Opowieść o każdym. „Wróżba. Wspomnienia dziewczynki” – Agneta Pleijel

Tytuł – „Wróżba. Wspomnienia dziewczynki

Autor – Agneta Pleijel

Tłumaczenie – Justyna Czechowska

Wydawnictwo – Karakter

Rok – 2016

  • DLA KOGO – dla wielbicieli literatury szwedzkiej, dla tych, którzy cenią kunszt słowa, dla fanów gatunków literatury użytkowej, dla amatorów biografii, dzienników, listów, pamiętników, wspomnień, autobiografii, dla fanów dobrej literatury po prostu, dla koneserów mistyfikacji i kreacji, dla ludzi różnego pokroju
  • PO CO – by żyć głębiej, prawdziwiej, pełniej, intensywniej, by zrozumieć
  • MOJA OCENA – 8/6

Opowieść o dorastaniu i dojrzewaniu nie tylko dziewczynki

„Wróżba. Wspomnienia dziewczynki” Agnety Pleijel na polskim rynku ukazała się wczesną jesienią 2016 roku. Nie wiedziałam właściwie czego się spodziewać po tej opowieści, poza tym, że czegoś dobrego. Świadomie omijałam wszelkie recenzje, posiłkując się jedynie własnym doświadczeniem związanym z twórczością Pleijel, czyli lekturą wcześniejszej publikacji autorki. Powieść „Lord Nevermore” z roku 2003 czytałam z otwartymi ustami. Bezpośrednim tego powodem był jeden z jej bohaterów – Stanisław Ignacy Witkiewicz (powieść ta bazuje na biografii artysty), pośrednim zaś była z pewnością talent autorki. Przypuszczałam więc, że i „Wróżba” może być dobrą literaturą, mimo to pierwsze strony były dla mnie sporym zaskoczeniem.

Zachwyt i konsternacja

Proza ta wprawia jednocześnie w zachwyt i konsternację. Z każdym zdaniem odbiorca zapada się coraz bardziej, kuli się w sobie, ma ochotę schować się do mysiej nory i zabrać ze sobą tę straszną opowieść, by nikt go nie mógł znaleźć, by nie odkrył powiązań między bohaterką „Wróżby” a nim. Tak, bo to rzecz o nim. I pewno by się do tego głośno nie przyznał, gdyby inni przed nim tego nie zrobili. Ufff… To nie tylko jego opowieść, ale i innych.

Doświadczenie wspólne

„Wróżba” to proza autobiograficzna, prywatna i bardzo intymna. Są to błyski, migawki – wspomnienia autorki przywołujące świat jej dzieciństwa i młodości. Powieść Pleijel umieszczona w konkretnym czasie i konkretnej przestrzeni – Szwecja końca lat czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku, opowiadająca o losach konkretnego bohatera, dziewczynki – wychodzi jednak poza zarysowane ramy. Wyznaczone granice tracą na ostrości, rozmywają się, by w końcu utracić rację bytu i przestać istnieć. By stać się uniwersalną opowieścią o każdym – o doświadczeniu wspólnym.

Utrata kontroli nad procesem twórczym

Początkowo miało to być opowiadanie o osobie, która w dzieciństwie autorki odegrała szczególną rolę[1] – ciotce, która zaznała w życiu metafizyki, czegoś poza racjonalnym rozumowaniem – spełniła się szczęśliwa wróżba, którą jej przepowiedziano. Jednak praca wymknęła się pisarce spod kontroli. Niespodziewanie wyłonił się nowy bohater – ciotka zeszła na drugi plan, a główną rolę zaczęła odgrywać mała dziewczynka – ta, którą pisarka przed laty była. Ciotka Ricka, która miała być główną bohaterką powstającego tekstu, stała się w efekcie tylko pretekstem niejako do zaistnienia opowieści o samej autorce.

Ona wczoraj, ja dzisiaj, ja jutro

Autorka opowiedziała o swej przeszłości z dzisiejszej perspektywy. Pleijel zastosowała pewien formalny chwyt, który znakomicie oddaje tego istotę. Zmiana narracji, jej rozdwojenie – płynne przechodzenie z narracji trzecioosobowej na pierwszoosbową, niekiedy nawet w tym samym zdaniu – najlepiej uwypukla problematykę „Wróżby”. Narratorka w jednej chwili zdaje relację z życia bohaterki, stojąc z boku, by w następnej robić to samo, będąc już samą bohaterką.

Początkowo wywołuje to dezorientację. Bo w jednej chwili narratorka mówi o sobie, w drugiej jakby o kimś inny, a przecież nie. Mowa za każdym jest o tej samej postaci. Ta zmiana perspektywy, nieco schizofreniczna, wprowadza podział na ona sprzed lat i ja teraz. W efekcie tego zabiegu wyłania się ktoś trzeci, łączący w sobie te dwie postacie, kompletny. By mogło do tego dojść, należało stanąć obok, nabrać dystansu, spojrzeć na siebie z okresu dzieciństwa i młodości z zewnątrz, jak na kogoś zupełnie obcego i skonfrontować to ze sobą teraz, z teraźniejszością.

Pleijel w jednym z udzielonych wywiadów podkreśliła, że początkowo trudno było jej identyfikować się ze swoją bohaterką[2], co podczas lektury wyraźnie odczuwamy – dystans jest ogromny. Wyczuć możemy nawet brak sympatii, by nie powiedzieć antypatię. Zbliżając się ku końcowi opowieści ta identyfikacja powoli następuje i wyłania się ktoś skończony, zsumowany. Taki sposób przepracowania swej przeszłości, siebie, relacji z matką, z ojcem, z rodziną, skonfrontowanie się z otaczającą rzeczywistością, z sobą, mogło zaowocować tylko jednym – nazwaniem, definiowaniem, zrozumieniem, pogodzeniem się z sobą, zaakceptowaniem i polubieniem siebie.

Terapeutyczna moc

Mamy więc do czynienia z literaturą, której tworzenie było rodzajem autoterapii. I autorka wcale tego nie ukrywa. Dla niej w ogóle proces twórczy ma ten dodatkowy istotny sens – pozwala pomóc samemu sobie. W tym przypadku zachodzi proces samopoznania, uporządkowania, rozumienia i też, przy okazji niejako, ocalenia od zapomnienia.

Nieszczęśliwa rodzina na swój sposób

Dzieciństwo bohaterki niczym się nie wyróżniało. Wszystko było na swoim miejscu. Wszystko było zwyczajne, normalne. Ze swoimi problemami, cieniami nie odstawało od reszty. Nie było idealne, ale przez brak idealności w istocie jest idealne właśnie. Nie było tu mowy o jakiejś patologii, o jakimś rodzinnym piekle. Ojciec był matematykiem, naukowcem, nauczycielem akademickim. Matka zajmowała się trzema córkami, mężem i domem, na rzecz tego zrezygnowała z kariery pianistki.

Jednak jak każda rodzin ma swe problemy i ta też miała. I wcale nie chodziło o jakieś demony zamknięte w szafie ani o rodzinne traumy czy rodzinne piekiełko skrzętnie skrywane przed wzrokiem sąsiadów w czterech ścianach. Nie. Chodziło o zmaganie się z prozą życia, która szczęściu nie dawała szansy. Ciągłe przeprowadzki związane z pracą ojca wiązały się z poczuciem samotności i niepewności dziewczynki, z niemożnością nawiązania bliższych relacji z kimkolwiek, wyobcowaniem, odrzuceniem, brakiem akceptacji. Nieszczęśliwa zaś matka, która porzuciła muzykę – swą pasję – wywoływała poczucie winy dziewczynki. Narastający zaś konflikt pomiędzy rodzicami, który doprowadził do rozejścia się małżonków, wywołał poczucie odpowiedzialności za tę nieznośną sytuację.

Dziecko wśród ruin

To wszystko sprawiało, że atmosfera domu rodzinnego była trudna do zniesienia. Pretensje, żal, frustrację z każdym dniem narastały. Nikt nie czuł się na swoim miejscu. Każdy lawirował gdzieś poza ze swym niezrozumieniem i samotnością – dość czuły, ale bierny ojciec egzystował w abstrakcyjnym świecie liczb, niedostępna i niemalże wroga matka w swoim niespełnieniu, młodsze siostry były jakby w ogóle nieobecne, Neta  zaś wrzucona w sam środek tej nieszczęśliwej rodziny, nieszczęśliwej na swój sposób.

Nieznośna ciekawość

Do tego cielesność, która budziła ciekawość i wywoływała niepokój. I nasuwające się stale jakże niemądre (!!!) pytania o świat, o życie, o Boga, o kobietę i o mężczyznę (symbolicznie różnice zostały pokazane, stawiając naprzeciw siebie naukę i sztukę, matematykę i muzykę), o człowieka, o nierówności, o niesprawiedliwość.

Wszystko prowokowało wrażliwą dziewczynkę, nastolatkę do analizy, do przemyśleń, do rozkładania na czynniki pierwsze. Wrażliwa, uważna i logicznie myśląca Neta pragnęła pojąć, zrozumieć. Niestety, każde nowe doświadczenie, poznanie, każdy krok do przodu, w życie przynosił rozczarowanie. Dodatkowo, Neta była z tym wszystkim sama. Ukojenie zapewniała jedynie literatura, później sztuka w ogóle, a niezależna mentalnie ciotka (ktoś wyidealizowany, wręcz symboliczny, uosabiający wolność i szczęście, kto nie lekceważył dziewczynki i odpowiadał na jej niepraktyczne (!!!) pytania) i jej życie dawały radość i nadzieję, że pewnego dnia nadejdzie lepsze.

Katharsis

Przywoływane obrazy są niekiedy ledwie muśnięte, nieco poszarpane, wystrzępione, oderwane, fragmentaryczne. Zdania są oszczędne, ascetyczne, choć pełne emocji, od których wręcz pulsują, wypowiadane są z zaciśniętym gardłem, przez zęby, z kumulowaną złością, agresywne. Tłumione były latami, by któregoś dnia mogły zostać wypowiedziane, wykrzyczane, żeby w końcu poczuć ulgę, zrzucić ciężar, który nosiło się od zawsze, ale od chwili samoświadomości z coraz większym trudem. Przeszłość musiała zostać przepracowana, by można było w końcu zacząć oddychać pełną piersią, nawet jeśli pierwszą młodość ma się już za sobą.

Historia tyleż prywatna, intymna, co uniwersalna

Powieść tę można odczytywać jako krytykę szwedzkiej obyczajowości lat pięćdziesiątych XX wieku, patriarchalnego społeczeństwa czy też jako próbę rozliczenia się w ogóle z ówczesną rzeczywistością[3]. Ale w istocie jest to opowieść o dorastaniu i dojrzewaniu człowieka w ogóle – nie tylko konkretnej szwedzkiej dziewczynki tamtego czasu. Zatem, nawet jeśli będziemy próbować interpretować „Wróżbę” Pleijel jako „subtelny manifest feministyczny”[4], to nie możemy zapomnieć, że to historia tyleż prywatna, intymna, co uniwersalna.

Proza ta jest rozliczeniem z najtrudniejszym i jednocześnie najważniejszym okresem w życiu każdego – dzieciństwa i młodości – czasu kształtowania siebie, wykluwania się dorosłego człowieka, który po latach musi spojrzeć wstecz, by móc zrozumieć swoją przeszłość i zaakceptować siebie dziś.

Istota wspomnień

Pamiętać też należy, że proza ta, to nie obiektywny ogląd całości. To wspomnienia, które przecież nie są rzeczywistością. Wspomnienia są rzeczywistością zniekształconą przez to, co w międzyczasie się zdarzyło, czego człowiek doświadczył, są rzeczywistością przefiltrowaną, patchworkiem. Mimo swej fikcyjności są czymś niezbędnym, niezastąpionym. One to przecież na nas się składają, na to kim jesteśmy.

Autentyczna fikcja

Przygodna z „Wróżbą” pomiesza nieco dwa porządki – ten autentyczny i ten fikcyjny. Przystępując do lektury odbiorca wie, że mam w ręku literaturę autobiograficzną, czyli literaturą non-fiction (choć nieco zniekształconą za sprawą wspomnień, które rządzą się swoimi prawami). Jednak już z końcem pierwszej strony zapomina o tym. I dopiero po lekturze, gdy zaczyna trawić przeczytaną opowieść, przypomina sobie o tym fakcie.

Pleijel, wyjaśniając kwestie, które wpłynęły na decyzję o powołaniu do życia „Wróżby”, zaznaczyła, iż uznała, że „nadszedł czas, żebym zachowała się lojalnie wobec tej dziewczynki, że teraz to jej muszę oddać głos”[5] i, co istotne, opowiedzieć „JEJ wersję”[6]. „Czy to, co opisuję, naprawdę się wydarzyło, czy to tylko triki mojej pamięci?”[7] – zastanawiała się. Zatem…

Istotność fikcji

Nie ma nic bardziej inspirującego niż drugi człowiek. Jak pisałam we Wstępie, w istocie „takie, jakby nie było, podglądanie ludzi, podsłuchiwanie, śledzenie ich poczynań, nieco pasożytnicze wręcz żerowanie na egzystencji innych jest fascynującym zajęciem, ale przede wszystkim pobudzającym, dającym energię, sprawiającym, że krew zaczyna szybciej krążyć, słowem inspirującym do życia. W przypadku twórców i intelektualistów pole rażenia zwykle jest jeszcze większe”.

Tyle że niekiedy, wtedy kiedy mamy do czynienia z listami, pamiętnikami, dziennikami, autobiografiami, powieściami z kluczem czy właśnie wspomnieniami twórców zawęża się pole interpretacji. Niekiedy nie sposób oderwać danego tekstu gatunku wyżej wspomnianego od jego genezy, mimo iż wiemy, że mamy do czynienia, jakby nie było, z aktem kreacji. W przypadku jednak „Wróżba” istnieje taka możliwość. Opowieść ta wręcz się o to prosi. A wówczas otrzymamy coś znacznie większego, istotniejszego.

Ps. 1. Polecam wywiad z Agnetą Plaijel w WyliczankaTV.

Ps. 2. Polecam kilka cytatów z tej intymnej opowieści, one przemówią najlepiej.

*Tytuł oryginalny – Spådomen. En flickas memoarer, rok pierwszego wydania – 2015, rok pierwszego wydania polskiego – 2016.


[1] Agnieszka Jucewicz, Agneta Pleijel: Kochanka ojca była przyjaciółką mojej matki, opublikowano 28.01.2017, http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,127763,21300056,agneta-pleijel-kochanka-ojca-byla-przyjaciolka-mojej-matki.html?disableRedirects=true, dostęp 14.07.2017.

[2] Ibidem.

[3] Justyna Szklarczyk, Agneta Pleijel: Codziennie myślę o tym, co zrobić, żeby nie zepsuć świata, opublikowano 04.12.2016, http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/1685562,1,agneta-pleijel-codziennie-mysle-o-tym-co-zrobic-zeby-nie-zepsuc-swiata.read, dostęp 14.07.2017.

[4] Ibidem.

[5] Jucewicz, op. cit.

[6] Ibidem.

[7] Ibidem.

BIBLIOGRAFIA
  1. Czechowska Justyna, Raj na ziemi nie istnieje, opublikowano 16.09.2013, https://www.tygodnikpowszechny.pl/raj-na-ziemi-nie-istnieje-20512, dostęp 14.07.2017.
  2. Jucewicz Agnieszka, Agneta Pleijel: Kochanka ojca była przyjaciółką mojej matki, opublikowano 28.01.2017, http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,127763,21300056,agneta-pleijel-kochanka-ojca-byla-przyjaciolka-mojej-matki.html?disableRedirects=true, dostęp 14.07.2017.
  3. Sokół Grzegorz, Miłość to samotność. Rozmowa z Agnetą Pleijel, szwedzką poetką i pisarką, autorką powieści „Lord Nevermore”, opublikowano 18.09.2003, http://wyborcza.pl/1,75410,1673956.html, dostęp 14.07.2017.
  4. Szklarczyk Justyna, Agneta Pleijel: Codziennie myślę o tym, co zrobić, żeby nie zepsuć świata, opublikowano 04.12.2016, http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/1685562,1,agneta-pleijel-codziennie-mysle-o-tym-co-zrobic-zeby-nie-zepsuc-swiata.read, dostęp 14.07.2017.
  5. Wróbel Olga, Wszystkie dzieci są na swój sposób samotne [rozmowa], opublikowano 10.12.2016, http://krytykapolityczna.pl/kultura/czytaj-dalej/wszystkie-dzieci-sa-na-swoj-sposob-samotne/, dostęp 14.07.2017.

Esej o istocie. „Idź, czyli o sztuce dzikiego i poetyckiego życia” – Tomas Espedal

Tytuł – „Idź, czyli o sztuce dzikiego i poetyckiego życia”

Autor – Tomas Espedal

Tłumaczenie – Iwona Zimnicka

Wydawnictwo – Draft Publishing

Seria – Europa Odnaleziona

Rok – 2013

  • DLA KOGO – dla poszukiwaczy rzeczy niecodziennych, dla mających dość opasłych tomów, dla lubiących rzeczy mało popularne, dla niespieszących się, dla tych, którzy w codziennym chaosie i hałasie chcą się wyciszyć, zatrzymać, delektować
  • PO CO – by żyć głębiej, prawdziwiej, pełniej, intensywniej, barwniej, by dostrzec złożoność rzeczywistości
  • MOJA OCENA – 6/6

Pochwała prostoty

Książeczka „Idź, czyli o sztuce dzikiego i poetyckiego życia” Tomasa Espedala (raptem prawie 160 stron) należy do serii Europa Odnaleziona wydawnictwa Draft Publishing. Seria ta ma przybliżać dzieła współczesnych pisarzy europejskich, którzy do tej pory nie byli tłumaczeni na język polski.

Skromnie wydane dzieło norweskiego autora, o kolorowej okładce w stylu prymitywizmu Henri Rousseau Celnika, nie skrzeczy, nie szantażuje potencjalnego odbiorcy, nie nakazuje uznać go, zachwycać się nim jeszcze przed lekturą. Niestety, z powodu braku odpowiedniej oprawy, można przejść koło niego obojętnie. A szkoda, bo zasługuje na uwagę. Szczególnie dziś. Powieść ta (tu odczuwam pewien zgrzyt, do czego za chwilę powrócę) wymaga też pewnego skupienia, o które trudno w hałasie XXI wieku, co może stanowić przeszkodę w lekturze, ale jeśli tylko da się jej szansę (a może sobie?????), porwie!

Swoisty esej

Cóż to takiego, to „Idź”? To powieść, jak głosi strona tytułowa. Choć nie jest to powieść w klasycznym rozumieniu tego gatunku. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, że narzucona przynależność gatunkowa wprowadzić może tylko w błąd, czy nawet wywołać rozczarowanie, jeśli czytelnik nastawi się na powieść z krwi i kości. Trafniejszym określeniem byłby esej, który jest gatunkiem bardzo pojemnym i w tym przypadku znakomicie oddającym ducha tego norweskiego dzieła. Dostajemy bowiem narrację, mającą znamiona autobiografii, wspomnień, powieści podróżniczej, przygodowej, choć bez spektakularnych przygód, ale z rysem prozy poetyckiej, jest zatem jak w tyglu, niczym właśnie w eseju.

Przychodzi do głowy też inny gatunek – poradnik (?)!!! Bo przecież pełen tytuł dzieła brzmi „Idź, czyli o sztuce dzikiego i poetyckiego życia”. Może nie jest to poradnik sensu stricto, ale jakaś wariacja na temat poradnika. To wówczas wskazywałoby na zupełnie inne rejony. Rejony literatury użytkowej, rządzące się już innymi prawami. Ten trop jednak, może nieco dyskusyjny, pozwoliłby dotknąć istoty tekstu – odpowiedzi na pytanie „jak żyć?”, bo przecież o tym on traktuje.

Filozofia życia

Książka jest, jak już sam tytuł wskazuje, o „iściu”, o realnej wędrówce. Główny bohater, niczym homo viator, tym żyje. Dla niego przemierzanie świata jest swoistą filozofią życia. To daje mu spełnienie, wolność, radość, szczęście. Nie może usiedzieć w miejscu, gdyż tylko idąc, czuje się dobrze. Poprzestając jednak na stwierdzeniu, że powieść (pozostańmy przy tym określeniu ze strony tytułowej) jest o pieszym podróżowaniu, można niektórych potencjalnych odbiorców zniechęcić. Nie każdy przecież jest entuzjastą tego rodzaju spędzania czasu, życia. Oczywiste.

Powieść jest jednak czymś więcej. Jest o czymś bardziej uniwersalnym, o czymś, co dotyka każdego, bez względu na jego życiową filozofię. „Idź” jest w gruncie rzeczy o życiu – o przemierzaniu go, płynięciu przez nie, to nic innego jak peregrinatio vitae. Jest więc swoistym poradnikiem, pokazujący może nie dosłownie jak żyć (na szczęście, bo kto lubi, gdy mu się mówi jak ma postępować), ale to, co w tej naszej egzystencji jest ważne, wartościowe. Tu chodzenie, wędrowanie, takie dość anachroniczne, rodem z czasów najodleglejszych, stają się synonimem myślenia, refleksji, które wymagają zatrzymania się, obejrzenia, po prostu spowolnienia, spojrzenia z odpowiedniej perspektywy, dystansu, które wymagają też otwartości. Zatem tego wszystkiego, czego teraz jest jak na lekarstwo.

Niespieszne zdania, niespieszne refleksje, mnóstwo niespiesznych cytatów, odwołań do dawnych wagabundów… Iść tylko i się delektować!

Ps. Polecam kilka cytatów z tej nietuzinkowej publikacji, one przemówią najlepiej.

*Tytuł oryginalny – Gå. Eller kunsten å leve et vilt og poetisk liv, rok pierwszego wydania – 2006, rok pierwszego wydania polskiego – 2013.