„O dziewczynce, która bawiła się w Boga” – Dan Lungu

Powieść „O dziewczynce, która bawiła się w Boga” jednego z bardziej znanych współczesnych pisarzy rumuńskich, Dana Lungu, to wbrew temu co może sugerować tytuł, mało baśniowa baśń o świecie nam współczesnym.

To proza zaangażowana, psychologiczno-spełeczna, która ukazuje złożone zjawiska naszych czasów – zróżnicowany rozwój gospodarczy Europy, migrację zarobkową, eurosieroctwo.

Opowieść Lungu ukazuje rumuńską rodzinę, która po transformacji w kraju próbuje żyć w nowych warunkach. Próbuje się do nich dostosować, próbuje skorzystać z możliwości jakie te nowe warunki oferują. Słowem, to opowieść o rodzinie, która pragnęła jedynie godniejszej egzystencji.

Autor snuje swą opowieść poprzez dwugłosową relację matki i córki, które próbują przetrwać ten trudny czas. Czas zawieszenia, czas cichych, ale znaczących, bo zasadniczych przeobrażeń dla monad poszczególnych, w istocie czas utraty.

Poprzez tę podwójną narrację Lungu ukazuje sugestywnie i wiarygodnie dwie różne perspektywy. To dwa różne sposoby postrzegania rzeczywistości – przygniecionej odpowiedzialnością za rodzinę kobiety i kilkuletniej dziewczynki o bytującej na granicy fikcji i rzeczywistości. Wchodząc w dusze swych bohaterek, autor przybliża nam ich wewnętrzne światy, to, co w nich się wydarza, gdyż to, co najistotniejsze tam właśnie się rozgrywa.

Matka – emigrantka zarobkowa/ gastarbeiterka

Pewnego dnia, niespodziewanie, matka wyjeżdża do Włoch. Pozostawiając rodzinę, dwoje dzieci, męża i rodziców, Letycja wzięła sprawy w swoje ręce i zdecydowała się na emigrację zarobkową. Upatrywała w niej szansę poprawy materialnego bytu najbliższych, którzy próbują stawić czoła nowym, wymagającym czasom. Wyjazd niewątpliwie miał być także sposobem na uchronienie rodziny przed rozkładem, który coraz wyraźniej jawił się na horyzoncie.

Opieka nad starszą kobietą okazuje się pracą, której mogliby pozazdrościć inni migranci. Podopieczna jest sympatyczna, ceni i szanuje Letycję. Kulturalni pracodawcy zaś hojnie ją wynagradzają. To jednak nie daje radości, zadowolenia, satysfakcji. Szybko bowiem okazuje się, że do podniesienia egzystencji na wyższy poziom pieniądze nie wystarczają. W godnym życiu inne czynniki, te niematerialne, te właśnie, których emigracja zarobkowa pozbawia, odgrywają kluczową rolę.

Pieniądze i życzliwość pracodawców nie wynagradzają Letycji rozłąki z najbliższymi, opuszczenia rodzinnego kraju, wszelkich strat jakie poniosła. Fakt, że nie jest u siebie, wśród swoich, że nie czuje się swobodnie, że wypełniała ją pustka, tęsknota, samotność, świadomość zmarnowanych lat w biednej Rumunii, utraconego życia, braku perspektyw, pomyślnych rozwiązań uniemożliwiają życie godne człowieka. Kobieta czuje się upokorzonym, bezwartościowych człowiekiem. Rumunka żyjąca w obcym kraju dobrobytu, wśród pewnych siebie Włochów funkcjonuje jako człowiek gorszego gatunku, jako zacofana analfabetka, mimo że jest kobietą wykształconą.

Narracja Letycji, rumuńskiej kobiety, matki, żony, córki, to historia emigrantki zarobkowej/ gastarbeiterki, która w imię lepszej przyszłości postanowiła poświęcić teraźniejszość. Niestety, cudowne jutro oddala się z każdą chwilą, traci kontury, rozmywa się, przestaje w końcu być widoczne. I się trwa, wegetuje, pozbawionym nadziei na dobrobyt dnia następnego.

Córka – eurosierota

Dziewczynka, która bawiła się w Boga, Radusia, Włoszka tak zwana, gdyż jest córką tej, która wyemigrowała do Włoch, także musi stawić czoła nowej sytuacji. Jej dotychczasowy świat legł w gruzach wraz z wyjazdem matki. Nic nie rozumie z tego wszystkiego, nie jest jeszcze w stanie sobie tego racjonalnie wytłumaczyć, ale jako dziecko w istocie wie więcej, bo więcej czuje. Dziewczynka zamyka się w sobie, sama zmaga się ze swoimi rozterkami. Odcina się od życia dzieci z okolicy, by podążać własnymi ścieżkami. Ma swój świat i swój język, który pomaga pojąć jej po swojemu rzeczywistość, wytłumaczyć to co niezrozumiałe. Jej wrażliwość, jej bogate życie wewnętrzne, jej wybujała wyobraźnia okazują się zbawienne. Pozwalają bowiem na ucieczkę od rzeczywistości, której nie pojmuje, w której jest jej samotnie, źle i pusto. Pozwalają na ucieczkę w światy, gdzie wszystko jest możliwe.

Narracja Radusi, rumuńskiej dziewczynki, to historia eurosieroty, którą postawiono przed faktem, obiecując mannę z nieba. Niestety, paczki z Zachodu tylko na chwilę pozwalają zapomnieć o sieroctwie. Zapisany w pamięci portret matki staje się coraz bardziej abstrakcyjny, rysy blakną coraz bardziej z każdą rozmową telefoniczną. I się trwa, wegetuje, pozbawionym nadziei na beztroskie jutro.

Ci co wyjechali, ci co pozostali

Portrety głównych bohaterek uzupełniają postacie drugoplanowe. Istniejące jakby na marginesie powieści, wspominane jakby mimochodem, odgrywają znaczącą rolę. Pozwoliły bowiem na szerszą perspektywę, w istocie na portret nie monad poszczególnych, tylko środowisk. Poprzez portret Letycji autor odmalował obraz emigracji, zaś poprzez portret Radusi – eurosierot.

Zabiegi te pozwoliły odsłonić oblicza przede wszystkim rumuńskiej emigracji, ale i włoskich pracodawców z jednej strony, z drugiej zaś tych, którzy pozostali w Rumunii – małżonków, rodziców, a przede wszystkim dzieci.

Nasz wspólny świat

Autor poprzez jednostki, ich konkretne losy, egzystencje, słowem, poprzez szczegół pokazuje ogół – rzeczywistość nam współczesną, którą i my współtworzymy. Bo choć Lungu opowiada o rumuńskiej (migranci) i włoskiej (chlebodawcy) społeczności, to tak naprawdę nie ma to znaczenia, gdyż opowieść o polskiej (nie tylko jako migranci, ale i jako chlebodawcy) czy ukraińskiej byłaby identyczna. Mówi zatem o swoistym doświadczeniu wspólnym mieszkańców tej części świata (a może i nie tylko).

Kompetencje pisarza (z zawodu socjolog) i jego literacki talent sprawiają, że wyciszona opowieść ma ogromną moc oddziaływania. Zawstydza, pozbawia poczucia komfortu, otwiera oczy, uświadamia, odsłania utajone ludzkie oblicza, pyta o sprawy fundamentalne – o godność człowieka.

Tytuł – „O dziewczynce, która bawiła się w Boga

Autor – Dan Lungu

Tłumaczenie – Radosława Janowska-Lascar

Wydawnictwo – Amaltea

Seria – Proza Rumuńska

Rok – 2016

  • DLA KOGO – dla ignorantów, dla wrażliwców, dla amatorów literatury, kultury i historii Rumunii, dla zainteresowanych zjawiskami naszych czasów
  • PO CO – by się zreflektować, by poczuć
  • MOJA OCENA – 5/6

* Tytuł oryginalny – Fetița care se juca de-a Dumnezeu, rok pierwszego wydania – 2014, rok pierwszego wydania polskiego – 2016.

Pojedynek kociar z kotojadami. „Ciemno, prawie noc” – Joanna Bator

Tytuł – „Ciemno, prawie noc”

Autor – Joanna Bator

Wydawnictwo – WAB

Seria – Archipelagi

Rok – 2012

  • DLA KOGO – dla miłośników Wałbrzycha, dla koneserów literatury, historii i kultury polskiej, dla odważnych, odpornych i wytrwałych, dla każdego, kto nie jest ignorantem, dla wrażliwych na ludzką krzywdę, dla zadających sobie pytania o współczesność, dla miłośników baśni, legend, powieści inicjacyjnych, dramatów psychologicznych, romansów, kryminałów, thrillerów, powieści gotyckich i horrorów, dla ceniących sobie dobrze skonstruowaną fabułę, dla których styl, język, forma nie są obojętne, dla amatorów zabaw konwencjami, dla miłośników dobrej literatury po prostu
  • PO CO – by się zreflektować, by wytrącić z mentalnego komfortu
  • MOJA OCENA – 6/6

[…] gdy ktoś puka do drzwi, po prostu otwieram, bo złe i tak wejdzie bez pukania. (s. 294)

Każdy twórca przepuszcza rzeczywistość przez filtr swojej wyobraźni i wrażliwości, a efektem tego są dzieła o charakterystycznej estetyce. Efekty te niekiedy zaskakują bardziej, niekiedy mniej. Z jednymi się zgadzamy, z innymi polemizujemy. Jedne wzbudzają podziw i zachwyt, inne oburzają, wywołują konsternacje.

Joanna Bator przepuszczając polską rzeczywistość przez swój filtr, stworzyła dzieło, które wprawia w zdumienie, wywołuje grozę. Sama autorka mówi, że o polskiej rzeczywistości daje się opowiedzieć tylko w konwencji horroru. Naturalnym więc odruchem odbiorcy musi być odrzucenie tej wizji, brak na nią zgody. Po krótkiej jednak refleksji zaczyna zgadzać się z pisarką.

Powieść-worek

„Ciemno, prawie noc” to powieść oscylująca między baśnią, legendą, powieścią inicjacyjną, dramatem psychologicznym, romansem, kryminałem, thriller, powieścią gotycką i horrorem, to powieść mieszająca porządki – realny z nadprzyrodzonym (realizm z oniryzmem), to opowieść o duchach, które ingerują w życie ludzkie, o złu głęboko zakorzenionym, przybierających najrozmaitsze oblicza.

To istny miszmasz. Powieść-worek – jak proponował Witkacy – do którego można wszystko włożyć, co w konsekwencji jest mieszaniną stylów, gatunkowych prawideł i treści, w którym najważniejsze miejsce zajmują tzw. tematy istotne (filozoficzne, społeczne, psychologiczne). Powieść-patchwork stworzony z pstrokatych fragmentów, utartych obrazów, sformułowań, banałów, stereotypów.

Kociary kontra kotojady

Polska. Ziemie odzyskane. Wałbrzych. Dawniej Waldenburg. Miasto „przypominające […] akwarele jakiegoś ponurego artysty, używającego tylko brązu, brudnej bieli i szarości” (s. 118). Najbardziej ponury miesiąc w roku. Kraina z koszmaru sennego, której fundamenty tworzą kości ofiar nazistów i żołnierzy Armii Czerwonej, która skupia jak w soczewce wszystko to, co w człowieku i w świecie najgorsze. Gdzie trwa odwieczna walka dobra ze złem, kotojady (wszelkie objawy zła, które rozprzestrzeniają się w zawrotnym tempie) wiodą prym, a kociary (dobre duchy, które stoją po jasnej strony mocy) wyruszają na ratunek i dzielnie stawiają im czoła.

Alicja z Wałbrzycha

Główna bohaterka powieści, Alicja Tabor, dawniej Wielbłądka, siuśmajtka, niedobitek, dziś Alicja Pancernik, dziennikarka ze stolicy, reporterka od spraw beznadziejnych, perfekcjonistka, której światem były słowa, nie czyny, twarda, osobna, pojedyncza, niezwiązana, zdystansowana, nie wchodząca w bliższe relacje z innymi, która tylko relacjonuje świat zewnętrzny nie interweniując, nie angażując się, będąc tylko pozornie z rzeczywistością w kontakcie, która lubi być trzeźwa, wykąpana i zdolna do długiego biegu, wraca po wielu latach do rodzinnych stron, by zebrać materiał do reportażu na temat dzieci, które giną w niewyjaśnionych okolicznościach. Reportaż jest tu jednak tylko pretekstem.

Alicja znajduje się w kluczowym momencie swego życia. To moment swoistego przejścia, przemiany. Minęło piętnaście lat odkąd na dobre opuściła rodzinne strony (po śmierci ojca). Po studiach we Wrocławiu wyjechała do stolicy, by tam jakoś żyć. To jednak okazało się niemożliwe. Wraca więc do Wałbrzycha, do opuszczonego domu, „by zrozumieć, co się stało” (s. 37), by zmierzyć się ze swoją nie do końca rozpoznaną przeszłością – odkryć ją, by móc ruszyć dalej, zbudować most pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, by przyszłość mogła zaistnieć, by w końcu mogła przestać żyć pozornie, zacząć żyć życiem nieograniczonym.

Zatem do rodzinnego miasta sprowadzają Alicję nie tylko sprawy służbowe, ale także jej własna bolesna i wciąż niejasna przeszłość, spychana w niepamięć (śmierć matki, samobójstwo ukochanej siostry, obsesja ojca na punkcie mitycznego skarbu Zamku Książ). Musi zmierzyć się nie tylko z demonami związanymi z historiami porwanych dzieci, ale i swoimi, prywatnymi. Musi zejść do podziemi. W każdym sensie, dosłownym i metaforycznym.

Alicja w tej króliczej norze, do której wpadła maleje i rośnie, przechodzi na drugą stronę, by w końcu, odmieniona, złapać pion i ruszyć dalej.

Piekło Dantego – „A to Polska właśnie”

Świat przedstawiony – siedlisko wszystkich polskich bolączek i szaleństw – tworzy tragiczna niemiecko-radziecka przeszłość miasta zderzająca się z „szaloną” teraźniejszością, z chorobami trawiącymi współczesną rzeczywistość. Okrucieństwa wojny kładą się cieniem na teraźniejszości, wpływając na losy monad poszczególnych. Z jednej strony mordy nazistowskie i gwałty radzieckich żołnierzy, wygnania, przesiedlenia, wszystko to, co znamy z historii, z drugiej zaś to, co najgorsze i najmroczniejsze tu i teraz, co znamy z autopsji.

Bieda, krzywda, ignorancja, frustracja, gniew, strach, podłość, zawiść, przeświadczenie o własnej wyższości, brak perspektyw, zdawanie się na to, co przyniesie los, niechciane macierzyństwo, niekochane dzieci, zaburzenia psychiczne, wszelkiego rodzaju przemoc, pedofilia, pornografia, wszelkiej maści patologie, deprawacje, dewiacje, upodlenie, wypaczona religia, fanatyzm religijny, pseudokatolicyzm, wszelkie odstępstwa od normy, odmienność, inność, wykluczenie, rasizm, nacjonalizm, brak tolerancji, miłości bliźniego, brak umiejętności słuchania, prowadzenia rozmowy, brak możliwości porozumienia, prostactwo, pieniactwo, bluźnierstwo, wandalizm, zwulgaryzowanie języka, mowa potępienia, pogardy, nienawiści, negacji, głęboko zakorzenione stereotypy, przywary… dość!

Alicja przemierza kolejne kręgi piekła Dantego, odkrywając za każdym razem, że może być jeszcze gorzej. Na zadowalający finał nie ma szansy. Koszmar nie był senny, był rzeczywisty. Ujawnił na szczęście, że zawsze liczyć można na istoty takie jak Dzika Baśka, Agnes Kociałapa, Apolonia Kitti Kitti, Kocińska, Malwa Makota, Markotka, Bakcyjka, Kokota, Ciotka Podkotek, Lidia Kociołek, Agnes Kociałapa, Święta Kocia, Makota, Maria Kocierzyńska, Brygida Kocurkiewicz, Szkotka.

Kunszt autorki

Bator jest doskonałą obserwatorką rzeczywistość, obdarzoną wyostrzonym zmysłem słuchu. Z dużym wyczuciem i znajomością tematu portretuje otaczającą rzeczywistość, nasze tu i teraz i nadaje mu uniwersalny wymiar.

Faktem jest, że autorka przepuszczając rzeczywistość przez filtr swojej wyobraźni i wrażliwość powołała do życia dzieło, które opowiada świat, napawający grozą, w który z jednej strony nie możemy uwierzyć, z drugiej zaś dobrze wiemy, że jest, dzieje się tu, w realności naszej, a nie gdzieś na peryferiach ludzkiej wyobraźni.

Język

Symbolicznym tego wszystkiego wyrazem wydaje się język, który okazuje się tu dodatkowym bohaterem powieści. Autorka idealnie oddaje styl wypowiedzi poszczególnych osób (na forach internetowych, w radiu, w taksówce, w pociągu, na klatce schodowej) pełen błędów, wyrazów-tworów, wulgaryzmów, bólu, rozpaczy, gniewu, frustracji, nienawiści. I to tu, w języku, dzieje się najwięcej. On oddaje najlepiej to, co w powieści najważniejsze.

Lektura powieści wiele wymaga od odbiorcy w sensie emocjonalnym. Jest bowiem niezwykle intensywna, naładowana, gęsta. Fizycznie trudno przebrnąć przez kolejne rozdziały, odsłaniające kolejne kręgi piekła. Jednocześnie trudno oderwać się od lektury, bo „Ciemno, prawie noc” jest świetnie opowiedzianą historią, w której autorka mieszając liczne konwencje i umiejętnie zacierając granice między tym, co dzieje się naprawdę a snem, majakiem, wytworem wyobraźni, halucynacją, między porządkiem realistycznym i fantastycznym (realizm i oniryzm bytują na tych samych prawach) rozpoznaje i portretuje rzeczywistość, by potrząsnąć odbiorcą, by się ocknął, przebudził, zreflektował.

[…] matka boska kura nioska co ma skrzydła dwa pod skrzydłami pod kołdrami niech pochowa nas […]. (s. 15)

*Wszystkie cytaty z dzieła pochodzą z tomu, Ciemno, prawie noc, Joanna Bator, Warszawa 2012.

** Rok pierwszego wydania – 2012.


BIBLIOGRAFIA

Podsumowanie sezonu – zima 2018/2019 – rekomendacje czytelnicze

Czas najwyższy na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie sezonu!!!

W Bałwochwalnii do tej pory nie było podsumowań tego typu… Zarzucając praktykę podsumowań miesięcznych, postanowiłam wprowadzić sezonowe podsumowania czytelnicze, które w istocie będą rodzajem czytelniczych rekomendacji.

Zima 2018/2019

Zimą przeczytałam to i owo. Coś nowego, coś starego. Coś pierwszy raz, coś kolejny… Sezon był rewelacyjny, zbiory estetyczne i intelektualne obfite.

Bałwochwalcom literatury polecam to, co najlepsze!

Z przeszłości niedawnej

Berta Isla – Javier Marías – powieść będąca połączeniem prozy gatunkowej (szpiegowskiej, ale na opak i psychologiczno-obyczajowej) z literaturą najwyższej próby, z licznymi odniesieniami do literatury światowej, które pomagają bohaterom zmierzyć się ze swoją sytuacją, zanalizować i pojąć rzeczywistość.

Poznali się jeszcze w szkole. Nie był to wybuch miłości, nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Dwójka pięknych, inteligentnych i pewnych siebie młodych ludzi racjonalnie podchodziła do kwestii życiowych. Po rozpatrzeniu wszelkich za i przeciw doszli do wniosku, że są dla siebie stworzeni. Pewnego dnia wyszło jednak na jaw, że nic nie jest takie, jak się wydawało… Niemożliwe stało się możliwe. Nieprawdopodobne stało się prawdopodobne.

To opowieść, która uzmysławia, że wiedziemy egzystencję pascalowskiej trzciny myślącej, co czyni z nas bohaterów na miarę tych mitologicznych – mamy bowiem świadomość nie tylko beznadziejności sytuacji, ale i niemocy, braku możliwości, by ten stan rzeczy zmienić.

Lucinella – Lore Segal – pozornie klasyczna satyra na środowisko literackie – zamkniętą społeczność poetów, krytyków i wydawców, którzy walczą ze swoimi demonami. Czym jednak dalej, tym większe cudza się dzieją. Konwencjonalna narracja przeobraża się z każdym kolejnym akapitem w jeden wielki eksperyment literacki – z czasem i językiem.

Siłą napędową jest główna bohaterka, postać tytułowa i jednocześnie narratorka opowieści – młoda poetka, „dwudziestoparolatka dobiegająca czterdziestki”, która niekiedy występuje dodatkowo w dwóch osobach – jako Lucinella młodsza i Lucinella starsza, która bywa, obraca się wśród odpowiedniego towarzystwa, a przede wszystkim zmaga z zewnętrznym chaosem i niemocą twórczą.

Błyskotliwa i pełna humoru opowieść o procesie twórczym i formach istnienia literatury, którą rozsadzają cytaty, kryptocytaty, aluzje i nawiązania literackie. Lekkość (nie mylić z beztroską), szybkość, dokładność, przejrzystość, wielorakość, zwartość. Zabawa w najczystszej postaci. Dla wytrwałych!

Ostępy nocy – Djuna Barnes – „meandryczne wielosłowie”, które wzbudza zachwyt i wprawia w konsternację, pojawiającym się nachalnie pytaniem „Cóż to takiego?”.

Klasyczny dramat, opowieść z kluczem, arcydzieło prozy modernistycznej, prekursorskie dzieło queer, klasyka literatury lesbijskiej, świadectwo epoki w jednym.

Osoby tego dramatu, bohaterowie tej opowieści – indywidua, osobowości ekscentryczne o tożsamościach przez siebie wybranych, w relacjach niejednoznacznych, istniejących poza nawiasem – zmagają się ze swoją codziennością, przez którą cierpią rozkoszne katusze, która nie pozwala im oddychać pełną piersią.

Szczątkowa jest jednak fabuła, gdyż cały spektakl odbywa się w języku, który jest tu „gęsty i nieprzejrzysty, bogaty leksykalnie i kapryśny składniowo, pełen kalamburów, obsesyjnie wielogłosowy, perfidnie wyrafinowany, niekiedy hipnotyczny i transowy”. W istocie to „stylistyczny eksperyment i bezkompromisowe, skrajnie indywidualistyczne podejście do materii języka”.

Proza gęsta, intensywna, ciężka, ekstrawagancka, pretensjonalna, nieznośna. Nie lada wyzwanie! Dla wytrwałych!

Z przeszłości nieco dalszej

Ciemno, prawie noc – Joanna Bator – istny miszmasz; powieść oscylująca między baśnią, legendą, dramatem psychologicznym, kryminałem, thriller i horrorem, powieść mieszająca porządki – realny z nadprzyrodzonym (realizm z oniryzmem), opowieść o duchach, które ingerują w życie ludzkie, o złu głęboko zakorzenionym, przybierających najrozmaitsze oblicza.

Polska. Ziemie odzyskane. Wałbrzych. Najbardziej ponury miesiąc w roku. Kraina z koszmaru sennego, której fundamenty tworzą kości ofiar nazistów i żołnierz Armii Czerwonej, która skupia jak w soczewce wszystko to, co w człowieku i w świecie najgorsze. Gdzie dobro walczy ze złem, kotojady wiodą prym, a kociary dzielnie stawiają im czoła.

Dziennikarka ze stolicy, wraca po wielu latach do rodzinnych stron, by zebrać materiał do reportażu na temat dzieci, które giną w niewyjaśnionych okolicznościach. Podświadomie wie, że reportaż jest tylko pretekstem. W istocie wraca, by zmierzyć się ze swoją przeszłością – odkryć ją, by móc ruszyć dalej, zbudować most pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, by przyszłość mogła zaistnieć.

Wałbrzych jest tu niczym królicza nora, do której wpada Alicja, niczym kolejne kręgi piekła Dantego, które Alicja przemierza, odkrywając, że może być jeszcze gorzej.

Z przeszłości dalekiej

Pogarda – Alberto Moravia – studium psychologiczne, które obnaża dramat człowieka, jego wewnętrzną pustkę, niepokój, samotność; pokazuje egzystencję w świecie, w którym dominuje pieniądz, w którym brak głębokich uczuć, gdzie stosunki międzyludzkie są nieautentyczne, a komunikacja z drugim człowiekiem okazuje się niemożliwa, gdyż język zamiast prowadzić do rozwiązania konfliktu, zaciemnia tylko obraz sprawy.

On, oddany mąż, wrażliwy artysta, intelektualista egzystujący w świecie wyższych wartości. Ona, oddana żona, stenotypistka twardo stąpająca po ziemi. Żyją szczęśliwie, choć skromnie w wynajmowanym pokoju.

Pewnego dnia on otrzymuje intratną propozycję, która jest sprzeczna z jego ambicjami. Mimo to podejmuje się komercyjnego zadania, gdyż zdaje sobie sprawę, że dzięki temu będzie mógł spełnić marzenia żony i zapewnić jej poziom życia jakiego nigdy nie zaznała.

Niestety, wraz z poprawą statusu materialnego małżonków nadchodzi kryzys małżeński.

Ta psychologiczno-obyczajowa powieść w istocie jest rozpisanym na kilka osób, wyrwanym z szerszego kontekstu, w którym tło ograniczono do niezbędnego minimum, kameralnym dramatem w dwóch aktach.

Powieść wydaje się na wskroś realistyczna, ale nie chodzi tu o odwzorowanie świata. Chodzi o coś znacznie istotniejszego – o tworzenie egzystencjalnych modeli, paradygmatów zachowań.

Szklany klosz – Sylvia Plath – powieść mająca znamiona prozy autobiograficznej, powieść formacyjna, powieść-manifest feministyczny, w którym wyartykułowano sprzeciw wobec tradycyjnych ról kobiecych, opowieść o samotności, wykluczeniu, odrzuceniu przez społeczeństwo, gdyż nie jest się w stanie dostroić do ogólnie przyjętych norm, zasad, że nie ma w społeczeństwie miejsca dla jednostek, które nie mieszczą się w obowiązującym schemacie, studium depresji, opowieść o chorobie psychicznej, która wyklucza i stygmatyzuje.

Ameryka, początek lat pięćdziesiątych. Zdolna i ambitna dziewiętnastoletnia studentka z prowincji, tuż przed przekroczeniem progu dorosłości, złapała Pana Boga za nogi – wygrała miesięczny staż w ekskluzywnym nowojorskim magazynie dla kobiet. Jednak skonfrontowanie rzeczywistości z planami i marzeniami rozczarowało ją. Uzmysłowiło, że nie ma wpływu na swój los, że nie jest w stanie sprostać wyzwaniom rzeczywistości owego czasu, że dla takich jak ona, nie ma miejsca realnym w świecie.

Proza poruszająca wiele istotnych kwestii, które nie straciły na znaczeniu, które dziś także budzą niepokój, które wciąż napierają i nie tracą nic ze swego impetu.

Powieść naznaczona biografią autora, która mimo to jest autonomicznym dziełem, które stanowi wartość samą w sobie, które i bez kontekstu biograficznego okazuje się istotne.

„Grona gniewu” – John Steinbeck

„Grona gniewu” to jedna z ważniejszych powieści Johna Steinbecka. To jednak nie wszystko. To bowiem jedna z ważniejszych powieści amerykańskich. Mało tego, to jedna z ważniejszych powieści literatury powszechnej.

Autor otrzymał za nią National Book Award i Nagrodę Pulitzera, ona to przyczyniła się także do przyznania mu Nagrody Nobla. Ta klasyka literatury, ta swoista odyseja czytana po osiemdziesięciu latach od ukazania się, jest dziełem na nasze dziś. Ta zaangażowana powieść, pozbawiona nowatorskich technik narracyjnych, napisana w konwencji naturalistycznej, odwołująca się do klasycznego motywu wędrówki, znakomicie pokazuje czym w istocie jest migracja – temat, który powraca jak echo – walką o godność.

„Porzućcie wszelką nadzieję…”

To opowieść o losach pewnej amerykańskiej rodziny, która wyruszyła w długą wędrówkę do Kalifornii. Niczym Odyseusz podążający do Itaki czy Mojżesz prowadzący lud Izraelitów do Ziemi Obiecanej.

Rodzina Joadów, należąca do najemnych farmerów, z powodów trudności finansowych musiała opuścić farmę w Oklahomie (bank zajął ziemię) i, skuszona wizją raju gdzie indziej, zaryzykować. Nie był to akt odwagi, gdyż wyboru nie miała. Z całym dobytkiem wyruszyła w podróż do Kalifornii, krainy rzekomego dobrobytu, która miała zapewnić jej pracę, byt i godność.

Utrata

Podróż okazuje się gehenną, a jej cel – „gaj pomarańczowy”, kraina mlekiem i miodem płynąc, niczym obrazki z ulotek – mrzonką. Bohaterowie wiele doświadczają i widzą podczas wędrówki pełnej bólu, cierpienia, okrucieństwa. Wędrówka ta odziera ich z resztek godności, pozbawia wiary w lepsze jutro, nadziei na przyszłość. Ziemi Obiecanej bowiem nie ma, a to z czym wyruszyli, po drodze, tracą.

Szosami ciągnęły jak mrówki tłumy wędrowców w poszukiwaniu pracy i chleba. Fermentowały w nich pierwsze zaczątki gniewu. (s. 420)

Tysiące mil ciągnęła się rzeka ludzi, swoista karawana wędrujących szosą 66 robotników, z których życie uchodziło, dosłownie i symbolicznie, z każdym świtem.

Wielki kryzys

Rodzina Joadów jest rodziną jedną z wielu, które stały się ofiarami tamtego czasu, tamtych okoliczności – wielkiego kryzysu ekonomicznego 1929-1933. Jego skutkiem była między innymi utrata pracy przez miliony ludzi. Kryzys szczególnie silnie odczuło właśnie rolnictwo. Zadłużonych farmerów, których nie było stać na spłacenie długów, wysiedlano.

Nie mając środków do życia, byli zmuszeni do opuszczenia rodzinnych stron i do migracji zarobkowej – udania się w podróż ku szczęściu – po lepszy byt.

Pogarszające się z każdym dniem warunki życia, pociągały za sobą rozkład w każdym sensie, dosłownym i symbolicznym, w każdej sferze – utrata ziemi, domu, wysiedlenie, wykorzenienie, odarcie z przeszłości, wyrwanie z tradycji, głód, rozpad rodziny i śmierć.

Ziemia była dla nich wszystkim. W ich myśleniu, ziemia i człowiek to jedno (znamy to doskonale z rodzimej literatury), bez niej nie jest on sobą. Jej utrata oznaczała jedno…

Sceny iście dantejskie działy się podczas tej wędrówki ludów czy w obozach, w których zatrzymywali się „poszukiwacze szczęścia”. W Kalifornii zaś okazało się, że na tych wycieńczonych fizycznie i duchowo migrantów nikt nie czeka, że nikt nie przyjmuje ich z otwartymi ramionami. Szybko zdali sobie sprawę, że dla tubylców są wrogami, tymi, którzy zagrażają ich bezpieczeństwu, którym należy pokazać gdzie ich miejsce.

Rozpacz, rozkład, wyzysk, ucisk, głodowe stawki, poniżenie, wrogość, upodlenie – pojęcia, które najlepiej oddają doświadczenia ludzi, którzy podjęli walkę o siebie, którzy chcieli tylko jednego – móc spokojnie i godnie żyć.

Klęska wyziera z oczu tych ludzi. Z oczu tych zgłodniałych wyziera rosnący gniew. W sercu ich wzbierają i dojrzewają grona gniewu – zapowiedź przyszłego winobrania.

Opowieść o nas

W „Gronach gniewu” autor brutalnie rozprawił się z narodowym etosem USA – American dream (eksploatowanym po wielokroć nie tylko przez literaturę, ale i film) – ideałami demokracji, równości, wolności. Pokazując z czym wiąże się kapitalizm (z tego powodu powieść była objęta zakazem rozpowszechniania, w bibliotekach była na na liście książek zakazanych, palono ją też publicznie w wielu miastach), uświadamiał, że nie jest to w istocie kraj dla biednych ludzi.

Podczas lektury odbiorca traci poczucie czasu i miejsca. Na obrazy rodem z początku XX wieku zza oceanu nakładają się obrazy, które ogląda tu i teraz, na początku wieku XXI w środku Europy – sunące karawany ludzi, którzy uciekają nie tylko przed wojną, ale także przed biedą, nędzą nie tylko fizyczną, ale i duchową, którzy pragną poprawić swój byt; obozy, płaczące dzieci, ludzi gotowych na wszystko, chyba tylko nie na pogardę bliźniego.

Ps. W 1940 roku John Ford nakręcił na podstawie powieści film z Henrym Fondą w jednej z głównych ról.

Tytuł – „Grona gniewu”

Autor – John Steinbeck

Tłumaczenie – Alfred Liebfeld

Wydawnictwo – Prószyński S-ka

Rok – 2012

  • DLA KOGO – dla koneserów klasyki literatury, literatury powszechnej, dla fanów literatury amerykańskiej, dla miłośników dobrej literatury po prostu, dla każdego, kto nie jest ignorantem, dla wrażliwych na ludzką krzywdę, dla zadających sobie pytania o współczesność
  • PO CO – by się zreflektować, by zrewidować swe przekonania
  • MOJA OCENA – poza oceną

*Wszystkie cytaty z dzieła pochodzą z tomu, Grona gniewu, John Steinbeck, Warszawa 2012.

** Tytuł oryginalny – The Grapes of Wrath, rok pierwszego wydania – 1939, rok pierwszego wydania polskiego – 1949.

Egzystencja w skisłym sosie. „Szklany klosz” – Sylvia Plath

Tytuł – „Szklany klosz”

Autor – Sylvia Plath

Tłumaczenie – Mira Michałowska

Wydawnictwo – Zysk i S-ka

Seria – Kameleon

Rok – 1995

  • DLA KOGO – dla koneserów dzieł kultowych, klasyki literatury, literatury powszechnej, dla fanów literatury amerykańskiej, dla feministów i antyfeministów, dla kobiet i mężczyzn, dla dziewcząt i chłopców, dla każdego, kto nie jest ignorantem, dla zadających sobie pytania o współczesność, dla wielbicieli po prostu dobrej literatury
  • PO CO – by dyskutować
  • MOJA OCENA – poza oceną

„Szklany klosz” jest już dziś pozycją nieco zapomnianą, choć widniejącą na listach dzieł kultowych, obok „Lotu nad kukułczym gniazdem” Kena Keseya czy „Buszującego w zbożu” J.D. Selingera. Czy jednak czytaną? Jest szansa, że tak. W tym bowiem  roku wydawnictwo Marginesy wznowiło powieść, co z pewnością sprawi, że kilka osób więcej po nią sięgnie. Oby więcej niż kilka, bo warto. „Szklany klosz” mimo że powstał ponad pół wieku temu przechodzi pomyślnie próbę czasu, mało tego, okazuje się powieścią wręcz współczesną, czy nowoczesną, pozbawioną anarchiczności czy to jeśli chodzi o formę, czy o treść, co stanowi doskonały punkt wyjścia do dyskusji o rzeczywistości w której dziś żyjemy.

Najlepszy okres życia

Ameryka, początek lat pięćdziesiątych. Zdolna, utalentowana i ambitna, z jednej strony dość pewna siebie, z drugiej stale wątpiąca w swoją wartość („bezgranicznie niekompetentna” (s. 85)) dziewiętnastoletnia studentka z prowincji, Esther Greenwood, tuż przed przekroczeniem progu dorosłości, tuż przed podjęciem ważnych dla swej przyszłości decyzji, tuż przed dokonaniem wyborów, których konsekwencje ponosi się przez całe życie, złapała Pana Boga za nogi – dane jej było bowiem przeżyć „najlepszy okres swojego życia” (s. 6), wygrała bowiem miesięczny staż w ekskluzywnym nowojorskim magazynie dla kobiet. Takie cuda mogą zdarzyć się tylko w Ameryce.

Szczyt marzeń

Nowy Jork, mieszkanie w hotelu wraz z kilkoma innym szczęśliwymi pannami, premiery, rauty, przyjęcia, pokazy, salony piękności, randki, tańce, alkohol, zabawa – szczyt marzeń dziewczyn z prowincji stał się rzeczywistością Esther. I choć brała w tym aktywny udział, choć korzystała z tego, to była poza tym wszystkim. Nie odczuwała z tego powodu szczęścia. Widziała to bowiem nieco inaczej i „dąsała się i brykała jak narowista klacz” (s. 37).

Rzeczywistość

Skonfrontowanie rzeczywistości z wyobrażeniami, planami, marzeniami rozczarowało Greenwood. Uzmysłowiło, że nie ma wpływu na swój los. Nadrzędny cel życiowy, jasny, sprecyzowany, wręcz oczywisty – nauka i pisanie – wyblakł, rozpłynął się. Dotychczasowe osiągnięcia – dobre wyniki w nauce, najwyższe stopnie, studia w college’u, poparcie Esther jako kandydatki na studia doktoranckie na pierwszorzędnej uczelni, obiecane stypendia – okazały się nic nieznaczące.

Dotąd miała dokładnie opracowany plan działania, wiedziała bowiem czego chce – stypendium, dalsze studia, podróż edukacyjna po Europie, później praca wykładowcy albo redaktora pisma literackiego, pisanie i wydawanie poezji. Pobyt w Nowym Jorku sprowadził jednak tę młodą, ambitną dziewczynę na ziemię. Uświadomił, że jej wysiłki i tak na nic się zdadzą. Dla takich jak ona, nie ma miejsca realnym świecie.

Demony Esther

Esther zdawała sobie sprawę ze swych niekompetencji życiowych, ze swego braku przysposobienia do życia w Ameryce w połowie XX wieku. Uważała, że jest nieprzystosowana do czasów w których przyszło jej żyć, że nie jest w stanie sprostać wyzwaniom zastanej rzeczywistości. Czuła się więc jak „koń wyścigowy w świecie, gdzie nie ma torów wyścigowych” (s. 85).

Małżeństwo, mąż, dzieci, słowem, rodzina – racja i cel życia kobiety w powszechnym mniemaniu – równało się Esther „przepierce mózgu – człowiek staje się czymś w rodzaju głupiego niewolnika w małym totalitarnym państewku” (s. 94). Ona bała się „zakotwiczenia w bezpiecznej małżeńskiej przystani” (s. 92). „Nudne by to było, zmarnowane życie dla dziewczyny po piętnastu latach nauki” (s. 93). Nie mogła znieść myśli, że mogłaby „stać się kiedyś całkowicie zależna od jakiegoś mężczyzny” (s. 231). Uważała, że nad głową kobiety „wisi gruby kij w postaci strachu przed ciążą” (s. 231). Nie potrafiła jak inne kobiety „oddawać się marzeniom o gromadzie rozkosznych, gaworzących maluchów” (s. 231), jakby to była „rzecz najnaturalniejsza w świecie” (s. 231).

Zapadanie się

Świat nie miał Esther nic do zaoferowania. I ona zdawała sobie z tego sprawę. Krótki pobyt w Nowym Jorku tylko utwierdził ją w tym przekonaniu i zakończył się załamaniem.

Przed sobą miała ostatni rok studiów i pisanie pracy dyplomowej. Liczyła też na stypendium na letni kurs pisarski, gdyż obawiała się beztroskiego wakacyjnego czasu. Niestety, stypendium nie przyznano i Esther miała przed sobą całą „beznadziejną, bezdenną przestrzeń lata” (s. 123), z którą nie wiedziała co zrobić. Pisać powieść? Ale jak pisać powieść bez doświadczenia życiowego? Uczyć się stenografii? Oddać się lekturze Finnegan’s Wake”? Przerwać studia na rok? Iść na kurs ceramiki artystycznej? Jechać do Niemiec? Pomysły mnożyły się, żaden jednak nie satysfakcjonował.

Esther widziała swoje dotychczasowe życie jako „słupy telefoniczne, rozstawione w regularnych odstępach wzdłuż drogi i połączone ze sobą drutami… dziewiętnaście słupów” (s. 132). Nie mogła jednak dojrzeć ani jednego słupa za ostatnim, za dziewiętnastym.

Nie mogła jeść, spać, czytać, pisać. Była rozczarowana swoimi osiągnięciami. Nie opuszczało ją poczucie klęski. Sądziła, że zmarnowała stypendium, pobyt w Nowym Jorku, żałowała, że odrzuciła propozycję małżeństwa zdolnego, prawego, przystojnego i inteligentnego studenta medycyny. Miała dość czytania nieskończonej liczby książek, pisania referatów na temat bliźniąt u Jamesa Joyce’a. Chciała, żeby wszystko było zwyczajne, jak w życiu każdej dziewczyny, ale wszystko, czym zajmowali się inni, wydawało jej się idiotyczne.

Esther tkwiła pod „szklanym kloszem własnej udręki, pławiąc się we własnym skisłym sosie” (s. 194) i dusząc „zagęszczonym powietrzem, wypełniającym wnętrze szklanego klosza” (s. 195). Pod tym kloszem tkwiła znieczulona, „zatrzymana w rozwoju jak embrion w spirytusie” (s. 248). Szklany klosz odkształcał jej widzenie świata.

Jak żyć?

Proszki nasenne, które zażywała już nie działały. Rodzinna lekarka zaproponowała wizytę u specjalisty – psychiatry. Ten zaś zalecił kurację elektrowstrząsową.

Z czasem, coraz częściej jej myśli krążyły wokół samobójstwa. Podejmowane próby – podcięcie sobie żył, przedawkowanie leków, utopienie się, powieszenie – okazywały się nieskuteczne. Esther nabrała jednak przekonania, że musi jej się w końcu udać, gdyż jej przypadek jest nieuleczalny i w przeciwnym razie zostanie w „tej idiotycznej sytuacji na dalszych dobre pięćdziesiąt lat” (s. 169) i skończy w zakładzie zamkniętym dla umysłowo chorych.

Leczenie przynosiło jednak ulgę, ale też rozczarowywało. Esther liczyła, że po kuracji będzie pewna siebie, pewna swoich zamiarów na przyszłość. Niestety, mimo prawdopodobnego stempla, stwierdzającego, że nadaje się do dalszej drogi, za rogiem czaiły się demony – natarczywe znaki zapytania i obawa, że pewnego dnia znów znajdzie się pod szklanym kloszem.

Kobieta poszczególna

W „Szklanym kloszu” oglądamy świat przez pryzmat wrażliwości, dojrzałości, bystrości, inteligencji, dystansu, humoru, ambicji, talentu, spostrzegawczości Esther, przez szklany klosz, który ją otaczał. Widzimy młodą kobietę, nadwrażliwą, neurotyczną, o niezwykle skomplikowanej, niejednoznacznej osobowości, która nie dostrzega dla siebie miejsca w tej patriarchalnej i konserwatywnej rzeczywistość Ameryki połowy XX wieku.

Kobieta ta nie mieści się bowiem w schemacie, nie dostrzega dla siebie roli w przyjętym od dawien dawna, niezmiennym i powszechne akceptowanym scenariuszu jaki pisany jest dla kobiet – zamążpójście, rodzenie dzieci – przeznaczenie i szczęście kobiet, słowem, ich jedyna racja bytu zdaniem większości. Ona nie akceptuje tego stanu rzeczy, który uznawany jest za oczywistość, nie podlegającą nawet refleksji. Nie marzy jak inne dziewczęta o małym białym domku na przedmieściach, o mężu i gromadce dzieci. Nie godzi się na uprzywilejowaną pozycję mężczyzn, którym wolno więcej, których nie rozlicza się, od których się nie wymaga, którzy nie są na cenzurowanym tak jak kobiety.

Esencja życia

Esther jest bohaterką powieści i jednocześnie jej narratorką. To ona w pierwszej osobie zdaje relację ze swojego życia. Relacja ta jest intensywna, naładowana, bardzo esencjonalna, skondensowana. Esther choć opowiada o sprawach dla niej trudnych i bolesnych, to potrafi zdobyć się na dystans, a niekiedy nawet drwinę. Dzięki temu łatwiej odbiorcy przebrnąć przez tę opowieść, której skrótowość może sugerować lekkość. Ostatecznie efekt jest wręcz przeciwny. Wraz z końcem ostatniego zdania spada na czytelnika jej ciężar.

Morze spraw

Powieść ta to niewielki objętościowo tekst, ale zakres jego problematyki jest ogromny. Plath zawarła w tej skromnej powieści całe morze kwestii niezwykle istotnych, które wciąż możemy na nowo analizować, odczytywać, interpretować; spraw, które nie straciły na znaczeniu, które dziś także budzą niepokój, które niekiedy się wypiera, które wciąż stanowią temat tabu, które otacza nimb tajemnicy, a które wciąż napierają i nie tracą nic ze swego impetu.

Warto podkreślić, że autorka poruszyła tu kwestie, które na horyzoncie dopiero majaczyły, o których dopiero świat miał usłyszeć – rewolucja seksualna, zmiana obyczajowości, rewolucja feministyczna i emancypacja kobiet dopiero miały nadejść.

Mówiąc, że „Szklany klosz” jest dla dziewczyn wchodzących w dorosłość, które buntują się przeciwko zastanemu stanowi rzeczy i nie dookreślając, pozbawimy powieść możliwości odczytania na wyższym poziomie. Owszem, jest to powieść formacyjna (Bildungsroman) – opowieści o dojrzewaniu, o kształtowaniu się osobowości człowieka – która pozwala nastoletniemu zbuntowanemu odbiorcy utożsamiać się z bohaterem i delektować weltschmerzem, ale „Szklany klosz” jest czymś znacznie więcej. Lektura powieści po przekroczeniu progu dorosłości pozwala spojrzeć szerzej.

Po pierwsze

To powieść-manifest feministyczny. Mamy tu bowiem jasno wyartykułowany sprzeciw wobec tradycyjnych ról kobiecych, wobec podrzędnej roli kobiety, wobec jej uprzedmiotowienia. Poruszone też zostały takie kwestie jak niezależność finansowa kobiet, swoboda seksualna czy dostęp do antykoncepcji.

Po drugie

„Szklany klosz” to opowieść o samotności, wykluczeniu, zepchnięciu na margines, odrzuceniu przez społeczeństwo, gdyż nie jest się w stanie dopasować, dostroić do ogólnie przyjętych norm, zasad; o tym, że nie ma w społeczeństwie miejsca dla jednostek, które nie mieszczą się w obowiązującym schemacie, które wychodzą poza ramy, które przekraczają wyznaczone granice; o barku miejsca na indywidualizm.

Po trzecie

Ta proza to studium depresji, to opowieść o chorobie psychicznej, która także stygmatyzuje i wyklucza, stawia pod znakiem zapytania każdy kolejny dzień, która pozbawia sił, by zawalczyć o siebie, o swoje.

Szklany klosz

Bohaterka powieści znalazła się pod szklanym kloszem, który wpływa na jej odbiór rzeczywistości. Czy szklany klosz zniekształca widziany obraz, czy wręcz przeciwnie, wyostrza go?

Z pewnością oddziela od świata zewnętrznego, daje poczucie osobności, obcości, nierealności, ale i dystansu, który pozwala na właściwy ogląd rzeczy, na zobaczenie więcej.

Autonomiczność

Sylvia Plath, wokół której krąży legenda poetki wyklętej, stworzyła dzieło prozatorskie, które szybko zyskało miano powieści kultowej, czyli takiej, która symbolizuje doświadczenia, wartości i postawy jakiejś grupy społecznej, jakiegoś pokolenia. Powieść stała się legendą. Rzeczywistość dopisała do niej bowiem tragiczny epilog – niespełna miesiąc po ukazaniu się powieści, autorka popełniła samobójstwo, co wpłynęło na odczytywanie tej prozy, jej interpretację.

Pewne teksty literackie, które naznaczone są biografią autora, odczytujemy przez tego pryzmat, nie zważając na to, że są autonomicznymi dziełami, które stanowią wartość samą w sobie, które i bez kontekstu biograficznego okazują się istotne, wartościowe. I „Szklany klosz” należy do tej kategorii. I choć ma znamiona powieści autobiograficznej, to należy do literatury pięknej, co daje odbiorcy więcej możliwości interpretacyjnych.

*Wszystkie cytaty z dzieła pochodzą z tomu, Szklany klosz, Sylvia Plath, Poznań 1995.

** Tytuł oryginalny – The Bell Jar, rok pierwszego wydania – 1963, rok pierwszego wydania polskiego – 1975.