Gustaw Herling-Grudziński 2019

Rok 2019 – czas Gustawa Herlinga-Grudzińskiego!!!

Mija sto lat od narodzin autora „Innego świata”.

Mamy rok 2019 – rok, w którym Gustaw Herling-Grudziński obchodzi setne urodziny – 20 maja. Sejm Rzeczypospolitej uchwałą z 20 lipca 2018 roku z tej okazji ustanowił rok 2019 Rokiem Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Mamy więc sposobność przypomnieć sobie twórczość i sylwetkę nie tylko jednego z najwybitniejszych przedstawicieli polskiej literatury na emigracji, ale i jednego z najwybitniejszych pisarzy polskich XX wieku.

Życie

Gustaw Herling-Grudziński – prozaik, eseista, krytyk literacki, publicysta, tłumacz – urodził się 20 maja 1919 roku w Kielcach, w w dość zamożnej, spolonizowanej rodzinie żydowskiej.

Młodość

W rodzinnym mieście uczęszczał do gimnazjum im. Mikołaja Rej. Później, przez dwa lata, do wybuchu II wojny światowej, studiował polonistykę na wydziale Uniwersytetu Warszawskiego. Był też członkiem Warszawskiego Koła Polonistów.

Dorosłość

Po kampanii wrześniowej, w której nie brał udziału, zaangażował się w działalność konspiracyjną. Był współzałożycielem Polskiej Ludowej Armii Niepodległościowej (jednej z pierwszych organizacji konspiracyjnych). W listopadzie 1939 jako jej emisariusz, wyruszył na Litwę. Dotarł tylko do Lwowa, a następnie do Grodna. W marcu 1940 roku został aresztowany przez NKWD podczas próby przedostania się na Litwę. Po kilku tygodniach przesłuchań i śledztwa, oskarżono go o szpiegostwo na rzecz wywiadu niemieckiego i skazano na pięć lat więzienia.

Od czerwca do listopada 1940 roku przebywał w więzieniach w Witebsku, Leningradzie i Wołogdzie, skąd został przeniesiony do obozu pracy w Jercewie koło Archangielska. Z obozu został zwolniony w 1942 roku na podstawie paktu Sikorski-Majski.

Po wyjściu na wolność wstąpił do Armii Polskiej generała Andersa, z którą przez Persję, Irak, Palestynę i Egipt dotarł do Włoch. W maju 1944 roku jako radiotelegrafista 3. Dywizji Strzelców Karpackich walczył w bitwie pod Monte Cassino, za co został odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militari.

Po zakończeniu wojny przeniósł się do Rzymu. Był współzałożycielem Instytutu Literackiego i miesięcznika „Kultura”, członkiem rzymskiej sekcji polskiego Pen Clubu. Po przeniesieniu się do Londynu współpracował z tygodnikiem „Wiadomości”. Wkrótce, po śmierci żony, malarki Krystyny Domańskiej (Stojanowiskiej), przeniósł się do Monachium. Tam kierował działem kulturalnym w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Pod koniec roku 1955, po poślubieniu Lidii Croce, córki włoskiego filozofa, na stałe zamieszkał w Neapolu. Tam zaś podjął wówczas współpracę z licznymi pismami oraz wznowił współpracę  z „Kulturą”.

Czynnie wspierał opozycję demokratyczną w Polsce. W latach dziewięćdziesiątych, gdy już przestał być pisarzem emigracyjnym, a stał się pisarzem polskim mieszkającym w Neapolu, rozpoczął współpracę z „Tygodnikiem Powszechnym”, „Rzeczpospolitą” i „Więzią”.

Zmarł 4 czerwca 2000 roku w Neapolu.

Twórczość

Debiutował w 1935 reportażami w warszawskim piśmie „Kuźni Młodych”. Jego debiut książkowy miał zaś miejsce w 1945 roku. Opublikował wówczas pierwszy zbiór szkiców krytycznoliterackich „Żywi i umarli”. W 1951 wydał  najsłynniejsze swe dzieło – „Inny świat” – wspomnienia odzwierciedlające dramatyczne przeżycia autora z łagru, będące jednym z pierwszych i najdoskonalszych dzieł poświęconych temu problemowi, jakie powstały w literaturze światowej. Od roku 1971 prowadził „Dziennik pisany nocą”, drukowany na bieżąco w „Kulturze” – świadectwo rozmów z sobą, światem i Bogiem.

Za oficjalny polski debiut uznaje się zaś tom wydany w 1988 roku „Wieża i inne opowiadania”.

Cechy szczególne

Podstawowymi formami wypowiedzi literackiej pisarza były esej, dziennik, portret, opowieść biograficzna, wspomnienie i opowiadanie, które było jego ulubionym gatunkiem.

Posługiwał się narracją autorską, w pierwszej osobie. Narrator w dziełach Grudzińskiego występuje w rolach obserwatora, komentatora, reportażysty lub uczestnika wydarzeń, co pozwala zarówno na specyficzną autobiograficzność, jak i otwartość narracji.

W esejach i recenzjach dużo miejsca poświęcił literaturze krajowej (twórczości Borowskiego, Herberta, Iwaszkiewicza, Nałkowskiej, Rudnickiego). Szczególną uwagę skupiał na pisarzach rosyjskich (Bablu, Sołżenicynie, Gorkim, Dostojewskim, Pasternaku, Mandelsztamie, Bułhakowie, Płatonowie). Wielokrotnie powracał do twórczości Kafki, Dostojewskiego, Conrada, Gombrowicza, Miłosza.

Herling-Grudziński w swojej twórczości skupiał się na zagadnieniu podstaw i wyznaczników człowieczeństwa. Temu też służyła analiza problemów moralnych, religijnych, egzystencjalnych, społecznych. W centrum uwagi pisarza znajdowały się takie kwestie jak cierpienie, zło, namiętność, sprawiedliwość, relacje pomiędzy etyką a estetyką, zagadnienia metafizyczne i religijne, także kwestie dotyczące losu, fatum, zła, krzywdy, namiętności.

Stałym tematem dzieł Herlinga-Grudzińskiego są sztuka, architektura, rzeźba i malarstwo portretowe, pejzażowe, religijne. Częstsze są też wątki autobiograficzne.

W twórczości tej znajdziemy stare legendy, kroniki i opowieści (włoskie, neapolitańskie). Stałymi elementami opowiadań są narracyjne rekonstrukcje losów bohaterów i wydarzeń, motywy podróży, nawiązania do innych utworów, parafrazy, aluzje, subtelne mistyfikacje literackie. Poszczególne historie pokazują świat, w którym zachowanie człowieczeństwa wymaga heroizmu i cierpienia.

Zdaniem Zdzisława Kudelskiego, Gustaw Herling-Grudziński to pisarz trudnej wiary w człowieka.

Ps. Polecam audycje Polskiego Radia poświęcone życiu i twórczości autora opowiadania „Portret wenecki”.

BIBLIOGRAFIA
  1. Hasło, Gustaw Herling-Grudziński, w, https://culture.pl/pl/tworca/gustaw-herling-grudzinski, dostęp 13.06.2019.
  2. Hasło, Gustaw Herling-Grudziński, w, Literatura polska XX wieku. Przewodnik encyklopedyczny, red. Artur Hutnikiweicz, Andrzej Lam, tom 1, Warszawa, 2000.
  3. Kudelski Zdzisław, Studia o Herlingu-Grodzińskim: twórczość – recepcja – biografia, Lublin 1998.

„Zanim dopadnie nas czas” – Jennifer Egan

„Zanim dopadnie nas czas” Jennifer Egan, czwarta powieść w dorobku autorki (ostatnio znów dała o sobie znać za sprawą powieści „Manhattan Beach”), która przyczyniła się do nadania jej miana postmodernistki, to niepozorna proza, której wagę odkrywamy dopiero wraz z ostatnim słowem. Jej lektura nie daje radości, przyjemności czy satysfakcji. Raczej męczy, nuży, żeby nie powiedzieć rozczarowuje. Dopiero z końcem lektury albo i jeszcze później do odbiorcy dociera jej ciężar. Wyłania się bowiem sens, który autorka przemyciła pod pozorem niekontrolowanego chaosu. I chwilowo jest lepiej, ale tylko chwilowo, dopóki nie dotrze ukazana „marność nad marnościami”. Okazuje się bowiem, że powieść jest poświęcona kwestiom najistotniejszym, bo egzystencjalnym, które trawią ludzkość od jej zarania. Nic więc dziwnego, że powieść uhonorowana została Pulitzerem (w 2011 roku, w kategorii fikcja literacka).

„Dziwna” powieść

Na powieść składa się trzynaście rozdziałów, które są właściwie osobnymi opowiadaniami. I długo dziwi fakt, że „Zanim dopadnie nas czas” funkcjonuje jako powieść a nie zbiór opowiadań. Bowiem kolejne rozdziały/ opowiadania różni czas i miejsce akcji – od lat sześćdziesiątych w San Francisco, przez afrykańskie safari i podróże po Europie, po niedaleką przyszłość w Nowym Jorku. Mało tego, poszczególne rozdziały/ opowiadania pisane jest w różnej stylistyce (jeden z nich jest nawet prezentacją w PowerPoincie). I pomimo że istnieje sieć powiązań pomiędzy wydarzeniami i bohaterami, to fakt, że rozdziały/ opowiadania różnią się czasem akcji, miejscem, bohaterami, że chronologia pomiędzy nimi jest mocno zaburzona, sprawia, że długo górę bierze niespójność i fragmentaryczność.

Postmodernizm

Poszczególne historie, wątki, biografie (które miały swój początek w pierwszych rozdziałach, są rozwijane i dopełniane w następnych), choć luźno, to są ze sobą jednak powiązane i tworzą w istocie całość. Całość jednak rozsypaną, którą czytelnik podczas procesu lektury musi ułożyć, czy odtworzyć, zrekonstruować. Wówczas dopiero odsłoni ona przed nim swą pełnię.

Na „Zanim dopadnie nas czas” składa się kilka historii życia bohaterów, których losy przecinają się w różnych momentach życia. Te historie monad poszczególnych rozgrywają się na tle przemian zachodzących w świecie, które mają bezpośredni wpływ na ich egzystencje. I szybko okazuje się, że to tło odgrywa istotną rolę w opowieści amerykańskiej autorki.

„Wszystko płynie”

Przedstawiając trzydzieści lat życia bohaterów, Egan opowiada o nieustannej przemianie, która zachodzi, której nikt/ nic nie jest w stanie zatrzymać, o zmianie pokoleń, które dzieli przepaść nie do pokonania, która uniemożliwia zrozumienie i porozumienie, o zmianie cywilizacyjnej także. Słowem, o kolejach losu po prostu.

Muzyka zaś najlepiej obrazuje te zachodzące w świecie przemiany. A przecież bohaterowie Egan żyją głównie muzyką. Bennie Salazar – za młodu basista zespołu „Płonące Wibratory”, później producent muzycznym, założyciel i wieloletni dyrektor wytwórni płytowej „Świńskie Ucho”, Scotty – gitarzysta zespołu „Płonące Wibratory”, utalentowany i niespełniony muzyk, Bosco – podstarzały muzyk rockowy, który lata świetności ma już za sobą, który planuje zakończyć karierę w spektakularny sposób za sprawą trasy koncertowej podczas której miałby popełnić samobójstwo. Losy tyc postaci uzupełnione są szumem płyt analogowych, łomotem amatorskich kapel punkowych i w końcu doskonałymi nośnikami dźwięku.

Pomyślna próba uchwycenia upływającego czasu

„Zanim dopadnie nas czas” to opowieść o procesie jaki zachodzi pomiędzy młodością a dorosłością i starością, pomiędzy młodzieńczym buntem, wiarą w marzenia i ideały a rewizją poglądów, rozczarowaniem, rezygnacją i w końcu akceptacją rzeczywistości.

Egan w swojej powieść uchwyciła chwilę, której doświadczy prędzej czy później każdy z nas, nawet jeśli tego nie chce – kiedy człowiek zatrzyma się w pewnej chwili, by spojrzeć za siebie i zastanowić się co z ideałami, wartościami, marzeniami z przeszłości, z młodości. Chodzi więc o zmianę, która zachodzi w czasie.

Kiedy w środku dnia na chwilę się zatrzymasz, przestaniesz robić cokolwiek – czy słyszysz, jak płynie czas…? Oczywiście, że nie! Myślisz, że warto byłoby coś zmienić, ale nie masz czasu na małe sprawy, a co dopiero na rewolucje w swoim życiu. Dajesz się okradać. Powoli. Ze wszystkiego. Z marzeń, które snujesz coraz ciszej, po kryjomu.

– słowa z okładki tym razem oddają sedno zawartości książki.

Marzenia, młodość, dojrzewanie, przemijanie, starość – to tematy, które tu zostały podjęte. Tematy, które można sprowadzić do wspólnego mianownika – czasu. Czas jest przedmiotem zainteresowania różnej maści badaczy – filozofów, fizyków, geografów, antropologów, językoznawców, kulturoznawców, literaturoznawców. Spędza sen z powiek i zwykłym zjadaczom chleba. Fascynuje, niepokoi, frustruje. Z czasem coraz bardziej.

Autorka pragnęła napisać książkę o upływie czasu, która obejmie swą skalą i swym zakresem i rozmachem opowieść o czasie z cyklu Marcela Prousta „W poszukiwaniu straconego czasu”, ale w skondensowanej formie. Doszła do wniosku, że będzie to możliwe, gdy podzieli czas na fragmenty, pozbędzie się chronologii i zastosuje pauzy. Zaś dramatyczne momenty oddzielone długimi interwałami pozwolą uchwycić upływający czas[1].

Brutalność powieści

I chyba się sprawdziło. Zastosowanie bowiem tej metody zaowocowało brutalną wręcz opowieścią. Powieść uzmysławia bowiem coś, przed czym uciekamy, czego widzieć nie chcemy, przed czym się bronimy, z czym walczymy. Rekonstruując fabułę, wyłania się bowiem opowieść o upadku. O upadku człowieka, który niczym Don Kichot walczący z wiatrakami, ściga się z czasem. Począwszy od jego młodości, poprzez czas dojrzewania, na procesie starzenia skończywszy. Przeszłość bohaterów to idealizm, bunt i bezkompromisowa młodość. Teraźniejszość zaś to cynizm, zgorzknienie i w końcu rezygnacja. A miało być tak pięknie…

Egan podjęła się zadania niezwykle trudnego – próby uchwycenia zjawiska jakim jest upływ czasu, a to udało jej się to znakomicie. Należy jednak mieć na uwadze, że o ile jednak cykl Prousta pozwala delektować się narracją, chłonąć opowieść i wprawia w stan zadumy i melancholii, o tyle powieść Egan irytuje i wpędza w stan beznadziejnego i trudnego do zniesienia przygnębienia.

Tytuł – „Zanim dopadnie nas czas”

Autor – Jennifer Egan

Tłumaczenie – Katarzyna Waller-Pach 

Wydawnictwo – Rebis

Seria – Salamandra

Rok – 2011

  • DLA KOGO – lektura obowiązkowa dla każdego – starego i młodego
  • PO CO – by uświadomić
  • MOJA OCENA – 4/6

*Wszystkie cytaty z dzieła pochodzą z tomu, Zanim dopadnie nas czas, Jennifer Egan, Kraków 2011.

** Tytuł oryginalny – A Visit from the Goon Squad, rok pierwszego wydania – 2010, rok pierwszego wydania polskiego – 2011.


[1] Katarzyna Wężyk, Jennifer Egan, laureatka Pulitzera: Złe sceny erotyczne są tak okropne zazwyczaj dlatego, że nie powinno ich w tym miejscu być [wywiad], opublikowano 16.10.2018, http://wyborcza.pl/ksiazki/7,154165,24041836,jennifer-egan-jesli-nie-polubili-mojej-ksiazki-to-wina.html, dostęp 14.05.2019.

„O dziewczynce, która bawiła się w Boga” – Dan Lungu

Powieść „O dziewczynce, która bawiła się w Boga” jednego z bardziej znanych współczesnych pisarzy rumuńskich, Dana Lungu, to wbrew temu co może sugerować tytuł, mało baśniowa baśń o świecie nam współczesnym.

To proza zaangażowana, psychologiczno-spełeczna, która ukazuje złożone zjawiska naszych czasów – zróżnicowany rozwój gospodarczy Europy, migrację zarobkową, eurosieroctwo.

Opowieść Lungu ukazuje rumuńską rodzinę, która po transformacji w kraju próbuje żyć w nowych warunkach. Próbuje się do nich dostosować, próbuje skorzystać z możliwości jakie te nowe warunki oferują. Słowem, to opowieść o rodzinie, która pragnęła jedynie godniejszej egzystencji.

Autor snuje swą opowieść poprzez dwugłosową relację matki i córki, które próbują przetrwać ten trudny czas. Czas zawieszenia, czas cichych, ale znaczących, bo zasadniczych przeobrażeń dla monad poszczególnych, w istocie czas utraty.

Poprzez tę podwójną narrację Lungu ukazuje sugestywnie i wiarygodnie dwie różne perspektywy. To dwa różne sposoby postrzegania rzeczywistości – przygniecionej odpowiedzialnością za rodzinę kobiety i kilkuletniej dziewczynki o bytującej na granicy fikcji i rzeczywistości. Wchodząc w dusze swych bohaterek, autor przybliża nam ich wewnętrzne światy, to, co w nich się wydarza, gdyż to, co najistotniejsze tam właśnie się rozgrywa.

Matka – emigrantka zarobkowa/ gastarbeiterka

Pewnego dnia, niespodziewanie, matka wyjeżdża do Włoch. Pozostawiając rodzinę, dwoje dzieci, męża i rodziców, Letycja wzięła sprawy w swoje ręce i zdecydowała się na emigrację zarobkową. Upatrywała w niej szansę poprawy materialnego bytu najbliższych, którzy próbują stawić czoła nowym, wymagającym czasom. Wyjazd niewątpliwie miał być także sposobem na uchronienie rodziny przed rozkładem, który coraz wyraźniej jawił się na horyzoncie.

Opieka nad starszą kobietą okazuje się pracą, której mogliby pozazdrościć inni migranci. Podopieczna jest sympatyczna, ceni i szanuje Letycję. Kulturalni pracodawcy zaś hojnie ją wynagradzają. To jednak nie daje radości, zadowolenia, satysfakcji. Szybko bowiem okazuje się, że do podniesienia egzystencji na wyższy poziom pieniądze nie wystarczają. W godnym życiu inne czynniki, te niematerialne, te właśnie, których emigracja zarobkowa pozbawia, odgrywają kluczową rolę.

Pieniądze i życzliwość pracodawców nie wynagradzają Letycji rozłąki z najbliższymi, opuszczenia rodzinnego kraju, wszelkich strat jakie poniosła. Fakt, że nie jest u siebie, wśród swoich, że nie czuje się swobodnie, że wypełniała ją pustka, tęsknota, samotność, świadomość zmarnowanych lat w biednej Rumunii, utraconego życia, braku perspektyw, pomyślnych rozwiązań uniemożliwiają życie godne człowieka. Kobieta czuje się upokorzonym, bezwartościowych człowiekiem. Rumunka żyjąca w obcym kraju dobrobytu, wśród pewnych siebie Włochów funkcjonuje jako człowiek gorszego gatunku, jako zacofana analfabetka, mimo że jest kobietą wykształconą.

Narracja Letycji, rumuńskiej kobiety, matki, żony, córki, to historia emigrantki zarobkowej/ gastarbeiterki, która w imię lepszej przyszłości postanowiła poświęcić teraźniejszość. Niestety, cudowne jutro oddala się z każdą chwilą, traci kontury, rozmywa się, przestaje w końcu być widoczne. I się trwa, wegetuje, pozbawionym nadziei na dobrobyt dnia następnego.

Córka – eurosierota

Dziewczynka, która bawiła się w Boga, Radusia, Włoszka tak zwana, gdyż jest córką tej, która wyemigrowała do Włoch, także musi stawić czoła nowej sytuacji. Jej dotychczasowy świat legł w gruzach wraz z wyjazdem matki. Nic nie rozumie z tego wszystkiego, nie jest jeszcze w stanie sobie tego racjonalnie wytłumaczyć, ale jako dziecko w istocie wie więcej, bo więcej czuje. Dziewczynka zamyka się w sobie, sama zmaga się ze swoimi rozterkami. Odcina się od życia dzieci z okolicy, by podążać własnymi ścieżkami. Ma swój świat i swój język, który pomaga pojąć jej po swojemu rzeczywistość, wytłumaczyć to co niezrozumiałe. Jej wrażliwość, jej bogate życie wewnętrzne, jej wybujała wyobraźnia okazują się zbawienne. Pozwalają bowiem na ucieczkę od rzeczywistości, której nie pojmuje, w której jest jej samotnie, źle i pusto. Pozwalają na ucieczkę w światy, gdzie wszystko jest możliwe.

Narracja Radusi, rumuńskiej dziewczynki, to historia eurosieroty, którą postawiono przed faktem, obiecując mannę z nieba. Niestety, paczki z Zachodu tylko na chwilę pozwalają zapomnieć o sieroctwie. Zapisany w pamięci portret matki staje się coraz bardziej abstrakcyjny, rysy blakną coraz bardziej z każdą rozmową telefoniczną. I się trwa, wegetuje, pozbawionym nadziei na beztroskie jutro.

Ci co wyjechali, ci co pozostali

Portrety głównych bohaterek uzupełniają postacie drugoplanowe. Istniejące jakby na marginesie powieści, wspominane jakby mimochodem, odgrywają znaczącą rolę. Pozwoliły bowiem na szerszą perspektywę, w istocie na portret nie monad poszczególnych, tylko środowisk. Poprzez portret Letycji autor odmalował obraz emigracji, zaś poprzez portret Radusi – eurosierot.

Zabiegi te pozwoliły odsłonić oblicza przede wszystkim rumuńskiej emigracji, ale i włoskich pracodawców z jednej strony, z drugiej zaś tych, którzy pozostali w Rumunii – małżonków, rodziców, a przede wszystkim dzieci.

Nasz wspólny świat

Autor poprzez jednostki, ich konkretne losy, egzystencje, słowem, poprzez szczegół pokazuje ogół – rzeczywistość nam współczesną, którą i my współtworzymy. Bo choć Lungu opowiada o rumuńskiej (migranci) i włoskiej (chlebodawcy) społeczności, to tak naprawdę nie ma to znaczenia, gdyż opowieść o polskiej (nie tylko jako migranci, ale i jako chlebodawcy) czy ukraińskiej byłaby identyczna. Mówi zatem o swoistym doświadczeniu wspólnym mieszkańców tej części świata (a może i nie tylko).

Kompetencje pisarza (z zawodu socjolog) i jego literacki talent sprawiają, że wyciszona opowieść ma ogromną moc oddziaływania. Zawstydza, pozbawia poczucia komfortu, otwiera oczy, uświadamia, odsłania utajone ludzkie oblicza, pyta o sprawy fundamentalne – o godność człowieka.

Tytuł – „O dziewczynce, która bawiła się w Boga

Autor – Dan Lungu

Tłumaczenie – Radosława Janowska-Lascar

Wydawnictwo – Amaltea

Seria – Proza Rumuńska

Rok – 2016

  • DLA KOGO – dla ignorantów, dla wrażliwców, dla amatorów literatury, kultury i historii Rumunii, dla zainteresowanych zjawiskami naszych czasów
  • PO CO – by się zreflektować, by poczuć
  • MOJA OCENA – 5/6

* Tytuł oryginalny – Fetița care se juca de-a Dumnezeu, rok pierwszego wydania – 2014, rok pierwszego wydania polskiego – 2016.

Czas nie leczy ran. „Kotka i Generał” – Nino Haratischwili

Tytuł – „Kotka i Generał”

Autor – Nino Haratischwili

Tłumaczenie – Urszula Poprawska

Wydawnictwo – Otwarte

Rok – 2019

  • DLA KOGO – dla amatorów trudnych tematów, dla miłośników historii powszechnej, dla wielbicieli Czeczenii i szerzej Wschodu, dla koneserów dobrze skrojonych fabuł, dla fanów opowieści z pełnokrwistymi bohaterami oraz „Ósmego życia”, dla ignorantów
  • PO CO – by zrozumieć, by wiedzieć, by żyć świadomiej, mądrzej
  • MOJA OCENA – 6/6

Dramat rozpisany na trzy osoby. One dwie, on jeden. Jedna Nura Giełajewa, czeczeńska nastolatka, druga Sesili, Kotka, gruzińska aktorka i Aleksander Orłow, Osesek, Generał, rosyjski oligarcha. Rok 1995, Czeczenia, Rosja, Gruzja. Rok 2016, Niemcy, Maroko, Czeczenia. Wszystko ledwie się zaczęło a już się skończyło. Przypadek, przeznaczenie, fatum.

Nino Haratischwili w swej najnowszej powieści „Kotka i Generał” znów przybliża nam Kaukaz, pokazując jego dramatyczną historię najnowszą, o której mało kto pamięta (nie tylko z powodu swego ignoranctwa, ale także dlatego, że chciano zapomnieć albo musiano) i przeobrażenia jakie zaszły w Rosji. Autorka nie poprzestaje jednak na tym. Portretuje Wschód i Zachód, dwa jakże różne elementy, tworzące jednak ten sam świat, by odsłonić zjawisko znane od wieków, które dziś jest jednym z podstawowych problemów całego globu, wobec którego ludzkość nie zawsze staje na wysokości zadania.

Powieść gruzińsko-niemieckiej autorki tym jednak razem jest znacznie skromniejsza. „Ósme życie” to powieść totalna, rozpisana na wiele pokoleń, na wiele dekad, przedstawiająca summę rzeczywistości, nosząca jednocześnie znamiona utworu tradycyjnego i nowoczesnego, lokalnego i powszechnego, wyobraźniowego i realistycznego. „Kotka i Generał” zaś opowiada o dramatycznych wydarzeniach roku 1995, które swój finał znalazły dwadzieścia lat później.

Tym razem przygoda zaczyna się w niewielkim kraju o burzliwej historii najnowszej, w Czeczenii – „[…] małej, krnąbrnej republice, która nagle, za przykładem innych […], wyraziła niewdzięczne pragnienie niezależności i odważyła się stawiać Rosji żądania” (s. 310). Z tej kaukaskiej krainy przenosi się do Rosji, Niemiec, Maroka, by powrócić i mieć swój finał wśród surowej czeczeńskiej natury:

Niewiele było na świecie miejsc, które okazywałyby taką obojętność wobec spraw ludzkich. Jakby człowiek był błędem natury, pomyłką, mącicielem, a natura z jej górami i wodami pozostawała – bez niego – w doskonałej harmonii. (s. 589)

Geneza

„Kotka i Generał” to opowieść bazująca na faktach. Nawiązująca do wydarzeń, do ujawnienia których uparcie dążyła zamordowana rosyjska dziennikarka Anna Politkowska, relacjonując wydarzenia w czasie prowadzonej przez Rosjan tak zwanej „operacji antyterrorystycznej” na Kaukazie. Jej relacje o mordach na ludności cywilnej, bezprawiu i zacieraniu śladów zbrodni, sprawiły, że wyrosła na czołową obrończynię praw człowieka w tym regionie, będąc wrogiem numer jeden prezydenta Władimira Putina i prorosyjskiego przywódcy Czeczenii Ramzana Kadyrowa. Za co przyszło jej zapłacić cenę najwyższą.

Haratischwili wykorzystała do swej opowieści opisany przez aktywistkę epizod II wojny czeczeńskiej – historię Elzy Kungajewej, uprowadzonej nastoletniej Czeczenki, zgwałconej i zamordowanej przez oddział pułkownika Jurija Budanowa. Żołnierze obozowali w pobliżu jednej z górskich wsi w Czeczenii, by odpocząć po wyczerpującej walce w Groznym. Spokój jednak nie wpływał na nich kojąco. Paranoja narastała, aż w końcu sytuacja wymknęła się spod kontroli i doszło do tragedii.

Autorska doopowieść

Punktem wyjścia „Kotki i Generała” jest początek tej wstrząsającej historii z II wojny czeczeńskiej. Cała reszta jest już fikcją literacką, choć nie mniej wstrząsającą.

Nura

Pijany pułkownik i jego trzech podwładnych dopuściło się zbrodni podczas owej „operacji antyterrorystycznej”. Uprowadzili, zgwałcili i zamordowali młodą Czeczenkę, której największą zbrodnią było marzenie o wyrwaniu się ze społeczności, w której przyszło jej się urodzić, w której panują surowe prawa przodków, a codzienne życie regulują normy kodeksu muzułmańskiego.

Nura nie chciała oddawać się troskom i lękom, chciała walczyć jak lwica o swoje, pragnęła być samowystarczalna, sama chciała być „Słońcem swego systemu planetarnego” (s. 21). Na koniec zaś, nie chciała „znosić tej hańby, która dla kobiety stąd była czymś najpotworniejszym, bezczeszczenia jej ciała przez kolejnych mężczyzn” (s. 585) i „wychodziła na przeciw tej śmierci” (s. 585).

Jeden ze zbrodniarzy doniósł. Mężczyzn oskarżono i aresztowano. Mieli stanąć przed sądem. Sprawy jednak potoczyły się po myśli trójki oskarżonych i do procesu nie doszło. Wszyscy wolni i oczyszczeni z zarzutów mogli cieszyć się życiem.

[…] byli panami życia i śmierci i nie ponieśli za to żadnej kary, jeśli było można w jednej sekundzie przestać być człowiekiem, zrzucić z siebie człowieczeństwo jak stary płaszcz, to człowieczeństwo nie jest nic warte. (s. 428)

Generał

Jednak jednego z oprawców demony przeszłości nie opuszczały. Jego pobyt na wojnie, jak i cały jego pobyt w wojsku był wielką pomyłką. Jako syn bohatera z Afganistanu nie miał prawa kierować się swoimi pragnieniami. Musiał podążać drogą sławnego ojca. Zamiłowanie do sztuki i literatury nie ułatwiały mu tego. Bycie żołnierzem było więc wielkim nieporozumieniem.

Delikatny, wrażliwy, egzystujący tak „jakby umiejętność życia nie była jego cechą wrodzoną” (s. 165), zagubiony młody człowiek pod wpływem wydarzeń jednej nocy przemienił się w człowieka bezwzględnego, wyrachowanego, potężnego i niezłomnego, któremu nic ani nikt nie jest w stanie zagrozić. Z Oseska przeobraził się w Generała. Wyzyskując system, zdobył z czasem taką władzę, że sam mógł wymierzyć sprawiedliwość, wydać wyrok, pomścić śmierć niewinnej dziewczyny, swoje zbrukanie, raz na zawsze pozbyć się wyrzutów sumienia, uciszyć demony przeszłości.

[…] w Czeczenii pewnych rzeczy tak szybko się nie zapomina. Jak myślicie, kiedy ulega przedawnieniu czir, krwawa zemsta, co? (s. 575)

Kotka

Gruzińska aktorka jednego z prowincjonalnych berlińskich teatrów, która stale toczyła boje z samą sobą, która spadając z niebezpiecznej wysokości, lądowała zawsze jak kot na czterech łapach, tak łudząco podobna do Nury, czeczeńskiej dziewczyny sprzedającej rosyjskim żołnierzom kury i jajka, by zarobić i wyruszyć w świat, zawzięcie próbującej ułożyć kostkę Rubika, miała mu w tym pomóc (Pytanie brzmi: dlaczego? Nie znajduję bowiem dobrego, mocnego, przekonującego uzasadnienia dlaczego Generał nie mógł bez Kotki doprowadzić sprawy do finału).

Co stało się po spotkaniu Kotki z Generałem? Jaką rolę odegrał w tym młody niemiecki dziennikarz i córka Generała?

Zasady tej gry znał tylko Generał i do ostatniej chwili – strony – z nikim nie podzielił się tą wiedzą.

Kotka, Generał i cała reszta

Bez wątpienia najmocniejszym punktem powieści Haratischwili są bohaterowie. Pisarka jest mistrzynią w kreowaniu postaci dramatu. I nie ma znaczenia czy chodzi o te pierwszoplanowe, jak Nura, Kotka, Generał, czy te epizodyczne, które pojawiają się tylko na chwile, by pozostać jednak w pamięci na długo.

Kobiety

Uwagę przyciągają szczególnie kobiety. Ich kreacje pozostają niezapomniane. Warto wspomnieć chociażby mentorkę Nury – Natalię Iwanowną, rosyjską nauczycielkę, która wraz z mężem wędrowała po najodleglejszych wsiach Czeczeni, by nauczać tamtejsze dzieci i pobudzać je do myślenia wychodzącego poza obowiązujące ramy.

Uwagę zwraca także babka Kotki – Sesilia, miłośniczka nauki, która jako córka „wroga ludu” musiała zapomnieć o karierze uniwersyteckiej i zadowolić się posadą nauczycielki fizyki i chemii oraz zastępcy dyrektora w jednej ze szkół w Tbilisi, korepetytorka, kobieta wróżąca z fusów kawy.

Nie mniej barwną postacią jest matka Kotki – Tina, żywiołowa, kochająca wolność, głodna życia malarka, kobieta niekiedy zbyt lekkomyślna, wiecznie szukającą podziwu, komplementów i miłości czy wielka miłość Generała – Sonia, osobliwa dziewczyna, która nic nie miała i niczego się nie bała, która nie mieściła się w schematach i która nie uznawała żadnych reguł, bezpośrednia, spontaniczna, nienasycona, wulgarna, wzbudzającą respekt osiedlowej chuliganerii, pragnącą w młodości zostać złotnikiem.

Nie można pominąć także córki Generała, postaci w opowieści niezwykle kluczowej – Ady, po bohaterce „Ada albo Żar” Nabokova, pewnej siebie, bezkompromisowej dziewczyny „o różowych włosach i oderwanych od życia poglądach” (s. 199), zuchwałej księżniczki „z lekką skłonnością do rebelii” (s. 199), która niekiedy przerażała rzeczowym spojrzeniem na rzeczywistość, która nie wierzyła w amoralną naturę człowieka, wierzyła zaś w dobro i prawdę, która nie mogła znieść świata odkąd dowiedziała się, że jest to „miejsce, gdzie ludziom, którzy stali się potworami, wszystko uchodzi płazem, że udaje im się ujść przed odpowiedzialnością” (s. 271), której proszki nasenne o polskiej nazwie pozwoliły uwolnić się od zła świata tego.

Mężczyźni

W opowieści Haratischwili kobiety wiodą prym, ale na uwagę zasługują także męskie postacie. Jak chociażby dziennikarz – Onno Bender, Kruk, Niemiec, pismak, który w młodości zarażony został miłością do Europy Wschodniej, ze „szczególną słabością do nieformalnych carów przełomu stuleci, ich podejrzanych machinacji i możliwości nieuznających żadnych granic ani zasad moralnych” (s. 197), do „bohaterów westernów na wschodzie Europy” (s. 455), opowiadacz ludzkich historii, zwiastun nieszczęścia, posłaniec przynoszący złe wiadomości.

Także towarzysze zbrodni, odrażające typy, zapadają w pamieć – dowódca oddziału, pułkownik Andriej Szujew, choleryk, alkoholik, postrach żołnierzy, jego adiutant Borys Pietruszow, perwersyjny, przebiegły sadysta uzależniony od białego proszku oraz szeregowy Iwan Juricz, Zając, służalec pozbawiony własnej woli.

Każda z tych postaci jest wiarygodna, wyrazista, niejednoznaczna, wielowymiarowa, z krwi i kości. Portrety psychologiczne odmalowane przez autorkę są jednymi z ciekawszych w literaturze i zasadniczych w prozie gruzińskiej pisarki. To dzięki nim, światy wykreowane przez Haratischwili, choć pozornie odległe i niewyobrażalne, są nam dostępne.

Historia

Ci bohaterowie nie lawirują jednak w próżni. Są umieszczeni w konkretnym czasie i konkretnej przestrzeni. I ten konkretny czas, ta konkretna przestrzeń mają wpływ na ich egzystencję. Niezależnie od tego czy są silnym jednostkami, które walczą o swoje, czy słabymi, poddającymi się bez najmniejszego gestu sprzeciwu losowi.

„Kotka i Generał” to znów opowieść rozgrywająca się na tle zmieniającej się Europy. Losy poszczególnych osób wpisane są w historię tej części świata. I tu znów teraźniejszość sięga po przeszłość dla przyszłości. Choć w innym celu niż było to w „Ósmym życiu”.

Autorka i tym razem pokazuje jak ludzkie życie zależne jest od dziejów świata, jak uwikłane jest w historię, jak się z nią mocno splata. Wielka historia stale obecna jest w życiu bohaterów powieść, przeplata się tu z ich codziennym bytem. Co znów, żyjącym w spokojnym zakątku świata, nie nękanym konfliktami, wydaje się wręcz fantasmagorią. Tło historyczno-polityczno-gospodarcze nie jest tu tylko dekoracją, ono definiuje poszczególne istnienia, które dzięki temu nie są lawirującymi bezwiednie w czasoprzestrzeni, pozbawionymi celu i sensu monadami.

Wschód i Zachód

Haratischwili w swej najnowszej powieści nie poprzestaje na przybliżeniu nam Kaukazu i jego historii najnowszej. Niejako przy okazji, mimochodem portretuje Wschód i Zachód, dwa jakże różne elementy, tworzące jednak ten sam świat, odsłaniając tym samym zjawisko co prawda znane od wieków, ale to dziś przeobrażające podstawy funkcjonowania ludzkiego życia na całym świecie.

Emigracja

Autorka charakteryzując ludzi Wschodu i Zachodu pokazuje ich jakże odmienne osobowości, natury, mentalności. Robi to portretując środowisko emigracji – ludzi nieprzystających do tego, co Zachód ma im do zaoferowania.

Ludzie Wschodu są pełni marzeń, tęsknot, namiętności, które nie pozwalają im spokojnie egzystować, to pełne ideałów indywidua, uwięzione w swych utopiach, celebrujące codzienność, nieznoszące przeciętności, współbytujące z naturą, dla których więzy rodzinne są wartością nadrzędną.

Emigrując, pragnęli nauczyć się być kimś z Zachodu. Chcieli nauczyć się

„logicznego myślenia, samodyscypliny, prowadzenia wykwintnych rozmów o polityce, w których oczywiście nikt nigdy nikogo nie obraża, […] kategorycznego sprzeciwu wobec wszelkiej przemocy, także tej, którą kieruje się przeciwko sobie, […] rozwiązywania każdego konfliktu dzięki mądrze wyważonym słowom, […] kastrowania własnych namiętności, jeśli nie pasują do salonów, […] innego życia w weekend, bez zasad obowiązujących w tygodniu, […] życia z ciągłymi wyrzutami sumienia, jeśli tylko przepuści się życie trochę za blisko siebie, nie zabezpieczywszy się jakoś wcześniej, […] zdrowego, umiarkowanego odżywiania się […]” (s. 225).

Pragnęli, by im wpojono „przekonanie, że jabłko tak samo uszczęśliwia jak porcja tortu bezowego […]”(s. 225).

Bronili się jednocześnie, „by emigracja nie odebrała jej najważniejszych cech, z całych sił sprzeciwiała się zachodnim regułom życia, chciała za to zachować irracjonalną niefrasobliwość, łatwowierność, optymizm, skłonność do działania wbrew rozsądkowi, nie chciała odebrać sobie skłonności do wschodniego patosu, długich rozmów” (s. 255).

„Kotka i Generał” to opowieść o przenikaniu się dwóch odmiennych natur – Wschodu i Zachodu – o ich trudnym współbyciu, będącym wielkim wyzwaniem, która uzmysławia, że wspólne egzystowanie jest faktem, który chociażby dla własnego dobra musimy zaakceptować.

Dzięki temu najnowsza powieść Haratischwili jest nie tylko powieścią historyczną, mówiącą o przeszłości kraju dość odległego i egzotycznego, ale i opowieścią współczesną, dotyka bowiem problemów, którym dziś musimy stawić czoła, z którymi musimy się zmierzyć w naszym ulegającym znacznym przemianom bycie.

Ps. Nota powstała przy współpracy z wydawnictwem Otwarte.

*Wszystkie cytaty z dzieła pochodzą z tomu, Kotka i Generał, Nino Haratischwili, Kraków 2019.

**Tytuł oryginalny – Die Katze und Der General, rok pierwszego wydania – 2018, rok pierwszego wydania polskiego – 2019.


BIBLIOGRAFIA

Pojedynek kociar z kotojadami. „Ciemno, prawie noc” – Joanna Bator

Tytuł – „Ciemno, prawie noc”

Autor – Joanna Bator

Wydawnictwo – WAB

Seria – Archipelagi

Rok – 2012

  • DLA KOGO – dla miłośników Wałbrzycha, dla koneserów literatury, historii i kultury polskiej, dla odważnych, odpornych i wytrwałych, dla każdego, kto nie jest ignorantem, dla wrażliwych na ludzką krzywdę, dla zadających sobie pytania o współczesność, dla miłośników baśni, legend, powieści inicjacyjnych, dramatów psychologicznych, romansów, kryminałów, thrillerów, powieści gotyckich i horrorów, dla ceniących sobie dobrze skonstruowaną fabułę, dla których styl, język, forma nie są obojętne, dla amatorów zabaw konwencjami, dla miłośników dobrej literatury po prostu
  • PO CO – by się zreflektować, by wytrącić z mentalnego komfortu
  • MOJA OCENA – 6/6

[…] gdy ktoś puka do drzwi, po prostu otwieram, bo złe i tak wejdzie bez pukania. (s. 294)

Każdy twórca przepuszcza rzeczywistość przez filtr swojej wyobraźni i wrażliwości, a efektem tego są dzieła o charakterystycznej estetyce. Efekty te niekiedy zaskakują bardziej, niekiedy mniej. Z jednymi się zgadzamy, z innymi polemizujemy. Jedne wzbudzają podziw i zachwyt, inne oburzają, wywołują konsternacje.

Joanna Bator przepuszczając polską rzeczywistość przez swój filtr, stworzyła dzieło, które wprawia w zdumienie, wywołuje grozę. Sama autorka mówi, że o polskiej rzeczywistości daje się opowiedzieć tylko w konwencji horroru. Naturalnym więc odruchem odbiorcy musi być odrzucenie tej wizji, brak na nią zgody. Po krótkiej jednak refleksji zaczyna zgadzać się z pisarką.

Powieść-worek

„Ciemno, prawie noc” to powieść oscylująca między baśnią, legendą, powieścią inicjacyjną, dramatem psychologicznym, romansem, kryminałem, thriller, powieścią gotycką i horrorem, to powieść mieszająca porządki – realny z nadprzyrodzonym (realizm z oniryzmem), to opowieść o duchach, które ingerują w życie ludzkie, o złu głęboko zakorzenionym, przybierających najrozmaitsze oblicza.

To istny miszmasz. Powieść-worek – jak proponował Witkacy – do którego można wszystko włożyć, co w konsekwencji jest mieszaniną stylów, gatunkowych prawideł i treści, w którym najważniejsze miejsce zajmują tzw. tematy istotne (filozoficzne, społeczne, psychologiczne). Powieść-patchwork stworzony z pstrokatych fragmentów, utartych obrazów, sformułowań, banałów, stereotypów.

Kociary kontra kotojady

Polska. Ziemie odzyskane. Wałbrzych. Dawniej Waldenburg. Miasto „przypominające […] akwarele jakiegoś ponurego artysty, używającego tylko brązu, brudnej bieli i szarości” (s. 118). Najbardziej ponury miesiąc w roku. Kraina z koszmaru sennego, której fundamenty tworzą kości ofiar nazistów i żołnierzy Armii Czerwonej, która skupia jak w soczewce wszystko to, co w człowieku i w świecie najgorsze. Gdzie trwa odwieczna walka dobra ze złem, kotojady (wszelkie objawy zła, które rozprzestrzeniają się w zawrotnym tempie) wiodą prym, a kociary (dobre duchy, które stoją po jasnej strony mocy) wyruszają na ratunek i dzielnie stawiają im czoła.

Alicja z Wałbrzycha

Główna bohaterka powieści, Alicja Tabor, dawniej Wielbłądka, siuśmajtka, niedobitek, dziś Alicja Pancernik, dziennikarka ze stolicy, reporterka od spraw beznadziejnych, perfekcjonistka, której światem były słowa, nie czyny, twarda, osobna, pojedyncza, niezwiązana, zdystansowana, nie wchodząca w bliższe relacje z innymi, która tylko relacjonuje świat zewnętrzny nie interweniując, nie angażując się, będąc tylko pozornie z rzeczywistością w kontakcie, która lubi być trzeźwa, wykąpana i zdolna do długiego biegu, wraca po wielu latach do rodzinnych stron, by zebrać materiał do reportażu na temat dzieci, które giną w niewyjaśnionych okolicznościach. Reportaż jest tu jednak tylko pretekstem.

Alicja znajduje się w kluczowym momencie swego życia. To moment swoistego przejścia, przemiany. Minęło piętnaście lat odkąd na dobre opuściła rodzinne strony (po śmierci ojca). Po studiach we Wrocławiu wyjechała do stolicy, by tam jakoś żyć. To jednak okazało się niemożliwe. Wraca więc do Wałbrzycha, do opuszczonego domu, „by zrozumieć, co się stało” (s. 37), by zmierzyć się ze swoją nie do końca rozpoznaną przeszłością – odkryć ją, by móc ruszyć dalej, zbudować most pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, by przyszłość mogła zaistnieć, by w końcu mogła przestać żyć pozornie, zacząć żyć życiem nieograniczonym.

Zatem do rodzinnego miasta sprowadzają Alicję nie tylko sprawy służbowe, ale także jej własna bolesna i wciąż niejasna przeszłość, spychana w niepamięć (śmierć matki, samobójstwo ukochanej siostry, obsesja ojca na punkcie mitycznego skarbu Zamku Książ). Musi zmierzyć się nie tylko z demonami związanymi z historiami porwanych dzieci, ale i swoimi, prywatnymi. Musi zejść do podziemi. W każdym sensie, dosłownym i metaforycznym.

Alicja w tej króliczej norze, do której wpadła maleje i rośnie, przechodzi na drugą stronę, by w końcu, odmieniona, złapać pion i ruszyć dalej.

Piekło Dantego – „A to Polska właśnie”

Świat przedstawiony – siedlisko wszystkich polskich bolączek i szaleństw – tworzy tragiczna niemiecko-radziecka przeszłość miasta zderzająca się z „szaloną” teraźniejszością, z chorobami trawiącymi współczesną rzeczywistość. Okrucieństwa wojny kładą się cieniem na teraźniejszości, wpływając na losy monad poszczególnych. Z jednej strony mordy nazistowskie i gwałty radzieckich żołnierzy, wygnania, przesiedlenia, wszystko to, co znamy z historii, z drugiej zaś to, co najgorsze i najmroczniejsze tu i teraz, co znamy z autopsji.

Bieda, krzywda, ignorancja, frustracja, gniew, strach, podłość, zawiść, przeświadczenie o własnej wyższości, brak perspektyw, zdawanie się na to, co przyniesie los, niechciane macierzyństwo, niekochane dzieci, zaburzenia psychiczne, wszelkiego rodzaju przemoc, pedofilia, pornografia, wszelkiej maści patologie, deprawacje, dewiacje, upodlenie, wypaczona religia, fanatyzm religijny, pseudokatolicyzm, wszelkie odstępstwa od normy, odmienność, inność, wykluczenie, rasizm, nacjonalizm, brak tolerancji, miłości bliźniego, brak umiejętności słuchania, prowadzenia rozmowy, brak możliwości porozumienia, prostactwo, pieniactwo, bluźnierstwo, wandalizm, zwulgaryzowanie języka, mowa potępienia, pogardy, nienawiści, negacji, głęboko zakorzenione stereotypy, przywary… dość!

Alicja przemierza kolejne kręgi piekła Dantego, odkrywając za każdym razem, że może być jeszcze gorzej. Na zadowalający finał nie ma szansy. Koszmar nie był senny, był rzeczywisty. Ujawnił na szczęście, że zawsze liczyć można na istoty takie jak Dzika Baśka, Agnes Kociałapa, Apolonia Kitti Kitti, Kocińska, Malwa Makota, Markotka, Bakcyjka, Kokota, Ciotka Podkotek, Lidia Kociołek, Agnes Kociałapa, Święta Kocia, Makota, Maria Kocierzyńska, Brygida Kocurkiewicz, Szkotka.

Kunszt autorki

Bator jest doskonałą obserwatorką rzeczywistość, obdarzoną wyostrzonym zmysłem słuchu. Z dużym wyczuciem i znajomością tematu portretuje otaczającą rzeczywistość, nasze tu i teraz i nadaje mu uniwersalny wymiar.

Faktem jest, że autorka przepuszczając rzeczywistość przez filtr swojej wyobraźni i wrażliwość powołała do życia dzieło, które opowiada świat, napawający grozą, w który z jednej strony nie możemy uwierzyć, z drugiej zaś dobrze wiemy, że jest, dzieje się tu, w realności naszej, a nie gdzieś na peryferiach ludzkiej wyobraźni.

Język

Symbolicznym tego wszystkiego wyrazem wydaje się język, który okazuje się tu dodatkowym bohaterem powieści. Autorka idealnie oddaje styl wypowiedzi poszczególnych osób (na forach internetowych, w radiu, w taksówce, w pociągu, na klatce schodowej) pełen błędów, wyrazów-tworów, wulgaryzmów, bólu, rozpaczy, gniewu, frustracji, nienawiści. I to tu, w języku, dzieje się najwięcej. On oddaje najlepiej to, co w powieści najważniejsze.

Lektura powieści wiele wymaga od odbiorcy w sensie emocjonalnym. Jest bowiem niezwykle intensywna, naładowana, gęsta. Fizycznie trudno przebrnąć przez kolejne rozdziały, odsłaniające kolejne kręgi piekła. Jednocześnie trudno oderwać się od lektury, bo „Ciemno, prawie noc” jest świetnie opowiedzianą historią, w której autorka mieszając liczne konwencje i umiejętnie zacierając granice między tym, co dzieje się naprawdę a snem, majakiem, wytworem wyobraźni, halucynacją, między porządkiem realistycznym i fantastycznym (realizm i oniryzm bytują na tych samych prawach) rozpoznaje i portretuje rzeczywistość, by potrząsnąć odbiorcą, by się ocknął, przebudził, zreflektował.

[…] matka boska kura nioska co ma skrzydła dwa pod skrzydłami pod kołdrami niech pochowa nas […]. (s. 15)

*Wszystkie cytaty z dzieła pochodzą z tomu, Ciemno, prawie noc, Joanna Bator, Warszawa 2012.

** Rok pierwszego wydania – 2012.


BIBLIOGRAFIA