Walentynkowe propozycje*

Walentynkowe propozycje

Czas najwyższy na walentynkowe propozycje Bałwochwalicy Jednej!!!

Wkrótce dzień św. Walentego, zwany powszechnie Walentynkami bądź Dniem Zakochanych. Pasuje to święto do mnie jak przysłowiowa pięść do nosa, ale każda okazja jest dobra do okazania życzliwości drugiemu. Niech więc choć tego jednego dnia człowiek nie będzie człowiekowi wilkiem.

W Bałwochwalni postanowiłam też wyjść dacie naprzeciw! Tytuł notatki sugeruje, że będą to propozycje. Tak, będą propozycje, ale nie będzie to lista książek o miłości, bo szukając w pamięci czegoś à propos tylko powieści Jane Austen ewentualnie odpowiadałyby okolicznościom. Inne tytuły, które przychodzą mi do głowy, owszem są à propos, ale mogą raczej pobudzić do gestów dramatycznych. Podobnie ma się sprawa z filmem. Dzieła X muzy, które mogłabym ewentualnie na walentynkowej liście umieścić raczej nie dałyby nikomu radości i szczęścia, jednie mogłyby wprowadzić zamęt i wywołać wątpliwości 😉 . Dlatego lepiej, bym się przed tym powstrzymała.

Inne walentynkowe propozycje

Może już doczytała(e)ś się, że jestem osobą ceniącą sobie nad wyraz sztukę epistolarną… Wymierającą niestety, jeśli już nie wymarłą. Niestety, ja też listy piszę już bardzo rzadko, bo odpowiedzi przychodzą w innej formie – z duchem czasu, gdyż wszyscy jesteśmy już na szybką reakcję nastawieni, no a wymiana listów wymaga przecież czasu. Kto dziś tyle by czekał? Nie mogłam jednak tej praktyki zarzucić całkowicie, musiałam ją jakoś przemycić do teraźniejszości i kartki świąteczne, urodzinowe i wszelkiego innego rodzaju kartki wysyłam w ilościach hurtowych niemalże. By nadać temu odpowiedni sznyt wypisuję je piórem. No, nie gęsim i bez kałamarza, nieco bardziej współczesnym, ale też pięknym – o wartości ogromnej. Nie w sensie materialnym oczywiście, ale sentymentalnym! I w niniejszej nocie Walentynkowe idę tym właśnie tropem!

Sztuka epistolarna

Proponuję więc list!!! Będzie romantycznie, staroświecko i dziś jakże odmiennie. Mam nadzieję, że zdołam Cię pobudzić i zainspirować. Byś poczuł(a) moc i wyobraźnia Twoja pokonała wszelkie granice 😉 . I by Cię może poniosło…, a spod Twego pióra wyszły zdania, których nie powstydziliby się najwięksi epistolografowie, bo płynących z najgłębszych zakamarków Twojej duszy! Albo choć, jeśli będzie brakować Ci słów, byś wzią(ę)ł(a) przykład z Mr. Biga[1] i wyraził(a) za pomocą cudzych słów to, co sam(a) czujesz. Albo… byś choć poczuł(a) chęć do lektury jakiegoś zbioru listów[2]. Albo… Sam(a) coś wymyśl. Mam nadzieję, że poniższe akapity uwolnią Twoją kreatywność.

Nieco historii

Listy zawsze zyskiwały jako utwory artystyczne, wchodząc na stałe do dziejów literatury pięknej. Każda literatura narodowa ma swoich klasyków epistolografii. Autorami słynnych listów w literaturze francuskiej byli między innymi Rabelais, Racine, Pascal, Rousseau, Diderot, Wolter, Sand, Flaubert, Gide. W angielskiej Locke, Swift, Stern, Scott, Byron. W niemieckiej Lessing, Winckelmann, Goethe, Schiller, Mann, Kafka. W rosyjskiej Turgieniew, Dostojewski, Czechow, Majakowski. W polskiej Jan III Sobieski, Stanisław August, Krasicki, Naruszewicz, Trembecki, Słowacki, Krasiński, Żmichowska, Brzozowski, Iwaszkiewicz, Poświatowska. Można by wymieniać bez końca…

Przyznasz, że imponująco przedstawia się ta lista!?

Witkacowskie listopisanie

Jednym z moich ulubieńców wśród epistolografów jest Stanisław Ignacy Witkiewicz. Jest on autorem kilku tysięcy listów, mimo to nigdy za epistolografa w sensie literackim się nie uważał. Pisanie listów było jednak istotnym elementem jego egzystencji. Korespondencja była dla niego swego rodzaju rozmową istotną z innymi i była mu niezbędna, „[…] była dla niego […] znakiem istnienia, wyrazem potrzeby kontaktu z bliskimi – nic więcej”[3]. Tak więc była to działalność czysto pragmatyczna. I myśl, że owa korespondencja, prywatna, tak bardzo przecież intymna, mogłaby wpaść w obce ręce, a nie tylko poszczególny adresatów, przerażała twórcę.

Listy Witkacego pisane są językiem mówionym, dosadnym, emocjonalnym, z kolokwializmami, wulgaryzmami. Ton ironiczny mieszał z poważnym, żart z wyznaniem. Autor bawił się w swym listopisaniu słowem, językiem, także jego formalnymi elementami. Przekształcał ceremonialne formułki, powitania i zakończenia, konwencjonalne zwroty. Bywało, że stylizował swe listy na antyczne, apostolskie czy urzędowe. Adresatów obdarzał przeróżnymi przydomkami, sam też rozmaicie się podpisywał, nadając sobie tytuły, przezwiska, często autoironicznie, adekwatne do jego stanu psychicznego i duchowego. Wszystko to było elementem zabawy i eksperymentu.

Te listy nie są wyrafinowaną sztuką. Jednak poza istotnymi walorami faktograficznymi i dokumentacyjnymi korespondencja ta wyróżnia się i jest na tle polskiej tradycji epistolograficznej czymś osobnym.

Witkacy jest też autorem ogromnej ilości listów miłosnych[4]! Choć należy podkreślić, że  w tym przypadku określenie to brzmi dość osobliwie, gdyż te Witacowskie listy miłosne znacznie odbiegają od powszechnego wyobrażenia na temat tego rodzaju korespondencji!

Miłosne listy twórcy awangardowego

Listy autora Szewców do żony stanowią wielowątkową powieść epistolarną o charakterze autobiograficznym, są jednocześnie intymnym dziennikiem, zawierającym obraz życia artysty od chwili poznania Jadwigi do śmierci. Są też fascynującym romansem literackim i osobistą powieścią psychologiczną. Korespondencja ta, to też dokument psychologiczny. Adresatka jest tu zaufanym spowiednikiem, oddanym i tolerancyjnym przyjacielem, któremu można zwierzyć się z najwstydliwszych myśli.

Listy te były przeznaczone wyłącznie dla niej. Autor prosił o ich spalenie. Na szczęście dla nas Jadwiga tego nie uczyniła…

Tematy Witkacowskich listów do żony są rozmaite. To nie tylko wyznania, zwierzenia, ale z uwagi na myśl przewodnią noty, poprzestanę na tym właśnie aspekcie tej korespondencji.

Już na samym początku autor Pożegnania jesieni pisał do swej narzeczonej:

Bądź łaskawa zrobić to, co miałaś zamiar, tj. uważać się za moją narzeczoną i dążyć do popełnienia tego potwornego (wprost) szaleństwa: wyjścia za mnie za mąż między 20 a 25 IV. Ja ze swojej strony zrobię wszystko, aby Ci życie urozmaicić. (s. 13)

Coraz więcej widzę, że Ty właśnie jesteś moim najistotniejszym przeznaczeniem. Kiedy będziesz moją żoną (o Boże, Boże!!), mam nadzieję, że się trochę (tylko trochę) uspokoję i będę mógł jeszcze wydobyć z siebie trochę rzeczy istotnych […]. (s. 17)

Witkacy stale zapewniał wybrankę o swych uczuciach i wciąż obiecywał, że nigdy jej nie zostawi. Prosił, gdy byli z dala od siebie, by osamotniona się nie czuła, bo jego duch jest zawsze przy niej:

Ja Cię przecież ani na chwilę nie chciałem opuścić, tylko muszę dążyć do tego, aby nie zwariować, bo wtedy to już nic ze mnie nie będzie. (s. 181)

Przekonywał, że dla niej jest „”zrezygnowany” na wszystko” (s. 15) i dodawał:

Wiedz na pewno, że jestem do Ciebie piekielnie przywiązany i że zerwanie z Twojej strony byłoby dla mnie katastrofą. (s. 7)

Nietypowym wyznaniom nie było końca:

Podkochuję się w Tobie powoli, ale za to systematycznie. Jest metoda w tym obłędzie. (s. 18)

Między innymi zajęciami kocham Cię. (s. 36)

Muszę Ci oświadczyć oficjalnie, że Cię b. kocham […]. (s. 8)

A jednak Ciebie jedną kocham i od tego nie odstąpię. (s. 160)

I dalej:

[…] tłum na ulicy i ja mizdrzący się do b. ładnej nieznanej kobiety. Czemu nie byłaś w tłumie. (s. 196)

B. mi bez Ciebie źle. Zajrzałem do pustego pokoju i mało się nie rozpłakałem. (s. 197)

Wyznania miłości przeplatały się z wyrazami tęsknoty i cierpienia, bo kochał i rozpaczał, że żona jest tak daleko:

Możesz wierzyć czy [nie] – wierzyć – jest mi to obojętne. [Bardzo] mi smutno bez Ciebie. (s. 54)

B. tęsknię za Tobą i b. mi jest źle. Czyż wszyscy tak ciągle cierpią jak ja. Zaczyna to być zupełnie nudne. (s. 225)

Gdy pojawił się problemy w małżeństwie, pragnął jak najszybszego ich rozwiązania, by mogli być razem, bo tylko we wspólnym życiu, jak twierdził, mógł znaleźć oparcie duchowe:

[…] od b. dawna już nie kochałem Ciebie tak b. jak obecnie. (s. 199)

Musimy załatwić tę sprawę, bo inaczej będzie źle. Z Tobą jestem dużo pewniejszy życiowo i duchowo. (s. 201)

Potwornie Cię wprost kocham i tęsknię za Tobą. Nie masz pojęcia, jakie parszywe jest moje życie bez Ciebie. Tylko w związku z Tobą można wytrzymać tę pospolitość i marność egzystencji. (s. 203)

Nic nie mogę napisać prócz tego, że Cię kocham b. (s. 208)

I można tak cytować bez końca…

Listy Witkacego do żony są „olśniewającymi konceptami”[5], stanowią istotną rozmowę dwóch osób, które pragnęły żyć ze sobą, a którym trudno było pragnienie to ziścić. Korespondencja ta stała się dialogiem niezwykłych osobowości. Przybiera formę nieprawdopodobnej opowieści w wymiarze duchowej egzystencji dwójki bohaterów, których życie rozgrywa się na jej kartach.

Niestety, w przypadku tej korespondencji brakuje odpowiedzi adresatki. Nie przetrwały. Musimy więc zadowolić się jedną stroną dialogu, to jednak wystarczy, by uczta była entej klasy!

Teraz wszystko w Twoich rękach – piłeczka jest po Twojej stronie 😉 . Mam nadzieję, że natchnęłam Cię do działań osobliwych w XXI wieku. Albo, że choć zaciekawiłam…

Ekscytujących Walentynek!!!

*Zasadnicza część niniejszego tekstu jest oparta na publikacji Dominiki Spietelun 😉 – Witkacowskie muzy. Kobiety w egzystencji i dziele artysty, Kraków 2013.


[1] Seks w wielkim mieście, reż. Michael Patrick King, USA, 2008.

[2] Na przykład, Listy Miłosne Sławnych Ludzi, oprac. Bertold Merwin, Lwów-Poznań, 1922, Listy na wyczerpanym papierze, Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora, Warszawa 2010, Najlepiej w życiu ma twój kot. Listy, Kornel Filipowicz, Wisława Szymborska, Kraków 2016.

[3] Anna Micińska, Autoportret „Alcoforado”. O korespondencji Stanisława Ignacego Witkiewicza, w, Istnienie Poszczególne: Stanisław Ignacy Witkiewicz, oprac. Janusz Degler, Wrocław 2003, s. 269.

[4] Stanisław Ignacy Witkiewicz, Listy do żony, tom 1-4, Warszawa 2005-2012. Z tomu pierwszego pochodzą dalsze cytaty. Numery stron podano bezpośrednio po cytowanym fragmencie.

[5] Tomasz Bocheński, Idealne małżeństwo, w, Witkacy i reszta świata, Łódź 2010, s. 79.

Kartoteka 6

Kartoteka 6 - William S. Burroughs - przedstawiciel literatury amerykańskiej
William S. Burroughs, 1977*

William S. Burroughs

5 lutego 1914 – 2 sierpnia 1997

Amerykański pisarz i poeta, główny przedstawiciel ruchu artystycznego Beat Generation.


*Autor Marcelo Noah, pochodna pracy Сдобников Андрей – Allen_Ginsberg_and_William_S._Burroughs.jpg, ten plik jest fragmentem innego pliku Carl Solomon, Patti Smith, Allen Ginsberg and William S. Burroughs.jpg, CC BY 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=16772568, dostęp 08.02.2017.

Podsumowanie miesiąca – styczeń 2017

Podsumowanie miesiąca - styczeńCzas na Bałwochwalicy Jednej podsumowanie miesiąca!

Jak minął Bałwochawlicy pierwszy miesiąc roku 2017? Otóż mój styczeń w tym roku był jakże różny od minionych miesięcy pod względem bzików literackich i nie tylko. Otóż zaprogramowałam się nie do końca w sposób świadomy – tak wyszło, mimochodem – na powroty, odgrzebywanie rzeczy, które swego czasu odegrały w moim życiu niemałą rolę, na przypomnienie sobie o istotności przeszłość, która wpływa na teraźniejszość. Sprzyjały temu moje postanowienia noworoczne (powrót do klasyki literatury amerykańskiej i polskiej oraz do literatury faktu) i rok Jane Austen. Nawet filmy były przede wszystkim powrotami! Niestety, muzyka w styczniu zeszła na dalszy plan! Choć w głowie słyszę wciąż pewną melodię… 😉 !

A wydarzenia? No cóż…

Wydarzenia:

„Niestety i w tym miesiącu zdarzyło się coś smutnego […]” – tymi słowami zaczęłam i październikowe, i listopadowe, i grudniowe podsumowanie. I niestety, styczniowe też trzeba tą samą frazą otworzyć:

  • Śmierć Zygmunta Baumana – jednego z najwybitniejszych polskich naukowców, socjologa i filozofa, twórca koncepcji płynnej nowoczesności, do którego nie sposób się dziś nie odwoływać.

Czas więc na ponowne zagłębienie się w jego koncepcje.

I jedno małe, prywatne:

  • Nowy cykl w Bałwochwalni Kartoteka – krok w rozwoju Bałwochwalni.
Książki:

W tym miesiącu znów poległam 🙁 . Nie zrealizowałam styczniowego harmonogramu lekturowego (aj, 🙁 🙁 🙁 źle mi z tym bardzo, ale w zasięgu wzroku pokus było sporo i moja silna wola okazała się po prostu słaba), mam jednak wciąż nadzieję, że zdołam to nadrobić i tym samym w 100% zrealizować zimowy rozkłady jazdy.

Nie znaczy to wcale, że się leniłam!!! Nie, nie. Po prostu w moich dłoniach pojawiły się niespodziewanie 😉 książki, których w planach styczniowych nie było. No i cóż było robić? Pochłonąć tylko jak ciepłe bułeczki.

W planie była klasyka literatury amerykańskiej (zrealizowane), klasyka literatury polskiej (nie wyszło), dwie pozycje z literatury faktu (zrealizowane w połowie) i nowość (zrealizowane).

A konkretnie wyglądało to tak (kolejność alfabetyczna):

  • Ból – Zeruya Shalev.
  • Czarne skrzydłaSue Monk Kidd.
  • Jak pokochać centra handlowe – Natalia Fiedorczuk-Cieślak.
  • Lot nad kukułczym gniazdem – Ken Kensey.
  • Skóra – Toni Morrison.
  • Virginia Woolf – Beatrice Masini.

Zatem dwie pozycje pozostały do nadrobienia 🙁 . Mimo to uważam, że styczeń był miesiącem baaaardzo udanym pod względem czytelniczym 🙂 ! Polecam wszystkie pozycje, ze szczególnym wskazaniem na opowieść o Virginii i „kukułczym gnieździe”.

Filmy:

Z wielką chęcią oglądałam w styczniu filmy! Nie wszystkie seanse były udane. Wielkiego zawodu doświadczyłam przy ostatnim Woody Allenie. Chyba żaden z jego filmów tak bardzo mnie nie rozczarował 🙁 . Za to dobrze bawiłam się przy trzeciej części przygód trzydziestolatki ponad dekadę później 😉 . A Maggie ze swoim planem i „nienormalna” María po prostu powaliły mnie. Reszta, klasa sama w sobie! Polecam! Kolejność alfabetyczna:

  • Bridget Jones 3 – reż. Sharon Maguire, Francja, Irlandia, USA, Wielka Brytania, 2016.
  • Duma i uprzedzenie – miniserial, Wielka Brytania, 1995.
  • Jak być normalną – reż. Leticia Dolera, Hiszpania, 2015.
  • Kto się boi Virgini Woolf – reż. Mike Nichols, USA, 1966.
  • Lot nad kukułczym gniazdem – reż. Miloš Forman, USA, 1975.
  • Plan Maggie – reż. Rebecca Miller, USA, 2015.
  • Portret damy – reż. Jane Campion, USA, Wielka Brytania, 1996.
  • Śmietanka towarzyska – reż. Woody Allen, USA, 2016.

Uznaję więc styczeń pod względem filmowym za rewelacyjny!

Muzyka:

Piękne dźwięki w tym miesiącu nie wybrzmiały! No, oczywiście poza jednym, najpiękniejszym – CISZĄ! Nie mogę jednak przemilczeć jednej rzeczy 😀 !

  • All by Myselfi 😉 😉 😉 !

Podsumowując – cudny był styczeń 2017 pod względem doznań estetycznych i nie tylko!!! Czerp więc z mojego zestawienia miesięcznego inspirację!

Kartoteka 5

Kartoteka 5 - Mark Twain - przedstawiciel literatury amerykańskiej
Mark Twain, 1907*

Mark Twain

30 listopada 1835 – 21 kwietnia 1910

Amerykański pisarz szkockiego pochodzenia, twórca drugiej połowy XIX wieku, autor słynnej powieści Przygody Tomka Sawyera.


*Autor A.F. Bradley – steamboattimes.com, domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=11351079, dostęp 02.02.2017.

Dobry duch – Susan Sontag – wieczna studentka*

Dobry duch - Susan Sontag
Susan Sontag, fragment

Susan Sontag

16 stycznia 1933 – 28 grudnia 2004
Dobry duch

W korowodzie dobrych duchów Bałwochwalni obok „kulawej” Metyski idzie też Susan Sontag. Ona, ta wieczna studentka, musiała się tu znaleźć. Dlaczego? Bo to ikona, nie popkultury czy zbuntowanego myślenia, ale ikona świadomego życia, świadomego bycia, świadomej egzystencji. A tylko ktoś taki może inspirować, dodawać otuchy, popychać do działania, dawać siłę i odwagę!

Powierzchnia

Susan Sontag to postać powszechnie znana. Wszyscy pamiętają jej srebrne pasmo włosów, związek z Annie Leibovitz, wygraną walkę z rakiem, zaangażowanie w aktualne problemy współczesnego świata, teksty takie jak Przeciw interpretacji czy O fotografii.

Na jej temat krąży kilka, stale powtarzających się zdań, haseł jedna z ważniejszych intelektualistek XX wieku, charakteryzująca się niezależnością poglądów, otwartym umysłem i zaangażowaniem, podważająca przyjęte sposoby myślenia, kreśląca nowe horyzonty humanistyki, nadająca w ogóle ton współczesnej humanistyce; niepokorna, odważna; prowokująca i nieakceptująca schematycznych uproszczeń, obrończyni praw człowieka, zagorzała przeciwniczka wojny w Wietnamie, wspierająca w czasie stanu wojennego „Solidarność”, zaangażowana w wojnę w Jugosławii, sprzeciwiająca się polityce rządu Georga Busha po atakach terrorystycznych z 11 września; myślicielka, z której zdaniem liczyli się wszyscy, której opinii z jednej strony pożądano, z drugiej zaś obawiano się; amerykańska legenda, sumienie Ameryki, ikona popkultury, feminizmu; biseksualistka itp., itd.

Susan

Wszystko jest zatem tak jak należy – mamy wygląd zewnętrzny, życie prywatne i dokonania. To jednak zaledwie muśnięcie istoty. Powyższe hasła tylko powierzchownie portretują bohaterkę niniejszej noty. A kim w istocie była ta pisarka, aktywistka, polemistka, intelektualistka, też córka, żona, matka, kochanka[1]?

Fakty

Przypomnijmy tylko kilka faktów z życia tejże kobiety. Sontag na świat przyszła w 1933 roku w nowojorskiej rodzinie jako Susan Rosenblatt. Jej przodkami byli polscy Żydzi. Po wczesnej śmierci ojca, matka wyszła ponownie za mąż. Wtedy też dziewczynka otrzymała nowe nazwisko. W dzieciństwie wielokrotnie się przeprowadzała. W życiu dorosłym dużo zaś egzystowała między Stanami Zjednoczonymi a Europą.

Studiowała filozofię, literaturę i teologię w Berkley, w Chicago, na Harvardzie, w Oxfordzie i na Sorbonie. Początkowo marzyła o świecie akademickim, jednak szybko posadę nauczyciela uniwersyteckiego porzuciła na rzecz pisarstwa.

Mając siedemnaście lat, poślubiła profesora socjologii Philippa Rieffa, z którym miała syna Davida. Po ośmiu latach małżeństwa doszło do rozwodu. Jej późniejszy związek – ze słynną fotografką Leibovitz – przetrwał do śmierci Sontag, do 2004 roku. Pokonała raka piersi. Z białaczką jednak nie wygrała. Zmarła w Nowym Jorku. Spoczywa na paryskim cmentarzu Montparnasse.

Pokłosie

Rozprawy Sontag dotykają najrozmaitszych tematów, oscylujących wokół sztuki, kultury, szeroko rozumianej humanistyki. Świadczą o szczególnych przymiotach charakteru ich autorki, która nie przestawała pytać i podważać oczywistości, świadczą o jej oryginalności, niezwykłej wrażliwości, błyskotliwości, przenikliwości, żarze, pasji i nieustannej ciekawości.

Samoświadomość

Świadomość jest hasłem, które można uznać za synonim Susan Sontag, hasłem najbardziej adekwatnym, które oddaje najpełniej jej charakter, osobowość, istotę. Prywatne zapiski, intymne narracje unaoczniają to.

[…] ja siebie tworzę[2].

– pisze w swoim dzienniku jako nastolatka, by przez kolejne lata pracować bez wytchnienia, bez litości nad sobą.

Stwarzanie siebie

Intensywność doznań, bogactwo doświadczeń, przeżyć, odczuć, myśli wraz z potrzebą przyjrzenia się temu wszystkiemu przez samą zainteresowaną, jej autoanaliza, autorefleksja, samoświadomość sprawiają, że byt danej monady jest powoływaniem siebie do życia, jest aktem kreacji. Autokreacji. Jest aktem powołania do istnienia Susan Sontag – pisarki, aktywistki, polemistki, intelektualistki, no i też przecież córki, żony, matki, kochanki.

Doświadczenia, poszukiwania

Brak jej było myśli naiwnego i niewinnego dziecka. Odczuwała natomiast bardzo boleśnie udręki bytu. W życiu Sontag wszystko działo się znacznie wcześniej i znacznie intensywniej. Wczesna śmierć ojca, dość wczesne zamążpójście, dość wczesne macierzyństwo, to nie wszystko. Przeżyciom mocnym, znamiennym dla przyszłej pisarki nie było końca. Poza doświadczeniami emocjonalnymi, życiowymi, szybko miała także na swoim koncie istotne doświadczenia intelektualne. 

Interesowała się wszystkim – literaturą, filozofią, religią, antropologią, psychoanalizą, życiem społecznym i politycznym. Czytała setki książek, oglądała dziesiątki filmów, stale słuchała muzyki. Jej listy lektur do przeczytania, sztuk do obejrzenia, dzieł muzycznych do przesłuchania ciągnęły się w nieskończoność. I wszystko to podawała refleksji, szczegółowej analizie.

Sontag prowadziła intensywne życie na każdym poziomie – intelektualnym, towarzyskim i erotycznym. 

Poza zewnętrznością

Twarda, odważna, nieustępliwa Sontag odarta z maski ukazuje się jednak jako osoba niepewna, bezsilna, która w sposób przemyślany pragnęła stwarzać siebie. Chciała kontrolować swoją rzeczywistość, a każde wymknięcie się samej sobie z bezwzględnością karciła. Chciała diagnozować siebie, by być o zdobytą wiedzę bogatszą, mądrzejszą, by móc tę wiedzę wykorzystać w przyszłości.

Myślenie krytyczne

Krytyczne spojrzenie charakteryzowało Sontag od zawsze. Nic nie uchodziło jej uwadze. Postawa kontra pojawiała się wobec myśli, słów, czynów, wobec wszystkiego i wszystkich, a przede wszystkim wobec siebie. Brak zgody na bylejakość i powierzchowność, podważanie pozornie oczywistych rzeczy, nieakceptowanie zastanego porządku to cechy, które były dla niej charakterystyczne.

Sądy Sontag dotyczące innych były bezwzględne, była w nich bardzo surowa, ale to krytyka samej siebie poraża. Wymaganiom stawianym sobie nie było końca. Sontag była w tym okrutna, nie miała dla siebie litości. To była walka z samą sobą o siebie. Każdego dnia staczała bitwę. Na każdym kroku nie tylko kontrolowała i „lepiła” się („[…]z pełną świadomością i determinacją tworzy osobę, jaką pragnie zostać”[3]), ale wciąż też łajała i pouczała. Stale była niezadowolona z efektów i stale żyła z poczuciem braku zaufania do samej siebie i wiary w siebie.

Doskonale wiedziała czego chce:

[…] Chcę pisać – chcę żyć w intelektualnej atmosferze – […] pragnę tego wszystkiego i jeszcze więcej […]. (s. 28)

ale wciąż wątpiła w swą siłę, nie wierzyła w siebie, obawia się, że przy pierwszej lepszej okazji złamie się, porzuci swe cele, ideały, wartości. Zakazom i nakazom nie było więc końca. I na każdym kroku ujawniała się jej niebywała samodyscyplina. 

Stale robiła wykazy, na przykład postanowień na kolejny rok życia, rzeczy do wdrożenia, czy rzeczy, które należy albo których nie należy robić. Te rejestry zdumiewają drobiazgowością, wręcz małostkowością, ale też nieustanną próbą definiowania siebie, nadawania sobie i swojemu życiu określonych ram, z których nic nie miało prawa się wymknąć.

Wątpiła także w swoje zdolności intelektualne. Samokrytyce nie było więc końca. Miała też listę swoich wad, a na niej spóźnialstwo, kłamanie, gadatliwość, lenistwo, brak asertywności. Obwiniała się o niechlujstwo, próżność, brak taktu, tępotę, złe wypełnianie obowiązków. Stale wychowywała siebie i stale się krytykowała:

Czy ja już zawsze będę taka durna? (s. 35)

[…] ja sama też zachowałam się głupio, przybierając tę swoją sardoniczno-snobistyczno-intelektualną pozę […]. (s. 40)

Rzadko czuła radość, satysfakcję. Choć zdarzały się i takie chwile:

[…] zaakceptowałam się, tak jest, potrafię czerpać radość z samej siebie – […]. (s. 51)

Sontag i inni

Była bardzo krytyczna też wobec swojej matki, z którą wciąż walczyła i kiedy uświadomiła sobie, że oddala się emocjonalnie od tego, co „wybrakowane” (s. 30) – że uwolniła się od zależności od matki czy przywiązania do niej – czuła ogromną satysfakcję.

Sontag była też żoną i matką. Jak odnalazła się na polu rodzinnego życia? Jej słowa nie pozostawiają złudzeń:

Ten kto wymyślił małżeństwo, był genialnym dręczycielem. Jest to instytucja stworzona w celu stępiania uczuć. (s. 106)

Małżeństwo przypomina ciche łowy prowadzone w parach. Cały świat jest pełen par, każda z nich siedzi w swoim małym domku, zajmuje się swoimi drobnymi sprawami + kisi się we własnym sosie. To najohydniejsza rzecz pod słońcem. Należy odrzucić wyłączność, na którą skazuje małżeństwo. (s. 233)

Gdybym tylko dostała stypendium z Oksfordu! Będę przynajmniej wiedziała, że nie utknęłam na etapie zajmowania się domem i wicia gniazdka. (s. 165)

Słowo „utknęłam” wydaje się tu kluczowe. Ta wciąż nienasycona, zachłanna kobieta chciała więcej. Rola żony i matki, strażniczki domowego ogniska nie mogła spełnić i nie spełniała jej ambicji, oczekiwań.

Małżeństwo nie było jedyną relacją, która tak bardzo zaciążyła na życiu Sontag. W związkach z kobietami traciła zupełnie grunt pod nogami. Stale patrzyła na siebie przez pryzmat swych kochanek. Była od nich zależna, była nimi przygnieciona, była przez nie zdominowana. Zawsze uważnie przyglądała się tym romansom, które nie dawały jej zadowolenia, spełnienia, a raczej nienasycenie, ból, a nawet upokorzenie. Były wyniszczające, wycieńczające, nie dawały radości, poczucia pełni. Chwil radosnych było niewiele, upadków zaś mnóstwo. Przyznawała się tu przed samą sobą do słabości, do poczucia zagrożenia, niepewności, braku wiary w swoją siłę, w swoje możliwości. Krzywdzona przez innych była i tu jak zawsze bardzo surowa dla siebie.

Miłość jest bolesna. To tak, jakby pozwolić drugiej osobie, by zdarła z ciebie skórę, a potem żyć ze świadomością, że w każdej chwili może odejść z tą skórą w ręku. (s. 315)

Powyższe słowa, podyktowane przykrymi doświadczeniami, obnażają słabość jednostki w obliczu drugiego człowieka, którego z jednej strony pragnie się posiąść i zniewolić, z drugiej zaś łaknie się jego akceptacji i miłości.

Niepoznawalność

Susan Sontag była złożoną, wielowarstwową, niejednoznaczną i zaskakującą postacią. Okrutną wobec siebie, ale i wobec innych. Pragnącą akceptacji, miłości, ale i wolności, a nade wszystko poznania i doświadczenia wszystkiego.

Ta nadwrażliwa intelektualistka należy niewątpliwie do grona silnych, wybitnych kobiet, które dokonały rzeczy wielkich, bo zmieniających świat, ludzi, ich myślenie i ich rzeczywistość. A tylko ktoś taki jest w stanie dać siłę i odwagę, tylko ktoś taki może inspirować i wspierać, dlatego musiała zagościć w Bałwochwalni, by stać się jej dobry duchem.

*Niniejszy tekst w wersji zmienionej i uzupełnionej wkrótce ukaże się w jednym z naukowych czasopism. 


[1] W sprawie Susan Sontag, reż. Nancy Kates, USA 2014.

[2] Susan Sontag, Odrodzona. Dzienniki, tom 1. 1947-1963, Kraków 2012, s. 207. Z tego tomu pochodzą dalsze cytaty. Numery stron podano bezpośrednio po cytowanym fragmencie. 

[3] David Rieff, Przedmowa, w, Susan Sontag, Odrodzona, op. cit., s. 9.