Walentynki – na pokuszenie

Słowom…

By tradycji stało się zadość… Kontynuując zeszłoroczny wątek

Walentynki, Dzień św. Walentego, Dzień Zakochanych – święto to pasuje do mnie jak przysłowiowa pięść do nosa, no, ale, żeby nie było, że jestem nieczuła, niewrażliwa, lodowata, z kamieniem zamiast serca 😉 !!!

A tak na marginesie (choć sprawa nie jest marginalna), każda okazja jest dobra, by okazać życzliwość rzeczywistości otaczającej…

Był sobie raz taki pan, i drugi, i trzeci, siódmy… Jednego, drugiego, trzeciego, siódmego… pokochałam miłością taką, na jaką sobie zasłużyli.

 Jeden z nich uwiódł są pozorną niepewnością, zapytując:

Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę,
Nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę;
Jednakże gdy cię długo nie oglądam,
Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam;
I tęskniąc sobie zadaję pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?

Gdy z oczu znikniesz, nie mogę ni razu
W myśli twojego odnowić obrazu?
Jednakże nieraz czuję mimo chęci,
Że on jest zawsze blisko mej pamięci.
I znowu sobie powtarzam pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?

Cierpiałem nieraz, nie myślałem wcale,
Abym przed tobą szedł wylewać żale;
Idąc bez celu, nie pilnując drogi,
Sam nie pojmuję, jak w twe zajdę progi;
I wchodząc sobie zadaję pytanie;
Co tu mię wiodło? przyjaźń czy kochanie?

Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił,
Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił;
Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem,
Bym był dla ciebie zdrowiem i pokojem.
I znowu sobie powtarzam pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?

Kiedy położysz rękę na me dłonie,
Luba mię jakaś spokojność owionie,
Zda się, że lekkim snem zakończę życie;
Lecz mnie przebudza żywsze serca bicie,
Które mi głośno zadaje pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czyli też kochanie?

Kiedym dla ciebie tę piosenkę składał,
Wieszczy duch mymi ustami nie władał;
Pełen zdziwienia, sam się nie postrzegłem,
Skąd wziąłem myśli, jak na rymy wbiegłem;
I zapisałem na końcu pytanie:
Co mię natchnęło? przyjaźń czy kochanie?

– Adam Mickiewicz Niepewność

Ech, tamte dni i tamte noce… Pod kołdrą z latarką, by nikt nie dostrzegł, że oddaję się znajomościom ulotnym, żem niemądra i daję się wodzić na pokuszenie słowom…

Ekscytujących Walentynek!!!

Ps. Ten sprzed wieków tekst jakoś bardzo współcześnie mi brzmi!?

I jeszcze jedno! Walentynki to znakomita okazja, by zatopić się w poezję… po którą za rzadko sięgamy, to znaczy BJ za rzadko sięga 😉 !

Choinkowe propozycje 2018

Czas najwyższy na choinkowe propozycje Bałwochwalicy Jednej!!!

Dałam już nie raz wyraz temu, co myślę o książkowych prezentach. Mimo wszystko, będę za tym, by takowe upominki czynić. Sobie i komu się tylko da! Były już mikołajkowe propozycje, wcześniej sezonowe (zimowe, wiosenne, letnie, jesienne), podyktowane tym, co w mijającym roku pojawiło się na polskim rynku i co nagradzano. Dlatego teraz będzie inaczej, ale tak jak w latach poprzednich, bardziej uniwersalnie. Poniższa lista propozycji to niejako ciąg dalszy list zeszłorocznych, które zestawiały znakomite dzieła literatury powszechnej. Tym jednak razem będą to oczywiście, z przyczyn wiadomych (setna rocznica niepodległości Polski), dzieła literatury polskiej.

BJ postanowiła przy tej okazji rozszerzyć przytaczane jakiś czas temu zestawienia najważniejszych nazwisk i dzieł literatury polskiej opublikowanych w ostatnim stuleciu. Poniższe propozycje choinkowe są więc Bałwochwalicy Jednej listą baaardzo osobistą.

To dzieła, które – oczywiście zdaniem autorki niniejszej noty – po prostu warto czytać, znać (nie tylko miłośnikom literatury, czy tak zwanym molom książkowym), do których warto stale wracać, by czytać, by odkrywać je na nowo, które warto mieć w swoim domu, mieszkaniu, na swojej półce. Bo po prostu pobudzają, są więc idealne na prezent!!!

Pozycji nie ma wiele, ale są różnorodne i stanowią wykwintną strawę dla ducha. Cóż za uczta!? Z tej obfitości można wybrać (można też nie wybierać i zaopatrzyć się w komplet) wspaniały prezent dla kogoś, kogo chcemy obdarować czymś wyjątkowym (nie wyłączając siebie 😉 ).

  1. Charaktery – Zofia Nałkowska – wyjątkowe, mało znane, zapomniane miniatury portretowe, będące efektem fascynacji autorki meandrami psychiki ludzkiej, zachwycają i zadziwiają; czysta wirtuozeria.
  2. Czytadło – Tadeusz Konwicki – romans? kryminał? jawa? sen? wszystko razem i nic z tych rzeczy; czytadło dalekie od czytadła.
  3. Opowieść dla przyjaciela – Halina Poświatowska – autobiograficzna powieść o zmaganiach się ze sobą i z całym światem; wyjątkowe świadectwo intymnych przeżyć autorki.
  4. Kobiety i duch inności – Maria Janion – cóż znaczy być kobietą!?
  5. Listy do żony – Stanisław Ignacy Witkiewicz – osobliwe świadectwo intymnej  relacji dwojga ludzi, bardziej zaufanych powierników niż małżonków.
  6. Opowiadania – Gustaw Herling-Grudziński – spis pytań najtrudniejszych i poszukiwanie na nie odpowiedzi; rzecz wyjątkowa.
  7. Piesek przydrożny – Czesław Miłosz – zbiór tekstów zróżnicowanych gatunkowo, summa twórczości autora, bilans, puzzle z których możemy układać różne opowieści na dziś.
  8. Przygotowanie do wieczoru autorskiego  – Tadeusz Różewicz – zbiór tekstów zróżnicowanych gatunkowo; autokomentarz, wyjątkowe świadectwo bycia twórcą poszukującym, błądzącym.
  9. Tajny dziennik – Miron Białoszewski – świadectwo egzystencji jednego z najwybitniejszych polskich poetów; rzecz bezcenna.
  10. Ten Inny – Ryszard Kapuściński – zbiór wykładów poświęconych spotkaniu z Innym; próba ujęcia trudnej prawdy, że „jesteśmy Inni wobec Innych – ja wobec nich, oni wobec mnie”.

Oczywiście powyższa lista nie ma w sobie za grosz obiektywności, jest subiektywna i baaardzo osobista, intymna wręcz. Ta lista, to cała ja  😉 !!!

„Mała apokalipsa” – Tadeusz Konwicki

„Mała apokalipsa” – powieść Tadeusza Konwickiego z roku 1979, która wywołała dyskusje na wszystkich frontach.

Główny bohater i narrator powieści to krytyczny wobec siebie i otoczenia pisarz. Widzi rzeczywistości w stanie rozpadu, w której społeczeństwo gnuśnieje, a relatywizm wiedzie prym. Zmagając się z codziennością (niemocą twórczą, samym sobą i całą resztą), czując, że koniec świata staje się, że czas małej (!!!) apokalipsy nadchodzi, otrzymał od znajomych niecodzienną propozycję – misję do wypełnienia – wyrażenie sprzeciwu społeczeństwa wobec zastanemu porządkowi poprzez akt samospalenia. Czy zdecyduje się na ten krok? Czy jego ofiara ma sens?

Tu, jaki w całej twórczości Konwickiego, bolesna i skomplikowana przeszłości okresu powojennego łączą się z odczuciem obcości teraźniejszości. Przeszłość pojawia się w obrazach przepełnionych symbolicznymi znaczeniami, a uporczywe powracanie do niej – próba rozrachunku – staje się obsesją, teraźniejszość zaś, nierealna, oniryczna, groteskowa, wtrąca bohatera w stan emocjonalnego i psychicznego porażenia, który uniemożliwia działanie[1].

„Mała apokalipsa”, choć zakorzeniona w bieżących sprawach lat osiemdziesiątych XX wieku i odwołująca się do czasów wcześniejszych (rodzaj rozliczenia autora z przeszłością), to dzięki refleksjom natury ogólnej jest powieścią uniwersalną, która doskonale wpisuje się w nasze dziś.

Na koniec próbka tej przejmującej prozy:

Beznadziejna epoka w dziejach. Nie, nie epoka. Chwila, sekunda, jakich zdarzyło się wiele. Było życie przed nami, będzie życie po nas. Raz lepsze, raz gorsze. Może jutro lepsze. Wystarczy jeden niedostrzegalny wstrząs, drobne tąpnięcie w misternym wszechświecie psychologii współczesnych, w tym gigantycznym banku zbiorowej wrażliwości. Epidemie złego samopoczucia, powszechnej depresji, totalnej niewiary – nagle przychodzą i nagle znikają jakby zmiecione życiodajnym wiatrem słonecznym. Źle trafiliśmy, nie do tego przedziału w nieskończonym ciągu czasu albo istnienia.

Ps. W 1992 roku powstała adaptacja powieści – „Mała apokalipsa” w reżyserii Costa-Gavras, który umieścił całą akcję we współczesnej sobie Francji.


[1] Hasło, Konwicki Tadeusz, w, Literatura polska XX wieku. Przewodnik encyklopedyczny, red. Artur Hutnikiweicz, Andrzej Lam, tom 1, Warszawa, 2000.

„Zły” – Leopold Tyrmand

„Zły” – powieść Leopolda Tyrmanda z roku 1955, która wywołała aplauz czytelników i dezorientację krytyków.

Tytułowy bohater, chcąc zaprowadzić porządek w powojennej Warszawie, wymierza poza prawem sprawiedliwość miejskiej chuliganerii. Podziemny światek stolicy rusza zatem na wojnę ze Złym, którego jedynym znakiem rozpoznawczym jest niezwykle świetliste spojrzenie. W pościg za tajemniczym jegomościem udaje się też milicja, która nie może pozwolić na działania, które, choć pożądane, to jednak naganne, bo naruszające porządek prawny.

Ta wielowątkowa powieść kryminalna, napisana żywym językiem, oddającym charakter miejski, ukazuje szeroką panoramę społeczeństwa Warszawy lat pięćdziesiątych XX wieku – półświatek – przestępcze podziemie stolicy, środowisko chuliganów, koników, handlarzy, ale także dziennikarzy, milicji i robotników.

Prawdziwym jednak bohaterem jest tu przede wszystkim Warszawa – ruiny Śródmieścia i „Dziki Zachód” Woli, gruzy północnego Muranowa, odbudowywane Stare Miasto, zniszczone przez wojnę kamienice, Centralny Dom Towarowy, Torwar, hala na Koszykach, Bazar Różyckiego, gmach Sądów na Lesznie, a także place budów, komisariaty, dworce kolejowe, tramwaje, trolejbusy i autobusy, pociągi podmiejskie, parki, podejrzane mordownie, bary mleczne, kawiarnie, restauracje, ulice, place oraz tętniące życie – która ukazana została w taki sposób, że powieść dedykowana miastu stanowi swego rodzaju przewodnik po stolicy tamtego czasu.

Najpoczytniejszy kryminał PRL-u! Klasyka polskiej powieści kryminalnej! Legenda!

Na koniec próbka tej błyskotliwej prozy:

[…] za drewnianą, wysoką barierą stał tęgi mężczyzna o twarzy nacechowanej wzgardliwą goryczą, jaka zazwyczaj maluje się w połowie dnia roboczego na obliczach ludzi w pełni świadomych tego, ilu wspaniałych rzeczy można by w życiu dokonać, gdyby nie niczym nie usprawiedliwiona konieczność zarobkowania przy pomocy zwykłej pracy.

100-lecie niepodległości Polski

Mazurek Dąbrowskiego

– Józef Wybicki

 

Jeszcze Polska nie zginęła,

Kiedy my żyjemy.

Co nam obca przemoc wzięła,

Szablą odbierzemy.

 

Marsz, marsz Dąbrowski,

Z ziemi włoskiej do Polski.

Za twoim przewodem

Złączym się z narodem.

 

Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę,

Będziem Polakami.

Dał nam przykład Bonaparte,

Jak zwyciężać mamy.

 

Marsz, marsz… itd.

 

Jak Czarniecki do Poznania

Po szwedzkim zaborze,

Dla ojczyzny ratowania

Wrócim się przez morze.

 

Marsz, marsz… itd.

 

Już tam ojciec do swej Basi

Mówi zapłakany:

Słuchaj jeno, pono nasi

Biją w tarabany.

 

Marsz, marsz… itd.

Gwoli przypomnienia

Pierwotny tekst autorstwa Józefa Wybickiego powstał jako żołnierska piosenka śpiewana do melodii mazurka. Po raz pierwszy został wykonany publicznie w 1797 roku na uroczystości na cześć gen. Jana Henryka Dąbrowskiego, twórcy Legionów Polskich.

Ogłoszony drukiem w Warszawie w 1806 roku uległ modyfikacji. Zmieniono kolejność strof (trzecia znalazła się w miejscu drugiej) i usunięto strofę czwartą i szóstą.

Zmieniony tekst, po dalszych poprawkach (głównie w zakresie uwspółcześnienia form gramatycznych i pewnych zmianach leksykalnych), stał się podstawą dzisiejszej wersji hymnu narodowego. 

Oficjalnie Pieśń Legionów Polskich we Włoszech stała się hymnem państwowym decyzją Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w 1927 roku[1].

Byśmy nie zapomnieli co w życiu ważne!!!

200 lat Polsko!!!


[1] Serwis Wolne Lektury, https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/mazurek-dabrowskiego/, dostęp 11.11.2018.