Skutki uboczne upiornej zabawy. „Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz” Mary Shelley

Tytuł – „Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz

Autor – Mary Shelley

Tłumaczenie – Maciej Płaza

Wydawnictwo – Vesper

Rok – 2013

  • DLA KOGO – dla koneserów klasyki literatury, literatury powszechnej, anglosaskiej, powieści gotyckiej, epistolarnej, szkatułkowej, science fiction, dla fanów popkultury, dla feministów, dla tych, którym nie jest obojętna nasza przyszłość
  • PO CO – ku przestrodze
  • MOJA OCENA – poza oceną

Dziś będzie o… powieści gotyckiej! Nie, nie pomyliłam się. Stali bywalcy Bałwochwalni wiedzą, że ten powieściowy gatunek raczej nie znajduje się w kręgu zainteresowań BJ. Są jednak wyjątki…

Wyjątkiem jest „Frankenstein”. Bo i owszem, to powieść gotycka, ale to też klasyka literatury, a z klasyką BJ jest już za pan brat. Stali bywalcy Bałwochwalni wiedzą też doskonale czym w Bałwochwalni jest klasyka i czym dla BJ klasyka jest. To lek na zło świata tego. Zaprawdę powiadam… To doskonałe antidotum na wszelkie bolączki. Te małe, prywatne i te wielkie, globalne. I w zasięgu ręki każdego…

Nie bój się więc i daj się namówić… A poczujesz się lepiej, poczujesz, że Twoja egzystencja zyskała dodatkowy wymiar.

Cykl „Klasyka ­– lek na zło świata tego” realizuje misję Bałwochwalni – ocalenia od zapomnienia dzieł, o których zapomnieć nie można, bo będzie to wyrządzenie ludzkości zła, którego naprawić się już nie zdoła; krzewienie literatury przez wielkie L, klasyki tak zwanej (mówiąc klasyka mam na myśli przede wszystkim literaturę piękną, ale nie tylko, także kanoniczne prace historyczne, filozoficzne) – zestawu tekstów uznanych za wzór, zestawu tekstów podstawowych dla danego kręgu kulturowego, czyli dzieł tak zwanego kanonu – i dziś tego cyklu odsłona pierwsza…

Nieśmiertelny

200 lat powieści

W roku 1818 – dokładnie dwa wieki temu – w Londynie ukazała się powieść „Frankenstein” niejakiej Mary Shelley. Ta rocznica jest doskonałą okazją, by pokazać tę klasyczną, jakże piękną i wizyjną opowieść, która choć sprzed dwustu lat, to porusza kwestie, które i dziś są dla ludzkości zasadnicze.

Mary Shelley – cudowne dziecko

Mary Shelley – urodzona 30 sierpnia 1797 roku, córka dwójki intelektualistów, Mary Wollstonecraft (zmarła w połogu po urodzeniu Mary), pisarki, filozofki, pionierki myśli feministycznej, znanej bojowniczki o prawa kobiet (autorki książki Wołanie o prawa kobiet), owianej legendą wolnomyślicielki i kobiety wyzwolonej oraz Williama Godwina, utylitarysty i prekursora anarchizmu, pisarza, wybitnego i radykalnego myśliciela społeczno-politycznego – to postać nietuzinkowa. Cudowne dziecko, erudytka, inteligentna, oczytana, jako córka „dwóch wybitnych postaci świata literackiego”[1], wychowana w intelektualnej atmosferze rodzinnego domu, mogła stać się tylko niezależnie myślącą kobietą, ciekawą otaczającej rzeczywistości. Mimo braku formalnej edukacji, otrzymała szerokie wykształcenie, co w XIX wieku czyniło ją jedną z najlepiej wykształconych kobiet epoki. Wegetarianka, anarchistka, podróżniczka, poetka, pisarka, prekursorka powieści science fiction, autorka najsłynniejszej powieści gotyckiej w historii literatury, dziewiętnastoletnia twórczyni mitu wszechczasów, też żona i matka.

Niestety, to cudowne dziecko za życia nie zdobyło uznania. Istniała w powszechnym mniemaniu jedynie jako córka Mary Wollstonecraft i Williama Godwina oraz wdowa po Percym Shelleyu (utonął podczas sztormu w 1922 roku), ale nie jako pisarka, mimo że była autorką nie tylko „niebezpiecznie wywrotowego”[2] i „bulwersującego debiutu”[3], „ekscentrycznego wybryku”[4], „historycznoliterackiej ciekawostki”[5], ale i dramatów, powieści historycznych, katastroficznych i współczesnych.

Od najmłodszych lat Mary Godwin myślała o twórczości literackiej. W każdej wolnej chwili pisała opowieści. Ale ponad wszystko lubiła „budować zamki na pisaku, puszczać wodze fantazji i snuć rozmyślania osnute wokół wyimaginowanych zdarzeń”[6]. Te „podniebne wzloty […] imaginacji”[7] były największą jej pociechą w niełatwym czasie (po śmierci matki Mary, ojciec poślubił kobietę, która nienawidziła swej pasierbicy, co pozbawiło dziewczynkę sielskiego dzieciństwa).

W wieku szesnastu lat Mary poznała wolnomyśliciela i poetę Percy`ego Shelleya, przyszłego autora słynnego dramatu Prometeusz wyzwolony, z którym wkrótce się związała (ten porzucił żonę i dwoje dzieci) i uciekła na kontynent do Francji i Szwajcarii.

Do Anglii kochankowie powrócili po trzech miesiącach. Mieszkając w Londynie i stale ukrywając się przed wierzycielami, żyli zgodnie z duchem Godwinowskim.

Wkrótce kochankowie znów udali się w podróż do Europy.

Rok bez lata – geneza

Między 15 a 18 czerwca, w 1816 roku, w tak zwanym roku bez lata (efekt wybuchu wulkanu w Indiach Wschodnich – chmura pyłu w ciągu kilku miesięcy rozprzestrzeniła się, znacząco ograniczając natężenie promieniowania słonecznego, a świat nawiedziły katastrofalne anomalie klimatyczne), podczas pobytu kochanków w Szwajcarii (nad Jeziorem Genewskim), która to przeżywała wówczas istny najazd Anglików z powodu trudnej sytuacji gospodarczej wyspy, kiedy to w towarzystwie jednego z największych angielskich poetów i dramaturgów, lorda George Byrona oraz jego osobistego lekarza i pisarza, Anglika włoskiego pochodzenia, który wprowadził postać wampira do literatury romantycznej, Johna Polidoriego, urozmaicali sobie zimne i deszczowe wieczory na wszelkie możliwe sposoby, zrodził się pomysł na opowieść o Frankensteinie.

Pewnego wieczoru towarzystwo zabijało nudę czytaniem opowieści o widmach, upiorach, duchach i zjawach. Pod wpływem tych historii, Byron zaproponował, by każde z nich napisało podobną. Pomysł przyjęto z wielkim entuzjazmem. Wieczór ten przeszedł do legendy, jako wieczór, podczas którego zbudzono ciemne moce, które po latach pokarały uczestników przedwczesną śmiercią[8].

Pokłosiem pamiętnej zabawy literackiej w wymyślanie historii o duchach stał się właśnie „Frankenstein”. Godwin najpoważniej potraktowała rzucone przez lorda wyzwanie. Nic dziwnego skoro rękawicę rzucił sam Byron – wielki poeta, w którym Mery podkochiwała się. Poza tym kochanek, który wielbił swą wybrankę jako córkę dwójki wybitnych ludzi, wielokrotnie namawiał utalentowaną i nie ustępującą intelektualnie pozostałym towarzyszom, ale zbyt skromną, niepewną siebie i zakompleksioną Mary, by udowodniła, że jest godna swych rodziców i „wpisała swe nazwisko do księgi sławy”[9].

Podobno sam pomysł zrodził się z „filozoficznej rozmowy o naturze życia”[10] Byrona i Shelleya. Według Godwin była to debata nad tym, skąd bierze się życie, na czym polega i czy da się je tchnąć w materię nieożywioną. Przyszłą autorkę „Frankensteina” zaczęło nurtować pytanie: czy dałoby się „spreparować z osobna poszczególne części ciała, połączyć je w całość i tchnąć w nie witalne ciepło?”[11].

Owładnęła nią samowolnie wyobraźnia, oczom umysłu zaczęły ukazywać się obrazy żywsze niż rojenia, widoki, widma, zwidy, majaki przerażające, pełne grozy[12] – oto rodził się twór Frankensteina.

Na marginesie wspomnę, że z tej literackiej zabawy poza dziełem Mary jedynie Wampir Polidoriego przeszedł do historii literatury gotyckiej jako jedna z pierwszych klasycznych opowieści wampirycznych, która zapoczątkowała nowy gatunek literatury fantastycznej.

Trzy w jednym – filozofia, nauka, popkultura

W roku 1818 „Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz” – zapis tego koszmarnego przywidzenia, jak podaje sama autorka we wstępie do trzeciego wydania powieści, prekursorskie dzieło z gatunku science fiction – wyszedł drukiem.

Mary, po powrocie do Anglii, poślubieniu Shelleya (po samobójczej śmierci jego pierwszej żony), pracowała nad historią naukowca i jego dzieła blisko dwa lata. W zamyśle autorki miała to być krótka nowelka, jednak za namową męża zdecydowała się na obszerniejszą formę. Wiosną 1817 roku ukończyła powieść, która w roku następnym ujrzała światło dzienne.

Nie było łatwo – temat i fakt, że twórcą tego „obrazoburczego” tekstu jest kobieta, sprawiały, że wydawcy nie byli zainteresowani publikacją. Ostatecznie powieść ukazała się anonimowo (nakładem pięćset egzemplarzy), po zmianach wprowadzonych przez Percy`ego Shelleya (skala ingerencja była dość szeroka) i z jego przedmową. Dopiero drugie wydanie powieści, z 1923 roku, było podpisane nazwiskiem autorki. Wydanie trzecie, poprawione przez samą Mary, w istocie zaś przerobione (różnice pomiędzy wydaniem pierwszym a trzecim nie są powierzchowne), ukazało się w 1931 roku.

Recenzje były skrajnie różne, dzięki czemu powieść zyskiwała popularność. Szybko też trafiła do „krwiobiegu kultury popularnej”[13].

„Frankenstein” należy do klasyki literatury powszechnej, do klasyki dzieł literatury angielskiej, by być precyzyjniejszym, do klasyki dzieł doby romantyzmu, epoki, która zadawała kłam szkiełku i oku mędrca (choć echa oświeceniowej myśli filozoficznej także widać w książce Shelley), do dzieł, które wybiegały daleko w przyszłość.

Jednym z głównych gatunków angielskiego preromantyzmu i romantyzmu była powieść gotycka, będąca odpowiedzią na literaturę oświeceniową i z tej tradycji wyrosła powieść Shelley.

„Frankenstein” należy też do kanonu kultury masowej, która niestety pozbawiła utwór najcenniejszego wymiaru. Wypaczyła go bowiem i spłyciła jego problematykę, uwydatniając jedynie potworność i grozę (doszło nawet do tego, że błędnie określa się imieniem „Frankensteina” nie twórcę monstrum, tylko samego potwora).

A przecież „Frankensteina” to powieść filozoficzna, która dotyka spraw zasadniczych dla ludzkości, kwestii moralnych. To także powieść naukowa, bo poza tym, że dotyczy kwestii uniwersalnych, dotyczy także tego, co bieżące, aktualne i też tego, co dopiero majaczyło (wciąż majaczy) na horyzoncie.

Młoda autorka romantyzmu, interesująca się nauką, głównie fizyką, chemią, fizjologią, doskonale rozumiała, że badania naukowe wprowadzą społeczeństwo w nową erę. Przewidziała najważniejsze nurty myślowe XIX wieku.

Poza tym wszystkim „Frankenstein” jest też powieścią szkatułkową i epistolarną – Walton, kapitan statku zmierzającego na biegun północny, opisuje w listach do siostry spotkanie z Frankensteinem, zaś Wiktor Frankensteina opowiada Waltonowi swą historię, głos zabiera także sam potwór.

Prosta historia

Fabuła powieści nie jest zbyt skomplikowana, wręcz naiwna, podana konwencjonalnym stylem. Angielski żeglarz-marzyciel, który pragnął dotrzeć tam, dokąd jeszcze nikt nie dotarł, podczas swej wyprawy życia utknął wśród arktycznych lądów. Pewnego dnia dotarł do jego statku wycieńczony rozbitek. Po odzyskaniu sił opowiedział żeglarzowi historię swego życia. W istocie to niesamowita opowieść – zasadnicza część powieści – o dziele niejakiego doktora Wiktora Frankensteina, szwajcarskiego uczonego, uznanego chemika, zafascynowanego nowymi dokonaniami nauki, możliwościami jakie rysują się przed człowiekiem w obliczu nowych wynalazków, owładniętego obsesją przeniknięcia największych tajemnic natury, choć zaczynającego swą przygodę z nauką od fascynacji przednaukowych – alchemicznych i okultystycznych, któremu blisko do renesansowych alchemików czy demiurgów (alegoria dziejów nowożytnej nauki); o stworzeniu ludzkiej istoty, która obróciła się przeciwko swemu stwórcy (jak Golem, gliniany olbrzym, który się buntuje).

Monstrum Frankensteina – bezimienna istota – było efektem obsesyjnych działań naukowca, wieloletnich poszukiwań i badań, eksperymentów nad odkryciem możliwości przywracania życia zmarłym i stworzeniem nowego idealnego człowieka.

Poznanie sekretu ożywienia martwej materii i pobudzenie jej było dokonaniem niemożliwego, czegoś o czym człowiek do tej pory tylko mógł marzyć.

Jednak powołany do życia twór – monstrualna karykatura człowieka – daleki był od idealizowanej wizji twórcy. Uczony, rozczarowany i przerażony swym dziełem, porzucił je.

Monstrum okazało się istotą świadomą i wrażliwą, cierpiącą przez ludzkość, która nie była gotowa na przyjecie do swojej społeczności kogoś o tak odrażającym, wywołującym nie tylko strach, ale i obrzydzenie wyglądzie. Odrzuciła potwora, skazując go na samotność. W delikatnej, czułej i cierpiącej istocie powoli zaczęła rodzić się złość, nienawiść i chęć zemsty na swym ojcu. Szybko pokazała do czego jest zdolna, jak okrutna potrafi być. Dała jednak Frankensteinowi szansę. W zamian za święty spokój zażądała od swego stworzyciela towarzyszki życia, dzięki której nigdy więcej nie czułaby się samotna. Doktor pod presją obiecał spełnić żądania potwora, wkrótce jednak, uzmysławiając sobie jakie mogą być tego konsekwencje, czym będzie zaludnienie świata tego typu istotami, postanowił nie spełniać danej obietnicy. Ściągnął tym samym na siebie i ludzkość gniew potwora. Po utracie najbliższych wyruszył w pościg za monstrum, by je unicestwić. Nie zdołał jednak tego dokonać. Przed śmiercią wymusił na żeglarzu obietnicę, by ten dokończył działa za niego.

Istota kultowej powieści

Tak oto twór Frankensteina grasuje po dziś dzień, pełen nienawiści do rodzaju ludzkiego i żądzy zemsty. To człowiek zrobił z niego potwora, nie potrafiąc wyzbyć się swych uprzedzeń. Nie był gotów na przyjecie do swojej społeczności kogoś o takim wyglądzie. Odrzucił go, gdyż nie potrafił dostrzec w nim jego dobrej natury. Istota niewinna, czysta, wrażliwa, świadoma i inteligentna za sprawą swej zewnętrzności, poprzez którą była widziana i oceniana, stała się bezwzględnym monstrum. Z czasem istota owa zyskała świadomość jak bardzo różni się od ludzi, co zmusiło ją do banicji. W cierpiącym z powodu samotności tworze powoli zaczęła rodzić się złość, nienawiść, w końcu chęć zemsty. Tak oto twór Frankensteina, z istoty pragnącej jedynie miłości i akceptacji, stało się monstrum, które przynosi zgubę ludzkości.

Tak oto skończyła się historia współczesnego Prometeusza, który niczym mityczny tytan, zbuntował się przeciwko bogom. Tyle że mityczny Prometeusz chronił swe dzieło, współczesny – brzydził się nim.

Tak oto skończyła się historia Frankensteina, który niczym Faust – piętnastowieczny alchemik, astrolog, naukowiec, który by posiąść wiedzę, podpisał pakt z samym Mefistofelesem, ale ten skręcił mu kark i zabrał jego duszę do piekła – pragnął przeniknąć największe tajemnice natury.

Tak oto skończyła się historia Frankensteina, który niczym Bóg „ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą”[14].

Tak oto skończyła się historia Frankensteina, człowieka wierzącego w siłę ludzkiego rozumu, dumnego z własnych osiągnięć, który nie zastanawiał się nad ich konsekwencjami. Z czasem jednak zrozumiał, że jego indywidualne poczynania, egoistyczne ambicje doprowadziły ludzkość do zguby. Dojrzał do wzięcia odpowiedzialności za swe czyny, gdy pojął czym kończy się zabawa w Boga. Nie ujawnił w jaki sposób stworzył swoje monstrum.

Tak oto skończyła się historia Frankensteina – maga, alchemika i uczonego, prototypu późniejszego szalonego naukowca.

Niewątpliwie naiwna fabuła powieści odchodzi w cień, gdy zastanowimy się nad jej wymową, czym faktycznie jest to kultowe dzieło – rozważaniem na temat kondycji ludzkiej.

„Frankenstein” jest powieścią rozpiętą „między odległymi epokami ludzkiej myśli”[15] – mitycznej, biblijnej, średniowiecznej i współczesnej autorce.

Ważniejsze jest jednak to, co wykracza daleko w przyszłość. „Frankenstein” ukazuje bowiem lęki towarzyszące odkryciom naukowym, obawy przed zagrożeniami płynącymi z eksperymentów, w których nie zna się granic. Jest przestrogą przed niekontrolowanym postępem. Co brzmi po dwustu latach, w erze biotechnologii, inżynierii genetycznej, klonowania, niezwykle aktualnie.

Innym, nie mniej ważnym problemem z dzisiejszego punktu widzenia poruszonym w tej niezwykłej powieści jest kwestia odmienności – Innego, którego ludzkość nie potrafi przyjąć.

„Frankenstein” jest fenomenem jeśli chodzi o mnogość interpretacji – psychologicznej, biograficznej, feministycznej, społecznej, marksistowskiej.  I co niezwykle ważne, żadna z tych interpretacji nie wyklucza pozostałych, jedna drugiej nie znosi, nie przeczy.

Mary Shelley w swej powieści mnoży problemy natury najrozmaitszej. Nie udzielając przy tym jasnych odpowiedzi, nie rozstrzyga ani nie ocenia żadnej z poruszonych kwestii jednoznacznie. Pozostawia to nam – czytelnikom ery nowoczesnej, którzy pochylając się nad „Frankensteinem”, będą bez końca odkrywać kolejne znaczenia, kolejne wymiary, kolejne sensy.

Ps. Wydawnictwo Vesper w 2013 roku po raz pierwszy w Polsce opublikowało „Frankensteina” Mary Shelley z roku 1818 w przekładzie i opracowaniu Macieja Płazy – wersję, która pozbawiona jest autorskiej cenzury. Wcześniejsze polskie wydania „Frankensteina” to były tłumaczenia Henryka Goldmana (1925) i Pawła Łopatki (2005) wersji z 1831.

Publikacja wydawnictwa Vesper poza tym, że zawiera nieocenzurowaną i do tej pory nieznaną polskiemu czytelnikowi wersję „Frankensteina”, to prezentuje w Aneksie utwory, które są pokłosiem upiornej zabawy w roku bez lata – dokument legendarnych okoliczności powstania jednej z najsłynniejszych powieści świata.

* Tytuł oryginalny – Frankenstein; or, the Modern Prometheus, rok pierwszego wydania – 1818, rok pierwszego wydania polskiego – 1925.


[1] Maciej Płaza, Posłowie. Galwaniczna alchemia i niebyt utracony, w, Mary Shelley, Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz, tłum., oprac. Maciej Płaza, Czerwonak, 2013, s.

[2] Ibidem, s. 330.

[3] Ibidem, s. 334.

[4] Ibidem.

[5] Ibidem.

[6] Mary Shelley, Wstęp do trzeciego wydania „Frankensteina”, w,  Shelley, op., cit., s. 270.

[7] Ibidem.

[8] Płaza, op. cit., s. 336.

[9] Shelley, Wstęp, op. cit., s. 271.

[10] Płaza, op. cit., s. 323.

[11] Shelley, Wstęp, op. cit., s. 274.

[12] Ibidem.

[13] Płaza, op. cit., s. 330.

[14] Księga Rodzaju, w, Biblia Tysiąclecia. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Poznań, 1998, Rdz 2, 7.

[15] Ibidem, s. 339.

BIBLIOGRAFIA