„Kocie oko” – Margaret Atwood

„Kocie oka” Margaret Atwood sprawia, że odczuwamy uporczywy dyskomfort, mimo znajomości zestawu kwestii przez autorkę roztrząsanych, mimo faktu, że powieść powstała trzy dekady temu (w 1988, w Polsce po raz pierwszy ukazała się w roku 1995).

Znów zatem mamy kwestie społeczne, zaangażowanie na rzecz praw kobiet, znów zainteresowanie nauką, znów mowa o odmienności i wykluczeniu. Tym jednak razem w nieco wyciszonym wydaniu, co nie znaczy, że o słabszej sile oddziaływania.

Kwestie zasadnicze

Tematykę autorka sygnalizuje poprzez cytaty, którymi otwiera powieść. Pierwszy (z Eduardo Galeano) dotyczy wniknięcia duszy ofiary w ciało oprawcy, drugi zaś (z Stephen Hawking) pamięci przeszłości. Zatem mowa o kwestiach dla każdego podstawowych i uniwersalnych.

Retrospektywa

Prędzej czy później każdy człowiek spojrzy wstecz. Niekiedy zewnętrze czynniki temu sprzyjają, niekiedy nawet gesty takie wymuszają. Tak było w przypadku Elaine, kanadyjskiej artystki, głównej bohaterki powieści. Retrospektywna wystawa jej prac w rodzinnym Toronto musiała zakończyć się właśnie takim spojrzeniem za siebie, na to, co przeminęło. Stała się pretekstem do podróży sentymentalnej. Gorzkiej, bo nie dającej radości. Przynoszącej jednak rodzaj ulgi, który, choć bolesny, jest niczym innym jak zrozumieniem.

Konfrontacja

Zastosowany przez autorkę zabieg formalny okazuje się strzałem w dziesiątkę. Przeszłości kobiety odzwierciedla jej twórczość. Z tymże Atwood pokazuje nam to w zaskakujący sposób. Czasoprzestrzenna wędrówka po przeszłości Elaine kończy się w galerii, na retrospektywnej wystawie jej prac. Tam zaś wiszą obrazy, będące świadectwem kolejnych etapów życia malarki, tych które już rozpoznaliśmy. Obrazy te, ułożone chronologicznie, mają ogromną siłę rażenia, mimo że namalowano je tylko (!?) słowami. Każde kolejne doświadczenie kobiety zostało utrwalone na tych artefaktach. Dzieciństwo odmienne od typowego, toksyczne relacje, poczucie obcości, nieprzystawalność, młodość, studia, romans z wykładowcą i mentorem, małżeństwo, macierzyństwo, śmierć brata, sama sztuka – wszystko to, przetransponowane przez wyobraźnię artystki, znalazło swe ujście w malarstwie, którego opisy pozwalają odbiorcom pojąć kim jest twórca, jakie są jego źródła, wejrzeć w jego wewnętrzny świat, do którego wstępu choć tak zaciekle broni, to tylko czeka na chwilę, by móc go wykrzyczeć.

Retrospektywna wystawa okazała się w istocie konfrontacją nie tylko z przeszłością, ale i teraźniejszością.

Rozdźwięk

Znaczna cześć powieści, poświęcona dzieciństwu bohaterki (temat, który autorka eksplorowała już w powieści „Pani wyrocznia”) dopracowana, wnikliwa, fascynuje. Niestety, reszta, ta dotycząca dorosłego życia kobiety, stanowi jakby tylko dodatek. Jej tematyka (feminizm, zagadnienia dotyczące cielesności, przemijania, starzenia się i spraw naukowych – kwestie czasu) została potraktowana po macoszemu, przez co powieść sprawia wrażenie niedokończonej (podobnie było w przypadku wspomnianej „Wyroczni”). Jakby ta reszta na razie miała tylko brulionową wersję, stanowiła jedynie szkic czegoś, co dopiero jest w zamyśle.

Niedosyt

Lekturę kończymy zatem z uczuciem wielkiego niedosytu, bo opowieść o niewierzącej chłopczycy konfrontującej swe marzenia – o przyjaciółkach, sukienkach i ogrodzie, o których tylko słyszała, wiodąc tułacze życie u boku ojca entomologa (wątek autobiograficzny) – z rzeczywistością, próbującej dostosować się do jej wymogów, w końcu żyjącej w zakłamaniu, by nie zostać wykluczoną rozbudziła apetyt ogromnie.

Tak, mimo wszystko

Niemniej ta sugestywna Atwoodowa opowieść o traumie dzieciństwa i jego pokłosiu, o dojrzewaniu i poszukiwani własnej tożsamości, o bezwzględnych, wyrachowanych oprawcach, istnych diabłach wcielonych w pozornie urocze, dobrze wychowane dziewczynki, które zdeterminowały życie głównej bohaterki, które naznaczyły swoją obecnością całą jej przyszłość, której pamięć o przeszłości nie pozwala być sobą, uzmysławia, że jest opowieścią z podwórka każdego, kiedyś i dziś.

Tytuł – „Kocie oko”

Autor – Margaret Atwood

Tłumaczenie – Magdalena Konikowska

Wydawnictwo – Wielka Litera

Rok – 2018

  • DLA KOGO – dla wielbicieli literatury zaangażowanej, dla koneserów twórczości Margaret Atwood, dla fanów dobrej literatury w ogóle
  • PO CO – by zbyt komfortowo nie było
  • MOJA OCENA – 5/6

* Tytuł oryginalny – Cat’s Eye, rok pierwszego wydania – 1988, rok pierwszego wydania polskiego – 1995.

Znasz-li ten kraj? „Opowieść podręcznej” – Margaret Atwood

Opowieść podręcznejTytuł – Opowieść podręcznej

Autor – Margaret Atwood

Tłumaczenie – Zofia Uhrynowska-Hanasz

Wydawnictwo – Wielka Litera

Rok – 2017

  • DLA KOGO – dla wrażliwców, dla nadwrażliwców; dla tych, którym dobro wspólne nie jest obojętne; dla tych, którzy chcą zobaczyć więcej
  • PO CO – by żyć świadomiej, by nie lekceważyć, by nie ignorować
  • MOJA OCENA – 8/6
Drugie życie

Niekiedy okoliczności sprzyjają, by książka zyskała drugie życie. Z pewnością drugie życie Opowieści podręcznej Margaret Atwood* dała wiosenna premiera serialu na jej podstawie. Powieść ta, choć kilkakrotnie w Polsce wydawana (po raz pierwszy ukazała się w 1992 roku w Państwowym Instytucie Wydawniczym i od tamtej pory miała kilka wydań w różnych oficynach – Zysk 1998, Znak 2006), mimo że kultowa wręcz, to była do tej pory nieco zapomniana. Dzięki premierze serialu w wydawnictwie Wielka Litera ukazało się kolejne wydanie, co daje jej szansę na należytą uwagę.

Powieść powstała w 1985 roku, zatem ponad trzy dekady temu. Czytana teraz, z dzisiejszej perspektywy wywołuje niepokój. Bo jest wciąż aktualna. Zbyt aktualna. Czym wstrząsa i przeraża.

Przyszła noblistka

Margaret Atwood to jedna z najbardziej znanych kanadyjskich pisarek, też aktywistka społeczna i ekologiczna. Autorka wielu książek – powieści, zbiorów opowiadań i esejów, tomów poezji, rozpraw krytycznoliterackich, książek dla dzieci, laureatka prestiżowych nagród – m.in. Nagrody Bookera i Nagrody Księcia Asturii. Jest też jedną z najpoważniejszych kandydatek do literackiej Nagrody Nobla.

W swojej twórczości literackiej sięga po różne konwencje, wykorzystuje dobrze znane schematy powieści popularnych, by zgłębiać tematy, które najbardziej ją interesują.

Opowieść kobiety podręcznej

Dystopia Atwood

W przypadku Opowieść podręcznej mamy do czynienia z dystopią i niejako opowieścią w opowieści. Mamy pesymistyczny osąd zastanego świata, historię przedstawiającą czarną wizję rzeczywistości, która wynika z krytycznej obserwacji. Ta fantastyczna wizja jest rzeczywistości tej hiperboliczną konstatacją, negującą możliwość odmiany w przyszłości zastanego stanu rzeczy[1].

Autorka od razu rzuca nas na głęboką wodę. Bez drobnego ostrzeżenia wchodzimy w sam środek pierwszoosobowej relacji głównej bohaterki. Narratorka też niczego odbiorcom opowieści nie ułatwia. Sami, powoli, strona po stronie, akapit po akapicie, musimy scalić relację z podawanych nam fragmentów, zrekonstruować świat przedstawiony, odtworzyć bieg wydarzeń, powołać do życia bohaterów. Opowieść ta, mimo że skupiająca się na detalach, nie do końca jest jasna. Rzeczywistość przedstawiona jest dość enigmatyczna, pełna luk, niedopowiedzeń.

Na podstawie relacji narratorki odtwarzamy jej teraźniejszość i przeszłość. I opowieść ta stanowi właściwą fabułę powieści. Z jej końcem przekonujemy się, że mamy do czynienia z rodzajem opowieści w powieści. Relacja kobiety okazuje się swoistym dokumentem sporządzonym post factum, świadectwem przeszłości, który w formie taśm magnetofonowych trafił w ręce historyków. Otrzymaną opowieść badacze spisali, opracowali, opatrzyli odpowiednim komentarzem i wydali, a teraz, w roku 2195, profesor Jamesa Darcy Pieixoto, dyrektor Archiwów Dwudziestego i Dwudziestego Pierwszego Wieku Uniwersytetu Cambridge, na XX sympozjum poświęconym studiom nad Gileadem, które odbyło się podczas zjazdu Międzynarodowego Towarzystwa Historycznego na Uniwersytecie w Nunavit, omawia ją podczas swojej prelekcji[2]. Relacja, będąca przedmiotem dyskusji podczas sympozjum, stanowi główną oś fabularną powieści Atwood.

Jej bohaterką i narratorką jest trzydziestotrzyletnia kobieta, która kiedyś wiodła zwyczajne życie. Miała męża, dziecko, rodzinę, przyjaciół, pracę. Była wykształcona, wolna i niezależna. Teraz jest Fredą – podręczną komendanta Freda – i jej teraźniejszość nie ma nic wspólnego z jej przeszłością.

Dawno, dawno temu

Pewnego dnia, jakby z dnia na dzień, niespodziewanie, straciła pracę, zablokowano jej konto, a środki oddano do dyspozycji męża. Widziała co się dzieje, na jej oczach nastawał nowy porządek, wiedziała, że wszystko zmierza w złą stronę, ale nie przypuszczała, że dotychczasowy świat przestanie istnieć. Wraz z mężem podjęła próbę ucieczki. Niestety, nie powiodła się. Schwytali ją. Trafiła do Czerwonego Centrum. Tam poddano ją indoktrynacji, tam przeszła odpowiednią edukację, by następnie zostać podręczną i wiernie służyć państwu.

Nowy wspaniały świat[3]

Stary świat przestał istnieć. Nastały nowe porządki – Republika Gileadu, leżąca na terenach dzisiejszych Stanów Zjednoczonych, w której panuje wojskowy reżim, fundamentalizm religijny, fanatyzm. Władza należy do religijnych radykałów, do mężczyzn (w odróżnieniu od państwa kobiet z Seksmisji Juliusza Machulskiego[4]). Stworzono hierarchiczne społeczeństwo, nad którym panuje ścisła kontrola. Mimo że władza należy do mężczyzn, to kobiety w tej teokracji odgrywają fundamentalną rolę. Są podstawą działania społeczeństwa, choć paradoksalnie nie mają żadnych praw.

Są podzielone na zhierarchizowane kasty, ściśle zamknięte grupy społeczne, których odrębność wynika z zasad panujących w Republice. Członkinie poszczególnych kast spełniają określone funkcje – Podręczne (najcenniejsze, bo to jedynie płodne kobiety w państwie), którym przyporządkowany został kolor czerwony (w tym kolorze mają ubrania i dodatki) są od rodzenia dzieci, Marty od usługiwania, Ciotki od szkolenia Podręcznych w Czerwonym Centrum, Żony są oficjalnymi partnerkami Komendantów (będących elitą władzy), a Gospożony są żonami mężczyzn niżej postawionych w hierarchii społecznej.

Bolączki wspaniałego świata

Republika toczy wojny z innymi państwami, ale jej największą bolączką jest spadający przyrost naturalny. Przyczyny spadku narodzin, jak dowiadujemy się z prelekcji profesora, nie były do końca rozpoznane. Nie bez wpływu na to była, jak donosi uczony, powszechna dostępność środków antykoncepcyjnych, legalność aborcji. Istniała też duża śmiertelność niemowląt, coraz częściej dochodziło do poronień, coraz więcej dzieci rodziło się z wrodzonymi wadami. Były to według ustaleń naukowców skutki skażonego środowiska i katastrof ekologicznych.

Według badaczy autorka relacji musiała znaleźć się w pierwszej fali kobiet rekrutowanych do celów reprodukcyjnych i przydzielanych tym, którzy potrzebowali takich usług i jako członkowie elity mogli sobie na nie pozwolić. Reżim Republiki stworzył taką grupę reproduktorek – podręcznych właśnie. Wysoko postawieni w hierarchii mężczyźni mogli sobie spośród nich wybierać.

Zapotrzebowanie na usługi reprodukcyjne istniało, jak wyjaśnił profesor, już w okresie pregileadzkim. Wówczas to próbowano środków takich jak sztuczne zapładnianie, tworzenie specjalnych klinik, czy wynajmowanie matek zastępczych. Dwa pierwsze sposoby, jako niezgodne z religią, zostały w Republice zakazane, zalegalizowano zaś i upowszechniono trzeci, o którym mowa jest już w Biblii[5]. Poligamię seryjną, tak częstą w czasach pregileadzkich, zastąpiono starszą poligamią równoczesną, praktykowaną już we wcześniejszym okresie Starego Testamentu.

Podręczną być

Podręczne wyróżnia czerwona suknia (każda kasta miała swój kolor) niczym habit szczelnie okrywający ich ciała, którego zwieńczeniem było nakrycie głowy z szerokimi skrzydłami, które skutecznie osłaniały twarz przed spojrzeniami innych i jednocześnie uniemożliwiały im oglądanie świata zewnętrznego. Do tego czerwone buty i rękawiczki.

Jedynym celem podręcznych jest prokreacja, ich jedynym prawem i obowiązkiem jest tylko być, po to, by urodzić dziecko w tym jałowym świecie. Są najcenniejsze w tej nowej rzeczywistości, gdyż tylko one są jeszcze w stanie zmienić wskaźnik przyrostu naturalnego, a zatem coś, od czego zależy przyszłość Republiki. Paradoksalnie jednak pozbawione je wszystkiego – przeszłości, drobnych przywilejów, rzeczy osobistych, kosmetyków, prawa do czytania, rozmawiania, rozglądania się, śmiania, patrzenia drugiemu w oczy. Są uprzedmiotowione, nie mają własnych imion (noszą imię pana, do którego w danej chwili należą), oznaczone są jak bydło tatuażami, są jedynie naczyniami, w których ma narodzić się nowe życie. W istocie są niewolnicami, przedmiotami codziennego użytku, inkubatorami, podręcznymi właśnie. Póki istnieje możliwość zajścia w ciąże, mają szansę na przetrwanie. W innych wypadku czeka je zesłanie do Kolonii, a tam ciężka praca i śmierć.

Podręczne nigdy same nie wychodzą z domu swego pana. Idą zawsze w towarzystwie drugiej podręcznej, na którą trzeba jednak uważać. Jedna drugiej ma pilnować i donosić o ewentualnych jej przewinieniach, a nie być powiernicą czy choćby miłym towarzystwem. Uczestniczą w obowiązkowych rytuałach, modłach, ceremoniach, egzekucjach. Chodzą po zakupy, są obecne podczas narodzin kolejnych dzieci, biorą udział w ceremonii ślubów grupowych, chodzą popatrzeć na tzw. Mur, na którym na hakach wiszą ciała, tych którzy popełnili zbrodnię przeciwko Republice i teraz służą za przykład, uczestniczą w tzw. ceremoniach Wybawienia, podczas których wiesza się zbrodniarzy, same też wymierzają karę podczas tzw. Partycykucji, będących w istocie linczem podręcznych na mężczyznach, którzy dopuścili się gwałtu.

Przeżyć tylko

Główna bohaterka powieści Atwood, jedna z podręcznych, choć nie ulega indoktrynacji i nie wierzy w idee nowego wspaniałego świata, w swoją zaszczytną rolę, w swój przywilej, swoją służbę, to nie sprzeciwia się nowemu porządkowi, swoim oprawcom. Nie jest typem buntownika, rewolucjonisty. Poddaje się i posłusznie wykonuje codzienne czynności, to, co do niej należy. Spełnia oczekiwania innych. Skupia się na swojej codzienności w świecie teraźniejszym w nowej rzeczywistości. Przystosowuje się i żyje z dnia na dzień.

Nie szuka też kontaktu z ruchem oporu. Ten nawiązuje się sam, niejako bez jej woli. Wynika raczej z próby życia po swojemu w okolicznościach jakie są jej dane, z pragnienia przeżycia, wciąż łudząc się, że pewnego dnia zobaczy córkę i męża. Racjonuje sobie też z tego powodu myślenie, uznając, że lepiej za wiele nie myśleć, gdyż to może zmniejszyć szansę na przetrwanie. Taka postawa przyniesie jej ocalenie. Jakby niechcący, mimochodem.

Relacja bohaterki Opowieści, a więc jednej z kobiet Republiki, tej najcenniejszej, bo płodnej, przybliża nam ten dystopijny świat. Jednak ta opowieść nie pokazuje pełnego obrazu mechanizmów działania nowego porządku, nie jest też jego analizą. Jest intymną, a więc subiektywną relacją monady poszczególnej wrzuconej w ten system.

Piosenka o końcu świata[6]

Jednak ta fragmentaryczna, urywana, lakoniczna, choć i jednocześnie rzeczowa relacja Fredy nie jest tylko opowieścią o jej codzienności w Republice (np. o kąpielach, posiłkach, „zwiedzaniu” swego pokoju, wizytach u lekarza, o czasie niewypełnionym, o długich pauzach niczego, spotkaniach w alkowie ze swoim panem i jego żoną itp., itd.), którą przeplata wspomnieniami ze swego dawnego życia. Jest czymś znacznie więcej.

Pojedyncze zdania, wszystkie elementy tej relacji, łączą się i wyłania się z nich spójny i przerażający obraz przeistaczania się jednej rzeczywistości w drugą. Czytanie w ten sposób powieści Atwood pozwala dostrzec, że ten teoretycznie nieistniejący świat, faktycznie istnieje, że ta absurdalna, fikcyjna, wykreowana przez autorkę rzeczywistość nie jest wcale tak nierealna, że jest w istocie bliższa naszej rzeczywistości niż mógłby się wydawać, że faktycznie staje się niezauważenie na naszych oczach.

Atwood, wyłapując szczegóły, pozornie nieistotne detale rzeczywistości, jakby mimochodem, gdzieś przypadkiem rzuconym zdaniem, pokazuje nam na czym polega mechanizm zachodzących jakże niebezpiecznych przeobrażeń. Diagnozuje zjawiska społeczne i pokazuje, że przemiany nie nastają z dnia na dzień, że zachodzą powoli, po cichu, niezauważenie za naszym przyzwoleniem. My, odurzeni wolnością, swobodą, niezależnością, „pełnymi brzuchami” nie zastanawiający się nad przeszłością ani nad przyszłością, żyjący bezrefleksyjnie, patrzący krótkowzrocznie, nie dbający o wspólne dobro, a jedynie o dobro własne, czerpiący pełnymi garściami ze swojego tu i teraz, nie liczący się z konsekwencjami, nie biorący za nic odpowiedzialności, ignorujemy, lekceważymy, bagatelizujemy, nie reagujemy na drobne symptomy przemian, które zmierzają w złą stronę. A sygnały zagrożenia, które jeśli nie zostaną odczytane w porę, doprowadzą do…

Everyman

Opowieść podręcznej jest wizją alternatywnej rzeczywistości. To inna wersja historii świata, w której kobieta została sprowadzona do roli niemego reproduktora. I choć chodzi tu przede wszystkim o sytuację kobiet, to w istocie chodzi o sytuację człowieka w ogóle. Koszmar kobiet trwa, niezależnie od miejsca w hierarchii społecznej, ale faktycznie nikt tu nie jest bezpieczny. Czystki mogą dosięgnąć każdego. Każdy tu może stać się Józefem K., po którego pewnego dnia mogą przyjść. Atwood uświadamia nam jak niewiele potrzeba, by zniewolić człowiek. Powieść, jak i cała twórczość autorki, to dzieło zaangażowane, które traktuje przede wszystkim o władzy totalnej, jej mechanizmach i przerażającym zniewoleniu jednostki.

Wizję tę możemy utożsamiać z totalitaryzmami w ogóle, z totalitaryzmami XX wieku, możemy też odnieść do zjawisk zachodzących dziś w całym świecie, w USA, w Europie, na Bliskim Wschodzie, w Afryce.

Spodziewajmy się

Dalsze losy autorki nie są znane. Wiem jedynie, że udało jej się uciec. Inaczej nie nagrałaby swojej relacji dla potomnych. Znalezione taśmy są tego dowodem. Republika Gileadu natomiast upadła. Jest już obecna tylko we wspomnieniach zdziecinniałych badaczy. Co powinno przynieść czytelnikowi ulgę. Nie przynosi jednak. Nie może przynieść. Bo ten orwellowski świat Atwood wydaje się nam jakoś dziwnie znajmy, bliski. Skażenie środowiska, spadek populacji, walka o prawa kobiet, fanatyzm religijny, władza w rękach wojska, policji, służb specjalnych – czyż nie jest nam to w globalnym świecie XXI wieku znajome?

Kultowa powieść przetrwała próbę czasu. Atwood, aktywna działaczka, bacznie analizująca zjawiska świata sobie współczesnego ostrzegała w roku 1985 i dziś ostrzega jeszcze dobitniej przed powszechnym znieczuleniem, ignorowaniem sygnałów, które choć pozornie niewinne mogą okazać się brzemienne w skutkach.

*Tytuł oryginalny – Spådomen. En flickas memoarer, rok pierwszego wydania – 2015, rok pierwszego wydania polskiego – 2016.


[1] Hasło, dystopiaSłownik terminów literackich, red. Janusz Sławiński, Wrocław 2002.

[2] Margaret Atwood, Komentarz historyczny do „Opowieści podręcznej”, Warszawa 2017.

[3] Aldous Huxley, Nowy wspaniały świat, Warszawa, 2011.

[4] Seksmisja, reż. Juliusz Machulski, Polska, 1983.

[5] Biblia tysiąclecia, Rdz. 30, 1-3.

[6] Czesław Miłosz, Piosenka o końcu świata, w, Ocalenie, Warszawa 1945.