Wstęp

BałwochwalniaCzęść!

Jestem Bałwochwalica Jedna – założycielka Bałwochwalni, miejsca chyba dla tych, którzy gubią się w tym wielkim i bogatym w różności świecie, którzy wciąż szukają i stale odczuwają niedosyt i niepokojący chaos, który mierzi i nie daje o sobie zapomnieć nawet we śnie; dla idealistów; dla tych, którzy chcą mieć czas i nie chcą się spieszyć.

A kimże jest ta Bałwochwalica Jedna? To kobieta, której radość daje wiele, niekiedy całkiem drobnych rzeczy, ale równowagę zachowuje przede wszystkim dzięki słowom, dzięki literaturze, dzięki książkom. To stawia ją do pionu. Sprawia, że osiąga harmonię. Ściąga na ziemię, gdy za bardzo odleci, ciągnie do góry, gdy za bardzo się zapadnie, gdy za bardzo zejdzie w dół. Pozwala wyjść ze zgubnych skrajności, by w nich się nie zatracić. Pozwala dostrzec pełnię palety barw rzeczywistości, mnogość odcieni i wszelkich niuansów. Po prostu umożliwia żyć znośnie.

Koncept

Pewnego dnia, wraz z pozimowym przebudzeniem świata, narodził się pomysł, by spożytkować energię, która nagromadzona, szukała ujścia. Od lat marzeniem jest księgarnia, będąca też antykwariatem i klubokawiarnią z kątem do pracy (dziś powiedzielibyśmy raczej mini biurem coworkingowym 😉 ). Wiadomo jednak, że takie marzenia nie od razu zrealizować można (zakładając, że w ogóle nie planuje się pozostawić ich w sferze marzeń). Wiosną zaś zaistniała intensywna potrzeba zrobienia czegoś natychmiast, nie w bliżej nieokreślonym czasie, tylko czegoś już, teraz, od ręki. By w końcu zacząć działać. By myślenie przekuć w końcu w czyn.

Blog – padło hasło! Początkowo pomysł wydawał się niedorzeczny. W głowie zaczęło kołatać pytanie – Dlaczego nie? Przecież bogata i różnorodna blogosfera, którą systematycznie się eksplorowało, która intrygowała i wciągała, wywoływała niedosyt. Zawsze było jakieś „ale”. Może chodziło o to, że każdy z czytanych blogów był cudzy 😉 ? Czegoś po prostu zawsze w nich brakowało. Słowem potrzeby nie były zaspokajane.

I tak, od tamtej pory, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, jakby na przekór samemu sobie, drążyło się temat, by wkrótce poczuć, że to jest to! Człowiek przekonał więc samego siebie, że blog literacki/ książkowy jest pomysłem trafionym. Obmyślało się więc szczegóły, całą strategię, tworzyło koncepcję, projekt. Trochę to trwało, nie było to takie już, teraz, od ręki. Ale działało się. Tu i teraz.

Tak dniami i nocami, przez kilka kolejnych miesięcy, rodziła się wizja Bałwochwalni, miejsca dla tych niespokojnych, którzy mają ochotę pobyć z ludźmi, którzy patrzą na rzeczywistość przez podobny czuły filtr (nie znoszą tandety, bylejakości, tymczasowości, powierzchowności, są ciekawi drugiego, są albo chcą być otwarci na nieznane, chcą widzieć i czuć więcej, sięgać głębiej, którzy nie są zbyt praktyczni, którzy raczej w ogóle nie są praktyczni), którym nie po drodze jest iście po linii najmniejszego oporu, którzy mają wręcz wrodzony talent do utrudniania sobie życia, którzy cenią sobie własne towarzystwo na równi z towarzystwem innych; miejsca, w którym można odnaleźć coś, czego do tej pory się nie znalazło, podyskutować, pospierać się o kwestie, które w gruncie rzeczy są fundamentalne dla dziejów ludzkości, choć na pierwszy rzut oka wydają się być sztuką dla sztuki.

Bałwochwalnia

Świat zalewają tomy różnorakie, wyroby książkopodobne. I ręce opadają zerkając na wystawy sklepów z książkami, na półki tychże składów. Co wybrać? Czym się kierować? Może okładką? Trop niezły, choć niegwarantujący strzału w dziesiątkę. Może więc recenzjami fachowców? Ale oni to potrafią jedynie sprowadzić na manowce.

A może po prostu słuchać bałwochwalców literatury? Ich pisków, ochów, achów, sapnięć, przekleństw, wyzwisk, złorzeczeń, czkawek, beków, niestrawności? Owszem, będą to zawsze relacje subiektywne – nie każdemu to samo szkodzi i nie każdemu to samo ulgę przynosi – ale cóż innego pozostaje? Nie ma na razie lepszego sposobu na wytropienie czegoś dla siebie, niż wsłuchiwanie się w subiektywne, ale płynące z najgłębszych pokładów trzewi opinie. I Bałwochwalica Jedna, jako wręcz fetyszystka książek przede wszystkim (choć spec 😉 z racji szkół pokończonych, bo dawno temu postanowiła liznąć teoretycznych podstaw), z tego swojego zaczytania postanowiła zrobić użytek i w Bałwochwalni służy sugestią – na co warto zwrócić uwagę i czemu warto – oczywiście jej zdaniem – poświęcić tak cenny i szybko uciekający czas!

Zalew produkcji wątpliwej jakości przyczynia się nie tylko do tego, że niezauważone zostają rzeczy wartościowe wśród nowości wydawniczych, ale też do tego, że cenne dzieła z historii literatury (o zgrozo) stają się niebytem i odchodzą w zupełną niepamięć. Bałwochwalnia zatem to też miejsce – i może to jest jej najważniejsza misja – ocalającym od zapomnienia dzieła, o których zapomnieć nie można, bo będzie to wyrządzenie ludzkości zła, którego naprawić się już nie zdoła.

Ale to nie wszystko. Bo chodzi też o szeroko pojęty świat literacki, o przybliżenie jego zakątków, o oswojenie go, o zachłyśnięcie się nim. To też wycieczki w inne rejony świata, te filmowe i muzyczne (choć to już tylko marginalia). Bo przecież BJ musi raz na jakiś czas złapać oddech. I o ile wpada w ciągi filmowe, o tyle z muzyką sprawa ma się zgoła inaczej. Tak bardzo wpływa na jej system wewnętrzny, że niekiedy tylko ciszę toleruje.

Być może Bałwochwalnia na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym szczególnym spośród innych blogów o okołoliterackiej tematyce. Ale należy mieć na uwadze fakt, należy mieć świadomość, że BJ powołała swój blog do życia z trudnej miłości do rodzaju ludzkiego. Oddziela ziarno od plew, odwalając, mówiąc kolokwialnie, kawał roboty – brudnej, by ludzkość mogła już tylko delektować się tym, co według BJ cenne, godne uwagi, by nie marnowała czasu, energii, by nie zużywała siebie na rzeczy, które mogą odejść w niepamięć bez straty dla kogokolwiek. Na nowo też wywleka treści już niewidoczne, przykryte szczelnie grubą warstwą nie tylko kurzu, by odsłonić ich wartość najcenniejszą, bo uniwersalną. Teraz piłeczka jest po stronie ludzkości! Ona to musi zdobyć się na zaufanie, w tych niesprzyjających temu czasach.

Podsumowując, chodzi w gruncie rzeczy o zarażanie wirusem… czytelniczym, ale też o mądre czytanie!!!

One

BałwochwalniaI jeszcze jedna ważna sprawa. Dla Bałwochwalicy Jednej nie ma nic bardziej inspirującego niż drugi człowiek. W gruncie rzeczy takie, jakby nie było, podglądanie ludzi, podsłuchiwanie, śledzenie ich poczynań, nieco pasożytnicze wręcz żerowanie na egzystencji innych jest fascynującym zajęciem, ale przede wszystkim pobudzającym, dającym energię, sprawiającym, że krew zaczyna szybciej krążyć, słowem inspirującym do życia. W przypadku twórców i intelektualistów pole rażenia zwykle jest jeszcze większe.

A że BJ jest płci żeńskiej i wyczuwa silne, choć może nieco irracjonalne pokrewieństwo z przedstawicielami tego podrodzaju ludzkiego (drugim podrodzajem rodzaju ludzkiego są mężczyźni, żeby nie było…), to egzystencje, działania i dokonania kobiet podgląda ze szczególną uwagą. One też gościć będą w Bałwochwalni, ponieważ BJ tworząc blog, uświadomiła sobie, że potrzebuje wsparcia. Takiego wsparcia – w sensie mentalnym, duchowym – jakie mogą dać tylko wielkie, silne, wybitne kobiety, które na przestrzeni lat dokonały rzeczy tytanicznych wręcz, bo zmieniających świat, ludzi, ich myślenie i ich rzeczywistość. Tylko ktoś taki może inspirować, dodawać otuchy, popychać do działania, dawać siłę i odwagę! One to są więc dobrymi duchami Bałwochwalni i będą czuwać nad pomyślnością przedsięwzięcia 😉 .

                 Zapraszam więc i życzę przyjemności,


Podpis02

 

Ps. W Bałwochwalni pojawią się też imponderabilia, których nie będzie można zbagatelizować, nie zauważyć czy przemilczeć!