Małżeński portret nieprzystający. „Fatum i furia” – Lauren Groff

Tytuł – „Fatum i furia”

Autor – Lauren Groff

Tłumaczenie – Mateusz Borowski

Wydawnictwo – Znak

Rok – 2016

  • DLA KOGO – dla tych, którzy chcą w zgodzie z samym sobą współtworzyć dzisiejszą rzeczywistość, dla tych, którzy pragną istnieć wspólnie, a nie obok siebie, dla wrażliwców odpornych psychicznie, bo odziera ze złudzeń, wyprowadza z równowagi, odbiera poczucie bezpieczeństwa, usuwa grunt spod nóg
  • PO CO – by zrozumieć siebie, innych, by mieć świadomość, by akceptować ludzkie ułomności
  • MOJA OCENA – 6/6
Ból konwersacji

Zapewne nikomu nie jest obce uczucie irytacji, złości, ale przede wszystkim bezsilności, gdy podczas rozmów istotnych mówi się A a interlokutor słyszy B, gdy mówi się jedno a rozmówca słyszy drugie, gdy zdania wypowiadane mijają się, idą w próżnię, gdy sens nadany danym słowom, zupełnie nie pokrywa się z sensem danych słów rozmówcy… Nawet jeśli rozmawiają bliscy sobie ludzie…

Relacje międzyludzkie to temat bez dna. Zagadnienie jedno z ciekawszych w ludzkiej egzystencji. Najbardziej zagadkowe, intrygujące, niejednoznaczne. Temat, który od zawsze nurtuje twórców. W roku 2016 ukazały się między innymi dwie powieści, które w gruncie rzeczy są wiwisekcją związków międzyludzkich właśnie. O jednej z nich była już mowa w Bałwochwalnii („Małe życie” Hanyi Yanagihary), na drugą właśnie przyszedł czas.

Powieść Lauren Groff „Fatum i furia”, bo o nią tu chodzi, doceniona została już chyba przez wszystkich (nawet przez Baracka Obamę 😉 ). W jednych peany pochwalne wywołują chęć lektury, w drugich jednak wywołują raczej odruch obronny. Tym jednak razem warto się przełamać.

Małżeńskie fatum i furie

Nie tylko co, ale i jak

„Fatum i furia” to przykład powieści, w której liczy się nie tylko co, ale i jak. Wychowani na twórcach, dla których forma była nie mniej ważna niż treść, dla których odpowiedź na pytanie „jak?” była/ jest jedną z zasadniczych kwestii, będą powieścią Groff usatysfakcjonowani.

Autorka swoją opowieść o pewnym amerykańskim małżeństwie podzieliła na dwie części. Dzięki temu prostemu zabiegowi forma zazębia się z treścią. Pierwsza części to opowieść męża, druga – żony. Dopełnieniem tego jest symboliczny tytuł powieści, który w środku zostaje rozbity. Fatum staje się tytułem i symbolem części pierwszej – jego. Furia zaś części drugiej – jej. Ten sposób narracji – niby banalnie prosty – wywołuje znakomity efekt.

Małżeński portret nieprzystający

„Fatum i furia” to portret konkretnego małżeństwa, Mathilde i Lotta, na przestrzeni wielu lat, a ogólniej relacji dwojga ludzi. Portret ten odmalowany zostaje przez samych głównych bohaterów. W zasadzie otrzymujemy dwa szkice – jeden odmalowany z jego perspektywy, drugi z jej. I dopiero te dwa portrety, nałożone na siebie, tworzą ten jeden prawdziwy, faktyczny, ukazują jego realny charakter, jego istotę. Najistotniejsze, ale i najciekawsze jest właśnie to nakładanie na siebie tych dwóch wizerunków – dwóch perspektyw, jakże różnych, dwóch punktów widzenia, jakże odmiennych. Nakładanie owo, dzięki konstrukcji powieści, autorka pozostawia nam. To my scalamy, to my łączymy w jedno dwa, do tej pory połowiczne, nieobiektywne portrety. To nakładanie jest więc w istocie tworzeniem. Naszym aktem kreacji.

I to my, strona za stroną, coraz szerzej otwieramy oczy ze zdumienia. Bo okazuje się, że dwa światy tylko pozornie tworzą jeden spójny, nie przystają cy do siebie. W istocie okazuje się, że to dwa różne, bardzo rozbieżne, wykluczające się wręcz, obce światy.

Dekonstrukcja i rekonstrukcja

Autorka pozbawia nas właściwie radości tworzenia. Bo tak naprawdę okazuje się, że to konstruowanie jest destrukcją, dekonstrukcją. Czego? W gruncie rzeczy naszego bezpieczeństwa, naszego wewnętrznego komfortu, poczucia posiadania życiowej mądrości. Groff wyrywa z tego kokonu, spod klosza, w którym w zasadzie sami siebie umieściliśmy, dla własnej przede wszystkim wygody psychicznej. Uświadamia nas, zmusza do zrewidowania naszego myślenie, najpierw burząc, a później rekonstruując.

A chodzi o relacje, niby małżeństwa, ale przecież nie tylko, bo chodzi o relacje w ogóle, tak trudne, skomplikowane, nieodgadnione, nie do pojęcia.

Treści nadbudowane

Tytuł powieści już sugeruje, że jest zanurzona w tradycji. I rzeczywiście. Bo autorka na tytule nie poprzestaje. Cała powieść jest silnie zakorzeniona w tradycji antycznej i literackiej w ogóle. Tekst jest naszpikowany literackimi aluzjami, ale nie jest to obliczone na tani efekt, nie są to erudycyjne popisy dla samych popisów, nie jest to sztuka dla sztuki.

Te odwołania, nawiązania pokazują ciągłość, porządek świata, który choć ulega przemianie wciąż trwa. Już za sprawą samego tytułu nadbudowane zostały pewne treści. Fatum to przecież nic innego jak mitologiczne mojry – boginie przeznaczenia. Furie zaś to erynie – boginie zemsty, nienawiści. A przecież to nie wszystko. Czytając, szybko zorientujemy się, że to też antyczna tragedia, rozpisana na głosy głównych bohaterów i chóru. Tak, mamy u Groff chór. Dyskretny, cichy, ale znaczący. Dzięki któremu uniwersalność opowieści staje się namacalna.

Tragizm bohaterów, niczym w greckim dramacie, polega na ich uwikłaniu w sytuację, z której nie ma wyjścia, z góry więc skazani są na porażkę. I rzeczywiście, o rozumieniu drugiego, jakbyśmy bardzo się nie starali, mowy być nie może. Tu każdy poniesie klęskę, każdy skazany jest na samotność, obcość.

Cicha obecność tu i teraz

Powieść ma swój czas, ale ten element pozostaje niemalże niezauważalny. Współczesność jest skrycie obecna, trwa, otacza. Jest przyczajona i tylko pozornie nie wpływa na los bohaterów. Zgodzić się trzeba z Wojciechem Engelkingiem, że współczesność to „niedostrzegalny inaczej niżeli z perspektywy kilkudziesięciu lat proces przemiany myślenia społeczeństwa o samym sobie”[1]. A wypowiedzi wspomnianego chóru „można traktować jako specyficzny głos zmieniającego się świata”[2], który wskazuje na uczestnictwo bohaterów „w stopniowej przemianie obyczajów”[3].

Nadzieja

Autorka jednak daje nam nadzieję, choćby w komentarzu do swojej powieści:

Rilke napisał kiedyś bardzo pięknie o tym, że bycie z kimś w bliskim związku jest piękniejsze, kiedy akceptuje się dzielącą nas przestrzeń. Wierzę w to i uważam, że zachowanie autonomii w bliskiej relacji jest niezwykle ważne, jeśli chce się stworzyć z kimś jedność. Widzę to też na skali politycznej, nie tylko w odniesieniu do indywidualnego życia. Posiadanie tajemnic jest piękne. Bardzo ważne dla naszego życia duchowego jest zachowywanie tajemnic przed samym sobą. Nie podoba mi się koncepcja związku jako zbiorowej terapii, w trakcie której powinno się mówić partnerowi wszystko. To niebezpieczne. Gdyby powiedzieć partnerowi wszystko, co się o nim myśli, można by go zniszczyć. To mogłoby mieć fatalne konsekwencje. Tak wyobrażam sobie piekło. Zachowywanie autonomii i mrocznych tajemnic jest bardzo ważne[4].

Zatem pozostaje nam tylko pewne rzeczy, na które wpływu nie mamy, zaakceptować, nabrać powietrza w płuca i… żyć wspólnie!

Ps. Polecam kilka cytatów z tej intrygującej powieści, one przemówią najlepiej.

*Tytuł oryginalny – Fates and Furies, rok pierwszego wydania – 2015, rok pierwszego wydania polskiego – 2016.


[1] Wojciech Engelking, Bo to był on; bo to byłem ja. O „Fatum i furii” Lauren Groff i „Małym życiu” Hanyi Yanagihary, http://kulturaliberalna.pl/2016/04/12/fatum-i-furia-male-zycie-wojciech-engelking-recenzja/, dostęp 27.11.2016.

[2] Ibidem.

[3] Ibidem.

[4] Trójkowy znak jakości, „Fatum i furia” Lauren Groff. Opowieść małżeńska [audycja radiowa], 21.03.2016, godz. 13:45, pr. III PR, http://www.polskieradio.pl/9/874/Artykul/1597124,Fatum-i-furia-Lauren-Groff-Opowiesc-malzenska, dostęp 27.11.2016.