Pożałowania godne. „Amatorki” – Elfriede Jeliniek

Tytuł – „Amatorki”

Autor – Elfriede Jelinek

Tłumaczenie – Anna Majkiewicz, Joanna Ziemska

Wydawnictwo – WAB

Rok – 2007

  • DLA KOGO – dla odważnych, dla odpornych, wytrwałych i cierpliwych, dla koneserów twórczości Elfriede Jelinek, dla wielbicieli literatury austriackiej czy szerzej niemieckojęzycznej, dla fanów literatury przełamującej konwencje, dla fanów po prostu dobrej literatury
  • PO CO – by żyć świadomiej
  • MOJA OCENA – 8/6
Sadyzm Jelinek

Elfriede Jelinek wie jak wywołać u odbiorcy wstręt do samego siebie. Nie dba o jego komfort psychiczny. Wydawać się nawet może, że jednym z celów jej pisarstwa jest właśnie tego komfortu czytelnika pozbawienie. W końcu jest specem od „demaskowania absurdalności stereotypów społecznych”[1]. „Amatorki” – powieść, uznawana za jedną z najważniejszych niemieckojęzycznych powieści nurtu feministycznego z lat siedemdziesiątych, literacki przełom w twórczości Jelinek (od niej zaczęła się popularności autorki) – są tego najlepszym przykładem.

Wobec powieści tej nikt nie pozostaje obojętny. Z pewnością zirytuje każdego. Przypuszczam, że połowa z tych, którzy sięgną po nią, nie dobrnie do końca. Drugiej połowie zaś, tej wytrwalszej, tej która przebrnie przez ten niewielki objętościowo tekst, nie dane będzie zaznać przyjemnej satysfakcji. Dane zaś będzie zaznać wstrząsu i co ważniejsze świadomości, okrutnej, bezwzględnej.

Twórczość austriackiej noblistki jest dla odważnych. Po doświadczeniu lektury prozy Jelinek nic nie jest już takie jak było wcześniej. Odbiorca patrzy w lustro i odwraca twarz, bo nie chce spojrzeć w oczy komuś tak małemu, pozbawionemu krzty godności, odartemu z tego wszystkiego, co sugerowało, że dumnie brzmi być człowiekiem.

Taka sobie opowieść o miłości

Choć mamy do czynienia z opowieścią o ludziach, którzy upatrują szczęścia w miłości – tematem więc wzniosłym, godnym liry największych, to ze wzniosłością powieść ta nie ma nic wspólnego. Wręcz przeciwnie. Leży na przeciwległym jej biegunie. „Amatorki” to bowiem proza, która odziera człowieka z fasady pozorów i odsłania najgorszą stronę rodzaju ludzkiego, opowieść o człowieku każdym (niezależnie od płci, statusu, zajmowanej pozycji w rodzinie, społeczeństwie) – o kimś pożałowania godnym, małym, odpychających, budzącym wstręt, pozbawionym szlachetności, czystości.

Amatorki życia, miłości i szczęścia

Opowieść Jelinek to historia dwóch młodych kobiet – amatorek życia, miłości i szczęścia – stojących u progu życia. Kobiety, choć marzą w istocie o tym samym – szczęściu, które zapewnić im może tylko mężczyzna – to nieco inaczej na owo szczęście się zapatrują. Jedna podporządkowuje się regułom patriarchalnego i kapitalistycznego porządku, druga stara się zachować wierność wyobrażeniom i na rzecz miłości rezygnuje z aspiracji zawodowych. Obie jednak stają się ofiarami panujących konwenansów oraz reguł narzuconych im przez społeczeństwo.

Bohaterki powieści są prostymi dziewczynami, wydawać by się mogło, że chcącym od życia nieco więcej, mającymi świadomość, że muszą wziąć sprawy w swoje ręce, jeśli nie chcą ugrzęznąć, jeśli nie chcą powielić losu większości kobiet z ich środowiska, które nie chcą biernie przyglądać się, jak życie przepływa im między palcami, jak ich egzystencja staje się wegetacją. Mają ambicje, marzenia. Wiedzą czego chcą i wiedzą jak ten cel osiągnąć. Mają świadomość, że jeśli „nie ma się teraźniejszości, trzeba zawczasu zadbać o przyszłość” (s. 9). Czy ta postawa jest godna pożałowania czy podziwu? Pozornie wydaje się, że uznania, jednak w istocie pożałowania, współczucia, litości nawet, gdyż kobiety te są istotami w pewien sposób upośledzonymi, których myślenie nie wykracza poza ramy wyznaczone im przez otaczającą rzeczywistość.

Być szczęśliwą

Brigitte, mieszkająca w mieście pracownica fabryki bielizny, pragnie lepszego życia – wyrwania się z biedy i porzucenia wycieńczającej pracy. Heinz, elektryk, który planuje założyć własną firmę, jawi się jej jako mężczyzna, który może spełnić jej marzenia – wygodne, dostatnie życie. Brigitte pragnie posiadać, zdobywać i mieć na własność. Postanawia więc zdobyć tegoż mężczyznę i być po prostu szczęśliwą.

Paula, mieszkanka wsi, także marzy o lepszym życiu – podobnie jak Brigitte pragnie wyrwać się ze środowiska, z którego się wywodzi, w którym nie widzi dla siebie miejsca. Postanawia więc nauczyć się krawiectwa – wbrew woli innych, którzy uważają, że powinna zostać sprzedawczynią, która po wyjściu za mąż stanie się gospodynią domową – bowiem w fachu upatruje szansę na odmianę losu. Porzuca jednak naukę, gdyż szczęście zaczęło jawić się jej za miedzą – w drwalu, mieszkańcu tej samej wioski. Erich objawił się Pauli jako ziszczenie jej marzeń – życia u boku ukochanego, które wzbudzi u innych zazdrość i podziw. Postanawia więc zdobyć tegoż mężczyznę i być po prostu szczęśliwą.

Wszystkie z ręką w nocniku

Kobiety wywodzące się z różnych środowisk, pozornie różne – Brigitte to racjonalistka, która wie na czym świat stoi, Paula zaś idealistka, która żyje w imię wartości wyższych – w istocie zaś są identyczne. Pozornie podążają zupełnie różnymi drogami, w istocie zaś ich życie wygląda bardzo podobnie. Mimo dzielących je różnic, efekt jest identyczny – obie poświęcają siebie i swoje życie mężczyźnie, mając mu do zaoferowania jedynie swoje ciało do eksploatacji – jedyną ich kartę przetargową.

W imię miłości

Kobiety działają w imię miłości. Tyle że nie tej romantycznej, czystej czy namiętnej – tu bowiem miłość to chęć posiadania, chęć wyrwania się z domu, otoczenia, możliwość posiadania domku, wyjazdu do Włoch, wyjścia do kina. Zatem bohaterki „Amatorek” działają w imię miłości wykalkulowanej, która staje się wręcz ich obsesją.

Miłość nie jest tu jednak celem samym w sobie, tylko środkiem do celu. Kobiety są zdeterminowane w swym działaniu. Brigitte ma świadomość, że zdobycie Heinza i „inwestycja” w niego, zapewni jej bezpieczną i dostatnią przyszłość. Paula natomiast jest przekonana, że Erich jest tym, czego kobiecie do szczęścia potrzeba.

Jelinek, opisując historie dwóch kobiet, pokazuje ich motywacje, strategie działania, które kryją się za pozornie niewinnym marzeniu o szczęściu, które zwą miłością. Owa miłość jest jednak tylko fasadą. W rzeczywistości chodzi o zapewnienie sobie odpowiedniego statusu społecznego, wyjście z biedy, porzucenie znienawidzonej pracy albo realizację stereotypowego myślenia – że miłość (jakakolwiek i do kogokolwiek) jest spełnieniem kobiety i jest warta złożenia na jej ołtarzu ofiar – niezależności i marzeń.

Boski on

Bez mężczyzny kobiety te nie istnieją.

na razie b. nie ma nic poza nazwiskiem, z biegiem historii dostanie nazwisko od heinza. to jest ważniejsze niż pieniądze i posiadanie, to dopiero przyniesie pieniądze i posiadanie. […] heinz w tym szczególnym wypadku oznacza życie. prawdziwe życie nie tylko oznacza heinza, ono nim naprawdę jest. poza heinzem nie ma nic, coś, co byłoby lepsze od heinza, jest dla bridgitte absolutnie nieosiągalne. czegoś, co byłoby gorsze od heinza, bridgitte mieć nie chce. brigitte rozpaczliwie broni się rękami i nogami przed degradacją. degradacja oznacza utratę heinza. (s. 10)

brigitte nie potrafi ze swojego życia zrobić czegoś lepszego, to lepsze ma przyjść z życia heinza. (s. 12)

Szczęście uosabia mężczyzna – jaki by nie był, bez względu na jego przymioty ciała i ducha, nawet jeśli budzi nienawiść i obrzydzenie. Mężczyzna jest tu lekiem na całe zło. Dla obu kobiet jest wybawicielem, dobroczyńcą, tym, który odmieni ich los, dzięki któremu mają szansę wyrwać się ze świata, który jest im przeznaczony.

Mężczyzna jest tu panem, który nadaje rytm rzeczywistości:

jeśli ktoś dysponuje losem, to mężczyzna. jeśli kogoś dotyka los, to kobietę. (s. 7)

Należy do lepszego gatunku, w przeciwieństwie do podległych mu kobiet.

dla kobiety to kres życia i początek rodzenia dzieci. kiedy mężczyźni pięknie mężnieją i zaczynają się starzeć, i raczą się alkoholem, który ma ich wzmocnić i uchronić przed rakiem, to ich żony całymi latami są w agonii, czasem tak długo, że nawet są obecne przy agonii własnych córek, z czasem nienawidzą córek i chcą jak najszybciej zobaczyć również ich śmierć, którą same kiedyś przeżyły, dlatego: córki trzeba wydawać za mąż. (s. 17)

Być kimś

Mężczyzna jest kimś, kobieta nikim i tylko dzięki niemu może stać się kimś. Nie tylko on jest tego świadomy, ale tę świadomość ma i reszta społeczeństwa, włącznie z kobietami, które poprzez nawet najdrobniejszy gest nie sprzeciwiają się takiemu stanowi rzeczy, nie buntują się, które nawet nie zastanawiają się nad tym faktem, tylko biernie się temu poddają, wypełniając sumiennie narzucaną im przez lata rolę.

Przełamując konwencje

Opowieść Jelinek przesiąknięta jest ironią i groteską. Autorka zaczyna sentymentalnym obrazkiem, by za chwilę zderzyć go z życiem ze świata Zoli czy innych naturalistów – odsłaniając rzeczywistość brudną, stęchłą, brutalną, wulgarną, bolesną, żałosną, pozbawioną słodyczy, lekkości. Ta, jakby nie było, opowieść o miłości daleka jest od konwencji, którą temat mógłby sugerować. Miłość nie oznacza tu bowiem wzniosłości, namiętności, uczuć wyższych, a jedynie instynkt, chuć, przedmiotowość, brutalność, wstręt.

W przypadku tej powieści forma odgrywa ogromną rolę. Nie tylko uwydatnia, podkreśla treści, ale je niejako tworzy. Zastosowany przez autorkę styl narracji – zdania krótkie, dopełniające się, pisane ciągiem, wyrzucane jakby z karabinu maszynowego, rwane, oszczędne, rygorystyczne, konkretne, precyzyjne, bezpośrednie, zapisane połamaną składnią, bez znaków interpunkcyjnych, z pominięciem wielkich liter, z licznymi powtórzeniami – który początkowo wydaje się nie do przełknięcia, w końcu nadaje rytm lekturze i wprowadza czytelnika w rodzaj transu, hipnozy, amoku, sprawiając, że lektura posuwa się do przodu coraz szybciej i szybciej, jak pociąg, który nabiera prędkości, sprawiając, że odbiorca zaczyna czytać jakby bez udziału woli, niemal automatycznie, choć w rzeczywistości nie bezmyślnie.

Żałosny byt

Autorka z dystansem i drwiną przygląda się swoim bohaterom i brutalnie odsłania ułudę w jakiej żyją – wszelkie ambicje i marzenia w istocie są żałosne. Ich poczynania tylko powielają zachowania, gesty, sposób myślenia głęboko w nich zakorzenione. Łudzą się, że coś od nich zależy. Człowiek okazuje się jednak marionetką pozbawioną woli, pogrążoną w niemocy, która jedynie odgrywa pewną narzuconą rolę. Nie ma najmniejszego pola manewru. Wszystko zostało w nim zakodowane, wszystko ma zapisane niczym w kodzie DNA – pozostaje tylko jedno – powielać, wypełniać schemat. Na wyjątkowość, niepowtarzalność, indywidualizm nie ma tu miejsca.

Ludzie ludziom

W powieści obnażone zostały patriarchalne zasady kierujące światem, a nawet szerzej – korzenie zła społecznego. Pokazując koszty systemu patriarchalnego, autorka pokazuje jednocześnie jakie mechanizmy i przekonania wspierają jego funkcjonowanie. Zakorzenione w samych kobietach, przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Jelinek wytyka wady społeczeństwa. Jego mentalność wytycza kobiecie drogę, którą ta musi podążać. Droga ta pozbawiona jest możliwości awansu społecznego poprzez pracę zawodową, wykształcenie. Kobieta musi być posłuszna rodzicom, mężowi, podlega także silnym wpływom środowiska, które jest wobec niej bezwzględne. Poza tym kobiety nie solidaryzują się ze sobą, są bowiem rywalkami, poniżenie jednej jest triumfem drugiej, klęska jednej jest zadośćuczynieniem dla drugiej za jej upodlenie.

Made in Elfriede Jelinek?

Czy wykreowana tu przez pisarkę wizja świata jest Jelinkowa czy obiektywna? Czy mamy do czynienia z pewną patologią – zaburzeniem powszechnych norm, czy z uniwersalną diagnozą społeczną?

Wizja ta jest okrutna, bezlitosna dla rodzaju ludzkiego. Naturalnie więc, niejako instynktownie, odbiorca przyjmuje postawę kontra. Nie zgadza się, nie przyjmuje tego, co mu serwuje Jelinek. Chce, by ta diagnoza była wymysłem, kreacją, zmyśleniem, subiektywną wizją kogoś, dla kogo literatura jest odzwierciedleniem stanów depresyjnych i lękowych człowieka, komu pisarstwo pozwala odreagować emocje, z którymi inaczej nie potrafi sobie poradzić (niejako upoważnia do tego sama autorka, mówiąc o tym otwarcie).

Obawiam się jednak, że taka postawa jest oszukiwaniem samego siebie. Nieświadomość jest wygodna. Łatwiej mieć autorkę za człowieka skupionego na własnym dramacie, w pewien sposób upośledzonego życiowo i egzystować, karmiąc się złudzeniami – wizją szlachetnych, czystych, niewinnych. To jednak do niczego nie prowadzi. Do ślepego zaułka jedynie. Jeśli jednak cenimy sobie bardziej życie świadome od komfortu psychicznego i spojrzymy na siebie i swoje otoczenie z dystansem, to szybko przekonamy się, że ta diagnoza jest autorstwa przenikliwego obserwatorka rzeczywistości, widzącego więcej, dalej i szerzej, który swą niewątpliwie przerysowaną wizją próbuje wyrwać z letargu.

* Tytuł oryginalny – Die Liebhaberinnen, rok pierwszego wydania – 1975, rok pierwszego wydania polskiego – 2005.


[1] Literacki Nobel dla Jelinek, opublikowano 07.10.2004, https://www.wprost.pl/kultura/68593/Literacki-Nobel-dla-Jelinek-aktl.html, dostęp 09.05.2108.

Maska prawdę odsłoni. „Świat w płomieniach” – Siri Hustvedt

Tytuł – „Świat w płomieniach”

Autor – Siri Hustvedt

Tłumacz – Jerzy Kozłowski

Wydawnictwo – WAB

Rok – 2017

  • DLA KOGO – dla fanów literatury amerykańskiej, dla wybrednych, dla ceniących literaturę erudycyjną, stymulującą, dla snobów, pseudointelektualistów, malkontentów, dla feministów, seksistów, mizoginów, dla wrogów Paula Austera, dla zadających sobie pytania o istotę, dla wielbicieli po prostu dobrej literatury
  • PO CO – by się zastanowić, wytrącić się z błogostanu nieświadomości
  • MOJA OCENA – 8/6
Osobliwość formy

„Świat w płomieniach” Siri Hustvedt nie jest realizacją kolejnego neorealistycznego dzieła, na jaki obecnie panuje moda. Autorka zdecydowała się iść raczej tropem Nabokova. Jej ostatnia powieść ma bowiem nietypową strukturę, to rodzaj nietypowej biografii, bo pewnej fikcyjnej artystki. To zatem fikcyjna naukowa publikacja (fikcyjny dokument) albo inaczej rzecz ujmując rodzaj stylizacji na biografię artysty, na naukową publikację, ze wstępem redaktora, ze stosownym aparatem naukowym (z przypisami), która łączy intymny dziennik artystki z relacjami innych na jej temat (montaż źródeł). Słowem, to w wielogłos w sprawie niejakiej Harriet Burden.

Polifonia

Publikacja jawi się jako praca naukowa pod redakcją pewnego profesora estetyki, będąca kompilacją różnego rodzaju materiałów źródłowych. Jak na pracę naukową przystało, zasadniczą jej część poprzedza wstęp – „Słowo wstępne redaktora”, w którym ów redaktor przedstawia przedmiot swoich zainteresowań, badań. Wyjaśnia z czym mamy do czynienia, podaje genezę projektu – publikacji, słowem, wprowadza w świat przedstawiony. Część zasadniczą stanową fragmenty osobliwych dzienników głównej bohaterki oraz relacje osób z nią powiązanych – poszczególne rozdziały odpowiadają poszczególnym przekazom, przybierającym najróżniejsze formy (listu, wywiadu, recenzji, spisanych ustnych przekazów, relacji prasowych), a ich tytuły odpowiadają nazwiskom osób, które w taki bądź inny sposób, bezpośredni bądź pośredni, zabierają w publikacji głos.

I. V. Hess, ów profesor i redaktor publikacji, po dość przypadkowej lekturze pewnego listu autorstwa niejakiego Richarda Brickmana w prasie branżowej (w interdyscyplinarnym kwartalniku o sztuce i badaniach nad percepcją), którego bohaterką była wspomniana artystka i jej niekonwencjonalne przedsięwzięcie, zafascynowany i zaintrygowany, chcąc zaspokoić swoją rozbudzoną ciekawość, postanowił zbadać sprawę, znajdującą się w kręgu jego zainteresowań naukowych.

Niestety, nie mógł zwrócić się bezpośrednio do samej artystki, gdyż ta już nie żyła. Przedsięwziął zatem odpowiednie kroki i rozpoczął zakrojone na szeroką skalę badania. Po licznych rozmowach z bliskimi artystki, z córką, synem, przyjacielem i kochankiem, po zebraniu relacji jej przyjaciół, znajomych, ludzi związanych z jej działaniami, po przeprowadzeniu kilku wywiadów, po zaznajomieniu się z setkami stron jej prywatnych dzienników, po przeczytaniu różnego rodzaju publikacji, recenzji, artykułów, zrodził się pomysł na książkę „Świat w płomieniach” (od tytułu ostatniej pracy artystki, który ta zapożyczyła od Margaret Cavendish – siedemnastowiecznej brytyjskiej pisarki i filozof, autorki wierszy, traktatów, esejów i dramatów, publikującej pod własnym nazwiskiem, w czasach, gdy większość kobiet publikowała anonimowo, autorki „The Blazing World” – dzieła o utopijnym królestwie w nieznanym świecie, w którym władcą jest kobieta), która w efekcie stała się kompilacją zebranych materiałów źródłowych.

Portret wielokrotny

Ta wielogłosowa (łącznie dziewiętnaście głosów) narracja buduje bohaterkę widzianą z wielu różnych perspektyw. Jednak ten patchwork, kolaż, będący swoistym portretem artystki i intelektualistki, ale też kobiety, czy szerzej człowieka, sami niejako musimy stworzyć z fragmentów niekiedy nieprzystających do siebie. Co nie jest zadaniem prostym, gdyż Burden była kobietą nieokiełzaną – złożoną, niejednoznaczną, niedającą się zamknąć w schemacie, wymykającą się wszelkiemu zdefiniowaniu czy stawianym diagnozom.

W tym krótkim wstępie już poznajemy bohaterkę powieści „Świat w płomieniach” Hustved i publikacji „Świat w płomieniach” profesora Hessa, który postanowił zająć się spuścizną artystki, przybliżyć światu jej postać oraz jej idee i tym samym przywrócić należne jej miejsce w historii sztuki.

Życie i sztuka Harry’ego

„Świat w płomieniach” to opowieść o niejakiej Harriet (jednej z ciekawszych postaci kobiecej w literaturze współczesnej[1]) – o nazwisku nie bez znaczenia – Burden (ang. burden – ciężar, brzemię), która podzieliła los takich artystek jak Artemisia Gentileschi, Louise Bourgeois, Grace Hartigan, Eva Hesse, Lee Krasner, Joan Mitchell, Alice Neel czy Louise Nevelson.

To opowieść o charyzmatycznej, wykształconej, nieprzeciętnie inteligentnej, błyskotliwej, wielce oczytanej, interesującej się każdą dziedziną nauki, zbuntowanej, bezkompromisowej, gniewnej, neurotycznej, wiernej swoim przekonaniom idealistce, wrażliwej i utalentowanej, ale niespełnionej nowojorskiej artystce, latami ignorowanej przez świat sztuki, nierozumianej przez otoczenie, która co prawda dawniej wystawiała swoje prace w Nowym Jorku, ale rozczarowana ich odbiorem wycofała się z życia publicznego jako artystka, by poświęcić się roli matki i żony.

W latach dziewięćdziesiątych rozpoczęła jednak pewien eksperyment – „Pozoracje” – będący jednocześnie rodzajem performansu. Celem owego projektu miała być swoista zemsta na wrogim dla artystki świecie, w szerszej zaś perspektywie – zbadanie i odsłonięcie istoty sztuki, a nawet poznania ludzkiego.

„Świat w płomieniach” to jednak nie tylko opowieść o artystce i intelektualistce, to także opowieść o „gargantuicznej żonie” (s. 21) (Burden jest niedocenianą żoną słynnego nowojorskiego marszanda, który promując talenty innych, ignoruje dokonania własnej żony, żerując na niej), o matce, gospodyni, o kobiecie po prostu.

Harriet, dla bliskich Harry (jak nazywał ją ojciec, pragnący syna), to kobieta-monstrum, której umysł bezpośrednio splata się z ciałem[2]. Jej figura odbiega od tradycyjnie pojętego wzorca piękna. Jest postawna, bardzo wysoka, przytłaczająca wręcz, ma męską budowę ciała, duży biust, burzę bujnych loków i do tego ponadprzeciętny umysł. Zna swoją wartość, choć jest świadoma, że gdyby była mężczyzną jej kariera potoczyłaby się zupełnie inaczej – lepiej, poważniej. Nie czuje się w swym ciele idealnie, utrudnia jej ono w pewien sposób egzystencję, ale jest tego ciała w pełni świadoma i akceptuje bycie kobietą, czerpiąc z tego przyjemność i radość – z bycia matką, kochanką.

Wielowarstwowa opowieść

Powieść Hustvedt to zatem z jednej strony opowieść o kobiecości, z drugiej zaś o odsłanianiu prawdy o sztuce – o mizoginii panującej w tym pozornie otwartym, wyemancypowanym i tolerancyjny środowisku, słowem, o dyskryminacji kobiet w świecie sztuki, a szerzej o prawidłach rządzących ludzką percepcją i o ograniczonych możliwościach poznawczych – w jaki sposób podświadome wyobrażenia o płci, orientacji seksualnej, rasie i sławie wpływają na rozumienie przez odbiorców danego dzieła sztuki i o, co istotne i chyba najciekawsze, tożsamości, bo to także opowieść o zakładaniu masek, wcielaniu się w innych, by dotrzeć do siebie, swojego „ja”.

Los utalentowanej żony sławnego męża

Burden to bohaterka z krwi i kości. Inna też być nie mogła. Hustved wiedziała o czym pisze, zna bowiem doskonale położenie kobiet takich jak Harriet, sama jest kobietą-twórcą, która długo żyła (żyje?) w cieniu swego sławnego i cenionego męża, albowiem, przypomnę, Siri Hustvedt to amerykańska poetka, pisarka i eseistka, autorka tomów poezji, zbiorów esejów oraz powieści, doktor nauk humanistycznych, wykładowca, krytyk literacki i sztuk wizualnych, publikująca w prestiżowych czasopismach literackich i naukowych, przez lata badająca zagadnienia z dziedziny psychiatrii, neuronauki i neurologii, obecnie wykłada psychiatrię w nowojorskiej szkole medycznej[3], prywatnie zaś żona Paula Austera, zakwalifikowanego ostatnio do panteonu amerykańskich klasyków literatury, takich jak Faulkner, Steinbeck, Dos Passos[4].

Można jednak było się spodziewać, że dla kogoś takiego jak Harriet, ta zredukowana egzystencja (do roli żony i matki), nie wystarczy. Długo jednak artystka zaciskała zęby. Gniew, który latami hamowała jednak narastał. Po śmierci męża, w wieku sześćdziesięciu dwóch lat, zdecydowała się wyjść z ukrycia, z cienia i pokazać, że jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa, że jeszcze pokaże…, że jeszcze udowodni kto tu jest górą.

Prześladowała mnie myśl o innym ciele, innym modelu egzystencji. (s. 39)

[…] myślałam o innych ścieżkach, alternatywnych egzystencjach, o innej Harry Burden, która mogła, powinna się była wcześniej zerwać ze smyczy […]. (s. 39)

Ja, Harriet Burden, niniejszym spowiadam się. Siłą napędową moich rozlicznych fantazji były:

1. ogólne pragnienie zemsty na palantach, cymbałach i kretynach,

2. samotność wywołana przeciągającą się bolesną izolacją intelektualną, ponieważ poruszałam się wśród zbyt wielu tytułów, o których z nikim nie mogłam porozmawiać,

3. pogłębiające się wrażenie, że zawsze byłam niezrozumiana i rozpaczliwie pragnęłam, żeby mnie zauważono, naprawdę zauważono, ale wszelkie moje starania spełzały na niczym.

W tej frustracji i zgryzocie nakręcałam się każdego dnia, jakbym była swoją starą zabawką, małpką z talerzami, i słuchałam, jak sama w nie uderzam […]. (s. 44-45)

Gorzki sukces czy sromotna klęska?

Artystka zaangażowała czy też wynajęła do realizacji „Pozoracji” trzech bardzo różnych artystów-mężczyzn – Antona Tisha, młodego twórcę, który dopiero co ukończył akademię sztuk pięknych, Phineasa Q. Eldridge’a, performera, czarnoskórego geja oraz Rune’a, celebrytę, znanego już w międzynarodowym światku artystycznym – którzy podpisali się pod jej pracami.

Dla każdego stworzyła trzy skomplikowane intertekstualne instalacje – „Historię sztuki zachodniej” dla Tisha, „Duszne pokoje” dla Eldridge’a i „Poniżej” dla Rune’a, które zostały zaprezentowane na trzech indywidualnych wystawach.

Dzieła te dotarły do szerokiego grona odbiorców jako prace trzech do tej pory nieznanych bądź znanych nielicznym artystów. Wystawy odniosły wielki sukces, potwierdzając tym samym tezy autorki. Prezentowane instalacje zyskały uznanie nie tylko odbiorców, ale i krytyki. Wynajęci artyści-mężczyźni osiągnęli zatem to, czego nie było dane zaznać faktycznej autorce-artystce-kobiecie dzieł pod jej prawdziwym nazwiskiem.

W kulminacyjnym momencie autorka projektu – eksperymentu w istocie – miała odrzucić trzy maski, za którymi się kryła, by ujawnić się i pokazać wszystkim w jakiej ułudzie żyją. Nie przewidziała jednak, że sprawy mogą nieco wymknąć się spod kontroli. Zaangażowani mężczyźni, po odniesionym przy okazji niejako sukcesie indywidualnym, nie byli skorzy do ujawnienia prawdy, do zdemaskowania całego konceptu – ogłoszenia sukcesu eksperymentu Burden. Jeden z nich odmówił przyznania się do mistyfikacji. Ujawnienie prawdy przez artystkę okazało się niemożliwe. Czy Harry poczuła gorzki smak sukcesu czy może poniosła sromotną klęskę? Udowodniła, że ma rację, ale tylko sobie, nie światu. Zatem…

Powieść o feministycznym eksperymencie filozoficznym traktatem

Interpretację „Świata w płomieniach” sprowadza się zwykle do traktowanego dość wąsko manifestu feministycznego, odnosząc go do konkretnej sfery życia, konkretnej przestrzeni. Jednak problematyka powieści sięga znacznie głębiej. Hustvedt mnożąc przykłady z dziejów ludzkości, dokumentuje nie tylko akty dyskryminacji, ale także i ignorancję wobec nich[5].

Zatem odczytywanie tej powieści w wąskich kategoriach jest rodzajem błędu w koncepcji interpretacyjnej, nie jest wystarczające, jest sporym uproszczeniem, zubożającym problematykę dzieła, jest odczytaniem tylko na jednym z wielu możliwych poziomów. Powieść traktuje bowiem o dużo bardziej złożonym zjawisku. „Świat w płomieniach” w istocie pokazuje, że „problem płci sięga głęboko ku ogólnoludzkim zagadnieniom”[6]. I nie jest osobnym, oderwanym zjawiskiem, zawieszonym w próżni. Powieść o feministycznym eksperymencie w istocie jest filozoficznym traktatem o braku niezależności, o uwarunkowaniach, od których nie jesteśmy w stanie uciec, także o mechanizmach ludzkiej percepcji, o niemożliwym poznaniu, o niedostępnej prawdzie, słowem, o ograniczonych możliwościach poznawczych.

Kierkegaard górą

Szerokie zainteresowania intelektualne autorki znajdują odzwierciedlenie w powieści. „Świat w płomieniach” przesiąknięty jest odwołaniami do nauki, historii sztuki i filozofii, niekiedy trudnymi do rozszyfrowania. Sama Hustvedt mówi nawet wprost, że książka jest próbą uprawiania filozofii za pomocą powieści[7], a nawet, że jest to po prostu powieść filozoficzna. Bliscy są tu autorce tacy filozofowie jak Friedrich Nietzsche czy, przede wszystkim, Søren Kierkegaard, którego styl dzieł bliższy jest formie literackiej i poetyckiej niż naukowej.

Kierkegaard daleki był od nadawania swoim dziełom postaci iście naukowego traktatu, w którym swoje poglądy podaje w formie gotowych twierdzeń, ostatecznych wniosków, które ograniczają możliwości interpretacyjne. Swe myśli chciał konfrontować z czytelnikiem, by skłonić go do refleksji. Poza tym ten duński filozof uprawiał twórczość pseudonimową – heteronimową (uważał, że mieszka w nim kilka odrębnych, a nawet skłóconych ze sobą osób), gdyż był zdania, że publikując pod pseudonimem czytelnicy nie będą kierowali się uprzedzeniami[8].

Te koncepcje bliskie są Hustvedt i w jej ostatniej powieści mamy tego wyraz. „Świat w płomieniach” jest bowiem przede wszystkim, w szerszym rozumieniu, najciekawszym i najistotniejszym, opowieścią o pseudonimach, maskach, słowem, o docieraniu do siebie, do swego „ja”, o poszukiwaniu swej tożsamości. Harriet wchodzi w poszczególne role. Gra matkę, żonę, artystkę, której nie satysfakcjonuje pozycja jaką zajmuje w świecie sztuki. Stawiając czoło swej egzystencji, zakłada kolejne maski, które Hustvedt za Kierkegaardem nazywa pseudonimami.

Po Gombrowiczowsku

Tu autorka bliska jest też rodzimemu Gombrowiczowi, jego gębie i formie. Człowiek bowiem odgrywa w życiu wiele różnych ról – zakłada maski, nieustannie poruszając się i zmieniając w relacjach z innymi, w zależności od kontekstu, w jakim się znajduje. Człowieka określa zewnętrzność. Jest on uwikłany w grę z innymi, a jego tożsamość kształtowana jest przez jego doświadczenie. Celem zaś zakładania masek – wchodzenia w poszczególne role – nie jest ukrycie się za nimi, ale odkrycie za ich pomocą pewnych aspektów własnego doświadczenia. To droga do poznania, objawienia (s. 72).

Istota maski

Życie Burden to poszukiwanie siebie. Zakładając kolejne maski (Harry’ego, Richarda Brickmana, Antona Tisha, Phineasa Q. Eldridge’a i Rune’a), wchodząc w kolejne role, zdobywając kolejne doświadczenie, dociera do swego „ja”.

Projekt „Pozoracje”, ten „wielki tryptyk” (s. 188), zakładał założenie trzech różnych masek poprzez wynajęcie trzech różnych artystów. Wynajęci mężczyźni już przez samo ich zaangażowanie oddziaływali na proces twórczy artystki. Z czego ta doskonale zdawała sobie sprawę. Wybierając właśnie tych mężczyzn, brała pod uwagę ich ewentualną moc sprawczą. Zakładane maski zmieniają samą bohaterkę, wywołują jej wewnętrzną transformację, ale też wpływają na jej twórczość. Artystka ulega im w pewnym sensie, poddaje się im. Wielka Wenus z instalacji Antona Tisha nie powstałaby gdyby nie Anton. To dzieło, które zrodziło się między nim a Burden, nie zostało więc stworzone przez samą artystkę. Poszczególne ekspozycje, które Burden powołała do życia, wizualnie znacznie różniły się od siebie, były bowiem tworzone przez pryzmat założonej maski.

Natura percepcji

Burden postanowiła poprzez wykorzystanie męskich masek poeksperymentować z odbiorem własnej sztuki.

[…] czy mnie interesowały eksperymenty z własnym ciałem […]. Nie. Interesowało mnie co innego – percepcja i jej zmienność, zjawisko, że przeważnie widzimy to, czego się spodziewamy. Czyż Harry, którą oglądałam w lustrze, nie zmieniała się już wystarczająco często? Zastanawiałam się, czy w ogóle potrafię ujrzeć siebie taką, jaka jestem naprawdę. Jednego dnia wydawałam się sobie w porządku, względnie szczupła […] a następnego dnia byłam obwisłą, grubą karykaturą siebie. Jak można wytłumaczyć tę przemianę, jeśli nie poglądem, że obraz własnej osoby jest w najlepszym razie mało wiarygodny? Nie, nie chciałam mieszać do tego swojego ciała, chciałam spróbować artystycznych wycieczek pod czyimiś imionami, ale chciałam czegoś więcej niż przykrywki w rodzaju „George Eliot”. Pragnęłam własnej komunikacji pośredniej à la Kierkegaard, którego maski ścierały się ze sobą i walczyły […]. Było co najmniej niejasne, jak osiągnąć tego typu transformacje w moim przypadku: coś mi zaledwie świtało w głowie, ale te przemyślenia okazały się płodne. (s. 43-44)

„Pozoracje” to swoisty intelektualny eksperyment[9], podczas którego artystka badała prawidła rządzące ludzką percepcją – w jaki sposób doświadczenie, wspomniane podświadome wyobrażenia o płci, orientacji seksualnej, rasie i sławie wpływają na rozumienie przez odbiorców danego dzieła sztuki. Harriet w swoim eksperymencie gra i manipuluje różnym na ten temat założeniami.

Palimpsest

Niewątpliwe ta polifoniczna powieść, gęsta i wielowarstwowa, pełna odniesień niełatwych do rozszyfrowania, jest erudycyjną, niezwykłą intelektualnie, pojemną i stymulującą wyprawą w świat pozornie odległy, w istocie zaś bliski każdemu. To swoisty palimpsest, który można czytać na wiele sposobów. Czy to jako powieść o feministycznym eksperymencie czy szerzej jako traktat filozoficzny o braku niezależności, o uwarunkowaniach, od których nie jesteśmy w stanie uciec, także o mechanizmach ludzkiej percepcji, o niemożliwym poznaniu, o niedostępnej prawdzie, słowem, o ograniczonych możliwościach poznawczych, będzie to wyprawa fascynująca, choć wywołująca trwogę.

* Tytuł oryginalny – The Blazing World, rok pierwszego wydania – 2014, rok pierwszego wydania polskiego – 2017.


[1] Juliusz Kurkiewicz, „Świat w płomieniach”: najambitniejsza powieść Siri Hustvedt. Pisze lepiej niż jej mąż Paul Auster?, 11.02.2017, http://wyborcza.pl/7,75517,21359582,swiat-w-plomieniach-najambitniejsza-powiesc-siri-hustvedt.html, dostęp 06.04.2018.

[2] Book’s not dead, 10 Siri Hustvedt „Świat w płomieniach” [podcast, rozmowa], https://soundcloud.com/booksnotdead/10-siri-hustvedt-swiat-w-plomieniach, dostęp 10.04.2018.

[3]Grzegorz Jankowicz, Ruchome maski [rozmowa z Siri Hustvedt], opublikowani 20.11.2017, https://www.tygodnikpowszechny.pl/ruchome-maski-150907, dostęp 10.04.2018.

[4] Krzysztof Varga, „4 3 2 1”: tej wielkiej powieści nie da się zapomnieć. Paul Auster ostatecznie dołącza nią do panteonu amerykańskich klasyków, opublikowano 02.04.2018, http://wyborcza.pl/7,75517,23218715,4321-tej-wielkiej-powiesci-nie-da-sie-zapomniec-paul-auster.html, dostęp 06.04.2018.

[5] Teresa Fazan, Maski potwornej kobiety (Siri Hustvedt: ‚Świat w płomieniach’), opublikowano 01.07.2017, http://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=328&artykul=6237, dostęp 17.04.2018.

[6] Ibidem.

[7] Jankowicz, op. cit.

[8] Konrad Szocik, Koncepcja prawdy subiektywnej i egzystencjalnej w filozofii Kierkegaarda, opublikowano 30.03.2008, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5807#_f1, dostęp 15.04.2018.

[9] Book’s not dead, op. cit.

BIBLIOGRAFIA

Dzień Kobiet – propozycje czytelnicze

Czas najwyższy na „kobiece” propozycje Bałwochwalicy Jednej!!!

Dzień Kobiet to doskonała okazja do literackich poszukiwań. Zdradzę przy tej okazji prawdę powszechną, choć nieuświadomioną – literatura jest kobietą, historia literatury także, klasyka również 😉 !!!

Zatem jakby nie było, czy chcemy tego czy nie, cokolwiek będziemy mówić, to to jedno nie podlega dyskusji.

Potropiłam z tej okazji literackie portrety kobiety i mam kilka (choć mogłabym je mnożyć, no, ale ileż można?) ciekawych propozycji. Na podstawie jakiego klucza dokonałam wyboru? Serii skojarzeń 😉 i oczywiście widzimisię!!! Oto bałwochwalniany wybór:

Nowości wczorajsze
  • Genialna przyjaciółka (cykl) – Elena Ferrante – dokładna, głęboka i fascynującą analiza zjawiska jakim jest przyjaźń kobiet i relacji między nimi. A wszystko to z historią powojennych Włoch w tle, w dekoracjach głównie neapolitańskich.
  • Miłość od ostatniego wejrzenia – Vedrana Rudan – opowieść morderczyni – spowiedź niczym – o swej traumatycznej przeszłości, o oprawcach – ojcu, później mężu – o upokorzeniu, poniżeniu, o miłości, o odarciu z godności.
  • Olive Kitteridge – Elizabeth Strout – opowieść o pozornie niemiłej, oschłej, wręcz antypatycznej i apodyktycznej, złośliwej, bezkompromisowej i wymagającej nauczycielce matematyki, matce i żonie, w istocie zaś fascynującej, bo niejednoznacznej kobiecie, pełnej ironii, ale i empatii, wrażliwej, delikatnej, która zmaga się nie tylko z otoczeniem, ale i z sobą.
  • Ósme życie (dla Brilki) – Nino Haratischwili – to opowieść o kilkupokoleniowej gruzińskiej rodzinie, w której prym wiodą wyraziste kobiety, których losy uwikłane są w historię nie tylko swego kraju, nawet nie tylko Europy, ale całego świata. Opowieść płynnie przechodzi od jednej do drugiej. Zaczyna się od córek słynnego na terenie Gruzji i carskiej Rosji fabrykanta czekolady, niepokornych i pięknych, marzących o bogactwie i beztrosce, o karierze, na drodze którym stanęła miłość, z którymi życie bestialsko się obeszło, które będąc oczkiem w głowie ojca, przysparzają mu samych trosk, którym tak trudno było odnaleźć się w zastanej rzeczywistości i przystosować do jej reguł.
  • Ucho, gardło, nóż – Vedrana Rudan – dojrzała kobieta, Chorwatka opowiada swoje życie; w przesyconym wulgaryzmami i cynicznym humorem monologu, brutalnym i zabawnym, bolesnym i bezwstydnym, w gorzki sposób, nie oszczędzając nikogo (siebie również) i niczego, charakteryzuje otaczającą rzeczywistości, próbując przy tym znaleźć odpowiedź na pytanie o pozycję kobiety w świecie.
  • Wróżba. Wspomnienia dziewczynki i Zapach mężczyzny – Agneta Pleijel – autobiograficzna proza, prywatna i bardzo intymna, błyski, migawki – wspomnienia autorki przywołujące świat jej dzieciństwa i młodości – umieszczone w konkretnym czasie i konkretnej przestrzeni, opowiadają o losach konkretnej dziewczynki, kobiety, w istocie zaś są uniwersalną opowieścią o kobiecie każdej – o doświadczeniu wspólnym.

  • Świat w płomieniach – Siri Hustvedt – opowieść o charyzmatycznej, nieprzeciętnie inteligentnej, błyskotliwej, wielce oczytanej, gniewnej i neurotycznej, wrażliwej i utalentowanej, ale niespełnionej nowojorskiej artystce, latami ignorowanej przez świat sztuki, która postanowiła przeprowadzić eksperyment, będący jednocześnie rodzajem performance’u, który w istocie miał odsłonić prawdę o sztuce – o mizoginii panującej w tym pozornie otwartym i tolerancyjny środowisku, a szerzej o prawidłach rządzących ludzką percepcją. 

Nowości przedwczorajsze
  • Amatorki – Elfriede Jelinek – historia dwóch kobiet, które marząc w istocie o tym samym, o szczęściu, które zapewnić im może mężczyzna, zupełnie inaczej na owo szczęście się zapatrują. Jedna podporządkowuje się regułom patriarchalnego i kapitalistycznego porządku, druga starając się zachować wierność ideałom, na rzecz miłości rezygnuje z aspiracji zawodowych. Mimo to obie stają się ofiarami panujących konwenansów oraz reguł narzuconych im przez społeczeństwo.

  • Dziewczyna z poczty – Stefan Zweig – opowieść o asystentce oddziału urzędu pocztowego na austriackiej prowincji, która nieświadoma uroków życia pędziła ledwie znośny żywot. Dane jej było jednak przenieść się na kilka dni do innego wymiaru. To wystarczyło, by poczuła się jak u siebie. Przemiana z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia dokonała się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Odurzona, choć świadoma oszustwa, żyła pełnią nowego życia. Brutalny jednak okazał się powrót… Nic już nie było takie jak dawniej. Egzystencja dotąd ledwie znośna, stała się wegetacją niemożliwą do wytrzymania, co jest zapowiedzią przyszłej tragedii, konsekwencji nieodwracalnych i nadziei na poprawę losu!

  • Grace i Grace – Margaret Atwood – opowieść o kobiecie, którą jako szesnastolatkę skazano na karę śmierci zamienioną później na karę dożywocia za współudział w zamordowaniu swego pracodawcy i jego gospodyni, którą po niespełna trzydziestu latach przebywania w więzieniu i domu dla obłąkanych uniewinniono. W istocie to opowieść o kobiecie-zagadce – kim była? Katem czy ofiarą? Niewinną, zastraszoną bezwolną niewiastą zmuszoną do zbrodni czy wyrachowaną, pozbawioną skrupułów zbrodniarką, potworem w kobiecej skórze? Obłąkaną czy tylko obłąkaną udającą?
  • Opowieść podręcznej – Margaret Atwood – opowieść o trzydziestotrzyletniej kobiecie, która kiedyś wiodła zwyczajne życie – miała męża, dziecko, rodzinę, przyjaciół, pracę, była wykształcona, wolna i niezależna, jednak pewnego dnia na jej oczach nastał nowy porządek, wiedziała, że wszystko zmierza w złą stronę, ale nie przypuszczała, że dotychczasowy świat przestanie istnieć. Teraz, po przejściu odpowiedniego szkolenia i poddaniu indoktrynacji, jest podręczną Fredą i jej teraźniejszość nie ma nic wspólnego z jej przeszłością, wiernie służy państwu, w którym choć władza należy do mężczyzn, to kobiety odgrywają w nim fundamentalną rolę, są podstawą działania społeczeństwa, mimo że, paradoksalnie, nie mają żadnych praw.

  • Pianistka – Elfriede Jelinek – opowieść o dwóch kobietach – o dobijającej do czterdziestki, niespełnionej pianistce, nauczycielce gry na fortepianie w wiedeńskim konwersatorium, żyjącej z matką pod jednym dachem, wciąż od niej zależnej (mentalnie i duchowo) i niespełniającej jej oczekiwań oraz o matce, która postanawia, że jej ukochane dziecko będzie najcudowniejsze i będzie żyło najwspanialszym życiem.

  • Umiłowana – Toni Morrison – opowieść zbiegłej czarnoskórej, pięknej i dumnej niewolnicy, która dokonała trudnego wyboru, a teraz wolna każdego dnia mierzy się z duchami przeszłości.
  • Żółty notes – Doris Lessing – opowieść o pisarce, która prowadząc cztery notesy i opisując w nich swe życie, nieudane związki uczuciowe, młodość spędzoną w Afryce, działalność w partii komunistycznej, pisze jednocześnie powieść. Wszystko to na tle Zachodu połowy XX wieku, naznaczonego wojną, rozdartego między kapitalizmem a socjalizmem.
Klasyka
  • Anna Karenina – Lew Tołstoj – klasyczna powieść psychologiczna o arystokratce, która pozornie wiedzie beztroskie życie, typowe dla warstwy społecznej, której jest reprezentantką. Pewnego dnia jednak uświadamia sobie, że nie jest szczęśliwa, gdyż jej pragnienia – zaznanie prawdziwej miłości – zostały uśpione. Postanowiła wbrew wszystkiemu i wszystkim zawalczyć o swoje. Za szczęście przyjdzie jej zapłacić wysoką cenę. Pragnienie miłości popycha ją do czynów, które nie są akceptowane przez środowisko, w którym żyje. Zazna więc odrzucenia i potępienia. Wszystko na tle Rosji XIX wieku, panujących wówczas obyczajów, konwenansów i mentalności społeczeństwa – tego wszystkiego, co ma wpływa na położenie pojedynczych ludzi, na decyzje, które podejmują i gesty, na które się zdobywają.
  • Antygona – Sofokles – opowieść o dumnej, odważnej, bezkompromisowej i zbuntowanej młodej kobiecie, wiernej sobie, która sprzeciwiła się władzy, mając świadomość, że konsekwencje będą dla niej tragiczne.
  • Dziwne Losy Jane Eyre – Charlott Brontë – opowieść o świadomej młodej kobiecie, która wie czego chce i nie boi się o to walczyć, opowieść o trudach kobiecego dojrzewania w wiktoriańskiej Anglii i represjach związanych ze statusem społecznym, a także o tym, jak normy moralne wymuszają na kobietach wyrzeczenie się swoich potrzeb.
  • Medea – Eurypides – opowieść o bohaterce mitycznego świata, która, gdy jej pozycja została zagrożona, postanowiła wziąć los w swoje ręce, by mieć kontrolę nad własnym życiem w świecie zdominowanym przez mężczyzn – zemściła się okrutnie za swą krzywdę.
  • Pani Bovary – Gustav Flaubert – klasyka, realistyczno-psychologiczna opowieść o kobiecie niespełnionej, gdyż między jej realnym życiem a tym wymarzonym jest przepaść nie do pokonania, rozdźwięk, który uniemożliwia jej egzystencję, o kobiecie która nie potrafi zaakceptować zastanego stanu rzeczy.
  • Portret damy – Henry James – opowieść o młodej świadomej Amerykance, która pragnie niezależności oraz rozwoju intelektualnego i duchowego, która chce poznawać świat i ludzi, która w świecie sztywnych konwenansów oraz precyzyjnie określonych zasad stara się znaleźć własną drogę i nią podążać. Pełna marzeń, wewnętrznych sprzeczności i niepokojów, odtrąca kolejnych kandydatów na męża, uznając małżeństwo za ograniczenie. Pada jednak ofiarą człowieka wyrachowanego i nikczemnego. Wszystko na tle dwóch różnych światów – mentalności angielskiej i amerykańskiej.

  • Salome – Oscar Wilde – opowieść o słynnej kobiecie fatalnej, biblijnej uwodzicielce, sprawczyni śmierci jednego z najważniejszych świętych w religii chrześcijańskiej, o żydowskiej księżniczce i jej nieodwzajemnionej, zachłannej, obsesyjnej i destrukcyjnej miłości do chrześcijańskiego proroka, Jana Chrzciciela, która w zamian za zmysłowy taniec dla ojczyma, Heroda, zażądała głowy swego ukochanego.
  • Szklany klosz – Sylvia Plath – opowieść o młodej inteligentnej, bystrej, ale nadwrażliwej i kruchej kobiecie, która widzi więcej, która więcej odczuwa, inaczej postrzega świat i zamyka się coraz szczelniej w swoje skorupie, chroni się przed otoczeniem w bezpiecznym miejscu – pod szklanym kloszem, spod którego może z dystansem obserwować życie, nie uczestnicząc w nim, dzięki czemu nie musi się angażować emocjonalnie, nie musi wystawiać się na ból i cierpienie.

Stop!!! Wystarczy… Tobie i mnie!!!

Dodam tylko, że mimo iż powyższe propozycje są opowieściami o kobietach i często opowiedziane zostały przez kobiety, to są nie tylko dla kobiet!!! To literatura dla każdego z otwartym sercem i rozumem!!!

Pań zdrowie!

„Mózgu/ Korytarze kryjome”*. „Grace i Grace” – Margaret Atwood

Tytuł – Grace i Grace

Autor – Margaret Atwood

Tłumacz – Aldona Biała

Wydawnictwo – Noir Sur Blanc

Rok – 1998

  • DLA KOGO – dla fanów Margaret Atwood, powieści o kobietach, powieści psychologicznych, kryminałów wiktoriańskich
  • PO CO – by spędzić czas, zmagając się z meandrami psychiki ludzkiej
  • MOJA OCENA – 6/6
„Rzemiosło” Atwood

Margaret Atwood jest autorką wielu książek: powieści, zbiorów opowiadań, tomów poezji i rozpraw krytycznoliterackich. Jak zauważa Kazimiera Szczuka, kanadyjska autorka żongluje rozmaitymi stylami. Humorystycznym, mroczno-paranoicznym, kliniczno-psychologicznym. Wykorzystuje schematy powieści popularnej, ale zawsze w sposób przewrotny[1].

Wiktoriański kryminał[2] i powieść historyczna oparta na faktach w jednym

W przypadku Grace i Grace mamy do czynienia z rodzajem wiktoriańskiego kryminału, powieścią historyczną opartą na faktach, okrytych jednak pewną do dziś nieodgadnioną tajemnicą. To zbeletryzowana opowieść o najsłynniejszej kobiecie Kanady lat czterdziestych XIX wieku, która nie pozwoliła nikomu odkryć prawdy o swej naturze.

To historia niejakiej Grace Marks alias Mary Whitney, którą jako szesnastolatkę skazano na karę śmierci zamienioną później (opinie na jej temat od samego początku były podzielone) na karę dożywocia (ze względu na młody wiek, słabość kobiety i domniemaną niepoczytalność) za współudział w zamordowaniu swego pracodawcy i jego gospodyni (rzekomego wspólnika Grace powieszono). Po niespełna trzydziestu latach przebywania w więzieniu i domu dla obłąkanych kobieta została uniewinniona i rozpoczęła nowe życie.

Grace i Grace

Podczas lektury przede wszystkim zadajemy sobie pytanie kim była owa kobieta? Katem czy ofiarą? Niewinną, zastraszoną bezwolną niewiastą zmuszoną do zbrodni czy wyrachowaną, pozbawioną skrupułów zbrodniarką, potworem w kobiecej skórze? Obłąkaną czy tylko obłąkaną udającą?

Kobieta (nastolatka właściwie) wzbudzała skrajne uczucia, bardzo różnie ją odbierano i oceniano:

[…] o mnie napisano – że jestem nieludzkim potworem w skórze kobiety, że jestem niewinną ofiarą łajdaka, który pozbawił mnie własnej woli i groził mi śmiercią, że byłam zbyt nieświadoma, żeby wiedzieć, jak mam postąpić, i że powieszenie mnie byłoby przestępstwem popełnionym w majestacie prawa, że lubię zwierzęta, że jestem bardzo przystojna i mam świetlistą cerę, że mam niebieskie oczy, że mam zielone oczy, że mam kasztanowate, a także brązowe włosy, że jestem wysoka, ale również średniego wzrostu, że jestem dobrze i porządnie ubrana, że obrabowałam w tym celu zamordowaną kobietę, że sprawnie wykonuję swoją pracę, że mam kapryśne i kłótliwe usposobienie, że raczej sprawiam wrażenie osoby wyższego stanu, że jestem dobrą dziewczyną o ustępliwej naturze i nie można mi nic zarzucić, że jestem podstępna i kłamliwa, że mam nie po kolei w głowie i że jestem niewiele mądrzejsza od idioty. Ciekawe, jak można mówić o mnie tyle różnych rzeczy naraz? (s. 33)

Pozornie w powieści chodzi o odpowiedź na to pytanie kim była Grace Marks. Ale powieść Atwood nie byłaby powieścią Atwood, gdyby sprawa była tak prosta. W istocie nie chodzi bowiem o prawdę, tylko o portret psychologiczny osadzonej. A ten Atwood tworzy po mistrzowsku.

Forma

Grace poznajemy z podwójnej (dwugłosowej) narracji. Trzecioosobowej, z perspektywy psychiatry, który przybył, by zdiagnozować osadzoną oraz pierwszoosobowej, którą stanowią spostrzeżenia, wnioski, refleksje, myśli samej osadzonej. To jednak nie wszystko. Dodatkiem są wiersze otwierające każdy rozdział, będące swojego rodzaju komentarzami, a także listy, wspomnienia, rozmaite relacje, raporty i doniesienia prasowe.

Nienasycenia

Ta wielogłosowość sprawia, że te rozsypane kawałki odbiorca sam musi poskładać. Nie dane mu jednak będzie zaznać satysfakcji. Nie powstanie bowiem spójna całość. Pozostanie wiele luk, zadanych pytań bez odpowiedzi. Otwarte zakończenie przyniesie dodatkowo frustrację… Na pocieszenie mamy jedynie słowa samej autorki, która radzi czytelnikowi, „aby nie opowiadał się po żadnej ze stron, nie osądzał, stosując prosty podział na „winny” lub „niewinny”. Zdaniem Atwood musimy zaakceptować fakt, że są pytania, na które nigdy nie poznamy jednoznacznej odpowiedzi”[3].

Nie zmienia to jednak faktu, że lektura tej nieoczywistej polifonicznej powieść jest ucztą pierwszej klasy, w której autentyczność miesza się z literacką fikcją. Nie jesteśmy w stanie oddzielić tych dwóch światów. Atwood na podstawie znanych faktów, zdobytych informacji, materiałów archiwalnych, korespondencji dotyczącej oskarżonej, doniesień prasowych z tamtych czasów stworzyła, wypełniając puste miejsca fikcją, intrygującą opowieść.

Próba poznania niepoznawalnego

Główną bohaterkę powieści poznajemy, gdy ta odsiaduje w więzieniu wyrok dożywocia. Grace udało się uniknąć śmierci dzięki staraniom adwokata i grupy obywateli, którzy uparcie wnosili o jej uniewinnienie. Pod naciskiem opinii publicznej sędzia przystał na to, aby zamienić karę śmierci na dożywocie. Jednak obrońcy kobiety nie dawali za wygraną. Duchowny wraz z lokalną społecznością wciąż czynił starania, by Grace uniewinnić. Pomóc miała opinia pewnego ambitnego o sporych aspiracjach psychiatry ze Stanów Zjednoczonych.

Do więzienia przybył zatem Simon Jordan – ów lekarz, by zbadać meandry umysłu osadzonej. Ich rozmowy – teraźniejszość – odbywające się w salonie komendanta więzienia, odsłaniają przed czytelnikiem historię życia Grace Marks – przeszłość.

Każde kolejne spotkanie odkrywa stopniowo przeszłość Grace, krok po kroku zbliżając do wydarzeń, które zaprowadziły ją niemalże na szafot – do miejsca, w którym obecnie się znajduje. Z rozmów tych dowiadujemy się między innymi o jej trudnym dzieciństwie spędzonym w Irlandii, o biedzie, o ojcu alkoholiku, w końcu o emigracji całej rodziny do Kanady, o śmierci matki na statku, pogrzebie, o dotarciu do nowej ojczyzny i niełatwych początkach lepszego życia. Dalej o pracy w domu państwa Parkinsonów, u którym służyła niejaka Mary Whitney, o ich przyjaźni, o śmierci Mary, w końcu o tym, jak Grace trafiła na służbę do niejakiego Thomasa Kinneara – tego, którego rzekomo wraz z Jamesem McDermottem zamordowała.

Podczas tych spotkań, osadzona nie ucieka od odpowiedzi, jest otwarta i życzliwa. Jednak każda jej myśl, wypowiedź uzmysławia nam, że nie mamy do czynienia z bezwolną i złamaną istotą, tylko z samoświadomą kobietą o skomplikowanej, bo niejednoznacznej naturze, która fascynuje nas coraz bardziej, mimo że czujemy, iż wodzi nas za nos, że pogrywa sobie z nami, tak samo jak i doktorem. Słowem, że prowadzi własną grę, której reguły sama dyktuje.

Wymykająca się poznanie

Autorka nie odpowiada jednoznacznie na nurtujące pytanie: jaka jest Grace? Która miałaby przybliżyć do prawdy. Z tych spotkań i rozmów wyłania się wielowymiarowa, niejednoznaczna natura Grace. Wymyka się skrajnym, jednoznacznym, czarno-białym opiniom. Nie jest kobietą niewinną i bezwolną, ale też trudno powiedzieć, że jest zdemoralizowaną i wyrachowaną prowodyrką. Jest z pewnością kobietą opanowaną i powściągliwą, ale i samoświadomą, silną, pewną siebie, logicznie myślącą o odważnych i sprecyzowanych poglądach, wolną od konwenansów, stereotypów, daleką od skostniałych i konserwatywnych poglądów:

To obłudnicy, myślą, że kościół to klatka, w której można zamknąć Boga, żeby nie włóczył się po ziemi w ciągu tygodnia, wtrącając się w ich sprawy i zaglądając w głębiny, mrok i hipokryzję ich serc oraz stwierdzając brak prawdziwej dobroci. Wierzą, że może im zawracać głowę tylko w niedziele, kiedy mają na sobie najlepsze ubrania i przybierają świętobliwe miny, myją do czysta ręce i zakładają rękawiczki i wszystko mają z góry przygotowane. (s. 244)

[…] łóżko to takie spokojne miejsce, które […] oznacza odpoczynek i twardy sen. Ale nie dla każdego jest takie. W łóżku może się dziać wiele złego. To tam przychodzimy na świat, co jest pierwszym niebezpieczeństwem w naszym życiu; i tam kobiety rodzą dzieci, często przy tym umierając. Tam odbywa się akt między mężczyzną a kobietą, […]. Niektórzy nazywają to miłością, inni niedolą albo przynajmniej niewygodą, którą muszą ścierpieć. I wreszcie łóżko to miejsce, w którym śpimy, śnimy i często umieramy. (s. 159)

Nie docieramy jednak do sedna bohaterki. Co z jednej strony wywołuje konsternację odbiorcy, z drugiej jednak, po zastanowieniu, musimy przyznać, że jest to jedynie słuszne rozwiązanie – brak w istocie rozwiązania wydaje się po prostu najbliższy prawdy, autentyczny, najwięcej mówiący o rzeczywistości.

Historia ducha tamtego czasu

To jednak nie wszystko. Grace i Grace to również fascynująca historia ducha tamtego czasu. Opowieść o słynnej morderczyni nie jest pozbawiona tła, które stanowi tu istotny element. Uwydatnia bowiem złożoność problemu i umieszcza sprawę w szerszym kontekście.

Atwood przemyca tu niejako opowieść o kanadyjskim społeczeństwie epoki wiktoriańskiej, o jego zwyczajach, modach, mentalności, postrzeganiu rzeczywistości. Możemy więc obserwować zachodzące zmiany społeczne i obyczajowe. Autorka przywołuje sprawy, które były wówczas w orbicie zainteresowań pewnych kręgów i które szeroko komentowano. Zainteresowanie ludzkim umysłem, wszelkimi odchyleniami od normy, przyczyniło się do rozwoju rozmaitych teorii na ten temat. Ciekawość budziły takie kwestie jak pamięć, amnezja, somnambulizm, sny, histeria, stany transowe, hipnoza, spirytyzm, mesmeryzm.

Szukając więc sposobu dotarcia do prawdy – poznania meandrów psychiki kobiety (Grace) i odkrycia prawdy (winna czy niewinna) – zaintrygowane kręgi szukały odpowiedniego klucza.

Atwood zaś zainteresowana procesem kształtowania się opinii publicznej na temat skazanej, analizuje stosunek społeczności do osadzonej i naszkicuje jej portret zbiorowy, który jest nie mniej fascynujący niż portret psychologiczny samej Grace.

* Emily Dickinson, 670 (Nie trzeba być Komnatą…), w, Wiersze wybrane, red. i przekł. Stanisław Barańczak, Kraków 2016, s. 159.

** Tytuł oryginalny – Alias Grace, rok pierwszego wydania – 1996, rok pierwszego wydania polskiego – 1998.


[1] Kazimiera Szczuka, Witajcie w Gileadzie, opublikowano 10.04.2006, https://kultura.onet.pl/wiadomosci/witajcie-w-gileadzie/rf801fx, dostęp 18.02.2018.

[2] Ibidem.

[3] „Grace i Grace” Margaret Atwood – historia XIX-wiecznej morderczyni, o której do dziś nie znamy całej prawdy, opublikowano 02.12.2017, http://booklips.pl/premiery-i-zapowiedzi/grace-i-grace-margaret-atwood-historia-xix-wiecznej-morderczyni-o-ktorej-do-dzis-nie-znamy-calej-prawdy/, dostęp 18.02.2018.

BIBLIOGRAFIA
  1. „Grace i Grace” Margaret Atwood – historia XIX-wiecznej morderczyni, o której do dziś nie znamy całej prawdy, opublikowano 02.12.2017, http://booklips.pl/premiery-i-zapowiedzi/grace-i-grace-margaret-atwood-historia-xix-wiecznej-morderczyni-o-ktorej-do-dzis-nie-znamy-calej-prawdy/, dostęp 18.02.2018.
  2. Atwood Margaret, Posłowie, w, Grace i Grace, Warszawa 1998.
  3. Dickinson Emily, Wiersze wybrane, red. i przekł. Stanisław Barańczak, Kraków 2016.
  4. Janota Paulina, Winna czy niewinna?, opublikowano 10.01.2018, http://booklips.pl/recenzje/winna-czy-niewinna/, dostęp 18.02.2018.
  5. Szczuka Kazimiera, Witajcie w Gileadzie, opublikowano 10.04.2006, https://kultura.onet.pl/wiadomosci/witajcie-w-gileadzie/rf801fx, dostęp 18.02.2018.

Dramat pierwszej klasy. „Wchodzi koń do baru” – David Grosman

Tytuł – Wchodzi koń do baru

Autor – David Grosman

Tłumacz – Regina Gromacka

Wydawnictwo – Świat Książki

Rok – 2016

  • DLA KOGO – dla wrażliwców, dla koneserów niewielkich powieści, dla fanów mocnej literatury, dla wielbicieli historii, tradycji, kultury i literatury izraelskiej, żydowskiej, dla ceniących sobie oryginalną opowieść o przeszłości, dla łowców nagród
  • PO CO – by rozumieć lepiej
  • MOJA OCENA – 5/6
Booker dla Izraelczyka

David Grossman to jeden z bardziej znanych izraelskich pisarz. Serwuje nam literaturę najwyższej próby. Jego powieści stawiane są obok najcenniejszych dzieł historii literatury powszechnej (takich jak Wściekłość i wrzask, Sto lat samotności czy Blaszany bębenek). Odbiorców swoich dzieł – Bądź mi nożem, Patrz pod: Miłość, Ciałem rozumiem, Księga gramatyki intymnej, Poza czasem, Tam, gdzie kończy się kraj, Kto ze mną pobiegnie – przyzwyczaił do tego, że jest panem od trudnych pytań[1]. Tak też jest z jego ostatnią powieścią.

„Wchodzi koń do baru” w 2017 otrzymała Międzynarodową Nagrodę Bookera (The Man Booker International Prize), która, przypomnę, przyznawana jest pisarzom z całego świata, bez względu na język, w jakim tworzą. Warunkiem jest dostępność publikacji w języku angielskim (uhonorowywany jest nie tylko autor, ale i tłumacz).

Stand-up jakiego nie znacie

To niewielka książka o sporej sile rażenia! Tak tylko można określić tę skromną powieść o zabawnym tytule (inna wersja rodzimego dowcipu „Przychodzi baba do lekarza”). Bo tak też jest w istocie. Uderza niespodziewanie, celnie trafiając i pozostawiając wyraźny ślad.

„Wchodzi koń do baru” ma szczątkową fabułę, akcji – żadnej, bohatera – jednego z wielu. Mimo to jej ładunek jest ogromny.

Powszedniość

Podrzędny klub w Netanja, niewielkiej mieścinie, do którego wieczorem ściągają miejscowi, oczekując po ciężkim dniu mało wysublimowanej rozrywki. Chcą poddać się chwili i zapomnieć o trudzie powszednim, słuchając dowcipów mistrza w swoim fachu, starego wyjadacza, chcącego sobie dorobić podstarzałego komika.

Po jednej stronie scena, on, artysta, któremu wewnątrz się kotłuje, po drugiej widownia żądna krwi – rozrywki. Mówisz masz! Zasady jasne, granice wyznaczone.

Przelana czara goryczy

Jednak artysta to dusza wrażliwa – widzi więcej, słyszy więcej, czuje więcej. Narzucone ramy uwierają go, są za ciasne, ograniczają. Kwestią więc czasu jest wyjście poza, zerwanie niepisanej umowy.

Komik starannie taki moment zaplanował. Dwudziestego sierpnia, w czwartek, w dzień swoich pięćdziesiątych siódmych urodzin. Wieczór ten miał być dla artysty wyjątkowy. Ta rocznicowa data posłużyła mu za pretekst do…

Wśród publiczności znalazł się gość specjalny – Awiszaj Lazar, przyjaciel z dawnych lat (narrator opowieści), emerytowany sędzia, z którym komik na wiele lat utracił kontakt, którego teraz zaprosił na swój występ.

Wiwisekcja

Tego wieczora, Dowale Gee, Żyd, potomek ofiar Holocaustu, błyskotliwy, inteligentny, jak na komika przystało sprawnie manipulujący publicznością, którą się bawi, którą z wprawą prowokuje, płynie przechodzi od niewybrednych żartów do osobistych wynurzeń. Urodziny stały się więc pretekstem do spowiedzi, wiwisekcji – rozrachunku z przeszłością, która nie daje mu spokoju. Opowiada o swoim domu, o rodzicach, o trudnym dzieciństwie, o lękach, traumach, porażkach i wydarzeniach, których męczą go do dziś. Choć jego opowieść jest niezwykle osobista, indywidualna, to jest to opowieść o doświadczeniu zbiorowy. Komik, błaznując, opowiada o tym, co nieobce jest innym, co nieobce jest Izraelczykom, Żydom, których Holokaust bezpośrednio nie dotknął, gdyż należą do następnego pokolenia, ale jest stale obecny w ich egzystencji. Swe gorzkie historie przeplata dowcipami, które jednak nie są już zabawne.

Dowale jest okrutny, bezwzględny wobec każdego i wobec wszystkiego, nie ma litości dla nikogo i niczego. Nie szczędzi siebie, kpi z mieszkańców Netanja, z widzów, z gości, z przeszłości narodu, historii, kultury, tradycji, z sytuacji politycznej kraju. Nie ma dla niego żadnych świętości, tematów, których nie kala. Nie ma zahamowań, nie cofa się, idzie po przysłowiowych trupach.

Występ komika tym razem jednak nie wzbudza entuzjazmu widzów. Nie przyszli po to, by zastanawiać się nad pozbawionym sensu życiem. Przyszli po to, by o tym zapomnieć. Komediowe przedstawienie powoli zaczyna przypominać groteskę. Publiczność, którą artysta wprawia w coraz większą konsternację, powoli zaczyna okazywać swą dezaprobatę.

Komik jednak nie zważa na to, jest zupełnie obojętny na zniesmaczenie i zażenowanie odbiorców. Chce tylko jednego: rozliczenia się ze swojego życia oraz sprawiedliwej oceny i sprawiedliwego werdyktu obecnego na sali sędziego, który słyną z wydawania surowych wyroków.

Katharsis

W istocie, na oczach widowni rozgrywa się coś, co nie ma nic wspólnego z lekką rozrywką. To mrożący krew w żyłach spektakl, dramat pierwszej klasy, który ostatecznie może przynieść tylko oczyszczenie i ukojenie.

Komik, który na celownik bierze siebie i swoje życie, w istocie grzebie we wnętrzach innych, wyciąga na wierzch to, co tak skrzętnie skrywają, także sami przed sobą. Obnażając siebie, obnaża widzów. Konfrontuje ich z tym, od czego uciekają. Rozdrapuje rany, które wciąż są świeże, które wciąż się sączą.

Ten sceniczny monolog komika jest w pewnym sensie przedostatnim aktem jego egzystencji. Artysta, rozliczając się z przeszłością, która przez lata ciążyła i zatruwała mu życie, wypełnia niejako swój obowiązek wobec innych, wobec kraju, wobec narodu, też wobec siebie.

My, odbiorcy

Odbiorcami są tu nie tylko widzowie goszczący w klubie. Są też nimi czytelnicy powieści Grosmana. My także uczestniczymy w tym osobliwym przedstawieniu/ osobliwej narracji. Pozwalamy się wciągnąć w grę komika/ pisarza, zwodzić, prowokować. Dajemy sobą manipulować. Szybko przestaje nam być wesoło i lekko. Coś zaczyna nas uwierać, czujemy współczucie, niestosowność, zażenowanie, odrazę, złość, sprzeciw.

Wybór?

Pozornie odbiorca ma wybór. Może wyjść z klubu, może zakończyć lekturę przed jej ostatnim zdaniem, ale wewnętrzny przymus nie pozwala mu na ten gest. Czeka na dalszy rozwój wydarzeń. Na finał.

Jesteśmy jednak u kresu wytrzymałości. Nie kapitulujemy dlatego, że akcja traw tylko jeden krótki wieczór, tylko dlatego, że powieść ma niewiele stron. Więcej odbiorca nie zdołałby udźwignąć.

Inaczej

Powieść „Wchodzi koń do baru” poświęcona jest kwestiom wszystkim dobrze znanym. Grosmanowi udało się jednak ten eksplorowany na wiele różnych sposobów temat pokazać nieco odmiennie. Niewątpliwie nie „co”, ale „jak” odgrywa tu decydujące znaczenie. Powieść ta to kunszt formy, języka. Autor znakomicie dozuje nam skrajne bardzo emocje. Jedne przełamuje drugimi. Umiejętnie miesza jakże odmienne estetyki, dzięki czemu nie przytłacza nas, nie szantażuje emocjonalnie. Dochodzi do niebezpiecznych granic, nigdy jednak ich nie przekraczając.

Mimo że temat powieści jest konkretny, a koloryt lokalny jest tu znaczącym składnikiem świata przedstawionego, to wymowa dzieła tego Izraelskiego pisarza wykracza poza te ramy.

* Tytuł oryginalny – Us echad nichnas lebar, rok pierwszego wydania – 2016, rok pierwszego wydania polskiego – 2016.


[1] Izabela Osiadacz, Dawid Grosman – pisarz trudnych pytań, opublikowano 07.10.2014, https://xiegarnia.pl/artykuly/dawid-grosman-pisarz-trudnych-pytan/, dostęp 11.02.2018.