„Jeszcze” – Hakan Günday

W świadomości polskiego czytelnika literatura turecka jest obecna głównie za sprawą prozy Orhana Pamuka i Elif Şafak, ale i dzięki Burhan Sönmez („Stambuł, Stambuł”), Moris Farhi („Młodzi Turcy”), Halide Edip Adivar („Rabia”). Niedawno do tego zacnego towarzystwa dołączył, przynajmniej teoretycznie, Hakan Günday, który w Turcji ma już ugruntowaną pozycję. To autor kilku powieści (ośmiu), sztuk i scenariusza wysoko ocenianego przez krytyków i odbiorców serialu („Şahsiyet”). W Polsce w 2016 roku ukazała się jego siódma powieść „Mało”, która w 2011 roku otrzymała nagrodę za najlepszą powieść roku w Turcji, a w 2018 ósma – „Jeszcze”, uhonorowana francuską Nagrodą Prix Médicis. Zaznaczyłam, że teoretycznie Günday jest obecny na polskiej scenie literackiej, gdyż praktycznie mam wrażenie, że wspomniane tytuły nie dotarły do nieco szerszego grona, niż tylko garstka łowców skarbów. A oba zasługują na uwagę, na nieco większy odbiór.

Ciężki kaliber

Bohaterem i narratorem opowieści „Jeszcze” jest „człowiek działający w sektorze usługowym” (s. 67). Przypuszczam, że nie brzmi to zbyt zachęcająco. Proponuję jednak nie ulegać pozorom i dać szansę. Bo, zapewniam, że lektura tej opowieści zaskoczy i usatysfakcjonuje pod każdym względem. Pod warunkiem oczywiście, że nie jesteśmy amatorami literatury lekkiej, łatwej i przyjemnej. To bowiem powieść z kategorii tych najcięższych, nie najłatwiejszych i delikatnie mówiąc mało przyjemnych.

Rozbite marzenia

Ów „człowiek działający w sektorze usługowym” to niezwykle inteligentny i oczytany Gazâ – chłopiec marzący o zwyczajnym życiu nastolatka, o książkach, podróżach, przyjaciołach, ale także syn okrutnego ojca – przemytnika nielegalnych imigrantów, uciekających przed wojną, głodem i nędzą, przewożonych w ciężarówce przez Turcję, by u wybrzeży Morza Egejskiego, w specjalnie do tego przygotowanym podziemnym zbiorniku poczekać kilka dni, niekiedy i tygodni na sposobność, by wyruszyć dalej, na łodziach do Grecji, ku bezpiecznej, spokojnej przyszłości, uciekających z kraju, „gdzie ludzie rodzą się dziesiątkami i umierają tuzinami” (s. 168), których jedynym „pragnieniem było dotrzeć do kraju, gdzie ludzie rodzą się pojedynczo i umierają samotnie” (s. 168), którzy marzą o byciu szczęśliwym gdzieś daleko, w obiecanej im ziemi, którzy po turecku znają tylko jedno słowo – „jeszcze” (wypowiadane wraz z prośbą o wodę do picia).

Na usługach świata

Miejsce urodzenia chłopca, Turcja, w rodzinie takiej, życie wśród ludzi zdegradowanych moralnie, a nie innej, sprawiło, że musiał stawić czoła przyszłości, której nie chciał, na którą nie miał wpływu, o której sam nie decydował.

My robiliśmy tylko to, czego wymagały od nas współrzędne geograficzne naszej ziemi. (s. 19)

„Kreatura budząca postrach”

Czas, miejsce, okoliczności nie dały mu szansy. Mógł jedynie dostosować się. Zaakceptowanie rzeczywistości nie trwało zbyt długo. Wystarczyło pięć lat. Już jako dziewięciolatek Gazâ zaczął pomagać ojcu w procederze, który z nielegalnego przewozu uchodźców przemienił się w istocie w handel niewolnikami. Porzucił szkołę do jakiej zwykli chodzić jego rówieśnicy i rozpoczął „inny rodzaj szkoły. Szkoły, w której na każdej lekcji omawiany był temat człowieczeństwa” (s. 127). A że był wyjątkowo bystrym dzieckiem  miał szansę zostać, jak przepowiadali mu nauczyciele, „kimś wielkim” (s. 109). I rzeczywiście, stał się wyjątkowo bezwzględnym oprawcą, cynicznym, drwiącym, wyrachowanym, pozbawionym empatii fachowcem w swej dziedzinie, grabiącym z resztek złudzeń tych, którzy postawili wszystko na jednej karcie.

Szybko doszedł do punktu, „w którym kończy się człowieczeństwo” (s. 27). Porzucił marzenia i pełen gniewu i nienawiści rozpoczął pracę w „ściekach sektora usługowego” (s. 68), stając się „oddanym wyrobnikiem sektora handlu ludźmi” (s. 23). Był „odpowiedzialny za drożność i czystość kanału, którym ściekali ludzie” (s. 68). Niemalże z każdym dniem, z każdą najdrobniejszą możliwością poczucia się panem życia i śmierci, stawał się coraz bardziej bezwzględnym i wyrachowanym oprawcą. Przeprowadzał eksperymenty psychologiczno-socjologiczne, a manipulując zamkniętymi w zbiorniku ludźmi, dopuszczał się czynów najhaniebniejszych, zbrodni najcięższych.

„Bóg bogów”

Wypadek ciężarówki pełnej ludzi, trzynaście dni spędzonych pod stosem martwych ciał, śmierć ojca dały chłopcu możliwość uwolnienia od dotychczasowego życia. Mógł zerwać z przeszłością i zacząć wieść egzystencję jakiej pragnął. Okoliczności w końcu zaczęły temu sprzyjać. Niestety, było już za późno. Był już „bestią”, zdeprawowaną do szpiku kości jednostką aspołeczną. Miał szansę stać się lepszym człowiekiem, ale niestety, stał się jeszcze bardziej taki jak był – „jeszcze bardziej bezlitosny, jeszcze bardziej morderczy, jeszcze bardziej dwulicowy, jeszcze bardziej potworny i jeszcze, i jeszcze, i jeszcze bardziej wszystkim…” (s. 271-272). Stał się „bogiem bogów” (s. 340).

Z życia ofiar i oprawców

„Jeszcze” to relacja z życia przemytnika, która w istocie jest opowieścią o tym jak rodzi się zło; o przemianie człowieka w „budzącą postrach kreaturę” (s. 68) – obraz odmalowany w czterech technikach malarstwa renesansowego – sfumatocangiantechiaroscurounione – przedstawiający przejście z jasności w ciemność. Pierwsza część opowiada o tej transformacji, druga zaś o życiu po…

Ale „Jeszcze” to także sugestywna opowieść o życiu uchodźcy – o codziennej gehennie jaką musi przejść, by w końcu jego marzenia rozbiły się u wybrzeży raju, to o opowieść o pragnieniu lepszego życia, na które nie ma szansy.

Günday  w szczególny sposób mówi o odwiecznej walce dobra ze złem.

Test na człowieczeństwo

Günday zafundował nam, poza tym, że bardzo dobrą pod względem formalnym, artystycznym, estetyczny, to inteligentną, ironiczną, sugestywną, nieco pod prąd, kontrowersyjną, niekiedy perwersyjną, niejednoznaczną, zniuansowaną, dość brutalną i bezwzględną także wobec odbiorcy książkę, która porusza problem stary jak świat („Trudno stwierdzić dokładnie, kiedy handel ludźmi miał swój początek. Gdy jednak uświadomimy sobie, że realizacja takiego rodzaju wymiany jest możliwa z udziałem jedynie trzech osób, możemy wyruszyć daleko wstecz w historii rodu ludzkiego. […] Początek handlu ludźmi na skalę światową można więc datować następująco: „Przy pierwszej sposobności!” (s. 23)), a który w drugiej dekadzie XXI wieku dotyczy niemalże każdego, leży bowiem u podstaw przeobrażeń naszego podwórka. Jest kwestią, wobec której musimy zająć stanowisko, której musimy stawić czoła. A nie jest to łatwe zadanie, poddawani jesteśmy bowiem testowi na człowieczeństwo, poddany próbie zostaje nasz system etyczny.

To powieść najcięższego kalibru, która mówi o naszej rzeczywistości, w której nie ma wygranych, gdyż przegranymi są nie tylko ofiary – upokorzone, upodlone – ale i ich oprawcy – zezwierzęceni, odhumanizowani. Jesteśmy jeszcze my, tylko pozornie niemający z tym wiele wspólnego. Proza, która zawstydza, pozbawia złudzeń, poczucia komfortu, otwiera oczy, uświadamia, odsłania utajone nieludzkie oblicza ludzkie.

Tytuł – „Jeszcze

Autor – Hakan Günday

Tłumaczenie – Dorota Haftka-Işık

Wydawnictwo – Sonia Draga

Rok – 2018

  • DLA KOGO – dla fanów literatury tureckiej, dla miłośników dobrej literatury po prostu, dla ignorantów, dla wrażliwych na ludzką krzywdę, dla amatorów literatury zaangażowanej, dla zainteresowanych zjawiskami naszych czasów i zadających sobie pytania o współczesność
  • PO CO – by się zreflektować, by zrewidować swe przekonania
  • MOJA OCENA – 6/6

*Wszystkie cytaty z dzieła pochodzą z tomu, Jeszcze, Hakan Günday, Katowice 2018.

** Tytuł oryginalny – More, rok pierwszego wydania – 2013, rok pierwszego wydania polskiego – 2018.