Więcej niż epopeja. „Genialna przyjaciółka” – Elena Ferrante

Genialna przyjaciółkaTytuł – Genialna przyjaciółka

Autor – Elena Ferrante

Tłumaczenie – Alina Pawłowska-Zampino

Wydawnictwo – Sonia Draga

Rok – 2014

 

Genialna przyjaciółkaTytuł – Historia nowego nazwiska

Autor – Elena Ferrante

Tłumaczenie – Lucyna Rodziewicz-Doktór

Wydawnictwo – Sonia Draga

Rok – 2015

 

Genialna przyjaciółka

Tytuł – Historia ucieczki

Autor – Elena Ferrante

Tłumaczenie – Lucyna Rodziewicz-Doktór

Wydawnictwo – Sonia Draga

Rok – 2016

 

Genialna przyjaciółkaTytuł – Historia zaginionej dziewczynki

Autor – Elena Ferrante

Tłumaczenie – Lucyna Rodziewicz-Doktór

Wydawnictwo – Sonia Draga

Rok – 2016

 

  • DLA KOGO – dla kobiet ciekawych siebie; nie tylko dla kobiet (dowód: zachwyt Marcina Mellera 😉 )
  • PO CO – by poszerzać horyzonty empatii
  • MOJA OCENA – 6/6
Sza…

Cykl powieści Eleny Ferrante, którego całość nosi tytuł Genialna przyjaciółka* (zwany cyklem neapolitańskim, czy tetralogią neapolitańską), składa się z czterech części – tom 1 – Genialna przyjaciółka, tom 2 – Historia nowego nazwiska, tom 3 – Historia ucieczki, tom 4 – Historia zaginionej dziewczynki – i na naszym rynku zaczął pojawiać się od roku 2014. Wiosną zaś 2016 roku dobiegł końca.

Dwie pierwsze części umknęły mi, nie zostały przeze mnie zauważone (jak przez wielu, bo nie dano nam na to szansy). Dopiero, gdy ukazał się tom trzeci, dotarły do mnie na ten temat jakieś wieści. Nie wiedząc na czym polega cykl i sugerując się opinią Justyny Sobolewskiej[1], która jest zdania, że nie trzeba wcale cyklu zaczynać od początku, sięgnęłam od razu po tom jeszcze ciepły, czyli po Historię ucieczki. No i rzeczywiście nie odczułam podczas lektury tego trzeciego tomu dyskomfortu nieznajomości wcześniejszych części. I gdybym moją przygodę z Ferrante na tym zakończyła, nie byłoby sprawy. Ale że powieść Historia ucieczki zaintrygowała mnie na tyle, że chciałam więcej i sięgnęłam po tom pierwszy, to wraz z jego lekturą przekonałam się, że nie podzielam opinii wspomnianej krytyk literackiej.

Kolejne tomy, całość, tylko mnie w tym utwierdziły. Owszem, każda powieść cyklu jest pełna, autonomiczna, skończona, ale tylko razem, tylko w zestawieniu, w ciągu, ujawniają czym są w istocie. Co sprawia, że cykl neapolitański po prostu zachwyca. Osobno są to po prostu dobre powieści, razem ukazują fenomen Ferrante, fenomen tej tetralogii.

Genialna przyjaciółka razy dwa

Więcej niż epopeja

No, dobrze, ale czym w istocie jest ta seria? Najpierw jednak zarys fabuły:

Sześćdziesięcioletnia Elena Greco dowiaduje się, że Lila, jej przyjaciółka z czasów dzieciństwa, zniknęła bez śladu. Elena przypuszcza, że przyjaciółka wprowadziła w życie swoje odwieczne pragnienie zniknięcia ze świata, w którym żyła, usunąwszy przedtem wszelkie ślady swego istnienia. Chcąc znaleźć wytłumaczenie dla tego gestu, Elena postanawia opowiedzieć niezwykłą historię ich przyjaźni. I tu rozpoczyna się podróż w przeszłość, która przeniesie czytelnika w lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku, na przedmieścia Neapolu[2].

Ten krótki cytat niby doskonale mówi o czym jest cykl – epopeją jak nic, a zatem utworem przedstawiającym obraz społeczeństwa w przełomowych momentach historycznych[3].

To wszystko prawda, ale jakby wypowiedziana tylko do połowy, gdyż nie ujawnia tego, co w gruncie rzeczy najistotniejsze. A najistotniejsze według mnie nie tylko w tej serii, ale i najistotniejsze dla mnie w literaturze w ogóle. W tym przypadku w owej „historii ich [kobiet] przyjaźni” skrywa się sedno.

Co mnie w opowieściach najbardziej interesuje? Ludzie! A dokładniej? Relacje międzyludzkie! A jeszcze bardziej ukonkretniając – relacje między kobietami. Nie spodziewałam się, że w tej epopei znajdę tak dokładną, głęboką i fascynującą analizę tego zjawiska. A wszystko to z historią w tle, historią powojennych Włoch, w dekoracjach głównie neapolitańskich. Mnie niczego więcej nie potrzeba, dlatego zachęcam od lektury tej epopei, bo „serce roście”.

Jakby tego było mało, powieści te mówią o czymś jeszcze, co znajduje się w kręgu moich czytelniczych zainteresowań. Opowiadają o tym, jak człowiek staje się pisarzem, a takie kulisy to dla mnie prawdziwe rarytasy (bo jak już przy innej okazji wspomniałam jestem pasożytem 😉 , który tylko czeka na takie smaczki), którymi się delektuję bez opamiętania 😉 .

Ferrantowska powieść

Cykl Genialna przyjaciółka (używam tego tytułu w odniesieniu do całości, a nie do pierwszego tomów) ma charakter nieco autobiograficzny czy quasi-autobigraficzny. Zaciera się tu bowiem granica między autorem a narratorem. Pisany jest w pierwszej osobie, a główna bohaterka – narratorka – ma na imię Elena oczywiście, która na naszych oczach staje się pisarzem. I tu mogę już wspomnieć o porównaniach z Moją walką Karla Ove Knausgårda czy z – co jest największym chyba z możliwych komplementów, największą nobilitacją – W poszukiwaniu straconego czasu Marcela Prousta[4]. To dla niektórych może być dodatkową zachętą, ale należy mieć na uwadze fakt, że ta proza jest na wskroś Ferrantowska. 

Realizm odnowiony

Nastał dla opowieści znów dobry czas (znów, bo przecież tak już kiedyś było), co jest ciekawym zjawiskiem, rzekłabym nawet, że paradoksalnym, bo wydawałoby się, że czasy sprzyjają raczej migawkom, błyskom, fragmentom, skrawkom, a nie narracjom, które ciągną się przez setki stron (cykl Ferrante liczy ponad dwa tysiące), co wymaga samozaparcia, samodyscypliny, zaangażowania i sporego poświęcenia. Widać potrzeba nam jakiejś stałości, punktu constans, zakorzenienia po prostu, pewności, a to wszystko przecież sprowadza się do jednego, do poczucia bezpieczeństwa, którego teraz jest jak na lekarstwo. Tego chyba poszukują i dzisiejsi twórcy, i dzisiejsi książkoholicy, choć podejrzewam, że większość, że każdy, jeśli nawet nie do końca to sobie uświadamia.

I opowieść o dwóch przyjaciółkach, początkowo dziewczynach później kobietach, urodzonych w latach czterdziestych XX wieku, które razem wychowały się na peryferiach Neapolu, jest odpowiedzią na te poszukiwania. Odpowiedzią idealną. Odpowiedzią, która przyczynia się do odnowienia realizmu[5].

Wspólnota korzeni

Wróćmy jednak do fabuły. Nie będę tu rozbijać cyklu na poszczególne powieści – tomy – gdyż dla mnie to po prostu jedna wielka powieść. Zatem… Ferrante snuje opowieść o dwóch genialnych przyjaciółkach, które połączyło dzieciństwo na przedmieściach Neapolu. Z czasem ich drogi się rozeszły, ale przyjaźń wciąż trwała.

Pewnego dnia, ta, która pozostała w Neapolu – Raffaella Cerullo zwana Lilą – w wieku 66 lat zniknęła. Jej syn nie znalazł najdrobniejszego śladu po istnieniu matki. Jakby nigdy nie żyła. Elena (narratorka), poinformowana o tym fakcie, podejrzewając, że przyjaciółka w końcu wcieliła w życie swój plan – nie być, poczuła się sprowokowana do tego, by opowiedzieć o łączących je relacjach.

Rywalizacja

Relacjach jakże szczególnych, niejednoznacznych. I tu zaczyna się ta właściwa i fascynująca opowieść o historii przyjaźni dwóch kobiet, które z jednej strony wszystko łączyło, z drugiej zaś wszystko dzieliło. Pochodzenie, status majątkowy, szkoła, rodzina, ambicje, marzenia – obu jednakowe. Widzenie rzeczywistości, jej percepcja, usposobienie – już zgoła odmienne. 

Elena skrupulatnie, rok po roku, w kronikarski niemalże sposób, przedstawia nam ich dzieje. Po co? Akt ten jest podyktowany tym, co determinowało tę przyjaźń – rywalizacją. Czyje tym razem będzie na wierzchu, kto wygra. Mamy tu opowieść o tym wszystkim, co dzieje się w życiu człowieka w ogóle, a kobiety w szczególności. Zatem zabawy wczesnego dzieciństwa, naukę w szkole, relacje z rówieśnikami, stosunki rodzinne, dojrzewanie, pierwsze miłości, fascynacje, odkrywanie siebie, stawanie się sobą, zyskiwanie tożsamości, małżeństwo, macierzyństwo, rozwój zawodowy. Słowem każdy etap ludzkiej egzystencji. To wszystko w konkretnym czasie i w konkretnej przestrzeni – na tle Włoch drugiej połowy XX wieku, które stale się przeobrażają (z politycznymi rozgrywkami lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, z rewolucją obyczajową, lewicowym terroryzmem, narodzinami ruchu feministycznego).

Cała ta narracja Eleny osnuta jest w gruncie rzeczy na antagonizmie i jednocześnie, paradoksalnie, symbiozie. Bo te dwie kobiety, przez prawie całe swe życie, bo od najmłodszych lat, toczyły ze sobą walkę. Ich relacja to ciągła rywalizacja. Rywalizacja najbliższych przecież sobie osób. Nawet wtedy, gdy już każda poszła w swoją stronę, gdy wydawało się, że są już niezależnymi, dobrze usytuowanym kobietami.

Symbioza idzie w parze z antagonizmem

Ale to nie wszystko, bo też faktem jest, że jedna bez drugiej nie mogła się obejść. Na każdym etapie swojego życia, przy najistotniejszych dla siebie wydarzeniach, najważniejszych chwilach. Były od siebie uzależnione, jedna drugą stymulowała do życia. Potrzebowały siebie nawzajem po to, by móc przetrwać trud codzienności, ale też obecność drugiej, czy to dosłowna czy duchowa, była wręcz nie do zniesienia.

Ich wspólną historię poznajemy z jednego punktu widzenia – z relacji jednej z nich. Dlatego to właśnie ona – Elena – wysuwa się na plan pierwszy. Ona przez to staje się główną bohaterką powieści (mówiąc „powieść”, podkreślam, że mam na myśli cały cykl). To z jej punktu widzenia poznajemy obie przyjaciółki. To sprawia, że opowieść nie jest obiektywna. Okazuje się jednak, że właśnie dzięki temu jest bardziej realna, bo pokazuje w sposób bardziej wiarygodny na czym ta przyjaźń polegała.

Relacja z bycia kobietą

Z opowieści tej wyłaniają się precyzyjne i wnikliwe psychologicznie portrety tych dwóch konkretnych kobiet, a w ogólności kobiety w ogóle. Dopełniają to pozostałe bohaterki, bo powieść Ferrante rozsadzają wręcz kobiety. Za Eleną i Lilą stoi cały ich tłum – różnorodny, barwny, silny, choć niekiedy bezradny (można to potraktować nawet jako osobny temat cyklu). Dlatego ta opowieść o relacji kobiet, a raczej po prostu relacja z bycia kobietą, relacja z tego, co jest istotą kobiety, zyskuje cechy uniwersalności – zatem wartość bezcenną.

Kobiety pochodziły z najbiedniejszej i najgorszej części miasta, ale były zdolnymi, inteligentnymi, ambitnymi i najlepszymi uczennicami w szkole. Były nierozłączne. Tyle że jedna z nich – Lila – była silna, agresywna, dzika, żywiołowa, bezkompromisowa, uparta, pewna siebie, zawsze z podniesioną głową i zawsze pierwsza, Elena zaś, uległa, niepewna, nieco z boku, ze spuszczonym wzrokiem, zawsze krok za Lilą, z obsesją, by nie stać się taką jak matka.

Niejednoznaczna przyjaźń kobiet

Elena podziwiała swą przyjaciółkę, choć podziw ten miał swego wiernego towarzysza – smutek. Bo choć kochała swą towarzyszkę życia, to kierowała nią zawiść, zazdrościła jej pierwszego miejsca, tego jak radzi sobie z innymi, tego że bez wahania przekraczała kolejne wyznaczone przez otoczenie granice, łamała konwenanse, reguły, że zawsze zdobywała to, czego zapragnęła. Uznanie dla Lili wiązało się więc ze smutkiem Eleny, bo była inna – gorsza. Szczerze więc nienawidziła Lili, bo przez nią nie mogła oddychać, żyć po swojemu, wolna i swobodna. Lila zawsze była obecna w życiu Eleny, nawet wtedy, kiedy była odległa fizycznie i często mentalnie. Zawsze jak cień wędrowała za nią i oceniała jej poczynania, jej wybory. Zawsze krytycznie, bez najcichszej pochwały. Stale więc Elena czuła się przez przyjaciółkę upokarzana, przez to gorsza i w ciągłym poczuciu niższości wobec tej, którą podziwiała, której paradoksalnie tak potrzebowała. Dramatycznie wręcz brzmi refleksja Eleny:

Czy zawsze musi robić to co ja, wcześniej i lepiej ode mnie? Zostawiać mnie z tyłu, gdy gonię za nią albo deptać mi po piętach, żeby zaraz potem mnie przeskoczyć? (Genialna przyjaciółka, s. 191)

Przyjaciółki rywalizowały ze sobą na każdym etapie swojego życia – o wszystko. Uogólniając można pokusić się nawet o stwierdzenie, że ich życie podporządkowane było jednemu celowi – pokazaniu, że jest się lepszą od tej drugiej. Rywalizacja determinowała tę ich trudną, osobliwą więź. Ona to tę przyjaźń definiowała.

Stać się kimś

Opowieść o genialnych przyjaciółkach jest też opowieścią o stawaniu się kimś. I Elena, i Lila był nad wyraz ambitnymi dziewczynkami później kobietami. Marzyły, by wyrwać się ze tej tłamszącej je dzielnicy. Obie chciały od życia więcej niż to, co oferowały peryferia Neapolu. Ich działania były tymi pragnieniami podyktowane. Lili nie udało się jednak wyrwać, co wcale nie oznaczało porażki. Stała się kimś cenionym, szanowanym, powszechnie podziwianym, autorytetem dla całej dzielnicy – stała się więc kimś. Elena natomiast została sławną pisarką. Swoją pracowitością, gorliwością, determinacją i ambicją pokonała wszelkie przeciwności, by móc zrealizować nie tylko swoje, ale i przecież Lili marzenia.

Dzięki temu, że narracja należy do Eleny, możemy przekonać się na czym proces stawania się kimś, tu twórcą, polega, jak przebiega i czym w istocie jest. To szereg porażek i stałe upokorzenie, ciągłe poczucie niższości, zmaganie się z otoczeniem i z samym sobą przede wszystkim. W nagrodę zaś można usłyszeć jedynie uwagę matki „nie jesteś taka jak Lila, bierz z niej przykład”.

Neapol

Tetralogia neapolitańska ma jeszcze jednego bohatera. Jest nim Neapol – miejsce przeklęte, znienawidzone, ale i kochane. To w jego dekoracjach, raczej wulgarnych, aroganckich, agresywnych, brudnych, zniszczonych, toczy się życie XX wieku. Ono też determinuje niewątpliwie życie obu kobiet. Lila tkwiła w nim całe życie, Elena szybko, jak tylko nadarzyła się okazja, z niego uciekła, mimo to nie zdołała wyplenić z siebie dzielnicy (jak przyjaciółki nazywały przedmieścia Neapolu – miejsca swego urodzenia, dzieciństw i życia).

I jeszcze jedno. Ta neapolitańska seria paradoksalnie przywraca też, podobnie jak Małe życie, wartość przyjaźni, tu tej szczególnie zdewaluowanej, zdegradowanej do banalnej powierzchowności, odartej współcześnie z tego, co cenne, bo łączącej kobiety. Po tej lekturze, słowo „przyjaciółka” można wypowiadać bez dyskomfortu. Dumnie znów jest być przyjaciółką, dumnie znów jest mieć przyjaciółkę.

Anonimowość twórcy

I na koniec… Tożsamość Eleny Ferrante jest już legendą[6] i nie będę jej tu przywoływać, bo przyznam, że kwestia ta po pierwsze nieco mnie już nudzi (mimo że jestem wścibskim odbiorcą kultury i podglądanie twórców to mój chleb powszedni 😉 ), a dwa wydaje mi się po prostu marginalna. Faktem jest, że nikt nie wie kim Elena Ferrante jest. Autor(ka) neapolitańskiego cyklu wybrał(a) anonimowość. Każe żyć swym powieściom swoim życiem, usuwając się w cień, bo wszystko co miał(a) do powiedzenia, zawarła w Genialnej przyjaciółce. I nie ma ochoty wychodzić na przeciw masowych potrzebom. Nie ma ochoty stać się pożywką dla powierzchowności współczesnej kultury i zgodnie z ideą postmodernistycznych teoretyków wykonał(a) przekorny gest, bo w pewnym sensie uśmiercił(a) autora[7].

Estetyka

Na sam koniec odniosę się do polskiego wydania cyklu, który mnie zachwyca. Lubię książki ładnie wydane, które jednocześnie spełniają moje praktyczne potrzeby. I neapolitańska tetralogia spełnia moje oczekiwania i estetyczne i użyteczne – odpowiedni format, waga, tzw. zintegrowane okładki. Właśnie, okładki. Mówią, że tandetne, jak na romansidła przystało. Nie dla mnie. Dla mnie ich przytłumiona barwa odziera je z kiczowatości, zdradza drugie dno.

A i jeszcze jedno… Nie, już nie będzie ani jednego… Bo tak można w tym przypadku bez końca. Sam(a) sobie przeczytaj  😉 !

Ps. Cytaty, które wkrótce się pojawią zdradzą urok serii.

*Tytuły oryginalne – t. 1 – L’amica geniale, t. 2 – Storia del nouvo cognome, t. 3 – Storia di chi fugge e di chi resta, t. 4 – Storia della bambina perduta, rok pierwszego wydania – t. 1 – 2011, t. 2 – 2011, t. 3 – 2013, t. 4 – 2014, rok pierwszego wydania polskiego – t. 1 – 2014, t. 2 – 2015, t. 3 – 2016, t. 4 – 2016.


[1] Justyna Sobolewska, Moja walka kobiet, „Polityka” 23 lutego 2016, http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/1651488,1,recenzja-ksiazki-elena-ferrante-historia-ucieczki.read, dostęp 16.12.2016.

[2] Oficjalna strona wydawnictwa Sonia Draga, http://www.soniadraga.pl/produkt/2199/genialna-przyjaciolka-pakiet.html, dostęp 16.12.2016.

[3] Hasło, epopejaSłownik terminów literackich, red. Janusz Sławiński, Wrocław 2002.

[4] Juliusz Kurkiewicz, Homer z Neapolu, „Gazeta Wyborcza” 2016, nr 44.

[5] Ibidem.

[6] Włoski dziennikarz ujawnił prawdziwą tożsamość Eleny Ferrante?, opublikowano 3.10.2016, http://booklips.pl/newsy/wloski-dziennikarz-ujawnil-prawdziwa-tozsamosc-eleny-ferrante/, dostęp 16.12.2016.

[7] Kurkiewicz, op. cit.

American dream. „Dziewczyny” – Emma Cline

DziewczynyTytuł – Dziewczyny

Autor – Emma Cline

Tłumaczenie – Alina Siewior-Kuś

Wydawnictwo – Sonia Draga

Rok – 2016

  • DLA KOGO – dla wielbicieli fikcji, która lekko zahacza o fakty, klimatów lat 60. XX wieku i kultury amerykańskiej w ogóle, dla entuzjastów niespiesznych zdań
  • PO CO – by poczuć się tu i teraz, by delektować się chwilą – lekturą
  • MOJA OCENA – 5/6
Pierwsze wrażenie

Powieści Emmy Cline Dziewczyny* minęła się z moimi oczekiwaniami, uznałam nawet, że nie warta jest uwagi i nie zasługuje na notę. Taka decyzja zapadła po sto którejś stronie. A biorąc pod uwagę fakt, że książka ma tylko 360 stron, uznałam, że jest to decyzja ostateczna. Ale z każdym kolejnym akapitem ta decyzja traciła na ostrości. Z końcem lektury zmieniłam zdanie. Doświadczenie to swoiste i choćby z tej przyczyny już warte odnotowania. Ale po kolei…

Dziewczyny i ich ulotność

Książka zwraca na siebie uwagę swą krzykliwą okładką. Każdy rzuci na nią okiem. Do tego ascetyczny tytuł, który w zasadzie niczego nie mówi, ale przez swoją prostotę, takie „po prostu”, zaczyna intrygować. I jeszcze te zapowiedzi wydawnicze… Nic tylko dać się złapać. Czy może raczej nabrać? Moje oczekiwania, za sprawą promocyjnych sugestii, były bardzo konkretne. Co zaowocowało niesmakiem – poczułam się w pewnej chwili po prostu oszukana. W czym rzecz?

Intryguje mnie kultura amerykańska. Skąd się to wzięło? Chyba za sprawą muzyki. Później i literatury. Dziś o amerykańskiej kulturze zwykle mówi się w sposób lekceważący, nieco nawet pogardliwy, jako o tej, która nie niesie ze sobą żadnych wartości, od której wieje pustką, tandetą. Każdy zaś, kto choć trochę zagłębił się w zagadnienie, wie, że nic bardziej błędnego, mylnego. Ta nieoczywistość jest dla mnie też magnesem. I te moje upodobania popchnęły mnie w stronę Dziewczyn.

Symbole Ameryki

Era hippisowska, to okres, który niewątpliwie w sposób znaczący wpłynął na wizerunek kultury amerykańskiej drugiej połowy XX wieku, zaś Charles Manson ze swoją ferajną (sektą zwaną Rodzina) to jeden z jego wręcz symboli. Dlatego powieść, która jest promowana, jako historia zanurzona w tamtym świecie (autorkę, która dorastała w Kalifornii, miejscu grasowania Manson, intrygował tamten czas) musiała przykuć moją uwagę. Przyznam, że dość naiwnie spodziewałam się sfabularyzowanej wersji faktów sprzed dekad, dostałam zaś… Zgoła coś innego. Właśnie ta rozbieżność sprawiła, że powieść zdyskwalifikowałam. Pochopnie zbyt, jak wkrótce się okazało.

Kameralność, intymność, ulotność, uniwersalność

Gdy pogodziłam się z faktem, że nie będą spełnione moje oczekiwania, poddałam się narracji Cline i dalsza lektura pochłonęła mnie zupełnie, będąc już tym, czym tylko może być czytanie – przyjemnością, której z niczym innym nie da się porównać. Po prostu się zapomniałam. Dziewczyny zyskały na „urodzie” tak bardzo, że zmieniły kategorię. Z półki NIE POLECAM przeniosłam książkę na półkę POLECAM.

Co zatem dostałam, jeśli nie fabularną wersję jednego lata z życia członków legendarnej sekty? Coś znacznie bardziej kameralnego, intymnego, ulotnego i uniwersalnego.

Dawno temu powstał film, który z czasem stał się kultowy. Ja jednak obejrzałam go chyba nie w porę, gdyż mnie nie przekonał. Przekonała mnie jednak książka, na podstawie której powstał filmowy obraz. Lektura uzmysłowiła mi czym jest opowieść o pięciu nastoletnich siostrach. Mowa o Przekleństwach niewinności (powieści Jeffreya Eugenidesa i filmie Sofii Coppoli). Książka dopiero sprawiła, że za sprawą słowa (a nie film za sprawą obrazu) weszłam w tamten świat. Wspominam o Przekleństwach, bo powieść ta jest tu jak najbardziej na miejscu. Ten kontekst jest według mnie znacznie bardziej słuszny, uzasadniony, adekwatny, niż ten dotyczący Mansona.

Przekleństwa niewinności[1]

Owszem, czas i miejsce się zgadzają. Mamy tu też bohaterów nieco na modłę słynnej Rodziny (Russell nieco na modłę samego Mansona i Suzanne nieco na modłę Susan Atkins), zamieszkujących upadłe ranczo, którzy pod przywództwem swego guru dokonali rzezi (nieco na modłę tej w domu Romana Polańskiego i jego żony Sharon Tate), wprowadzając w czyn swe „idee”. Jednak czy ta fabularyzowana wersja wydarzeń z końca lat 60. XX wieku jest istotą powieści? Gdy się przekonałam, że nie, poczułam zawód, rozczarowanie. Brnęłam jednak dalej i wkrótce odkryłam co nią jest. Wówczas dopiero odsłoniła się dla mnie wartość opowieści. Faktyczną istotą są tu cienie dojrzewania, właśnie owe „przekleństwa niewinności”.

Poczuliśmy do głębi, jakim więzieniem jest być dziewczyną, kiedy twój umysł jest zarazem aktywny i rozmarzony, lecz mimo to wie, jakie kolory do siebie pasują[2].

Powyższy cytat ze wspomnianego utworu Eugenidesa wydaje się oddawać istotę i atmosferę powieści Cline. Mamy tu portret dziewczyny z okresu dojrzewania, jakże wnikliwy, niejednoznaczny i uniwersalny. To jednak nie wszystko. Mamy tu też ukazany mechanizm działania psychiki nastoletniej dziewczyny, która z każdą chwilą zatraca się coraz bardziej. Mając przy tym świadomość albo raczej podskórnie przeczuwając, że konsekwencje przyjdzie jej ponieść niemałe. Mimo to poddaje się temu. Przypadek tylko sprawił, że nie sięgnęła dna – totalnego wykluczenia i zniewolenia, zatem w gruncie rzeczy tego, przed czym uciekała.

Ból istnienia

Stany Zjednoczonej Ameryki, Kalifornia, koniec lat 60. XX wieku, upalne lato, wolny czas i w tym wszystkim zanurzona nastoletnia niewinna dziewczyna, która nie wie co ze sobą począć. Na nikim jej jakoś szczególnie nie zależy, nikomu też szczególnie nie zależy na niej. Jest sama, nie przynależy. Tu ujawnia się tragizm jej sytuacji – z jednej strony nie chce współbyć z kimś, bo inni nie są warci jej uwagi, z drugiej jednak pragnie przynależeć, by nie być samotna, by z kimś tworzyć jakąś komunię dusz.

Wszyscy wokół żyją swoim życiem – rozwiedzeni rodzice, przyjaciółka, znajomi. Ona zaś za kilka tygodni zostanie wyrwana z tego, czego, choć nienawidzi, to dobrze zna i wrzucona w coś zupełnie jej obcego, być może jeszcze gorszego. Próbuje jakoś to wszystko przetrwać. Wałęsa się więc po mieście, mając nadzieję, że może czegoś się uchwyci… Może coś znajdzie…

I znajduje! O zgrozo! W parku spotyka dziewczynę, jakże inną od tych, które zna – piękną, pewną siebie, swobodną, arogancką, którą otacza aura tajemniczości – i przepada. Główna bohaterka, zbuntowana, wrażliwa, inteligenta, bystra i rozsądna, zafascynowana sposobem życia nowo poznanej, staje się uległa i zależna, bo dzięki temu, może otrzymać to, czego pragnie – poczucie bycia wśród swoich, swobodę, wolność, akceptację, tożsamość i przynależność. Wszystko jednak zmierza w stronę nieuniknionego.

Kalifornijski klimat

W powieść Cline to jednak nie wszystko. Jest tu coś jeszcze, co odgrywa rolę najważniejszą – sposób prowadzenia narracji. Niespieszny, senny, duszny. Dzięki temu opowieść nabiera wagi, znaczenia. Dzięki temu wytworzony został nastrój, który ciąg zdarzeń, fabułę całą spycha do roli tła (choć plan wydarzeń jest bardzo konkretny, to właściwie nic tu się nie dzieje, a może odwrotnie – choć nic tu się nie dzieje, to właściwie plan wydarzeń staje się bardzo konkretny), wydobywając tym samym na powierzchnię istotę powieści – przekleństwa niewinności.

*Tytuł oryginalny – The Girls, rok pierwszego wydania – 2016, rok pierwszego wydania polskiego – 2016.


[1] Jeffrey Eugenides, Przekleństwa niewinności, Kraków 2013.

[2] Ibidem, s. 44.

BIBLIOGRAFIA
  • Bugliosi Vincent, Gentry Curt, Helter Skelter. Sprawa Mansona, Warszawa 1999.
  • Eugenides Jeffrey, Przekleństwa niewinności, Kraków 2013.