Dramat pierwszej klasy. „Wchodzi koń do baru” – David Grosman

Tytuł – Wchodzi koń do baru

Autor – David Grosman

Tłumacz – Regina Gromacka

Wydawnictwo – Świat Książki

Rok – 2016

  • DLA KOGO – dla wrażliwców, dla koneserów niewielkich powieści, dla fanów mocnej literatury, dla wielbicieli historii, tradycji, kultury i literatury izraelskiej, żydowskiej, dla ceniących sobie oryginalną opowieść o przeszłości, dla łowców nagród
  • PO CO – by rozumieć lepiej
  • MOJA OCENA – 5/6
Booker dla Izraelczyka

David Grossman to jeden z bardziej znanych izraelskich pisarz. Serwuje nam literaturę najwyższej próby. Jego powieści stawiane są obok najcenniejszych dzieł historii literatury powszechnej (takich jak Wściekłość i wrzask, Sto lat samotności czy Blaszany bębenek). Odbiorców swoich dzieł – Bądź mi nożem, Patrz pod: Miłość, Ciałem rozumiem, Księga gramatyki intymnej, Poza czasem, Tam, gdzie kończy się kraj, Kto ze mną pobiegnie – przyzwyczaił do tego, że jest panem od trudnych pytań[1]. Tak też jest z jego ostatnią powieścią.

„Wchodzi koń do baru” w 2017 otrzymała Międzynarodową Nagrodę Bookera (The Man Booker International Prize), która, przypomnę, przyznawana jest pisarzom z całego świata, bez względu na język, w jakim tworzą. Warunkiem jest dostępność publikacji w języku angielskim (uhonorowywany jest nie tylko autor, ale i tłumacz).

Stand-up jakiego nie znacie

To niewielka książka o sporej sile rażenia! Tak tylko można określić tę skromną powieść o zabawnym tytule (inna wersja rodzimego dowcipu „Przychodzi baba do lekarza”). Bo tak też jest w istocie. Uderza niespodziewanie, celnie trafiając i pozostawiając wyraźny ślad.

„Wchodzi koń do baru” ma szczątkową fabułę, akcji – żadnej, bohatera – jednego z wielu. Mimo to jej ładunek jest ogromny.

Powszedniość

Podrzędny klub w Netanja, niewielkiej mieścinie, do którego wieczorem ściągają miejscowi, oczekując po ciężkim dniu mało wysublimowanej rozrywki. Chcą poddać się chwili i zapomnieć o trudzie powszednim, słuchając dowcipów mistrza w swoim fachu, starego wyjadacza, chcącego sobie dorobić podstarzałego komika.

Po jednej stronie scena, on, artysta, któremu wewnątrz się kotłuje, po drugiej widownia żądna krwi – rozrywki. Mówisz masz! Zasady jasne, granice wyznaczone.

Przelana czara goryczy

Jednak artysta to dusza wrażliwa – widzi więcej, słyszy więcej, czuje więcej. Narzucone ramy uwierają go, są za ciasne, ograniczają. Kwestią więc czasu jest wyjście poza, zerwanie niepisanej umowy.

Komik starannie taki moment zaplanował. Dwudziestego sierpnia, w czwartek, w dzień swoich pięćdziesiątych siódmych urodzin. Wieczór ten miał być dla artysty wyjątkowy. Ta rocznicowa data posłużyła mu za pretekst do…

Wśród publiczności znalazł się gość specjalny – Awiszaj Lazar, przyjaciel z dawnych lat (narrator opowieści), emerytowany sędzia, z którym komik na wiele lat utracił kontakt, którego teraz zaprosił na swój występ.

Wiwisekcja

Tego wieczora, Dowale Gee, Żyd, potomek ofiar Holocaustu, błyskotliwy, inteligentny, jak na komika przystało sprawnie manipulujący publicznością, którą się bawi, którą z wprawą prowokuje, płynie przechodzi od niewybrednych żartów do osobistych wynurzeń. Urodziny stały się więc pretekstem do spowiedzi, wiwisekcji – rozrachunku z przeszłością, która nie daje mu spokoju. Opowiada o swoim domu, o rodzicach, o trudnym dzieciństwie, o lękach, traumach, porażkach i wydarzeniach, których męczą go do dziś. Choć jego opowieść jest niezwykle osobista, indywidualna, to jest to opowieść o doświadczeniu zbiorowy. Komik, błaznując, opowiada o tym, co nieobce jest innym, co nieobce jest Izraelczykom, Żydom, których Holokaust bezpośrednio nie dotknął, gdyż należą do następnego pokolenia, ale jest stale obecny w ich egzystencji. Swe gorzkie historie przeplata dowcipami, które jednak nie są już zabawne.

Dowale jest okrutny, bezwzględny wobec każdego i wobec wszystkiego, nie ma litości dla nikogo i niczego. Nie szczędzi siebie, kpi z mieszkańców Netanja, z widzów, z gości, z przeszłości narodu, historii, kultury, tradycji, z sytuacji politycznej kraju. Nie ma dla niego żadnych świętości, tematów, których nie kala. Nie ma zahamowań, nie cofa się, idzie po przysłowiowych trupach.

Występ komika tym razem jednak nie wzbudza entuzjazmu widzów. Nie przyszli po to, by zastanawiać się nad pozbawionym sensu życiem. Przyszli po to, by o tym zapomnieć. Komediowe przedstawienie powoli zaczyna przypominać groteskę. Publiczność, którą artysta wprawia w coraz większą konsternację, powoli zaczyna okazywać swą dezaprobatę.

Komik jednak nie zważa na to, jest zupełnie obojętny na zniesmaczenie i zażenowanie odbiorców. Chce tylko jednego: rozliczenia się ze swojego życia oraz sprawiedliwej oceny i sprawiedliwego werdyktu obecnego na sali sędziego, który słyną z wydawania surowych wyroków.

Katharsis

W istocie, na oczach widowni rozgrywa się coś, co nie ma nic wspólnego z lekką rozrywką. To mrożący krew w żyłach spektakl, dramat pierwszej klasy, który ostatecznie może przynieść tylko oczyszczenie i ukojenie.

Komik, który na celownik bierze siebie i swoje życie, w istocie grzebie we wnętrzach innych, wyciąga na wierzch to, co tak skrzętnie skrywają, także sami przed sobą. Obnażając siebie, obnaża widzów. Konfrontuje ich z tym, od czego uciekają. Rozdrapuje rany, które wciąż są świeże, które wciąż się sączą.

Ten sceniczny monolog komika jest w pewnym sensie przedostatnim aktem jego egzystencji. Artysta, rozliczając się z przeszłością, która przez lata ciążyła i zatruwała mu życie, wypełnia niejako swój obowiązek wobec innych, wobec kraju, wobec narodu, też wobec siebie.

My, odbiorcy

Odbiorcami są tu nie tylko widzowie goszczący w klubie. Są też nimi czytelnicy powieści Grosmana. My także uczestniczymy w tym osobliwym przedstawieniu/ osobliwej narracji. Pozwalamy się wciągnąć w grę komika/ pisarza, zwodzić, prowokować. Dajemy sobą manipulować. Szybko przestaje nam być wesoło i lekko. Coś zaczyna nas uwierać, czujemy współczucie, niestosowność, zażenowanie, odrazę, złość, sprzeciw.

Wybór?

Pozornie odbiorca ma wybór. Może wyjść z klubu, może zakończyć lekturę przed jej ostatnim zdaniem, ale wewnętrzny przymus nie pozwala mu na ten gest. Czeka na dalszy rozwój wydarzeń. Na finał.

Jesteśmy jednak u kresu wytrzymałości. Nie kapitulujemy dlatego, że akcja traw tylko jeden krótki wieczór, tylko dlatego, że powieść ma niewiele stron. Więcej odbiorca nie zdołałby udźwignąć.

Inaczej

Powieść „Wchodzi koń do baru” poświęcona jest kwestiom wszystkim dobrze znanym. Grosmanowi udało się jednak ten eksplorowany na wiele różnych sposobów temat pokazać nieco odmiennie. Niewątpliwie nie „co”, ale „jak” odgrywa tu decydujące znaczenie. Powieść ta to kunszt formy, języka. Autor znakomicie dozuje nam skrajne bardzo emocje. Jedne przełamuje drugimi. Umiejętnie miesza jakże odmienne estetyki, dzięki czemu nie przytłacza nas, nie szantażuje emocjonalnie. Dochodzi do niebezpiecznych granic, nigdy jednak ich nie przekraczając.

Mimo że temat powieści jest konkretny, a koloryt lokalny jest tu znaczącym składnikiem świata przedstawionego, to wymowa dzieła tego Izraelskiego pisarza wykracza poza te ramy.

* Tytuł oryginalny – Us echad nichnas lebar, rok pierwszego wydania – 2016, rok pierwszego wydania polskiego – 2016.


[1] Izabela Osiadacz, Dawid Grosman – pisarz trudnych pytań, opublikowano 07.10.2014, https://xiegarnia.pl/artykuly/dawid-grosman-pisarz-trudnych-pytan/, dostęp 11.02.2018.

Niespełniona odyseja. „Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki” – Colson Whitehead

Tytuł – „Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki”

Autor – Colson Whitehead

Tłumaczenie – Rafał Lisowski

Wydawnictwo – Albatros

Rok – 2017

  • DLA KOGO – dla wielbicieli literatury, kultury i historii amerykańskiej, dla łowców nagród, dla fanów Baraka Obamy i Oprahy Winfrey, dla interesujących się niewolnictwem, rasizmem, dyskryminacją wszelaką, dla fanów dobrej literatury po prostu
  • PO CO – by wiedzieć, by zrozumieć, by poznać
  • MOJA OCENA – 4/6
Kunta Kinte i inni

Ruch abolicjonistyczny ciekawił mnie jeszcze zanim dowiedziałam się co to takiego ten abolicjonizm. Seriale takie jak Niewolnica IzauraPółnoc-Południe czy Korzenie widać zrobiły swoje. I to, że sięgnęłam po powieść „Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki” Colsona Whiteheada* było wręcz naturalnym odruchem. Nie z powodu gradu nagród i słyszanych wszem i wobec zachwytów. Choć niestety, szum wokół książki wykrzywił nieco jej odbiór.

Pulitzer za wymieszanie realizmu z alegorią

Smak goryczy

Jedno z przykazań profesora Leszka Kołakowskiego brzmi: Chcieć niezbyt wiele. Prawda. Sprawdzone. Wielokrotnie nawet. Też przy okazji książki „Kolej podziemna” Whiteheada. Gdyby o książce nikt nic nie mówił, nie byłoby oczekiwań. Zasiadłabym do lektury otwarta na to, co przyniesie. Stało się jednak inaczej. Mówiono już o niej od jesieni 2016 roku przy okazji ogłoszenia laureatów National Book Awards za 2016 rok – Whiteheada ze swoją „Koleją” był jednym z nich. Później, w styczniu 2017 roku zapowiedziano polską premierę powieści na maj. W kwietniu zaś Whitehead został laureatem Pulitzera (do tej pory tylko Kroniki portowe Annie Proulx zdobył obie nagrody). Po tym wyróżnieniu „Kolej podziemna” nie schodziła już z języków. Wkrótce też, amerykański tygodnik „Time” wpisał autora na listę stu najbardziej wpływowych ludzi na świecie. Zaraz zaczęto mówić o serialu, którego realizacją miał się zająć uhonorowany twórca (Barry Jenkins).

Nastał w końcu czerwiec i powieść ukazała się w Polsce. Podsycanie nastrojów trwało zatem ponad pół roku. Z każdym niemalże miesiącem temperatura rosła. Razem z nią i oczekiwania. Z pewnością gdyby nie fakt, że książka ze względu na swą problematykę znajdowała się w kręgu moich zainteresowań, to z pewnością te wszystkie ochy i achy raczej zraziłyby mnie, niż zachęciły. A tak, apetyt rósł z każdą zasłyszaną opinią. W końcu nadeszły chwile wyczekiwanej lektury.

W takim przypadku mogłam doświadczyć tylko jednego – rozczarowania. Choćby nie wiem jak powieść byłaby dobra, to niczego innego przynieść nie mogła. Należało odczekać, zapomnieć, by zasiąść do czytania bez oczekiwań, nadziei, jedynie z ciekawością! Potrzebowałam więc nieco czasu, by się otrząsnąć i przestać pamiętać o oczekiwaniach – słowem, by wymazać prehistorię „Kolei”. Niestety. Posmak zawiedzionych oczekiwań pozostał.

Ważność

Whiteheada w swej powieści zmierzył się z jednym z ważniejszych tematów Ameryki. Pozornie tylko dotyczącym przeszłości (książka Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość Katarzyny Surmiak-Domańskiej doskonale to pokazuje).

Niewolnictwo dla pisarza, Afroamerykanina, potomka niewolników, to temat szczególny, to sprawa osobista. Pomysł na tę powieść zrodził się prawie dwie dekady temu (w 2000 roku). Autor musiał jednak dojrzeć jako mężczyzna i twórca, by stawić mu czoła. Opublikował pięć powieści, nim zabrał się za realizację swego najlepszego jak się z czasem okazało pomysłu.

Etykietki, łatki

Było już wielu takich, którzy mierzyli się z tą jakże trudną i bolesną sprawą. Jednak efekt działań Whiteheada zaskakuje, żeby nie powiedzieć, że wprawia w konsternację. Powieść bowiem z jednej strony wymyka się etykietom wszelakim, z drugiej zaś można przypiąć jej każdą łatkę. Dowodem jest choćby nagroda za najlepszą powieść… science fiction roku 2016 (rozumianej jako historia alternatywna – potraktowanie metafory dosłownie; poza tym nauka to nie tylko technologia i inżynieria, to też socjologia)[1]. W plebiscycie zaś Goodreads, największego na świecie portalu społecznościowego dla czytelników, powieść ta zwyciężyła w kategorii powieści historyczna[2]. Zatem zgodzić się trzeba, że to „niezwykła mieszanka dokumentalnej prawdy i najbardziej wymyślnej fikcji”[3].

Droga ku wolności

„Kolej podziemna” to historia Cory – nastoletniej niewolnicy żyjącej na południu USA, w stanie Georgia, na jednej z plantacji bawełny, która pewnego dnia postanawia zbiec. I ta właśnie ucieczka – droga ku wolności – wypełnia opowieść Whiteheada.

Cora była niewolnicą w trzecim pokoleniu. Dziewczynka, porzucona przez matkę (ta zdołała z plantacji zbiec), musiała samotnie stawić czoła okrutnej rzeczywistości. Była twarda, nie dawała się. Walczyła o siebie, ale walka ta z góry skazana była na porażkę. Pogardzana przez towarzyszy niedoli, została zepchnięta na najniższy szczebel hierarchii panującej wśród niewolników. Wszyscy, właściciel, zarządca, nadzorca, pozostali niewolnicy gardzili nią. Kiedy więc jeden z nowo przybyłych na plantację niewolników postanowił zbiec i ucieczkę zaproponował Corze (uznając, że przyniesie mu szczęście, gdyż ma geny tej, która zyskała wolność), ta w pierwszym odruchu odmówiła, ale wkrótce, kiedy propozycja została ponowiona, rozumiejąc, że na plantacji będzie jej coraz trudniej, zdając sobie sprawę z ogromnego ryzyka, przystała na nią. Wiedziała, że to dla niej jedyna szansa.

Przemierzając kolejne stany – Georgię, Karolinę Południową i Północną, Tennessee – próbując dotrzeć do lepszego świata, Cora ucieka przed pościgiem najlepszego w kraju łowcy niewolników, który postawił sobie za punkt honoru jej schwytanie, gdyż była córką tej, która przyczyniła się do jego porażki – jako jedyna zdołała mu zbiec.

Miszmasz

„Kolej podziemna” zatem to powieść drogi, też powieść przygodowa, historyczna nawet, co sugerowałoby od razu, że mamy do czynienia z powieścią realistyczną. Nic bardziej mylnego. O ile problematyka/ treść dotyczy kwestii jak najbardziej realnych, wydarzeń, które miały miejsce w konkretnym czasie i konkretnej przestrzeni, dotyczy więc prawdy, to już sposób realizacji/ forma jest rodem z powieści fantastycznej. I zapewne to stanowi o jej osobliwości.

Dla kogoś, komu obcy jest temat ruchu abolicjonistycznego opowieść Whiteheada nie przekroczy granic realizmu, będzie powieścią dosłowną. Dla niego Cora wsiada w wagon kolei podziemnej, tajemnicze i prymitywne metro XIX wieku, przemierza poszczególne stany, by ziścił się jej sen o wolności. American dream.

Dziecięca wizja

Można powiedzieć, że formalny zabieg zastosowany przez pisarza był wyjściem na przeciw dziecięcym oczekiwaniom. Bo dla małego Whiteheada kolej podziemna była realnym bytem[4]. Gdy dowiedział się, że nie było to prawdziwe metro, doświadczył rozczarowania. Uczucie musiało być bardzo intensywne skoro po tylu latach powrócił do tej dziecięcej wizji.

Kolej podziemna

W rzeczywistości kolej podziemna (ang. Underground Railroad) nie była bytem materialnym. Jest to jeden wielki symbol, metafora utworzonej przez abolicjonistów przed wojną secesyjną sieci przerzutowej zbiegłych czarnych niewolników, to szlak bezpiecznych kryjówek i kontaktów dla niewolników uciekających z amerykańskiego Południa na Północ, aż po Kanadę i Meksyk. „Na ten skomplikowany system ucieczkowy składały się drogi, tunele, szlaki, bezpieczne kryjówki, ale też ludzie – przewodnicy, sponsorzy, zarówno organizacje, jak i społeczności. Nazewnictwo kolejowe tworzyło tajny kod, jakim posługiwali się uciekinierzy i abolicjoniści. Do sekretnego języka dochodził też system tajnych znaków graficznych. Kolej podziemna jednoczyła czarnych i białych w walce o wolność, godność i prawa człowieka”[5]. Nie mamy więc do czynienia z koleją w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Odkrycie tego faktu przez Whiteheada leży więc u podstaw powieści. Autor wizję lat najmłodszych przeniósł na karty swego tekstu. Wyszło mu to, trzeba przyznać, znakomicie. Opowiedział o symbolu, amerykańskim micie dosłownie, oddając w ten sposób jego istotę. Pomysł godny najważniejszych laurów. Jego realizacja też, ale… O tym za chwilę.

Prawda w szczególny sposób pojęta

Wspomniałam, że mamy do czynienia z powieścią historyczną, należy to jednak dookreślić, by nie było nieporozumień. Nie chodzi tu o dokument, potwierdzający fakty. Mamy tu bowiem do czynienia z prawdą w szczególny sposób pojętą. Motto autora – „nawet jeśli nie będę trzymać się faktów, będę trzymać się prawdy”[6] – zdradza jego pojmowanie tej kwestii. Chodziło o trzymanie się prawdy, nie faktów. „To nie powieść historyczna, ale powieść o historii” – podkreślił Whitehead, usprawiedliwiając swe poczynania[7]. W powieści tej bowiem odnajdziemy elementy niezgodne z prawdą historyczną, co nie znaczy, że „Kolej podziemna” zadaje kłam rzeczywistości. Być może takie podejście do prawdy, nazwijmy je delikatnie niezobowiązujące, wyda się komuś manipulacją, wprowadzaniem w błąd, po prostu złe. Ale przecież nie chodzi o literaturę faktu. Czyż od prawdy 1:1 w literaturze pięknej nie wydaje się ważniejsza prawda szerzej pojęta, ogólna – jej waga, istotność, doniosłość?

Z tradycji to, co najlepsze

W tym celu, by zrealizować swój zamysł, autor pomieszał dwa porządki – realistyczny i fantastyczny, fakty historyczne i fantazję – traktując je w ten sam sposób. W pamięci miał, co sam podkreśla, rozwiązania formalne Stu lat samotności Gabriela Garcíí Márqueza i Podróży Guliwera Jonathana Swifta[8]. Hm…

W powieściach tych, efektem pomieszania wspomnianych nieprzystających do siebie pozornie porządków jest ich współistnienie. Tu natomiast jeden pochłonął drugi. Tam magia wpisana jest w świat rzeczywisty, bytując na tych samych prawach, tu jest dewaluowana, zasłaniana, by mogła udawać realność. Rzeczywistość zostaje zakłamana. I to jest moje ale – mój zarzut pod adresem tej uhonorowanej powieści, który sprawia, że jej ważność zostaje zachwiana. Świat przedstawiony wraz ze swoimi bohaterami przez to nie przekonuje czytelnika (mnie), nie jest wiarygodny, trudno w niego uwierzyć. To wszystko jest doskonale skrojone, dopracowane, wycyzelowane w każdym szczególe, jednak w tę rzeczywistość nie udaje się czytelnikowi (mi) wejść, nie wciąga, pozostawiając go (mnie) z boku obojętnego.

Niespełnienie

A miało być tak pięknie! Cora, niczym mityczny Odyseusz lub Swiftowski Guliwer, miała, jak sugerował wydawca, przemierzać kolejne krainy, z których każda miała przerażać i zadziwiać bardziej niż poprzednia. Miała poszukiwać bezpiecznej przyszłości, ale też rozprawiać się z przeszłością, która wciąż była dla niej więzieniem. Miała, poznając samą siebie, dowiedzieć się sporo o ludzkości jako takiej[9]. Miało tak być… Jest natomiast grupa aktorów, która w sztucznych dekoracjach odgrywa, choć doskonale, to tylko mechanicznie jakieś z góry przypisane im role.

Doświadczenie wspólne

Teoretycznie, podążając w głąb „Kolei podziemna” możemy się zagubić… Teoretycznie możemy się złapać bowiem na tym, o czym Surmiak mówiła w rozmowie z Whiteheadem, że już nie wiemy czy jesteśmy w pierwszej połowie XIX wieku w USA, czy w pierwszej połowie XX wieku w środkowej Europie, czy może w czasach feudalnych. Czy chodzi o Afrykanów, czy o Żydów, a może o poddanych chłopów. Teoretycznie uzasadnione też wydają się nawet skojarzenia z Bośnią czy Syrią[10]. Bo, jak mówi sam autor, supremacja wczoraj czy dziś, tam czy tu jest taka sama, zawsze i wszędzie. Prawda Whiteheada okazałaby się zatem doświadczeniem wspólnym. Tyle, że doświadczenie lektury „Kolej podziemna” tego praktycznie nie przynosi.

* Tytuł oryginalny – The Undeground Railroad, rok pierwszego wydania – 2016, rok pierwszego wydania polskiego – 2017.


[1] „Kolej podziemna” Colsona Whiteheada z Nagrodą im. Arthura C. Clarke’a dla… najlepszej powieści science fiction, opublikowano 28.07.2017, http://booklips.pl/newsy/kolej-podziemna-colsona-whiteheada-z-nagroda-im-arthura-c-clarkea-dla-najlepszej-powiesci-science-fiction/, dostęp 17.10.2017.

[2] Najlepsze książki 2016 roku według czytelników z całego świata – znamy wyniki Goodreads Choice Awards, opublikowano 10.12.2016, http://booklips.pl/newsy/najlepsze-ksiazki-2016-roku-wedlug-czytelnikow-z-calego-swiata-znamy-wyniki-goodreads-choice-awards/, dostęp 17.10.2017.

[3] Nota od wydawcy, http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazka,1713,3894,kolej-podziemna-czarna-krew-ameryki.html, dostęp 17.10.2017.

[4] „Kolej podziemna” Colsona Whiteheada – ucieczka z plantacji niewolników godna Nagrody Pulitzera i National Book Award, opublikowano 30.06.2017, http://booklips.pl/premiery-i-zapowiedzi/kolej-podziemna-colsona-whiteheada-ucieczka-z-plantacji-niewolnikow-godna-nagrody-pulitzera-i-national-book-award/, dostęp 17.10.2017.

[5] Nota od wydawcy, op. cit.

[6] Trzymam się prawdy, nie faktów – wywiad z Colsonem Whiteheadem, opublikowano 08.08.2017, http://booklips.pl/wywiady/trzymam-sie-prawdy-nie-faktow-wywiad-z-colsonem-whiteheadem/, dostęp 17.10.2017.

[7] Zagraj w zło i dobro. Z Colsonem Whiteheadem rozmawia Katarzyna Surmiak-Domańska, „Książki. Magazyn do czytania”, numer specjalny 1/2017.

[8] Ibidem.

[9] Nota od wydawcy, op. cit.

[10] Ibidem.

Pulitzery, Bookery…

Pulitzery, BookeryIdzie nowe!!!

Z nagrodami literackimi różnie to bywa, ale tak się składa, że często jest mi po drodze z Nagrodą Pulitzera i Nagrodą Bookera. Dlatego też postanowiłam wprowadzić w Bałwochwalni nowy cykl notatek – Pulitzery, Bookery… – poświęconych książkom, które uhonorowano tymi właśnie prestiżowymi literackimi nagrodami.

Będzie to dla mnie też rodzaj wyzwania czytelniczego – okazja do nadrobienia czytelniczych zaległości (może w końcu przeczytam tego słynnego Szczygła Donny Tartt 😉 ??), które uwierają, ale też wprowadzenie pewnego porządku, by ograniczyć chaos (porządki to u mnie natręctwo 🙁 ).

Nie będzie żadnej chronologii, nie będzie też systematyczności. Niespodziewanie pojawi się nota, o tej czy o tamtej nagrodzonej książce.

Dodam jeszcze, że niektóre uhonorowane publikacje to już klasyka, dlatego cykl Pulitzery, Bookery… niekiedy będzie pokrywał się z cyklem, który od dawna (u zarania dziejów Bałwochwalni) planuję, ale o tym więcej przy innej okazji.

Na początek dla przypomnienia kilka faktów!

Pulitzer

Nagroda Pulitzera[1] (ang. Pulitzer Prize) – coroczna amerykańska nagroda przyznawana za wybitne dokonania w dziedzinie dziennikarstwa, literatury pięknej i muzyki (wszystkich kategorii jest dwadzieścia jeden).

Nagrodę swojego imienia ufundował amerykański dziennikarz i wydawca węgierskiego pochodzenia – Joseph Pulitzer.

Pierwsze nagrody zostały przyznane 4 czerwca 1917 roku.

Laureat Nagrody Pulitzera uhonorowany zostaje świadectwem i czekiem na 15 tysięcy  USD (wyjątkiem jest kategoria „Służba publiczna”).

Bałwochwalniane noty poświęcone Nagrodzie Pulitzera będą dotyczyły kategorii „Pulitzer Prize for Fiction” (do 1947 roku – „Pulitzer Prize for Novel”)[2].

Nagroda Pulitzera przyznawana jest wiosną.

Booker

Nagroda Bookera[3] (ang. The Man Booker Prize for Fiction) – najbardziej prestiżowa nagroda literacka w Wielkiej Brytanii przyznawana za najlepszą powieść angielskojęzyczną danego roku (do 2013 uhonorowywała jedynie autorów, którzy byli obywatelami Wspólnoty Narodów, Zimbabwe lub Irlandii).

Pierwsza nagroda została przyznana w 1969 roku.

Laureat Nagrody Bookera otrzymuje 50 tysięcy funtów.

Nagroda Bookera przyznawana jest jesienią.

The Man Booker International Prize

W 2005 ustanowiono osobną międzynarodową nagrodę The Man Booker International Prize, która jest przyznawana pisarzom z całego świata, bez względu na język, w jakim tworzą. Warunkiem jest dostępność publikacji w języku angielskim.

Nagroda ta do roku 2015 przyznawana była co dwa lata za całokształt twórczości, od 2016 zaś corocznie za konkretną powieść.

Nagrodę – 25 tysięcy funtów – otrzymuje nie tylko autor, ale też i tłumacz.

Nagroda przyznawana jest późną wiosną.

Tyle teorii, czas na praktykę! To już wkrótce. Mam nadzieję, że ten cykl przypadnie Ci do gustu!!! Czekaj więc cierpliwie na opowieść o jednej z uhonorowanych tymi prestiżowymi nagrodami powieści!


[1] Hasło, Nagroda Pulitzera, https://pl.wikipedia.org/wiki/Nagroda_Pulitzera, dostęp 09.10.2017.

[2] Za okładki płotem, http://www.zaokladkiplotem.pl/p/pulitzer.html, dostęp 09.10.2017.

[3] Hasło, Nagroda Bookera, https://pl.wikipedia.org/wiki/Nagroda_Bookera, dostęp 09.10.2017.