Podsumowanie miesiąca – grudzień 2017

Podsumowanie miesiąca - grudzieńCzas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Przez kolejne grudnie, maje

Człowiek goni jak szalony

A za nami pozostaje

Sto okazji przegapionych

[…]

Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy

Jeszcze któregoś rana odbijemy się od ściany

Jeszcze wiosenne deszcze obudzą ruń zieloną

Jeszcze zimowe śmiecie na ogniskach wiosny spłoną

Jeszcze w zielone gramy, jeszcze wzrok nam się pali

Jeszcze się nam pokłonią ci, co palcem wygrażali

My możemy być w kłopocie, ale na rozpaczy dnie

Jeszcze nie, długo nie

– Wojciech Młynarski Jeszcze w zielone gramy

Grudzień to taki dziwny dla mnie miesiąc! Feeria barw i fajerwerków, radości i śmiechu, wszystko to jednak podszyte jest myślą melancholijną – schyłkowością, świadomością mijającego czasu. Stąd też ten tekst Wojciecha Młynarskiego. Niby niesie nadzieję, niby ją odbiera – jak grudzień!

Grudzień to ostatni miesiąc roku! Z jednej strony żal za czasem, który nie chce się zatrzymać, że coś odchodzi, że coś się kończy, z drugiej zaś radość, bo przecież idzie nowe, pełne niespodzianek, nadziei, obietnic…  Z jednej strony to czas rozliczeń, wyrzutów sumienia, niespełnionych obietnic, niezrealizowanych planów, z drugiej zaś to czas kiedy do człowieka dociera, że już za chwil kilka znów dane mu będzie sięgać nieba – bo idzie nowe, pełne niespodzianek, oczekiwań, nadziei, obietnic, planów, przedsięwzięć, postanowień, pewności, że nadejdzie piękniejsze, bogatsze, istotniejsze, że idzie czas spełnienia.

Książki:

Jaki był grudzień książkowo? Szczególny!

Grudzień to miesiąc jeszcze wciąż należący do Jesiennego Rozkładu Jazdy, który jednak tym razem poszedł zupełnie w niepamięć… Bo potrzeba było czegoś zgoła innego!

A że zaczęła mnie prześladować poezja… Upominać się o swoje miejsce… Uświadomiłam sobie, że ostatnio bardzo rzadko sięgam po lirykę, ten najszlachetniejszy z rodzajów literackich. A przecież były czasy, kiedy poezją się żyło, oddychało! Uznałam więc, ze nadszedł czas na powrót do tego, co wyjątkowo działa na wyobraźnię i wrażliwość.

A że grudzień to miesiąc odmienny od pozostałych, to zachciało mi się lektur takich, które zawładną mną, które zdominują upływający czas, które nie pozwolą o sobie zapomnieć. Zaczęły się więc intensywne poszukiwania… I znalazłam! Emily Dickinson, która jest dobrym duchem Bałwochwalni, która dawno, dawno temu oczarowała mnie, teraz przypomniała o sobie. I tak oto, ta pustelnica z Nowej Anglii, podporządkowała sobie mój czas. W końcu też w pewnym sensie zmaterializowała się w Bałwochwalni. Niespieszna lektura jej poetyckich miniatur poprawia znaczne jakoś bycie w świecie, dlatego pewnie jeszcze na długo ze mną pozostanie.

W Grudniowym Rozkładzie Jazdy była tylko jedna pozycja! Ostatni tom trylogii Margaret Atwood MaddAddam. Przyznam, że czułam przesyt tym cyklem, ale postanowiłam nie dać się i dobrnąć do końca. Dobrze, że to nie tetralogia!

Grudzień to czas wyrzutów sumienia!!! Różnego rodzaju wyrzutów, też lekturowych. Chciało się tyle przeczytać… Nowość goni nowość, a pozycji do nadrobienia z przeszłości tylko przybywa… A mnie naszła chęć na czytanie spontaniczne. Zwykle rzadko pozwalam sobie na nieplanowaną lekturę, bo staram się zawsze mieć plan działania, który jest gruntownie przemyślany i podporządkowany pewnym kwestiom dla mnie istotnym. Zbieg okoliczności sprawił, że „dorwałam” tegoroczną powieść Siri Hustvedt Światło w płomieniach, która trafiła już na listę wyrzutów 2017. Lektura palce lizać. Więcej na jej temat wkrótce w osobnej nocie. Tymczasem, zaufajcie mi 😉 !!! Polecam!!!

Zatem:

  • MaddAddam – Margaret Atwood.
  • Światło w płomieniach – Siri Hustvedt.
  • Wiersze wybrane – Emily Dickinson.

Grudzień był zatem miesiącem niezapomnianych doznań czytelniczych. Literatura znów dostarczyła mi moc zachwytów, doznań estetycznych, intelektualnych, emocjonalnych i to na najwyższym poziomie!

Film:

W grudniu nie zabrakło filmów! Ale głównie takich, które mają swoje źródło w literaturze – biografii twórcy bądź dziele literackim. O ile fabularyzowana biografia Emily Dickinson (Cicha namiętność) i ekranizacje powieści Kazuo Ishiguro niemalże zachwyciły mnie, o tyle ostatnia ekranizacja klasycznej powieści Gustave’a Flauberta o jednej ze słynniejszych bohaterek literatury francuskiej wprawiła mnie wręcz w konsternację – chyba czytałam inną Panią Bovary niż twórcy filmu 😉 . Pozostałe obrazy to nowości – tym razem jednak bez uniesień i zachwytów. Choć francuska komedia nie zawiodła!!!

Zatem:

  • 50 wiosen Aurory – reż. Blandine Lenoir, Francja 2017.
  • Cicha namiętność – reż. Terence Davies, Belgia, Wielka Brytania 2016.
  • Nie opuszczaj mnie – reż. Mark Romanek, USA, Wielka Brytania 2010.
  • Okruchy dnia – reż. James Ivory, USA, Wielka Brytania 1993.
  • Pani Bovary – reż. Sophie Barthes, USA 2014.
  • Wojna płci – reż. Jonathan Dayton, Valerie Faris, USA, Wielka Brytania, 2017.

Puszczam w niepamięci ostatnią filmową wersję Pani Bovary. Pozostałe ekranizacje i fabularyzowana biografia jednej z największych amerykańskich poetek były warte poświęconego im czasu!

Serial:

Był tym razem i serial. Miniserial! Chyba łatwo odgadnąć jaki 😉 !

  • Grace i Grace.

Powieść Margaret Atwood Grace i Grace zachwyciła mnie! Z wielkim więc zaciekawieniem zasiadłam do miniserialu na podstawie tejże powieści. I co? Rewelacja!!!

Muzyka:

Grudzień był iście muzycznym miesiącem! I to nie za sprawą świątecznych przebojów! Brr… Gdzieś już zapowiedziałam, że grudzień będzie pod znakiem uwielbianej przeze mnie brytyjsko-francuskiej artystki – Charlotte Gainsbourg – z racji jej nowej płyty. A że w prezencie otrzymałam jej wcześniejszy krążek to nie miałam już wyjścia 😉 :

  • 5:55 – Charlotte Gainsbourg.
  • Rest – Charlotte Gainsbourg.

To jednak nie wszystko!!! Drugą połowę miesiąca zdominowały inne kobiety – bliźniaczki Diaz (córek Angi Diaza z Buena Vista Social Club) ze swoją eklektyczną muzyką, łączniczki pomiędzy światem swoich praprzodków, sztuką afrokubańską i nowymi bardzo rozległymi rozwiązaniami:

  • Ibeyi – Ibeyi.
  • Ash – Ibeyi.

Muzyka elektryzująca, pobudzająca, wciągająca, hipnotyzująca…

Podsumowując – grudzień roku 2017 był miesiącem bardzo bogatym w piękne i mądre słowa i myśli oraz w dźwięki, w rytm których egzystencja była bogatsza, barwniejsza. Tym razem nie zabrakło też filmów, znalazł się i miniserial, ale wszystkie obrazy były podyktowane światem literatury! Jednak mój grudzień zdominowała muzyka – poczułam się niemal uzależniona od niej!!! Musisz posłuchać!!!

Podsumowanie miesiąca – lipiec 2017

Podsumowanie miesiąca - lipiecCzas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Sierpień rozgościł się na dobre, dzień już znacznie krótszy, ciemność coraz wcześniej nas ogarnia (zauważyliście to?????????????), czas więc najwyższy na podsumowanie lipca, tego zachlapanego jak nigdy miesiąca!!! Deszcz robił sobie przerwy baaardzo krótkie. Trudno było nawet poczuć, że lato nadeszło i brnie… Nie wadziło to jednak oddawaniu się doznaniom estetycznym!!! Wręcz temu sprzyjało.

Wydarzenia:

Wydarzeń miało nie być, ale takie odejścia trzeba odnotować i zapamiętać:

  • Śmierć Julii Hartwig – jednej z ostatnich wielkich!!!
Książki:

Lipcowe plany obejmowały tylko dwie pozycje – powrót do klasyki polskiej i amerykańskiej. Odbyłam więc za sprawą Prusa podróż sentymentalną do Warszawy XIX wieku i na nowo zaznajomiłam się z tamtejszym światkiem, znów pokochałam Wokulskiego i szczerze mu współczułam. Pokochałam też tego łotra Gilberta z powieści Jamesa, a jego Isabel znów stała mi się baaardzo bliska. Lipic to był też czas wczorajszych nowości. Izraelski pisarz Dawid Grosman został laureatem Międzynarodowej Nagrody Bookera 2017 roku za powieść o tytule wiele obiecującym i z powodu tego tytułu sięgnęłam po tę publikację. Zaskoczyła mnie. Wciągnęła. Trzymała w napięciu od ostatnich zdań. No i powieść miesiąca – Wróżba – a może roku? Więcej o niej teraz słów nie będzie, bo wkrótce pojawi się osobna nota na temat tej szczególnej szwedzkiej powieści. A oto lista w kolejności alfabetycznej:

  • Lalka – Bolesław Prus.
  • Portret damy – Henry James.
  • Wchodzi koń do baru – Dawid Grosman.
  • Wróżba – Agneta Pleijel.

Wróżba MUST READ!!!

Serial:

Tak, tak!!! Tym razem nie film, bo filmu ani jednego w lipcu nie obejrzałam (choć już zasiadałam do Deszczowej piosenki, ale wyszło wieczorne słońce, więc szybko zmieniłam plany, by nie straszyć). Dlaczego? Z prostej przyczyny. Tak mnie wciągnął serial, że na żaden film nie miałam już ani czasu 😉 , ani ochoty. Z serialami jestem nieco na bakier, bo zawsze oglądam nie to, co wszyscy inni, a dwa w dodatku dziesięć lat po premierze! Poza tym nienawidzę tego rodzaju rozrywki!!! Bo nic bardziej nie pożera cennego czasu jak właśnie seriale! Przed z końcem zimy skończyłam oglądać ostatni sezon pewnego takiego, który skutki uboczne zaczęłam już odczuwać i postanowiłam, że wraz z nadejściem wiosny nie dam się wciągnąć w nic nowego!! Nawet jeśli starego!! I wiosnę przetrwałam. Nie złamałam się. Niestety, zachlapana letnia aura serialom sprzyjała i poddałam się. Bez reszty utonęłam. Cóż takiego mnie pochłonęło?

  • Downton Abbey

Wszyscy pewno dawno temu widzieli ten serial… No cóż, ja znów ignorantką byłam w tej kwestii i dopiero teraz rozsiadłam się przed ekranem, by dać się uwieść. I rzeczywiście poniosło mnie. W istocie jest to opowieść, która dotyka kwestii uniwersalnych, ale mnie tym razem wyjątkowo nie uniwersalizm pociągał, tylko przemiany, które zaszły w świecie i które w serialu znakomicie pokazano. Opowieść umieszczona jest w konkretnym czasie i konkretnej przestrzeni (arystokratyczna posiadłość na angielskiej prowincji na początku XX wieku) i mamy okazję obserwować jak stary wiktoriański porządek powoli odchodzi w przeszłości, jak zmienia się obyczajowość, mentalność, jak historia wpływa na losy poszczególnych ludzi. A to wszystko wśród wspaniałej scenografii, w pięknych kostiumach, z subtelnym humorem i dystansem. No i do tego barwni bohaterowie – z krwi i kości. Na marginesie dodam, że moja ulubienicą jest seniorka rodu – Violet Crawley, hrabina wdowa Grantham, w której postać wcieliła się Maggie Smith.

Jeśli ktoś serialu Downton Abbey jeszcze nie oglądał, to musi to nadrobić.

Muzyka:

Na lato najlepsza muzyka festiwalowa:

  • PJ Harvey

Daj się porwać tym dźwiękom!!!

Podsumowując – lipiec roku 2017 pozornie był pod psem, ale w istocie był to miesiąc pełen zachwytów, emocji, drgań. Dlatego polecam wszystko co powyżej, ze szczególnym wskazaniem oczywiście na PJ Harvej i Wróżbę, ale do tej powieści jak już wspomniałam jeszcze powrócę w jednej z najbliższych not, bo zasługuje ona na znacznie więcej uwagi.