Letnia przygoda z książką przez wielkie K. „Wróżba. Wspomnienia dziewczynki” – Agneta Pleijel

WróżbaTytuł – Wróżba. Wspomnienia dziewczynki

Autor – Agneta Pleijel

Tłumaczenie – Justyna Czechowska

Wydawnictwo – Karakter

Rok – 2016

  • DLA KOGO – dla wielbicieli literatury szwedzkiej, dla tych, co lubią grzebać w egzystencji innych, dla wielbicieli życia twórców, dla fanów gatunków literatury użytkowej, tj. biografii, dzienników, listów, pamiętników, wspomnień, autobiografii i dla fanów literatury po prostu; dla tych co cenią kunszt słowa, mistyfikację i kreację; dla kobiet i mężczyzn, słowem dla ludzi różnego pokroju
  • PO CO – by żyć głębiej, prawdziwiej, pełniej, intensywniej, by zrozumieć
  • MOJA OCENA – 8/6
Książka na lato

W ten letni czas – w wakacje, gdy słońce, radość, śmiech, zabawa, beztroska, lekkość, nicnierobienie… – zamiast sięgać po tak zwane książki na lato, to ja sięgam po te, które kłują, bolą, dotykają mocno i długo nie dają o sobie zapomnieć. W tamtym roku to było Małe życie, w tym Wróżba.

Nie robię tego z premedytacją. Tak wychodzi. Przypadek. Przeznaczenie. Ale przecież jak już oddawać się lekturze, to nie tej, o której zapomnimy wraz z jej końcem. Przecież – będę powtarzać do znudzenia – na lato nie oddajemy mózgu do przechowalni. I nie myśli. I wcale nie chcemy pławić się tylko w rozrywce odmóżdżającej. Ignorując cały wszechświat. Nawet w ten lekkomyślny okres w roku, potrzeba też czegoś zgoła innego, niekiedy odczuwa się wówczas głód, nie zawsze chyba do końca uświadomiony, który musi być zaspokojony jak najszybciej, bo w innym wypadku nie dotrwa się do światu.

Opowieść o dorastaniu i dojrzewaniu człowieka w ogóle

Wróżba. Wspomnienia dziewczynki Agnety Pleijel* na polskim rynku ukazała się wczesną jesienią 2016 roku, ale na jej lekturę przyszedł czas dopiero w jesienne lipcowe popołudnie, wtedy, kiedy głód wyżej wspomniany sięgnął zenitu.

Nie wiedziałam właściwie czego mam się spodziewać po tej opowieści, poza tym, że czegoś dobrego. Świadomie omijałam wszelkie recenzje, posiłkując się jedynie własnym doświadczeniem związanym z Pleijel, czyli lekturą wcześniejszej publikacji autorki. Powieść Lord Nevermore z roku 2003 czytałam z otwartymi ustami. Bezpośrednim tego powodem był jeden z jej bohaterów – Stanisław Ignacy Witkiewicz (powieść ta bazuje na biografii artysty), pośrednim zaś była z pewnością sama autorka ze swoimi talentem, bez którego lektura nawet o najbardziej fascynującej tematyce byłaby raczej nie do zniesienia. Przypuszczałam więc, że i Wróżba będzie dobrą literaturą, mimo to pierwsze strony były dla mnie sporym zaskoczeniem. 

Zachwyt i konsternacja

Proza ta wprawiła mnie jednocześnie w zachwyt i… konsternację. Z każdym zdaniem zapadałam się coraz bardziej, kuliłam się w sobie, miałam ochotę schować się do mysiej nory i zabrać ze sobą tę straszną opowieść, by nikt mnie nie mógł znaleźć, by nie odkrył powiązań między bohaterką Wróżby a mną. Tak, bo to rzecz o mnie. I pewno bym się do tego głośno nie przyznała, gdyby inni przede mną tego nie zrobili. Po lekturze sięgnęłam po recenzje i poczułam ulgę. Ufff… To nie tylko moja opowieść, ale i innych.

Doświadczenie wspólne

Wróżba to proza autobiograficzna, prywatna i bardzo intymna. Są to błyski, migawki – wspomnienia autorki przywołujące świat jej dzieciństwa i młodości. Powieść Pleijel umieszczona w konkretnym czasie i konkretnej przestrzeni – Szwecja końca lat czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku, opowiadająca o losach konkretnego bohatera, dziewczynki – wychodzi jednak poza te zarysowane ramy. Wyznaczone granice tracą na ostrości, rozmywają się, by w końcu utracić rację bytu i przestać istnieć. By stać się uniwersalną opowieścią o każdym – o doświadczeniu wspólnym.

Utrata kontroli nad procesem twórczym

Początkowo miało to być opowiadanie o osobie, która w dzieciństwie autorki odegrała szczególną rolę[1] – ciotce, która zaznała w życiu metafizyki, czegoś poza racjonalnym rozumieniem – spełniła się szczęśliwa wróżba, którą jej przepowiedziano. Jednak praca wymknęła się pisarce spod kontroli. Niespodziewanie wyłonił się nowy bohater – ciotka zeszła na drugi plan, a główną rolę zaczęła odgrywać mała dziewczynka – ta, którą pisarka przed laty była. Ciotka Ricka, która miała być główną bohaterką powstającego tekstu, stała się w efekcie tylko pretekstem niejako do zaistnienia opowieści o samej autorce.

Ona wczoraj, ja dzisiaj, ja jutro

Autorka opowiedziała o swej przeszłości z dzisiejszej perspektywy. Pleijel zastosowała pewien formalny chwyt, który znakomicie oddaje tego istotę. Zmiana narracji, jej rozdwojenie – płynne przechodzenie z narracji trzecioosobowej na pierwszoosbową, niekiedy nawet w tym samym zdaniu – najlepiej uwypukla problematykę Wróżby. Narratorka w jednej chwili zdaje relację z życia bohaterki, stojąc z boku, by w następnej robić to samo, będąc już samą bohaterką.

Początkowo wywołuje to dezorientację. Bo w jednej chwili narratorka mówi o sobie, w drugiej jakby o kimś inny, a przecież nie. Mowa za każdym jest o tej samej postaci. Ta zmiana perspektywy, nieco schizofreniczna, wprowadza podział na ona sprzed lat i ja teraz. W efekcie tego zabiegu wyłania się ktoś trzeci, łączący w sobie te dwie postacie, kompletny. By mogło do tego dojść, należało stanąć obok, nabrać dystansu, spojrzeć na siebie z okresu dzieciństwa i młodości z zewnątrz, jak na kogoś zupełnie obcego i skonfrontować to ze sobą teraz, z teraźniejszością.

Pleijel w jednym z udzielonych wywiadów podkreśliła, że początkowo trudno było jej identyfikować się ze swoją bohaterką[2], co podczas lektury wyraźnie odczuwamy – dystans jest ogromny. Wyczuć możemy nawet brak sympatii, by nie powiedzieć antypatię. Zbliżając się ku końcowi opowieści ta identyfikacja powoli następuje i wyłania się ktoś skończony, zsumowany. Taki sposób przepracowania swej przeszłości, siebie, relacji z matką, z ojcem, z rodziną, skonfrontowanie się z otaczającą rzeczywistością, z sobą, mogło zaowocować tylko jednym – nazwaniem, definiowaniem, zrozumieniem, pogodzeniem się ze sobą, zaakceptowaniem i polubieniem siebie.

Terapeutyczna moc

Mamy więc do czynienia z literaturą, której tworzenie było rodzajem autoterapii. I autorka wcale tego nie ukrywa. Dla niej w ogóle proces twórczy ma ten dodatkowy istotny sens – pozwala pomóc samemu sobie. W tym przypadku zachodzi proces samopoznania, uporządkowania, rozumienia i też, przy okazji niejako, ocalenia od zapomnienia.

Nieszczęśliwa rodzina na swój sposób

Dzieciństwo bohaterki niczym się nie wyróżniało. Wszystko było na swoim miejscu. Wszystko było zwyczajne, normalne. Ze swoimi problemami, cieniami nie odstawało od reszty. Nie było idealne, ale przez brak idealności w istocie idealne właśnie. Nie było tu mowy o jakiejś patologii, o jakimś rodzinnym piekle. Ojciec był matematykiem, naukowcem, nauczycielem akademickim. Matka zajmowała się trzema córkami, mężem i domem, na rzecz tego zrezygnowała z kariery pianistki.

Jednak jak każda rodzin ma swe problemy i ta też miała. I wcale nie chodziło o jakieś demony zamknięte w szafie ani o rodzinne traumy czy rodzinne piekiełko skrzętnie skrywane przed wzrokiem sąsiadów w czterech ścianach. Nie. Chodziło o zmaganie się z prozą życia, która szczęściu nie dawała szansy. Ciągłe przeprowadzki związane z pracą ojca wiązały się z poczuciem samotności i niepewności dziewczynki, z niemożnością nawiązania bliższych relacji z kimkolwiek, wyobcowaniem, odrzuceniem, brakiem akceptacji, nieszczęśliwa zaś matka, która porzuciła muzykę – swą pasję – wywoływała poczucie winy dziewczynki, i w końcu narastający konflikt pomiędzy rodzicami, który doprowadził do rozejścia się małżonków, wywołał poczucie odpowiedzialności za tę nieznośną sytuację.

Dziecko wśród ruin

To wszystko sprawiało, że atmosfera domu rodzinnego była trudna do zniesienia. Pretensje, żal, frustrację z każdym dniem narastały. Nikt nie czuł się na swoim miejscu. Każdy lawirował gdzieś poza ze swym niezrozumieniem i samotnością. Dość czuły, ale bierny ojciec egzystował w abstrakcyjnym świecie liczb, zaś niedostępna i niemalże wroga matka w swoim niespełnieniu, młodsze siostry były jakby w ogóle nieobecne i Neta wrzucona w sam środek tej nieszczęśliwej rodziny, nieszczęśliwej na swój sposób[3].

Nieznośna ciekawość

Do tego cielesność, która budziła ciekawość i wywoływała niepokój. I nasuwające się stale jakże niemądre (!!!) pytania o świat, o życie, o Boga, o kobietę i o mężczyznę (symbolicznie różnice zostały pokazane, stawiając naprzeciw siebie naukę i sztukę, matematykę i muzykę), o człowieka, o nierówności, o niesprawiedliwość.

Wszystko prowokowało wrażliwą dziewczynkę, nastolatkę do analizy, do przemyśleń, do rozkładania na czynniki pierwsze. Wrażliwa, uważna i logicznie myśląca Neta pragnęła pojąć, zrozumieć. Niestety, każde nowe doświadczenie, poznanie, każdy krok do przodu, w życie przynosił rozczarowanie. Dodatkowo, Neta była z tym wszystkim sama. Ukojenie zapewniała jedynie literatura, później sztuka w ogóle, a niezależna mentalnie ciotka (ktoś wyidealizowany, wręcz symboliczny, uosabiający wolność i szczęście, kto nie lekceważył dziewczynki i odpowiadał na jej niepraktyczne (!!!) pytania) i jej życie dawały radość i nadzieję, że pewnego dnia nadejdzie lepsze.

Katharsis

Przywoływane obrazy są niekiedy ledwie muśnięte, nieco poszarpane, wystrzępione, oderwane, fragmentaryczne. Zdania są oszczędne, ascetyczne, choć pełne emocji, od których wręcz pulsują, wypowiadane są z zaciśniętym gardłem, przez zęby, z kumulowaną złością, agresywne. Tłumione były latami, by któregoś dnia mogły zostać wypowiedziane, wykrzyczane, żeby w końcu poczuć ulgę, zrzucić ciężar, który nosiło się od zawsze, ale od chwili samoświadomości z coraz większym trudem. Przeszłość musiała zostać przepracowana, by można było w końcu zacząć oddychać pełną piersią, nawet jeśli pierwszą młodość ma się już za sobą.

Historia tyleż prywatna, intymna, co uniwersalna

Powieść tę można odczytywać jako krytykę szwedzkiej obyczajowości lat pięćdziesiątych XX wieku, patriarchalnego społeczeństwa czy też jako próbę rozliczenia się w ogóle z ówczesną rzeczywistością[4]. Ale w istocie jest to opowieść o dorastaniu i dojrzewaniu człowieka w ogóle – nie tylko konkretnej szwedzkiej dziewczynki tamtego czasu. Zatem, nawet jeśli będziemy próbować interpretować Wróżbę Pleijel jako „subtelny manifest feministyczny”[5], to nie możemy zapomnieć, że to historia tyleż prywatna, intymna, co uniwersalna.

Proza ta jest rozliczeniem się z najtrudniejszym i jednocześnie najważniejszym okresem w życiu każdego z nas – dzieciństwa i młodości – czasu kształtowania siebie, wykluwania się dorosłego człowieka, który musi spojrzeć wstecz, by móc zrozumieć swoją przeszłość i zaakceptować siebie dziś.

Istota wspomnień

Pamiętać też musimy, że proza ta, to nie obiektywny ogląd całości. To wspomnienia, które przecież nie są rzeczywistością. Wspomnienia są rzeczywistością zniekształconą przez nas samych, przez to, co w międzyczasie się zdarzyło, czego doświadczyliśmy, są rzeczywistością przez nas przefiltrowaną, patchworkiem. Mimo swej fikcyjności są czymś niezbędnym, niezastąpionym. One to przecież na nas się składają, na to kim jesteśmy.

„Autentyczna fikcja”

Moja przygodna z Wróżbą pomieszała nieco dwa porządki – ten autentyczny i ten fikcyjny. Przystępując do lektury, wiedziałam, że mam w ręku literaturę autobiograficzną, czyli literaturą non-fiction (choć nieco zniekształconą za sprawą wspomnień, które rządzą się swoimi prawami). Jednak już z końcem pierwszej strony zapomniałam o tym. I dopiero po lekturze, gdy zaczęłam trawić przeczytaną opowieść, przypomniałam sobie o tym fakcie.

Pleijel w udzielonych wywiadach, opowiedziała o swojej przeszłości, którą odczytać możemy też z kart jej książki, ale wyjaśniając kwestie, które wpłynęły na decyzję o powołaniu do życia Wróżby zaznaczyła, iż uznała, że „nadszedł czas, żebym zachowała się lojalnie wobec tej dziewczynki, że teraz to jej muszę oddać głos”[6] i, co istotne, opowiedzieć „JEJ wersję”[7]. „Czy to, co opisuję, naprawdę się wydarzyło, czy to tylko triki mojej pamięci?”[8] – zastanawiała się też. Zatem…

Istotność fikcji

Wielokrotnie już mówiłam, że nie ma dla mnie nic bardziej inspirującego niż drugi człowiek. Jak pisałam we Wstępie,  w istocie „takie, jakby nie było, podglądanie ludzi, podsłuchiwanie, śledzenie ich poczynań, nieco pasożytnicze wręcz żerowanie na egzystencji innych jest fascynującym zajęciem, ale przede wszystkim pobudzającym, dającym energię, sprawiającym, że krew zaczyna szybciej krążyć, słowem inspirującym do życia. W przypadku twórców i intelektualistów pole rażenia zwykle jest jeszcze większe”.

Tyle że niekiedy, wtedy kiedy mamy do czynienia z listami, pamiętnikami, dziennikami, autobiografiami, powieściami z kluczem czy właśnie wspomnieniami twórców zawęża się pole interpretacji. Niekiedy nie sposób oderwać danego tekstu gatunku wyżej wspomnianego od jego genezy, mimo iż wiemy, że mamy do czynienia z aktem kreacji. W przypadku jednak Wróżby istnieje taka możliwość – moje doświadczenie tej lektury tego dowodzi. I rzekłabym nawet, że opowieść ta prosi się wręcz o to. Wtedy otrzymamy coś znacznie większego, istotniejszego.

Ps. 1. Opowieść Pleijel została pięknie wydana (ta przydymionomiętowa obwoluta – cudna) – elegancko i skromnie, ale to w końcu wydawnictwo Karakter.

Ps. 2. Polecam wywiad z Agnetą Plaijel w WyliczankaTV.

Ps. 3. Polecam kilka cytatów z tej intymnej opowieści, one przemówią najlepiej.

*Tytuł oryginalny – Spådomen. En flickas memoarer, rok pierwszego wydania – 2015, rok pierwszego wydania polskiego – 2016.


[1] Agnieszka Jucewicz, Agneta Pleijel: Kochanka ojca była przyjaciółką mojej matki, opublikowano 28.01.2017, http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,127763,21300056,agneta-pleijel-kochanka-ojca-byla-przyjaciolka-mojej-matki.html?disableRedirects=true, dostęp 14.07.2017.

[2] Ibidem.

[3] Nawiązanie do słynnych słów z Anny Kareniny Lwa Tołstoja.

[4] Justyna Szklarczyk, Agneta Pleijel: Codziennie myślę o tym, co zrobić, żeby nie zepsuć świata, opublikowano 04.12.2016, http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/1685562,1,agneta-pleijel-codziennie-mysle-o-tym-co-zrobic-zeby-nie-zepsuc-swiata.read, dostęp 14.07.2017.

[5] Ibidem.

[6] Jucewicz, op. cit.

[7] Ibidem.

[8] Ibidem.

BIBLIOGRAFIA
  1. Czechowska Justyna, Raj na ziemi nie istnieje, opublikowano 16.09.2013, https://www.tygodnikpowszechny.pl/raj-na-ziemi-nie-istnieje-20512, dostęp 14.07.2017.
  2. Jucewicz Agnieszka, Agneta Pleijel: Kochanka ojca była przyjaciółką mojej matki, opublikowano 28.01.2017, http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,127763,21300056,agneta-pleijel-kochanka-ojca-byla-przyjaciolka-mojej-matki.html?disableRedirects=true, dostęp 14.07.2017.
  3. Sokół Grzegorz, Miłość to samotność. Rozmowa z Agnetą Pleijel, szwedzką poetką i pisarką, autorką powieści „Lord Nevermore”, opublikowano 18.09.2003, http://wyborcza.pl/1,75410,1673956.html, dostęp 14.07.2017.
  4. Szklarczyk Justyna, Agneta Pleijel: Codziennie myślę o tym, co zrobić, żeby nie zepsuć świata, opublikowano 04.12.2016, http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/1685562,1,agneta-pleijel-codziennie-mysle-o-tym-co-zrobic-zeby-nie-zepsuc-swiata.read, dostęp 14.07.2017.
  5. Wróbel Olga, Wszystkie dzieci są na swój sposób samotne [rozmowa z Agnetą Pleijel, opublikowano 10.12.2016, http://krytykapolityczna.pl/kultura/czytaj-dalej/wszystkie-dzieci-sa-na-swoj-sposob-samotne/, dostęp 14.07.2017.