwsza z racji szczególnego związku z Bałwochwalnią. Kiedy rodził się projekt, artystka towarzyszyła temu na każdym kroku. Za sprawą książki Barbary Mujicy Frida, którą wówczas niżej podpisana czytała, będącej rodzajem zbeletryzowanej biografii malarki. Nie będę pisać o samej książce, bo nie miejsce na to (być może kiedyś wrócę do niej), wspomnę jedynie, że książka oddaje ducha artystki i jej twórczości – niepowtarzalny koloryt, na pierwszy rzut oka radosny, na drugi już tragiczny. I tak, za sprawą przypadku, a może przeznaczenia, zarysowując wizję Bałwochalni, Frida stała tuż obok i podpowiadała… Inspirowała!

Powierzchnia

Frida Kahlo nie jest postacią nieznaną. Wręcz przeciwnie, ma swoją mocną pozycję w popkulturze. Wizerunek kolorowej artystki, o szczególnej urodzie, kaleki, komunistki, biseksualistki, żony Diego Rivery i kochanki Lwa Trockiego utrwalony jest na dobre. To niestety sprawia, że jest powszechnie znana tylko pozornie, że istoty się nie dotyka. Sama niekiedy łapię się na tym, że patrząc w wyobraźni na twarz malarki, zastanawiam się czy widzę rzeczywistą Fridę czy Salmę Hayek, która w popularnym swego czasu filmie wcieliła się w tę niepokorną postać. A na to przecież nie zasługuje.

Frida

Oczywiście o wyborze Fridy na dobrego ducha Bałwochwalni nie zadecydował zbieg okoliczności, ale to kim była i jaka była. Frida uosabia zjawiska, które w gruncie rzeczy się wykluczają, są nie do połączenia. Bo jak można być wolnym i jednocześnie zniewolonym? Od dziecka chadzająca swoimi ścieżkami (jako mała dziewczynka była krnąbrna, miała zawsze swoje zdanie, zaś jako nastolatka była typem chłopczycy, mającym na koncie wybryki, których największy chuligan by się nie powstydził), szybko musiała zmierzyć się z ograniczeniami, których nie można było pokonać. Można było albo się poddać, albo zacisnąć zęby, zaakceptować i robić swoje. Oczywiście przy temperamencie Fridy pierwsza ewentualność w ogóle nie wchodziła w grę. Dla niej była tylko jedna możliwość – robić swoje mimo wszystko.

Życie i sztuka

Świadectwem tego są zachowane zdjęcia i oczywiście obrazy. Bo malarka nie dzieliła życia na prywatne i zawodowe. I obrazy, które tworzyła opowiadają jej świat, ten zewnętrzny i ten wewnętrzny. Wyczytamy z nich utożsamianie się z Meksykiem, jego kulturą, folklorem, dorobkiem, historią, także miłość do wielkiego Diega Rivery, doświadczenie polio i wypadku autobusowego (złamania kręgosłupa, miednicy i nóg), którego konsekwencje ponosiła przez całe życie, unieruchomienie ciała w gipsie, stale nawracający ból, dolegliwości pourazowe, kolejne operacje, poronienia, stawianie czoła rzeczywistości, czerpanie z życia.

Inspiracja

Frida to wolny umysł i zniewolone ciało. Jej świat stał się dla artystki bezdennym źródłem inspiracji. Jej dzieła to głównie autoportrety oddające wiernie nie tylko jej twarz, ale i duszę – osobiste, ekspresyjne, dokumentujące jej egzystencję. To intymny autoportret. Trudno być wobec nich obojętnym. Przykuwają uwagę. I wywołują raczej gęsią skórkę, niż wzruszenie ramion. Włos się na głowie jeży, widząc zderzenia kolorów, mocną kreskę, uproszczenie środków wyrazu tych, jak sama Frida określała, realistycznych obrazów. Inni uznawali je za surrealistyczne, ale malarka sprzeciwiała się temu. Mawiała, że nie maluje marzeń, snów tylko swoją rzeczywistość.

Istota

Jaka była? Można mówić bez końca. Bystra, zadziorna, zdeterminowana, spontaniczna, energiczna, uwodzicielska, inteligentna, zdolna, z ogromnym poczuciem humoru, o żywiołowych charakterze i wyrazistych poglądach, niewyczerpanej fantazji i wyobraźni. Zawsze odrębna, osobna, inna. Dumna, pewna siebie, zuchwała, silna, uparta, twarda, pełna pasji, namiętności, kochająca życie.

Uczęszczała do najlepszej szkoły w Meksyku, by w przyszłości zostać lekarzem. Została jednak malarką. Nie z wyboru, ale z nudów. Unieruchomiona i przykuta do łóżka po wypadku (który przekreślił jej plany na dobre), chcąc zabić ciągnący się w nieskończoność czas, leżąc, zaczęła malować. Podstawy już miała, gdyż jako córka fotografa, pomogła ojcu retuszować fotografie w jego pracowni. I tak te pierwsze próby doprowadziły tę meksykańską artystkę do Luwru.

Multi-kulti

I jeszcze jedno. Byłam, jestem – i nie powiem, że będę tylko dlatego, że nigdy nic nie wiadomo, więc lepiej się nie zarzekać – zwolenniczką wielokulturowości. Idea multi-kulti bez dwóch zdań jest słuszna, a że człowiek jest istotą, która wszystko potrafi zniszczyć, nawet coś, co wydaje się, że do zniszczenia nie jest, to już inna kwestia. Wracając do meritum, jako więc entuzjastka koegzystencji różnych kultur z uwagą przyglądam się tym, którzy dają temu przykład. I fakt, że Kahlo była Metyską, że miała korzenie niemiecko-węgiersko-żydowskie z jednej stron, z drugiej indiańsko-hiszpańskie, jest kimś takim.

Z pewnością pomieszanie tak różnych kręgów kulturowych miało wpływ na osobowość, wrażliwość i wyobraźnię artystki. Choć podkreślić należy, że to z Meksykiem, w którym się urodziła i w którym żyła, utożsamiała się. Frida była Meksykiem, a Meksyk Fridą. Mawiała nawet, że urodziła się nie w roku 1907 tylko w 1910 – w roku narodzin nowego Meksyku. Co nie przeszkadzało jej wyjść poza lokalność, nie przeszkadzało jej być uniwersalną.

Podglądanie egzystencji Fridy, jej poczynań jest fascynujące. Pobudzić może, może dodać energii, siły, odwagi, może być inspiracją do działania, do życia. A o to przecież chodzi! Dlatego ta „kulawa” Metyska musiała znaleźć się w Bałwochwalni wśród gości honorowych!

Ps. Niektóre zdjęcia Fridy na długo zapadają w pamięć. Na mnie największe wrażenie zrobiły dwa ze szpitala w Nowym Jorku i tuż po operacji.

*Fot. Guillermo Kahlo (1871-1941) – Sotheby’s, domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=32639240, dostęp 23.09.2016.


BIBLIOGRAFIA