Pojedynek kociar z kotojadami. „Ciemno, prawie noc” – Joanna Bator

Tytuł – „Ciemno, prawie noc”

Autor – Joanna Bator

Wydawnictwo – WAB

Seria – Archipelagi

Rok – 2012

  • DLA KOGO – dla miłośników Wałbrzycha, dla koneserów literatury, historii i kultury polskiej, dla odważnych, odpornych i wytrwałych, dla każdego, kto nie jest ignorantem, dla wrażliwych na ludzką krzywdę, dla zadających sobie pytania o współczesność, dla miłośników baśni, legend, powieści inicjacyjnych, dramatów psychologicznych, romansów, kryminałów, thrillerów, powieści gotyckich i horrorów, dla ceniących sobie dobrze skonstruowaną fabułę, dla których styl, język, forma nie są obojętne, dla amatorów zabaw konwencjami, dla miłośników dobrej literatury po prostu
  • PO CO – by się zreflektować, by wytrącić z mentalnego komfortu
  • MOJA OCENA – 6/6

[…] gdy ktoś puka do drzwi, po prostu otwieram, bo złe i tak wejdzie bez pukania. (s. 294)

Każdy twórca przepuszcza rzeczywistość przez filtr swojej wyobraźni i wrażliwości, a efektem tego są dzieła o charakterystycznej estetyce. Efekty te niekiedy zaskakują bardziej, niekiedy mniej. Z jednymi się zgadzamy, z innymi polemizujemy. Jedne wzbudzają podziw i zachwyt, inne oburzają, wywołują konsternacje.

Joanna Bator przepuszczając polską rzeczywistość przez swój filtr, stworzyła dzieło, które wprawia w zdumienie, wywołuje grozę. Sama autorka mówi, że o polskiej rzeczywistości daje się opowiedzieć tylko w konwencji horroru. Naturalnym więc odruchem odbiorcy musi być odrzucenie tej wizji, brak na nią zgody. Po krótkiej jednak refleksji zaczyna zgadzać się z pisarką.

Powieść-worek

„Ciemno, prawie noc” to powieść oscylująca między baśnią, legendą, powieścią inicjacyjną, dramatem psychologicznym, romansem, kryminałem, thriller, powieścią gotycką i horrorem, to powieść mieszająca porządki – realny z nadprzyrodzonym (realizm z oniryzmem), to opowieść o duchach, które ingerują w życie ludzkie, o złu głęboko zakorzenionym, przybierających najrozmaitsze oblicza.

To istny miszmasz. Powieść-worek – jak proponował Witkacy – do którego można wszystko włożyć, co w konsekwencji jest mieszaniną stylów, gatunkowych prawideł i treści, w którym najważniejsze miejsce zajmują tzw. tematy istotne (filozoficzne, społeczne, psychologiczne). Powieść-patchwork stworzony z pstrokatych fragmentów, utartych obrazów, sformułowań, banałów, stereotypów.

Kociary kontra kotojady

Polska. Ziemie odzyskane. Wałbrzych. Dawniej Waldenburg. Miasto „przypominające […] akwarele jakiegoś ponurego artysty, używającego tylko brązu, brudnej bieli i szarości” (s. 118). Najbardziej ponury miesiąc w roku. Kraina z koszmaru sennego, której fundamenty tworzą kości ofiar nazistów i żołnierzy Armii Czerwonej, która skupia jak w soczewce wszystko to, co w człowieku i w świecie najgorsze. Gdzie trwa odwieczna walka dobra ze złem, kotojady (wszelkie objawy zła, które rozprzestrzeniają się w zawrotnym tempie) wiodą prym, a kociary (dobre duchy, które stoją po jasnej strony mocy) wyruszają na ratunek i dzielnie stawiają im czoła.

Alicja z Wałbrzycha

Główna bohaterka powieści, Alicja Tabor, dawniej Wielbłądka, siuśmajtka, niedobitek, dziś Alicja Pancernik, dziennikarka ze stolicy, reporterka od spraw beznadziejnych, perfekcjonistka, której światem były słowa, nie czyny, twarda, osobna, pojedyncza, niezwiązana, zdystansowana, nie wchodząca w bliższe relacje z innymi, która tylko relacjonuje świat zewnętrzny nie interweniując, nie angażując się, będąc tylko pozornie z rzeczywistością w kontakcie, która lubi być trzeźwa, wykąpana i zdolna do długiego biegu, wraca po wielu latach do rodzinnych stron, by zebrać materiał do reportażu na temat dzieci, które giną w niewyjaśnionych okolicznościach. Reportaż jest tu jednak tylko pretekstem.

Alicja znajduje się w kluczowym momencie swego życia. To moment swoistego przejścia, przemiany. Minęło piętnaście lat odkąd na dobre opuściła rodzinne strony (po śmierci ojca). Po studiach we Wrocławiu wyjechała do stolicy, by tam jakoś żyć. To jednak okazało się niemożliwe. Wraca więc do Wałbrzycha, do opuszczonego domu, „by zrozumieć, co się stało” (s. 37), by zmierzyć się ze swoją nie do końca rozpoznaną przeszłością – odkryć ją, by móc ruszyć dalej, zbudować most pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, by przyszłość mogła zaistnieć, by w końcu mogła przestać żyć pozornie, zacząć żyć życiem nieograniczonym.

Zatem do rodzinnego miasta sprowadzają Alicję nie tylko sprawy służbowe, ale także jej własna bolesna i wciąż niejasna przeszłość, spychana w niepamięć (śmierć matki, samobójstwo ukochanej siostry, obsesja ojca na punkcie mitycznego skarbu Zamku Książ). Musi zmierzyć się nie tylko z demonami związanymi z historiami porwanych dzieci, ale i swoimi, prywatnymi. Musi zejść do podziemi. W każdym sensie, dosłownym i metaforycznym.

Alicja w tej króliczej norze, do której wpadła maleje i rośnie, przechodzi na drugą stronę, by w końcu, odmieniona, złapać pion i ruszyć dalej.

Piekło Dantego – „A to Polska właśnie”

Świat przedstawiony – siedlisko wszystkich polskich bolączek i szaleństw – tworzy tragiczna niemiecko-radziecka przeszłość miasta zderzająca się z „szaloną” teraźniejszością, z chorobami trawiącymi współczesną rzeczywistość. Okrucieństwa wojny kładą się cieniem na teraźniejszości, wpływając na losy monad poszczególnych. Z jednej strony mordy nazistowskie i gwałty radzieckich żołnierzy, wygnania, przesiedlenia, wszystko to, co znamy z historii, z drugiej zaś to, co najgorsze i najmroczniejsze tu i teraz, co znamy z autopsji.

Bieda, krzywda, ignorancja, frustracja, gniew, strach, podłość, zawiść, przeświadczenie o własnej wyższości, brak perspektyw, zdawanie się na to, co przyniesie los, niechciane macierzyństwo, niekochane dzieci, zaburzenia psychiczne, wszelkiego rodzaju przemoc, pedofilia, pornografia, wszelkiej maści patologie, deprawacje, dewiacje, upodlenie, wypaczona religia, fanatyzm religijny, pseudokatolicyzm, wszelkie odstępstwa od normy, odmienność, inność, wykluczenie, rasizm, nacjonalizm, brak tolerancji, miłości bliźniego, brak umiejętności słuchania, prowadzenia rozmowy, brak możliwości porozumienia, prostactwo, pieniactwo, bluźnierstwo, wandalizm, zwulgaryzowanie języka, mowa potępienia, pogardy, nienawiści, negacji, głęboko zakorzenione stereotypy, przywary… dość!

Alicja przemierza kolejne kręgi piekła Dantego, odkrywając za każdym razem, że może być jeszcze gorzej. Na zadowalający finał nie ma szansy. Koszmar nie był senny, był rzeczywisty. Ujawnił na szczęście, że zawsze liczyć można na istoty takie jak Dzika Baśka, Agnes Kociałapa, Apolonia Kitti Kitti, Kocińska, Malwa Makota, Markotka, Bakcyjka, Kokota, Ciotka Podkotek, Lidia Kociołek, Agnes Kociałapa, Święta Kocia, Makota, Maria Kocierzyńska, Brygida Kocurkiewicz, Szkotka.

Kunszt autorki

Bator jest doskonałą obserwatorką rzeczywistość, obdarzoną wyostrzonym zmysłem słuchu. Z dużym wyczuciem i znajomością tematu portretuje otaczającą rzeczywistość, nasze tu i teraz i nadaje mu uniwersalny wymiar.

Faktem jest, że autorka przepuszczając rzeczywistość przez filtr swojej wyobraźni i wrażliwość powołała do życia dzieło, które opowiada świat, napawający grozą, w który z jednej strony nie możemy uwierzyć, z drugiej zaś dobrze wiemy, że jest, dzieje się tu, w realności naszej, a nie gdzieś na peryferiach ludzkiej wyobraźni.

Język

Symbolicznym tego wszystkiego wyrazem wydaje się język, który okazuje się tu dodatkowym bohaterem powieści. Autorka idealnie oddaje styl wypowiedzi poszczególnych osób (na forach internetowych, w radiu, w taksówce, w pociągu, na klatce schodowej) pełen błędów, wyrazów-tworów, wulgaryzmów, bólu, rozpaczy, gniewu, frustracji, nienawiści. I to tu, w języku, dzieje się najwięcej. On oddaje najlepiej to, co w powieści najważniejsze.

Lektura powieści wiele wymaga od odbiorcy w sensie emocjonalnym. Jest bowiem niezwykle intensywna, naładowana, gęsta. Fizycznie trudno przebrnąć przez kolejne rozdziały, odsłaniające kolejne kręgi piekła. Jednocześnie trudno oderwać się od lektury, bo „Ciemno, prawie noc” jest świetnie opowiedzianą historią, w której autorka mieszając liczne konwencje i umiejętnie zacierając granice między tym, co dzieje się naprawdę a snem, majakiem, wytworem wyobraźni, halucynacją, między porządkiem realistycznym i fantastycznym (realizm i oniryzm bytują na tych samych prawach) rozpoznaje i portretuje rzeczywistość, by potrząsnąć odbiorcą, by się ocknął, przebudził, zreflektował.

[…] matka boska kura nioska co ma skrzydła dwa pod skrzydłami pod kołdrami niech pochowa nas […]. (s. 15)

*Wszystkie cytaty z dzieła pochodzą z tomu, Ciemno, prawie noc, Joanna Bator, Warszawa 2012.

** Rok pierwszego wydania – 2012.


BIBLIOGRAFIA

Podsumowanie sezonu – zima 2018/2019 – rekomendacje czytelnicze

Czas najwyższy na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie sezonu!!!

W Bałwochwalnii do tej pory nie było podsumowań tego typu… Zarzucając praktykę podsumowań miesięcznych, postanowiłam wprowadzić sezonowe podsumowania czytelnicze, które w istocie będą rodzajem czytelniczych rekomendacji.

Zima 2018/2019

Zimą przeczytałam to i owo. Coś nowego, coś starego. Coś pierwszy raz, coś kolejny… Sezon był rewelacyjny, zbiory estetyczne i intelektualne obfite.

Bałwochwalcom literatury polecam to, co najlepsze!

Z przeszłości niedawnej

Berta Isla – Javier Marías – powieść będąca połączeniem prozy gatunkowej (szpiegowskiej, ale na opak i psychologiczno-obyczajowej) z literaturą najwyższej próby, z licznymi odniesieniami do literatury światowej, które pomagają bohaterom zmierzyć się ze swoją sytuacją, zanalizować i pojąć rzeczywistość.

Poznali się jeszcze w szkole. Nie był to wybuch miłości, nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Dwójka pięknych, inteligentnych i pewnych siebie młodych ludzi racjonalnie podchodziła do kwestii życiowych. Po rozpatrzeniu wszelkich za i przeciw doszli do wniosku, że są dla siebie stworzeni. Pewnego dnia wyszło jednak na jaw, że nic nie jest takie, jak się wydawało… Niemożliwe stało się możliwe. Nieprawdopodobne stało się prawdopodobne.

To opowieść, która uzmysławia, że wiedziemy egzystencję pascalowskiej trzciny myślącej, co czyni z nas bohaterów na miarę tych mitologicznych – mamy bowiem świadomość nie tylko beznadziejności sytuacji, ale i niemocy, braku możliwości, by ten stan rzeczy zmienić.

Lucinella – Lore Segal – pozornie klasyczna satyra na środowisko literackie – zamkniętą społeczność poetów, krytyków i wydawców, którzy walczą ze swoimi demonami. Czym jednak dalej, tym większe cudza się dzieją. Konwencjonalna narracja przeobraża się z każdym kolejnym akapitem w jeden wielki eksperyment literacki – z czasem i językiem.

Siłą napędową jest główna bohaterka, postać tytułowa i jednocześnie narratorka opowieści – młoda poetka, „dwudziestoparolatka dobiegająca czterdziestki”, która niekiedy występuje dodatkowo w dwóch osobach – jako Lucinella młodsza i Lucinella starsza, która bywa, obraca się wśród odpowiedniego towarzystwa, a przede wszystkim zmaga z zewnętrznym chaosem i niemocą twórczą.

Błyskotliwa i pełna humoru opowieść o procesie twórczym i formach istnienia literatury, którą rozsadzają cytaty, kryptocytaty, aluzje i nawiązania literackie. Lekkość (nie mylić z beztroską), szybkość, dokładność, przejrzystość, wielorakość, zwartość. Zabawa w najczystszej postaci. Dla wytrwałych!

Ostępy nocy – Djuna Barnes – „meandryczne wielosłowie”, które wzbudza zachwyt i wprawia w konsternację, pojawiającym się nachalnie pytaniem „Cóż to takiego?”.

Klasyczny dramat, opowieść z kluczem, arcydzieło prozy modernistycznej, prekursorskie dzieło queer, klasyka literatury lesbijskiej, świadectwo epoki w jednym.

Osoby tego dramatu, bohaterowie tej opowieści – indywidua, osobowości ekscentryczne o tożsamościach przez siebie wybranych, w relacjach niejednoznacznych, istniejących poza nawiasem – zmagają się ze swoją codziennością, przez którą cierpią rozkoszne katusze, która nie pozwala im oddychać pełną piersią.

Szczątkowa jest jednak fabuła, gdyż cały spektakl odbywa się w języku, który jest tu „gęsty i nieprzejrzysty, bogaty leksykalnie i kapryśny składniowo, pełen kalamburów, obsesyjnie wielogłosowy, perfidnie wyrafinowany, niekiedy hipnotyczny i transowy”. W istocie to „stylistyczny eksperyment i bezkompromisowe, skrajnie indywidualistyczne podejście do materii języka”.

Proza gęsta, intensywna, ciężka, ekstrawagancka, pretensjonalna, nieznośna. Nie lada wyzwanie! Dla wytrwałych!

Z przeszłości nieco dalszej

Ciemno, prawie noc – Joanna Bator – istny miszmasz; powieść oscylująca między baśnią, legendą, dramatem psychologicznym, kryminałem, thriller i horrorem, powieść mieszająca porządki – realny z nadprzyrodzonym (realizm z oniryzmem), opowieść o duchach, które ingerują w życie ludzkie, o złu głęboko zakorzenionym, przybierających najrozmaitsze oblicza.

Polska. Ziemie odzyskane. Wałbrzych. Najbardziej ponury miesiąc w roku. Kraina z koszmaru sennego, której fundamenty tworzą kości ofiar nazistów i żołnierz Armii Czerwonej, która skupia jak w soczewce wszystko to, co w człowieku i w świecie najgorsze. Gdzie dobro walczy ze złem, kotojady wiodą prym, a kociary dzielnie stawiają im czoła.

Dziennikarka ze stolicy, wraca po wielu latach do rodzinnych stron, by zebrać materiał do reportażu na temat dzieci, które giną w niewyjaśnionych okolicznościach. Podświadomie wie, że reportaż jest tylko pretekstem. W istocie wraca, by zmierzyć się ze swoją przeszłością – odkryć ją, by móc ruszyć dalej, zbudować most pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, by przyszłość mogła zaistnieć.

Wałbrzych jest tu niczym królicza nora, do której wpada Alicja, niczym kolejne kręgi piekła Dantego, które Alicja przemierza, odkrywając, że może być jeszcze gorzej.

Z przeszłości dalekiej

Pogarda – Alberto Moravia – studium psychologiczne, które obnaża dramat człowieka, jego wewnętrzną pustkę, niepokój, samotność; pokazuje egzystencję w świecie, w którym dominuje pieniądz, w którym brak głębokich uczuć, gdzie stosunki międzyludzkie są nieautentyczne, a komunikacja z drugim człowiekiem okazuje się niemożliwa, gdyż język zamiast prowadzić do rozwiązania konfliktu, zaciemnia tylko obraz sprawy.

On, oddany mąż, wrażliwy artysta, intelektualista egzystujący w świecie wyższych wartości. Ona, oddana żona, stenotypistka twardo stąpająca po ziemi. Żyją szczęśliwie, choć skromnie w wynajmowanym pokoju.

Pewnego dnia on otrzymuje intratną propozycję, która jest sprzeczna z jego ambicjami. Mimo to podejmuje się komercyjnego zadania, gdyż zdaje sobie sprawę, że dzięki temu będzie mógł spełnić marzenia żony i zapewnić jej poziom życia jakiego nigdy nie zaznała.

Niestety, wraz z poprawą statusu materialnego małżonków nadchodzi kryzys małżeński.

Ta psychologiczno-obyczajowa powieść w istocie jest rozpisanym na kilka osób, wyrwanym z szerszego kontekstu, w którym tło ograniczono do niezbędnego minimum, kameralnym dramatem w dwóch aktach.

Powieść wydaje się na wskroś realistyczna, ale nie chodzi tu o odwzorowanie świata. Chodzi o coś znacznie istotniejszego – o tworzenie egzystencjalnych modeli, paradygmatów zachowań.

Szklany klosz – Sylvia Plath – powieść mająca znamiona prozy autobiograficznej, powieść formacyjna, powieść-manifest feministyczny, w którym wyartykułowano sprzeciw wobec tradycyjnych ról kobiecych, opowieść o samotności, wykluczeniu, odrzuceniu przez społeczeństwo, gdyż nie jest się w stanie dostroić do ogólnie przyjętych norm, zasad, że nie ma w społeczeństwie miejsca dla jednostek, które nie mieszczą się w obowiązującym schemacie, studium depresji, opowieść o chorobie psychicznej, która wyklucza i stygmatyzuje.

Ameryka, początek lat pięćdziesiątych. Zdolna i ambitna dziewiętnastoletnia studentka z prowincji, tuż przed przekroczeniem progu dorosłości, złapała Pana Boga za nogi – wygrała miesięczny staż w ekskluzywnym nowojorskim magazynie dla kobiet. Jednak skonfrontowanie rzeczywistości z planami i marzeniami rozczarowało ją. Uzmysłowiło, że nie ma wpływu na swój los, że nie jest w stanie sprostać wyzwaniom rzeczywistości owego czasu, że dla takich jak ona, nie ma miejsca realnym w świecie.

Proza poruszająca wiele istotnych kwestii, które nie straciły na znaczeniu, które dziś także budzą niepokój, które wciąż napierają i nie tracą nic ze swego impetu.

Powieść naznaczona biografią autora, która mimo to jest autonomicznym dziełem, które stanowi wartość samą w sobie, które i bez kontekstu biograficznego okazuje się istotne.

„Pogarda” – Alberto Moravia

„Pogarda” Alberto Moravii – włoskiego prozaika, eseisty, dziennikarza, którego debiut literacki („Obojętni”) uchodzi za najgłośniejszy debiut w dziejach dwudziestowiecznej włoskiej literatury i za prekursorskie dzieło egzystencjalizmu – choć jest z roku 1954, to dotyka spraw, które i dziś spędzają sen z powiek co wrażliwszym duszom.

Lektura powieść obnaża z jednej strony jej anachroniczność, dekoracje bowiem nieco się zestarzały, co jednak nadaje jej retro sznytu, z drugiej zaś aktualność, która sprawia, że obcowanie z prozą Moravii ma poza szczególnym urokiem także ciężar, który nie pozostawia odbiorców obojętnymi.

Sztuka w dwóch aktach

„Pogarda” to powieść psychologiczno-obyczajowa, ale w istocie to rozpisany na kilka osób (właściwie na dwie, pozostałe można potraktować jako głosy zza), wyrwany z szerszego kontekstu, w którym tło ograniczono do niezbędnego minimum, kameralny dramat w dwóch aktach.

Głównym bohaterem powieści i jednocześnie jej narratorem jest Riccardo Molteni, młody, bez grosza przy duszy, krytyk teatralny. Egzystuje on u boku żony, będąc wiernym swym ideałom i marząc o karierze dramaturga.

Riccardo wraz z Emilią są małżeństwem od dwóch lat. Żyją szczęśliwie, choć skromnie w wynajmowanym pokoju. On, oddany mąż, wrażliwy artysta, intelektualista egzystujący w świecie wyższych wartości. Ona, oddana żona, stenotypistka twardo stąpająca po ziemi.

Pewnego dnia Riccardo otrzymuje intratną propozycję od wpływowego producenta filmowego – napisania scenariusza do jego najnowszego projektu. Propozycja jest sprzeczna z ambicjami młodego twórcy, który uważa, że racją i celem pracy scenarzysty są pieniądze, których kultu on nie wyznaje. Mimo to Riccardo podejmuje się tego komercyjnego zadania, gdyż zdaje sobie sprawę, że dzięki temu będzie mógł spełnić marzenia żony i zapewnić jej poziom życia jakiego nigdy nie zaznała.

Pogarda

Niestety, wraz z poprawą statusu materialnego małżonków nadchodzi kryzys małżeński. Riccardo zauważa, że Emilia, nieoczekiwanie, zaczyna coraz bardziej oddalać się od niego. Z czasem niechęć i narastająca wrogość przeradzają się tytułową pogardę…

Dlaczego?

Całość jest retrospekcją, rodzajem spowiedzi, relacją z dochodzenia do prawdy, monologiem wewnętrznym mężczyzny, który roztrząsa swój dramat. Próbuje on z perspektywy czasu dociec przyczyn i zrozumieć powody klęski swego małżeństwa – utraty miłości. Pogarda żony pozbawia go bowiem wszelkiego sensu. Analizuje więc, szuka przyczyn, próbuje zrozumieć, wyciągnąć wnioski, powziąć pewne decyzje. Targają nim sprzeczne emocje. Nęka żonę, która nie daje mu konkretnych, zadowalających odpowiedzi. Każda próba rozmowy przynosi mu tylko rozczarowanie i rozgoryczenie. Jeden z głosów zza (reżyser, z którym ma współpracować) podsuwa mu psychoanalityczną interpretację relacji Odyseusza i Penelopy, która choć niejako wszystko wyjaśnia, to niczego nie rozwiązuje. Wszystko na próżno, stało się…

Dramat monady poszczególnej

W tym studium psychologicznym autor obnaża dramat człowieka. Jego wewnętrzną pustkę, egzystencjalny niepokój, cierpienie, samotność, bierność, brak możliwości porozumienia. Pokazuje egzystencję w świecie, w którym dominuje pieniądz, w którym brak głębokich uczuć, gdzie stosunki międzyludzkie są nieautentyczne, a komunikacja z drugim człowiekiem okazuje się niemożliwa, gdyż język zamiast prowadzić do rozwiązania konfliktu, zaciemnia tylko obraz sprawy[1]. Czy nie brzmi to znajomo?

Na dziś

Twórczość Moravii to realistyczna proza psychologiczna, wyrastająca z powieści XIX wieku (linearna akcja, tradycyjna budowa, realistyczne opisy, rzeczowy język), „oparta na marksistowskiej krytyce kapitalizmu i freudowskiej interpretacji związków międzyludzkich”[2]. Faktem jednak jest, że tematy, które włoski prozaik podejmował – z jednej strony niedający satysfakcji przesyt, z drugiej ciągłe nienasycenie, poczucie braku, pustki, niespełnienia i nieprzystosowania, kryzys wszelkich wartości, kult pieniądza, rozpad relacji międzyludzkich, alienacja jednostki, samotność – i dziś wydają się nie tylko aktualne, ale i istotne[3].

Istota

Powieść wydaje się na wskroś realistyczna, ale zgodzić się trzeba z Anną Wasilewską, że nie chodzi tu o odwzorowanie świata. Chodzi o coś znacznie istotniejszego – o tworzenie egzystencjalnych modeli, paradygmatów zachowań[4].

Ps. Wiele utworów Moravii doczekało się ekranizacji. Na warsztat twórczość tę brali najwięksi – Bernard Bertolucci i Jean-Luc Godard. Ten ostatni w roku 1963 przeniósł na ekran „Pogardę” z Brigitte Bardot w jednej z głównych ról.

Tytuł – „Pogarda”

Autor – Alberto Moravia

Tłumaczenie – Zofia Ernstowa

Wydawnictwo – WAB

Seria – Nowy Kanon

Rok – 2014

  • DLA KOGO – dla wielbicieli literatury tropiącej meandry ludzkiej psychiki, dla tych, których nurtują odwieczne pytania istotne
  • PO CO – by poczuć ciężar egzystencji człowieka we wrogiej mu rzeczywistości
  • MOJA OCENA – 6/6

* Tytuł oryginalny – Il disprezzo, rok pierwszego wydania – 1954, rok pierwszego wydania polskiego – 1961.


[1] Anna Wasilewska, Przedmowa. Życie jako gra, w, Alberto Moravia, Pogarda, Warszawa, 2014.

[2] Piotr Kofta, Czarna energia i żądza pieniądza. „Pogarda” i „Konformista” Alberto Moravii, opublikowano 29.02.2014, https://kultura.gazetaprawna.pl/artykuly/850392,czarna-energia-i-zadza-pieniadza-pogarda-i-konformista-alberto-moravii.html, dostęp 27.02.2019.

[3] Ibidem.

[4] Wasilewska, op. cit.

„Białe łzy” – Hari Kunzru

Hari Kunzru – brytyjski pisarz pochodzenia angielsko-hinduskiego, obecnie mieszkający w USA, mąż pochodzącej z Japonii amerykańskiej pisarki – Katie Kitamury, były dziennikarz muzyczny – popełnił książkę o bluesie. Nie byłby jednak sobą, gdyby bluesa potraktował tylko jako zjawisko muzyczne. Pisarz jest bowiem szczególnie zainteresowany kwestiami współistnienia kultur, ras, tradycji i z nich to czyni główny temat swego pisarstwa. Tak też jest i w wypadku „Białych łez”. Blues został więc tu potraktowany znaczniej szerzej, jako zjawisko społeczne, w którym zawarta jest istota Ameryki – amerykańskiej tożsamości i jednego z najważniejszych amerykańskich problemów – rasizmu[1].

Wielowarstwowa opowieść

Główny temat powieści – niechlubna przeszłość Ameryki, która kładzie się cieniem na teraźniejszości – eksplorowany był już na wiele różnych sposobów, jednak ten, którym autor tu się posłużył, sprawił że „Białe łzy” odsłaniają przed odbiorcą obrazy, których istnienia do tej pory nie był świadomy.

Kunzru podszedł do tej trudnej kwestii od niecodziennej strony, od muzyki bowiem, od strony bluesa właśnie – muzyki niewolników, głosu ludzi uciskanych i wykluczonych – co zaowocowało powieścią wyrafinowaną, osobliwą, która uderza w struny delikatnie, ale niezwykle celnie i dotkliwie.

To jednak nie wszystko. Mamy bowiem do czynienia z powieścią wielowarstwową, której sensy odsłaniają się niespiesznie. „Białe łzy” są również opowieścią o młodości, pasji i przyjaźni. Jakby tego było mało, są także opowieścią uniwersalną, choć zakorzenioną w konkretnym czasie i konkretnej przestrzeni.

Hipnotyzujący początek

Choć zaczyna się niewinnie i lekko – zwariowana opowieść o młodości, przyjaźni, pasji, muzyce i Nowym Jorku – to jest to powieść ciężkiego kalibru.

To historia przyjaźni dwóch młodych zwariowanych na punkcie muzyki chłopaków, których dzieli to, co mogłoby przyjaźń uniemożliwić – status majątkowy i usposobienie. Pierwszy, ubogi i wycofany, półsierota, zafascynowany rejestrowaniem dźwięków ulicy, drugi, dusza towarzystwa z bogatej i wpływowej rodziny, która swą pozycję osiągnęła nie do końca szlachetnymi poczynaniami, kolekcjoner płyt, fan dawnej czarnej muzyki. Łączy ich jednak coś, co znosi wszelkie podziały, nierówności, granice – muzyka. Zakładają więc studio muzyczne – swoiste laboratorium, w którym eksperymenty z nagraniami, sprzętem, brzmieniem, głosem nie mają granic – które staje się ich sposobem na życie. Carter i Seth szybko okazują się producentami z perspektywą osiągnięcia niemałego sukcesu.

Gorzki wygłup

Pewnego dnia Seth przypadkowo rejestruje na słynnym nowojorskim Placu Waszyngtona mężczyznę śpiewającego bluesowy kawałek, który zachwyca Cartera. Po technicznej obróbce, nadającej utworowi brzmienie z początku XX wieku, przyjaciele wrzucają kawałek do sieci pod wymyślonym nazwiskiem wykonawcy – Charlie Shaw. Wkrótce dociera do nich wiadomość, że pewien człowiek o takim właśnie nazwisku nagrał tę piosenkę kilka dekad wcześniej, po czym zginął w niewyjaśnionych okolicznościach.

To punkt zwrotny opowieści. Ciąg dalszy wydarzeń jest niespodziewany. Zmienia życie obu bohaterów i odsłania rzeczy, których odbiorca się nie spodziewał.

Ów punkt zwrotny jest miejscem, w którym powieść zmienia swe oblicze. Do tej pory to opowieść o sile pasji, która jest ponad wszystko, o sile marzeń, które są w stanie pokonać wszelkie trudności i odmienić oblicze świata, o muzyce, która umożliwia oddychać, która nadaje egzystencji kolorytu, o przyjaźni, która może znieść wszelkie różnice, podziały, o młodości, dla której nie ma niemożliwego. Do tej pory to niespieszna, hipnotyczna, wręcz psychodeliczna opowieść, w której można się zatracić. Dość hermetyczna, ale i fascynująca. Będąca jednocześnie tylko rodzajem preludium, które nieco usypia czujność odbiorcy, by w kluczowym momencie, niespodziewanie, wyrwać go z błogiego niemalże stanu i ogłuszyć.

Przebudzenie

Tu narracja skręca w stronę kryminału, potem thrillera, z typowo amerykańskim krwawym morderstwem w motelu, a wreszcie horroru. Białe łzy” stają się powieścią z duchami[2].

Jest jak

[…] rozpędzony rollercoaster skręcający w nieprzewidywalnych kierunkach: zaczyna się jak powieść o wchodzeniu w dorosłość, przeradza się w thriller, a potem w podwójną, oniryczną powieść drogi[3].

Od tej pory „Białe zęby” to zupełnie inna opowieść. Pozbawiona już niewinności, lekkości. Od tej pory to okrutna opowieść o Ameryce, którą dziś mylnie utożsamia się, powierzchownie, z krajem spełnionych snów, wolności i dobrobytu. A wystarczy tylko uważniej się przyjrzeć, wystarczy tylko chcieć zobaczyć więcej.

Światy choć odległe, to tylko pozornie odmienne

Opowieść o przeszłości jest nieco oniryczna (co przywodzi na myśl słynną już „Kolej podziemną” Colsona Whiteheada, choć tu efekt jest znacznie bardziej przekonujący), która jednak pozostawiła zupełnie realny ślad w teraźniejszości. Przenikają się tu różne porządki. Przeszłość i teraźniejszość splatają się ze sobą i granice pomiędzy nimi przestają istnieć. Uświadamia to, że dzisiejsza codzienność nie jest oderwana od tego, co było, że jest zbudowana na przeszłości, trudnej, bezwzględnej i wstydliwej, która nie pozwala o sobie zapomnieć – demony z minionych dekad wciąż się ujawniają. Oczom odbiorcy ukazują się światy choć odległe, to tylko pozornie odmienne. Bo to wciąż ta sama rzeczywistość, łaskawa tylko dla wybranych, w której wciąż żyją uciskający i uciskani, a pomiędzy nimi  istnieje przepaść nie do pokonania.

Blues wczoraj i dziś

Najlepszym tego wyrazem, symbolicznym, jest muzyka – współczesna, której fundamentem jest przecież stary blues. Autor odkrywa przed odbiorcą wrastanie tego gatunku w kulturę białych[4] – prowadzi go od pieśniarzy z delty Missisipi do dzisiejszych zblazowanych hipsterów, uświadamiając mroczne tego ścieżki.

Niewątpliwie „Białe łzy” to proza wyrafinowana i nie za prosta w odbiorze, choć jednocześnie intrygująca i wciągająca. Choć hipnotyzuje, to wyrywa z nieświadomości.

Ps. W klimat może wprowadzić odpowiednia muzyka – Spotify http://bit.ly/kunzru-spotify.

Tytuł – „Białe łzy”

Autor – Hari Kunzru

Tłumaczenie – Krzysztof Cieślik

Wydawnictwo – WAB

Rok – 2018

    • DLA KOGO – dla wielbicieli literatury, kultury i historii amerykańskiej, dla zgłębiających kwestie współistnienia kultur, ras, tradycji, dla zainteresowanych kwestiami niewolnictwa, rasizmu, dyskryminacji wszelakiej, dla fanów dobrej literatury po prostu
    • PO CO – by poznać, zrozumieć, uświadomić, by zbyt komfortowo nie było
    • MOJA OCENA – 7/6

* Tytuł oryginalny – White Tears, rok pierwszego wydania – 2017 , rok pierwszego wydania polskiego – 2018.


[1] Leszek Bugajski, Białe łzy, czarny ból, opublikowano 11.03.2018, https://www.wprost.pl/tygodnik/10110047/biale-lzy-czarny-bol.html, dostęp 15.11.2018.

[2] Anna S. Dębowska, „Białe łzy”: kolejna świetna powieść o rasizmie w USA. Oraz piękny hołd dla bluesa i kolekcjonerów płyt, opublikowano 27.03.2018, http://wyborcza.pl/7,75517,23173589,biale-lzy-kolejna-swietna-powiesc-o-rasizmie-w-usa-oraz.html, dostęp 15.11.2018.

[3] Juliusz Kurkiewicz, „Białe łzy” Hariego Kunzru, „Tamte dni, tamte noce” André Acimana, „Patrioci” Sany Krasikov, „Legenda o samobójstwie Davida Vanna. Kurkiewicz poleca książki, opublikowano 20.02.2018, http://wyborcza.pl/ksiazki/7,154165,23040913,biale-lzy-hariego-kunzru-tamte-dni-tamte-noce-andre-acimana.htmldostęp 15.11.2018.

Pożałowania godne. „Amatorki” – Elfriede Jeliniek

Tytuł – „Amatorki”

Autor – Elfriede Jelinek

Tłumaczenie – Anna Majkiewicz, Joanna Ziemska

Wydawnictwo – WAB

Rok – 2007

  • DLA KOGO – dla koneserów twórczości Elfriede Jelinek, dla wielbicieli literatury austriackiej czy szerzej niemieckojęzycznej, dla kaskaderów, dla odważnych, dla odpornych, wytrwałych i cierpliwych, dla fanów literatury przełamującej konwencje, dla tych, których nurtują zawiłości relacji międzyludzkich, dla fanów po prostu dobrej literatury
  • PO CO – by żyć świadomiej
  • MOJA OCENA – 8/6
Sadyzm Jelinek

Elfriede Jelinek wie jak wywołać u odbiorcy wstręt do samego siebie. Nie dba o jego komfort psychiczny. Wydawać się nawet może, że jednym z celów jej pisarstwa jest właśnie tego komfortu czytelnika pozbawienie. W końcu jest specem od „demaskowania absurdalności stereotypów społecznych”[1]. „Amatorki” – powieść, uznawana za jedną z najważniejszych niemieckojęzycznych powieści nurtu feministycznego z lat siedemdziesiątych, literacki przełom w twórczości Jelinek (od niej zaczęła się popularności autorki) – są tego najlepszym przykładem.

Wobec powieści tej nikt nie pozostaje obojętny. Z pewnością zirytuje każdego. Przypuszczam, że połowa z tych, którzy sięgną po nią, nie dobrnie do końca. Drugiej połowie zaś, tej wytrwalszej, tej która przebrnie przez ten niewielki objętościowo tekst, nie dane będzie zaznać przyjemnej satysfakcji. Dane zaś będzie zaznać wstrząsu i co ważniejsze świadomości, okrutnej, bezwzględnej.

Twórczość austriackiej noblistki jest dla odważnych. Po doświadczeniu lektury prozy Jelinek nic nie jest już takie jak było wcześniej. Odbiorca patrzy w lustro i odwraca twarz, bo nie chce spojrzeć w oczy komuś tak małemu, pozbawionemu krzty godności, odartemu z tego wszystkiego, co sugerowało, że dumnie brzmi być człowiekiem.

Taka sobie opowieść o miłości

Choć mamy do czynienia z opowieścią o ludziach, którzy upatrują szczęścia w miłości – tematem więc wzniosłym, godnym liry największych, to ze wzniosłością powieść ta nie ma nic wspólnego. Wręcz przeciwnie. Leży na przeciwległym jej biegunie. „Amatorki” to bowiem proza, która odziera człowieka z fasady pozorów i odsłania najgorszą stronę rodzaju ludzkiego, opowieść o człowieku każdym (niezależnie od płci, statusu, zajmowanej pozycji w rodzinie, społeczeństwie) – o kimś pożałowania godnym, małym, odpychających, budzącym wstręt, pozbawionym szlachetności, czystości.

Amatorki życia, miłości i szczęścia

Opowieść Jelinek to historia dwóch młodych kobiet – amatorek życia, miłości i szczęścia – stojących u progu życia. Kobiety, choć marzą w istocie o tym samym – szczęściu, które zapewnić im może tylko mężczyzna – to nieco inaczej na owo szczęście się zapatrują. Jedna podporządkowuje się regułom patriarchalnego i kapitalistycznego porządku, druga stara się zachować wierność wyobrażeniom i na rzecz miłości rezygnuje z aspiracji zawodowych. Obie jednak stają się ofiarami panujących konwenansów oraz reguł narzuconych im przez społeczeństwo.

Bohaterki powieści są prostymi dziewczynami, wydawać by się mogło, że chcącymi od życia nieco więcej, mającymi świadomość, że muszą wziąć sprawy w swoje ręce, jeśli nie chcą ugrzęznąć, jeśli nie chcą powielić losu większości kobiet z ich środowiska, które nie chcą biernie przyglądać się, jak życie przepływa im między palcami, jak ich egzystencja staje się wegetacją. Mają ambicje, marzenia. Wiedzą czego chcą i wiedzą jak ten cel osiągnąć. Mają świadomość, że jeśli „nie ma się teraźniejszości, trzeba zawczasu zadbać o przyszłość” (s. 9). Czy ta postawa jest godna pożałowania czy podziwu? Pozornie wydaje się, że uznania, jednak w istocie pożałowania, współczucia, litości nawet, gdyż kobiety te są istotami w pewien sposób upośledzonymi, których myślenie nie wykracza poza ramy wyznaczone im przez otaczającą rzeczywistość.

Być szczęśliwą

Brigitte, mieszkająca w mieście pracownica fabryki bielizny, pragnie lepszego życia – wyrwania się z biedy i porzucenia wycieńczającej pracy. Heinz, elektryk, który planuje założyć własną firmę, jawi się jej jako mężczyzna, który może spełnić jej marzenia – wygodne, dostatnie życie. Brigitte pragnie posiadać, zdobywać i mieć na własność. Postanawia więc zdobyć tegoż mężczyznę i być po prostu szczęśliwą.

Paula, mieszkanka wsi, także marzy o lepszym życiu – podobnie jak Brigitte pragnie wyrwać się ze środowiska, z którego się wywodzi, w którym nie widzi dla siebie miejsca. Postanawia więc nauczyć się krawiectwa – wbrew woli innych, którzy uważają, że powinna zostać sprzedawczynią, która po wyjściu za mąż stanie się gospodynią domową – bowiem w fachu upatruje szansę na odmianę losu. Porzuca jednak naukę, gdyż szczęście zaczęło jawić się jej za miedzą – w drwalu, mieszkańcu tej samej wioski. Erich objawił się Pauli jako ziszczenie jej marzeń – życia u boku ukochanego, które wzbudzi u innych zazdrość i podziw. Postanawia więc zdobyć tegoż mężczyznę i być po prostu szczęśliwą.

Wszystkie z ręką w nocniku

Kobiety wywodzące się z różnych środowisk, pozornie różne – Brigitte to racjonalistka, która wie na czym świat stoi, Paula zaś idealistka, która żyje w imię wartości wyższych – w istocie zaś są identyczne. Pozornie podążają zupełnie różnymi drogami, w istocie zaś ich życie wygląda bardzo podobnie. Mimo dzielących je różnic, efekt jest identyczny – obie poświęcają siebie i swoje życie mężczyźnie, mając mu do zaoferowania jedynie swoje ciało do eksploatacji – jedyną ich kartę przetargową.

W imię miłości

Kobiety działają w imię miłości. Tyle że nie tej romantycznej, czystej czy namiętnej – tu bowiem miłość to chęć posiadania, chęć wyrwania się z domu, otoczenia, możliwość posiadania domku, wyjazdu do Włoch, wyjścia do kina. Zatem bohaterki „Amatorek” działają w imię miłości wykalkulowanej, która staje się wręcz ich obsesją.

Miłość nie jest tu jednak celem samym w sobie, tylko środkiem do celu. Kobiety są zdeterminowane w swym działaniu. Brigitte ma świadomość, że zdobycie Heinza i „inwestycja” w niego, zapewni jej bezpieczną i dostatnią przyszłość. Paula natomiast jest przekonana, że Erich jest tym, czego kobiecie do szczęścia potrzeba.

Jelinek, opisując historie dwóch kobiet, pokazuje ich motywacje, strategie działania, które kryją się za pozornie niewinnym marzeniu o szczęściu, które zwą miłością. Owa miłość jest jednak tylko fasadą. W rzeczywistości chodzi o zapewnienie sobie odpowiedniego statusu społecznego, wyjście z biedy, porzucenie znienawidzonej pracy albo realizację stereotypowego myślenia – że miłość (jakakolwiek i do kogokolwiek) jest spełnieniem kobiety i jest warta złożenia na jej ołtarzu ofiar – niezależności i marzeń.

Boski on

Bez mężczyzny kobiety te nie istnieją.

na razie b. nie ma nic poza nazwiskiem, z biegiem historii dostanie nazwisko od heinza. to jest ważniejsze niż pieniądze i posiadanie, to dopiero przyniesie pieniądze i posiadanie. […] heinz w tym szczególnym wypadku oznacza życie. prawdziwe życie nie tylko oznacza heinza, ono nim naprawdę jest. poza heinzem nie ma nic, coś, co byłoby lepsze od heinza, jest dla bridgitte absolutnie nieosiągalne. czegoś, co byłoby gorsze od heinza, bridgitte mieć nie chce. brigitte rozpaczliwie broni się rękami i nogami przed degradacją. degradacja oznacza utratę heinza. (s. 10)

brigitte nie potrafi ze swojego życia zrobić czegoś lepszego, to lepsze ma przyjść z życia heinza. (s. 12)

Szczęście uosabia mężczyzna – jaki by nie był, bez względu na jego przymioty ciała i ducha, nawet jeśli budzi nienawiść i obrzydzenie. Mężczyzna jest tu lekiem na całe zło. Dla obu kobiet jest wybawicielem, dobroczyńcą, tym, który odmieni ich los, dzięki któremu mają szansę wyrwać się ze świata, który jest im przeznaczony.

Mężczyzna jest tu panem, który nadaje rytm rzeczywistości:

jeśli ktoś dysponuje losem, to mężczyzna. jeśli kogoś dotyka los, to kobietę. (s. 7)

Należy do lepszego gatunku, w przeciwieństwie do podległych mu kobiet.

dla kobiety to kres życia i początek rodzenia dzieci. kiedy mężczyźni pięknie mężnieją i zaczynają się starzeć, i raczą się alkoholem, który ma ich wzmocnić i uchronić przed rakiem, to ich żony całymi latami są w agonii, czasem tak długo, że nawet są obecne przy agonii własnych córek, z czasem nienawidzą córek i chcą jak najszybciej zobaczyć również ich śmierć, którą same kiedyś przeżyły, dlatego: córki trzeba wydawać za mąż. (s. 17)

Być kimś

Mężczyzna jest kimś, kobieta nikim i tylko dzięki niemu może stać się kimś. Nie tylko on jest tego świadomy, ale tę świadomość ma i reszta społeczeństwa, włącznie z kobietami, które poprzez nawet najdrobniejszy gest nie sprzeciwiają się takiemu stanowi rzeczy, nie buntują się, które nawet nie zastanawiają się nad tym faktem, tylko biernie się temu poddają, wypełniając sumiennie narzucaną im przez lata rolę.

Przełamując konwencje

Opowieść Jelinek przesiąknięta jest ironią i groteską. Autorka zaczyna sentymentalnym obrazkiem, by za chwilę zderzyć go z życiem ze świata Zoli czy innych naturalistów – odsłaniając rzeczywistość brudną, stęchłą, brutalną, wulgarną, bolesną, żałosną, pozbawioną słodyczy, lekkości. Ta, jakby nie było, opowieść o miłości daleka jest od konwencji, którą temat mógłby sugerować. Miłość nie oznacza tu bowiem wzniosłości, namiętności, uczuć wyższych, a jedynie instynkt, chuć, przedmiotowość, brutalność, wstręt.

W przypadku tej powieści forma odgrywa ogromną rolę. Nie tylko uwydatnia, podkreśla treści, ale je niejako tworzy. Zastosowany przez autorkę styl narracji – zdania krótkie, dopełniające się, pisane ciągiem, wyrzucane jakby z karabinu maszynowego, rwane, oszczędne, rygorystyczne, konkretne, precyzyjne, bezpośrednie, zapisane połamaną składnią, bez znaków interpunkcyjnych, z pominięciem wielkich liter, z licznymi powtórzeniami – który początkowo wydaje się nie do przełknięcia, w końcu nadaje rytm lekturze i wprowadza czytelnika w rodzaj transu, hipnozy, amoku, sprawiając, że lektura posuwa się do przodu coraz szybciej i szybciej, jak pociąg, który nabiera prędkości, sprawiając, że odbiorca zaczyna czytać jakby bez udziału woli, niemal automatycznie, choć w rzeczywistości nie bezmyślnie.

Żałosny byt

Autorka z dystansem i drwiną przygląda się swoim bohaterom i brutalnie odsłania ułudę w jakiej żyją – wszelkie ambicje i marzenia w istocie są żałosne. Ich poczynania tylko powielają zachowania, gesty, sposób myślenia głęboko w nich zakorzenione. Łudzą się, że coś od nich zależy. Człowiek okazuje się jednak marionetką pozbawioną woli, pogrążoną w niemocy, która jedynie odgrywa pewną narzuconą rolę. Nie ma najmniejszego pola manewru. Wszystko zostało w nim zakodowane, wszystko ma zapisane niczym w kodzie DNA – pozostaje tylko jedno – powielać, wypełniać schemat. Na wyjątkowość, niepowtarzalność, indywidualizm nie ma tu miejsca.

Ludzie ludziom

W powieści obnażone zostały patriarchalne zasady kierujące światem, a nawet szerzej – korzenie zła społecznego. Pokazując koszty systemu patriarchalnego, autorka pokazuje jednocześnie jakie mechanizmy i przekonania wspierają jego funkcjonowanie. Zakorzenione w samych kobietach, przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Jelinek wytyka wady społeczeństwa. Jego mentalność wytycza kobiecie drogę, którą ta musi podążać. Droga ta pozbawiona jest możliwości awansu społecznego poprzez pracę zawodową, wykształcenie. Kobieta musi być posłuszna rodzicom, mężowi, podlega także silnym wpływom środowiska, które jest wobec niej bezwzględne. Poza tym kobiety nie solidaryzują się ze sobą, są bowiem rywalkami, poniżenie jednej jest triumfem drugiej, klęska jednej jest zadośćuczynieniem dla drugiej za jej upodlenie.

Made in Elfriede Jelinek?

Czy wykreowana tu przez pisarkę wizja świata jest Jelinkowa czy obiektywna? Czy mamy do czynienia z pewną patologią – zaburzeniem powszechnych norm, czy z uniwersalną diagnozą społeczną?

Wizja ta jest okrutna, bezlitosna dla rodzaju ludzkiego. Naturalnie więc, niejako instynktownie, odbiorca przyjmuje postawę kontra. Nie zgadza się, nie przyjmuje tego, co mu serwuje Jelinek. Chce, by ta diagnoza była wymysłem, kreacją, zmyśleniem, subiektywną wizją kogoś, dla kogo literatura jest odzwierciedleniem stanów depresyjnych i lękowych człowieka, komu pisarstwo pozwala odreagować emocje, z którymi inaczej nie potrafi sobie poradzić (niejako upoważnia do tego sama autorka, mówiąc o tym otwarcie).

Obawiam się jednak, że taka postawa jest oszukiwaniem samego siebie. Nieświadomość jest wygodna. Łatwiej mieć autorkę za człowieka skupionego na własnym dramacie, w pewien sposób upośledzonego życiowo i egzystować, karmiąc się złudzeniami – wizją szlachetnych, czystych, niewinnych. To jednak do niczego nie prowadzi. Do ślepego zaułka jedynie. Jeśli jednak cenimy sobie bardziej życie świadome od komfortu psychicznego i spojrzymy na siebie i swoje otoczenie z dystansem, to szybko przekonamy się, że ta diagnoza jest autorstwa przenikliwego obserwatorka rzeczywistości, widzącego więcej, dalej i szerzej, który swą niewątpliwie przerysowaną wizją próbuje wyrwać z letargu.

*Wszystkie cytaty z dzieła pochodzą z tomu, Amatorki, Elfriede Jelinek, Warszawa 2007.

**Tytuł oryginalny – Die Liebhaberinnen, rok pierwszego wydania – 1975, rok pierwszego wydania polskiego – 2005.


[1] Literacki Nobel dla Jelinek, opublikowano 07.10.2004, https://www.wprost.pl/kultura/68593/Literacki-Nobel-dla-Jelinek-aktl.html, dostęp 09.05.2108.