Było sobie życie. „Całe życie” – Robert Seethaler

Całe życieTytuł – Całe życie

Autor – Robert Seethaler

Tłumaczenie – Ewa Kochanowska

Wydawnictwo – Otwarte

Rok – 2017

  • DLA KOGO – dla mających dość opasłych tomów, dla lubiących rzeczy niepozorne, dla niespieszących się, dla tych, którzy w codziennym chaosie i hałasie chcą się wyciszyć, zatrzymać, delektować się tym co tu i teraz
  • PO CO – by się zatrzymać, spojrzeć, być
  • MOJA OCENA – 4/6
Niepozorność

Tej książki właściwie to nie ma już po co czytać, bo wszyscy zdążyli już powiedzieć o niej wszystko co tylko było możliwe. Tyle że smakoszom kawy nie wystarczy o kawie opowiadać, muszą poczuć jej aromat, muszą jej skosztować. I tak jest trochę z powieścią austriackiego pisarza, scenarzysty i aktora Roberta Seethalera Całe życie* z 2014 roku (nominowanej do nagrody The Man Booker International Prize 2016), która całkiem niedawno nakładem ukazała się na polskim rynku.

Niepozorne publikacje, czytaj niewielkich rozmiarów, przykuwają moją uwagę. Szczególnie teraz kiedy z każdej strony atakują opasłe tomy rodem z XIX wieku. Te skromne są zwykle dla nich przeciwwagą. Teoretycznie nie wymagają od odbiorcy poświęcenia (przebrnięcie przez 100-200 stron nie jest tak czasochłonne jak przez 600-800), wystarczy jeden krótki wieczór, ale niekiedy praktycznie wymagają znacznie większego zaangażowania, bo wielopoziomowego.

Całe życie jest niepozorną książką. Jest opowieścią rozpisaną na nieco ponad 150 stronach. Niewielkim rozmiarom odpowiada niewielki format książki i okładka – estetyczna bardzo, skromna, ale szlachetna – niekrzykliwa, twarda, z tłoczeniami. Tytuł powieści w zestawieniu z niepozornym wydaniem zaskakuje. Określenie „całe życie” niesie przecież ze sobą ogrom, ciężar… (przychodzi tu na myśl Hanya Yanagihara i jej słynna powieść Małe życie, choć odmienna w wymowie, to jej objętość i tytuł są jak w przypadku powieści Seethalera paradoksem – na 800 stronach rozpisane jest małe życie). I to zestawienie okazuje się kluczem do opowieści austriackiego pisarza.

Akcja powieści rozgrywa się w austriackich Alpach na przestrzeni całego XX wieku. Głównym bohaterem jest Andreas Egger, przynajmniej teoretycznie, gdyż praktycznie jest nim natura. Przyczajona, cicha, choć dzika i bezwzględna. To ona jest tu siłą sprawczą, to jej podporządkowane jest całe ludzkie życie.

Całe życie – 79 lat jak jeden dzień

Dzieciństwo

Na początku XX wieku, Andreas, o nieznanej nikomu dacie urodzenia, po śmierci matki, może jako czterolatek, trafił do swego wuja na wychowanie. Niestety, nie był to dla niego sielski czas. Nie był traktowany jak pełnoprawny członek rodziny. Tylko jak bękart, jak obcy. Nigdy też nie traktowano go nawet jak dziecko, tylko jak stworzenie, które przyjęto ze względu na zawartości sakiewki, którą miało przy sobie. Krewny, bogaty bauer, wykorzystywał chłopca do najcięższych prac w gospodarstwie, karząc dotkliwie nawet za najdrobniejsze przewinienia.

Podczas jednej z chłost chłopiec został na trwałe okaleczony. Kość udowa prawej nogi nie wytrzymała. Skąpstwo opiekuna-oprawcy nie pozwoliło na fachową pomoc. Chłopcem zajął się okoliczny nastawiacz kości. I wkrótce Andreas powrócił do pełni sił, ale już nigdy do pełni zdrowia – „od tej pory musiał iść przez życie kulawym krokiem” (s. 21)**.

Chłopiec szybko wyrósł na silnego mężczyznę, jakby natura chciała mu wynagrodzić doznane krzywdy. To dodało mu z pewnością odwagi, by po długich latach cierpliwie znoszonych upokorzeń powiedzieć swojemu dręczycielowi w końcu dość. Od tamtej chwili Andreas stał się panem swojego życia „i myślał o swojej przyszłości, która rozpościerała się przed nim tak nieskończenie rozległa, bo niczego po niej nie oczekiwał” (s. 32).

Młodość i wiek dojrzały

Niewątpliwie Egger to człowiek o szczególnych przymiotach charakteru. Prosty, zwyczajny, skromny, wrażliwy, uczciwy, szczery, pracowity, ale też wycofany, wyciszony, zamknięty w sobie, pełen spokoju, akceptacji, harmonii. Żyjący w zgodzie ze sobą, z innymi, z naturą, ze światem. Posiadał też jedną, raczej zwyczajną cechę, która jednak umożliwiała mu harmonijny żywot. Egger był powolny. „Myślał powoli, mówił powoli i chodził powoli, jednak każda myśl, każde słowo i każdy krok pozostawiały ślad i to dokładnie tam, gdzie takie ślady jego zdaniem winny pozostać” (s. 27).

Jego siła i tężyzna wzbudzały respekt, ale szybko też zyskiwał szacunek i sympatię innych, mimo że z czasem zaczęto go uważać za dziwaka. Był wśród społeczności cenionym i szanowanym człowiekiem, któremu można było zaufać, na którym można było polegać.

Dalsze losy bohatera powieści były zwyczajne, po prostu, takie jak każdego. Wpisane w rytm przyrody, dziejów historii i cywilizacji.

Mimo że Egger był kaleką, to był też silnym mężczyzną o odpowiednim usposobieniu, a to wystarczało do zapewnienia sobie bytu. Bo nie potrzebował wiele. „Postrzegał siebie jako wprawdzie mały, lecz wcale nie tak nieistotny trybik gigantycznej machiny zwanej postępem, i czasem przed zaśnięciem wyobrażał sobie, jak siedzi w brzuchu tej machiny, niepowstrzymanie torującej sobie drogę przez góry i lasy, i jak w pocie własnego czoła przyczynia się do jej ciągłego marszu naprzód” (s. 61).

Żył z dnia na dzień, egzystując całą pełnią w danej chwili, w tu i teraz. Najmował się więc do rozmaitych prac fizycznych. Później do budowy kolei górskich. Każdą z tych prac wykonywał rzetelnie, odpowiedzialnie, z pełnym poświęceniem. Z czasem „dorobił się majątku”, czyli skrawka ziemi i kawałka podłogi. Poznał też kobietę Marie, z którą wkrótce się ożenił.

Było sobie życie

Ale życie Eggera nie byłoby całym życiem, gdyby mógł ze swoją niedawno poślubioną żoną żyć długo i szczęśliwie. „Jak wszyscy ludzie także i on nosił w sobie przez całe życie wizje i marzenia. Niektóre z nich sam realizował, niektóre zostały mu dane. Wiele pozostało nieosiągalnych lub też, gdy po nie sięgnął, wydarto mu je z rąk (s. 145). Natura jest czujna i nie pozwala sobie nawet na chwilę nieuwagi. Całe życie musi wypełnić. Lawina, która spadała, cudem oszczędziła Andreasa. Nie oszczędziła jednak Marie i ich domu.

Później przyszła wojna, walka na froncie, były też i łagry. Później Grace Kelly i Nil Armstrong na Księżycu.

Z radzieckiej niewoli Egger powrócił do dawnych stron – do siebie. Dobrze znana rzeczywistość po powrocie okazała się zupełnie inna. Dawna wioska, oddalona od tętniącego życia, zmieniła się w głośną turystyczną miejscowość. I jej Andreas stawił czoła. Dostosował się do okoliczności – został przewodnikiem górskim, dającym uciechę beztroskiej gawiedzi.

Tak długo już żył na tym świecie, widział, jak się zmienia i z każdym rokiem wydaje kręcić się coraz szybciej, i czuł się jak ostaniec z dawno pogrzebanego czasu, kolczaste zielsko, które choćby ostatkiem sił stale wyciąga się ku słońcu. (s. 61)

Starość

Z czasem jego ciało odmówiło posłuszeństwa, więc Egger usunął się w cień, by doczekać końca swoich dni – „było nieco samotnie, ale nie uważał samotności za coś złego. Nie miał nikogo, lecz miał wszystko, czego potrzebował, i to wystarczało” (s. 142). Zmarł samotnie, w ciszy i spokoju.

Zgodnie z aktem urodzenia, który zresztą jego zdaniem nie był wart nawet tyle, co tusz do widniejącej na nim pieczęci, Egger miał siedemdziesiąt dziewięć lat. Wytrzymał dłużej, niż sam by kiedykolwiek przypuszczał, i ogólnie rzecz biorąc, mógł być zadowolony. Przeżył dzieciństwo, wojnę i lawinę […]. Jego życie bezustannie dyndało na włosku między niebem a ziemią […]. Wedle jego rozeznania nie ciążyła na nim żadna poważna wina i nigdy nie uległ pokusom tego świata, pijaństwu, rozpuście ni obżarstwu. Zbudował dom […]. Kochał. I zaznał przedsmaku tego, dokąd ta miłość mogła zaprowadzić. Widział, jak kilku mężczyzn spacerowało po Księżycu. Nigdy nie zwątpił w Boga i nie bał się śmierci. Nie potrafił sobie przypomnieć, skąd pochodzi, a koniec końców nie wiedział też, dokąd zmierza. Jednak mógł bez żalu spoglądać na czas między tymi punktami, na swoje życie, z raptownym śmiechem i jednym wielkim zdumieniem. (s. 149-150)

Pochwała prostoty

Nic więc nadzwyczajnego. Mało tego, takich historii monady poszczególnej wpisanej w bieg dziejów świata jest wiele. Nie trzeba daleko sięgać. Powieści takie jak Wyznaję Jaume Cabré, Ósme życie Nino Haratischwili, czy cykl Genialna przyjaciółka Eleny Ferrante tym właśnie są.

Całe życie, to prosta historia. Po prostu życie. Zwyczaje, przyzwoite, z radościami i smutkami swoimi. Można fabułę powieści sprowadzić do trzech czasowników – narodził się, żył i umarł – w których zawarte jest to, co najistotniejsze, w których zawarty jest cały sens.

Ta prosta historia idzie w parze z prostą formą i prostym językiem – mamy tu kwintesencję tych trzech składników. Mamy tylko to, co niezbędne, nic ponad. Nic, co zasłaniałoby to, co najważniejsze, co sprowadzałoby na manowce. Powieść Seethalera dzięki temu zakrawa o dzieło szczególnej wagi. Wydaje się, że autor znalazł idealny sposób na oddanie istoty życia ludzkiego, które jest wpisane w koleje natury, historii, cywilizacji, że dotarł do sedna, do głębi problemu.

Wszystko jest tu też stonowane, powściągliwe, oszczędne, pełne umiaru. Nie ma szaleństwa, zrywów, namiętności. Dystans jest wszechobecny, jednego wobec drugiego, wobec wszystkiego. Też surowość, nie tylko natury i chłód, nie tylko powietrza.

Idea jedynie słuszna

Stoicyzm jest tu niewątpliwie ideą nadrzędną, która okazuje się jedynie słuszna, jedynie możliwa do przyjęcia, by przeżyć, gdyż przeciwstawianie się światu, naturze, życiu, walka z nimi, niczego nie zmienią. Z góry skazane są na porażkę. Jedynie akceptacja, przyjęcie do wiadomości, przystosowanie się mogą przynieść wewnętrzny spokój, ład, harmonię, a więc szczęście jako takie. Mogą uchronić przed popadnięciem w otchłań, czarną rozpacz, mogą pozwolić dostrzec sens ludzkiego żywota, jego istotę i poczuć się w odpowiednim czasie i miejscu.

Wszystko to truizmy, banały, o tym już było. Polskiej tradycji literackiej też nie jest to obce. Tę problematykę podejmowali ojcowie rodzimej literatury z Mikołajem Rejem i Janem Kochanowskim na czele, Stanisław Reymont w swojej epopei Chłopi, Maria Dąbrowska w Nocach i dniach:

Najważniejsze jest dobrze przeżyć swoje dni i noce, to znaczy wypełnić je pracą, życzliwością do drugiego człowieka, zgodnym współistnieniem, uczciwością, poczuciem godności i honoru[1].

Niedawno Karl Ove Knausgård zasłynął opowieścią o całym życiu sześciotomowym cyklem Moja walka (każdy tom ma średnio około 600 stron, a wiec całość 3600!!!). I o tym teraz też mówi Seethaler w Całym życiu. Mówi po swojemu. I ten jego sposób – ta maksymalna kondensacja (to niewątpliwy klucz do sukcesu) – sprawił, że powieść zyskała wymiar uniwersalny, co chyba jest osiągnięciem najcenniejszym.

Ta powieść teoretycznie nie wymaga od czytelnika wielkiego poświęcenia. Ani treść, ani forma, ani objętość nie stanowią przeszkód w brnięciu przez historię Eggera. Praktycznie wymaga jednak sporo – skupienia, wyciszenia, uwagi, zaangażowania, niespiesznego czytania i refleksji. I o to przecież w literaturze chodzi, tyle że mnie ten dojmujący chłód powieści nieco zmroził. Dystans udzielił się piszącej te słowa. Więc choć rozum mówi tak, to niestety, serce nie zaczyna szybciej bić.

Ps. Nota powstała przy współpracy z wydawnictwem Otwarte.

*Tytuł oryginalny – Ein ganzes Leben, rok pierwszego wydania – 2014, rok pierwszego wydania polskiego – 2017.

**Wszystkie cytaty pochodzą z tomu, Całe życie, Robert Seethaler, Kraków 2017.


[1] Maria Dąbrowska, Noce i dnie, Warszawa, 1999.

Powieść totalna. „Ósme życie (dla Brilki)” – Nino Haratischwili

Ósme życie

Tytuł – Ósme życie (dla Brilki) (t. 1-2)

Autor – Nino Haratischwili

Tłumaczenie – Urszula Poprawska         

Wydawnictwo – Otwarte

Rok – t. 1 – maj 2016, t. 2 – październik 2016

  • DLA KOGO – dla miłośników historii, dla miłośników Gruzji i Rosji, dla miłośników dzieł totalnych, monumentalnych, dla miłośników sag rodzinnych, dla miłośników opowieści z pełnokrwistymi bohaterami
  • PO CO – by zrozumieć, by wiedzieć, by żyć świadomiej, mądrzej
  • MOJA OCENA – 8/6
Daleki świat

Gruzja – kraj niby swój, ale wciąż odległy, egzotyczny. Mimo że coraz częściej zapuszczamy się w te rejony, że znamy już tamtejszy krajobraz, że delektujemy się już tamtejszą kuchnią i tamtejszym winem, że już przekonaliśmy się czym jest gruzińska gościnność, to wciąż jest to znajomość bardzo powierzchowna. Dlatego wszelkie próby przybliżenia tego wielobarwnego kraju, próby coraz gęściejsze i obejmujące coraz to nowe dziedziny życia, są zawsze wyczekiwane, a powieść taka jak Ósme życie Nino Haratischwili* była wręcz pożądana.

Gruzja po niemiecku

Młoda autorka, Gruzinka, urodzona w latach osiemdziesiątych, dziś mieszkająca w Hamburgu, jest uznaną i nagradzaną reżyserką teatralną i dramatopisarką. Dorastała w Gruzji, ale jeszcze jako dziecko opuściła z matką swój rodzinny kraj i przybyła do Niemiec, by już jako dorosła osoba osiąść tu na dobre. Reżyserię studiowała i w Tbilisi i Hamburgu. Jej debiutancka powieść Juja ukazała się w 2010 roku, zaś rok później Mój łagodny bliźniak. W 2014 roku światło dzienne ujrzała saga rodzinna Ósme życie. Wszystkie trzy powieści zostały napisane po niemiecku i wszystkie trzy otrzymały niemieckie prestiżowe wyróżnienia literackie. Ostatnia została w Niemczech książką roku 2014.

Dziś Haratischwili zaliczana jest do grona najbardziej utalentowanych niemieckich pisarzy młodego pokolenia (czytając Ósme życie aż trudno w młody wiek autorki uwierzyć, prędzej w jej sto lat). Powieść Ósme życie co ważne olśniewa tych wszystkich, których pragnienia, oczekiwania i gusty zazwyczaj się mijają – czytelników, krytyków i historyków[1]. Uznano ją za najwyższej klasy opowieść o losach sześciu pokoleń gruzińskiej rodziny, dostrzeżono jej rzetelność i wiarygodność w oddawaniu historycznych realiów tamtego czasu, porównywano ją z arcydziełami literatury światowej takimi jak Sto lat samotności Gabriela Garcii Márqueza czy Dom duchów Isabel Allende[2].

Z pewnością te wszystkie ochy i achy mogą być rodzajem prowokacji, mogą wzbudzić ciekawość tych potencjalnych odbiorców, którzy chcą przekonać się sami czym jest i jaka jest to powieść, którzy chcą wyrobić sobie własne zdanie. Jednak mogą też skutecznie odstraszyć tych czytelników, którzy czytają z miłości, którzy chcą oddać się czystej przyjemności lektury, a nie kalkulacji. Oby machnęli oni ręką na te dowody uznania i sięgnęli po Ósme życie, bo sądzę, że będzie im dane doświadczyć czegoś wyjątkowego i przejmującego.

Dano nam ósme życie

W Polsce powieść ukazała się w dwóch tomach – pierwszy w połowie, drugi pod koniec roku 2016 – mających przepiękne okładki, z tak lubianymi przeze mnie wstążeczkami-zakładkami. Intensywna kolorystyka tomów, jej nasycenie, dość ostro ze sobą kontrastująca może już sugerować to, co odnajdziemy w środku – piękno i tragizm.

Ja sięgnęłam po powieść jak już w komplecie była na polskim rynku. Słyszałam o niej wcześniej, ale tylko dołożyłam do listy MUST READ jak wiele innych. Aż pewnego dnia przeczytałam gdzieś jakiś fragment, który zrobił na mnie tak duże wrażenie, że musiałam po powieść sięgnąć nie w bliżej nieokreślonej przyszłości, ale już, teraz, natychmiast.

Powieść totalna

Tak też uczyniłam. I szybko dołączyłam do grona bałwochwalców powieści Ósme życie. Dla mnie to jedna z najlepszych powieści, które ukazały się na rynku wydawniczym w ostatniej dekadzie, która rzeczywiście może ubiegać się o swoje miejsce w tak zwanym światowym kanonie. Jest to powieść totalna, czyli taka, „[…] która zdolna jest przedstawić summę rzeczywistości, jednocześnie noszącej znamiona utworu tradycyjnego i nowoczesnego, lokalnego i powszechnego, wyobraźniowego i realistycznego”[3].

To „epicka opowieść rozgrywająca się na tle zmieniającej się Europy […]”[4].

„Początek XX wieku. Mroźna zima. Na świat przychodzi Stazja, córka najsłynniejszego w carskiej Rosji gruzińskiego wytwórcy czekolady. Wraz ze Stazją i kolejnym pokoleniami rodziny Jaszich zanurz[asz] się w gąszcz historii najkrwawszego ze stuleci. Od pierwszej wojny światowej przez rewolucję październikową i drugą wojnę światową do początku XXI wieku. Od gruzińskich wybrzeży Morza Czarnego po Berlin, Paryż i Londyn”[5].

Saga rodzinna

Ósme życie to opowieść o kilkupokoleniowej gruzińskiej rodzinie, która uwikłana jest w historię jak się okazuje nie tylko swego kraju, nawet nie tylko Europy, ale świata. Tu rzetelność historyczna i faktograficzna łączy się z literacką fikcją. Na 1300 stronach rozpisane jest życie kilku osób.

Opowieść płynnie przechodzi od bohatera do bohatera. Począwszy od wspomnianego słynnego na terenie Gruzji i carskiej Rosji fabrykanta czekolady, który marzył o podbiciu świata swą czekoladową miksturą, której receptura jest jego największą tajemnicą, poprzez jego córki, przyrodnie siostry – Stazję i Kristine – pierwszą niepokorną i marzącą o karierze tancerki na paryskich scenach, na drodze której stanęła miłość do porucznika armii rosyjskiej Simona, drugą piękną, marzącą o bogactwie i beztrosce, poprzez dzieci Stazji – Kittię i Kostię – córkę, z którą życie bestialsko się obeszło i syna, który jak ojciec wybrał służbę armii, poprzez wnuczkę Stazji, córkę Kostii – Elenę – która będąc oczkiem w głowie ojca, przysparzała mu samych trosk, skończywszy na prawnuczkach Stazji, przyrodnich córkach Eleny – Darii i Nice – którym tak trudno było się odnaleźć w zastanej rzeczywistości i przystosować. Opowieść dociera do Brilki, córki Darii, praprawnuczki Stazji, siostrzenicy Nici, która wchodzi dopiero w życie. I tu opowieść się urywa. Konica nie ma.

Teraźniejszość sięga po przeszłość dla przyszłości

Głos zabiera Nica – praprawnuczka fabrykanta czekolady, która w młodości wyjechała ze swej rodzinnej Gruzji do Niemiec – niejako sprowokowana zachowaniem niepokornej Brilki, swej siostrzenicy, przedstawicielki najmłodszego pokolenia rodziny. To Nica bierze na siebie obowiązek, a może raczej na Nicę obowiązek ten spada, opowiedzenia o losach tej kilkupokoleniowej rodziny na tle zmieniającego się globu. To ona jest narratorką w powieści, to ona jest nadawcą opowieści, zaś adresatką jest Brilka, która chyba w nie do końca uświadomiony sposób potrzebuje tej historii, by móc iść dalej. Mamy więc opowieść o ośmiu życiach, choć to ósme, dane Brilce jest tylko zasygnalizowane, tylko odnotowane, że istnieje, pozostaje więc niewiadomą – koniec powieści zatem jest otwarty, bo to ósme życie wciąż trwa.

Bohaterowie pierwszego i drugiego planu

Mamy też kilku znaczących bohaterów drugoplanowych, odgrywających jednak ogromną rolę, bo wpływających na życie głównych postaci opowieści i to w sposób bezpośredni – przyjaciół rodziny, ale i jej oprawców, bo wśród nich są najbardziej znane gruzińskie postacie historyczne – Józef Stalin czy Ławrientij Beria, jeden z najbardziej zaufanych ludzi dyktatora, jego prawa ręka.

Bohaterowie powieści, poszczególni członkowie rodziny, ich przyjaciele, są wyraziści, wielowymiarowi, z krwi i kości, nie są czarno-biali. Czujemy z nimi silny związek. Ich losy nie są nam obojętne. Współodczuwamy, jesteśmy razem z nimi, uczestniczymy w ich doświadczeniu. Stają się naszymi bliskimi, krewnymi, a my stajemy się częścią opisywanej historii.

Swoisty koloryt

Po narracjach snutych z perspektywy zachodniej, narracja wschodnia, gruzińska zapewnia nam nieco inny koloryt, który zasygnalizowany zostaje w detalach, jakby mimochodem. W rozchodzącym się zapachu kawy, herbaty czy czekolady, soczystych miąższach spożywanych owoców albo zarysie mentalności tego kaukaskiego kraju.

Tło nie jest tu tylko dekoracją

Punktem wyjścia jest fikcyjna historia pewnej rodziny od końca XIX wieku do czasów nam współczesnych, do dziś, ale w efekcie to historia Gruzji, kraju, który jednak nie jest i nigdy nie był odizolowany od reszty świata, co sprawia, że mamy do czynienia z historią powszechną. Bo tu ludzkie życie zależne jest od dziejów świata, jest uwikłane w historię, splata się z nią bardzo mocno. Wielka historia stale obecna jest w życiu bohaterów powieść, przeplata się tu z codziennym życiem. Dramatyczne wydarzenia, które miały miejsce w XX wieku, ale i na początku XXI autorka przybliża wiarygodnie w swoisty sposób. Tło historyczno-polityczne nie jest tu tylko dekoracją, ono definiuje poszczególne istnienia, które dzięki temu nie są monadami, które lawirują bezwiednie w czasoprzestrzeni, pozbawionymi celu i sensu.

Mogłaby to być opowieść o szczęśliwych ludziach, gdyby nie fakt, że przyszło im żyć w najcięższych dla ludzkości czasach.

Piękno i tragizm

Na początku wspomniałam, że Ósme życie, jak sugerują już same okładki, przynosi nam piękno i tragizm. Przypomina, jak już ktoś zauważył, baśń, piękną i okrutną jednocześnie, którą czyta się w napięciu, z zapartym tchem. To powieść pokazująca siłę opowieści, której autorka ma świadomość[6], której tak dziś złaknieni jesteśmy. Bo wiele wskazuje na to, że tęsknimy po prostu za opowieścią, dzięki której poczujemy się bezpieczniej, pewniej, we wspólnocie (przypomnijmy sobie rolę i siłę mitów czy legend). Haratischwili dbając o formę oraz dopracowując fabułę, posługuje się pięknym prostym językiem, pokazując, że nie potrzeba żadnych eksperymentów formalnych, wystarczy odrobina realizmu magicznego.

Wspólna przyszłość

To bardzo mądra powieść, która porusza tematy ponadczasowe, uniwersalne, która prowokuje do myślenia o wspólnej europejskiej przeszłości, ponad podziałami, niezależnie od tradycji, narodowości, wyznania czy mentalności i poglądów. To także swoista lekcja historii i co bardzo istotne „to jeden z […] dręczonych przeszłością głosów młodego pokolenia przypominający o wciąż nieodrobionej lekcji historii Europy”[7].

Ps. 1. Polecam wywiad Anny Dziewit-Meller z Nino Haratischwili.

Ps. 2. Polecam kilka cytatów z tej wciągającej powieści, one przemówią najlepiej.

*Tytuł oryginalny – Das achte Leben (Für Brilka), rok pierwszego wydania – 2014, rok pierwszego wydania polskiego – 2016.


[1] Ewelina Tondys, Literacki Berlin: Nino Haratischwili – wschodząca gwiazda niemieckiej literatury, opublikowano 20.03.2015, https://bookeriada.pl/literacki-berlin-nino-haratischwili-wschodzaca-gwiazda-niemieckiej-literatury/, dostęp 22.01.2017.

[2] Ibidem.

[3] Cyt. za, Monika Sakowska, Wysypisko popkultury. „Balladyny i romanse” Ignacego Karpowicza, „Polisemia” 2011, nr 1,  http://www.polisemia.com.pl/numery-czasopisma/numer-12011-5/numer-1-2011-5/wysypisko-popkultury, dostęp 22.01.2017. Zob.,  Marcin Kurek, Powieść totalna. Wokół narracyjnych teorii Ernesta Sábato i Maria Vargasa Llosa, Wrocław 2003, s.144.

[4] Oficjalna strona Wydawnictwa Otwarte, http://otwarte.eu/book/osme-zycie-dla-brilki, dostęp 22.01.2017.

[5] Ibidem.

[6] Inse Wilke, Wywiad: Zapomnienie jest złudzeniem. Rozmowa z Nino Haratischwili, opublikowano 06.05.2016, https://bookeriada.pl/wywiad-zapomnienie-jest-zludzeniem-rozmowa-z-nino-haratischwili/, dostęp 22.01.2017.

[7] Czytelnia: Nino Haratischwili, „Ósme życie”, opublikowano 04.05.2016, https://bookeriada.pl/czytelnia-nino-haratischwili-osme-zycie/, dostęp 22.01.2017.

BIBLIOGRAFIA