Człowiek i jego demony. „Manhattan” – Woody Allen

Manhattan
Fragment kadru z filmu „Manhattan”

Manhattan – reż. Woody Allen, USA,1979

  • DLA KOGO – dla tych, którzy chcą dać upust swej sentymentalnej naturze, dla romantyków, wrażliwców; dla tych, którzy potrafią słuchać, których męczą egzystencjalne kwestie; dla amatorów nietuzinkowego poczucia humoru, dla wielbicieli tego, co w kulturze amerykańskiej najlepsze
  • PO CO – by przenieść się w inną bajkę
  • MOJA OCENA – 6/6
Pierwsze koty za płoty

Do tegoż to reżysera musiałam dojrzeć. Po prostu moje pierwsze z nim zetknięcie nie obeszło mnie zupełnie. Zetknięcie jest tu pojęciem jak najbardziej adekwatnym, zdradzającym powierzchowność. Potok słów bez ładu i składu (na marginesie dodam, że teraz moją ulubioną kategorią filmów są te tak zwane przegadane, czyżby to za sprawą twórcy Klątwy skorpiona?). Ale nadszedł moment, że zasiadłam wygodnie przed ekranem i dałam się uwieść. Od tamtej pory jestem wiernym widzem Woody’ego Allena. I z niecierpliwością czekam na każdy kolejny jego film, choć niestety, to już nie to, ale to temat na osobną notę.

Albo albo

Wobec filmów Allena chyba nie można być obojętnym. Widz może jedynie zająć wobec nich postawę tylko albo albo – albo odpowiada mu allenowska estetyka i kupuje ją bez dwóch zdań, albo odrzuca ją całkowicie. Pośrednią postawę trudno przyjąć. Ja należę do tej pierwszej grupy. Odnajduję w tych filmach to, czego zwykle w filmach w ogóle szukam.

Mój Manhattan

Mam kilka obrazów Allena, które mogę oglądać bez końca. Jednym z nich jest Manhattan z roku 1979. Zanim go obejrzałam miałam już kilka innych allenowskich obrazów za sobą. I byłam zachwycona. Z każdym kolejnym obejrzanym filmem, który twórca popełnił, wchodziłam w ten specyficzny i jakże wciągający świat aż w końcu trafiłam na Manhattan. I o ile teraz nie do wszystkich obrazów Allena wracam (do tych po roku 2000 w ogóle), to do tego owszem. Bo?

To, co najlepsze

Bo tu, jak w soczewce, skupione jest wszystko to, co u Allena najlepsze. Charakterystyczny dla reżysera styl, charakterystyczni dla reżysera bohaterowie, charakterystyczne dla reżysera środowisko, tło, charakterystyczne dla reżysera tematy, problemy. Wszystko z to humorem, ironią, dystansem, kpiną, goryczą, przy wnikliwej analizie, psychologii postaci. No i kwestie fundamentalnie dla ludzkiej egzystencji.

Film powstał prawie cztery dekady temu, mówi o tu i teraz tamtego czasu, mówi też o naszym tu i teraz. A może po prostu o uniwersalnym tu i teraz. Manhattan „[…] tropi duchowe niepokoje, pokazuje kryzys wartości, brak autentyczności w życiu wewnętrznym i stabilności uczuć. Skupia się więc na istotnych problemach egzystencjalnych i pomimo komediowego tonu prowadzi do istotnych konstatacji moralnych i filozoficznych”[1].

Allenowski bohater niedoskonały

U Allena najistotniejszy jest człowiek. Człowiek ze swoją naturą, psychiką, ze swoimi problemami, rozterkami, lękami, neurozami, fobiami, dziwactwami, nawykami. Człowiek ułomny, słaby, wrażliwy, któremu brak równowagi psychicznej, który próbuje dać radę mimo wszystko, który niezależnie od tego kim jest, musi mocować się z samym sobą, z innymi, z rzeczywistością. Walka ta nie może zakończyć się jego zwycięstwem. W najlepszym wypadku, jeśli nie zakończy się klęską, będzie po prostu trwać, bez końca.

Zepsute dziecko i jego demony

Główny bohater, nowojorczyk, a jakże, inteligent oczywiście, twórca, w wieku średnim, zmaga się ze swoimi demonami. Próbuje je udobruchać, przegonić, próbuje z nimi walczyć, zaprzyjaźnić się. Jest w tym wszystkim nieporadny, zagubiony, jak mały chłopiec. Bohaterowie drugoplanowi (poza siedemnastolatką, która zdaje się być tu najbardziej dojrzała), też są jak zepsute doszczętnie dzieci, które bawią się w życie. A zabawa ta jest okrutna, a jeśli nawet przynosi odrobinę radości, to bywa to niezauważone. Bodźców i pokus jest zbyt wiele. Może to zmierzać tylko w jedną stronę – ku zepsuciu i upadkowi.

Nowy Jork, Nowy Jork

Mamy tu jednak jeszcze jednego bohatera – Nowy Jork oczywiście, który uwieczniony został w sposób mistrzowski. Mam tu portret miasta, czarno-biały w klimacie starych filmów, z jego niemal wszystkimi symbolami. Uzupełnieniem jest muzyka George Gershwina, która dopowiada niedopowiedziane.

I właśnie na tle tego szczególnego miasta, albo może raczej w symbiozie z nim (bez niego człowiek nie byłby tym, kim jest), żyje główny bohater, który szuka… Czego? Ratunku dla samego siebie. Czy znajdzie? Czyżby była szansa?

Bałwochwalco sztuki, jeśli nie widziałeś, obejrzyj koniecznie!

inicjaly02


[1] Zygmunt Machwitz, Francis Ford Coppola i Woody Allen, http://www.akademiafilmowa.pl/program,19,42,7,Francis-Ford-Coppola-i-Woody-Allen.html, dostęp 13.11.2016.

BIBLIOGRAFIA