Czas nie leczy ran. „Kotka i Generał” – Nino Haratischwili

Tytuł – „Kotka i Generał”

Autor – Nino Haratischwili

Tłumaczenie – Urszula Poprawska

Wydawnictwo – Otwarte

Rok – 2019

  • DLA KOGO – dla amatorów trudnych tematów, dla miłośników historii powszechnej, dla wielbicieli Czeczenii i szerzej Wschodu, dla koneserów dobrze skrojonych fabuł, dla fanów opowieści z pełnokrwistymi bohaterami oraz „Ósmego życia”, dla ignorantów
  • PO CO – by zrozumieć, by wiedzieć, by żyć świadomiej, mądrzej
  • MOJA OCENA – 6/6

Dramat rozpisany na trzy osoby. One dwie, on jeden. Jedna Nura Giełajewa, czeczeńska nastolatka, druga Sesili, Kotka, gruzińska aktorka i Aleksander Orłow, Osesek, Generał, rosyjski oligarcha. Rok 1995, Czeczenia, Rosja, Gruzja. Rok 2016, Niemcy, Maroko, Czeczenia. Wszystko ledwie się zaczęło a już się skończyło. Przypadek, przeznaczenie, fatum.

Nino Haratischwili w swej najnowszej powieści „Kotka i Generał” znów przybliża nam Kaukaz, pokazując jego dramatyczną historię najnowszą, o której mało kto pamięta (nie tylko z powodu swego ignoranctwa, ale także dlatego, że chciano zapomnieć albo musiano) i przeobrażenia jakie zaszły w Rosji. Autorka nie poprzestaje jednak na tym. Portretuje Wschód i Zachód, dwa jakże różne elementy, tworzące jednak ten sam świat, by odsłonić zjawisko znane od wieków, które dziś jest jednym z podstawowych problemów całego globu, wobec którego ludzkość nie zawsze staje na wysokości zadania.

Powieść gruzińsko-niemieckiej autorki tym jednak razem jest znacznie skromniejsza. „Ósme życie” to powieść totalna, rozpisana na wiele pokoleń, na wiele dekad, przedstawiająca summę rzeczywistości, nosząca jednocześnie znamiona utworu tradycyjnego i nowoczesnego, lokalnego i powszechnego, wyobraźniowego i realistycznego. „Kotka i Generał” zaś opowiada o dramatycznych wydarzeniach roku 1995, które swój finał znalazły dwadzieścia lat później.

Tym razem przygoda zaczyna się w niewielkim kraju o burzliwej historii najnowszej, w Czeczenii – „[…] małej, krnąbrnej republice, która nagle, za przykładem innych […], wyraziła niewdzięczne pragnienie niezależności i odważyła się stawiać Rosji żądania” (s. 310). Z tej kaukaskiej krainy przenosi się do Rosji, Niemiec, Maroka, by powrócić i mieć swój finał wśród surowej czeczeńskiej natury:

Niewiele było na świecie miejsc, które okazywałyby taką obojętność wobec spraw ludzkich. Jakby człowiek był błędem natury, pomyłką, mącicielem, a natura z jej górami i wodami pozostawała – bez niego – w doskonałej harmonii. (s. 589)

Geneza

„Kotka i Generał” to opowieść bazująca na faktach. Nawiązująca do wydarzeń, do ujawnienia których uparcie dążyła zamordowana rosyjska dziennikarka Anna Politkowska, relacjonując wydarzenia w czasie prowadzonej przez Rosjan tak zwanej „operacji antyterrorystycznej” na Kaukazie. Jej relacje o mordach na ludności cywilnej, bezprawiu i zacieraniu śladów zbrodni, sprawiły, że wyrosła na czołową obrończynię praw człowieka w tym regionie, będąc wrogiem numer jeden prezydenta Władimira Putina i prorosyjskiego przywódcy Czeczenii Ramzana Kadyrowa. Za co przyszło jej zapłacić cenę najwyższą.

Haratischwili wykorzystała do swej opowieści opisany przez aktywistkę epizod II wojny czeczeńskiej – historię Elzy Kungajewej, uprowadzonej nastoletniej Czeczenki, zgwałconej i zamordowanej przez oddział pułkownika Jurija Budanowa. Żołnierze obozowali w pobliżu jednej z górskich wsi w Czeczenii, by odpocząć po wyczerpującej walce w Groznym. Spokój jednak nie wpływał na nich kojąco. Paranoja narastała, aż w końcu sytuacja wymknęła się spod kontroli i doszło do tragedii.

Autorska doopowieść

Punktem wyjścia „Kotki i Generała” jest początek tej wstrząsającej historii z II wojny czeczeńskiej. Cała reszta jest już fikcją literacką, choć nie mniej wstrząsającą.

Nura

Pijany pułkownik i jego trzech podwładnych dopuściło się zbrodni podczas owej „operacji antyterrorystycznej”. Uprowadzili, zgwałcili i zamordowali młodą Czeczenkę, której największą zbrodnią było marzenie o wyrwaniu się ze społeczności, w której przyszło jej się urodzić, w której panują surowe prawa przodków, a codzienne życie regulują normy kodeksu muzułmańskiego.

Nura nie chciała oddawać się troskom i lękom, chciała walczyć jak lwica o swoje, pragnęła być samowystarczalna, sama chciała być „Słońcem swego systemu planetarnego” (s. 21). Na koniec zaś, nie chciała „znosić tej hańby, która dla kobiety stąd była czymś najpotworniejszym, bezczeszczenia jej ciała przez kolejnych mężczyzn” (s. 585) i „wychodziła na przeciw tej śmierci” (s. 585).

Jeden ze zbrodniarzy doniósł. Mężczyzn oskarżono i aresztowano. Mieli stanąć przed sądem. Sprawy jednak potoczyły się po myśli trójki oskarżonych i do procesu nie doszło. Wszyscy wolni i oczyszczeni z zarzutów mogli cieszyć się życiem.

[…] byli panami życia i śmierci i nie ponieśli za to żadnej kary, jeśli było można w jednej sekundzie przestać być człowiekiem, zrzucić z siebie człowieczeństwo jak stary płaszcz, to człowieczeństwo nie jest nic warte. (s. 428)

Generał

Jednak jednego z oprawców demony przeszłości nie opuszczały. Jego pobyt na wojnie, jak i cały jego pobyt w wojsku był wielką pomyłką. Jako syn bohatera z Afganistanu nie miał prawa kierować się swoimi pragnieniami. Musiał podążać drogą sławnego ojca. Zamiłowanie do sztuki i literatury nie ułatwiały mu tego. Bycie żołnierzem było więc wielkim nieporozumieniem.

Delikatny, wrażliwy, egzystujący tak „jakby umiejętność życia nie była jego cechą wrodzoną” (s. 165), zagubiony młody człowiek pod wpływem wydarzeń jednej nocy przemienił się w człowieka bezwzględnego, wyrachowanego, potężnego i niezłomnego, któremu nic ani nikt nie jest w stanie zagrozić. Z Oseska przeobraził się w Generała. Wyzyskując system, zdobył z czasem taką władzę, że sam mógł wymierzyć sprawiedliwość, wydać wyrok, pomścić śmierć niewinnej dziewczyny, swoje zbrukanie, raz na zawsze pozbyć się wyrzutów sumienia, uciszyć demony przeszłości.

[…] w Czeczenii pewnych rzeczy tak szybko się nie zapomina. Jak myślicie, kiedy ulega przedawnieniu czir, krwawa zemsta, co? (s. 575)

Kotka

Gruzińska aktorka jednego z prowincjonalnych berlińskich teatrów, która stale toczyła boje z samą sobą, która spadając z niebezpiecznej wysokości, lądowała zawsze jak kot na czterech łapach, tak łudząco podobna do Nury, czeczeńskiej dziewczyny sprzedającej rosyjskim żołnierzom kury i jajka, by zarobić i wyruszyć w świat, zawzięcie próbującej ułożyć kostkę Rubika, miała mu w tym pomóc (Pytanie brzmi: dlaczego? Nie znajduję bowiem dobrego, mocnego, przekonującego uzasadnienia dlaczego Generał nie mógł bez Kotki doprowadzić sprawy do finału).

Co stało się po spotkaniu Kotki z Generałem? Jaką rolę odegrał w tym młody niemiecki dziennikarz i córka Generała?

Zasady tej gry znał tylko Generał i do ostatniej chwili – strony – z nikim nie podzielił się tą wiedzą.

Kotka, Generał i cała reszta

Bez wątpienia najmocniejszym punktem powieści Haratischwili są bohaterowie. Pisarka jest mistrzynią w kreowaniu postaci dramatu. I nie ma znaczenia czy chodzi o te pierwszoplanowe, jak Nura, Kotka, Generał, czy te epizodyczne, które pojawiają się tylko na chwile, by pozostać jednak w pamięci na długo.

Kobiety

Uwagę przyciągają szczególnie kobiety. Ich kreacje pozostają niezapomniane. Warto wspomnieć chociażby mentorkę Nury – Natalię Iwanowną, rosyjską nauczycielkę, która wraz z mężem wędrowała po najodleglejszych wsiach Czeczeni, by nauczać tamtejsze dzieci i pobudzać je do myślenia wychodzącego poza obowiązujące ramy.

Uwagę zwraca także babka Kotki – Sesilia, miłośniczka nauki, która jako córka „wroga ludu” musiała zapomnieć o karierze uniwersyteckiej i zadowolić się posadą nauczycielki fizyki i chemii oraz zastępcy dyrektora w jednej ze szkół w Tbilisi, korepetytorka, kobieta wróżąca z fusów kawy.

Nie mniej barwną postacią jest matka Kotki – Tina, żywiołowa, kochająca wolność, głodna życia malarka, kobieta niekiedy zbyt lekkomyślna, wiecznie szukającą podziwu, komplementów i miłości czy wielka miłość Generała – Sonia, osobliwa dziewczyna, która nic nie miała i niczego się nie bała, która nie mieściła się w schematach i która nie uznawała żadnych reguł, bezpośrednia, spontaniczna, nienasycona, wulgarna, wzbudzającą respekt osiedlowej chuliganerii, pragnącą w młodości zostać złotnikiem.

Nie można pominąć także córki Generała, postaci w opowieści niezwykle kluczowej – Ady, po bohaterce „Ada albo Żar” Nabokova, pewnej siebie, bezkompromisowej dziewczyny „o różowych włosach i oderwanych od życia poglądach” (s. 199), zuchwałej księżniczki „z lekką skłonnością do rebelii” (s. 199), która niekiedy przerażała rzeczowym spojrzeniem na rzeczywistość, która nie wierzyła w amoralną naturę człowieka, wierzyła zaś w dobro i prawdę, która nie mogła znieść świata odkąd dowiedziała się, że jest to „miejsce, gdzie ludziom, którzy stali się potworami, wszystko uchodzi płazem, że udaje im się ujść przed odpowiedzialnością” (s. 271), której proszki nasenne o polskiej nazwie pozwoliły uwolnić się od zła świata tego.

Mężczyźni

W opowieści Haratischwili kobiety wiodą prym, ale na uwagę zasługują także męskie postacie. Jak chociażby dziennikarz – Onno Bender, Kruk, Niemiec, pismak, który w młodości zarażony został miłością do Europy Wschodniej, ze „szczególną słabością do nieformalnych carów przełomu stuleci, ich podejrzanych machinacji i możliwości nieuznających żadnych granic ani zasad moralnych” (s. 197), do „bohaterów westernów na wschodzie Europy” (s. 455), opowiadacz ludzkich historii, zwiastun nieszczęścia, posłaniec przynoszący złe wiadomości.

Także towarzysze zbrodni, odrażające typy, zapadają w pamieć – dowódca oddziału, pułkownik Andriej Szujew, choleryk, alkoholik, postrach żołnierzy, jego adiutant Borys Pietruszow, perwersyjny, przebiegły sadysta uzależniony od białego proszku oraz szeregowy Iwan Juricz, Zając, służalec pozbawiony własnej woli.

Każda z tych postaci jest wiarygodna, wyrazista, niejednoznaczna, wielowymiarowa, z krwi i kości. Portrety psychologiczne odmalowane przez autorkę są jednymi z ciekawszych w literaturze i zasadniczych w prozie gruzińskiej pisarki. To dzięki nim, światy wykreowane przez Haratischwili, choć pozornie odległe i niewyobrażalne, są nam dostępne.

Historia

Ci bohaterowie nie lawirują jednak w próżni. Są umieszczeni w konkretnym czasie i konkretnej przestrzeni. I ten konkretny czas, ta konkretna przestrzeń mają wpływ na ich egzystencję. Niezależnie od tego czy są silnym jednostkami, które walczą o swoje, czy słabymi, poddającymi się bez najmniejszego gestu sprzeciwu losowi.

„Kotka i Generał” to znów opowieść rozgrywająca się na tle zmieniającej się Europy. Losy poszczególnych osób wpisane są w historię tej części świata. I tu znów teraźniejszość sięga po przeszłość dla przyszłości. Choć w innym celu niż było to w „Ósmym życiu”.

Autorka i tym razem pokazuje jak ludzkie życie zależne jest od dziejów świata, jak uwikłane jest w historię, jak się z nią mocno splata. Wielka historia stale obecna jest w życiu bohaterów powieść, przeplata się tu z ich codziennym bytem. Co znów, żyjącym w spokojnym zakątku świata, nie nękanym konfliktami, wydaje się wręcz fantasmagorią. Tło historyczno-polityczno-gospodarcze nie jest tu tylko dekoracją, ono definiuje poszczególne istnienia, które dzięki temu nie są lawirującymi bezwiednie w czasoprzestrzeni, pozbawionymi celu i sensu monadami.

Wschód i Zachód

Haratischwili w swej najnowszej powieści nie poprzestaje na przybliżeniu nam Kaukazu i jego historii najnowszej. Niejako przy okazji, mimochodem portretuje Wschód i Zachód, dwa jakże różne elementy, tworzące jednak ten sam świat, odsłaniając tym samym zjawisko co prawda znane od wieków, ale to dziś przeobrażające podstawy funkcjonowania ludzkiego życia na całym świecie.

Emigracja

Autorka charakteryzując ludzi Wschodu i Zachodu pokazuje ich jakże odmienne osobowości, natury, mentalności. Robi to portretując środowisko emigracji – ludzi nieprzystających do tego, co Zachód ma im do zaoferowania.

Ludzie Wschodu są pełni marzeń, tęsknot, namiętności, które nie pozwalają im spokojnie egzystować, to pełne ideałów indywidua, uwięzione w swych utopiach, celebrujące codzienność, nieznoszące przeciętności, współbytujące z naturą, dla których więzy rodzinne są wartością nadrzędną.

Emigrując, pragnęli nauczyć się być kimś z Zachodu. Chcieli nauczyć się

„logicznego myślenia, samodyscypliny, prowadzenia wykwintnych rozmów o polityce, w których oczywiście nikt nigdy nikogo nie obraża, […] kategorycznego sprzeciwu wobec wszelkiej przemocy, także tej, którą kieruje się przeciwko sobie, […] rozwiązywania każdego konfliktu dzięki mądrze wyważonym słowom, […] kastrowania własnych namiętności, jeśli nie pasują do salonów, […] innego życia w weekend, bez zasad obowiązujących w tygodniu, […] życia z ciągłymi wyrzutami sumienia, jeśli tylko przepuści się życie trochę za blisko siebie, nie zabezpieczywszy się jakoś wcześniej, […] zdrowego, umiarkowanego odżywiania się […]” (s. 225).

Pragnęli, by im wpojono „przekonanie, że jabłko tak samo uszczęśliwia jak porcja tortu bezowego […]”(s. 225).

Bronili się jednocześnie, „by emigracja nie odebrała jej najważniejszych cech, z całych sił sprzeciwiała się zachodnim regułom życia, chciała za to zachować irracjonalną niefrasobliwość, łatwowierność, optymizm, skłonność do działania wbrew rozsądkowi, nie chciała odebrać sobie skłonności do wschodniego patosu, długich rozmów” (s. 255).

„Kotka i Generał” to opowieść o przenikaniu się dwóch odmiennych natur – Wschodu i Zachodu – o ich trudnym współbyciu, będącym wielkim wyzwaniem, która uzmysławia, że wspólne egzystowanie jest faktem, który chociażby dla własnego dobra musimy zaakceptować.

Dzięki temu najnowsza powieść Haratischwili jest nie tylko powieścią historyczną, mówiącą o przeszłości kraju dość odległego i egzotycznego, ale i opowieścią współczesną, dotyka bowiem problemów, którym dziś musimy stawić czoła, z którymi musimy się zmierzyć w naszym ulegającym znacznym przemianom bycie.

Ps. Nota powstała przy współpracy z wydawnictwem Otwarte.

*Wszystkie cytaty z dzieła pochodzą z tomu, Kotka i Generał, Nino Haratischwili, Kraków 2019.

**Tytuł oryginalny – Die Katze und Der General, rok pierwszego wydania – 2018, rok pierwszego wydania polskiego – 2019.


BIBLIOGRAFIA

„Nasze małżeństwo” – Tayari Jones

Wydawnictwo Otwarte proponuje zacząć rok 2019 „Naszym małżeństwem” Tayari Jones (autorki u nas nieznanej) – powieścią, która znalazła się na długiej liście nominowanych do National Book Award 2018, którą poleca Barack Obama, chwali Oprah Winfrey, która rzekomo była swego czasu najgłośniejszą amerykańską powieścią, która podobno jest majstersztykiem, która podobno w karierze pisarskiej autorki jest dziełem przełomowym. Te jednak informacje nie wszystkich przekonają do powieści. Wabikiem też raczej nie będzie polski tytuł, w gruncie rzeczy niewiele mówiący. Obiecujący za to może wydawać się temat.

Można bowiem wnioskować, że to opowieść o małżeństwie Afroamerykanów, które musi stawić czoła amerykańskiej rzeczywistości nie tak pięknej jakby się mogło wydawać!

Niespełnienie

Czy rzeczywiście? Oryginalny tytuł („An American Marriage”) wyraźnie sugeruje z czym odbiorca będzie miał do czynienia, dookreśla kontekst. Polski natomiast, pozbawiony wiele mówiącego przymiotnika, sprawia, że powieść lawiruje w próżni. Ale właśnie ten polski tytuł, paradoksalnie, wydaje się bardziej adekwatny do tego, co niesie ze sobą treść powieści. Oryginalny zawiera obietnicę, której zawartość nie spełnia. Bo w istocie mamy do czynienia z jakimś tam małżeństwem, a czy jest ono amerykańskie, francuskie czy niemieckie nie odgrywa tu znaczącej roli.

Choć początek zwiastował coś zgoła innego, że owszem, będzie to powieść o małżeństwie, które zdarzyć się mogło tylko właśnie w USA – kraju-symbolu wolności i spełnionych marzeń, ale i co ważniejsze zakorzenionych głęboko konfliktów.

Było sobie małżeństwo

Fabułę można streścić w kilku zdaniach, nie zdradzając przy tym niczego i nie psując zabawy potencjalnym odbiorcom powieści. Małżeństwo z półtorarocznym stażem spędza noc w hotelu. Budzi ich brutalne wtargnięcie policji, która aresztuje młodego małżonka, oskarżając go o gwałt na starszej kobiecie. Wkrótce ten zostaje skazany na dwanaście lat więzienia. Po pięciu, oczyszczony ze stawianych mu zarzutów, wraca do domu, do żony.

Narracja prowadzona jest kilkugłosowo. Przede wszystkim z perspektywy męża i żony oraz sporadycznie ich przyjaciela. Sporo miejsca zajmują też listy, które małżonkowie piszą do siebie podczas rozłąki. I w nich to dzieje się najwięcej, w nich to dzieje się to, co najciekawsze, ale o tym za kilka zdań.

Obiecujący początek

Początek powieści to historia małżeństwa Afroamerykanów, którzy żyją w kraju szans i możliwości, ale też kraju, w którym podziały rasowe determinują ludzkie byty, w którym wciąż słychać echa wojny secesyjnej. Jednak z każdym kolejnym rozdziałem te kwestie schodzą na dalszy plan, rozmywając się i z czasem zanikając niemalże zupełnie. Niestety.

Studium małżeństwa

Dalej mamy już tylko, choć podkreślić należy, że ciekawie ujętą i przekonującą kontynuację opowieści o relacji dwojga ludzi. Swoiste studiu małżeństwa, a uszczegóławiając, rozpadu tej relacji. I ten rozpad najlepiej oddaje wspomniana korespondencja. Te epistolarne noty ukazują rosnącą z każdym kolejnym zdaniem odległość mentalną dzielącą tych dwojga, którzy do tej pory byli właściwie małżeństwem tylko teoretycznie, gdyż dopiero uczyli się być nim praktycznie.

Poszczególne rozdziały zaś sięgają źródeł bohaterów, opowiadają o ich pochodzeniu, rodzinie, też o ich wspólnych początkach. Oddają im też głos, dzięki czemu odbiorca może zbliżyć się na tyle, by mógł pojąć sposób ich rozumowania i postępowania, ich motywacje.

To niewątpliwie dobra proza. Wciągająca, którą czyta się wartko i z zainteresowaniem. Co pozostawia? Na pewno poczucie przyjemnie spędzonego czasu, ale niestety i niespełnienia, a może nawet rozczarowania.

Ps. Nota powstała przy współpracy z wydawnictwem Otwarte.

Tytuł – „Nasze małżeństwo”

Autor – Tayari Jones

Tłumaczenie – Aleksandra Wolnicka

Wydawnictwo – Otwarte

Rok – 2019

  • DLA KOGO – dla tych, których nurtują zawiłości relacji międzyludzkich, dla amatorów literatury amerykańskiej, dla koneserów literatury obyczajowej, psychologicznej, dla panien i kawalerów, dla żon i mężów, dla łowców nagród
  • PO CO – by przyjemnie spędzić czas, by się zastanowić
  • MOJA OCENA – 4/6

* Tytuł oryginalny – An American Marriage, rok pierwszego wydania – 2018 , rok pierwszego wydania polskiego – 2019.

 

Było sobie życie. „Całe życie” – Robert Seethaler

Tytuł – „Całe życie”

Autor – Robert Seethaler

Tłumaczenie – Ewa Kochanowska

Wydawnictwo – Otwarte

Rok – 2017

  • DLA KOGO – dla fanów Roberta Seethalera i literatury austriackiej, czy szerzej niemieckojęzycznej, dla mających dość opasłych tomów, dla lubiących rzeczy niepozorne, dla niespieszących się, dla tych, którzy w codziennym chaosie i hałasie chcą się wyciszyć, zatrzymać, delektować się tym co tu i teraz
  • PO CO – by się zatrzymać, spojrzeć, być
  • MOJA OCENA – 4/6
Niepozorność

Niepozorne publikacje, czytaj niewielkich rozmiarów, przykuwają moją uwagę. Szczególnie teraz kiedy z każdej strony atakują opasłe tomy rodem z XIX wieku. Te skromne są zwykle dla nich przeciwwagą. Teoretycznie nie wymagają od odbiorcy poświęcenia (przebrnięcie przez 100-200 stron nie jest tak czasochłonne jak przez 600-800), wystarczy jeden krótki wieczór, ale niekiedy praktycznie wymagają znacznie większego zaangażowania, bo wielopoziomowego.

„Całe życie” Roberta Seethalera – powieść z 2014 roku, nominowana do nagrody The Man Booker International Prize 2016, która całkiem niedawno ukazała się na polskim rynku – jest właśnie taką niepozorną książką. Jest opowieścią rozpisaną na nieco ponad 150 stronach. Niewielkim rozmiarom odpowiada niewielki format książki i okładka – estetyczna bardzo, skromna, ale szlachetna – niekrzykliwa, twarda, z tłoczeniami. Tytuł powieści w zestawieniu z niepozornym wydaniem zaskakuje. Określenie „całe życie” niesie przecież ze sobą ogrom, ciężar… (przychodzi tu na myśl Hanya Yanagihara i jej słynna powieść „Małe życie”, choć odmienna w wymowie, to jej objętość i tytuł są jak w przypadku powieści Seethalera paradoksem – na 800 stronach rozpisane jest małe życie). I to zestawienie okazuje się kluczem do opowieści austriackiego pisarza, scenarzysty i aktora.

Akcja powieści rozgrywa się w austriackich Alpach na przestrzeni całego XX wieku. Głównym bohaterem jest Andreas Egger, przynajmniej teoretycznie, gdyż praktycznie jest nim natura. Przyczajona, cicha, choć dzika i bezwzględna. To ona jest tu siłą sprawczą, to jej podporządkowane jest całe ludzkie życie.

Całe życie – 79 lat jak jeden dzień

Dzieciństwo

Na początku XX wieku, Andreas, o nieznanej nikomu dacie urodzenia, po śmierci matki, może jako czterolatek, trafił do swego wuja na wychowanie. Niestety, nie był to dla niego sielski czas. Nie był traktowany jak pełnoprawny członek rodziny. Tylko jak bękart, jak obcy. Nigdy też nie traktowano go nawet jak dziecko, tylko jak stworzenie, które przyjęto ze względu na zawartości sakiewki, którą miało przy sobie. Krewny, bogaty bauer, wykorzystywał chłopca do najcięższych prac w gospodarstwie, karząc dotkliwie nawet za najdrobniejsze przewinienia.

Podczas jednej z chłost chłopiec został na trwałe okaleczony. Kość udowa prawej nogi nie wytrzymała. Skąpstwo opiekuna-oprawcy nie pozwoliło na fachową pomoc. Chłopcem zajął się okoliczny nastawiacz kości. I wkrótce Andreas powrócił do pełni sił, ale już nigdy do pełni zdrowia – „od tej pory musiał iść przez życie kulawym krokiem” (s. 21).

Chłopiec szybko wyrósł na silnego mężczyznę, jakby natura chciała mu wynagrodzić doznane krzywdy. To dodało mu z pewnością odwagi, by po długich latach cierpliwie znoszonych upokorzeń, powiedzieć swojemu dręczycielowi w końcu dość. Od tamtej chwili Andreas stał się panem swojego życia „i myślał o swojej przyszłości, która rozpościerała się przed nim tak nieskończenie rozległa, bo niczego po niej nie oczekiwał” (s. 32).

Młodość i wiek dojrzały

Niewątpliwie Egger to człowiek o szczególnych przymiotach charakteru. Prosty, zwyczajny, skromny, wrażliwy, uczciwy, szczery, pracowity, ale też wycofany, wyciszony, zamknięty w sobie, pełen spokoju, akceptacji, harmonii. Żyjący w zgodzie ze sobą, z innymi, z naturą, ze światem. Posiadał też jedną, raczej zwyczajną cechę, która jednak umożliwiała mu harmonijny żywot. Egger był powolny. „Myślał powoli, mówił powoli i chodził powoli, jednak każda myśl, każde słowo i każdy krok pozostawiały ślad i to dokładnie tam, gdzie takie ślady jego zdaniem winny pozostać” (s. 27).

Jego siła i tężyzna wzbudzały respekt, ale szybko też zyskiwał szacunek i sympatię innych, mimo że z czasem zaczęto go uważać za dziwaka. Był wśród społeczności cenionym i szanowanym człowiekiem, któremu można było zaufać, na którym można było polegać.

Dalsze losy bohatera powieści były zwyczajne, po prostu, takie jak każdego. Wpisane w rytm przyrody, dziejów cywilizacji.

Mimo że Egger był kaleką, to był też silnym mężczyzną o odpowiednim usposobieniu, a to wystarczało do zapewnienia sobie bytu. Bo nie potrzebował wiele. „Postrzegał siebie jako wprawdzie mały, lecz wcale nie tak nieistotny trybik gigantycznej machiny zwanej postępem, i czasem przed zaśnięciem wyobrażał sobie, jak siedzi w brzuchu tej machiny, niepowstrzymanie torującej sobie drogę przez góry i lasy, i jak w pocie własnego czoła przyczynia się do jej ciągłego marszu naprzód” (s. 61).

Żył z dnia na dzień, egzystując całą pełnią w danej chwili, w tu i teraz. Najmował się więc do rozmaitych prac fizycznych. Później do budowy kolei górskich. Każdą z tych prac wykonywał rzetelnie, odpowiedzialnie, z pełnym poświęceniem. Z czasem „dorobił się majątku”, czyli skrawka ziemi i kawałka podłogi. Poznał też kobietę Marie, z którą wkrótce się ożenił.

„Było sobie życie”

Ale życie Eggera nie byłoby całym życiem, gdyby mógł ze swoją niedawno poślubioną żoną żyć długo i szczęśliwie. „Jak wszyscy ludzie także i on nosił w sobie przez całe życie wizje i marzenia. Niektóre z nich sam realizował, niektóre zostały mu dane. Wiele pozostało nieosiągalnych lub też, gdy po nie sięgnął, wydarto mu je z rąk (s. 145). Natura jest czujna i nie pozwala sobie nawet na chwilę nieuwagi. Całe życie musi wypełnić. Lawina, która spadała, cudem oszczędziła Andreasa. Nie oszczędziła jednak Marie i ich domu.

Później przyszła wojna, walka na froncie, były też i łagry. Później była Grace Kelly i Nil Armstrong na Księżycu.

Z radzieckiej niewoli Egger powrócił do dawnych stron – do siebie. Dobrze znana rzeczywistość po powrocie okazała się zupełnie inna. Dawna wioska, oddalona od tętniącego życia, zmieniła się w głośną turystyczną miejscowość. I jej Andreas stawił czoła. Dostosował się do okoliczności – został przewodnikiem górskim, dającym uciechę beztroskiej gawiedzi.

Tak długo już żył na tym świecie, widział, jak się zmienia i z każdym rokiem wydaje kręcić się coraz szybciej, i czuł się jak ostaniec z dawno pogrzebanego czasu, kolczaste zielsko, które choćby ostatkiem sił stale wyciąga się ku słońcu. (s. 61)

Starość

Z czasem jego ciało odmówiło posłuszeństwa, więc Egger usunął się w cień, by doczekać końca swoich dni – „było nieco samotnie, ale nie uważał samotności za coś złego. Nie miał nikogo, lecz miał wszystko, czego potrzebował, i to wystarczało” (s. 142). Zmarł samotnie, w ciszy i spokoju.

Zgodnie z aktem urodzenia, który zresztą jego zdaniem nie był wart nawet tyle, co tusz do widniejącej na nim pieczęci, Egger miał siedemdziesiąt dziewięć lat. Wytrzymał dłużej, niż sam by kiedykolwiek przypuszczał, i ogólnie rzecz biorąc, mógł być zadowolony. Przeżył dzieciństwo, wojnę i lawinę […]. Jego życie bezustannie dyndało na włosku między niebem a ziemią […]. Wedle jego rozeznania nie ciążyła na nim żadna poważna wina i nigdy nie uległ pokusom tego świata, pijaństwu, rozpuście ni obżarstwu. Zbudował dom […]. Kochał. I zaznał przedsmaku tego, dokąd ta miłość mogła zaprowadzić. Widział, jak kilku mężczyzn spacerowało po Księżycu. Nigdy nie zwątpił w Boga i nie bał się śmierci. Nie potrafił sobie przypomnieć, skąd pochodzi, a koniec końców nie wiedział też, dokąd zmierza. Jednak mógł bez żalu spoglądać na czas między tymi punktami, na swoje życie, z raptownym śmiechem i jednym wielkim zdumieniem. (s. 149-150)

Pochwała prostoty

„Całe życie”, to prosta historia. Po prostu życie. Zwyczaje, przyzwoite, z radościami i smutkami swoimi. Można fabułę powieści sprowadzić do trzech czasowników – narodził się, żył i umarł – w których zawarte jest to, co najistotniejsze, w których zawarty jest cały sens.

Ta prosta historia idzie w parze z prostą formą i prostym językiem – mamy tu kwintesencję tych trzech składników. Mamy tylko to, co niezbędne, nic ponad. Nic, co zasłaniałoby to, co najważniejsze, co sprowadzałoby na manowce. Powieść Seethalera dzięki temu zakrawa o dzieło szczególnej wagi. Wydaje się, że autor znalazł idealny sposób na oddanie istoty życia ludzkiego, które jest wpisane w koleje natury, historii, cywilizacji, że dotarł do sedna, do głębi problemu.

Wszystko jest tu też stonowane, powściągliwe, oszczędne, pełne umiaru. Nie ma szaleństwa, zrywów, namiętności. Dystans jest wszechobecny, jednego wobec drugiego, wobec wszystkiego. Też surowość, nie tylko natury i chłód, nie tylko powietrza.

Idea jedynie słuszna

Stoicyzm jest tu niewątpliwie ideą nadrzędną, która okazuje się jedynie słuszna, jedynie możliwa do przyjęcia, by przeżyć. Przeciwstawianie się światu, naturze, życiu, walka z nimi, niczego nie zmienią. Jedynie akceptacja, przyjęcie do wiadomości, przystosowanie się mogą przynieść wewnętrzny spokój, ład, harmonię, a więc szczęście jako takie. Mogą uchronić przed popadnięciem w otchłań, czarną rozpacz, mogą pozwolić dostrzec sens ludzkiego żywota, jego istotę i poczuć się w odpowiednim czasie i miejscu.

Polskiej tradycji literackiej też nie jest to obce. Tę problematykę podejmowali twórcy rodzimej literatury z Mikołajem Rejem i Janem Kochanowskim na czele, Stanisław Reymont w swojej epopei „Chłopi”, Maria Dąbrowska w „Nocach i dniach”:

Najważniejsze jest dobrze przeżyć swoje dni i noce, to znaczy wypełnić je pracą, życzliwością do drugiego człowieka, zgodnym współistnieniem, uczciwością, poczuciem godności i honoru[1].

Niedawno Karl Ove Knausgård zasłynął opowieścią o całym życiu –  sześciotomowym cyklem „Moja walka” (każdy tom ma średnio około 600 stron, a wiec całość 3600!!!).

I o tym teraz też mówi Seethaler w „Całym życiu”. Mówi po swojemu. I ten jego sposób – ta maksymalna kondensacja (to niewątpliwy klucz do sukcesu) – sprawił, że powieść zyskała wymiar uniwersalny, co chyba jest osiągnięciem najcenniejszym.

Ta powieść teoretycznie nie wymaga od czytelnika wielkiego poświęcenia. Ani treść, ani forma, ani objętość nie stanowią przeszkód w brnięciu przez historię Eggera. Praktycznie wymaga jednak sporo – skupienia, wyciszenia, uwagi, zaangażowania, niespiesznego czytania i refleksji. I o to przecież w literaturze chodzi, tyle że ten dojmujący chłód powieści nieco mrozi. Dystans udziela się odbiorcy. Więc choć rozum mówi tak, to niestety, serce nie zaczyna szybciej bić.

Ps. Nota powstała przy współpracy z wydawnictwem Otwarte.

*Tytuł oryginalny – Ein ganzes Leben, rok pierwszego wydania – 2014, rok pierwszego wydania polskiego – 2017.

**Wszystkie cytaty z powieści pochodzą z tomu, Całe życie, Robert Seethaler, Kraków 2017.


[1] Maria Dąbrowska, Noce i dnie, Warszawa, 1999.

Powieść totalna. „Ósme życie (dla Brilki)” – Nino Haratischwili

Tytuł – „Ósme życie (dla Brilki)”, t. 1-2

Autor – Nino Haratischwili

Tłumaczenie – Urszula Poprawska

Wydawnictwo – Otwarte

Rok – t. 1 – maj 2016, t. 2 – październik 2016

  • DLA KOGO – dla miłośników historii powszechnej, dla wielbicieli Gruzji i Rosji, dla koneserów dzieł totalnych, monumentalnych, sag rodzinnych, dla miłośników opowieści z pełnokrwistymi bohaterami
  • PO CO – by zrozumieć, by wiedzieć, by żyć świadomiej, mądrzej
  • MOJA OCENA – 8/6
Gruzja po niemiecku

Młoda autorka, Gruzinka, urodzona w latach osiemdziesiątych, dziś mieszkająca w Hamburgu, jest uznaną i nagradzaną reżyserką teatralną i dramatopisarką. Dorastała w Gruzji, ale jeszcze jako dziecko opuściła z matką rodzinny kraj i przybyła do Niemiec, by, już jako dorosła osoba, osiąść tu na dobre.

Jej debiutancka powieść „Juja” ukazała się w 2010 roku, zaś już rok później „Mój łagodny bliźniak”. W 2014 roku światło dzienne ujrzała saga rodzinna „Ósme życie”. Wszystkie trzy powieści zostały napisane po niemiecku i wszystkie trzy otrzymały niemieckie prestiżowe wyróżnienia literackie. Ostatnia została w Niemczech książką roku 2014.

Dziś Haratischwili zaliczana jest do grona najbardziej utalentowanych niemieckich pisarzy młodego pokolenia (czytając „Ósme życie” trudno w młody wiek autorki uwierzyć, prędzej w jej sto lat). Powieść „Ósme życie”,  co ważne, olśniewa tych wszystkich, których pragnienia, oczekiwania i gusty zazwyczaj się mijają – czytelników, krytyków i historyków[1]. Uznano ją za najwyższej klasy opowieść o losach sześciu pokoleń gruzińskiej rodziny, dostrzeżono jej rzetelność i wiarygodność w oddawaniu historycznych realiów tamtego czasu, porównywano ją z arcydziełami literatury światowej takimi jak „Sto lat samotności” Gabriela Garcii Márqueza czy „Dom duchów” Isabel Allende[2].

Dano nam ósme życie

W Polsce powieść ukazała się w dwóch tomach – pierwszy w połowie, drugi pod koniec roku 2016. Intensywna kolorystyka tomów może już sugerować to, co odnajdziemy w środku – piękno i tragizm.

Powieść totalna

To powieść, która rzeczywiście może ubiegać się o swoje miejsce w tak zwanym światowym kanonie. Jest to powieść totalna, czyli taka, „[…] która zdolna jest przedstawić summę rzeczywistości, jednocześnie noszącej znamiona utworu tradycyjnego i nowoczesnego, lokalnego i powszechnego, wyobraźniowego i realistycznego”[3].

To „epicka opowieść rozgrywająca się na tle zmieniającej się Europy […]”[4].

„Początek XX wieku. Mroźna zima. Na świat przychodzi Stazja, córka najsłynniejszego w carskiej Rosji gruzińskiego wytwórcy czekolady. Wraz ze Stazją i kolejnym pokoleniami rodziny Jaszich zanurz[asz] się w gąszcz historii najkrwawszego ze stuleci. Od pierwszej wojny światowej przez rewolucję październikową i drugą wojnę światową do początku XXI wieku. Od gruzińskich wybrzeży Morza Czarnego po Berlin, Paryż i Londyn”[5].

Saga rodzinna

„Ósme życie” to opowieść o kilkupokoleniowej gruzińskiej rodzinie, która uwikłana jest w historię jak się okazuje nie tylko swego kraju, nawet nie tylko Europy, ale świata. Tu rzetelność historyczna i faktograficzna łączy się z literacką fikcją. Na 1300 stronach rozpisane jest życie kilku osób.

Opowieść płynnie przechodzi od bohatera do bohatera. Począwszy od wspomnianego słynnego na terenie Gruzji i carskiej Rosji fabrykanta czekolady, który marzył o podbiciu świata swą czekoladową miksturą, której receptura była jego największą tajemnicą, poprzez jego córki, przyrodnie siostry – Stazję i Kristine – pierwszą niepokorną i marzącą o karierze tancerki na paryskich scenach, na drodze której stanęła miłość do porucznika armii rosyjskiej Simona, drugą piękną, marzącą o bogactwie i beztrosce, poprzez dzieci Stazji – Kittię i Kostię – córkę, z którą życie bestialsko się obeszło i syna, który jak ojciec wybrał służbę armii, poprzez wnuczkę Stazji, córkę Kostii – Elenę – która będąc oczkiem w głowie ojca, przysparzała mu samych trosk, skończywszy na prawnuczkach Stazji, przyrodnich córkach Eleny – Darii i Nice – którym tak trudno było się odnaleźć w zastanej rzeczywistości i przystosować. Opowieść dociera do Brilki, córki Darii, praprawnuczki Stazji, siostrzenicy Nici, która wchodzi dopiero w życie. I tu opowieść się urywa. Konica nie ma.

Teraźniejszość sięga po przeszłość dla przyszłości

Głos zabiera Nica – praprawnuczka fabrykanta czekolady, która w młodości wyjechała z rodzinnej Gruzji do Niemiec – niejako sprowokowana zachowaniem niepokornej Brilki, swej siostrzenicy, przedstawicielki najmłodszego pokolenia familii. To Nica bierze na siebie obowiązek, a może raczej na Nicę obowiązek ten spada, opowiedzenia o losach tej kilkupokoleniowej rodziny na tle zmieniającego się globu. To ona jest narratorką, nadawcą opowieści, zaś adresatką jest Brilka, która, chyba w nie do końca uświadomiony sposób, potrzebuje tej historii, by móc iść dalej. Mamy więc opowieść o ośmiu życiach, choć to ósme, dane Brilce jest tylko zasygnalizowane, tylko odnotowane, że istnieje, pozostaje więc niewiadomą – koniec powieści zatem jest otwarty, bo ósme życie wciąż trwa.

Bohaterowie pierwszego i drugiego planu

Mamy też kilku znaczących bohaterów drugoplanowych, odgrywających jednak ogromną rolę, bo wpływających na życie głównych postaci opowieści i to w sposób bezpośredni – przyjaciół rodziny, ale i jej oprawców, bo wśród nich są najbardziej znane gruzińskie postacie historyczne – Józef Stalin czy Ławrientij Beria, jeden z najbardziej zaufanych ludzi dyktatora, jego prawa ręka.

Bohaterowie powieści, poszczególni członkowie rodziny, ich przyjaciele, są wyraziści, wielowymiarowi, z krwi i kości, nie są czarno-biali. Czujemy z nimi silny związek. Ich losy nie są nam obojętne. Współodczuwamy, jesteśmy razem z nimi, uczestniczymy w ich doświadczeniu. Stają się naszymi bliskimi, krewnymi, a my stajemy się częścią opisywanej historii.

Swoisty koloryt

Po narracjach snutych z perspektywy zachodniej, narracja wschodnia, gruzińska zapewnia nam nieco inny koloryt, który zasygnalizowany zostaje w detalach, jakby mimochodem. W rozchodzącym się zapachu kawy, herbaty czy czekolady, soczystych miąższach spożywanych owoców albo zarysie mentalności tego kaukaskiego kraju.

Tło nie jest tu tylko dekoracją

Punktem wyjścia jest fikcyjna historia pewnej rodziny od końca XIX wieku do czasów nam współczesnych, do dziś, ale w efekcie to historia dalekiej Gruzji, kraju, który nie jest i nigdy nie był odizolowany od reszty świata, co sprawia, że mamy do czynienia z historią powszechną. Autorka pokazuje, że ludzkie życie zależne jest od dziejów świata, jest uwikłane w historię, splata się z nią bardzo mocno. Wielka historia stale obecna jest w życiu bohaterów powieść, przeplata się tu z ich codziennym bytem. Dramatyczne wydarzenia, które miały miejsce w XX wieku, ale i na początku XXI autorka przybliża wiarygodnie w swoisty sposób. Tło historyczno-polityczne nie jest tu tylko dekoracją, ono definiuje poszczególne istnienia, które dzięki temu nie są monadami, które lawirują bezwiednie w czasoprzestrzeni, pozbawionymi celu i sensu.

Mogłaby to być opowieść o szczęśliwych ludziach, gdyby nie fakt, że przyszło im żyć w najcięższych dla ludzkości czasach.

Piękno i tragizm

Na początku wspomniałam, że „Ósme życie”, jak sugerują już same okładki, przynosi nam piękno i tragizm. Przypomina, jak już ktoś zauważył, baśń, piękną i okrutną jednocześnie, którą czyta się w napięciu, z zapartym tchem. To powieść pokazująca siłę opowieści, której autorka ma świadomość[6], której tak dziś złaknieni jesteśmy. Bo wiele wskazuje na to, że tęsknimy po prostu za opowieścią, dzięki której poczujemy się bezpieczniej, pewniej, we wspólnocie (przypomnijmy sobie rolę i siłę mitów czy legend). Haratischwili dbając o formę oraz dopracowując fabułę, posługuje się pięknym prostym językiem, pokazując, że nie potrzeba żadnych eksperymentów formalnych, wystarczy odrobina realizmu magicznego.

Wspólna przyszłość

To bardzo mądra powieść, która porusza tematy ponadczasowe, uniwersalne, która prowokuje do myślenia o wspólnej europejskiej przeszłości, ponad podziałami, niezależnie od tradycji, narodowości, wyznania czy mentalności i poglądów. To także swoista lekcja historii i co bardzo istotne „to jeden z […] dręczonych przeszłością głosów młodego pokolenia przypominający o wciąż nieodrobionej lekcji historii Europy”[7].

Ps. 1. Polecam wywiad Anny Dziewit-Meller z Nino Haratischwili.

Ps. 2. Polecam kilka cytatów z tej wciągającej powieści, one przemówią najlepiej.

*Tytuł oryginalny – Das achte Leben (Für Brilka), rok pierwszego wydania – 2014, rok pierwszego wydania polskiego – 2016.


[1] Ewelina Tondys, Literacki Berlin: Nino Haratischwili – wschodząca gwiazda niemieckiej literatury, opublikowano 20.03.2015, https://bookeriada.pl/literacki-berlin-nino-haratischwili-wschodzaca-gwiazda-niemieckiej-literatury/, dostęp 22.01.2017.

[2] Ibidem.

[3] Cyt. za, Monika Sakowska, Wysypisko popkultury. „Balladyny i romanse” Ignacego Karpowicza, „Polisemia” 2011, nr 1,  http://www.polisemia.com.pl/numery-czasopisma/numer-12011-5/numer-1-2011-5/wysypisko-popkultury, dostęp 22.01.2017. Zob.,  Marcin Kurek, Powieść totalna. Wokół narracyjnych teorii Ernesta Sábato i Maria Vargasa Llosa, Wrocław 2003, s.144.

[4] Oficjalna strona Wydawnictwa Otwarte, http://otwarte.eu/book/osme-zycie-dla-brilki, dostęp 22.01.2017.

[5] Ibidem.

[6] Inse Wilke, Zapomnienie jest złudzeniem. Rozmowa z Nino Haratischwili [wywiad], opublikowano 06.05.2016, https://bookeriada.pl/wywiad-zapomnienie-jest-zludzeniem-rozmowa-z-nino-haratischwili/, dostęp 22.01.2017.

[7] Czytelnia: Nino Haratischwili, „Ósme życie”, opublikowano 04.05.2016, https://bookeriada.pl/czytelnia-nino-haratischwili-osme-zycie/, dostęp 22.01.2017.

BIBLIOGRAFIA