Podsumowanie miesiąca – listopad 2017

Podsumowanie miesiąca - listopadCzas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Listopad: jeden z dotkliwszych wrzodów na dwunastnicy roku.

 – Julian Tuwim Jarmark rymów

Julian Tuwim jak zwykle celnie trafił. Oddał istotę, charakter tego najmroczniejszego miesiąca w roku. Na szczęście, jak wszystko, przeminął i mam nieco wytchnienia od stęchłych, zgniłych, zawilgoconych, ołowianych dni… Kiedy to jesień pokazuje swe najgorsze oblicze. Kiedy to spleen przygniata. Owszem, inne miesiące nie są wcale od tego wolne, ale mają atuty, które dewaluują wszystko co złe, listopad zaś takowych nie ma. Przynajmniej ja ich nie dostrzegam. Może kiedyś…

Wraz z początkiem listopada myśli się o końcu… Końcu roku między innymi. Bo to przecież przedostatni miesiąc roku, który jest, który wraz ze swym początkiem tyle obiecał… Później jakby o wszystkim zapomniał. I jeszcze nie dociera, że już za chwil kilka znów dane nam będzie sięgać nieba, bo na razie trzeba było jakoś przetrwać! A są na to idealne sposoby! Czapka wełniana, kaszmirowy szal, kolorowe mitenki, kubek gorącej herbaty z imbirem, cytryną i miodem, muzyka otulająca i książka pochłaniająca na zmianę z filmem takowym.

Książki:

Jaki był listopad książkowo? Ekscytujący i pobudzający!

Listopad to kolejny miesiąc należący do Jesiennego Rozkładu Jazdy, w którym obok klasyki, która oczywiście zajmuje miejsce honorowe, jest sporo nowości, głównie tych wczorajszych i przedwczorajszych. Margaret Atwood zaś wśród nazwisk autorów jesienią przeze mnie czytanych wiedzie prym.

Niestety, na klasykę w listopadzie nie było ochoty. Atwood zahipnotyzowała i chciało się tylko jej twórczości. O ile Burza. Czarci pomiot – powieść ta powstała z okazji przypadającego w 2016 roku 400-lecia śmierci Shakespeare. Brytyjski wydawca Hogarth Press zaprosił wówczas do współpracy znanych pisarzy i powierzył im opowiedzenie na nowo najbardziej znanych dzieł dramaturga. Owocem tych działań jest kolekcja współczesnych powieści. W Polsce książki ukazują się nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego pod szyldem PROJEKT SZEKSPIR – nie uważam za najlepszą powieść kanadyjskiej autorki, choć czas nad nią spędzony uznaję za czystą przyjemność i ciekawą przygodę, o tyle starsza jej powieść Grace i Grace z każdą kolejną stroną wciągała coraz bardziej w mroki umysłu i świat XIX wieku. Natomiast drugi tom trylogii MaddAddamRok Potopu – przyniósł i tym razem to, czego od literatury między innymi oczekuję – ukłucia, które nie daje spokoju.

Nadeszła jednak w końcu ochota na odmianę… Okoliczności sprzyjały temu. O Julianie Barnesie dużo ostatnio się mówiło… Jego powieść Zgiełk czasu została książką roku 2017 kwartalnika „Książki”. Stał się od „dziś” znany! A przecież znany jest od roku 1992, kiedy to Papuga Flauberta ukazała się na polskim rynku… Warto sięgnąć po Papugę, także Poczucie kresu, ja tymczasem postanowiłam sprawdzić Zgiełk!!! A że to opowieść o twórcy, to z ochotą zasiadłam do tej niewielkiej książeczki. Niewielkiej, ale jak się szybko okazało wielkiego kalibru. Kunszt treści i formy.

Do Sztuki powieści chyba nikogo przekonywać nie trzeba. Zbiór wywiadów z pisarkami dość długo czekał u mnie na swoją kolej. Aż nadszedł listopad – idealny czas na taką lekturę! Uczta najwyższej klasy!

Zatem:

  • Czarci pomiot – Margaret Atwood.
  • Grace i Grace – Margaret Atwood.
  • Rok Potopu – Margaret Atwood.
  • Sztuka powieści. Wywiady z pisarkami z „The Paris Review”.
  • Zgiełk czasu – Julian Barnes.

Tak więc, listopad był książkowym miesiącem. Literatura dostarczyła mi moc zachwytów, doznań estetycznych, intelektualnych, emocjonalnych i to na najwyższym poziomie!

Muzyka:

Listopada nie da się przetrwać bez muzyki. Potrzeba jednak dźwięków szczególnych, takich, które dotrą do najbardziej ukrytych zakamarków. I znalazłam na ten czas idealną. W oczekiwaniu na premierę nowej płyty, sięgnęłam po starą:

  • Selmasongs – Björk.

A później już tylko nową się raczyłam!!!

  • Utopia – Björk.

Otulająca, elektryzująca, pobudzająca, wciągająca, hipnotyzująca…

Podsumowując – listopad roku 2017 był miesiącem bardzo bogatym w doznania estetyczne. Zabrakło wprawdzie filmów, bo nie było wewnętrznego na nie zapotrzebowania, ale książki i muzyka pozwoliły dotknąć światów odległych, pięknych, okrutnych, fantazmatycznych.

Podsumowanie miesiąca – październik 2017

Podsumowanie miesiąca - październikCzas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Jakże się cieszę, że żyję na świecie, w którym istnieje październik! Jakież to byłoby okropne, gdyby natychmiast po wrześniu następował listopad!

 – Lucy Maud Montgomery Ania z Zielonego Wzgórza

Październik dobiegł końca! Wraz z jego początkiem nastała jesień na dobre. Choć trzeba przyznać, że jej październikowe oblicze w mojej krainie było całkiem przyjemne. Potrafię to docenić, mimo że jestem z tych, co, delikatnie mówiąc, nie są wielbicielami tej pory roku. Tak więc jesień w pełni! Niekiedy pięknej jak z bajki, niekiedy zaś jak z koszmaru. Nastanie czasu zimowego sprzyja, jakby nie było, odbiorcom literatury, filmu, ogólnie sztuki. Raz, że dużo się dzieje, dwa, że dłuższe wieczory, trzy, nastroje…

Jaki był październik książkowo, filmowo, muzycznie? Ekscytujący i pobudzający!

Wydarzenie:

Takie iście Bałwochwalniane:

  • Pulitzery, Bookery… – krok w rozwoju Bałwochwalni, nowy cykl not poświęconych książkom, które uhonorowano tymi prestiżowymi nagrodami literackimi.
Książki:

Październik to miesiąc należący do Jesiennego Rozkładu Jazdy, w którym obok klasyki, która oczywiście zajmuje miejsce honorowe, jest sporo nowości, głównie tych wczorajszych i przedwczorajszych. Margaret Atwood zaś wśród nazwisk autorów jesienią czytanych wiedzie prym.

Październikowy Rozkład Jazdy zrealizowany został, uwaga, w stu procentach!!!

Powieści najnowsze, wyczekiwane przez wszystkich, wywołały wiele emocji, nie zawsze jednak pozytywnych. Jedna z nich, nad którą niektórzy się zachwycają, rozczarowała. Ale po prostu nie należę do wielbicieli twórczości autorki Białych zębów, choć zawsze czekam na jej kolejną powieść i zawsze mam nadzieję, że znajdę tym razem klucz do tej twórczości. Niestety, i tym razem się nie udało. Chyba czas najwyższy odpuścić… Druga, debiut autorki, której powieść Małe życie stała się dla mnie nieprawdopodobnym doświadczeniem, okazała się mocną książką, ale jak to z debiutami często bywa, stanowi przede wszystkim zapowiedź tego, co dopiero przyszłość przynieść miała (Małe życie). Za to powieść wyżej wspomnianej autorki, nowość nieco starsza, z roku 2004, będąca pierwszym tom em trylogii, przyniosła to, czego od literatury między innymi oczekuję – kłucia, które nie daje spokoju.

Nowości nowe i stare:

  • Swing Time – Zadie Smith.
  • Ludzie na drzewach – Hanya Yanagihara.
  • Oryks i Derkacz – Margaret Atwood.

Klasyka literatury amerykańskiej, dobrze znana, znów zachwycała, delektowałam się więc każdym słowem, zdaniem, dialogiem – to była wielka uczta:

  • Paragraf 22 – Joseph Heller.

Klasyka zaś literatury polskiej nieoczekiwanie okazała się bardzo à propos:

  • Mała apokalipsa – Tadeusz Konwicki.

Zatem, książkowo październik był bardzo urozmaicony. Nie zabrakło rozczarowań, ale i zachwytów, doznań estetycznych, intelektualnych, emocjonalnych na najwyższym poziomie!

Film:

Październik był miesiącem pod znakiem filmu!!! Obrazów było kilka, ale jeden pozbawił resztę wartości, atrakcyjności, uroku:

Film z tych dźgających dotkliwie, dotykających spraw pozornie odległych, a jednak pokazujących naszą małość.

MUST SEE!!!

Muzyka:
  • Angus & Julia Stone.

Otulająca, elektryzująca, pobudzająca, wciągająca, hipnotyzująca…

Podsumowując – październik roku 2017 był miesiącem bogatym i bardzo urozmaiconym. Książki, te z klasyki były z najwyższej półki, zachwyciły i wywołały niedosyt, bo po takiej lekturze człowiek pragnie już tylko takich lotów  najwyższych, jedna z gorących nowości nie obeszła mnie, druga ukuła i rozochociła, bo sygnalizuje, że przyszłość przyniesie coś naprawdę istotnego. Powieść zaś z nowości nieco starszych to dziś MUST READ!!! A muzyka… no cóż, tylko popłynąć!

Podsumowanie miesiąca – wrzesień 2017

Podsumowanie miesiąca - wrzesieńCzas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Jutro zaczyna się wrzesień. Boże! Opadła na mnie nagle daremność i przemijanie moich dni i chciałam zacząć krzyczeć w bezsilnej furii na beznadziejne, nieuniknione przemijanie sekund, dni i lat.

– Sylvia Plath – Dzienniki 1950-1962

Wrzesień dobiegł końca! Wraz z nim lato skończyło się definitywnie! I definitywnie zaczęło się nowe! Nowe pełne obietnic, nadziei, planów…

Jaki był wrzesień książkowo, filmowo, muzycznie? Inspirujący!

Książki:

Wrzesień uwikłany jest jeszcze w Letni Rozkład Jazdy. A ten w tym roku obejmował tylko dwie pozycje – powrót do klasyki polskiej i amerykańskiej. Ale ze względu na najgłośniejszą wrześniową (a może nawet roku 2017) premierę (Gombrowicz. Ja geniusz Klementyny Suchanow) postanowiłam porzucić plany letnie i powrócić do twórczości geniusza. Prawdę mówiąc, to z Gombrowiczem nie rozstaję się od szkoły średniej, od pierwszego z nim kontaktu. Najpierw poprzez Ferdydurke, później dramaty, dalej pozostałe powieści i na końcu Dziennik. On to niewątpliwe należy do tych twórców, którzy mieli istotny wpływ na mają wrażliwość, wyobraźnię… Do Dziennika wracam stale fragmentarycznie. We wrześniu zaś postanowiłam przygotować się do lektury biografii, która właśnie ujrzała światło dzienne, i zatopić się znów na dobre, w pełnym skupieniu, w dzieła jednego w wielkich twórców XX wieku.

By nie popaść o obłęd, gombrowiczowski wrzesień przełamać czymś musiałam. Klasyka literatury amerykańskiej, która nigdy się nie starzeje, której lektura za każdym razem jest ucztą wielką, okazała się do tego idealna:

  • Buszujący w zbożu – J. D. Salinger.

Zatem, książkowo wrzesień był na najwyższym poziomie!

Film:

Wrześniowe wieczory były tym razem filmowe. Dwa pierwsze to obrazy znane i uznane. I ważne. Ostatni tytuł – nowość – z całą pewnością możemy zaliczyć także do kategorii filmów ważnych.

  • Klient – reż. Asghar Farhadi, Francja, Iran, 2016.
  • Moonlight – reż. Barry Jenkins, USA, 2016.
  • Najpierw zabili mojego ojca – reż. Angelina Jolie, USA, 2017.

MUST SEE!!!

Muzyka:
  • Massive Attack.
  • Portishead.

Elektryzująca, pobudzająca, wciągająca, hipnotyzująca… Daj się uwieść!!!

Podsumowując – wrzesień roku 2017 był miesiącem literatury najwyższych lotów. Na wczoraj, dziś i na jutro. Filmy dotykały spraw istotnych, tu czy gdzieś tam… Muzyka zaś pozwalała zanurzyć się!

Podsumowanie miesiąca – sierpień 2017

Podsumowanie miesiąca - sierpień

Czas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Sierpień dobiega końca (jeszcze tylko niespełna dwie godziny), choć gorąco się zrobiło, to ciemność coraz wcześniej przychodzi, wrzosy kwitną, a babie lato szaleje! Koniec wakacji nastał, ale – na pocieszenie – lato wciąż trwa!!! Jaki był sierpień książkowo, filmowo, muzycznie? Bujny!

Wydarzenia:

Wydarzeń miało nie być, ale takie odejścia trzeba odnotować i zapamiętać:

  • Śmierć Janusza Głowackiego – znów kultura polska poniosła wielką stratę!!!
Książki:

Sierpniowy plany obejmowały znów tylko dwie pozycje – powrót do klasyki polskiej i amerykańskiej. Dobrze mi robi to wracanie do klasyki. Niekiedy trudno się zabrać, bo nowości na które ma się chęć przybywa, piętrzą się stosy, kuszą, ale już jak się zasiądzie uczta jest lotów najwyższych. Może Chłopi Reymonta to nie jest lektura na lato, raczej na długie jesienne i zimowe wieczory, ale właśnie w tym czasie beztroskim, wtedy kiedy z naturą bliżej jesteśmy, to była odpowiednia lektura. Scarlett O’Hara zaś była idealnym towarzystwem (choć początkowo irytującym)

Sierpień był też czasem wczorajszych nowości. I poruszył różne struny wewnętrzne, różne rejony. Hertmans – strach, St Aubyn  – perwersja, Kamiński – kafkowskość. Do Particka pewno jeszcze wrócę, bo to dopiero pierwszy tom, a o Loli już było! A oto lista w kolejności alfabetycznej:

  • Chłopi – Władysław Reymont.
  • Przeminęło z wiatrem – Margaret Mitchell.
  • Głośniej niż śnieg – Stefan Hertmans.
  • Patrick Melros – Edward St Aubyn.
  • Tylko Lola – Jarosław Kamiński.

Tylko Lola – MUST READ!!!

Film:

Skromnie! Bardzo! Czas na filmy jeszcze nadejdzie! Obejrzałam dwa. Pierwszy widziałam pierwszy raz – dobry, warty poświęcenia czasu, ale bez zachwytów, drugi widziałam po raz… Nie zliczę! I oglądać będę wciąż!

  • Pokot – reż. Agnieszka Holland, Polska, 2017.
  • Tatuaż – reż. Jane Campion, USA, 2003.
Muzyka:

Bezkonkurencyjne babki:

  • Lou Doillon.
  • Charlotte Gainsbourg.

Daj się uwieść!!!

Podsumowując – sierpień roku 2017 był miesiącem zachwytów, emocji, drżeń. Dlatego polecam wszystko co powyżej, ze szczególnym wskazaniem oczywiści na Tylko Lolę – to z pewnością powieść, którą będę podarowywać innym. Tylko sza! Bo to mają być prezenty-niespodzianki 😉 !

Podsumowanie miesiąca – lipiec 2017

Podsumowanie miesiąca - lipiecCzas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Sierpień rozgościł się na dobre, dzień już znacznie krótszy, ciemność coraz wcześniej nas ogarnia (zauważyliście to?????????????), czas więc najwyższy na podsumowanie lipca, tego zachlapanego jak nigdy miesiąca!!! Deszcz robił sobie przerwy baaardzo krótkie. Trudno było nawet poczuć, że lato nadeszło i brnie… Nie wadziło to jednak oddawaniu się doznaniom estetycznym!!! Wręcz temu sprzyjało.

Wydarzenia:

Wydarzeń miało nie być, ale takie odejścia trzeba odnotować i zapamiętać:

  • Śmierć Julii Hartwig – jednej z ostatnich wielkich!!!
Książki:

Lipcowe plany obejmowały tylko dwie pozycje – powrót do klasyki polskiej i amerykańskiej. Odbyłam więc za sprawą Prusa podróż sentymentalną do Warszawy XIX wieku i na nowo zaznajomiłam się z tamtejszym światkiem, znów pokochałam Wokulskiego i szczerze mu współczułam. Pokochałam też tego łotra Gilberta z powieści Jamesa, a jego Isabel znów stała mi się baaardzo bliska. Lipic to był też czas wczorajszych nowości. Izraelski pisarz Dawid Grosman został laureatem Międzynarodowej Nagrody Bookera 2017 roku za powieść o tytule wiele obiecującym i z powodu tego tytułu sięgnęłam po tę publikację. Zaskoczyła mnie. Wciągnęła. Trzymała w napięciu od ostatnich zdań. No i powieść miesiąca – Wróżba – a może roku? Więcej o niej teraz słów nie będzie, bo wkrótce pojawi się osobna nota na temat tej szczególnej szwedzkiej powieści. A oto lista w kolejności alfabetycznej:

  • Lalka – Bolesław Prus.
  • Portret damy – Henry James.
  • Wchodzi koń do baru – Dawid Grosman.
  • Wróżba – Agneta Pleijel.

Wróżba MUST READ!!!

Serial:

Tak, tak!!! Tym razem nie film, bo filmu ani jednego w lipcu nie obejrzałam (choć już zasiadałam do Deszczowej piosenki, ale wyszło wieczorne słońce, więc szybko zmieniłam plany, by nie straszyć). Dlaczego? Z prostej przyczyny. Tak mnie wciągnął serial, że na żaden film nie miałam już ani czasu 😉 , ani ochoty. Z serialami jestem nieco na bakier, bo zawsze oglądam nie to, co wszyscy inni, a dwa w dodatku dziesięć lat po premierze! Poza tym nienawidzę tego rodzaju rozrywki!!! Bo nic bardziej nie pożera cennego czasu jak właśnie seriale! Przed z końcem zimy skończyłam oglądać ostatni sezon pewnego takiego, który skutki uboczne zaczęłam już odczuwać i postanowiłam, że wraz z nadejściem wiosny nie dam się wciągnąć w nic nowego!! Nawet jeśli starego!! I wiosnę przetrwałam. Nie złamałam się. Niestety, zachlapana letnia aura serialom sprzyjała i poddałam się. Bez reszty utonęłam. Cóż takiego mnie pochłonęło?

  • Downton Abbey

Wszyscy pewno dawno temu widzieli ten serial… No cóż, ja znów ignorantką byłam w tej kwestii i dopiero teraz rozsiadłam się przed ekranem, by dać się uwieść. I rzeczywiście poniosło mnie. W istocie jest to opowieść, która dotyka kwestii uniwersalnych, ale mnie tym razem wyjątkowo nie uniwersalizm pociągał, tylko przemiany, które zaszły w świecie i które w serialu znakomicie pokazano. Opowieść umieszczona jest w konkretnym czasie i konkretnej przestrzeni (arystokratyczna posiadłość na angielskiej prowincji na początku XX wieku) i mamy okazję obserwować jak stary wiktoriański porządek powoli odchodzi w przeszłości, jak zmienia się obyczajowość, mentalność, jak historia wpływa na losy poszczególnych ludzi. A to wszystko wśród wspaniałej scenografii, w pięknych kostiumach, z subtelnym humorem i dystansem. No i do tego barwni bohaterowie – z krwi i kości. Na marginesie dodam, że moja ulubienicą jest seniorka rodu – Violet Crawley, hrabina wdowa Grantham, w której postać wcieliła się Maggie Smith.

Jeśli ktoś serialu Downton Abbey jeszcze nie oglądał, to musi to nadrobić.

Muzyka:

Na lato najlepsza muzyka festiwalowa:

  • PJ Harvey

Daj się porwać tym dźwiękom!!!

Podsumowując – lipiec roku 2017 pozornie był pod psem, ale w istocie był to miesiąc pełen zachwytów, emocji, drgań. Dlatego polecam wszystko co powyżej, ze szczególnym wskazaniem oczywiści na PJ Harvej i Wróżbę, ale do tej powieści jak już wspomniałam jeszcze powrócę w jednej z najbliższych not, bo zasługuje ona na znacznie więcej uwagi.