„Białe łzy” – Hari Kunzru

Hari Kunzru – brytyjski pisarz pochodzenia angielsko-hinduskiego, obecnie mieszkający w USA, mąż pochodzącej z Japonii amerykańskiej pisarki – Katie Kitamury, były dziennikarz muzyczny – popełnił książkę o bluesie. Nie byłby jednak sobą, gdyby bluesa potraktował tylko jako zjawisko muzyczne. Pisarz jest bowiem szczególnie zainteresowany kwestiami współistnienia kultur, ras, tradycji i z nich to czyni główny temat swego pisarstwa. Tak też jest i w wypadku „Białych łez”. Blues został więc tu potraktowany znaczniej szerzej, jako zjawisko społeczne, w którym zawarta jest istota Ameryki – amerykańskiej tożsamości i jednego z najważniejszych amerykańskich problemów – rasizmu[1].

Wielowarstwowa opowieść

Główny temat powieści – niechlubna przeszłość Ameryki, która kładzie się cieniem na teraźniejszości – eksplorowany był już na wiele różnych sposobów, jednak ten, którym autor tu się posłużył, sprawił że „Białe łzy” odsłaniają przed odbiorcą obrazy, których istnienia do tej pory nie był świadomy.

Kunzru podszedł do tej trudnej kwestii od niecodziennej strony, od muzyki bowiem, od strony bluesa właśnie – muzyki niewolników, głosu ludzi uciskanych i wykluczonych – co zaowocowało powieścią wyrafinowaną, osobliwą, która uderza w struny delikatnie, ale niezwykle celnie i dotkliwie.

To jednak nie wszystko. Mamy bowiem do czynienia z powieścią wielowarstwową, której sensy odsłaniają się niespiesznie. „Białe łzy” są również opowieścią o młodości, pasji i przyjaźni. Jakby tego było mało, są także opowieścią uniwersalną, choć zakorzenioną w konkretnym czasie i konkretnej przestrzeni.

Hipnotyzujący początek

Choć zaczyna się niewinnie i lekko – zwariowana opowieść o młodości, przyjaźni, pasji, muzyce i Nowym Jorku – to jest to powieść ciężkiego kalibru.

To historia przyjaźni dwóch młodych zwariowanych na punkcie muzyki chłopaków, których dzieli to, co mogłoby przyjaźń uniemożliwić – status majątkowy i usposobienie. Pierwszy, ubogi i wycofany, półsierota, zafascynowany rejestrowaniem dźwięków ulicy, drugi, dusza towarzystwa z bogatej i wpływowej rodziny, która swą pozycję osiągnęła nie do końca szlachetnymi poczynaniami, kolekcjoner płyt, fan dawnej czarnej muzyki. Łączy ich jednak coś, co znosi wszelkie podziały, nierówności, granice – muzyka. Zakładają więc studio muzyczne – swoiste laboratorium, w którym eksperymenty z nagraniami, sprzętem, brzmieniem, głosem nie mają granic – które staje się ich sposobem na życie. Carter i Seth szybko okazują się producentami z perspektywą osiągnięcia niemałego sukcesu.

Gorzki wygłup

Pewnego dnia Seth przypadkowo rejestruje na słynnym nowojorskim Placu Waszyngtona mężczyznę śpiewającego bluesowy kawałek, który zachwyca Cartera. Po technicznej obróbce, nadającej utworowi brzmienie z początku XX wieku, przyjaciele wrzucają kawałek do sieci pod wymyślonym nazwiskiem wykonawcy – Charlie Shaw. Wkrótce dociera do nich wiadomość, że pewien człowiek o takim właśnie nazwisku nagrał tę piosenkę kilka dekad wcześniej, po czym zginął w niewyjaśnionych okolicznościach.

To punkt zwrotny opowieści. Ciąg dalszy wydarzeń jest niespodziewany. Zmienia życie obu bohaterów i odsłania rzeczy, których odbiorca się nie spodziewał.

Ów punkt zwrotny jest miejscem, w którym powieść zmienia swe oblicze. Do tej pory to opowieść o sile pasji, która jest ponad wszystko, o sile marzeń, które są w stanie pokonać wszelkie trudności i odmienić oblicze świata, o muzyce, która umożliwia oddychać, która nadaje egzystencji kolorytu, o przyjaźni, która może znieść wszelkie różnice, podziały, o młodości, dla której nie ma niemożliwego. Do tej pory to niespieszna, hipnotyczna, wręcz psychodeliczna opowieść, w której można się zatracić. Dość hermetyczna, ale i fascynująca. Będąca jednocześnie tylko rodzajem preludium, które nieco usypia czujność odbiorcy, by w kluczowym momencie, niespodziewanie, wyrwać go z błogiego niemalże stanu i ogłuszyć.

Przebudzenie

Tu narracja skręca w stronę kryminału, potem thrillera, z typowo amerykańskim krwawym morderstwem w motelu, a wreszcie horroru. Białe łzy” stają się powieścią z duchami[2].

Jest jak

[…] rozpędzony rollercoaster skręcający w nieprzewidywalnych kierunkach: zaczyna się jak powieść o wchodzeniu w dorosłość, przeradza się w thriller, a potem w podwójną, oniryczną powieść drogi[3].

Od tej pory „Białe zęby” to zupełnie inna opowieść. Pozbawiona już niewinności, lekkości. Od tej pory to okrutna opowieść o Ameryce, którą dziś mylnie utożsamia się, powierzchownie, z krajem spełnionych snów, wolności i dobrobytu. A wystarczy tylko uważniej się przyjrzeć, wystarczy tylko chcieć zobaczyć więcej.

Światy choć odległe, to tylko pozornie odmienne

Opowieść o przeszłości jest nieco oniryczna (co przywodzi na myśl słynną już „Kolej podziemną” Colsona Whiteheada, choć tu efekt jest znacznie bardziej przekonujący), która jednak pozostawiła zupełnie realny ślad w teraźniejszości. Przenikają się tu różne porządki. Przeszłość i teraźniejszość splatają się ze sobą i granice pomiędzy nimi przestają istnieć. Uświadamia to, że dzisiejsza codzienność nie jest oderwana od tego, co było, że jest zbudowana na przeszłości, trudnej, bezwzględnej i wstydliwej, która nie pozwala o sobie zapomnieć – demony z minionych dekad wciąż się ujawniają. Oczom odbiorcy ukazują się światy choć odległe, to tylko pozornie odmienne. Bo to wciąż ta sama rzeczywistość, łaskawa tylko dla wybranych, w której wciąż żyją uciskający i uciskani, a pomiędzy nimi  istnieje przepaść nie do pokonania.

Blues wczoraj i dziś

Najlepszym tego wyrazem, symbolicznym, jest muzyka – współczesna, której fundamentem jest przecież stary blues. Autor odkrywa przed odbiorcą wrastanie tego gatunku w kulturę białych[4] – prowadzi go od pieśniarzy z delty Missisipi do dzisiejszych zblazowanych hipsterów, uświadamiając mroczne tego ścieżki.

Niewątpliwie „Białe łzy” to proza wyrafinowana i nie za prosta w odbiorze, choć jednocześnie intrygująca i wciągająca. Choć hipnotyzuje, to wyrywa z nieświadomości.

Ps. W klimat może wprowadzić odpowiednia muzyka – Spotify http://bit.ly/kunzru-spotify.

Tytuł – „Białe łzy”

Autor – Hari Kunzru

Tłumaczenie – Krzysztof Cieślik

Wydawnictwo – WAB

Rok – 2018

    • DLA KOGO – dla wielbicieli literatury, kultury i historii amerykańskiej, dla zgłębiających kwestie współistnienia kultur, ras, tradycji, dla zainteresowanych kwestiami niewolnictwa, rasizmu, dyskryminacji wszelakiej, dla fanów dobrej literatury po prostu
    • PO CO – by poznać, zrozumieć, uświadomić, by zbyt komfortowo nie było
    • MOJA OCENA – 7/6

* Tytuł oryginalny – White Tears, rok pierwszego wydania – 2017 , rok pierwszego wydania polskiego – 2018.


[1] Leszek Bugajski, Białe łzy, czarny ból, opublikowano 11.03.2018, https://www.wprost.pl/tygodnik/10110047/biale-lzy-czarny-bol.html, dostęp 15.11.2018.

[2] Anna S. Dębowska, „Białe łzy”: kolejna świetna powieść o rasizmie w USA. Oraz piękny hołd dla bluesa i kolekcjonerów płyt, opublikowano 27.03.2018, http://wyborcza.pl/7,75517,23173589,biale-lzy-kolejna-swietna-powiesc-o-rasizmie-w-usa-oraz.html, dostęp 15.11.2018.

[3] Juliusz Kurkiewicz, „Białe łzy” Hariego Kunzru, „Tamte dni, tamte noce” André Acimana, „Patrioci” Sany Krasikov, „Legenda o samobójstwie Davida Vanna. Kurkiewicz poleca książki, opublikowano 20.02.2018, http://wyborcza.pl/ksiazki/7,154165,23040913,biale-lzy-hariego-kunzru-tamte-dni-tamte-noce-andre-acimana.htmldostęp 15.11.2018.

„Na pokuszenie” – Thomas Cullinan

„Na pokuszenie” to wciągający thriller psychologiczny wykorzystujący konwencję amerykańskiej powieści gotyckiej.

Rozpisana na osiem głosów opowieść o naturze ludzkiej w ciele kobiety i w ciele mężczyzny, która nie tylko chce przetrwać, ale chce też i wygrać.

XIX wiek. Pensja dla dziewcząt gdzieś w Wirginii. Wojenna zawierucha uniemożliwia zwyczajny byt żyjących tam kobiet – córek i sióstr Konfederatów – uczennic i nauczycielek prowadzących pensję. Żyją w zamknięciu, odcięte nie tylko od tego, co związane z bieżącymi wydarzeniami w kraju, ale i od tego, co życie w innych warunkach by im oferowało. Duszą się na danej im ograniczonej przestrzeni, ale i w swych gorsetach. Kiedy nadarza się okazja, by wyjść poza wyznaczone im granice, nie omieszkają z niej nie skorzystać.

Ranny Irlandczyk w jankeskim mundurze trafia na terytorium wroga – teren przyległy do pensji. Musi zdać się na łaskę i niełaskę egzystujących tam i gotowych na wszystko kobiet.

Pojawienie się nieokrzesanego Jankesa odmienia senną atmosferę pensji i wegetację jej mieszkanek.

Zaczyna się gra… Życie zaczyna tętnić, a lica panien nabierają kolorów. Na jaw wychodzą lęki, tajemnice, pragnienia, namiętności. Zazdrość, zawiść, pożądanie, zemsta, próba przetrwania – natura ludzka w całej okazałości. Początkowo niewinna zabawa szybko staje się niebezpieczna.

Jeden wodzi na pokuszenie drugiego! Kto kogo?

Ps. Na podstawie powieści powstał film w reżyserii Sofii Coppoli pod tym samym tytułem, będący niezwykle zmysłową opowieścią, choć pozbawioną złożoności dzieła Cullinana. Mimo wszystko polecam.

Tytuł – „Na pokuszenie”

Autor – Thomas Cullinan

Tłumaczenie – Anna Owsiak, Jan Wąsiński, Jerzy Wołk-Łaniewski, Aga Zano

Wydawnictwo – Marginesy

Rok – 2017

  • DLA KOGO – dla podglądaczy i amatorów zgłębiania ludzkiej natury, koneserów thillerów psychologicznych i powieści gotyckich, dla fanów literatury i historii amerykańskiej i dobrej literatury w ogóle
  • PO CO – by poznawać
  • MOJA OCENA – 5/6

* Tytuł oryginalny – The Beguiled, rok pierwszego wydania – 1966, rok pierwszego wydania polskiego – 2017.

„Jedyna historia” – Julian Barnes

„Jedyna historia” Juliana Barnesa to opowieść inicjacyjna, opowieść o dojrzewaniu, o miłości, ale tematem jest tu także opowieść sama w sobie, bo to opowieść o opowieści, co okazuje się sednem sprawy.

Pozornie to konwencjonalna, prosta i przewidywalna historia (mimo że to studium wielkiego uczucia, jego narodzin i upadku, mimo że to opowieść z tłem, które odgrywa tu niebagatelną rolę – angielska prowincja w czasach sprzed rewolucji obyczajowej) jakich wiele. Pisarz zajął się tu bowiem kwestią, na temat której można wygłaszać już tylko truizmy, banały, puste frazesy i z nich to zbudował opowieść.

Twórca na tym jednak nie poprzestał. Na szczęście raz po raz puszcza do odbiorcy oko. Fabuła schodzi wówczas na dalszy plan, by zrobić miejsce czemuś zgoła innemu, fundamentalnemu dla literatury.

Bo przecież literatura to „[…] proces budowania wielkich, pięknych, dobrze uporządkowanych kłamstw, które mówią więcej prawdy niż dowolne zestawienie faktów”.

„Jedyna historia” to coś więcej niż konwencjonalne romansidło (podobno najpiękniejsza i najsmutniejsza opowieść miłosna XXI wieku). Jednak znacznie mniej niż po Barnesie można było się spodziewać.

Ps. Polecam kilka cytatów z powieści, one przemówią najlepiej.

Tytuł – „Jedyna historia”

Autor – Julian Barnes

TłumaczenieDominika Lewandowska-Rodak 

Wydawnictwo – Świat Książki

Rok – 2018

  • DLA KOGO – dla koneserów twórczości Juliana Barnesa, dla wielbicieli literatury angielskiej i prozy gatunkowej, dla fanów dobrej literatury w ogóle
  • PO CO – by się zreflektować
  • MOJA OCENA – 4/6

* Tytuł oryginalny – The Only Story, rok pierwszego wydania – 2018, rok pierwszego wydania polskiego – 2018.

„Trylogia nowojorska” – Paul Auster

„Trylogia nowojorska” to trzy historie „Szklane miasto”, „Duchy”, „Zamknięty pokój”  rodem z Kafki i Becketta. Odrębne, choć uzupełniające się i tworzące całość, wykorzystują różne konwencje – thrillera, kryminału, powieści obyczajowej, psychologicznej, szkatułkowej. Szybko jednak zostają odarte ze schematu gatunku. Konwencja okazuje się tu tylko pretekstem do powiedzenia czegoś więcej – do postawienia zasadniczych pytań, dotyczących spraw najistotniejszych, bo egzystencjalnych.

Bohaterom tych opowieści powierzono wykonanie zadania – rozwikłanie zagadki, przeprowadzenie śledztwa – któremu podporządkowują całe swoje dotychczasowe życie. Wykluczają samych siebie z realności, rezygnują z własnego życia, zaczynając żyć życiem innych, zatracając się w dojściu do celu, który, stając się ich obsesją, z każdą chwilą coraz bardziej się rozmywa. Przemierzanie ulic Nowego Jorku, które ma prowadzić do finału, jest raczej błądzeniem po labiryncie bez wyjścia, niż realnym działaniem.

„Trylogia nowojorska” to obsesyjna rzeczywistość, w której niczego nie można być pewnym. To pełen tajemnicy świat przedstawiony, nierealny wręcz, to pozbawione tożsamości postacie, to mroczne tło, przerażające, wrogie, alienujące, wywołujące grozę.

Tytuł – „Trylogia nowojorska”

Autor – Paul Auster

Tłumaczenie – Michał Kłobukowski

Wydawnictwo – Znak

Rok – 2012

    • DLA KOGO – dla koneserów twórczości Paula Austera, dla wielbicieli literatury amerykańskiej, dla koneserów literatury gatunkowej, dla fanów dobrej literatury w ogóle
    • PO CO – by zbyt komfortowo nie było
    • MOJA OCENA – 7/6

* Tytuł oryginalny – The New York Trilogyrok pierwszego wydania – 1985 (City of Glass), 1986 (Ghosts), 1986 (The Locked Room), rok pierwszego wydania polskiego – 1996.

Metażycie i metarefleksja. „4321” – Paul Auster

Tytuł – „4321”

Autor – Paul Auster

Tłumaczenie – Maria Makuch

Wydawnictwo – Znak

Rok – 2018

  • DLA KOGO – dla fanów postmodernistycznych zabaw i literackich łamigłówek, dla tradycjonalistów i dla idących z duchem czasu, dla wielbicieli rozmów istotnych, dla fanów literatury, historii i kultury amerykańskiej, dla koneserów twórczości Paula Austera i dla fanów dobrej literatury po prostu
  • PO CO – by się wyciszyć, zatracić, zastanowić nad istotą ludzkiej egzystencji
  • MOJA OCENA – 7/6

Utwory, które wychodzą spod pióra Paula Austera zawsze odbijają się szerokim echem. Tak też było z ostatnią powieścią brooklyńskiego pisarza, która znalazła się w na krótkiej liście nominowanych do nagrody The Man Booker Prize 2017.

Jednak „4321” odbiega nieco od tego, co autor serwował nam do tej pory. Inna objętość, inna konwencja. Choć jedno się nie zmieniło – istotność podjętego tematu.

Życie zwielokrotnione

To wielkie dzieło (dosłownie, ale jak twierdzą niektórzy też i w przenośni, słowem, opus magnum[1]), w którym autor (klasyk[2]?), przedstawia właściwie symultanicznie cztery losy jednego człowieka uwikłanego w małą historię z historią wielką w tle – alternatywne warianty egzystencji pewnego Żyda o polskich korzeniach mieszkającego w Ameryce, Archibalda (Archiego) Fergusona, urodzonego 3 marca 1947 roku; alternatywne wersje dzieciństwa, młodości i wczesnego wieku męskiego. Zatem cztery opowieści w jednej powieści.

Początek

Punkt wyjścia każdej opowieści jest taki sam – przeszłość, historia przodków, dziadków, rodziców i narodziny samego Fergusona. Wspólny mianownik każdej opowieści stanowi także osobowość głównego bohatera – to ktoś wrażliwy, inteligentny, poszukujący, ciekawy świata, interesujący się sportem (fragmenty ducha sportu oddające, są tu dla mnie nie do zniesienia), polityką, kinem, a przede wszystkim literaturą (ona to stanowi punkt odniesienia i nadrzędny cel – bycie twórcą; fragmenty ducha jej oddające, uzmysławiające, że literatura właśnie stanowi klucz do zrozumienia świata, nadające sens bytowi poszczególnemu, rewelacyjne), któremu przyszło żyć w burzliwych czasach, to ktoś, kto postanowił parać się w przyszłości w taki bądź inny sposób słowem. Poza tym, wszystkie cztery opowieści łączy wiele postaci drugo- i trzecioplanowych, szereg wydarzeń, miejsc i motywów.

Relacje w poszczególnych wersjach bywają jednak różne, różne też są reakcje na zdarzenia, których Ferguson doświadcza, których jest świadkiem, różne także bywają tego wszystkiego konsekwencje. I wtedy, kiedy te różnice zaczynają się ujawniać, drogi Fergusonów rozchodzą się. Każdy idzie w swoją stronę, by wieść odrębną egzystencję.

Przypadek

Wszystko w egzystencji Fergusona (każdego) zależy od tego, jakie podejmie decyzje, jak zareaguje na otaczający świat, jak inni na niego wpłyną, jak rzeczywistość odciśnie się na jego życiu, słowem, od przypadku w myśl nurtujących ludzkość pytań – „Co by było gdyby?”, „Co by było gdyby móc narodzić się jeszcze raz? I jeszcze raz? I jeszcze?”.

Skądś to znamy… Życie Witka Długosza, głównego bohatera filmu Krzysztofa Kieślowskiego „Przypadek”, w chwili dotarcia na dworzec Łódź Fabryczna zaczyna przebiegać w trzech wariantach – to trzy scenariusze życia. Reżyser, niczym Auster w „4321”, analizuje tu rolę przypadku i determinizmu w egzystencji człowieka. I tu i tam kilka osób tworzy jednego bohatera albo jedna osoba żyje w kilku bohaterach.

Tradycja versus nowoczesność

Postmodernistyczna zabawa

Struktura powieści odpowiada czterem wariantom życia bohatera, które przeplatają się w poszczególnych rozdziałach (1.0, 1.1, 1.2, 1.3, 1.4, 2.1, 2.2, 2.3, 2.4, 3.1, 3.2, 3.3, 3.4, 4.1, 4.2, 4.3, 4.4, 5.1, 5.2, 5.3, 5.4, 6.1, 6.2, 6.3, 6.4, 7.1, 7.2, 7.3, 7.4.). Siedem rozdziałów powieści to historia Fergusona, która rozgałęzia się w czterech różnych kierunkach.

Pomysł genialny w swej prostocie okazał się nieco irytujący, gdyż czytelnik zwyczajnie gubi się, tropiąc losy czterech bohaterów (jakie są konsekwencje poszczególnych wydarzeń w każdej z opowieści?, w której wersji Archi woli koszykówkę, a w której baseball, w której jest tłumaczem, a w której pisarzem czy dziennikarzem) i traci cierpliwość! Jeśli jednak uda mu się tę niedogodność przezwyciężyć – np. czytając powieść choćby dwukrotnie (!!!) albo skrupulatnie prowadząc notatki, albo… przymrużając oko (!!!) i płynnie przechodzić do kolejnych akapitów – porwie go narracja, doświadczy spełnienia, a lektura powieści będzie ucztą pierwszej klasy. Będzie ją celebrował, upajając się każdym zdaniem. Zaś z jej końcem zazna tęsknoty, bo oto dobiegł kres przygody z Archibaldem, i pustki, która pozostała po odejściu kogoś bliskiego.

Przyznać należy, że zastosowany zabieg formalny – prosty, choć przysparzający odbiorcom problemów – nie jest sztuką dla sztuki, ma swe uzasadnienie, służy bowiem sprawie nadrzędnej. Tu forma i treść, dwie składowe dzieła literackiego, zazębiają się, by oddać istotę sprawy.

I jeszcze jedno. Powieść można czytać niczym legendarną „Grę w klasy” Julio Cortázara – na dwa sposoby, od pierwszej do ostatniej strony i poznawać każdą wersję życia Fergusona po fragmencie albo kierując się numeracją rozdziałów, przeskakując i poznawać poszczególne wersje życia Archibalda w całości, od początku do końca. Co z tego wyjdzie? Kiedyś sprawdzę.

Bildungsroman, ściślej Künstlerroman i (wielka) powieść amerykańska

„4321” to powieść inicjacyjna, niczym Bildungsroman, powieść o dorastaniu, z historią dwudziestowiecznej Ameryki w tle (także historią literatury i filmu), z wyraźnym zarysowaniem kontekstów politycznych, społecznych, ekonomicznych, zakrawająca na wielką powieść amerykańską (choć to temat na osobną dyskusję, odsyłam do tekstu Grzegorza Jankowiscza[3]). To także Künstlerroman, powieść o dojrzewaniu twórczym, opowieść o dochodzeniu do bycia człowiekiem pióra.

Ponad osiemset stron wypełniają bardzo drobiazgowe relacje z poszczególnych etapów kolejnych wersji życia głównego bohatera – te przełomowe i te, które składają się na jego/ ich codzienność. A wszystko to rozgrywa się na tle wielkiej historii Ameryki (protesty studentów na Columbia University, walki rasowe, wojna w Wietnamie, zabójstwo Johna Kennedy’ego, działalność Martina Luthera Kinga, sprawa Rosenbergów). Chciałoby się jednak, żeby ta historia nie była aż tak bardzo w tle, by miała większy wpływ na przebieg dalszych wydarzeń, by bohater był bardziej zaangażowany, czy nawet uwikłany, by historia i bohater byli z jednego świata.

Powieść totalna

Wszystko czego doświadcza Ferguson (alter ego Austera, który obdarzył bohatera powieści elementami swej rzeczywistej biografii) – życie rodzinne, pochodzenie, miejsce zamieszkania, wzloty, upadki, choroby, śmierć, miłość, seksualność, małżeństwo, szkoła, studia, sport, wojna, polityka, prawa obywatelskie, rasizm, sprawiedliwość, pasja, bunt, przyjaźń, twórczość literacka, reportażowa, przekładowa – wpływa na jego charakter i odbiór rzeczywistości. W ten sposób autor tworzy biografię uniwersalną. Dzięki temu powieść zakrawa na rodzaj powieści totalnej, której celem jest pokazanie egzystencji w pełni, we wszelkich jej przejawach, słowem, kompletnej. Chapeau bas! Udało się to znakomicie.

Niewątpliwie „4321” porusza najważniejsze kwestie naszego bytu. To z jednej strony obraz mechanizmu rządzącego ludzką egzystencją, zależności od przypadku, słowem, nieprzewidywalności losu, z drugiej to biografia totalna, będąca syntezą, która pozwala pojąc fenomen życia. Ot istota. Koronkowa robota, podana z humorem, lekko i przyjemnie. Szkoda, że bez ironii i podejrzliwości, bez wnikania pod podszewkę, gdyż to pozbawiłoby powieść gładkości – słodkiego powierzchniowego lukru, co uwiarygodniłby metażycie i metarefleksję.

* Tytuł oryginalny – 4321, rok pierwszego wydania – 2017, rok pierwszego wydania polskiego – 2018.


[1] Siri Hustvedt.

[2] Krzysztof Varga, „4321”: tej wielkiej powieści nie da się zapomnieć. Paul Auster ostatecznie dołącza nią do panteonu amerykańskich klasyków, opublikowano 02.04.2018, http://wyborcza.pl/7,75517,23218715,4321-tej-wielkiej-powiesci-nie-da-sie-zapomniec-paul-auster.html, dostęp 12.09.2018.

[3] Grzegorz Jankowicz, Amerykański sen o powieści, opublikowano 19.10.2015, https://www.tygodnikpowszechny.pl/amerykanski-sen-o-powiesci-30743, dostęp 12.09.2018.

BIBLIOGRAFIA