„Zanim dopadnie nas czas” – Jennifer Egan

„Zanim dopadnie nas czas” Jennifer Egan, czwarta powieść w dorobku autorki (ostatnio znów dała o sobie znać za sprawą powieści „Manhattan Beach”), która przyczyniła się do nadania jej miana postmodernistki, to niepozorna proza, której wagę odkrywamy dopiero wraz z ostatnim słowem. Jej lektura nie daje radości, przyjemności czy satysfakcji. Raczej męczy, nuży, żeby nie powiedzieć rozczarowuje. Dopiero z końcem lektury albo i jeszcze później do odbiorcy dociera jej ciężar. Wyłania się bowiem sens, który autorka przemyciła pod pozorem niekontrolowanego chaosu. I chwilowo jest lepiej, ale tylko chwilowo, dopóki nie dotrze ukazana „marność nad marnościami”. Okazuje się bowiem, że powieść jest poświęcona kwestiom najistotniejszym, bo egzystencjalnym, które trawią ludzkość od jej zarania. Nic więc dziwnego, że powieść uhonorowana została Pulitzerem (w 2011 roku, w kategorii fikcja literacka).

„Dziwna” powieść

Na powieść składa się trzynaście rozdziałów, które są właściwie osobnymi opowiadaniami. I długo dziwi fakt, że „Zanim dopadnie nas czas” funkcjonuje jako powieść a nie zbiór opowiadań. Bowiem kolejne rozdziały/ opowiadania różni czas i miejsce akcji – od lat sześćdziesiątych w San Francisco, przez afrykańskie safari i podróże po Europie, po niedaleką przyszłość w Nowym Jorku. Mało tego, poszczególne rozdziały/ opowiadania pisane jest w różnej stylistyce (jeden z nich jest nawet prezentacją w PowerPoincie). I pomimo że istnieje sieć powiązań pomiędzy wydarzeniami i bohaterami, to fakt, że rozdziały/ opowiadania różnią się czasem akcji, miejscem, bohaterami, że chronologia pomiędzy nimi jest mocno zaburzona, sprawia, że długo górę bierze niespójność i fragmentaryczność.

Postmodernizm

Poszczególne historie, wątki, biografie (które miały swój początek w pierwszych rozdziałach, są rozwijane i dopełniane w następnych), choć luźno, to są ze sobą jednak powiązane i tworzą w istocie całość. Całość jednak rozsypaną, którą czytelnik podczas procesu lektury musi ułożyć, czy odtworzyć, zrekonstruować. Wówczas dopiero odsłoni ona przed nim swą pełnię.

Na „Zanim dopadnie nas czas” składa się kilka historii życia bohaterów, których losy przecinają się w różnych momentach życia. Te historie monad poszczególnych rozgrywają się na tle przemian zachodzących w świecie, które mają bezpośredni wpływ na ich egzystencje. I szybko okazuje się, że to tło odgrywa istotną rolę w opowieści amerykańskiej autorki.

„Wszystko płynie”

Przedstawiając trzydzieści lat życia bohaterów, Egan opowiada o nieustannej przemianie, która zachodzi, której nikt/ nic nie jest w stanie zatrzymać, o zmianie pokoleń, które dzieli przepaść nie do pokonania, która uniemożliwia zrozumienie i porozumienie, o zmianie cywilizacyjnej także. Słowem, o kolejach losu po prostu.

Muzyka zaś najlepiej obrazuje te zachodzące w świecie przemiany. A przecież bohaterowie Egan żyją głównie muzyką. Bennie Salazar – za młodu basista zespołu „Płonące Wibratory”, później producent muzycznym, założyciel i wieloletni dyrektor wytwórni płytowej „Świńskie Ucho”, Scotty – gitarzysta zespołu „Płonące Wibratory”, utalentowany i niespełniony muzyk, Bosco – podstarzały muzyk rockowy, który lata świetności ma już za sobą, który planuje zakończyć karierę w spektakularny sposób za sprawą trasy koncertowej podczas której miałby popełnić samobójstwo. Losy tyc postaci uzupełnione są szumem płyt analogowych, łomotem amatorskich kapel punkowych i w końcu doskonałymi nośnikami dźwięku.

Pomyślna próba uchwycenia upływającego czasu

„Zanim dopadnie nas czas” to opowieść o procesie jaki zachodzi pomiędzy młodością a dorosłością i starością, pomiędzy młodzieńczym buntem, wiarą w marzenia i ideały a rewizją poglądów, rozczarowaniem, rezygnacją i w końcu akceptacją rzeczywistości.

Egan w swojej powieść uchwyciła chwilę, której doświadczy prędzej czy później każdy z nas, nawet jeśli tego nie chce – kiedy człowiek zatrzyma się w pewnej chwili, by spojrzeć za siebie i zastanowić się co z ideałami, wartościami, marzeniami z przeszłości, z młodości. Chodzi więc o zmianę, która zachodzi w czasie.

Kiedy w środku dnia na chwilę się zatrzymasz, przestaniesz robić cokolwiek – czy słyszysz, jak płynie czas…? Oczywiście, że nie! Myślisz, że warto byłoby coś zmienić, ale nie masz czasu na małe sprawy, a co dopiero na rewolucje w swoim życiu. Dajesz się okradać. Powoli. Ze wszystkiego. Z marzeń, które snujesz coraz ciszej, po kryjomu.

– słowa z okładki tym razem oddają sedno zawartości książki.

Marzenia, młodość, dojrzewanie, przemijanie, starość – to tematy, które tu zostały podjęte. Tematy, które można sprowadzić do wspólnego mianownika – czasu. Czas jest przedmiotem zainteresowania różnej maści badaczy – filozofów, fizyków, geografów, antropologów, językoznawców, kulturoznawców, literaturoznawców. Spędza sen z powiek i zwykłym zjadaczom chleba. Fascynuje, niepokoi, frustruje. Z czasem coraz bardziej.

Autorka pragnęła napisać książkę o upływie czasu, która obejmie swą skalą i swym zakresem i rozmachem opowieść o czasie z cyklu Marcela Prousta „W poszukiwaniu straconego czasu”, ale w skondensowanej formie. Doszła do wniosku, że będzie to możliwe, gdy podzieli czas na fragmenty, pozbędzie się chronologii i zastosuje pauzy. Zaś dramatyczne momenty oddzielone długimi interwałami pozwolą uchwycić upływający czas[1].

Brutalność powieści

I chyba się sprawdziło. Zastosowanie bowiem tej metody zaowocowało brutalną wręcz opowieścią. Powieść uzmysławia bowiem coś, przed czym uciekamy, czego widzieć nie chcemy, przed czym się bronimy, z czym walczymy. Rekonstruując fabułę, wyłania się bowiem opowieść o upadku. O upadku człowieka, który niczym Don Kichot walczący z wiatrakami, ściga się z czasem. Począwszy od jego młodości, poprzez czas dojrzewania, na procesie starzenia skończywszy. Przeszłość bohaterów to idealizm, bunt i bezkompromisowa młodość. Teraźniejszość zaś to cynizm, zgorzknienie i w końcu rezygnacja. A miało być tak pięknie…

Egan podjęła się zadania niezwykle trudnego – próby uchwycenia zjawiska jakim jest upływ czasu, a to udało jej się to znakomicie. Należy jednak mieć na uwadze, że o ile jednak cykl Prousta pozwala delektować się narracją, chłonąć opowieść i wprawia w stan zadumy i melancholii, o tyle powieść Egan irytuje i wpędza w stan beznadziejnego i trudnego do zniesienia przygnębienia.

Tytuł – „Zanim dopadnie nas czas”

Autor – Jennifer Egan

Tłumaczenie – Katarzyna Waller-Pach 

Wydawnictwo – Rebis

Seria – Salamandra

Rok – 2011

  • DLA KOGO – lektura obowiązkowa dla każdego – starego i młodego
  • PO CO – by uświadomić
  • MOJA OCENA – 4/6

*Wszystkie cytaty z dzieła pochodzą z tomu, Zanim dopadnie nas czas, Jennifer Egan, Kraków 2011.

** Tytuł oryginalny – A Visit from the Goon Squad, rok pierwszego wydania – 2010, rok pierwszego wydania polskiego – 2011.


[1] Katarzyna Wężyk, Jennifer Egan, laureatka Pulitzera: Złe sceny erotyczne są tak okropne zazwyczaj dlatego, że nie powinno ich w tym miejscu być [wywiad], opublikowano 16.10.2018, http://wyborcza.pl/ksiazki/7,154165,24041836,jennifer-egan-jesli-nie-polubili-mojej-ksiazki-to-wina.html, dostęp 14.05.2019.