Dzień Książki – mroczny przedmiot pożądania

Dzień Książki

Dzień Książki

Światowy Dzień Książki to dobra okazja na szczyptę refleksji!!! W końcu mowa o sprawach nie byle jakich, bo egzystencjalnych przecież! Poniżej przyznaję się do winy 😉 !!!

Zdrowa moda

Książek nigdy za wiele… ewentualnie półek za mało… Głosi hasło, ostatnio reklamowe. Według tej złotej myśli podąża moje życie czytelnicze. Nie jestem z tego ani dumna, ani zadowolona. Gromadzenie jest teraz passe. Minimalizm zawładnął sumieniami. Moda modą, nic bardziej ulotnego, ale niekiedy pewne rzeczy z modnych tu i teraz warto wprowadzić w swe przekorne życie, by nam świata nic nie przysłoniło. I oczyszczanie swej przestrzeni z rzeczy, które po krótkim zastanowieniu okazują się zupełnie niepotrzebne, zbędne, a nawet przeszkadzające, wydaje się jednym z takich trendów. Na zdrowie wyjdzie nam ograniczenie ilości par butów, torebek, kosmetyków, sprzętów różnego rodzaju. A co z książkami??? Zapewne też, ale…

Horror dnia powszedniego

Niestety, ja do tego etapu jeszcze nie doszłam! Nie dojrzałam jeszcze do tego, by wyzbyć się potrzeby posiadania książek. Choć wyznam, że z każdym kolejnym tomem ten stan rzeczy coraz bardziej mnie przeraża. Czuję wyraźnie, namacalnie, że coraz trudniej mi o głęboki oddech. Moja przestrzeń kurczy się i nie pozwala swobodnie egzystować na danych mi metrach kwadratowych. Przestrzeń ta ciemnieje i zachodzi mgławym kurzem i aromatem, który niepokojąco zapiera dech w piersiach. I przed oczami obraz, który zapewnia sen z głowy… – profesor Marii Janion niczym w podziemiach wśród chyboczących się stosów książek grożących lada moment zawaleniem!

Książka – mroczny przedmiot pożądania

Ale cóż począć, kiedy człowiek słyszy diabelskie głosy? Których nic nie jest w stanie zagłuszyć, na które nie da się być głuchym! Które manipulują nim, wykrzywiają jego proces postrzegania rzeczywistości, sprawiają, że wszystko jest inne niż faktycznie, czarne staje się białe, a białe czarne. A raczej czarne, szare i bure nabiera barw egzotycznych. Jak nie ulec pokusie? Dlaczego by nie ulec pokusie? Jak wzbraniać się przed odrobiną przyjemności w tym nędznym życiu? I po co?

Comiesięczne uzupełnienie konta pozwala na użycie sobie… Oczywiście nie na zaspokojenie, ale lepszy rydz niż nic, lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu, jak to się po ludowemu mówi. Promocje, wyprzedaże, przeceny, darmowe wysyłki i inne… Okazja wykorzystana, goni okazję wykorzystaną, przegapioną i zmarnowaną.

Emancypantki nad jeziorem Bodeńskim

Ostatnie nowe na kurczących się półkach to Dygat, Dygat, Wańkowicz, Wańkowicz, Wańkowicz, London, Hemingway, Czechow, Proust i Prus – nad jeziorem Bodeńskim siedzą emancypantki, obserwując ziele na kraterze, zastanawiają się komu bije dzwon w oddali i dumają jak uciec stąd do wieczności.

Spełnienie

Ja zaś upojona, bo trafiło się jak ślepej kurze ziarno – likwidacja prywatnej biblioteczki znajomych – wzdycham, podziwiam, wącham, głaszczę i upycham! By za chwil kilka, stopniowo, po kolei oddawać się czytaniu i delektować lekturą swoją własną. Czynność ta uświęcona, pożądana, intymna, przynosząca spełnienie jeśli nawet rozczarowanie, pobudzającą apetyt, stymulująca, każe zapomnieć o Bożym świecie, oderwać się, schować przed wzrokiem innych i popłynąć. By doznać uniesienia, ekstazy, by się zatracić.

Jak więc uprawiać czytanie z obcą, nie swoją książką 😉 ?

Klasyka – lek na zło świata tego

Idzie nowe!!!

Misja

Jak głosi słowo wstępne misją Bałwochwalni jest ocalenie od zapomnienia dzieł, o których zapomnieć nie można, bo będzie to wyrządzenie ludzkości zła, którego naprawić się już nie zdoła. Chodzi zatem o krzewienie literatury przez wielkie „L”, klasyki tak zwanej (mówiąc klasyka mam na myśli przede wszystkim literaturę piękną, ale nie tylko, także kanoniczne prace historyczne, filozoficzne) – zestawu tekstów uznanych za wzór, zestawu tekstów podstawowych dla danego kręgu kulturowego, czyli dzieł tak zwanego kanonu.

Próba istotna

W istocie chodzi o próbę przekonania nieprzekonanych, nieuznających, lekceważących, ignorujących, do skłonienia, by podjąć wysiłek, by wyjść poza nawyki, poza strefę komfortu.

Nie chodzi tu o spór klasyków z romantykami ani o moralizatorstwo, nie o mówienie, że wypada, że należy. Nie o odrabiane lekcji chodzi. Słowem, nie o zniewolenie przez literaturę czy szerzej kulturę. Ale o szacunek. Do innych. Do siebie.

Po co? Po to, by pielęgnować ducha, doskonalić swe wnętrze. By mieć w sobie – jak mawiał Władysław Broniewski – maleńki kompas, który nie pozwoli zagubić się w tym dużym i niezbyt mądrym świecie[1].

Nowy cykl

Faktem jest, że Bałowchwalnia otworzyła swe wrota już jakiś czas temu, mimo to, do tej pory, poza szumną zapowiedzią, słowo realizujące ową misję nie padło.

Nie dlatego, że poszła w niepamięć, tylko dlatego, że sprawa wymagała nie lada namysłu, gdyż chodzi o coś, co skupia w sobie kilka istotnych kwestii, które należało rozpatrzyć z wielu stron, pod różnym kątem, z wielu perspektyw.

Stało się jednak… Tekstem niniejszym wprowadzam do Bałwochwalni nowy cykl not – Klasyka – lek na zło świata tego – poświęconych klasyce właśnie!

Nie będzie żadnej chronologii, nie będzie też systematyczności. Niespodziewanie pojawi się nota, o tym czy o tamtym dziele literackim.

Słowo wstępu

Na początek jednak kilka zdań wstępu, uzasadniających, które paść muszą…

Obcowanie z literaturą jest wartością niepodlegającą dyskusji (tyle że chyba nieco opacznie rozumianą, pomieszane bowiem zostają róże, niekiedy nieprzystające do siebie porządki).

Moc sprawcza

Czytanie – owo obcowanie z literaturą – jest czynnością mającą imponujący na człowieka wpływ, oddziałującą na jego egzystencję i rzeczywistość w sposób wręcz zadziwiający. Grzegora Jankowicz donosi, że:

Myślimy o tym, co przeczytaliśmy. Wyobrażamy sobie świat, do którego zostaliśmy zaproszeni. Nadajemy mu kształt. Meblujemy go po swojemu. Przy tym cały czas poruszamy się w naszej rzeczywistości, która wygląda już jednak nieco inaczej, a przynajmniej inaczej nam się jawi. Zaszła bowiem zmiana: najpierw w nas – dzięki literaturze, a potem w świecie – za naszą sprawą[2].

Czytanie zatem jest czynnością mającą ogromną moc sprawczą.

Niestety, czytanie jest procesem czasochłonnym, wymagającym, pozornie bezproduktywnym, nie przynoszącym natychmiastowych korzyści, z tych też względów nieatrakcyjnym dziś, w dobie pośpiechu, natłoku informacji, nastawienia na zysk, efekt natychmiastowy, dlatego też i zarzucanym. Ruszyła więc machina promująca czytanie!

Co czytać?

I odezwali się reprezentanci dwóch szkół. Jedni twierdzą, że warto czytać, nieważne co, byleby czytać cokolwiek. Drudzy, że warto czytać, ale świadomie, wybierając perełki. Ja, snobka, należę do szkoły drugiej. Wychodzę z założenia, że żyjąc w epoce, w której tak cenne są czas i pieniądze, nie warto marnować tego na rzeczy pozbawione wartości, nie warto się rozdrabiać, szkoda owego czasu, owych pieniędzy, także energii i nas samych na czytanie byle czego. Dlatego Bałwochwalnia obrała kurs na to, co sprawdzone, na klasykę.

Obawa realna?

Na początek jednak warto postawić pytanie: dlaczego? Skąd ten pomysł? Czy rzeczywiście istnieje realna obawa zapomnienia?

Istnieje! Świat zalewają tomy różnorakie, wyroby książkopodobne. I ręce opadają zerkając na wystawy sklepów z książkami, na półki tychże składów. Co wybrać? Czym się kierować? Zalew produkcji wątpliwej jakości przyczynia się nie tylko do tego, że niezauważone zostają rzeczy wartościowe wśród nowości wydawniczych, ale też do tego, że cenne dzieła z historii literatury stają się niebytem i ludzkość o nich zapomina.

Wydawcy kuszą na wiele sposobów, z każdej strony krzyczą, nawołują, wabią, uwodzą. Każą nam być na bieżąco, każą więc czytać więcej, szybciej, co oznacza bezrefleksyjnie, bezkrytycznie, bo nie ma na to czasu, gdyż tyle jest do przeczytania… Czujemy się więc osaczeni i pozbawieni możliwości dokonania mądrego wyboru. Czytamy więc na akord, pobieżnie, bez uwagi, zaangażowania, wysiłku, poświęcenia, przy okazji, w międzyczasie, z doskoku, bez radości i przyjemności, bez celebrowania aktu przeczytania, bez rozsmakowywania się, bez zagłębiania się w treść, artyzm, piękno, kontekst, odhaczając kolejną przeczytaną pozycję i zapominając o niej natychmiast.

Klasyka – lek na zło świata tego

Sposobem na to jest staranniejsze dobieranie lektur. Dlatego dobrze jest postawić na klasykę! Na coś, co jest sprawdzone, co przez setki, dziesiątki lat zostało zweryfikowane! Coś, co jest dobrą literaturą, do czytania czego nakłaniają takie umysły jak Umberto Eco, Italo Calvino, Susan Sontag czy Ryszard Koziołek.

Sens

Przyjmując więc, że rzeczywiście istnieje realna obawa zapomnienia, to nasuwa się kolejne pytanie: co z tego? Po co z tym walczyć? Po co próbować zmieniać istniejący stan rzeczy? Po co czytać klasykę, powstałą tak dawno, a więc nieprzystającą do dzisiejszych czasów? Czy nie lepiej poświęcić się lekturze tekstów współczesnych, które dotyczą naszego tu i teraz, które niekiedy też objaśniają bądź starają się objaśnić nam teraźniejszość?

Nie zamiast, tylko także

Nie chodzi tu jednak o zamiast, tylko o także! Literatura najnowsza niewątpliwie istotna jest dla naszego tu i teraz, bezdyskusyjnie więc warto ją czytać, tyle że musimy pamiętać, że jej czytanie, bez znajomości tekstów z przeszłości, zawsze będzie procesem niepełnym, zubożałym. Będzie pozbawione szerszego spojrzenia, kontekstu, który jest zespołem odniesień niezbędnych do pełniejszego zrozumienia literatury najnowszej. Słowem, klasyka jest niezbędna do zrozumienia współczesności, naszego tu i teraz.

Poza tym czas dopiero pokaże, czy ta literatura najnowsza istotna będzie kiedyś, słowem, czy istotna będzie zawsze, czy okaże się ponadczasowa. Jeśli tak, to zyska wówczas niepodważalną i najwyższą wartość. Ale to dopiero przyszłość zweryfikuje.

Uniwersalność

Mamy jednak pod ręką rzeczy, które przeszły tę bezlitosną próbę czasu, więc w naszym tu i teraz już mają niepodważalną i najwyższą wartość. Te zweryfikowane rzeczy sprzed dziesiątków, setek lat, które przetrwały, ostały się właśnie dlatego, że dotykają naszego tu i teraz, mimo że powstały w odległej przeszłości! Dotykać będą też naszego jutra. Słowem, będą aktualne zawsze i wszędzie. Bez względu na czas i przestrzeń. Bo klasyką są takie właśnie książki, jak trafnie ujął to Italo Calvino, wobec których teraźniejszość staje się szumem w tle, ale które jednocześnie nie mogą bez tego szumu istnieć. Klasyką są jednocześnie takie dzieła, które trwają jako tło – nawet wtedy, gdy zupełnie niekompatybilna z nim teraźniejszość przejmuje chwilowo kontrolę nad sytuacją[3].

Piękno

Poza tym dzieła klasyczne, z tak zwanego kanonu, to nie tylko kunszt treści, to też kunszt formy i języka. Czyż więc to nie najlepszy materiał, by wyrabiać sobie gust, poczucie smaku estetycznego, by zaszczepić miłości do literatury i ją pielęgnować? Obcowanie z pięknem daje wiele satysfakcji, pod warunkiem, że damy temu i sobie szansę. Pod warunkiem, że wyjdziemy przygodzie na przeciw, że damy się ponieść i bez pośpiechu rozsmakujemy się w tym, co cennego nam pozostawiono.

Pytanie podstawowe

Dlaczego, żyjąc w święcie tymczasowości, bylejakości i tandety, zdewaluowanych wartości, zadowalać się produkcją treści miałkich, nijakich, pustych, ubogich znaczeniowo, intelektualnie, językowo, formalnie, z nic nieznaczącym słowem, bez płynącej mądrości, bez wagi, nie wymagających zaangażowania, wysiłku, przeżycia, nie pozostawiających śladu? Dlaczego nie oddawać się lekturze literatury sprawdzonej, klasyki właśnie?

Studnia bez dna

Dlaczego o klasyce wciąż się mów? Dlaczego artyści z dziedzin najrozmaitszych stale odwołują się w swej twórczości do dzieł z przeszłości? Dlaczego na przestrzeni dziesiątków lat stale powraca się do twórców klasycznych? Przypomnijmy sobie choćby ile było inscenizacji Dziadów Adama Mickiewicza w XX wieku (te najważniejsze: 1901 r. – Stanisław Wyspiański, 1932 i 1934 r. – Leon Schiller, 1955 r. – Aleksander Bardini, 1961 r. – Jerzy Grotowski, 1967 r. – Kazimierz Dejmek, 1973 r. – Konrad Swiniarski, 1987 i 1995 r. – Jerzy Grzegorzewski[4]). Dlaczego współcześni twórcy teatralni choćby tylko z rodzimego podwórka wciąż z klasyką się mierzą (Jan Klata z Wyspiańskim, Michał Zadara z Mickiewiczem, Grzegorz Jarzyna z Witkacym, Krzysztof Warlikowski z Proustem, Monika Strzępka i Paweł Demirski z Mickiewiczem, Czechowem, Maja Klaczewska z Szekspierem, Agata Duda Gracz z Szekspirem i Gogolem)? Dlaczego wciąż powstają niekiedy kolejne ekranizacje największych dzieł klasycznych? Nie bez powodu klasyka jest stale obecne w dyskursie kulturalnym, społecznym, powszechnym rzec można. Klasyką są przecież książki, jak podkreślił Calvino, które nigdy nie wyczerpują tego, co mają nam do przekazania i każde czytanie klasycznego dzieła jest w rzeczywistości jego ponownym odczytaniem[5].

Poczucie pewności

Jest jeszcze jedna istotna sprawa. Klasycy dają nam poczucie pewności, którego potrzebujemy. Umberto Eco zauważył, że człowiek szuka oparcia przede wszystkim w chwili upadku wartości oraz ich odbudowywania[6]. Kryzys prowokuje do zadania sobie podstawowego pytania: kim jesteśmy? Klasyka ujawnia nie tylko jak myślano w odległych czasach, ale pozwala też odkryć, że dziś myślimy w taki sam sposób, i zrozumieć, jaka jest tego przyczyna. Czytać klasykę to jakby dokonywać psychoanalizy dzisiejszej kultury. I odkryć, że jesteśmy arystotelikami albo platończykami, albo augustynianami w sposobie, w jaki tworzymy nasze doświadczenie[7].

Korzenie

Poza tym lektura literatury klasycznej to powrót do korzeni, których szukamy, zdaniem Eco, z powodu niejasnego przeczucia, że wyrośliśmy z jakiegoś nieznanego pnia. Czytelnik odkrywający klasyków jest tym, który odczuwa potrzebę zdobycia wiedzy na temat swoich przodków, aby móc odnaleźć ich obecność we własnych myślach, gestach, rysach twarzy, zaprawdę, powiada Eco[8]. Słowem, znajomość narodowej tradycji literackiej i powszechnej oraz kontekstów kulturowych jest mieszkańcom świata tego niezbędna do egzystencji wielowymiarowej, bardziej świadomej, pełniejszej!

Lekcja życia

Czytanie klasyki uczy też, co jest wartością bezcenną, poprawnie rozumować. Susan Sontag konkludowała, że:

Nie byłabym tym, kim jestem, nie rozumiałabym tego, co rozumiem, gdyby nie konkretne książki, Myślę o wielkim pytaniu dziewiętnastowiecznej literatury rosyjskiej: jak powinniśmy żyć? Powieść warta czytania kształci serca. Rozszerza rozumienie ludzkich możliwości, tego, czym jest ludzka natura i co się dzieje w świecie. Tworzy duchowość.[9]

Czytanie klasyki jest lekcją myślenia i lekcją życia. Bo klasyka przemienia czytelnika, pobudza wyobraźnię, rozwija empatię i umiejętności społeczne, poszerza horyzonty, wzbogaca, rozbudza ciekawość, inspiruje, stawia pytania, otwiera serca i umysły na nieznane, inne, niezrozumiałe. To nie tylko „zabijacz” czasu, czysta rozrywka, czy sposób, by uciec od codzienności cudów od nas wymagającej. Klasyka pozwala dostrzec ukryte do tej pory pewne aspekty istnienia. Warto więc ją czytać, by mieć to okno na świat.

Poza tym dzięki lekturze literatury klasycznej, zauważył Eco, poznajemy ludzi – jej twórców – których warto poznać. Czyż to nie jest wystarczający powód, by czytać dawnych mistrzów?

Krytyczne czytanie

Czytanie klasyki – dzieł uznanych – nie wymaga czytania bałwochwalczego. Autor dzieła klasycznego, jak twierdził Calvino nigdy nie pozwala czytelnikowi pozostać obojętnym. Czytelnik zawsze określa siebie w relacji z autorem dzieła, nawet, jeśli określa się w opozycji do niego[10]. Nie chodzi zatem o czytanie na kolanach. Wręcz przeciwnie, chodzi tu o krytyczne czytanie. Z otwartym jednak sercem i umysłem!

Indywidualizm

„Zindywidualizowana, monadyczna i nomadyczna lektura”[11] – sposób lektury proponowany przez Koziołka – wydaje się idealna. Pozwala iść własną drogą. Jednak niech droga ta nie będzie przypadkowa, pozbawiona znaczeń, niech nie będzie trywialna i nic nie warta! Niech przyświeca jej szalona myśl Magdaleny Samozwaniec, że:

Dobra książka to rodzaj alkoholu – też idzie do głowy.

Zatem czytajmy, odkrywajmy, powracajmy, delektujmy się… Bo lepszego leku na ten niedobry świat nie znajdziemy!!!!

Prywatne podwórko

Ja należę do osób, które mają już kilka pozycji z kanonu za sobą, mnóstwo przed sobą. Początkowo byłam przymuszana do jej czytania, później już przymuszać mnie nie trzeba było. Na studiach, cóż taki kierunek… Później porzuciłam klasykę, na rzecz nowości. W pewnej chwili jednak poczułam potrzebę powrotu. I powróciłam. Na szczęście. Dziś czytam dużo literatury współczesnej, ale nowości czytelnicze smakują jednak najlepiej, gdy przeplata się je sprawdzoną, zweryfikowaną, niezastąpioną, kunsztowną klasyką. Nadrabiam więc pozycje zaległe, ale czytam też ponownie te, których lekturę mam już za sobą, ale niestety, moja pamięć wybiórcza i zapominalska. Poza tym, podobno warto przeczytać ponownie najważniejsze książki z młodości. I powiem, że niewiele rzeczy daje mi tyle satysfakcji, co obcowanie z klasyką właśnie!

Grzechy moje

Jakie mam grzechy na sumieniu? Imię róży Umberto Eco. Podchodziłam kilka razy… Zniechęciłam się w końcu tak bardzo, że dziś nawet nie wstydzę się tego, że nie przeczytałam tego jednego z największych arcydzieł XX wieku. Wstydzę się natomiast bardzo tego, że nie jest mi wstyd z tego powodu!


[1] Mariusz Urbanek, Broniewski. Miłość, wódka, polityka, Warszawa 2011, s. 291.

[2] Grzegorz Jankowicz, Życie na poczytaniu. Rozmowy o literaturze i reszcie świata, Wrocław 2016.

[3] Italo Calvino, Why Read the Classics?, opublikowano 09.10.2018, http://www.nybooks.com/articles/1986/10/09/why-read-the-classics/, dostęp 26.02.2018.

[4] Michał Bujanowicz, Inscenizacje „Dziadów” Adama Mickiewicza, opublikowano 04.2004, http://culture.pl/pl/artykul/inscenizacje-dziadow-adama-mickiewicza, dostęp 26.02.2018.

[5] Ibidem.

[6] Umberto Eco, Trzecie zapiski na pudełku od zapałek (1994-1996), Poznań 1997.

[7] Ibidem.

[8] Ibidem.

[9] Sztuka powieści 2. Abntologia wywiadów z „The Paris Review”, Wrocław 2017.

[10] Calvino, op., cit.

[11] Ryszard Koziołek, Dobrze się myśli literaturą, Wołowiec 2016.

BIBLIOGRAFIA
  1. Bayard Pierre, Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało?, Warszawa 2008.
  2. Bujanowicz Michał, Inscenizacje „Dziadów” Adama Mickiewicza, opublikowano 04.2004, http://culture.pl/pl/artykul/inscenizacje-dziadow-adama-mickiewicza, dostęp 26.02.2018.
  3. Calvino Italo, Why Read the Classics?, opublikowano 09.10.2018, http://www.nybooks.com/articles/1986/10/09/why-read-the-classics/, dostęp 26.02.2018.
  4. Eco Umberto, Trzecie zapiski na pudełku od zapałek (1994-1996), Poznań 1997.
  5. Jankowicz Grzegorz, Życie na poczytaniu. Rozmowy o literaturze i reszcie świata, Wrocław 2016.
  6. Koziołek Ryszard, Dobrze się myśli literaturą, Wołowiec 2016.
  7. Sztuka powieści 2. Antologia wywiadów z „The Paris Review”, Wrocław 2017.
  8. Woźniak Olga, Uwaga! Książki zmieniają mózg, opublikowano 01.01.2014, http://wyborcza.pl/1,75400,15210453,Uwaga__Ksiazki_zmieniaja_mozg.html, dostęp 26.02.2018.
  9. Urbanek Mariusz, Broniewski. Miłość, wódka, polityka, Warszawa 2011.

Pulitzery, Bookery… – nowy cykl w Bałwochwalni

Pulitzery, BookeryIdzie nowe!!!

Z nagrodami literackimi różnie to bywa, ale tak się składa, że często jest mi po drodze z Nagrodą Pulitzera i Nagrodą Bookera. Dlatego też postanowiłam wprowadzić w Bałwochwalni nowy cykl notatek – Pulitzery, Bookery… – poświęconych książkom, które uhonorowano tymi właśnie prestiżowymi literackimi nagrodami.

Będzie to dla mnie też rodzaj wyzwania czytelniczego – okazja do nadrobienia czytelniczych zaległości (może w końcu przeczytam tego słynnego Szczygła Donny Tartt 😉 ??), które uwierają, ale też wprowadzenie pewnego porządku, by ograniczyć chaos (porządki to u mnie natręctwo 🙁 ).

Nie będzie żadnej chronologii, nie będzie też systematyczności. Niespodziewanie pojawi się nota, o tej czy o tamtej nagrodzonej książce.

Dodam jeszcze, że niektóre uhonorowane publikacje to już klasyka, dlatego cykl Pulitzery, Bookery… niekiedy będzie pokrywał się z cyklem, który od dawna (u zarania dziejów Bałwochwalni) planuję, ale o tym więcej przy innej okazji.

Na początek dla przypomnienia kilka faktów!

Pulitzer

Nagroda Pulitzera[1] (ang. Pulitzer Prize) – coroczna amerykańska nagroda przyznawana za wybitne dokonania w dziedzinie dziennikarstwa, literatury pięknej i muzyki (wszystkich kategorii jest dwadzieścia jeden).

Nagrodę swojego imienia ufundował amerykański dziennikarz i wydawca węgierskiego pochodzenia – Joseph Pulitzer.

Pierwsze nagrody zostały przyznane 4 czerwca 1917 roku.

Laureat Nagrody Pulitzera uhonorowany zostaje świadectwem i czekiem na 15 tysięcy  USD (wyjątkiem jest kategoria „Służba publiczna”).

Bałwochwalniane noty poświęcone Nagrodzie Pulitzera będą dotyczyły kategorii „Pulitzer Prize for Fiction” (do 1947 roku – „Pulitzer Prize for Novel”)[2].

Nagroda Pulitzera przyznawana jest wiosną.

Booker

Nagroda Bookera[3] (ang. The Man Booker Prize for Fiction) – najbardziej prestiżowa nagroda literacka w Wielkiej Brytanii przyznawana za najlepszą powieść angielskojęzyczną danego roku (do 2013 uhonorowywała jedynie autorów, którzy byli obywatelami Wspólnoty Narodów, Zimbabwe lub Irlandii).

Pierwsza nagroda została przyznana w 1969 roku.

Laureat Nagrody Bookera otrzymuje 50 tysięcy funtów.

Nagroda Bookera przyznawana jest jesienią.

The Man Booker International Prize

W 2005 ustanowiono osobną międzynarodową nagrodę The Man Booker International Prize, która jest przyznawana pisarzom z całego świata, bez względu na język, w jakim tworzą. Warunkiem jest dostępność publikacji w języku angielskim.

Nagroda ta do roku 2015 przyznawana była co dwa lata za całokształt twórczości, od 2016 zaś corocznie za konkretną powieść.

Nagrodę – 25 tysięcy funtów – otrzymuje nie tylko autor, ale też i tłumacz.

Nagroda przyznawana jest późną wiosną.

Tyle teorii, czas na praktykę! To już wkrótce. Mam nadzieję, że ten cykl przypadnie Ci do gustu!!! Czekaj więc cierpliwie na opowieść o jednej z uhonorowanych tymi prestiżowymi nagrodami powieści!


[1] Hasło, Nagroda Pulitzera, https://pl.wikipedia.org/wiki/Nagroda_Pulitzera, dostęp 09.10.2017.

[2] Z okładki płotem, http://www.zaokladkiplotem.pl/p/pulitzer.html, dostęp 09.10.2017.

[3] Hasło, Nagroda Bookera, https://pl.wikipedia.org/wiki/Nagroda_Bookera, dostęp 09.10.2017.

Dzień Książki – życie bez książek jest możliwe/ życie bez książek jest niemożliwe*

Światowy Dzień Książki

Poeta to na pewno ktoś

Słuchajcie głosu poety

Choćby ten głos

był cienki jak włos

Jak jeden włos Julietty

Jeśli się zerwie włosek ten

to nasza nudna kula

upadnie w ciemność

Czy ja wiem

albo się zbłąka w chmurach

Słyszycie Czasem wisi coś

na jednym włosku wisi

Dziś włoskiem tym poety głos

Słyszycie

Ktoś tam słyszy**

Hymnu czas

Od dziś powyższy wiersz – Włosek poety Tadeusza Różewicza – nie jest zwykłym wierszem. Jest uroczystą pieśnią pochwalną, światowym hymnem książki UNESCO, autorstwa dwóch polskich twórców, poety – Tadeusza Różewicza i kompozytora – Jana Kantego Pawluśkiewicza. Przyznam, że duma mnie rozpiera, bo że z Polski, ale też dlatego, że odkąd poznałam List do ludożerców Różewicz jest moim ulubionym poetą, stale, niezmiennie, wiecznie, i odkąd poznałam Szaloną lokomotywę, to pokochałam Pawluśkiewicza (który był współtwórcą musicalu wraz z Markiem Grechutą, w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego, na motywach utworu Witkacego) również miłością bezdenną. Dlatego też wybór tych właśnie twórców na autorów hymnu książki jest mi szczególnie bliski.

Dzień Literatury

Światowy Dzień Książki to dla mnie po prostu Dzień Literatury. Bo, powiem za Ryszardem Koziołkiem, „Mam skłonność do przyznawania literaturze rangi najważniejszego składnika kultury. Nic w tym dziwnego, w moim fachu to zawodowa powinność, niczym wiara księdza. Nie wystarcza mi jednak wypełnianie misji, która łączy się z moją profesją. Jestem notorycznym poszukiwaczem dowodów, że literatura to konieczność mówiącego człowieka, który w trosce o biologiczny i społeczny byt musi ulepszać swoją mowę, czyli czytać oraz tworzyć metafory i opowieści”[1].

Dlatego dziś pozwolę sobie na refleksję na temat istoty i sensu…

Istota

Dla Koziołka, jak zauważa Łukasz Żurek, literatura jest rodzajem laboratorium, w którym przeprowadza się podczas lektury eksperymenty egzystencjalne, emocjonalne oraz polityczno-społeczne. „Dzięki niej intensyfikujemy nasze doświadczenie rzeczywistości, uprzytamniamy sobie naszą jednostkowość, przestajemy się gapić i zaczynamy zauważać życie. Jak to jednak w laboratorium bywa, czasem połączenie jednego składnika z drugim doprowadza do sytuacji niekontrolowanych, do wybuchu. […] Co ważne, zdaniem Koziołka tych ciemnych afektów pojawiających się przy lekturze nie sposób usunąć, bo wówczas nie bylibyśmy zdolni do przeżywania literatury, do przejmowania się nią i do ćwiczenia się we wspomnianych eksperymentach”[2].

Życie a egzystencja

O egzystencjalnej wadze literatury mówił też już Michał Paweł Markowski w swojej książce Życie na miarę literatury[3], która jest manifestem, wyrażeniem poglądów badacza na temat literatury, jej sensu, źródeł, celów oraz na temat życia i egzystencji. Bo autor tych dwóch pojęć nie traktuje synonimicznie. Nie tylko je różnicuje, ale i wartościuje.

Życie według Markowskiego jest bytowaniem wyznaczanym przez biologię ciała i okoliczności. Życie samo w sobie nie ma sensu. Egzystencja zaś jest „spożytkowaniem” życia, nadawaniem znaczeń[4]. Literatura jest sposobem radzenia sobie ze światem, zatem jest wyrazem egzystencji. Niczym Marksistowskie opium dla mas… Tak, dla Markowskiego literatura jest środkiem uśmierzającym, który umożliwia być w świecie. Ona to nadaje temu byciu sens. Badacz, tak jak Augustyn twierdził, że czytanie jest czynnością sensotwórczą, uważa, że życie bez literatury po prostu nie ma sensu.

O kolejnych bałwochwalców literatury nie trudno. Dla Grzegorza Jankowicza fundamentem świata jest właśnie literatura.

Myślimy o tym, co przeczytaliśmy. Wyobrażamy sobie świat, do którego zostaliśmy zaproszeni. Nadajemy mu kształt. Meblujemy go po swojemu. Przy tym cały czas poruszamy się w naszej rzeczywistości, która wygląda już jednak nieco inaczej, a przynajmniej inaczej nam się jawi. Zaszła bowiem zmiana: najpierw w nas – dzięki literaturze, a potem w świecie – za naszą sprawą.

I wtedy budzi się w nas potrzeba rozmowy. Jest to potrzeba tak silna, tak intensywnie odczuwana, że nie sposób jej zignorować. Czytanie powoduje, że chcemy rozmawiać o literaturze i o reszcie świata, przy czym resztę należy tu rozumieć dosłownie: jako coś, co zostaje, gdy odejmiemy od rzeczywistości jej istotną część, gdy usuniemy spod niej fundament, na którym się wspiera. Tak, tak, właśnie to chcę powiedzieć: fundamentem świata jest według mnie literatura[5].

Dać szansę

Zrobiło się bardzo poważnie. Śmiertelnie poważnie. Ale przecież nie o błahostkę chodzi. Chodzi o coś najcenniejszego co mamy. Chodzi o nasze życie, więc o sprawę najcięższej wagi. Co oczywiście wcale nie znaczy, że nie może być lżej. To jednak pokazuje, uświadamia, że czytanie – obcowanie z literaturą – jest czynnością mającą ogromną moc sprawczą, mającą imponujący na człowieka wpływ, oddziałującą na jego egzystencję w sposób wręcz zadziwiający, nawet jeśli jest tylko codzienną przyjemnością, bo przecież, jak twierdziła Wisława Szymborska „czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła”, oczywiście pod warunkiem, że damy literaturze, a przede wszystkim sobie szansę.

Literacka prawda

Można do sprawy podejść tak jak Julian Barnes, który, odpowiadając niejako na pytanie Sartre’a Czym jest literatura?[6], stwierdził, że literatura to „[…] najlepszy sposób mówienia prawdy; literatura to proces budowania wielkich, pięknych, dobrze uporządkowanych kłamstw, które mówią więcej prawdy niż dowolne zestawienie faktów. Poza tym literatura jest wieloma rzeczami, takimi jak zachwyt, zabawa, język; jest również zadziwiająco intymnym sposobem komunikowania się z ludźmi, których nigdy się nie spotka”[7].

Podczas czytania, Virginię Woolf zewnętrzny świat w ogóle nie obchodził, dla niej książka „jakby wcale nie była książką, lecz częścią […] pejzażu, jakby to, co czytam, nie zostało wydrukowane, oprawione czy zszyte, ale stanowiło wytwór drzew, pól i upału letniego dnia, jakby było powietrzem, które w pogodne poranki opływa obrysy przedmiotów”[8]. W jednym ze swych esejów wyznała:

[…] jeśli zamykam książkę, to dlatego, że nasyciłam już umysł, nie dlatego, że wyczerpałam skarbnicę[9].

Książki mogą też być, jak dla dziewczyn z bloga Niespodziegadki, „[…] ulubionym środkiem lokomocji. Te niepozorne, papierowe samolociki pozwalają nie tylko na podróże w czasie i przestrzeni, ale także na zaglądanie w głąb ludzkich umysłów i patrzenie na świat cudzymi oczami”[10].

Podsumowując, można powiedzieć, że czytać po prostu warto, bo gdy „się ktoś zaczyta, zawsze się czegoś nauczy, albo zapomni o tym, co mu dolega, albo zaśnie – w każdym razie wygra…” jak rzekł Henryk Sienkiewicz. Ale…

Mądre czytanie

Koziołek nie ubolewa nad polskim nieczytaniem (które kolejny raz potwierdziły wyniki badań Biblioteki Narodowej za rok 2016), bo wie, że literatury po prostu nic nie zastąpi, tylko ubolewa nad brakiem wspólnoty czytania[11], ja natomiast ubolewam nad czytaniem jako takim, bo jestem entuzjastką czytania mądrego, żarliwego a nie naiwnego, po prostu jestem propagatorką bycia świadomym czytelnikiem.

„Zindywidualizowana, monadyczna i nomadyczna lektura”[12], jako nowy sposób lektury, bardzo mi odpowiada, pozwala iść swoją drogą, ale niech ta droga nie będzie przypadkowa, pozbawiona znaczeń, niech nie będzie trywialna i nic nie warta! Niech przyświeca nam tu szalona myśl Magdaleny Samozwaniec:

Dobra książka to rodzaj alkoholu – też idzie do głowy.

*Parafraza fragmentu wiersza Tadeusza Różewicza Bez z tomu Płaskorzeźba z 1991 roku.

**Tadeusz Różewicz, Włosek poety, w, Uśmiechy, Wrocław 1955.


[1] Ryszard Koziołek, Dobrze się myśli literaturą, Wołowiec 2016, s. 7.

[2] Łukasz Żurek, Praktyka filologiczna. Wokół książki „Dobrze się myśli literaturą” Ryszarda Koziołka, http://kulturaliberalna.pl/2016/02/16/lukasz-zurek-recenzja-dobrze-sie-mysli-literatura-ryszard-koziolek/, dostęp 22.04.2017.

[3] Michał Paweł Markowski, Życie na miarę literatury, Kraków 2009.

[4] Jolanta Prochowicz, Literatura a sens życia, „Znak” 2010, nr 658, http://www.miesiecznik.znak.com.pl/6592010jolanta-prochowiczliteratura-a-sens-zycia/, dostęp 22.04.2017.

[5] Grzegorz Jankowicz, Życie na poczytaniu. Rozmowy o literaturze i reszcie świata, Wrocław 2016.

[6] Jean-Paul Sartre, Czym jest literatura? Wybór szkiców krytycznoliterackich, Warszawa 1968.

[7] Sztuka powieści. Wywiady z pisarzami z „The Paris Review”, Wrocław 2016, s. 48.

[8] Virginia Woolf, Eseje wybrane, Kraków 2015, s. 8.

[9] Ibidem, s. 18.

[10] Niespodziegadki, http://niespodziegadki.pl/o-nas/, dostęp 22.04.2016.

[11] Koziołek, op. cit., s. 18.

[12] Ibidem.

Dzień Kobiet – świat wielkich kobiet

Dzień Kobiet

Kobieto! puchu marny! ty wietrzna istoto!

Postaci twojej zazdroszczą anieli,

A duszę gorszą masz, gorszą niżeli!…*

– inaczej chyba nie można zacząć noty z okazji Dnia Kobiet na blogu poświęconemu głównie literaturze niż tym znanym każdemu cytatem ze monologu Gustawa z dramatu wieszcza. Z drugiej zaś strony z takiej okazji na blogu takim, jakim jest Bałwochwalnia można by ugryźć temat z nieco innej, nieco poważniejszej strony. I taki był plan, jednak podczas robienia notatek, okazało się, że to plan niemożliwy do realizacji w jednej nawet przydługiej nocie.

Istotność

Dzień Kobiet jest okazją do uśmiechów, całusów, dobrych słów, prezentów, kwiatów, zapachów, ale w gruncie rzeczy wiąże się z zagadnieniami istotniejszymi, bo podstawowymi dla ludzkiej egzystencji. Każe cofnąć się w czasie, by myśleć o dziś i o jutrze. A to przecież kwestie nie na kilka akapitów. Dlatego planuję powrócić do tego w serii not sprawie tej poświęconych.

A dziś proponuję małe subiektywne zestawienie nazwisk kobiet z kilku dziedzin sztuki, które dokonują rzeczy niemałych w świecie kultury.

Pisarki

Na początek świat literacki. Dziś piszących kobiet jest wiele. I o ile nie miałam problemu z wybraniem tych dla mnie ważnych spośród tworzących literaturę powszechną, to z wyborem tych tworzących literaturę rodzimą doszłam do ściany. Założyłam, że w zestawieniu będą tylko autorki żyjące, a z każdym nazwiskiem, które znajduje się na liście tych, które cenię, okazywało się, że istnieją już po drugiej stronie… I niestety, jak widać poniżej, nie przeskoczyłam przeszkody, która się pojawiła – tylko jedna współczesna współtwórczyni literatury polskiej znalazła się w tym zebranym z okazji Dnia Kobiet towarzystwie…

  1. Eleanor Catton – lektura powieści Wszystko, co lśni tej nowozelandzkiej autorki przekonała mnie, że i dziś opowieść z krwi i kości ma rację bytu. 
  2. Elena Ferrante – nie ma jej, a jakby była… (na zdjęciu poniżej według ustaleń śledczych 😉 Anita Raja ukrywająca się pod pseudonimem Elena Ferrante).
  3. Lauren Groff.
  4. Nino Haratischwili.
  5. Elfriede Jelinek – kto raz zetknął się z pisarstwem tej austriackiej autorki, ten chyba już nigdy go nie zapomni, nawet gdyby chciał; po Pianistce już nic nie było u mnie takiej jak dawniej. 
  6. Toni Morrison.
  7. Herta Müller – twórczość tej niemieckiej autorki nie jest łatwa ani pod względem treści, ani pod względem formy, mimo to zdania z powieści Sercątko – surowe i poetyckie zarazem – nie opuszczają mnie.
  8. Vedrana Rudan – ta chorwacka autorka, z ogromnym poczuciem humoru, porusza tematy mało zabawne, już sam tytuł powieści Oby cię matka urodziła brzmi niezbyt ciepło.
  9. Zadie Smith.
  10. Elizabeth Strout.
  11. Zeruya Shalev.
  12. Donna Tartt – jestem pod urokiem tej autorki, a na taką opowieść jak Tajemna historia długo, choć nie do końca świadomie, czekałam.
  13. Olga Tokarczuk.
  14. Hanya Yanagihara.

Dzień Kobiet - pisarki

Reżyserki

Czas na świat filmowy. Tu miałam największy problem, bo wśród reżyserów w ogóle reżyserek nie ma zbyt wiele, ale te, które są, tworzą kino na najwyższym poziomie. I Polki mają tu swój osobny i doniosły głos.

  1. Andrea Arnold.
  2. Susanne Bier.
  3. Kathryn Bigelow.
  4. Jane Campion – autorka takich, niezapomnianych dla mnie, filmów jak Fortepian, Portret damy czy Tatuaż.
  5. Sofia Coppola – autorka kultowego już filmu Przekleństwa niewinności, który odkryłam dopiero za trzecim razem 😉 .
  6. Agnieszka Holland – autorka dla mnie filmów bezcennych, takich jak Całkowite zaćmienie czy Kopia Mistrza.
  7. Lone Scherfig.
  8. Małgorzata Szumowska – autorka, której każdy kolejny film odnosi coraz większy sukces, a na mojej psychice i tak największy ślad pozostawił jeden z jej pierwszych obrazów – 33 sceny z życia.
Dzień Kobiet - reżyserki
Piosenkarki

Na koniec świat muzyki. Tu było w czym wybierać. Wprawdzie ostatecznie zostało tylko osiem nazwisk, ale w pierwszej wersji niniejszej listy było ich ze trzy razy więcej. Hm… bark jednak Polek… Załóżmy, że jakoś mi to uleciało 😉 !

  1. Anna Calvi.
  2. Florence Welch.
  3. Imogen Heap.
  4. Lana Del Rey.
  5. Marianne Faithfull.
  6. Patti Smith.
  7. PJ Harvey.
  8. Sóley.

Dzień Kobiet - piosenkarki

A wszystkie te kobiety nie dość, że utalentowane, to jedyne w swoim rodzaju i jakże piękne…

Pań zdrowie!

*Adam Mickiewicz, Dziady, cz. IV, Warszawa 1974.